Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 26 stycznia 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 25 (5300) 26 stycznia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Fantastycznie potoczyl sie konkurs indywidualny Pucharu Swiata w
Zakopanem. Po pierwszej serii prowadzil Dawid Kubacki, jednak zwyciezyl
Kamil Stoch, ktory w drugiej czescie zawodow pofrunal 140 metrow.
Kubacki spadl na trzecie miejsce po probie na 133 metry. Drugie miejsce
zajal Stefan Kraft.
Weekend ze skokami narciarskimi na Wielkiej Krokwi dla wielu kibicow
jest najwazniejszym wydarzeniem w calym kalendarzu Pucharu Swiata.
Rowniez dla zawodnikow zawody w stolicy Tatr sa czyms wyjatkowym, bowiem
takiej liczby fanow, dodatkowo tak zywiolowych, ciezko znalezc
gdziekolwiek indziej.
Bialo-Czerwoni w tym sezonie moga miec powody do wielkiego zadowolenia
ale i sporego niepokoju. W znakomitej formie znajduje sie Dawid Kubacki,
a czolowki w zasadzie nie opuszczaja takze Kamil Stoch i Piotr Zyla. Z
drugiej strony forma zawodnikow stanowiacych bezposrednie zaplecze
liderow, pozostawia wiele do zyczenia. Do zakopianskich zawodow poza
„wielka trojka” awansowal jeszcze tylko Maciej Kot i Aleksander
Zniszczol.W sobote Polacy zajeli piate miejsce w zawodach druzynowych,
co bylo sporym niedosytem dla kompletu widzow, liczacych na przelamanie
czwartego w bialo-czerwonej ekipie Jakuba Wolnego. To jednak nie
nastapilo i choc pozostali nasi reprezentanci prezentowali sie bardzo
dobrze (Kubacki i Stoch) lub niezle (Zyla), do nawiazania do czolowki
konkursu bylo to za malo. W niedziele zawody druzynowe byly juz jednak
historia i fani na Wielkiej Krokwi z nowymi nadziejami zapelnili trybuny
skoczni. Seria probna dala im powody do optymizmu, bo drugi w niej byl
Kubacki, a Stoch zaliczyl najdluzsza odleglosc (139,5 metra).
Jako pierwszy pewnosc kwalifikacji do serii finalowej uzyskal Bulgar
Wladimir Zogravaski, ktory ladowal na 126 metrze. Niestety znow slabo
spisali sie Zniszczol i Kot. Pierwszy z nich uzyskal 121,5 metra, a
drugi 116 metrow i obaj zakonczyli start juz na pierwszej serii. Na
szczescie znacznie lepiej zaprezentowal sie Zyla, ktory pofrunal na 134
metr i objal prowadzenie. Polak nie cieszyl sie zbyt dlugo z bycia
liderem. Skaczacy tuz za nim zwyciezca serii probnej i najlepszy
indywidualnie w sobotnim konkursie druzynowym Niemiec Stephan Leyhe
uzyskal az 139 metrow i to on na dluzsza chwile zadomowil sie na
pierwszym miejscu. Kibice mieli nadzieje, ze „zrzuci” go stamtad Stoch,
jednak Polak choc skoczyl swietnie (137,5 metra), znalazl sie
nieznacznie za nim.
Oczy kibicow zwrocone byly jednak juz na Kubackiego. Nasz reprezentant
ponownie zrobil swoje i po locie na 140 metrow okazal sie najlepszy w
pierwszej serii, czym wprawil w euforie trybuny w Zakopanem. W czolowej
siodemce znalezli sie jeszcze Stoch (3.) i Zyla (7.), co zwiastowalo w
finale ogromne emocje i pozwalalo realnie marzyc o bialo-czerwonym
podium.Wszystko to sprawilo, ze dla fanow zgromadzonych pod Wielka
Krokwia skoki pierwszych dwudziestu skoczkow w drugiej kolejce, byly
tylko wstepem do szalonych emocji, ktore mialy dostarczyc proby czolowej
„dziesiatki”.
W niej jako pierwszy na rozbiegu stanal lider Pucharu Swiata, Niemiec
Karl Geiger, ktory ladujac na 136 metrze potwierdzil, ze lokata z
pierwszej serii byla raczej wypadkiem przy pracy. Jako pierwszy z
Polakow zaprezentowal sie Zyla, ktory uzyskal 131 metrow i po swoim
skoku byl trzeci, a po chwili zostal zrzucony z podium przez Japonczyka
Ryoyu Kobayashiego.
Checi do zameldowania sie na nim zglosil Austriak Stefan Kraft, ktory
poszybowal na 138 metrow i wskoczyl na pozycje lidera. Nie zawiodl
jednak Stoch i 140 metrow dalo mu pewne „pudlo”. Na gorze pozostala
czolowa dwojka. Leyhe nie wytrzymal cisnienia, a kibice juz wtedy
wiedzieli, ze na pierwszym miejscu na pewno bedzie Polak. Pytaniem
pozostawalo tylko, czy bedzie to Stoch czy Kubacki. Ten jednak uzyskal
133 metry i zajal trzecie miejsce.

-Wojciech Kuczok: Reparacje na skoczniach
Czy w naszej milosci do skokow narciarskich kluczowej roli nie odgrywa
aby czynnik niemiecki?
Podobaly mi sie kaski. Kolorowe, blyszczace, ksztaltne. O ilez
ladniejsze niz stary motocyklowy helm wujka, w ktorym chodzil po
ogrodzie, kiedy ojciec wlazil na drzewo i wytrzasal gruszki. Mielismy
dwie urodzajne grusze, wysoko sie piely, trudniej bylo sie na nie
wdrapac niz na czeresnie – ta byla moim drzewem, obzeralem sie tam i
plulem pestkami z wysokosci pietra. Kask wujka byl wspomnieniem jego
wueski, kiedys bialy i byc moze lsniacy, teraz wyciagany z szopy tylko
na doroczne trzesienie gruszy; oczyszczony z pajeczyn, otarty z kurzu i
tak pozostawal kaskiem ohydnym.
Skoczkowie narciarscy mieli kaski barwne, swiatlo sie od nich odbijalo,
dopiero co przestali skakac w czapkach, wiec i dla nich musial byc to
gadzet zgola nowoczesny.
Kiedy zadaje sobie pytanie, czemu wlasciwie z poczatkiem lat
osiemdziesiatych to skoki staly sie moim ulubionym sportem, mysle: to z
powodu kaskow. Ksztalt i barwa – w szarym i zdeformowanym kraju deficyt
formy i koloru byl widac dojmujacy takze dla dziecka. Wtedy skoki
ogladalo sie dla skrajnosci. Bylo dwoch geniuszy przelamujacych
grawitacje: Matti Nykaenen, ktory latal o tyle dalej od innych, ze
rozmyslalem, ilu bedzie zabitych, a ilu rannych, kiedy on sie w koncu
rozkwasi o tlumne trybuny, i Eddie „Eagle” Edwards, ktory pobijal
rekordy krotkosci skoku, spadal coraz blizej i coraz rozpaczliwiej
walczyl w powietrzu o to, zeby nie wyrznac glowa o zeskok.
Geniusz sportu i mistrz nieudolnosci – miedzy tymi dwoma biegunami
rozpiely sie poczatki mojej fascynacji. O tym, czemu dzis skoki sa
religia Polakow, wie kazdy maluch: malyszomania, stochmania, kubackizm.
Juz druga dekade niemal bez przerwy mamy kogos na topie; skoro jestesmy
potega w jakiejs dyscyplinie, trudno sie dziwic rozentuzjazmowanym tlumom.
Byc moze jednak nie docenialem przez lata zasadniczego podtekstu – od
dwoch dekad psujemy zabawe Niemcom. Malysz zgasil Schmitta i Hannawalda,
Stoch leczyl z marzen Freitaga i Freunda, Kubacki gra na nosie Geigerowi
– doliczajac Austriakow (to tez Niemcy, tylko jodlujacy dla niepoznaki),
ktorzy za sprawa naszych mistrzow musieli obejsc sie smakiem –
skoczkowie spelniaja podswiadome pragnienie narodu, by zabrac ukochane
zabawki ludom germanskim, by nie rzec: nasikac im do kufli. W ciagu
czterech lat Polacy osmielili sie wygrac TCS trzykrotnie – teutonskie
cwaniaki wyczuly pismo nosem i prewencyjnie obnizyly wysokosc nagrody
glownej, skoro nie moga jej dac swoim. Premier Pinokio slusznie
postanowil dorzucic Dawidowi Kubackiemu stowke do premii za wygrana, tym
bardziej ze ten wygral jeszcze dwa razy w Titisee-Neustadt, a biorac pod
uwage druzynowe zwyciestwo Polakow w Klingenthal, trzeba zauwazyc, ze w
tym roku z zelazna konsekwencja pobieramy reparacje na skoczniach.
Geby rzadowych oficjeli i ich poplecznikow niezmiennie wystawiaja sie do
kamer na zawodach, bo zwyciestwa wyjatkowo lacno wpisuja sie teraz w
antyniemiecka narracje. Kubacki frunie z takim impetem, ze poniesie na
plecach ministra i prezydenta za dlugosc skoczni i wyladuje z
telemarkiem. Dziegciu dodaje tym slodkosciom jedynie wizja finlandyzacji
polskich skokow. Kiedysmy sie za sprawa Malysza dzwigali z niebytu w
kosmos, potega odwieczna i nieskonczona byli Finowie. A potem wygineli
jak dinozaury; dzis latwiej wykopac szkielet diplodoka niz znalezc
finskiego skoczka zdobywajacego pucharowe punkty.
W Zakopanem po raz pierwszy od lat tak dotkliwie brakowalo nam czwartego
do zespolu. Piekny czas Dawida Kubackiego moze byc nie tylko
zwienczeniem jego niezwykle cierpliwie budowanej kariery, ale i
dwudziestolecia, w ktorym polskie skoki staly sie legenda. Nie mamy
rezerw, zadnych mlodych nastepcow naszych asow, az strach pomyslec, ze
trafilo nam sie po prostu wybitne pokolenie, za ktorym czai sie proznia.
Bedziemy wspominac dzisiejszych mistrzow jak orly Gorskiego i
Piechniczka, Wembley, Niemcy, i Hiszpanie? Wtedy skoki naprawde stana
sie narodowa religia – pozostana nam mit i wiara.
I kolorowe kaski.

-Wichniarek: Kontuzja Bielika rozsypala ukladanke
Piec miesiecy przed mistrzostwami Europy komfortowe budowanie silnej
drugiej linii nagle sie skomplikowalo.
Na koniec eliminacji sytuacja w srodku pola wygladala naprawde
obiecujaco. Grzegorz Krychowiak przesuniety z pozycji defensywnego na
bardziej ofensywnego pomocnika gral jeden z najlepszych sezonow w
karierze. Krystian Bielik wykorzystal szanse i bardzo dobrze wkomponowal
sie w zespol narodowy. Piotrek Zielinski calkiem niezle zaczal grac pod
koniec el. ME. Jacek Goralski pozwolil zapomniec o Karolu Linettym i
usunal w cien Mateusza Klicha. Bylo naprawde obiecujaco, az tu nagle…
ukladanka sie posypala, trzeba ja tworzyc od nowa. Krycha, majacy ze
swoim Lokomotiwem szanse na wiosenne wystepy w Lidze Europy, niestety
jej nie wykorzystal i zostaja mu tylko mecze ligowe.
Krystian zerwal wiazadla krzyzowe i bedzie pauzowal przez co najmniej
szesc miesiecy. Jest to kolejna kontuzja mlodego chlopaka, ktora
wyklucza go z gry, a ta niestety rowniez z ME.
****
Goral zmienil Ludogorec, ktory za okolo trzy tygodnie mierzyc sie bedzie
w LE z Interem, na Kajrat Almaty z Kazachstanu. Jedynie Zielu utrzymuje
sie na fali wznoszacej i po zmianie trenera Ancelottiego na Gattuso, gra
coraz lepiej.
Mielismy na jesien 2019 powody do umiarkowanego spokoju o obsade drugiej
linii, ale teraz niestety wiele jest w niej niewiadomych. Wszystko przez
wyjecie z ukladanki jednego elementu, czyli przez nieszczesne kolano
zawodnika Derby County, choc to nie koniec komplikacji. Tak jak
wspomnialem wyzej, Krychowiak wiosna nie bedzie juz gral w europejskich
pucharach, Jacek Goralski w nowym klubie nie powinien miec zadnych
problemow z regularnymi wystepami, ale czy to wystarczy? Nie mam
przekonania, czy majac w perspektywie zblizajace sie mistrzostwa Europy,
dokonal dobrego wyboru. Kontuzja Bielika to spora strata nie tylko ze
wzgledu na jego jakosc, ale i mozliwosci, ktore stwarzala jego obecnosc
na boisku. Dzieki niemu Krychowiak mogl sie wykazac blizej bramki
rywali, wiecej swobody otrzymywal Zielinski. Dlatego szukajac nastepcy,
trzeba znalezc pilkarza o podobnym stylu gry, jak Krystian. Teoretycznie
naturalnym wyborem powinien byc Goralski. Ale czy Goralski z Kajratu
Almaty? Ja nie bylem powolywany do reprezentacji, bo gralem w drugiej
lidze niemieckiej, selekcjoner Jerzy Engel uwazal, ze 2. Bundesliga jest
za slaba, by trafiac z niej do kadry. Jak w takim kontekscie ocenic lige
kazachska? Zobaczymy, jak ta zmiana wplynie na jakosc gry Goralskiego.
Zaryzykowal, podjal decyzje, ktora stawia znak zapytania przy jego nazwisku.
****
Nieobecnosc Bielika moze byc tez druga szansa dla Mateusza Klicha, ktory
przez wiekszosc eliminacji gral w pierwszym skladzie, ale jesienia
przestal byc juz pewniakiem. Teraz moze skorzystac na absencji mlodszego
kolegi, jednak mam watpliwosci, czy nadaje sie na lidera drugiej linii.
A przede wszystkim, czy potrafilby pelnic te role, co Bielik.
Ostatnie wydarzenia pokazaly, ze inaczej trzeba bylo podchodzic do
obecnosci w tej kadrze Karola Linettego. Uwazam, ze pomocnik Sampdorii
moglby dobrze wspolpracowac z Krychowiakiem, tworzyc przestrzenie dla
Zielinskiego czy Szymanskiego. Od dluzszego czasu jest w wysokiej
formie, dlatego powinien wrocic do kadry. Niezaleznie, jak w lidze
wloskiej radzi sobie jego zespol, bo to caly czas klub z Serie A –
jednej z najsilniejszych lig na swiecie. Na dodatek Polak gra od
dluzszego czasu zawsze w pierwszym skladzie i zdarza sie, ze wychodzi na
boisko w roli kapitana. Takie doswiadczenie bardzo sie przyda. Mamy w
grupie tak mocnych rywali, ze potrzebujemy pilkarzy ogranych w silnej
lidze. Wiem, ze Karol rozegral w reprezentacji 23 spotkania. Sporo,
jednak malo ktore z nich bylo dobre. Mimo to ja bym go nie skreslal, bo
liczba wystepow to jedno, druga sprawa to zaufanie. Nie przypominam
sobie, by Linetty dostal prawdziwa szanse, by zagral w kilku meczach z
rzedu niezaleznie od tego, jak wypadal.
Na pewno nie mozna oceniac jego przydatnosci w kadrze na podstawie
jednego meczu. Zrobiono by temu chlopakowi krzywde, jesli uslyszalby, ze
najblizsze spotkanie zadecyduje o tym, czy powinien zostac w
reprezentacji. Niezaleznie, czy jest mocny psychicznie, czy nie, to
ciezar gatunkowy takiego meczu sparalizowalby mu nogi na dlugie minuty.
Nie podejrzewam, by w pierwszym wystepie po powrocie do kadry wypadl
dobrze, nawet jesli zagra w pierwszym skladzie. I to w zadnym stopniu
nie powinno go przekreslac, bo takie testy po prostu nie maja sensu.
Selekcjoner powinien z nim spokojnie porozmawiac, sprobowac do niego
trafic. Sprawic, by Karol nie podszedl do tego meczu, jak ja za kadencji
Leo Beenhakkera. Holender powolal mnie na starcie z Czechami, chyba
tylko po to, by uciszyc dziennikarzy. To byl moj pierwszy wystep w
kadrze po ponad czterech latach przerwy. Bardzo mi zalezalo, w ciagu 45
minut chcialem pokazac wszystko, co potrafie. To bylo niemozliwe. Za
bardzo sie na to nastawilem. Mam nadzieje, ze moja historia sie nie
powtorzy i Karol dostanie nie jedna szanse, a kilka. Oby wreszcie ja
wykorzystal, bo pora juz, by ten chlopak na powaznie zaistnial w kadrze.

-Bugajski: Liga wielka jak zarzad PZPN [FELIETON]
Dobrze, ze mamy dyskusje o formacie ligowych rozgrywek. Szkoda, ze
towarzysza jej niezdrowe emocje. Gdy po jednej stronie staje Zbigniew
Boniek, a po drugiej szefowie klubow, musi iskrzyc.
Ostatnio iskrzy zreszta w kazdej sytuacji, gdy pojawia sie prezes PZPN.
Temperamentem i pewnoscia siebie moglby obdzielic caly 18-osobowy zarzad
i jeszcze sporo by mu zostalo. To jasne, ze na srodowym posiedzeniu
wladz zwiazku, na ktorym zostanie rzucone haslo formatu ligowych
rozgrywek, ostateczne decyzje beda sie pokrywac z jego pogladami. A w
lidze prezes Boniek chce miec tyle druzyn, ile osob w zarzadzie – tez
osiemnascie.
****
Prezes PZPN za powiekszeniem ekstraklasy opowiada sie twardo,
jednoznacznie i przy kazdej okazji. Tej determinacji trzeba mu
zazdroscic, podobny upor wykazuje tylko w przekonywaniu, ze ustawowe
narzucanie zwiazkom sportowym przepisu o maksymalnie dwoch kadencjach
dla prezesow jest idiotyczne.
Wladze Ekstraklasy SA chca utrzymac lige 16-zespolowa, z runda finalowa.
Jedyna zmiana jest odejscie od trzech spadkowiczow. Pojawia sie zreszta
argument, z ktorym jak najbardziej mozna dyskutowac, ale na prezesa
Bonka dziala wrecz jak plachta na byka – ze trzeci od konca zespol w
ekstraklasie jest lepszy od trzeciej druzyny awansujacej z 1. ligi. Nie
tylko pod wzgledem sportowym, ale takze organizacyjnym, finansowym,
infrastrukturalnym i wieloma innymi. Rozumiem, ze mowa o pewnej ogolnej
zasadzie, bo gdybysmy jednak sprawe zredukowali do namacalnego tu i
teraz konkretu, zaczelibysmy sie klocic, w czym Korona jest
lepsza/gorsza od Podbeskidzia. Miedzy innymi na tym polega sprowadzanie
dyskusji do absurdu.
Liczba spadkowiczow to tylko jeden, wcale nie najwazniejszy aspekt, lecz
od niego wszystko sie zaczyna. Istotniejsze jest to, ze az trzy
spadajace druzyny w obecnym systemie to jednak za duzo. Jesli juz tak
musi byc, elite nalezy powiekszyc do 18 druzyn, jak w niemieckiej 1.
Bundeslidze. Wowczas kwestia spadkow i awansow nie wywolywalaby juz
takich emocji.
Pozostaje jednak problem najpowazniejszy – czy 18-zespolowa ekstraklasa
to dobra opcja dla polskiej pilki? Mam wrazenie, ze kluby powoli
zaczynaja przyjmowac argumenty Zbigniewa Bonka. Wladze ligowej spolki te
sytuacje beda musialy chyba zaakceptowac, w koncu one sa od wykonywania
woli akcjonariuszy.
****
Ze sportowego punktu widzenia nie musi to byc zly scenariusz. W
porownaniu z ESA 37 zwolnia sie trzy terminy, bedzie wiecej czasu na
regeneracje, treningi, moze da sie wykreslic kolejke w srodku tygodnia.
To rowniez bodziec dla rozwoju pilkarskich osrodkow. W koncu po to
ladujemy ogromne pieniadze w stadiony, by grali na nich ekstraklasowi
pilkarze. A czy poziom musi sie obnizyc? Nie wykluczajmy, iz jest na
tyle niski, ze juz nic mu zaszkodzi. No i to przeciez gdy poprzednio
mielismy ekstraklase z 18 druzynami – w latach 90. minionego wieku –
dwaj mistrzowie Polski, rok po roku, awansowali do fazy grupowej
Champions League!
Jakims klopotem moze byc nowy kontrakt telewizyjny, bo trudno sie oprzec
wrazeniu, ze oferta jest skrojona pod lige szesnastozespolowa, obecny
wariant ESA 37. Cos w prezentacjach w PowerPoincie na pewno trzeba
bedzie pozmieniac, lecz jesli juz, to nie ma lepszego momentu niz
wlasnie teraz, gdy zacznie wygasac obecna umowa.
W tych fundamentalnych sprawach niewatpliwie mozna sie dogadac, ale
byloby dobrze, gdyby nikt nie forsowal zmian wbrew opinii klubow. Niech
ich glos znaczy tyle samo, co glos zarzadu PZPN. Wiem, wiem – to zwiazek
sprawuje piecze nad rozgrywkami, Ekstraklasa SA zajmuje sie nimi tylko
na zasadzie biznesowego porozumienia. Nie chodzi jednak tutaj o
statutowe paragrafy, ale o zdrowa wspolprace. Najgorzej, jezeli ktos z
wladz PZPN bedzie chcial na sile wykazac, ze jest madrzejszy od innych.
W zarzadzie zwiazku jest trzech waznych ekstraklasowych ludzi – dwoch
prezesow (Cezary Kulesza z Jagiellonii i Wojciech Cygan z Rakowa) oraz
jeden wiceprezes (Jakub Tabisz z Cracovii). Oni mogliby probowac zadbac
o merytoryczna dyskusje, lecz obawiam sie, ze to naiwne zalozenie, no bo
na przyklad prezes Cygan musi sie martwic, aby szef PZPN nie spelnil
swojej grozby w sprawie Rakowa. A szef grozi, ze jesli w nowym sezonie
zespol nie wroci jako gospodarz z Belchatowa do Czestochowy, wyleci z
ekstraklasy bez wzgledu na miejsce w tabeli na koniec obecnych rozgrywek.
****
I to jest wlasnie inny i tez potrzebny wymiar debaty o ksztalcie ligi.
Nadymamy sie, prezymy muskuly, chcemy ekstraklasy duzej jak Bundesliga,
a co pare lat wpuszczamy do niej beniaminka, ktory przez caly rok nie
jest w stanie spelnic podstawowych warunkow licencyjnych, podejmuje
rywali w innym miescie albo i na wsi. Istnieje uzasadnione podejrzenie,
ze powiekszenie ligi tego problemu nie rozwiaze.
Niech wiec decydenci sprawiedliwie waza wszystkie argumenty, a ich
wnioski niech beda przejrzyste i zrozumiale. Na koniec chcemy wiedziec,
o co im chodzi. Bo gdy w biznesie nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o
pieniadze. A gdy nie o pieniadze, to chodzi o ego.

-Kadziewicz: W ciaz poszukujemy gazu lupkowego [felieton]
Przerwa od ekstraklasowej pilki noznej sklania do refleksji. 32. liga w
Europie, ktorej jestem wielkim fanem, kolejny raz pokazuje, ze jestesmy
krolami swojego malego, zapomnianego podworka. Haslo przewodnie: „Ten,
kto biega prosto i ma mniej niz 30 lat, musi byc sprzedany”. Niewazne
gdzie, wazne za ile – pisze Lukasz Kadziewicz, byly siatkarz, wicemistrz
swiata z 2006 r., a obecnie felietonista „Przegladu Sportowego”.
Dziura w budzecie kazdego klubu to chleb powszedni naszej ligowej
rzeczywistosci. Niestety w siatkowce jest podobnie. Kluby zadbaly w
kontraktach o to, zeby zawodnik nie mial prawa glosno powiedziec, ze nie
otrzymuje swoich pieniedzy w terminie. Jesli sie odezwie, to dostanie
kare, platna z kasy, ktorej jeszcze nie zobaczyl. Uklad idealny dla
tych, co na gorze. Gorzej maja najwazniejsi w tej ukladance zawodnicy.
Oni powinni byc na pierwszym planie, a przy dzieleniu tortu musza
czekac, az cos spadnie ze stolu. Informacja dnia z pilkarskiego Gdanska.
Futbolisci upomnieli sie o zalegle place. Pieniadze powoli zaczely
wplywac na ich konta z wiadomoscia, ze moga szukac nowych klubow. Oboz
maja… dochodzeniowy w Gdansku, a nie w Turcji. I przyspieszony kurs
zarzadzania potencjalem ludzkim w gratisie od klubu.
Szefowie naszej pilki planuja kolejna reforme i zmiany w regulaminie
rozgrywek. Nie mysla nad szkoleniem nowych pokolen swiadomych pilkarzy,
tylko jak z mizerii wykrecic dodatkowe pieniadze. W siatkowce zapominaja
prawdziwie weryfikowac kluby, ktore doprowadzaja do sytuacji, w ktorej
druzyna ligowa nie jedzie na mecz, bo nie ma za co i z kim. Kolejne
przyklady patologicznych wydarzen mozna wyliczac, wypisujac bardzo dluga
liste. Szkoda, ze wnioski nie sa wyciagane z wczesniejszych przypadkow
zaklamywania rzeczywistosci. Najwazniejsze, ze karuzela ma sie krecic, a
kiedy ktos z niej spada, to nikt specjalnie sie nie dziwi i na pewno nie
lamentuje. Przypomina to bardziej grozenie palcem osobie, ktora polamala
sobie rece, choc przeciez mowilo sie, zeby „tam nie wchodzila”.
Bylem ostatnio zdumiony kilkoma wypowiedziami szanowanych przeze mnie
pilkarskich trenerow. Narzekali, ze musza wystawiac do wyjsciowego
skladu 21-letniego Polaka. W 38-milionowym kraju mamy problem, zeby
wyszkolic kilkunastu 17-, 18-, 19-, 20- i 21-letnich pilkarzy, ktorzy
spokojnie przejda badania lekarskie i zagraja w rodzimej ekstraklasie?!
Stad opinie, ze taki sztuczny przepis ogranicza poczynania trenera i ma
wplyw na wynik koncowy oraz losy klubu. Agenci prowadzacy mlodocianych
adeptow rzemiosla pilkarskiego szybko wyczuli latwe pieniadze. Kluby
musza placic jak za zboze nie za umiejetnosci pilkarskie mlodziezowca,
tylko za grzech zaniechania. Od lat ta sama spiewka, ze szkolimy i
ciagle poszukujemy. Chyba pokladow gazu lupkowego, bo raczej nie
pilkarskich talentow.
***
Siatkowka reprezentacyjna, ktora od 15 lat swieci sukcesy, jest na
krzywej wznoszacej. Popularnosc dyscypliny zmusila cale srodowisko do
zmian w podejsciu do wykonywanych obowiazkow. Przepasc miedzy
najlepszymi klubami wloskimi czy rosyjskimi a polskimi w aspekcie
finansowym nadal jest ogromna. Na szczescie coraz czesciej mozemy mowic,
ze czolowe kluby organizacyjnie dogonily najlepszych. Dbanie o detale,
ktore maja wplyw na najwazniejsze rzeczy, sprawilo, ze zawodnik
wyjezdzajacy do zagranicznej druzyny nie przezywa szoku kulturowego.
Stabilizacja to jest wlasnie to, czego szuka kazdy zawodowy sportowiec.
Oklepane slowa, ktore slyszalem, podpisujac wszystkie kontrakty,
brzmialy: „Ty tylko graj, cala reszta bedzie zorganizowana za ciebie”.
Najczesciej ja nie gralem, a cala reszte organizowalem sobie sam. Z
perspektywy lat widze, ze sa wieksze problemy w zyciu niz pelna amatorka
w prowadzeniu klubu sportowego. Bedac mlodszy o kilkanascie wiosen, nie
potrafilem jednak zrozumiec, ze ktos nie placi mi kilka miesiecy i
wymaga stuprocentowego zaangazowania. Lata mijaja i niestety
przyjezdzajac na mecze ligowe i rozmawiajac z mlodszymi kolegami, czesto
slysze niepewnosc w ich glosie. „Placa? Od sierpnia dostalismy jedna
wyplate… ale podobno od lutego maja zaczac wyrownywac…”.
***
Czy faktycznie nasze podejscie bierze sie z biedy? Czy moze to kompleksy
i traumy z dziecinstwa. To co, ze nie mam kasy, i tak bede zyl ponad
stan! Chce byc prezesem i chce, zeby moj klub gral w ekstraklasie. Kasy
jeszcze nie mam, ale znam kogos, kto mi te pieniadze obieca, a drugi
kolega zweryfikuje to wszystko pozytywnie i dostane licencje. Do tego
dobra bajka marketingowa i interes sie kreci. A jak sie nie kreci, to
upadlosc klubu i powolamy nowy podmiot. Lista takich biznesowych
majstersztykow z sezonu na sezon szybko sie wydluza. W 2020 roku w
polskiej siatkowce wybory do wladz PZPS. Dlatego wszystkie dziury trzeba
zaszpachlowac, trawe pomalowac na zielono i powalczyc o glosy regionu.

-Mnie najbardziej w calej sprawie przeraza calkowite pominiecie przez
dzialaczy aspektu zdrowia zawodnikow, zarowno fizycznego, jak i
psychicznego, bo przeciez przy ciaglym graniu meczy sie nie tylko cialo
– pisze Dariusz Faron o zmianach, ktore zamierza wprowadzic FIVB w swoim
najnowszym felietonie.
W srode Kamil Drag pisal na lamach „Przegladu Sportowego”, ze FIVB
zamierza wprowadzic zmiany w regulaminie Ligi Narodow, ograniczajac
kadry zespolow do osiemnastu lub nawet czternastu siatkarzy (choc to
drugie rozwiazanie jest mniej prawdopodobne po protestach zawodnikow i
trenerow). Dzialaczom nie podoba sie, ze w poprzednim roku szkoleniowcy
wystawiali drugi garnitur i wierza – nie wiadomo, na jakiej podstawie –
ze wspomniana zmiana zmusilaby trenerow do stawiania na najlepszych, a
tym samym podniosla poziom rywalizacji. Pomysl jest idiotyczny i
absurdalny nie tylko ze wzgledu na to, ze utrudnia reprezentacjom
przygotowania do igrzysk.
Mnie najbardziej w calej sprawie przeraza calkowite pominiecie przez
dzialaczy aspektu zdrowia zawodnikow, zarowno fizycznego, jak i
psychicznego, bo przeciez przy ciaglym graniu meczy sie nie tylko cialo.
Juz pod koniec w 2019 roku pojawilo sie wiele glosow, ze kalendarz
siatkarzy jest przeladowany do granic mozliwosci. Wybrancy Vitala
Heynena rozegrali w dwanascie miesiecy 48 spotkan (dla porownania:
pilkarze nozni – 10, a reczni – 14). Wytrzymali mordercze tempo glownie
dlatego, ze Belg dokonywal zmian w skladzie i mocno wykorzystywal
rezerwowych. Gdyby wszystko potoczylo sie w 2020 roku wedle zalozen
FIVB, oznaczaloby to, ze najlepszych siatkarzy czeka jeszcze
intensywniejszy maraton. Absurd.
Lukasz Kadziewicz, z ktorym ostatnio rozmawialem, ma racje mowiac, ze w
tym wielkim biznesie, jakim jest wyczynowy sport, zawodnicy znalezli sie
na samym koncu lancucha. W siatkowce widac to ostatnio bardzo czesto, co
pokazaly chociazby mistrzostwa Europy. Przypominam, ze w kluczowej fazie
turnieju w ciagu szesciu dni nasza kadra rozegrala trzy mecze w trzech
krajach, pokonujac w miedzyczasie prawie 2500 kilometrow. I nikt z CEV
nie pytal Kubiaka i spolki, czy zdaza sie zregenerowac, bo nikogo to nie
obchodzi.
Chec generowania przez federacje coraz wiekszych zyskow sprawia, ze
interes zawodnikow (a tym bardziej kibicow) juz dawno zostal zepchniety
na dalszy plan i nie dotyczy to oczywiscie tylko siatkowki. Przeciez nie
tak dawno pilkarskie druzyny z Wloch i Hiszpanii walczyly o krajowy (!)
Superpuchar w Arabii Saudyjskiej, a za dwa lata FIFA zorganizuje MS w
Katarze, udajac, ze mamy do czynienia z wielkim pilkarskim swietem, choc
przeciez nawet male dziecko wie, ze bardziej chodzi tu o milosc
decydentow do pieniedzy niz milosc Katarczykow do pilki. Oni raczej za
sportem nie przepadaja. Podczas niedawnych mistrzostw swiata w
lekkoatletyce trybuny swiecily pustkami, a gdy piec lat temu do Kataru
przyjechali na mistrzostwa najlepsi szczypiornisci swiata, gospodarze
musieli kupowac kibicow (nie tylko szczypiornistow), bo tez mieli
ogromny problem z frekwencja.
Zawodnicy zmuszani do ekstremalnego, wrecz nadludzkiego wysilku, mecze
„krajowe” rozgrywane na drugim koncu swiata i najwazniejsze turnieje,
ktore pod wzgledem logistycznym sa prawdziwa katastrofa – jeszcze
niedawno brzmialo to jak scenariusz science fiction. Jest zle, a bedzie
pewnie jeszcze gorzej, bo wspolnym mianownikiem wszystkich powyzszych
dzialan sa pieniadze. Gdzie sa granice tego szalenstwa? Strach pomyslec.

-Natalia Maliszewska zdobyla brazowy medal mistrzostw Europy w short
tracku, ktore trwaja w wegierskim Debreczynie. To drugi medal Polki w
mistrzostwach Starego Kontynentu, rok temu w holenderskim Dordrechcie
uplasowala sie na najwyzszym stopniu podium.
– Znalezc sie znowu w najlepszej czworce kobiet w Europie to wielka
sprawa. Znowu jestem z tymi samymi dziewczynami i znowu z nimi startuje.
Cieszylam sie z kazdego kolejnego pokonywanego biegu – mowila Maliszewska.
Polka w finale miala trudne zadanie, bo startowala z trzeciej pozycji,
co na najkrotszym dystansie czesto ma najwazniejsze znaczenie. – Ma
bardzo duze znaczenie, bo ja mialam do tego pierwszego klocka troszeczke
dalej. Zawsze chcialabym mocniej, ale w tym biegu nic wiecej nie moglam
zrobic. Nie moglam nic wiecej zrobic, a wracam z medalem. Super – dodala
szczesliwa Polka.
– Kazdy medal jest bardzo cenny i w samych pozytywach mozemy mowic o tym
wystepie. Natalka pokazala, ze potrafi byc bardzo szybka. Lepsza pozycja
na starcie prawdopodobnie dalaby jej lepszy medal, ale jestesmy
zadowoleni z tego, bo on tez daje pewnosc siebie. I mam nadzieje, ze
pozwoli nam na jeszcze bardziej emocjonujaca koncowke sezonu – mowila
trenerka reprezentacji Polski Urszula Kaminska.

-Iga Swiatek w IV rundzie Australian Open. Wyrownala zyciowy sukces.
W III rundzie Australian Open Iga Swiatek pokonala rozstawiona z numerem
19. Chorwatke Donne Vekic 7:5, 6:3. W poniedzialek zagra o cwiercfinal.
wielkoszlemowych gra dopiero drugi sezon. Do tej pory najdalej dotarla w
zeszlorocznym Rolandzie Garrosie, gdzie w IV rundzie przegrala z Simona
Halep. W Australii moze ponownie zmierzyc sie z Rumunka w cwiercfinale,
o ile w IV rundzie pokona Estonke Anett Kontaveit rozstawiona z numerem 28.
Vekic jest juz trzecia utytulowana zawodniczka, ktora Swiatek
wyeliminowala w Melbourne. W poprzednich spotkaniach – z Wegierka Timea
Babos i Hiszpanka Carla Suarez-Navarro – to Polka byla faworytka.
Mierzaca 179 cm Vekic jest znana z dobrego serwisu, lecz w sobotnim
meczu Swiatek nie ustepowala jej w tym elemencie. Polka zagrala szesc
asow serwisowych, miala wysoki procent skutecznosci zarowno po
pierwszym, jak i po drugim podaniu. Takze w kluczowych momentach.
Obronila osiem z dziewieciu break pointow, a sama trzykrotnie przelamala
rywalke.
W pierwszym secie Swiatek udalo sie to dopiero w ostatnim 12. gemie. W
drugiej partii Vekic odskoczyla na poczatku na 2:0, lecz od stanu 1:3
Polka wygrala piec kolejnych gemow. Caly mecz trwal godzine i 46 minut.
Swiatek w Australian Open nie stracila dotad jeszcze seta.
Sukcesy Swiatek w Melbourne sa o tyle niespodziewane, ze Polka nie grala
w zadnym turnieju od 4,5 miesiaca. Po US Open ze startow wykluczyla ja
kontuzja stopy. Przeciagajaca sie rehabilitacja sprawila, ze Polka nie
poleciala do Australii wczesniej, jak wiekszosc zawodnikow, a dopiero na
sam wielkoszlemowy turniej w Melbourne.
Oprocz trenera Piotra Sierzputowskiego Swiatek towarzyszy psycholozka
sportowa Daria Abramowicz. Efekty tej wspolpracy widac na korcie. W
kolejnych meczach Polka gra bardzo dojrzale, wytrzymuje trudne momenty,
nie przydarzaja jej sie kryzysy tak charakterystyczne jeszcze przed
rokiem. Wowczas kilkukrotnie oddawala pierwszego seta niemal bez walki.
Swiatek jest jedna z dwoch nastolatek pozostajacych w turnieju. Druga to
15-letnia Coco Gauff, sensacyjna pogromczyni broniacej tytulu Naomi
Osaki. Obie doskonale sobie radza, stajac naprzeciw utytulowanych i
bardziej doswiadczonych rywalek.
Kolejna rywalka Polki bedzie Kontaveit, ktora nieoczekiwanie pokonala
6:0, 6:1 rozstawiona z szostka Szwajcarke Belinde Bencic. Estonka – tak
jak Swiatek – jeszcze nigdy nie wyszla poza IV runde turnieju
wielkoszlemowego. Dobrze czuje sie na kazdej nawierzchni, osiagnela piec
finalow turniejow WTA, lecz trofeum zdobyla tylko raz – w 2017 r. w
s-Hertogenbosch.
———————————————————–
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *