Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 23 maja 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 138 (6115) 23 maja 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
Robert Lewandowski w 90. minucie meczu pobil niesamowity rekord Gerda
M�zllera!
Jasne bylo, ze Lewandowski strzeli. Ciekawszy wydawal sie wiec kontekst
kulturowo-historyczny towarzyszacy atakowi na swiety dla Niemcow rekord
Gerda M�zllera. A jednak gola Polak musial wyszarpac – od innego Polaka.
Przed ostatnia kolejka Bundesligi Lewandowski mial na koncie tylko 28 (z
33) rozegranych meczow, a i tak strzelil 40 goli, czyli wyrownal prawie
50-letni rekord Gerda M�zllera, najwybitniejszego niemieckiego napastnika
w historii. Twardo stapajacy po ziemi Niemcy nie mogli zatem sie ludzic,
pytajac samych siebie: „A moze akurat teraz nie zdobedzie bramki?”.
Desperacko sprobowali wiec odwolac sie do romantycznej polskiej duszy.
M�zller ma obecnie 76 lat, cierpi na zaawansowanego alzheimera, od
szesciu lat mieszka pod Monachium w domu opieki, wedlug zony stracil
kontakt ze swiatem i „w polsnie zmierza do konca”. Jego niebotyczny
wynik z sezonu 1971/72 wydawal sie nie do pobicia – w XXI wieku liga
niemiecka byla i jest zbyt silna, by pilkarz posiadajacy inne nazwisko
niz Messi i Ronaldo dobil w niej do 40 goli, a tez zbyt slaba, by zwabic
tych wyzej wymienionych.
Lewandowski strzelal w przeszlosci w Niemczech bardzo duzo (w dziewiec
minut potrafil zdobyc piec bramek), ale zagrozenia dla M�zllera nie
stwarzal – w ubieglym sezonie strzelil rekordowa dla siebie w
Bundeslidze liczbe 34 goli, wygral Lige Mistrzow, zostal najlepszym
pilkarzem na swiecie, krotko mowiac: osiagnal apogeum.
Jednak nie. Przed sobotnim meczem z FC Augsburgiem, a nawet wczesniej,
znane w Niemczech z telewizji postacie zaczely prosic 32-letniego
Polaka, by romantycznie uszanowal osiagniecie legendarnego napastnika
sprzed lat. Artykul na portalu telewizji n-tv zatytulowano: „Prosze, nie
rob tego, Robercie Lewandowski”. Kapitana naszej kadry brano tam pod
wlos, piszac: „Czy bedziemy go gloryfikowac za 30 lat? Nie wiadomo. Na
razie sie na to nie zanosi. Nie dlatego, ze strzelil za malo goli.
Napastnik Bayernu jest raczej niezbyt ludzki. Wielu widzi w nim
kalkulujacego, twardego profesjonaliste, ktory nie wyzwala w fanach
emocji poza boiskiem. Ale kto wie? Moze wszyscy sie mylimy i zaskoczy
spektakularna akcja podczas najblizszego meczu”. Byly swietny pilkarz
Dietmar Hamann powiedzial: – [Lewandowski] moglby oglosic: „Nie, nie
zagram w ostatnim meczu”. To bylby piekny gest.
Ale wlasnie Lewandowski „jest niezbyt ludzki”. Gdy po ubieglym sezonie
brytyjski dziennik „The Guardian” portretowal Polaka, autor tekstu
wlasnie od tej mysli sie odbil, wokol niej budowal historie.
Argumentowal przekonujaco. Lewandowski rzeczywiscie nigdy nie nawiazywal
z kibicami emocjonujacej wiezi, z Borussii Dortmund przeszedl do
wielkiego jej rywala nie tylko na chlodno, ale tez za darmo, Bayernu tez
chyba nie pokochal zabojcza miloscia, skoro intensywnie rozwazal
transfer do Realu Madryt, a tez potrafil podobno wybuchnac, gdy w nowym
kontrakcie zobaczyl liczbe o milion mniejsza niz ta, ktora rzekomo
wczesniej wynegocjowal. Wielu machneloby reka, kwota i tak byla
przerazajaca.
Sprawy tak sie niebanalnie potoczyly, ze pobicie lub niepobicie swietego
rekordu M�zllera zalezalo nie od jednego Polaka, ale od dwoch, i to
paradoksalnie – interpretujac wydarzenia z pewnym przymruzeniem oka –
byla dla naszych zachodnich sasiadow dobra wiadomosc.
W bramce 12. w tabeli (wystepuje 18 druzyn) Augsburga mial w sobote
stanac Rafal Gikiewicz, bramkarz w Polsce niewybijajacy sie szczegolnie,
taki, ktory o reprezentacji kraju nie mogl marzyc. Co innego po nieco
zaskakujacym przyjezdzie do Niemiec, tam zostal bohaterem, tamtejszy
futbol nie przygarnal go, lecz przytulil, przyjal jak swojego, zapewnil
wlasciwie wszystko.
– Czy to bylo dla mnie niebezpieczne? Nie sadze. Postapilem tak, jak
podpowiedzialo mi serce – mowil „Wyborczej” w 2019 r. Gikiewicz, wtedy
bramkarz Unionu Berlin, gdy komentowal obiegajace caly swiat wydarzenie,
podczas ktorego stanal naprzeciwko pseudokibicow i na murawie
powstrzymal ich atak wlasnymi rekami.
33-letni obecnie bramkarz nie wylecial z Bundesligi po sezonie lub
dwoch, nie zostal rezerwowym, lecz regularnie gra.
Skruszyc kamiennego serca Lewandowskiego niepodobna, on powiedzial przed
sobotnim meczem, ze jesli w ostatniej minucie spotkania sedzia podyktuje
rzut karny, bez wahania wezmie pilke i sprobuje wbic 41. gola. Ostatnia
nadzieja dumnych Niemcow zostal wiec ten nieustraszony Polak z Olsztyna,
Rafal Gikiewicz, dobry znajomy Lewandowskiego – wyjmowal pilke z siaki
po jego strzale juz wiele lat temu, jeszcze w polskiej trzeciej lidze.
Goracych slow otuchy ze strony niemieckiej dla Gikiewicza slychac nie
bylo, brak dodatkowej presji zawsze jest dla rak bramkarza korzystny.
Bayern Monachium, mistrz Niemiec, objal prowadzenie juz w dziewiatej
minucie po samobojczym golu Holendra Jeffreya Gouweleeuwa. Wczesniej
pierwszy strzal Lewandowskiego obronil Gikiewicz. Na poczatku meczu
aktywniejszy od napastnika Bayernu byl trzeci Polak na murawie, nieco
mniej zaangazowany w referowana wyzej sprawe – 22-letni boczny obronca
Robert Gumny.
W 23. minucie Gikiewicz efektownie obronil kolejny strzal
Lewandowskiego, ale chwile pozniej bylo 2:0 dla gospodarzy – gola w tej
samej akcji strzelil Niemiec Serge Gnabry. Juz w nastepnej pilke na 11.
metrze ustawial pilkarz Augsburga – Niemiec Daniel Caligiuri. Rzut karny
obronil jednak jego rodak Manuel Neuer.
W 30. minucie Gikiewicz jeszcze efektowniej niz poprzednio odbil pilke
po strzale Lewandowskiego. Trzy minuty pozniej polski bramkarz nie mial
szans, musial przepuscic zjawiskowe uderzenie Niemca Joshui Kimmicha zza
pola karnego (bardzo mocno, w okienko bramki). W 39. minucie blisko gola
byl Lewandowski, lecz znow – tym razem w sytuacji sam na sam (choc nie
tak latwej) – zatrzymal go Gikiewicz. „Jak Tomaszewski Anglie” –
cytowali wpisy przychodzace do redakcji Eleven Sports komentatorzy tego
meczu. Do przerwy bylo 4:0, gola strzalem zza pola karnego zdobyl
Francuz Kingsley Coman.
Na poczatku drugiej polowy, po kolejnej niewykorzystanej szansie na gola
– tym razem bez udzialu Gikiewicza – Lewandowski wygladal juz na
czlowieka autentycznie rozbawionego swoja sytuacja. W 67. minucie
Augsburg strzelil pierwszego gola. Bayern rzadziej niz w pierwszej
polowie stwarzal bramkowe sytuacje. W 70. minucie Lewandowski podszedl
do rzutu wolnego, uderzyl z dosc niekorzystnego jak na prawonoznego
pilkarza miejsca, obronil Gikiewicz. W 72. minucie bylo juz 4:2.
W 90. minucie Gikiewicz odbil pilke przed siebie po uderzeniu Leroya
Sane zza pola karnego, dopadl do niej Lewandowski, minal bramkarza –
choc ten prawie wyluskal pilke spod nogi napastnika Bayernu – i zdobyl
41. gola w sezonie, pobijajac rekord Gerda M�zllera. Klub z Monachium
wygral 5:2.

-Robert Lewandowski jak radziecka snajperka Mariutka – W.Kuczok
Robert Lewandowski nieuchronnie zmierzal do wykonania wyroku, zarazem
wyznajac szacunek, a nawet niejaka namietnosc do Gerda M�zllera w
kolejnych gestach i deklaracjach.
„Czterdziesty pierwszy” – te dwa slowa przez 70 lat wywolywaly
erotyczny dreszcz wsrod obywateli Kraju Rad. Jeszcze w erze kina niemego
Ada Wojcik, a 30 lat pozniej Izolda Izwicka staly sie symbolami seksu
kinematografii ZSRR jako odtworczynie roli snajperki Mariutki, czerstwej
dziewuchy, ktora w mundurze czerwonogwardzistki ustrzelila 40 Bialych,
az w koncu napotkala wroga, ktory naklonil ja do zdjecia munduru.
Rozgorzal ognisty czerwono-bialy romans, ale kiedy przyszlo co do czego,
bolszewicki instynkt okazal sie silniejszy od namietnosci i zolnierka
polozyla trupem takze kochanka – stad sie wzial tytul opowiadania, a
potem dwoch slynnych ekranizacji. W obu aktorki odwaznie obnazaly…
ramiona, a nawet plecy, przez co staly sie radzieckimi symbolami seksu
(na prawdziwe „momenty” Rosjanie musieli poczekac az do czasow
pieriestrojki).
Filmowa dramaturgia bicia rekordu Gerda M�zllera okazuje sie niezwykle
podobna do losow Mariutki i jej ukochanego wroga – Robert Lewandowski
nieuchronnie zmierzal do wykonania wyroku, zarazem wyznajac szacunek, a
nawet niejaka namietnosc do Gerda M�zllera w kolejnych gestach i
deklaracjach. Forever Gerd, kocham cie, ale bede musial cie zabic,
stracic z piedestalu, w sporcie nie ma sentymentow, na pewno bys to
zrozumial. Jesli wnikliwie spojrzec na legendarny wyczyn „Bombera”, mimo
wszystko jeszcze bardziej kurczy sie on wobec dokonania Polaka.
Zaczynalo sie wiecej niz kiepsko – M�zller w sezonie 1971/72 przez
pierwsze dwa miesiace strzelal srednio jednego gola na trzy mecze, w
dodatku zmarnowal trzy karne – gdyby nie byl „Bombowcem Narodu”, zywa
legenda, trzykrotnym dotad krolem strzelcow Bundesligi i najlepszym
snajperem ostatniego mundialu, Udo Lattek posadzilby go zapewne na
dluzej na lawie i Lewandowski nie mialby teraz czego pobijac.
M�zller zaczal sie rozkrecac dopiero od dziesiatej kolejki, ale to runda
wiosenna roku 1972 byla miazdzaca – trzy hat tricki, jedna piatka, a na
dokladke jeszcze wygrane Mistrzostwa Europy, w ktorych – a jakze –
zostal krolem strzelcow. Porownajmy rekordy – 27-letni M�zller gral we
wszystkich 34 kolejkach od pierwszej do ostatniej minuty, przy tym
zaliczyl az 15 spotkan bez gola; 32-letni Lewandowski w pieciu kolejkach
pauzowal, w kolejnych siedmiu nie gral w pelnym wymiarze, w zaledwie
czterech wystepach nie zdobyl bramki. Matematyka daje prosta odpowiedz,
nawet gdyby Lewy nie pobil rekordu w ostatniej akcji sezonu, bylby od
M�zllera lepszy.
Ale symboliczna zemsta za mundialowy mecz na wodzie w 1974 roku
dopelnila sie w sposob okrutny – ostatnim kopnieciem pilki do siatki
Lewy zamknal sezon. Wszyscy bundesligowi patrioci, ktorym sie nie
usmiechalo, ze rekord niemieckiej legendy mialby pobic jakis Polak, juz
trzymali otwieracze nad kapslami ceremonialnych eisbockow, chcac
pierwsze psykniecie zrownac z ostatnim gwizdkiem, a tu masz ci los,
donnerwetter, zrobil to. Eisbocki wrocily do piwnic na lepsze okazje,
trzeba bylo wscieklosc usmierzyc zwyklym weizenem, oszukali nas, jeden
wyplul drugiemu pilke pod nogi, verdammte Polen. I choc Gikiewicz
wczesniej bronil, jakby sie uparl, ze odpuscic moze wszystkim, tylko nie
Lewemu, i choc fachowcy wybrali go na bramkarza sezonu Bundesligi, dla
fanklubu M�zllera to wszystko bujda, ten polski szpryngiel musial byc
zaplanowany, takie rzeczy dzieja sie tylko w filmach fabularnych,
ktorych scenarzysci nie maja pojecia o futbolu, za to wedle podrecznikow
musza zasunac zelazna puente.
Lewandowski pobil rekord M�zllera w ostatniej sekundzie, w dodatku w jego
stylu, na sepa, instynktownie urywajac sie obroncom, by dobic strzal
Sanego. I jesli nie skusi sie na wyjazd za granice, przeskoczy takze te
niewyobrazalna zupelnie poprzeczke wiszaca na wysokosci 365 bramek,
straci M�zllera takze i z tabeli wszech czasow. Brakuje mu 89 goli, przy
zachowaniu formy i zdrowia Lewy spokojniutko przegoni M�zllera przed 36.
urodzinami – a czemuz by mial tego nie zrobic? To dzis zadna starosc,
36-letni Cristiano Ronaldo wlasnie siega po kolejna strzelecka korone,
tym razem w Serie A.

I LIGA
31 kolejka
Belchatow-Radomiak 0-1
Odra Opole-Miedz Legnica 2-1
LKS Lodz-Gornik Leczna 3-1
Stomil Olsztyn-Puszcza Niepolomice 2-1
Tychy-Nieciecza 0-2
Zaglebie Sosnowiec-Jastrzebie 3-0
Arka Gdynia-Widzew Lodz 0-0
Resovia Rzeszow-Korona Kielce 1-1
Sandecja Nowy Sacz-Chrobry Glogow 1-1
1.Nieciecza 64pkt
2.Radomiak 59pkt
3.Tychy 56pkt
4.Arka 56pkt
5.LKS Lodz 54pkt
6.Gornik Leczna 49pkt
7.Miedz 46pkt
8.Odra 46pkt
9.Chrobry 44pkt
10.Widzew 42pkt
11.Sandecja 41pkt
12.Korona 39pkt
13.Puszcza 34pkt
14.Stomil 32pkt
15.Resovia 29pkt
16.Jastrzebie 28pkt
17.Zaglebie Sosnowiec 26pkt
18.Belchatow 20pkt
-Pilkarze Arki Gdynia nie wykorzystali szansy awansu na 3. miejsce w
tabeli I ligi i w kwestii awansu do Ekstraklasy znow nie sa zalezni
tylko od siebie. Wszystko na skutek zaledwie bezbramkowego remisu z
Widzewem Lodz, osiagnietego zreszta w bardzo kiepskim stylu.
Piec z rzedu zwyciestw Arki w ciagu niespelna miesiaca (Stomil Olsztyn
2:0, Zaglebie Sosnowiec 3:2, GKS Belchatow 3:0, Resovia 1:0, Sandecja
Nowy Sacz 3:0) oraz potkniecia GKS Tychy i Radomiaka sprawily, ze przed
spotkaniem z Widzewem znalazla sie ona w niemal komfortowej sytuacji. Po
wielomiesiecznym poscigu za czolowka wreszcie miala tylko i wylacznie w
swoich rekach kwestie bezposredniego awansu do Ekstraklasy. Bez wzgledu
na wyniki innych druzyn dawalo jej to wygranie czterech ostatnich meczow
(poza Widzewem – Korona Kielce, Radomiak oraz Chrobry Glogow).
Spotkanie z lodzianami teoretycznie nie jawilo sie jako wyjatkowo trudna
misja. Widzewiacy z ostatnich osmiu meczow wygrali zaledwie jeden (z
ostatnim w tabeli GKS Belchatow 3:2) i praktycznie stracili szanse na
strefe barazowa (miejsca 3-6). Jednak w Gdyni prezentowali sie calkiem
przyzwoicie.
Arka od poczatku ruszyla do atakow, jej przewaga w posiadaniu pilki byla
momentami ogromna, jednak zupelnie nie przekladalo sie to na sytuacje
bramkowe. Do przerwy gospodarzom udalo sie oddac raptem dwa celne
strzaly, ale zupelnie niegrozne. Nie funkcjonowala gra skrzydlami,
rowniez w srodku pola ani Juliusz Letniowski, ani Christian Aleman nie
potrafili ulozyc ofensywnej gry gdynian.
Widzac nieporadnosc arkowcow, schowany poczatkowo za podwojna garda
Widzew z czasem zaczal grac coraz odwazniej. Najbardziej aktywny byl
dynamiczny Dominik Kun, ktory w jednej z sytuacji dosc mocno sprawdzil
czujnosc Daniela Kajzera.
Po przerwie gdynianie wciaz przezywali w ofensywie potezne meczarnie. To
goscie sprawniej organizowali swoje akcje, bardzo pewnie wygladali tez w
grze obronnej. Im blizej bylo konca meczu, tym bardziej ochoczo
atakowali oni bramke Arke. Znamienne, ze gospodarze najlepsza okazje
mieli po kontrataku – Christian Aleman znalazl sie w sytuacji sam na sam
z Jakubem Wrabelem, nawet go minal, ale bedac w trudnym polozeniu,
ratowal sie uderzeniem tzw. krzyzakiem i efekt byl raczej komiczny.
W 78. min Widzew powinien objac prowadzenie. Po swietnej akcji
Bartlomieja Poczobuta z Lukaszem Kosakiewiczem stuprocentowa sytuacje
mial Marek Hanousek, jednak Czech, stojac kilka metrow przed bramka,
nieczysto trafil w pilke i dal Kajzerowi okazje do skutecznej interwencji.
A Arka? W koncowce rzucila sie do desperackich atakow, ktore przebiegaly
pod spopularyzowanym przez Piotra Swierczewskiego haslem „na chaos”.
Duzo bylo szumu, duzo wrzutek, malo jakosci i pomyslunku. To oczywiscie
nie moglo przyniesc skutku i mecz zakonczyl sie rozczarowujacym
bezbramkowym remisem. I tylko nie wiadomo, co bylo gorsze – gra czy wynik?
Zatem zolto-niebiescy zostali na 4. miejscu w tabeli i znow nie zaleza
tylko od siebie. O trzy punkty wyprzedzaja drugi Radomiak, z ktorym Arka
rozegra jeszcze bezposredni mecz. Natomiast tyle samo punktow ma trzeci
GKS Tychy, ktory ma jednak lepszy bilans bezposrednich meczow z
gdynianami (i to wyraznie, bo wygral oba spotkania). Jesli wiec zespol z
Gornego Slaska wygra swoje trzy ostatnie mecze, Arka juz go nie
wyprzedzi. A podopieczni Dariusza Marca swoje kolejne spotkanie
rozegraja 29 maja – na wyjezdzie z Korona Kielce (godz. 17).
Arka: Kajzer – Danch, Marcjanik, Memic Z – Hiszpanski, Deja, Aleman,
Letniowski Z (54. Da Silva), Kasperkiewicz – Zebrowski (70. L.
Wolsztynski Z), Rosolek.

PILKA RECZNA
Liga Europejska pilkarzy recznych: porazka Orlen Wisly Plock w polfinale.
Orlen Wisla Plock przegrala z SC Magedburg 29:30 w polfinale Ligi
Europejskiej pilkarzy recznych. Nafciarze do przerwy prowadzili dwiema
bramkami, ale ostatecznie przegrali mecz zagraja o trzecie miejsce.
Orlen Wisla Plock w 1/8 finalu poradzila sobie ze Sportingiem Lizbona, a
w kolejnej rundzie wyeliminowala dunski GOG. Magdeburg z kolei najpierw
ogral Eurofarm Pelister, a nastepnie wyrzucil za burte turnieju
Kristianstad.
Mecz rozpoczal sie od bramki dla Niemcow, ale potem to polska druzyna
zyskiwala przewage. Orlen Wisla wyszla na 3:1, a potem starala sie
utrzymywac dwa gole roznicy. Magdeburg doprowadzil wprawdzie do
wyrownania 6:6, a potem 7:7, ale po chwili sytuacja wrocila do
wczesniejszego stanu.
Orlen Wisla Plock w pewnym momencie powiekszyla nawet przewage,
prowadzac 11:8, ale potem trzy trafienia zdobyli Niemcy. Bardzo
wyrownana koncowka padla jednak lupem Nafciarzy, ktorzy do przerwy
prowadzili 15:13.
Poczatek drugiej polowy byl zblizony do pierwszej. Polacy utrzymywali
przewage do stanu 17:17. Potem kilka razy byl remis, az w koncu to
Magdeburg wyszedl na prowadzenie i powiekszyl je do stanu 22:19.
Przez kolejne minuty Niemcy mieli przewage, ale Nafciarzom udalo sie
doprowadzic do wyrownania 24:24. Potem bylo jednak gorzej, bo Magdeburg
znow wypracowal sobie trzy bramki przewagi. Choc Orlen Wisla zniwelowala
strate do jednego gola, to na wiecej zabraklo czasu i ostatecznie SC
Magdeburg wygral 30:29. Tym samym Nafciarze zagraja w niedziele w meczu
o 3. miejsce.
W meczu 0 3 miejsce Wisla Plock przegrala z Rhein-Neckar Lowen 27:32.

TENIS
Piecioro polskich tenisistow wezmie udzial w eliminacjach do turnieju
glownego Rolanda Garrosa. Juz od poniedzialku Bialo-Czerwoni powalcza o
dolaczenie do Igi Swiatek, Magdy Linette, Huberta Hurkacza i Kamila
Majchrzaka, ktorzy udzial w glownej drabince singlowego turnieju mieli
zapewniony juz wczesniej.
Turniej Rolanda Garrosa na paryskich kortach zbliza sie wielkimi
krokami. Glowna impreza startuje 30 maja, ale juz od najblizszego
poniedzialku rozpoczna sie kwalifikacje. W nich nie zabraknie polskich
akcentow. Wsrod pan o udzial w turnieju powalcza: Maja Chwalinska
(222.), Katarzyna Kawa (135.), Magdalena Frech (152.) i Urszula
Radwanska (231.). Wsrod mezczyzn 22-letni Kacper Zuk (173.).
Zagwarantowany udzial maja z kolei Iga Swiatek, Magda Linette, Hubert
Hurkacz i Kamil Majchrzak.
Chwalinska na poczatku zmagan eliminacyjnych spotka sie z 25-letnia
Mayar Sherif. Egipcjanka to aktualnie 120. rakieta kobiecego rankingu.
Katarzyna Kawa zmierzy sie ze Strom Sanders, 26-latka z Australii (161.
WTA). Magdalena Frech powalczy z doswiadczona 30-letnia Tereza Mrdeza.
Chorwatka obecnie plasuje sie w trzeciej setce rankingu (211.). Urszula
Radwanska z kolei trafila na 23-letnia Belgijke – Greet Minnen (124.
WTA). Zadna z Polek nie mierzyla sie dotad ze swoja przeciwniczka na
zawodowych kortach.
22-letni Zuk zadebiutuje w kwalifikacjach do turnieju wielkoszlemowego.
W I rundzie zmierzy sie z 34-letnim Slowencem Blazem Kavciciem (216.).
To drugi pojedynek obu tenisistow w tym roku. Na tej samej nawierzchni w
Splicie lepszy byl Kavcic. W ewentualnej drugiej rundzie kwalifikacji
Polak powalczy z lepszym z pary Hugo Dellien – Dimitar Kuzmanow
Pary I rundy eliminacji do Rolanda Garrosa:
Maja Chwalinska – Mayar Sherif
Katarzyna Kawa – Strom Sanders
Magdalena Frech – Tereza Mrdeza
Urszula Radwanska – Greet Minnen
Kacper Zuk – Blaz Kavcic
Kwalifikanci o udzial w turnieju glownym zagraja od poniedzialku 24 maja
do piatku 28 maja. Do szczescia potrzebne sa trzy wygrane mecze.
Poczatek glownej drabinki od 30 maja. Impreza zakonczy sie 13 czerwca.

-„Igo, Krolowo Nasza”. Swiatek opowiada nie tylko o sporcie
Tuz przed 20. urodzinami, z rolexem na rece, na imprezie zorganizowanej
przez jej innego sponsora – chinskiego giganta Xiaomi – Iga Swiatek
powiedziala, ze wlasnie skonczyla czytac „Ziemie obiecana” Baracka Obamy.
Spotkanie odbylo sie kilkanascie dni przed rozpoczeciem wielkoszlemowego
turnieju Rolanda Garrosa, kilkadziesiat godzin po wygraniu przez Swiatek
pierwszego w karierze turnieju Masters 1000. W dzinsach i bluzie Polka
siedziala rozluzniona, cierpliwie odpowiadala na pytania, na ktore w
wiekszosci odpowiedziala juz wielokrotnie. Mowila, ze tak doskonale
mecze jak rzymski final z Czeszka Karolína Plí�Akova – 6:0, 6:0 w 48
minut – zdarzaja sie „zaledwie kilka razy w karierze”.
W Paryzu – poczatek rywalizacji 30 maja, dzien przed 20. urodzinami
Swiatek – bedzie faworytka. Bukmacherzy daja jej wieksze szanse na
obrone tytulu niz liderce rankingu WTA Australijce Ashleigh Barty na
drugie zwyciestwo we Francji (wygrala w 2019 r.).
Swiatek jest obecnie jedyna nastolatka w pierwszej dziesiatce rankingu
(zajmuje dziewiata pozycje), w pierwszej piecdziesiatce oprocz niej sa
dwie inne – 30. miejsce zajmuje Amerykanka Coco Gauff, 40. – jej
rodaczka Amanda Anisimova. Polscy kibice musieliby cofnac sie o ponad
pol wieku – do czasow lekkoatletek Ireny Szewinskiej i Ewy Klobukowskiej
– by wskazac zawodniczke znad Wisly, ktora z az tak wielkimi sukcesami
rozbijala sie na najwazniejszych imprezach sportowych w nastoletnim wieku.
Po ubieglorocznym triumfie w Rolandzie Garrosie Swiatek podpisala
kontrakt reklamowy z PZU, z Rolexem oraz z Xiaomi, chinskim gigantem
technologicznym specjalizujacym sie w tworzeniu smartfonow.
Wielkie firmy nie mialy watpliwosci co do tego, czy Iga Swiatek bedzie
gwiazda tenisa. Nie mial ich takze byly wybitny polski tenisista
Wojciech Fibak, ktory o przyszlosci Swiatek mowil jak o czyms zupelnie
oczywistym: „Iga bedzie dominowac w swiatowym tenisie, tego jestem
pewien. Zostanie numerem jeden rankingu, bo nie ma wsrod tenisistek
zawodniczki tak utalentowanej”.
Ale po Rolandzie Garrosie watpliwosci co do przyszlych sukcesow Swiatek
jednak istnialy.
Mowi sie w polskim sporcie czasami, ze nastoletni sportowcy w ogole nie
przegrywaja, poniewaz albo wygrywaja, albo zbieraja doswiadczenie.
Swiatek w wieku 19 lat wygrala olbrzymi turniej i mozna bylo snuc
przypuszczenia znane z mnostwa innych dziedzin zycia.
Kilka lat temu Jay-Z, amerykanski gwiazdor muzyki rap, wspominal, jak
doszlo do tego, ze jego wytwornia muzyczna podpisala kontrakt z przyszla
megagwiazda pop-u i R&B – Rihanna. Wokalistka z Barbadosu w nastoletnim
wieku nagrala jeden gigantyczny przeboj („Pon De Replay”) i szukala
trampoliny do wielkiej kariery. Jay-Z przed zaproszeniem jej do swojego
studia nagraniowego byl pelen obaw, mowil: – Jej piosenka byla tak
olbrzymim sukcesem, ze balem sie, iz ja „przygniecie”, zostanie gwiazda
jednej piosenki, pania „Pon De Replay”. Watpliwosci szybko prysly –
Amerykanin opowiadal, ze wlasciwie po sposobie chodzenia Barbadoski, jej
spojrzeniu i pewnosci siebie wiedzial, ze trzeba podpisywac dokumenty i
czekac na wielkie miliony dolarow.
Roland Garros nie przygniotl Swiatek, nie zaczela grac z paralizujaca
swiadomoscia: „A co, jesli teraz bede przegrywac i najwiekszy sukces
odniose na poczatku kariery?”. Na poczatku roku znakomicie grala w
Australian Open (jej przegrany mecz w IV rundzie z Simona Halep byl
wyjatkowo zaciety), w Rzymie wygrala spektakularnie.
A rywalki na mecze z nia przygotowuja sie juz bardzo skrupulatnie, co
Polka podkreslila podczas wtorkowego spotkania w Europejskim Centrum
Tenisa w Mysiadle (pod Warszawa).
Prowadzaca to spotkanie kobieta zaprosila Polke na scene dosc
niekonwencjonalnie, mowiac: „Igo, krolowo nasza”. Swiatek delikatnie
peszyla sie podczas rozmowy jeszcze kilka razy, wielokrotnie wzbudzajac
za to sympatie – a to przeczytaniem „Ziemi Obiecanej” Baracka Obamy
(wspomnienia polityczne bylego amerykanskiego prezydenta, liczba stron –
ok. 800); a to przyznaniem sie do introwertyzmu; slowami: „Poszerzam
horyzonty, by po zakonczeniu kariery miec cos jeszcze do zrobienia w
zyciu”; lub wspomnieniem, jak zostawala po szkole, by pograc z
chlopakami w pilke nozna. Zapytana, skad wzial sie jej okrzyk „Jazda!”
podczas meczu, zasugerowala, ze angielskie „Come on!” jakos jej nie
pasowalo, skoro na co dzien mowi po polsku. („Come on” w wykonaniu
Jerzego Janowicza rzeczywiscie moglo troche razic).
Swiatek mowila, ze profesjonalny sport to „czasami zaprzeczenie zdrowego
stylu zycia”, a zapytana o to, co daje jej satysfakcje, odpowiedziala: –
Lubie wygrywanie.

ZUZEL
PGE Ekstraliga:
VI kolejka
15 maja 2021 (sobota)
Leszno – Zielona Gora 54:36
Grudziadz – Lublin 45:45
16 maja 2021 (niedziela)
Torun – Czestochowa 41:49
Wroclaw – Gorzow 52:38
IV kolejka
23 maja 2021 (niedziela)
Gorzow – Czestochowa 44:46
Wroclaw – Leszno 47:43
1.Lublin 9pkt
2.Gorzow 8pkt
3.Leszno 8pkt
4.Wroclaw 6pkt
5.Czestochowa 4pkt
6.Torun 4pkt
7.Grudziadz 3pkt
8.Zielona Gora 2pkt

1 Liga Zuzlowa
VI runda
15 maja 2021 (sobota)
Tarnow – Ostrow Wlkp. 33:57
Gdansk – Lodz 44:45
16 maja 2021 (niedziela)
Bydgoszcz – Rybnik 44:46
17 maja 2021 (poniedzialek)
Gniezno – Krosno 38:50
VII runda
23 maja 2021 (niedziela)
Krosno – Tarnow 60:30
1.Krosno 10pkt
2.Lodz 6pkt
3.Rybnik 5pkt
4.Gdansk 5pkt
5.Gniezno 4pkt
6.Budgoszcz 4pkt
7.Ostrow Wlkp 2pkt
8.Tarnow 0pkt

FORMULA 1
W Grand Prix Monako wygral Max Verstappen, nowy lider klasyfikacji
kierowcow, ale bohaterem weekendu byl zwyciezca sobotnich kwalifikacji
Charles Leclerc – trudno o wiekszego pechowca niz Monakijczyk na
ulicach, ktorymi jezdzil do szkoly
Niedzielny wyscig – piaty w sezonie – byl taki, jak czesto bywa w Monte
Carlo. Poniewaz wyprzedzanie na ulicach ksiestwa jest praktycznie
wykluczone, kierowcy skupiaja sie na strategii. Chodzi o to, zeby
wypracowac sobie pozycje w stawce, ktora pozwoli zjechac na pit stop i
wrocic na tor przed najgrozniejszymi rywalami lub w miejsce wolne od
innych samochodow, w „czyste” powietrze. Znakomicie wszystko sie udalo
Verstappenowi i Sergio Pérezowi z Red Bulla (Meksykanin byl czwarty),
zupelna klape zaliczyl najlepszy zespol, Mercedes – Valtteri Bottas nie
ukonczyl wyscigu (zakleszczone kolo, nie do odkrecenia podczas pit
stopu), a siedmiokrotny mistrz swiata Lewis Hamilton, czesto
wymieniajacy cierpkie uwagi ze swoim inzynierem prowadzacym, byl dopiero
siodmy i stracil pozycje lidera klasyfikacji generalnej kierowcow. Red
Bull o punkt wyprzedzil Mercedesa w klasyfikacji konstruktorow.
Leclerc nie musial sie tym wszystkim martwic, gdyz on, zdobywca pole
position, w ogole nie wystapil w wyscigu i okazalo sie to tuz przed startem.
Monakijczyk byl zaskakujaco szybki przez wszystkie dni Grand Prix w
swojej malutkiej ojczyznie. – Przywiezlismy tu ten sam samochod, ktory
byl w Barcelonie. A wiecie, jak tam bylo – mowil po kwalifikacjach
zdumionym forma Ferrari dziennikarzom. Dwa tygodnie temu na Circuit de
Catalunya Leclerc byl czwarty, szybkoscia znacznie ustepujac mercedesom
Hamiltona i Bottasa i red bullowi Verstappena. Zespol zrobil olbrzymi
postep w sezonie 2020, najgorszym od kilku dekad.
W Monako Leclerc zaczal od szybkiej jazdy na treningach – w drugim byl
najlepszy.
W ogole Ferrari szokowalo szybkoscia, bo tegoroczny partner Leclerca,
Carlos Sainz Jr, w trzecim treningu ustapil tylko Verstappenowi, o 0,2 s
wyprzedzajac kolege. Ewidentnie inzynierowie Ferrari trafili idealnie z
ustawieniami na unikalny wyscig.
Jednak to, co najwazniejsze w Monako, stalo sie w sobote. 23-latek
wygral kwalifikacje. Byly one niezwykle i w jednym elemencie
przypominaly niesamowite i bulwersujace wydarzenia sprzed 15 lat.
Leclerc ustanowil bowiem najlepszy czas w trzeciej sesji kwalifikacyjnej
i na swoim ostatnim okrazeniu, wjezdzajac w szykane przy basenie, tracil
przednim kolem stalowa bariere, stracil kontrole i wyrznal bolidem,
niszczac go. Zepsul tym samym najszybszy przejazd najgrozniejszym
rywalom, zwlaszcza Verstappenowi.
Wypadek przypomnial to, co zdarzylo sie podczas kwalifikacji w 2006 r.,
kiedy Michael Schumacher – rowniez w czerwonym bolidzie Ferrari –
„zaparkowal” pojazd odrobine dalej niz Leclerc, bo przy zakrecie La
Rascasse. Zablokowal droge Fernando Alonso, ktory wowczas byl po prostu
szybszy i zdobylby pole position. Wybuchla wielka afera, bo Niemiec –
jak uznali zreszta sedziowie – uszkodzil swoj bolid z pelnym rozmyslem.
Tym razem do Leclerca nawet Verstappen nie mial pretensji. – Wszyscy
jezdzimy tak szybko, jak sie da, po prostu – tlumaczyl rywala Holender z
Red Bulla.
Basen – miejsce, przy ktorym mial krakse – jest doslownie 200-300 m od
miejsca, w ktorym Charles ogladal swoj pierwszy wyscig Formuly 1. To
znaczy pierwszy, ktory pamieta. Mial wtedy cztery lata, ojciec odstawil
go do przyjaciol mieszkajacych nad jednym z zakretow w okolicy kasyna. –
To dziwne scigac sie po ulicach, ktorymi jezdzilem autobusem do szkoly –
mowil przy okazji startu w Monako w 2019 r.
Jest wiec pechowcem, najwiekszym w stawce, i to okazalo sie tuz przed
startem.
W sobote, tuz po kraksie zastanawiano sie, czy w Ferrari nie zostala
uszkodzona skrzynia biegow. Gdyby trzeba bylo ja wymienic, Leclerc
zostalby cofniety o piec pozycji na linii startowej. Jednak w niedziele
zespol wydal oswiadczenie, ze ze skrzynia jest wszystko w porzadku.
Leclerc wyjechal z garazu i w drodze na start okazalo sie, ze jednak
skrzynia nie dziala tak, jak powinna. – Nie, nie, nie – slychac bylo
przez radio zrozpaczonego kierowce w chwili, gdy uswiadamial sobie, ze
nie wystartuje.
Monakijczyk nie ukonczyl swojego pierwszego domowego wyscigu w 2018 r.
Nie ukonczyl rowniez nastepnego – w 2019 r. Rok temu automobilklub
ksiestwa odwolal Grand Prix z powodu pandemii. A teraz pech
sobotnio-niedzielny. Jesli to nie jest klatwa, to co nia jest?
GP Monako: 1. M. Verstappen (Holandia, Red Bull); 2. C. Sainz Jr
(Hiszpania, Ferrari); 3. L. Norris (W. Brytania, McLaren).
Klasyfikacja kierowcow: 1. Verstappen 105 pkt; 2. L. Hamilton (W.
Brytania, Mercedes) 101; 3. Norris 56.
Klasyfikacja konstruktorow: Red Bull 149 pkt; Mercedes 149; McLaren 80.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *