Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 24 stycznia 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVIII nr 24 (6002) 24 stycznia 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-PS: Znakomity skok i upadek Graneruda. Zadyszka” Polakow w Lahti
Norweg Robert Johansson zwyciezyl w niedzielnym indywidualnym konkursie
Pucharu Swiata w Lahti. Upadek zaliczyl lider po pierwszej serii, Halvor
Egner Granerud i zaprzepascil szanse na kolejna wygrana. Polacy tym
razem nie blyszczeli, a najlepszy byl Piotr Zyla, ktory uplasowal sie na
11. miejscu.
Oczekiwania polskich kibicow mogly byc przed zawodami mocno wygorowane.
W sobote Bialo-Czerwoni zaprezentowali sie z bardzo dobrej strony,
zajmujac drugie miejsce w rywalizacji druzynowej, ustepujac tylko
Norwegom. – Druga lokata smakuje zupelnie inaczej niz ta z Zakopanego –
mowil trener Polakow, Michal Dolezal, nawiazujac do pecha Andrzeja
Stekaly, ktorego zepsuty drugi skok odebral naszym zawodnikom wygrana na
Wielkiej Krokwi.
Dodatkowo tuz przed zawodami znakomity sygnal wyslal Piotr Zyla, ktory
zwyciezyl w kwalifikacjach. W nich gorzej poradzili sobie Kamil Stoch i
Stekala, ktorzy uplasowali sie w trzeciej „dziesiatce”, ale mozna bylo
liczyc na to, ze to po prostu wypadek przy pracy. W zawodach zameldowal
sie jednak komplet Polakow.
Swoja niezla dyspozycje pokazali w niedziele Jakub Wolny i Aleksander
Zniszczol. Obaj ladowali poza punktem konstrukcyjnym, co dalo im bez
wiekszych klopotow awans do drugiej serii konkursu. Sztuka ta nie udala
sie Pawlowi Waskowi, ktory po skoku na 118 metrow zakonczyl zawody na
32. miejscu. Pechowo, bo do awansu zabraklo mu… 0,3 pkt.
Lepiej niz w kwalifikacjach, gdzie mial wyrazny klopot z pozycja
dojazdowa i predkoscia na progu, spisal sie Stekala, choc nie mogl byc w
pelni zadowolony. Uzyskal co prawda awans do drugiej rundy, ale 121,5
metra z pewnoscia nie zaspokajalo jego ambicji.
Nie zachwycili tez Zyla oraz Kubacki, ktorzy po swoich skokach na 124 i
123,5 metra znalezli sie w koncowce pierwszej „dziesiatki”. Nieco dalej
ladowal Stoch (125 metrow), ale uczynil to w lepszych warunkach i
znalazl sie za kolegami z kadry. Fakt, ze mozna daleko skakac
potwierdzil skaczacy tuz po nim Markus Eisenbichler oraz przede
wszystkim lider Pucharu Swiata, Halvor Egner Granerud. Norweg „odlecial”
na 132,5 metra i ze znaczna przewaga (10,2 pkt) znajdowal sie w swietnej
pozycji przed seria finalowa.
W drugiej czesci zmagan polscy kibice naszych najlepszych reprezentantow
ogladali znacznie wczesniej niz by chcieli. Przed nimi swoje proby
oddali jednak Zniszczol oraz Wolny. Nie zachwycil szczegolnie Zniszczol,
ktory wyladowal na 114 metrze i zaliczyl spadek na przedostatnie miejsce
w zawodach.
Lepiej niz w pierwszej serii spisal sie Stekala. Pechowiec z Zakopanego
uzyskal 125,5 metra. Niezbyt zadowolony ze swojej proby byl za to Stoch,
ktorego 121,5 metra plasowalo go tuz za kolega z kadry. Nieudany wystep
zaliczyl tez Kubacki. Zwyciezca zeszlorocznego Turnieju Czterech Skoczni
skoczyl tylko 119 metrow i w klasyfikacji spadl do trzeciej „dziesiatki”.
Szanse na walke o wysokie lokaty stracil rowniez Zyla. Najlepszy
zawodnik kwalifikacji po skoku na 125 metrow musial uznac wyzszosc
rywali, ktorzy po pierwszej kolejce znajdowali sie za nim. Ostatecznie
zaden z Polakow nie zmiescil sie w czolowej „dziesiatce”.
Mocne ryzyko podjal Granerud. Norweg „odpalil” jak na lidera przystalo.
Polecial na 137,5 metra, ale „przeskakujac” skocznie zaliczyl upadek i
spadl na czwarta lokate. Zwyciezyl Robert Johansson, ktory wyprzedzil
Niemcow – Markusa Einsenbichlera i Karla Geigera.
Polacy nie zalicza zawodow do udanych. Najlepszy Zyla byl 11. Stekala
zajal 15. miejsce, Stoch byl 16. Wolny 22., Kubacki 23, Zniszczol 29, a
Wasek 32.

-Koniec nadziei na cwiercfinal. Polska przegrala z Wegrami 26:30 (10:16)
i stracila szanse na awans do najlepszej osemki mistrzostw swiata. Walka
trwa jednak dalej – w poniedzialek prestizowy mecz z Niemcami.
Podobnie jak przed Urugwajem, takze i przed Wegrami trener Patryk Rombel
dokonal w zespole zmian. Zgodnie z oczekiwaniami w miejsce Arkadiusza
Ossowskiego i Kacpra Adamskiego wrocili do szesnastki podstawowi gracze
Przemyslaw Krajewski i Maciej Gebala. Pewnym zaskoczeniem moglo byc za
to pozostawienie poza meczowa szesnastka naszego wegierskiego szpiega
Piotra Wyszomirskiego. 33-letni bramkarz na co dzien wystepuje w
Grundfosie Tatabanya i jego wiedza dotyczaca rzutowych nawykow naszych
sobotnich rywali mogla byc wartosciowa. Okazalo sie, ze „Wyszu” doznal
kontuzji reki, a zastapil go Mateusz Kornecki, ktory mial juz przetarcie
w tych mistrzostwach przez pol godziny spotkania z Urugwajczykami.
W podstawowej siodemce wyszedl jednak – co nie bylo zadna niespodzianka
– bardzo dobrze spisujacy sie w Egipcie Adam Morawski. W polu od
poczatku byla prawie ta sama ekipa, co w poprzednich meczach (nie liczac
Urugwaju), czyli Tomasz Gebala, Michal Olejniczak, Rafal Przybylski,
Przemyslaw Krajewski i Maciej Gebala. Jedynie zamiast Arkadiusza Moryty
wyszedl Michal Daszek.
Polacy doskonale zdawali sobie sprawe, jak wazny to dla nich mecz. Aby
wciaz realnie myslec o cwiercfinale mistrzostw swiata musieli go wygrac.
Majacy w tabeli grupy I Wegrzy mogli sobie pozwolic na remis, a nawet
przegrana nie przekreslala ich szans
Zmiana Moryty na Daszka nie posluzyla ani jednemu, ani drugiemu, bo
Daszek w dobrej akcji ze skrzydla trafil w Rolanda Miklera, podobnie jak
wychodzacy na karnego Moryto (to jego pierwsza pomylka z siedmiu metrow
w turnieju).
Dla Polakow ten mecz zaczal sie srednio – z jednej strony wreszcie
koledzy, a konkretnie Daszek i Michal Olejniczak , zaczeli wykorzystywac
mozliwosci rzutowe Tomasza Gebali, a ten trafial az milo. Z drugiej
jednak, kazda inna proba rozegrania akcji ofensywnej konczyla sie strata
i kontratakiem Wegrow. Madziarzy w ataku pozycyjnym tez mieli klopoty z
Bialo-Czerwona obrona, tez kilka razy stracili pilke, ale sami grali w
obronie bardziej agresywnie, aktywnie, z czego korzystali, wyprowadzajac
kontry. Statystyka tego elementu w pierwszej polowie mowi wszystko –
Wegry 6, Polska 0.
Tak, przez pol godziny nasz zespol nie zdolal ani razu wyprowadzic
kontrataku ani w pierwsze, ani w drugie tempo. Bramki zdobywalismy albo
rzutami z lewego rozegrania, albo z kola, choc proby akcji z obrotowym
przynosily chyba wiecej szkody (czyli strat i kontr) niz pozytku.
Sytuacji nie ulatwilo zejscie juz po 10 minutach Olejniczaka (uraz
stopy). Wtedy bylo 5:6. Wszedl za niego Maciej Pilitowski, ale on gra w
zupelnie innym stylu, mniej dynamicznie, bardziej wszerz boiska niz
Olejniczak. Nasz atak na pewno na tej zmianie ucierpial.
Brakowalo tez kolejnych akcji pod lewych rozgrywajacych (zmieniali sie
tam T. Gebala i Szymon Sicko), z kolei niemal zadnego zagrozenia nie
stwarzalismy z prawego rozegrania, nie bylo tez rozciagania akcji do
skrzydel – Krajewski i Daszek przez pol godziny mieli lacznie dwa rzuty,
z ktorych wykorzystali jeden (Krajewski).
U Wegrow popisowa partie rozgrywal Mate Lekai. Jak mozna bylo sie
spodziewac, srodkowy Madziarow nie rzucal z dystansu, ale biegal do
kontry i doskonale wyprowadzal na pozycje kolegow. Przed przerwa rzucil
nam siedem goli, w tym cztery po kontrataku.
Po przerwie Wegrzy odskoczyli na osiem goli i bylo jasne, ze nadzieje na
dobry wynik praktycznie odeszly precz. Zostalo jednak pol godziny
zbierania doswiadczenia i walki, ktorej Polakom nie mozna odmowic. Nie
starczylo jednak umiejetnosci. Morawskiego zastapil Kornecki, niestety,
Lekai robil z nasza obrona co chcial. Przypominal sie mecz sprzed roku,
gdy w podobnym stylu rozjezdzal nas Szwajcar Andy Schmid. Trener Rombel
twierdzil, ze wyciagnal z tamtego blamazu wnioski, ale chyba o tym
zapomnial, bo Lekaiowi nikt specjalnie w grze nie przeszkadzal. Dopiero
od 45. min do Lekaia przykleil sie Krajewski, to tez przynioslo efekt,
szkoda ze tak pozno. W naszej bramce skutecznie spisywal sie Kornecki.
Udanym manewrem okazala sie gra Polakow siedmiu na szesciu. Do konca
zostalo jednak malo czasu, tylko 12 minut, a Wegrzy prowadzili 25:20 i
juz tej przewagi nie stracili. Cala druga polowa byla graniem gol za
gol, Polacy nie zdolali juz sie zblizyc na mniej niz cztery bramki i
przegrali 26:30.

-Polscy pilkarze reczni przegrali na mistrzostwach swiata z Wegrami
(26:30), ale trener Lomzy Vive Kielce chwalil bialo-czerwonych. – Brawa
dla mlodego zespolu za walke, ta porazka zaprocentuje w przyszlosci –
powiedzial PAP Talant Dujszebajew.
– Zwyciestwo wegierskiego zespolu bylo jak najbardziej zasluzone. Maja
znacznie bardziej doswiadczonych zawodnikow i to bylo dzisiaj widac na
parkiecie – podkreslil Dujszebajew, ktory mimo porazki chwalil polska
reprezentacje.
– Ogromne brawa dla chlopakow. Mimo, ze 30 minutach przegrywali
szescioma bramkami, to walczyli do konca jak lwy o jak najbardziej
korzystny wynik. Wegrzy sa o krok do przodu przed nami, jesli chodzi o
przebudowe druzyny. Nie zmienia to jednak faktu, ze polski zespol
prezentuje sie na tych mistrzostwach bardzo dobrze – zaznaczyl kirgiski
szkoleniowiec.
Polakom na tych mistrzostwach pozostal jeszcze jeden mecz, w
poniedzialek z Niemcami. Zwyciestwo sprawi, ze ekipa trenera Rombla
zakonczy mistrzostwa swiata na miejscach 9-12.
– Przed turniejem malo kto sie tego spodziewal. To wynik znacznie lepszy
od naszych oczekiwan. Poza tym ci mlodzi zawodnicy zdobyli
doswiadczenie, ktorego im brakowalo. Musza jak najwiecej rozgrywac
spotkan na takich imprezach. Tylko w ten sposob beda sie stawali coraz
lepszymi zawodnikami. Ta porazka, jak kazda bardzo boli, ale
zaprocentuje w przyszlosci – zapewnil Dujszebajew, ktory w przeszlosci
byl trenerem zarowno polskiej, jak i wegierskiej reprezentacji.
– Bralem udzial w odmlodzeniu i polskiego, i wegierskiego zespolu.
Wprowadzalem do tych druzyn mlodych zawodnikow, wielu z nich zagralo na
tych mistrzostwach. Nie mowie po to, zeby sie chwalic, ale dolozylem
jakas czastke swojej pracy do rozwoju tych reprezentacji – podkreslil
trener Lomzy Vive Kielce.
Polskiej druzynie nie udalo sie awansowac do cwiercfinalow imprezy
rozgrywanej w Egipcie. Nastepna okazje beda mieli za dwa lata, wtedy
mistrzostwa swiata rozegrane zostana w Polsce i Szwecji.
– Jesli wtedy awansuja do najlepszej osemki, bedzie to kolejny krok do
przodu. Ale musimy byc cierpliwi. Mamy bardzo mlody zespol, dlatego
efekty pracy trenera Rombla beda najbardziej widoczne za piec, szesc,
siedem lat. Mlodzi zawodnicy nabiora niezbednego doswiadczenia, ktore
pozwoli im jak rowny rywalizowac na mistrzostwach Europy, swiata czy
olimpiadzie z najlepszymi druzynami. Tak jak robia to teraz Norwegowie,
Wegrzy czy Portugalczycy – powiedzial Dujszebajew.
Czy druzyna trenera Rombla ma szanse na nawiazanie do sukcesow zlotej
polskiej generacji pilkarzy recznych, zespolu Karola Bieleckiego,
Slawomira Szmala czy Grzegorza Tkaczyka?
„Za wczesnie na takie stwierdzenia. Do tego jeszcze daleka droga. Ale
jestem pewien, ze ta druzyna przysporzy nam jeszcze wiele radosci” –
podsumowal kirgiski szkoleniowiec.

-Paulo Sousa zastapil Jerzego Brzeczka na stanowisku selekcjonera
reprezentacji Polski. Te decyzje prezesa PZPN Zbigniewa Bonka komentuje
dla nas Boguslaw Kaczmarek, czlonek sztabu szkoleniowego ostatniego
zagranicznego trenera kadry narodowej – Leo Beenhakkera.
Szymon Piorek: Co Pan sadzi o zmianie na lawce trenerskiej reprezentacji
Polski. Zwolnionego Jerzego Brzeczka zastapil Paulo Sousa.
Boguslaw Kaczmarek: Ameryki nie odkrylismy. To byla odlozona w czasie
decyzja.
A jak Pan upatruje sie na to, ze nasza kadre bedzie trenowal zagraniczny
trener, ktory z reprezentacja jako selekcjoner jeszcze nie pracowal?
Pana koledzy z Kanalu Sportowego maja taki program: Moj pierwszy raz.
Dla trenera Sousy wlasnie to bedzie pierwszy raz. Wygral los na loterii,
bo polska reprezentacja wyciagnela go z trenerskiego niebytu. Jak wiemy
od jego zwolnienia z Bordeaux – roznie mu sie tam wiodlo – minelo juz
kilka miesiecy. Sama praca w reprezentacji jest specyficzna, bo to praca
zadaniowa, akcyjna. Nie dosc, ze wyciagnal los na loterii, to jeszcze
znajduje sie na nim bardzo silna druzyna, od razu z awansem na
mistrzostwa Europy. Wszystko ma podane na tacy. Jurek Brzeczek zostawil
po sobie ciekawy, dosc roznorodny zespol, ktorego potencjal jest duzy.
Prezes PZPN Zbigniew Boniek mial racje mowiac, ze kadra za kadencji
trenera Brzeczka nie zrobila postepu. Trzeba jednak oddac
selekcjonerowi, ze do reprezentacji wprowadzil wiele zdolnych, mlodych
zawodnikow.
Narodzila sie pewnego rodzaju kakofonia informacji i pewien dysonans
poznawczy, bo aktualne zwolnienie trenera Brzeczka nijak sie ma do
wczesniejszych zapewnien prezesa i zrealizowanych celow przez
selekcjonera. Obojetnie z kim gralismy, to nadrzedne zadanie, jakim byl
awans do finalow mistrzostw Europy, zostalo osiagniete. Rowniez cel
utrzymania sie w dywizji A Ligi Narodow udalo sie zrealizowac. Ponadto
wprowadzil mlodych zawodnikow. Teraz mozna doprawiac rozne ideologie do
tego. A tylko dwoch kadrowiczow podziekowalo mu za prace. Trener mial
jechac do Niemiec probowac spolaryzowac poglady z naszym czempionem –
Robertem Lewandowskim. Czy jego kilkusekundowa pantomima w wywiadzie po
meczu z Wlochami przysluzyla sie zwolnieniu selekcjonera, wie to tylko
sam zawodnik i Zbigniew Boniek. Kazdy trener, ktory osiaga jakies wyniki
musi miec dobre relacje z zawodnikami zarowno pilkarsko-taktyczne, jak i
emocjonalne. Modne sa teraz powiedzenia: „nie mial szatni”, „nie bylo
chemii”. To tylko przypuszczenia. Jedni w to wierza, inni nie.
Kamil Glik byl chyba jedynym, ktory uderzyl sie w piers na konferencji
prasowej i powiedzial, ze takie wystepy jak chocby z Wlochami nam nie
przystoja, a takze, ze zaden z kadrowiczow nie gra na zwolnienie trenera
Brzeczka. Jako jeden z nielicznych publicznie, za posrednictwem mediow
spolecznosciowych, podziekowal tez selekcjonerowi za prace w kadrze.
Bedac po drugiej stronie rzeki, po kilkudziesieciu latach pracy jako
trener zadam panu pytanie. Czy istnieje cos takiego jako wdziecznosc
pilkarza?
Wydaje mi sie, ze pojedyncze przyklady i mowie to z autopsji, z
pewnoscia sie znajda, ale patrzac ogolnie pewnie tej wdziecznosci nie ma.
Jest cos takiego jak dobry smak, ale nie mowie o jakichs salonowych
reakcjach, ale odrobina przyzwoitosci w tym wszystkim. Kiedys jednemu z
moich kolegow po fachu powiedzialem tak: „Jezeli bedziesz oczekiwal
wdziecznosci pilkarza, to wczesniej doczekasz sie lopaty grabarza”.
Troche towaru w swojej dlugiej przygodzie z pilka przerobilem. Trafiali
sie rozni ludzie. Jedni dziekowali i wracali do wspolpracy, bo w
przeszlosci wyciagnalem ich z dziur trzecio-, czwartoligowych, a
niektorzy uwazaja, ze byli swietni, a tylko pan z gwizdkiem blokowal im
droge. Dlatego w tym wypadku bylbym bardzo ostrozny z jakimis mocnymi
tezami. Problem Jurka Brzeczka jest wrazliwy. Na pocieszenie dla niego,
z pewnoscia zdaje sobie sprawe z wysokosci rekompensaty, jaka otrzymal
za przedwczesne wysadzenie z siodla. Nie mowie tego tylko przez pryzmat
mojej wspolpracy z Leo Beenhakkerem, bo moze to zostac zle odebrane, ale
Sousa przychodzi do nas ze zdecydowanie mniejszymi dokonaniami niz Leo.
Faktem jest, ze Beenhakkerowi bylo nie po drodze z wieloma znaczacymi
postaciami w polskiej pilce. Nie stac nas na to, zeby wraz z kolejnym
trenerem w kadrze nastepowala sztafeta pokolen. Patrze na sztab Sousy, a
tam on i szesciu obcokrajowcow. Nie uwaza Pan, ze taki zdolny czlowiek
jak Jacek Magiera, ktory bardzo dobrze zna polskie realia, osiagal
sukcesy w pilce klubowej, powinien znalezc sie w tym sztabie?
To wlasnie pytanie chcialem zadac Panu. Pan byl jednym z polskich
czlonkow sztabu szkoleniowego ostatniego zagranicznego selekcjonera
reprezentacji – Leo Beenhakkera. Jerzy Brzeczek wpadl na pomysl, by do
swojej druzyny trenerskiej dolaczyc Lukasza Piszczka, ktory mial byc
posrednikiem miedzy selekcjonerem, a zawodnikami. Jednak wraz z
przyjsciem nowego selekcjonera z tego pomyslu nic nie bedzie. Czy nie
uwaza Pan, ze sztabowi Sousy przyda sie Polak?
Wielokrotnie sugerowalem, ze w sztabie Brzeczka przyda sie osoba, ktora
nie bedzie tylko przytakiwac, ale bedzie miala nieco odmienne zdanie w
ocenie niektorych sytuacji. Z calym szacunkiem do osob, ktore znajdowaly
sie w zespole Jurka, ale w tym sztabie przydalby sie ktos z wiekszym
doswiadczeniem na lawce trenerskiej. Taki, ktory potrafilby rozwiazac
problemy w trudnych momentach zarowno te na boisku, jak i szatni.
Nieslychanie wazna rzecza jest umiejetnosc zarzadzania tak duza grupa i
w staranny sposob znalezc spojnosc, wiezi emocjonalne.
Zla komunikacja to jeden z grzechow kadry Brzeczka, ktory sie przywoluje
jako glowny z powodow jego zwolnienia.
Aby otrzymac, z angielska feedback, ta informacje zwrotna musisz miec
jak najwiecej informacji. Cofajac sie pamiecia do wydarzen sprzed 15
lat. Gdy Leo zostal selekcjonerem, tak przypuszczam – jednoosobowo przez
prezesa Listkiewicza, zaczal kompletowac swoj sztab. Wybor padl na Darka
Dziekanowskiego, czyli czlowieka z ogromnym doswiadczeniem pilkarskim i
duza znajomoscia pilki reprezentacyjnej jako trener mlodziezy. Ja nie
znalazlem sie na liscie wybrancow wydzialu szkolenia, ktora
przedstawiono Beenhakkerowi. Byl m.in. Darek Kubicki, Stefan Majewski,
Darek Wdowczyk, ale Leo jako stary, cwany lis z kazdym sie spotkal. A na
koncu zrobil to samo ze mna i jak przyznal pozniej w wywiadzie dla
„Przegladu Sportowego” uzasadniajac moja kandydature, powiedzial, ze
potrzebny byl mu pomost miedzy pilka polska, a holenderska, a takze
osoba z duza znajomoscia reprezentacji. Moi zawodnicy grali u Strejlaua,
Piechniczka, Wojcika itd. Moglbym wymieniac dalej, ale nie w tym rzecz.
Leo uzyl wtedy takiej metafory, ze Bobo Kaczmarek to wie nawet jak wabi
sie pies tesciowej Krzynowka. Beenhakker potrafil kazdego czlowieka
sztabu w odpowiedni sposob zagospodarowac. Ktos mowi, ze atmosfere robia
wyniki, ale zeby one byly nalezy wypracowac jakis sposob porozumiewania
sie. Bez wzgledu na to czy Sousa bedzie mowil najpiekniej w jezyku
Szekspira, uzywal idiomow i innych zwrotow, to najwazniejsze by potrafil
przekazac cos w jezyku kraju, w ktorym pracuje. Jest to trudne. Leo nie
znal polskiego, ale ja, Darek Dziekanowski bylismy podzieleni zadaniami,
by tlumaczyc zawodnikom aspekty odpraw, taktyki, omowienie treningu.
Beenhakker czekal, by w krotkim czasie wydobyc jak najwiecej informacji
od kazdego z pilkarzy. Czy nie popelnial bledow na poczatku pracy?
Popelnial. 0:2 z Dania, 1:3 z Finlandia. Dlaczego? Poszlismy w zlym
kierunku. Dalismy szanse tym pilkarzom, ktorzy grali u Janasa. Po
porazce z Finami siedzielismy do trzeciej w nocy i doszlismy do wniosku,
ze klepsydra reprezentacyjna dla wielu pilkarzy juz sie przesypala.
Musielismy szukac nowych nazwisk do kadry jak Pawel Golanski, Grzegorz
Bronowicki, Radek Matusiak. Mowie to wszystko, zeby uzmyslowic, ze w
obecnej reprezentacji rowniez przydalby sie czlowiek, ktory bylby takim
pomostem, zrodlem informacji dodatkowych. Dla mnie w takiej roli
spisalby sie Jacek Magiera. Optowalem za modelem wloskim, nie tylko
dlatego, ze prezes mowi w tym jezyku, ale rowniez dlatego, ze wystepuje
tam wielu naszych reprezentantow, a kilku mlodych puka do drzwi kadry. I
nie mozna mowic, ze poszloby sie na skroty. Nawalka wykorzystywal
wlasciwie cos, co nazywa sie dzialaniem grupowym ukladow scalonych
techniczno-taktycznych. Mam na mysli Piszczka, Blaszczykowskiego i
Lewandowskiego. Na sile tej trojki z Borussii Dortmund, popartej innymi
zawodnikami w dobrej formie, weszlismy na dwie imprezy.
Zgadza sie. Do tego dochodzi zawsze rowna, wysoka forma naszych
bramkarzy. Chyba tylko my i Niemcy mamy tak duzy komfort na tej pozycji.
Takiego komfortu zazdrosci nam pol Europy, bo mamy bardzo dobrych
doswiadczonych zawodnikow, ale i mlodych jak Dragowski, ktory pewnie w
kazdej chwili moglby wskoczyc do bramki reprezentacji. Wracajac jednak
do tematu, zadaniem selekcjonera nie jest uczyc pilkarzy grac w pilke.
Jesli dostali powolanie, maja wystarczajace umiejetnosci, by wystepowac
na poziomie reprezentacyjnym. Moze sie powtorze, ale znowu odwolam sie
do Beenhakkera, bo Adam Nawalka nie ukrywal, ze przenosil schematy,
ktore podpatrzyl u Leo. Po co ulepszac cos, co dziala w klubie?
Najwazniejsze, by spolaryzowac kierunki rozwoju, by wszyscy wiedzieli, w
ktora strone zmierza kadra. Dawniej jezdzilem na roznego rodzaju staze.
Z racji tego, ze Gdansk i Brema to siostrzane miasta, trafilem do
Werderu, ktory prowadzil Otto Rehhagel. Mowa o latach 1988-92, gdy
Werder zdobyl Bundeslige i wygral Puchar Zdobywcow Pucharow. Jezdzilem
tam po sezonie. Raz Rehhagel zaprosil mnie na lunch do restauracji, a
tlumaczyl Leszek Krowicki, byly trener naszych pilkarek recznych.
Przekazal mi wtedy rzecz nieslychanie prosta, a mianowicie wzial 11 kul
bilardowych i ustawil z nich piramide. Zlapal za kij i mowi do mnie:
„Stol to boisko, a to ja (wskazujac na kij)”. Wtedy uderzyl w bile.
Dwie, moze trzy wpadly do luz i dodal: „Ja jestem kijem. Musze tak
uderzyc, zeby bile jak najszybciej trafily do dziur”. Czy futbol mozna
lepiej zobrazowac? Chyba nie. Tak wyglada wlasnie praca selekcjonera.
Jednak poza burza mozgow, ktora u Nawalki trwala nawet po nocach czy
Beenhakkera, ktory po sniadaniu bral serwetki i pokazywal roznego
rodzaju symulacje meczow, potrzebna jest wlasciwa komunikacja. Wlasnie
za to moglby odpowiadac jeden z polskich asystentow w sztabie Sousy. Po
pierwsze przekazywalby w odpowiedni sposob informacje, a po drugie
stalby sie naturalnym sukcesorem posady selekcjonera reprezentacji.
Uwazam, ze Jacek Magiera posiada wszelkie predyspozycje, by byc kims
takim w obecnej kadrze.
Prezes Boniek stwierdzil, ze nie postawil na polskiego trenera, bowiem
aktualnie na rynku nie znajduje sie zaden kandydat, ktory poradzilby
sobie m.in. z hejtem. Podziela Pan te opinie?
Trudno sprawdzic poziom polskich trenerow w ekstraklasie, bo jaka jest
liga kazdy widzi. Gdy ponad dwa lata temu Boniek stawial instynktownie
na Brzeczka, myslal zapewne, ze nominacja bedzie porownywalna do tej
Adama Nawalki. Bylo inaczej, mimo ze w listopadzie prezes zapieral sie,
ze Jurka nie zwolni, a po Nowym Roku wszystko sie to zmienilo.
Sadzi Pan, ze to byla pochopna decyzja patrzac z perspektywy
zrealizowanych celow?
Chcialbym wierzyc i zaufac prezesowi w jego slowa, mowiace o tym, ze
kazda jego decyzja byla przemyslana.
Wyczuwam jednak, ze ma Pan pewne watpliwosci co do tej zmiany.
Pierwsze watpliwosci przedstawil Jerzy Engel, mowiac ze polska szkola
powinna byc reprezentowana w kadrze narodowej. Wszystko, co teraz
powiemy moze byc pustoslowiem. Jak mawial klasyk polskiego kina Jerzy
Hofmann: „Praktyka j***e teorie”. A jak ma sie kino do pilki? Pilka to
kino akcji. Obawiam sie, ze wszystko znowu bedzie zrzucone na ludzi ze
sztabu jak bylo to w przypadku Beenhakkera. Mowie to z perspektywy
dwuletniej wspolpracy z Leo, z ktorym rozstalem sie po Euro 2008. Bez
wzgledu na moja decyzje i tak bym byl wylany. Cala wine za klape w
mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii probowano zrzucic na
niekompetentny sztab. Prawda jest jednak taka, ze trabant, nawet po
tuningu, moze sie scigac z mercedesem przez sto metrow. Dluzej juz nie
da rady. Tamta kadra w eliminacjach wykorzystala wszelkie moce i na Euro
nic jej nie zostalo. Leo wycisnal ja jak cytryne. Dla przykladu szesciu
pilkarzy, ktory wygrali z Portugalia 2:1 na Euro nie pojechali. Nie chce
deprecjonowac awansow Nawalki czy Brzeczka, ale Portugalia, Belgia czy
Serbia byly lepszymi zespolami niz Izrael, Slowenia czy Austria.
Pilkarze, ktorzy byli w tej reprezentacji i grali za granica szybko
poodpadali. A pilkarze jak Michal Pazdan jeszcze przez lata sie w niej
utrzymali. Dlaczego? Bo my, asystenci gwarantowalismy Leo duze spektrum
informacji o pilkarzach z ekstraklasy. Stworzylismy tzw. gabinet cieni,
czyli zawodnikow w kadrze B, ktorym stale sie przygladalismy. To, ze
jest taki pilkarz jak Robert Lewandowski poinformowalem Beenhakkera w
kwietniu 2008 roku, gdy gral jeszcze w Zniczu Pruszkow. Juz jesienia
dostal pierwsze powolanie. Ocena, jaka wystawilem „Lewemu” dla Leo, moze
to potwierdzic Czarek Kucharski, brzmiala: „Lewandowski bedzie
'dziewiatka' na lata”. Ktos powie, ze to konfabulacja, doprawiam jakas
ideologie do tego w co wczesniej nikt nie wierzyl. Dzieki pracy tego
sztabu pojechalismy na mistrzostwa. Na Euro nie poszlo z wiadomych
przyczyn. Na lotnisku w Wiedniu, gdzie rozstawalem sie z kadra, na
odchodne powiedzialem do Leo Beenhakkera: „Dziekuje za prace i pamietaj,
ze numerem dziewiec w tej reprezentacji bedzie Lewandowski”. Jak mawial
Napoleon: „Na wojnie najwazniejsza jest kuchnia i informacja”. Kuchnia
to formy, tresci treningowe. A informacje to nie tylko dane o rywalach,
ale tez jakich ludzi na nich poslac.
Wlasnie chyba tego zabraklo Brzeczkowi.
Byc moze. Jurek to bardzo sympatyczny czlowiek, ktory powinien byc
wzorem dla wielu mlodych ludzi. W trenerce jak w zyciu. Raz lepiej, raz
gorzej. Sam byl zaskoczony powolaniem na selekcjonera, rownie mocno,
kiedy zostal z niej wyrzucony. Braklo ludzi, ktorzy na biezaco
wymienialiby interakcje panujace w szatni. Od poczatku cos tam nie
gralo. Wypowiedzi zawodnikow post factum o tym swiadcza. A trenerowi
Sousie zycze, zeby jak Napoleon otrzymal sto dni na prace. Niech
podejmuje wlasciwe decyzje, bo nie kazdy ma taki komfort pracowac z
najlepszymi pilkarzem na swiecie. Zaden trener w ostatnich 10 latach nie
dostal takiego wdziecznego tworzywa jak Sousa. Otrzymal prezent, by
odbudowac swoj wizerunek, bo przeczytalem, ze kiedys znokautowal pana
kolege po fachu zza granicy. W jednym z wywiadow zazartowalem, ze pana
koledzy Borek, Stanowski, Smokowski i kilku innych recenzentow sceny
pilkarskiej, ktorzy lubia prowokowac, powinni zapisac sie na jakies
lekcje unikow, bo jak zacznie sie krytyka, to Sousa mozna wyzwac ich na
pojedynek. Moze Mati Borek doswiadczony w sportach walki moglby podjac
rekawice.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *