Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 24 listopada 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 314 (5244) 24 listopada 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
EKSTRAKLASA
Kolejka 16
Gornik Zabrze-Wisla Plock 2-2
Korona Kielce-Rakow Czestochowa 3-0
Lech Poznan-Piast Gliwice 3-0
Lechia Gdansk-LKS Lodz 3-1
Pogon Szczecin-Legia Warszawa 3-1
Jagiellonia Bialystok-Arka Gdynia 2-0
Slask Wroclaw-Wisla Krakow 2-1
W poniedzialek Cracovia-Zaglebie Lubin
1.Pogon 31pkt
2.Slask 30pkt
3.Legia 29pkt
4.Piast 28pkt
5.Cracovia 27pkt
6.Wisla Plock 27pkt
7.Jagiellonia 26pkt
8.Lechia 24pkt
9.Lech 23pkt
10.Zaglebie Lubin 19pkt
11.Rakow 19pkt
12.Gornik 17pkt
13.Korona 15pkt
14.Arka 13pkt
15.LKS Lodz 11pkt
16.Wisla Krakow 11pkt
-Ograli Legie drugi raz! Efektowne zwyciestwo Pogoni. Lider znow jest ze
Szczecina.
Pogon po raz pierwszy od ponad 40 lat dwa razy z rzedu w jednym sezonie
ograla Legie Warszawa. Wygrana 3:1 pozwolila szczecinianom wrocic na
fotel lidera.
– Nie ma zdecydowanego faworyta w tym meczu – przekonywal przed
pierwszym gwizdkiem trener portowcow Kosta Runjaic. Spotkanie Pogoni z
Legia Warszawa bylo najciekawszym starciem 16. kolejki rozgrywek
pilkarskiej ekstraklasy. Mocny w tym sezonie szczecinski zespol
podejmowal rozpedzonego lidera.
Pierwsza polowa dlugo jednak rozczarowywala. Oba zespoly co prawda
stwarzaly sobie podbramkowe sytuacje, ale mialy problemy z ich
wykonczeniem. Bylo sporo chaosu, niedokladnych podan i zlych decyzji.
Impas przelamal dopiero w 37. minucie Adam Buksa. Napastnik Pogoni
dostal pilke w polu karnym, spokojnie poradzil sobie z asysta rywali i
precyzyjnym strzalem z ostrego kata otworzyl wynik meczu.
Klopoty gospodarzy, juz standardowo, zaczely sie w drugiej polowie.
Legia wrzucila wyzszy bieg i znowu swoim kunsztem musial wykazac sie
Dante Stipica. Najlepszy bramkarz ekstraklasy zebral burze oklaskow, gdy
efektownie zatrzymal Pawla Wszolka. Skrzydlowy gosci byl wtedy w
sytuacji sam na sam.
To nie byl koniec zadan dla Chorwata, poniewaz Legia dalej nacierala i w
65. minucie blisko szczescia po strzale z rzutu wolnego byl Walerian Gwilia.
Wydawalo sie, ze gol dla Legii jest kwestia czasu, ale Pogon sie
obudzila. Przeprowadzila szybka, kapitalna akcje i Srdjan Spiridonovic
podwyzszyl prowadzenie. Po znakomitym prostopadlym podaniu z polowy
boiska Buksy, Austriak z pierwszej pilki efektownie przelobowal
bramkarza Legii Radoslawa Majeckiego.
To zupelnie zniechecilo Legie i zaledwie kilka minut pozniej z rzutu
karnego, podyktowanego po analizie VAR, do siatki trafil Buksa. Stalo
sie jasne, ze juz nic nie zabierze Pogoni zwyciestwa. Gosci bylo stac
tylko na honorowe trafienie w koncowce meczu. Portowcy w pelni
zasluzenie wracaja na pierwsze miejsce w tabeli. Za tydzien zagraja na
wyjezdzie z Arka Gdynia.
Pogon Szczecin – Legia Warszawa 3:1 (1:0)
Bramki: Buksa (37., 75. K.), Spiridonovic (67.) – Niezgoda (82.)
Pogon: Stipica – Stec, Triantafyllopoulos, Zech, Matynia – Fraczczak
(60. Hostikka), Kozulj (90. Listkowski), Podstawski, Kowalczyk,
Spiridonovic (85. Dabrowski) – Buksa.

-Niemal dwa miesiace czekali na zwyciestwo pilkarze Lechii Gdansk. Serie
pieciu meczow bez wygranej przerwali, pokonujac LKS Lodz 3:1. Flavio
Paixao, zdobywajac dwie bramki, zostal najskuteczniejszym obcokrajowcem
w historii ekstraklasy. Drugim bohaterem spotkania byl… system VAR.
Jednak poczatek meczu byl w wykonaniu lechistow koszmarny. Przez dobry
kwadrans sponsorem ich gry bylo slowo „elektrycznosc”. W polu karnym
gospodarzy co chwile nastepowal atak paniki i az dziw, ze lodzianie
zdobyli w tym okresie tylko jedna bramke (po bardzo ladnym strzale z
powietrza Jana Sobocinskiego). Jeszcze co najmniej dwa razy pod bramka
Zlatana Alomerovicia (dosc niespodziewanie zastapil Dusana Kuciaka)
kotlowalo sie niesamowicie, a po jednej z kontr Dani Ramirez, bedac oko
w oko z Serbem, uderzyl tuz kolo slupka.
Pilkarze Lechii ogarneli sie dopiero po okolo 20 minutach, ale kiedy juz
to zrobili, od razu przystapili do konkretnych dzialan. Najpierw, po
dosrodkowaniu Jaroslawa Kubickiego i przedluzeniu lotu pilki przez
Slawomira Peszko, wreszcie przelamal sie bardzo nieskuteczny w ostatnich
tygodniach Lukas Haraslin. Niedlugo pozniej udana wstawka pressingu
gospodarzy zakonczyla sie odbiorem pilki na polowie rywala asysta
Kubickiego i precyzyjnym strzalem Flavio Paixao. To bylo 67. trafienie
Portugalczyka w ekstraklasie, tym samym dogonil on Miroslava Radovicia w
klasyfikacji najlepszych zagranicznych strzelcow w historii polskiej
ligi. Jak sie mialo okazac, taki stan rzeczy nie trwal dlugo.
Tuz po przerwie Flavio zdobyl bowiem kolejna bramke (piekny techniczny
lob) i zostal juz samodzielnym liderem (68 goli). Znow doskonalym
podaniem popisal sie w tej sytuacji rozgrywajacy swietny mecz Kubicki.
To oznaczalo, ze Lechia dopiero po raz pierwszy w sezonie zdobyla w
jednym spotkaniu wiecej niz dwa gole.
A potem zaczal sie prawdziwy festiwal VAR-u. Co ciekawe, w roli glownej
wystapil nie sedzia glowny Wojciech Myc, ale obserwujacy mecz z wozu VAR
Tomasz Kwiatkowski (biorac pod uwage przenikliwe zimno zazdroscili mu
chyba wszyscy zgromadzeni na trybunach Stadionu Energa).
W ciagu kilkunastu minut decyzje Kwiatkowskiego odebraly Lechii dwie
bramki oraz rzut karny. Sedzia Myc cierpliwie wysluchiwal deliberacji
swojego starszego kolegi i nawet nie podbiegal do ekranu, gdyz wszystkie
decyzje dotyczyly spalonych. Dwie pierwsze byly kontrowersyjne, ale
raczej sluszne, choc ofsajdy byly doprawdy minimalne (gole zdobywali
Flavio – na pozycji spalonej byl podajacy mu Peszko – oraz Rafal Wolski).
Dziwna byla za to interpretacja sytuacji, po ktorej sedzia Myc odgwizdal
sluszny rzut karny za faul na Filipie Mladenoviciu. Owszem podajacy
Serbowi Haraslin byl na pozycji spalonej, tyle, ze pilke zagrywal do
niego obronca LKS Patryk Bryla. Po drodze pilke co prawda mogl musnac
Wolski (choc nie jest to do konca pewne), ale nie bylo to zagranie
celowe i nie mialo najmniejszego wplywu na przebieg akcji. To byla w
wykonaniu sedziego Kwiatkowskiego drobiazgowosc posunieta do granic absurdu.
Na szczescie te wszystkie kontrowersje nie mialy wielkiego wplywu na
wynik meczu. Niezrazeni lechisci do konca meczu walczyli o zdobycie
czwartej bramki – w drugiej polowie goscie mocno spuscili z tonu – ale
najwyrazniej tego dnia nie bylo im to dane. Z pewnoscia z tego powodu
nie rozpaczali, bo po niemal dwoch miesiacach wreszcie zeszli z boiska
jako zwyciezcy. Choc biorac pod uwage przebieg meczu, rozmiary wygranej
byly zbyt niskie.
Lechia Gdansk – LKS Lodz 3:1 (2:1)
Bramki: Haraslin (23.), Flavio Paixao (28., 49.) – Sobocinski (9.)
Lechia: Alomerovic – Fila (46. Makowski), Nalepa Z, Maloca, Mladenovic Z
– Lukasik, Kubicki Z – Peszko (90. Arak), Wolski (87. Sobiech), Haraslin
– Flavio Paixao.

-Bycie kibicem Arki to ciezki kawalek chleba. Druzyna, jesli pojawia sie
w najwyzszej klasie rozgrywkowej, cele ma niezmiennie te same –
utrzymanie sie. Starcia jak to – zwlaszcza poza domem – to najczesciej
walka o remis wobec duzej przewagi rywala. Ostatni raz gdynianie
faworytem w Bialymstoku byli ponad 13 lat temu, gdy jako pierwszoligowcy
w barazach bronili miejsca w lidze wobec drugoligowej Jagi. Od tamtego
momentu na Podlasie arkowcy jezdzili jak na sciecie, co zreszta
potwierdzalo ostatnich szesc meczow – same porazki.
– Mozemy popelnic bledy, jesli beda one inne niz te z pierwszego meczu
Arki z Jagiellonia w tym sezonie – mowil przed spotkaniem trener
zolto-niebieskich Aleksandar Rogic.
Wowczas Arka w przegranym 0:3 spotkaniu zostala wrecz stlamszona. Nie
istniala w zadnym aspekcie gry. Tymczasem teraz arkowcy sprawiali dobre
wrazenie pod wzgledem organizacyjnym. Zawezali pole gry, blyskawicznie
doskakiwali do rywala, zamykali mu mozliwosci do podan prostopadlych –
wszystko skupione jednak na przeszkadzaniu grze gospodarzy anizeli na
kreowaniu swojej.
Statystyki do przerwy byly bezlitosne i wymowne: 11 strzalow miejscowych
(piec celnych) wobec jednego niecelnego Arki. Ale wynik byl „korzystny”
– 0:0. Po przerwie Jagiellonia podkrecila jednak tempo, widzac, ze
przyjezdni nie beda niepokoili jej we wlasnym polu karnym. Petla na
gdynskiej szyi z kazda minuta zaciskala sie coraz bardziej, az do siatki po
„Czy to wplynie na sposob gry Arki?” – padlo zasadne pytanie ze strony
komentatorow. Wowczas mialo sie okazac, czy gdynianie mieli przygotowany
plan B. Nie mieli. Podwoili jedynie swoj dorobek strzalow, lecz broniacy
bramki Jagiellonii Grzegorz Sandomierski po zadnym nie musial brudzic
rekawic. Gospodarze tez podwoili pewna statystyke, tyle tylko, ze te
najwazniejsza – goli. Juz w polu karnym Pavelsa Steinborsa zdolal
przelobowac islandzki obronca Bodvar Bovarsson (pilka po drodze odbila
sie jeszcze od Adama Dancha).
Trudny jest zatem los kibica Arki, ktory musi patrzec, jak ukochany
zespol nie pierwszy juz raz do domu wraca nie tylko na tarczy, ale i z
beznadziejna postawa w ofensywie. Kibice z Gdyni musza uzbroic sie w
mnostwo cierpliwosci, jesli na dluzsza mete w wyjazdowych potyczkach
chcieliby ogladac zespol kreatywny i odwazny.
Arka: Steinbors – Zbozien, Maghoma, Danch, Marciniak Z – Busuladzic (57.
Deja Z), Vejinovic – Antonik, Nalepa (75. Budzinski), Mlynski (67. Da
Silva) – Jankowski.

-Wichniarek: Pazdan odstrzelony jak kaczka [FELIETON]
Niedawno Polacy zakonczyli eliminacje mistrzostw Europy. Bialo-Czerwoni
finiszowali jako liderzy. Artur Wichniarek pokusil sie o podsumowanie
wystepu podopiecznych Jerzego Brzeczka i ocenil kto najwiecej wygral, a
kto przegral w kwalifikacjach.
W szkolnej skali na czworke oceniam postawe naszej reprezentacji w
zakonczonych eliminacjach mistrzostw Europy. 25 zdobytych punktow robi
wrazenie. Ktos moglby powiedziec, ze grupa nie byla silna, ale nie ma to
znaczenia. Szacunek za to osiagniecie dla trenera Jerzego Brzeczka i
jego chlopakow. Przypomne jedynie, ze kiedys w grupie eliminacyjnej nie
bylismy w stanie ograc u siebie Lotwy, bralem zreszta w tym udzial…
Teraz o szesc punktow zdystansowalismy Austriakow, a biorac pod uwage
kluby, ktore oni reprezentuja, sa ekipa porownywalna z nami, wylaczajac
oczywiscie Roberta Lewandowskiego.
Po obiecujacym poczatku, gdy w Lidze Narodow zagralismy bardzo dobra
polowe meczu przeciwko Wlochom, na kolejny podobny wystep musielismy
poczekac az do spotkania z Izraelem w Warszawie, a ostatnim – na
poziomie zblizonym do dwoch wspomnianych byla przed tygodniem gra w
Izraelu, dokladnie 65 minut.
Wielka ochota do gry poparta wysokim pressingiem, wymiana pozycji, sporo
ruchu bez pilki, po stracie blyskawiczna chec jej odzyskania, juz na
polowie rywala, no i duzo „malej”, kombinacyjnej gry na jeden, dwa
kontakty w srodkowej strefie boiska. W Jerozolimie bardzo ladnie
wygladala wspolpraca Krychowiaka, Bielika, Frankowskiego, Zielinskiego i
Szymanskiego. Dlaczego wiec wczesniej ogladalismy to tak rzadko? Z mojej
strony to zarzut najciezszego kalibru. Z jakich przyczyn, po grubo ponad
roku kadencji obecnego selekcjonera nie jestesmy w stanie ustabilizowac
gry na wysokim poziomie? Bo potrafimy! Trener, sztab, analitycy musza
zatem glowkowac, by od marca grono zawodnikow szykowanych do pierwszej
jedenastki oraz zmiennicy na EURO wychodzili na boisko z powtarzalnoscia
solidnej, ciekawej gry, a nie prezentowali ja od wielkiego dzwonu. Bo
jezeli tak mialoby to wygladac, znowu bedzie wielki dzwon rozczarowania.
Podium wygranych i przegranych Artura Wichniarka wyglada nastepujaco.
Przegrani: Michal Pazdan – w Slowenii po jego bledzie stracilismy gola i
posypalo sie. Zeby bylo sprawiedliwie, w Lublanie caly zespol zagral
kiepsko, lecz Pazdan popelniajac ewidentny blad bramkowy i zostal kozlem
ofiarnym. A nawet nie kozlem, a kaczka, ktora w trakcie
wczesnojesiennego polowania tak szybko zostala odstrzelona, ze w
gestwinie ogary nie potrafily jej znalezc… Michal spadl/odnalazl sie
daleko, na trybunach PGE Narodowego.
Mateusz Klich – zaczynal jak zelazny podstawowy, jednak jego bezbarwnosc
doprowadzila do tego, ze na finiszu eliminacji stracil miejsce w
skladzie, a dzis jest… No wlasnie, ktorym wyborem Brzeczka jest dzis
pomocnik Leeds?
Krychowiak, Bielik, Goralski – taka jest kolejnosc „osemek” i „szostek”
w talii Brzeczka. Trio, ktore zawiodlo, uzupelnia Karol Linetty.
Zupelnie zniknal z radaru i jest tako samo niespelnionym reprezentantem,
jakim ja pozostalem. Tyle, ze Karol byl regularnie powolywany do kadry,
a ja nie, bo czesto mowilem klujaca w oczy prawde.
Liste wygranych otwiera, co dla wielu oczywiste, Robert Lewandowski,
dzwigajacy na barkach te reprezentacje, wszak nie tylko zdobywa bramki,
lecz jest aktywny w grze calego zespolu. Z dzisiejszego punktu widzenia
bardzo egzotycznie wygladaly dywagacje z poczatku eliminacji, czy
zamiast „Lewego” moze grac Krzysztof Piatek (notabene w Izraelu mial
dobre momenty). Robert wskoczyl i utrzymuje sie na pulapie nieosiagalnym
dla zadnego z polskich pilkarzy, a Piatek za moment z Milanu moze zostac
wypozyczony do Genui.
Dwojka wsrod wygranych jest Wojtek Szczesnych. Wykorzystal pecha, czyli
kontuzje Lukasza Fabianskiego. Uwazam, ze walka o miano bramkarza numer
1 w trakcie przyszlorocznego EURO juz sie rozstrzygnela. Na korzysc
Wojtka. W Juventusie wszedl na bardzo wysoki poziom i widac, iz nauki
pobierane na treningach od Buffona przyswaja bardzo dobrze.
No i najwiekszy wygrany – Sebastian Szymanski. Chlopak zalicza
imponujaca jesien. Pokazal talent w Legii, a nastepnie poszedl do klubu
sredniej klasy, w ktorym z miejsca znalazl… miejsce w podstawowym
skladzie. Gral, byl w rytmie meczowym, lapal pewnosc siebie. W mojej
ocenie wybranie Dinama Moskwa bylo wlasciwym posunieciem. W kadrze
wykorzystal szanse od Brzeczka, pieczetujac to pieknym golem wbitym
Slowenii.
***
Jakos trudno mi podniecac sie turniejem, ktory turniejem nie bedzie w
klasycznym rozumieniu. Ale nawet jesli te mistrzostwa, glownie ze
wzgledu na logistyke, beda wykoslawione – grac w pilke trzeba. Czego sie
spodziewam po naszej reprezentacji? Mamy pilkarzy mogacych pokusic sie o
wyjscie z grupy. A pozniej? Nie oczekuje niczego wielkiego, bo
podkreslam – mamy potencjal, a na pytanie, dlaczego stanowczo zbyt
rzadko jest uwalniany, niech odpowie sztab lub tej odpowiedzi poszuka.
„Wichniarek krytykuje!” – taki zarzut uslyszalem z wielu stron od
momentu mojego pojawienia sie w roli eksperta i komentatora. Wichniarek
nie krytykuje, a mowi to, co widzi na boisku. Nie zmysla, nie zaklina
rzeczywistosci, a tu z kazdej strony, lacznie ze sztabem kadry slysze:
Wichniarek krytykant lub slowa, ktore padly podczas konferencji po meczu
w Izraelu z ust JB: „Wichniarek czesto mija sie z prawda”! Usmiecham
sie, bo cieszy mnie to i jestem dumny niczym PAW, slyszac, ze
selekcjoner o mnie mowi, gdyz nawet gdy bylem czynnym pilkarzem,
nieczesto zdarzalo sie, by trener kadry wypowiadal sie na moj temat.
A ja TYLKO chcialbym widziec to, o czym juz pisalem na poczatku
felietonu. Czesciej widziec elementy nowoczesnej pilki, ktora
reprezentanci pokazuja w swoich klubach. STAC ICH NA TO. Wtedy bede
pierwszy sie kajal, bil brawo i postawie wielka kawe, jesli druzyna
Jerzego Brzeczka bedzie prezentowac sie juz od marcowych meczow
towarzyskich tak jak przez tych 65 minut w Jerozolimie. Ale bede tez
pierwszy, by zganic za pozostala czesc, byle jakiej gry.

– Michal Zaranek: Chytry traci dwa razy [felieton]
Przed losowaniem grup mistrzostw swiata w 2018 roku wielu ludzi z
zagranicy oskarzalo nas o sztuczne pompowanie rankingu FIFA. O
rozstawieniu druzyn w rosyjskim mundialu decydowala pozycja w nim zajeta
w pazdzierniku 2017 roku. Mielismy bardzo dobre wyniki w eliminacjach,
niezle miejsce w rankingu swiatowym, wiec nie rozegralismy do
pazdziernika ani jednego meczu towarzyskiego, choc byly dwa wolne
terminy – w marcu i czerwcu.
Po co bylo ryzykowac starcie z kims naprawde mocnym i strate
rankingowych punktow? No i wywindowalismy sie az na szoste miejsce,
trafilismy do pierwszego koszyka najmocniejszych druzyn i w losowaniu
moglismy trafic tylko na teoretycznie slabsze reprezentacje. Jedni sie
wsciekali, inni z uznaniem cmokali nad sprytem prezesa PZPN Zbigniewa
Bonka. Co z tego wyszlo, niestety dobrze wiemy. Przegralismy w Rosji na
poczatek z gorszym od nas o 26 lokat Senegalem, potem jeszcze wyzej z
Kolumbia (siedem miejsc w rankingu za nami) i juz mozna bylo sie
pakowac. Chytry traci dwa razy.
Mimo tego ta metoda chyba nie zostala zarzucona. Tak mi sie w kazdym
razie wydaje. Gry z najmocniejszymi zespolami swiata tak calkiem nie da
sie uniknac. Czasem trafi sie na nie w jakichs eliminacjach. Dlatego
bylismy ostatnio zmuszeni do zmierzenia naszych sil w Lidze Narodow z
Portugalia i Wlochami – wygrac nie udalo sie zadnego z czterech meczow.
W eliminacjach EURO 2020 los oszczedzil nam poteg (to tez konsekwencja
dobrego losowania, ktore zapewnilo nam unikanie silnych druzyn), wiec
wygralismy je z duza przewaga i znow nazbieralismy sporo punktow
rankingowych. Przesuniemy sie o dwie pozycje, z 21. na 19. miejsce (13.
lokata, liczac tylko zespoly z Europy). To znowu sprawi, ze wynik
losowania EURO moze wygladac korzystnie. Tylko ze po pierwsze, w Rosji
nic nam to nie dalo, a po drugie – tak naprawde znow nie bedziemy mieli
pojecia, jak konkurencyjna jest nasza druzyna.
Wiemy na przyklad, ze mamy napastnika klasy swiatowej. Robert
Lewandowski potwierdza to nawet bardziej w meczach Bayernu niz w tych
reprezentacyjnych. Ale i w nich stac go na zagrania niesamowite – chocby
w ostatnim spotkaniu ze Slowenia, gdy strzelil gola po ograniu calej
obrony rywali, a potem zabawil sie z trzema obroncami i zapewnil nam
zwycieska bramke. Czy jednak powtorzy to w starciach z najlepszymi,
majac tak niewielkie wsparcie od innych kadrowiczow? Czy sam tez ogra
tak doskonale zorganizowane defensywy, jak te Belgii, Niemiec, Wloch,
Anglii? Jak sprawdza sie w takiej rywalizacji Krzysztof Piatek lub
Arkadiusz Milik? A nasze nadzieje – najnowszy talent Sebastian Szymanski
i ten, na ktorego eksplozje czekamy dlugo (i coraz mniej cierpliwie):
Piotr Zielinski. Jak sprawia sie oni, jak pozostali kadrowicze?
Nasza obrona wypadla w eliminacjach swietnie, tylko trzy reprezentacje:
Belgia, Wlochy i Turcja stracily mniej bramek. A juz wrecz rewelacyjnie
jej sklad z Kamilem Glikiem. Gdy stoper Monaco byl na boisku, tylko raz
nasz bramkarz musial wyciagac pilke z siatki. No pieknie, ale
przekonajmy sie, czy o te nasza skale rozbijac sie bedzie tez Eden
Hazard, Harry Kane, Cristiano Ronaldo, Ciro Immobile, Serge Gnabry.
Takich sprawdzianow przydaloby sie wiecej. Bez nich nigdy nie bedziemy
wiedzieli, jak naprawde mocna mamy druzyne, na co ja stac, na co mozemy
liczyc w wielkich turniejach. Nie ukrywajmy jej, nie bojmy sie, zagrajmy
towarzyskie mecze z Niemcami, Anglia, Wlochami, Belgia. Przekonajmy sie.

I LIGA
19 kolejka
Belchatow-Warta Poznan 1-2
Tychy-Jastrzebie 2-2
Puszcza Niepolomice-Odra Opole 1-2
Miedz Legnica-Sandecja Nowy Sacz 1-3
Nieciecza-Chrobry Glogow 4-0
Olimpia Grudziadz-Zaglebie Sosnowiec 2-1
Podbeskidzie-Chojniczanka 2-1
Wigry Suwalki-Stal Mielec 0-3
Stomil Olsztyn-Radomiak 0-0
1.Warta 37pkt
2.Podbeskidzie 37pkt
3.Stal Mielec 35pkt
4.Radomiak 33pkt
5.Jastrzebie 29pkt
6.Tychy 29pkt
7.Miedz 28pkt
8.Olimpia Grudziadz 27pkt
9.Nieciecza 26pkt
10.Sandecja 25pkt
11.Belchatow 24pkt
12.Zaglebie Sosnowiec 23pkt
13.Stomil 23pkt
14.Puszcza 19pkt
15.Wigry 19pkt
16.Chrobry 19pkt
17.Odra 16pkt
18.Chojniczanka 16pkt

SKOKI NARCIARSKIE
– Doležal w butach. Siedmiomilowych.
Michal Doležal byl naturalnym kandydatem. Znal zawodnikow i system, ale
trudno bylo przewidziec, czy ma odpowiednia charyzme i czy nasza kadra,
a to generalnie wiekowa grupa doswiadczonych mezczyzn, pojdzie za nim w
ogien – pisze w swoim felietonie o skokach narciarskich Kamil Wolnicki.
Do tego, ze czas plynie szybko, nie trzeba nikogo przekonywac. Dopiero
co zylismy tasiemcem, ktorego final wszyscy znali, czyli sprawa Stefan
Horngachera. Austriak postanowil zadbac o to, aby koncowka jego
wspanialej pracy z polska kadra skoczkow stala sie niestrawna. Swoja
droga, do dzisiaj wlasciwie nie wiem, po co i komu to bylo potrzebne,
ale moze nie rozumiem austriackiego poczucia humoru, bo kompletnie mnie
tamten serial nie rozsmieszyl. Mimo tej kiepskiej komedii mozna bylo
patrzec na polskie skoki z przekonaniem, ze jednak traca kogos bardzo
waznego. Nikt i nic nie odbierze Horngacherowi zaslug, jakie ma dla tej
dyscypliny sportu w Polsce, bo wprowadzil nasza kadre na poziom, o jakim
wczesniej trudno bylo nawet marzyc. Wczesniej medale i miejsca na podium
w konkursach druzynowych byly wyszarpywane czesto po wojnach. Z nim na
wiezy trenerskiej staly sie czyms zupelnie normalnym. Czyms, co Kamil
Stoch i spolka brali jak swoje. Czasem bylo to pierwsze miejsce, jak w
niezapomnianym konkursie druzynowym podczas mistrzostw swiata w Lahti,
innym razem braz, jak ten podczas zimowych igrzysk w Pjongczangu.
Bialo-Czerwoni nie byli tam zadna sensacja, a na swoim miejscu. Po
prostu. Odejscie kogos takiego musi zostawic po sobie slad. Tym bardziej
kiedy okazalo sie, ze nastepca bedzie Michal Doležal. Sympatyczny Czech,
lubiany przez skoczkow asystent Horngachera, ale…
Pamietam jedna z prywatnych rozmow z Adamem Malyszem gdzies pod skocznia
w Innsbrucku podczas mistrzostw swiata, gdy rozwazalismy, jak zastapic
Horngachera, jesli ten faktycznie spakuje manatki i wroci do Niemiec.
Doležal byl naturalnym kandydatem. Znal zawodnikow i system, ale trudno
bylo przewidziec, czy ma odpowiednia charyzme i czy nasza kadra, a to
generalnie wiekowa grupa doswiadczonych mezczyzn, pojdzie za nim w
ogien. Na razie trudno przesadzac, czy tak faktycznie sie stalo, ale
wiele wskazuje na to, ze tak. Potwierdza to dopiero zimowe wyniki, ale w
zasadzie nie ma dzisiaj powodow, zeby jakos szczegolnie obawiac sie
sezonu. Sezonu trudnego, bo wlasciwie bez wielkich imprez. Oczywiscie
jest Turniej Czterech Skoczni, Raw Air, konkursy w Polsce czy w koncu
mistrzostwa swiata w lotach w Planicy, jednak mistrzostwa swiata w
narciarstwie klasycznym czy – przede wszystkim – igrzyska olimpijskie
maja inny ciezar gatunkowy. Moze to i dobrze, ze Czech bierze wszystko
na klate w takim momencie? Bo pamietajmy o tym, ze nam nie chodzi tylko
o najblizsze miesiace, ale glownie o to, aby doswiadczeni Stoch, Piotr
Zyla i nieco tylko mlodszy Dawid Kubacki utrzymali mistrzowski poziom do
igrzysk w Pekinie w 2022 roku. I o to, aby u ich boku podobny poziom
prezentowali Maciej Kot, Stefan Hula, wciaz mlody Jakub Wolny czy ktorys
z jego jeszcze mlodszych kolegow.
Ostatnio glosno o nowym obuwiu polskich skoczkow, ktore ma byc sensacja
sezonu. Na razie wiadomo, ze siedmiomilowe buty zalozyl Doležal. Z roli
asystenta przeskoczyl do roli twarzy potegi skokow. Zostaje trzymac
kciuki za to, zeby sie nie potknal, a faktycznie sadzil susy po kolejne
sukcesy.

-Pierwsza odslona indywidualnej rywalizacji w Pucharze Swiata miala byc
sprawdzianem dla nowego trenera naszych skoczkow Michala Dolezala. Po
podium w konkursie druzynowym uczucia w naszej ekipie byly mieszane, bo
nowe buty, tak szumnie zapowiadane przed sezonem, nie pomogly nam
utrzymac prowadzenia po polmetku i skonczylo sie na trzeciej pozycji.
W konkursie, ktory zaczal sie od dosc wietrznych i loteryjnych warunkow,
moglismy ogladac osmiu Bialo-Czerwonych. Jako pierwszy na belce pojawil
sie Aleksander Zniszczol, ale wyladowal zaledwie na 103. metrze i
zakonczyl swoj udzial w konkursie na pierwszej serii. Jego los podzielil
rowniez Pawel Wasek, ktory skoczyl tylko 3,5 metra dalej i uplasowal sie
na 39. pozycji, piec „oczek” wyzej od swojego kolegi z reprezentacji.
Duzo lepiej zaprezentowal sie bardziej doswiadczony Maciej Kot. On
osiagnal 116,5 metra, co pozwolilo mu byc 21. po pierwszym skoku i
awansowac do serii finalowej. Nie udal sie niestety wystep Stefanowi
Huli. Tylko 106 metrow tego sympatycznego zawodnika nie wystarczylo, by
znalezc sie w czolowej „30”. Ostatecznie Polak zajal 38. pozycje.
Zadowolony z siebie nie mogl byc tez Jakub Wolny. 110,5 metra czlonka
naszej druzyny dala mu dopiero 33. miejsce i brak punktow w pierwszy
konkursie PS. 125 metrow osiagnal Dawid Kubacki, co w trudny warunkach
dalo mu 14. lokate i pewny awans do drugiej serii. Po nim swoj skok
oddal najwiekszy pechowiec tej serii Piotr Zyla. Po wyladowaniu na 119.
metrze naszemu zawodnikowi wypiela sie narta i zaliczyl bolesny upadek,
po ktorym chwile sie nie podnosil. Kiedy wstal i zdjal kask, na jego
twarzy widoczna byla krew. Na szczescie zszedl z rozbiegu o wlasnych
silach, choc nie zdolal awansowac do drugiej serii, zajmujac ostatecznie
35. miejsce. W telewizyjnym studiu Adam Malysz zdradzil, ze skoczek na
moment stracil przytomnosc.
Najlepszym z naszych zawodnikow po pierwszej serii okazal sie Kamil
Stoch. „Orzel z Zebu” skoczyl 118 metrow i na polmetku rywalizacji
zajmowal dwunaste miejsce. Najlepszy w pierwszej serii okazal sie Karl
Geiger, ktory skoczyl 127 metrow. Druga pozycje na polmetku zajmowal
Daniel Andre Tande z Norwegii, natomiast na trzecim miejscu byl jego
rodak Robin Pedersen, autor najdluzsze skoku na odleglosc 136 metrow.
Druga seria zdecydowanie nie byla wielkim swietem, na jakie czekali
kibice. Wiatr wciaz dawal sie we znaki, a na dodatek upadek Zyly
spowodowal, ze sportowe emocje zeszly na nieco dalszy plan. W swoim
drugim skoku o pol metra poprawil sie Kot, ale nie pozwolilo mu to
utrzymac miejsca na poczatku trzeciej dziesiatki i zakonczyl zmagania na
25. pozycji. Duzo lepiej spisal sie Dawid Kubacki. Skoki na odleglosc
127,5 metra pozwolil mu przesunac sie na niezle siodme miejsce.
Metr blizej od mistrza swiata ladowal Stoch. Po ladowaniu wygladal na
nieco zrezygnowanego, ale mimo to zdolal wedrzec sie do czolowki,
konczac konkurs na bardzo dobrej trzeciej pozycji.
Najlepszy podczas konkursu w Wisle okazal sie Daniel Andre Tande, ktory
w swojej drugiej probie uzyskal 129 metrow. Na drugim stopniu podium
stanal Anze Lanisek. Teraz przed zawodnikami zawody w finskiej Ruce.
Miejmy nadzieje, ze tym razem obejdzie sie bez zawirowan towarzyszacych
inauguracji Pucharu Swiata.

PILKA RECZNA
-Pilkarze reczni Orlen Wisly wygrali w Plocku z wicemistrzem Danii GOG
Handbold 27:24 (11:13) w dziewiatej kolejce spotkan Ligi Mistrzow,
zapewniajac sobie awans do kolejnej rundy rozgrywek z drugiego miejsca w
grupie D. Plocczanie dali pokaz gry w ostatnim kwadransie meczu, gdy od
stanu 16:21 doprowadzili do zwyciestwa 27:24.
W meczu 9. kolejki stawka bylo drugie miejsce w tabeli grupy D,
premiowane wyjsciem z grupy do dalszych rozgrywek. Obie druzyny na
koncie mialy po 9 punktow. W pierwszym meczu w Danii Orlen przegral
27:28 i dzieki sobotniej wygranej roznica trzech goli zapewnili sobie
awans.
W ten sposob plocczanie, bez wzgledu na wynik ostatniej rundy, awansuja
do barazy i w lutym zagraja ze zwyciezca grupy C o wejscie do LAST 16.
Zwyciestwo w grupie D zapewnilo sobie Dinamo Bukareszt.

-Przez jedenascie minut drugiej polowy pilkarze reczni PGE Vive Kielce
nie zdobyli gola w wyjazdowym meczu z Telekomem Veszprem. W efekcie
przegrali 24:28.
Jeszcze w 46. minucie po szostym trafieniu w meczu swietnie grajacego
Arcioma Karaloka PGE Vive grajace bez Tomasza Gebali, Mariusza
Jurkiewicza, Mateusza Jachlewskiego i Arkadiusza Moryto przegrywalo
zaledwie 21:22.
I wtedy nastapil kluczowy fragment tego pojedynku. Przez kolejne
jedenascie minut kielczanie nie mogli zdobyc gola w ataku. W tym okresie
nie mieli zagrozenia z drugiej linii i popelnili kilka strat. W dodatku
dobrze miedzy slupkami spisywal sie bramkarz Veszprem – Arpad Sterbik.
Gospodarze zdobyli cztery bramki z rzedu i w 57. minucie prowadzili juz
26:21. Na nic sie zdal zryw gosci w koncowce spotkania.
Do tego, kluczowego momentu pojedynek byl bardzo wyrownany. Najlepiej
swiadczy o tym fakt, ze przez 52 minuty zadnej z druzyn nie udalo sie
wyjsc na wyzsze niz dwubramkowe prowadzenie. W kieleckiej druzynie
swietnie ukladala sie wspolpraca z kolowym Karalokiem. Igor Karacic mial
az piec asyst, wszystkie do Bialorusina. A w pierwszej polowie
mistrzowie Polski nie mieli problemow w ofensywie, ze stwarzaniem sobie
swietnych sytuacji. Zwlaszcza po zmianie stron, dobrze spisywal sie
Andreas Wolff, ktory w meczu obronil az trzy rzuty karne!

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *