Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 23 grudnia 2018

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 337 (5029) 23 grudnia 2018 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/

SKOKI NARCIARSKIE
Horgacher odkryl karty. Austriak na TCS zabierze sprawdzonych zawodnikow .
Znamy nazwiska polskich skoczkow, ktorzy pojada na Turniej Czterech
Skoczni.
Trener reprezentacji Stefan Horngacher zabierze na rozpoczynajacy sie 29
grudnia kwalifikacjami w Oberstdorfie Turniej Czterech Skoczni „zelazna
szostke”, czyli: Kamila Stocha, Piotra Zyle, Dawida Kubackiego, Stefana
Hule, Jakuba Wolnego i Macieja Kota oraz siodmego Aleksandra Zniszczola.
Ten ostatni wywalczyl dodatkowe miejsce dla Polski udanymi startami w
Pucharze Kontynentalnym – w tym cyklu zajmuje trzecie miejsce w
klasyfikacji generalnej. Nie ma wiec mowy o zadnych niespodziankach.
Bialo-czerwoni ostatnie dni spedzili na treningach w Zakopanem, gdzie
mogli skakac na Wielkiej Krokwi. Teraz czeka ich bozonarodzeniowa
przerwa. Krotka, bo w drugi dzien swiat odbeda sie mistrzostwa Polski, a
pozniej kadrowicze rusza juz do Niemiec i Austrii na prestizowe zawody.
Ostatnie dwie edycje TCS wygral Stoch i teraz tez jest w gronie
kandydatow do zwyciestwa. Odrobine wyzej stoja jednak akcje Piotra Zyly,
ktory jest drugi w klasyfikacji generalnej Pucharu Swiata i o jedno
miejsce wyprzedza skoczka z Zebu.
Oczy wszystkich skierowane sa jednak przede wszystkim na lidera Ryoyu
Kobayashiego, ktory osiagnal w tym sezonie bardzo wysoki poziom. Wygral
cztery z siedmiu konkursow i tylko raz nie byl na podium. Prezes
Polskiego Zwiazku Narciarskiego Apoloniusz Tajner wcale nie jest jednak
pewien tego, iz Japonczyk bez problemu wygra turniej. – Nie skreslam go,
ale tez jestem ostrozny – mowi Tajner i przekonuje, ze nie obawia sie o
dyspozycje Polakow. – Piotrek jest mocny, Kamil bedzie sie caly czas
rozkrecal. Ich obu wesprze Dawid. Stefan skacze rowno, choc nie
blyskotliwe. Maciek moze zaskoczyc, bo wedlug mnie ma przejsciowe
problemy. Jakub skacze na solidnym poziomie. Na turniej jedzie jednak
siedmiu skoczkow, a ostatnie miejsce wywalczyl Olek – przypomina Tajner.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
19 kolejka
Miedz Legnica-Lechia Gdansk 0-0
20 kolejka
Arka Gdynia-Wisla Plock 3-3
Korona Kielce-Miedz Legnica 0-0
Lechia Gdansk-Gornik Zabrze 4-0
Piast Gliwice-Jagiellonia Bialystok 1-1
Pogon Szczecin-Slask Wroclaw 2-1
Wisla Krakow-Lech Poznan 0-1
Zaglebie Lubin-Cracovia 1-2
Zaglebie Sosnowiec-Legia Warszawa 2-3
1.Lechia 42pkt
2.Legia 39pkt
3.Lech 33pkt
4.Jagiellonia 33pkt
5.Pogon 31pkt
6.Piast 31pkt
7.Korona 31pkt
8.Wisla Krakow 29pkt
9.Cracovia 27pkt
10.Arka 25pkt
11.Zaglebie Lubin 24pkt
12.Miedz 21pkt
13.Wisla Plock 20pkt
14.Slask 18pkt
15.Gornik 17pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 12pkt

-Pilkarze Lechii na zakonczenie roku rozgromili Gornika Zabrze 4:0 i na
fotelu lidera spedza zimowa przerwe w ekstraklasie. To byl prawdziwy
mecz przelaman – po dlugiej przerwie do bramki trafili bowiem Artur
Sobiech i Rafal Wolski, a pierwszego gola w polskiej lidze zdobyl Serb
Filip Mladenovic.
Czwartkowe zwyciestwo Legii Warszawa z Zaglebiem Sosnowiec sprawilo, ze
dla Lechii byl to mecz o zachowanie pozycji lidera na przerwe zimowa.
Bialo-zieloni potrzebowali co najmniej remisu, ale takiego wyniku nikt w
Gdansku nie przyjalby z zadowoleniem. Po dwoch kolejnych bezbramkowych
remisach z Legia i Miedzia Legnica (wczesniej Lechia odniosla piec
zwyciestw z rzedu) liczyla sie tylko wygrana.
Trener gospodarzy Piotr Stokowiec mial przed tym spotkaniem jeden
kadrowy dylemat – zastapienie pauzujacego za kartki Daniela Lukasika,
ktory w tym sezonie zagral we wszystkich ligowych meczach, zawsze od
poczatku. Najbardziej naturalne wydawalo sie wystawienie Patryka
Lipskiego, jednak ten dopiero niedawno wyleczyl kontuzje i usiadl na
lawce rezerwowych. Ostatecznie Lukasika zastapil w skladzie napastnik
Artur Sobiech, co wiazalo sie oczywiscie z przesunieciami poszczegolnych
zawodnikow. Na skrzydlo trafil Flavio Paixao, z kolei Rafal Wolski
wreszcie zagral na ulubionej dla siebie pozycji ofensywnego pomocnika.
Lechia od poczatku meczu ruszyla do szturmu. Zreszta nie moglo byc
inaczej, bo Gornik od razu dal do zrozumienia, ze jego planem na to
spotkanie jest gleboka defensywa i kontry. Jednak gospodarze i na to nie
pozwalali, umiejetnie podchodzac do pressingu. Ataki szly glownie lewym
skrzydlem, gdzie szalal Lukas Haraslin. Po jego pierwszej efektownej
akcji uprzedzony w polu bramkowym zostal Sobiech, po drugiej niecelnie
uderzyl Filip Mladenovic, po trzeciej padl gol.
Slowak ladnie uwolnil sie spod opieki rywala w polu karnym, jego strzal
obronil co prawda Loska, ale wobec dobitki Sobiecha byl bezradny. To
pierwszy ligowy gol napastnika Lechii od rowno trzech miesiecy. 22
wrzesnia ustrzelil on pamietny hat trick w meczu z Zaglebiem Lubin (na
zdobycie trzech bramek potrzebowal tylko 17 minut). Potem jednak zacial
sie na amen, teraz wreszcie nastapilo przelamanie.
Pozniej Lechia mogla podwyzszyc wynik, ale jej zawodnicy grali zbyt
samolubnie. Najbardziej poszkodowany byl wspomniany Sobiech, ktory
dobrze sie ustawial w polu karnym, ale koledzy jakby go nie dostrzegali.
Zbyt indywidualnie gral momentami Haraslin, niedokladny bywal tez Wolski.
W ogole w pewnym momencie pilkarze Lechii zaczeli na wyscigi podejmowac
na boisku zle decyzje i tylko dlatego zabrzanie dotrwali do przerwy z
nie najgorszym dla siebie wynikiem. Sami bowiem zagrozenia pod bramka
Dusana Kuciaka stworzyc nie potrafili.
Jesli goscie mieli jakas nadzieje na powalczenie o punkty, stracili ja
bardzo szybko po przerwie. I to w duzej mierze na wlasne zyczenie.
Najpierw fatalnie w swoim polu karnym zachowal sie Adam Wolniewicz,
ktory zupelnie nieatakowany wybil pilke wprost pod nogi Wolskiego.
Pomocnik Lechii pewnym strzalem z lewej nogi pokonal Loske i podobnie
jak Sobiech przerwal swoj bramkowy post, trwajacy jednak o wiele dluzej
– po raz ostatni w ligowym meczu trafil on bowiem do bramki 23 wrzesnia
2017 roku (z Bruk-Bet Termalika Nieciecza).
Za chwile goscie nadziali sie na kontre. Sobiech zagral do Mladenovicia,
ktory wlaczyl turbo i odpalil petarde w dlugi rog. Dla Serba bylo to z
kolei pierwsze trafienie w ekstraklasie – uczynil to w swoim 33. wystepie.
W tym momencie pilkarze Lechii wlasciwie zasiedli juz przy swiatecznych
stolach. Cofneli sie pod swoja bramke i spokojnie czekali na rozwoj
wypadkow. Niespecjalnie zalezalo im na zdobywaniu kolejnych bramek, ale
i tak podwyzszyli wynik. Swoja 12. bramke w sezonie zdobyl Flavio
Paixao, ktory tym samym w tabeli strzelcow dogonil napastnika Gornika
Igora Angulo.
Potem jeszcze swoje trzy grosze dorzucili kibice Lechii, ktorzy swoim
przedwczesnym pokazem sylwestrowych fajerwerkow przerwali mecz na kilka
minut, pilkarze na moment udali sie nawet do szatni. Tym samym klubowi
przysporzyli kar finansowych, a samym sobie pewnie zalatwili zakaz
wyjazdowy. Wszystko to w towarzystwie transparentu „Juz od dziesieciu
lat nie skladamy broni, upokarzamy ligowych gamoni”. Trzeba przyznac, ze
ostatnim slowem tego hasla wyjatkowo adekwatnie podsumowali swoje
zachowanie.
Na sam koniec mielismy jeszcze debiut pierwszego Indonezyjczyka w
historii polskiej ekstraklasy. Na boisko wszedl bowiem 18-letni Egy
Maulana Vikri, czyli bohater najbardziej medialnego transferu Lechii w
ostatnich latach. Czy przerodzi sie on w cos pozytywnego takze pod
wzgledem sportowym, na dzis trudno wyrokowac. A na pewno nie mozna tego
zrobic na podstawie kilkuminutowego wystepu mlodziana w meczu z Gornikiem.
Lechia Gdansk – Gornik Zabrze 4:0 (1:0)
Bramki: Sobiech (14.), Wolski (51.), Mladenovic (55.), Flavio Paixao (72.)
Lechia: Kuciak – Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenovic – Kubicki, Makowski
– Flavio Paixao, Wolski Z (64. Michalak), Haraslin (82. Vikri) – Sobiech
(71. Arak).

-W meczu Arki Gdynia z Wisla Plock pilkarze uraczyli kibicow workiem z
bramkami. Padl remis 3:3, choc gospodarze po udanym poscigu bardzo
bliscy byli wygranej.
– Jedziemy juz na oparach. Ja tez jestem bardzo zmeczony – bez
kurtuazji, acz zaskakujaco, ze publicznie, powiedzial przed meczem
trener Arki Zbigniew Smolka. Natomiast pierwszy kwadrans spotkania
pokazal, ze albo szkoleniowiec zastosowal zaslone dymna i z jego
zawodnikami nie jest fizycznie tak zle, jak mogloby sie wydawac, albo
nakazal im wszystko, co maja w zbiornikach, zainwestowac w poczatkowe
fragmenty meczu. Bo wtedy przeciez ma sie tych sil najwiecej.
Arka w tym czasie zdominowala Wisle. Zamknela ja w hokejowym zamku, a
gdy tylko ta wybijala pilki przed pole karne, gdynianie je zbierali. W
tym czasie plocczanie praktycznie „nie powachali” futbolowki.
Szybko okazalo sie, ze wypowiedzi o zmeczeniu nie byly medialnym planem
taktycznym, a prawda. Goscie przetrzymali napor i stopniowo przeniesli
ciezar pod pole karne Arki, ktora… musiala zlapac glebszy oddech po
intensywnym kwadransie. Podczas niego mogla, a nawet powinna prowadzic
dwoma golami. Tymczasem taka przewage wypracowali sobie plocczanie,
ktorzy dwa pierwsze celne strzaly zamienili na bramki: najpierw
perfekcyjnie z rzutu wolnego przymierzyl Dominik Furman, a szesc minut
pozniej po strzale glowa z dosrodkowania po kolejnym stalym fragmencie
do siatki trafil Oskar Zawada.
Potwierdzily sie tym samym prorocze slowa trenera Smolki. Majac jeden z
nizszych zespolow w ekstraklasie, Arka traci najwiecej goli po stalych
fragmentach gry – do meczu z Wisla az 12, co bylo najgorszym wynikiem w
lidze. Po starciu z Nafciarzami dolozyli do niechlubnej statystyki kolejne.
Arka po przerwie jeszcze raz ruszyla do przodu, choc po knock-downach
Wisly wcale sie na to nie zapowiadalo. Tym razem efekty ofensywnych prob
przyszly blyskawicznie, bo gola kontaktowego glowa po centrze z rzutu
roznego zdobyl zmiennik Adam Danch. Nic lepszego dla emocji spotkania
nie moglo sie zdarzyc.
Gospodarze poszli za ciosem i szybko pozbawili Wisle marzen o pieknym
prezencie pod choinke znad morza. Uruchomil sie Zarandia, z ktorego
rywale w pierwszej polowie czytali, jak z otwartej ksiegi. Bez pardonu
zameldowal sie w polu karnym i zostal ewidentnie sfaulowany.
Wykorzystanie „jedenastki” dla Michala Janoty bylo z kolei formalnoscia
i osmym trafieniem w tym sezonie.
Praktycznie do konca mecz nalezal juz do Arki. Remis jej w zadnym
wypadku nie zadowalal. Zza pola karnego wiec tomahawka odpalil Janota i
zdobyl kolejnego w tym sezonie gola z grupy pierwszego sortu – w sumie
juz dziewiatego w lidze.
– Przychodza takie mecze, ktore trzeba wygrac meskoscia i charakterem –
te slowa trenerowi Smolce przed meczem przekazal wieloletni pilkarz Arki
Krzysztof Sobieraj.
Te meskosc i charakter widac bylo w gdynianach po zmianie stron. Mimo
resztek sil, wzniesli sie na wyzyny i wyszli na prowadzenie, choc nic
tego nie zapowiadalo. Ale i to nie byl koniec. Bajkowy sen o
mistrzowskim powrocie Arki zburzyl… kolejny staly fragment gry. Po
dosrodkowaniu z rzutu wolnego najwieksza przytomnosc zachowal Alan Uryga
i zakonczyl remisowa goleade w Gdyni.
Arka Gdynia – Wisla Plock 3:3 (0:2)
Bramki: Danch (47.), Janota (62. – karny) i (83.) – Furman (29.),
Lasicki (35.), Uryga (89.)
Arka: Steinbors – Zbozien, Maric, Helstrup, Marciniak – Deja (46.
Danch), Nalepa, Janota – Zarandia, Siemaszko Z (82. Los), Aankour (46.
Mlynski).

-Zawodnicy Pogoni Szczecin w pilke zaczeli grac dopiero w drugiej
polowie, ale to wystarczylo, zeby sprawic swoim kibicom swiateczny
prezent i pokonac Slask Wroclaw 2:1.
– Jesli uda sie wygrac, to bedziemy w bardzo dobrej pozycji wyjsciowej
przed druga czescia sezonu – mowil przed meczem trener Kosta Runjaic.
Portowcy w czwartkowy wieczor walczyli o siodme z rzedu (!) zwyciestwo
na wlasnym terenie i umocnienie swojej pozycji w gornej polowie ligowej
tabeli. Byli zdecydowanymi faworytami starcia ze Slaskiem, ktory w
Szczecinie walczyl przede wszystkim o to, zeby nie spedzic zblizajacych
sie swiat w strefie spadkowej.
Jedynym powodem do niepokoju wydawala sie obecnosc w skladzie Slaska
Marcina Robaka. Byly napastnik Pogoni w ostatnich latach nie ma litosci
dla portowcow. W siedmiu poprzednich meczach strzelil zespolowi ze
Szczecina… siedem goli.
Zimny czwartkowy wieczor na stadionie przy ul. Twardowskiego zdecydowalo
sie spedzic nieco ponad cztery tysiace kibicow. Po pierwszej polowie z
pewnoscia zalowali swojej decyzji, poniewaz mecz byl na bardzo slabym
poziomie. Gospodarze probowali grac technicznie, krotkimi podaniami, ale
nie przekladalo sie to na zadne grozne sytuacje podbramkowe.
Jeszcze gorzej wygladal apatyczny Slask, ktory nie zamierzal sie
otworzyc i po prostu przyjal Pogon na swojej polowie. Okazalo sie, ze
goscie z Wroclawia przyjeli taktyke uspienia pilkarzy Runjaicia i ta
sztuka im sie udala. W doliczonym czasie pierwszej polowy prostopadla
pilke dostal Robak. Wyszedl sam na sam i z zimna krwia pokonal Lukasza
Zaluske. Kat Pogoni znowu nie mial dla niej litosci.
Po przerwie gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale robili to w tak
nieporadny sposob, ze na trybunach pojawily sie pierwsze gwizdy.
Portowcy nie mogli trafic w swiatlo bramki, a nawet gdy pomocna dlon
wyciagal bramkarz rywali Jakub Slowik i „wypluwal” futbolowke, to nie
bylo nikogo, kto wbilby pilke do siatki. Bardzo brakowalo kontuzjowanego
napastnika Adama Buksy.
Slask tak bardzo oddal jednak inicjatywe, ze gole dla nawet tak
nieskutecznej tego dnia Pogoni wydawaly sie kwestia czasu. Szczecinianie
dopieli swego w 67. minucie, a wlasciwy przyklad dal kapitan Kamil
Drygas. Pomocnik wykorzystal zamieszanie w polu karnym, huknal bez
zastanowienia i bylo 1:1.
I pozniej poszlo juz z gorki. Najpierw nieznacznie pomylil sie jeszcze
Tom�As Podstawski, ale w 72. minucie portowcy byli na upragnionym
prowadzeniu. Radoslaw Majewski uderzyl w slupek, dobil Iker Guarrotxena
i stadion w koncu mogl swietowac.
Podopieczni Runjaicia bez wiekszych problemow utrzymali korzystny wynik
do konca i wygrali u siebie po raz siodmy z rzedu. Beda zimowali w
gornej osemce.
Po meczu kibice spotkali sie z pilkarzami, ktorzy rozdawali im
swiateczne upominki (m.in. 50 pilek). Pogon na boisko wroci w lutym.
Pogon Szczecin – Slask Wroclaw 2:1 (0:1)
Bramki: Drygas (67.), Guarrotxena (72.) – Robak (45.).
Pogon: Zaluska – Stec, Walukiewicz, Malec, Matynia – Delew (66.
Benyamina), Podstawski, Drygas, Kozulj (62. Kowalczyk), Majewski –
Guarrotxena (90. Blanik).

-Stanowski: Gang Olsena. Krakowska tragifarsa weszla w faze ostateczna
[felieton]
Krakowska tragifarsa z udzialem czlonka kambodzanskiej rodziny
krolewskiej, agenta pilkarskiego piatej kategorii, szwedzkiego inwestora
z wirtualnym biurem w sklepie z cygarami (przed ktorym ludzie ostrzegaja
sie w internecie), weszla w faze ostateczna.
Teraz albo okaze sie, ze to remake genialnego filmu „Konsul” z Piotrem
Fronczewskim w roli Czeslawa Sliwy (vel Jacka Ben Silbersteina), czyli
produkcja jednorazowa i dosc krotka, albo komediowy serial rozpisany na
kilka sezonow. Gdybym byl egoista, trzymalbym kciuki za wariant numer
dwa, bo tak juz mam, ze lubie sie z pilki smiac i czesto jeszcze mi za
to placa. Ale jednak szkoda Wisly.
Jeden z najwiekszych klubow w Polsce wpadal juz w rece oszusta, ktory
wyprowadzil w pole sowicie oplacanych prawnikow Tele-Foniki i
przedstawil im sfalszowane gwarancje bankowe. I ktory pierwsze co
zrobil, to przelal sobie 500 000 zlotych z konta Wisly („Motto: zycie
jest jak rower, kto nie kreci, ten nie jedzie”). Potem Biala Gwiazda
dostala sie w rece kibicow, ktorzy nie mieli najmniejszego pojecia o
zarzadzaniu (nie liczac tych, ktorzy dzialali z tylnego siedzenia i
zarzadzali, ale grupa przestepcza, a to jednak troche inna para
kaloszy). Po drodze zglaszali sie: inwestor z Niemiec, ktory plany mial
wielkie, ale niestety nie zauwazyl, ze sam bankrutuje, i jakis koles z
USA, ktorego nazwiska juz nie pamietam, ale to nie szkodzi. Teraz mamy
kumulacje. Polski agent (?) pilotujacy transakcje rozmawia z mediami
bardzo chetnie, ale za kazdym razem potwierdza, ze milczenie jest
zlotem. Okazuje sie wiec, ze ludzie, ktorych zna, nie znaja jego, za
wyjatkiem sp. Karola Wojtyly, ktory podobno zna Francuza z Kambodzy, ale
jak wiadomo jest to nieweryfikowalne. Pan Adam w kluczowym momencie mowi
dziennikarzom, ze pomylil Wisle Krakow SA z TS Wisla Krakow i w sumie
teraz to on „nie wie”. Francuz z kambodzanskimi korzeniami do Krakowa
dostaje sie samolotem EasyJet, ale ludzie mowia, ze to dlatego jest taki
bogaty: nie rozwala kasy na glupoty (za wyjatkiem klubu pilkarskiego, tu
rozwalic mialby lekka reka 130 milionow). Tym samym samolotem lecialo
jeszcze 200 innych ludzi, ale z dziwnych przyczyn bogaci (jeszcze?) nie
byli. Moze musza czesciej latac.
Teraz cale to konsorcjum funduszy inwestycyjnych z Luksemburga, Szwecji,
Wielkiej Brytanii, Kambodzy, Francji i ze sklepu z cygarami – w skrocie
Gang Olsena – spotyka sie z prezydentem Krakowa, by przekonac go, ze
nalezy w okolicach Blon zbudowac cos fajnego, na przyklad Las Vegas.
Wszystkiemu przygladaja sie kibice Wisly, ktorzy sa tak zdesperowani, by
wypatrzec swiatelko w tunelu, ze gapia sie prosto w reflektor lokomotywy
i warcza na innych, ze bedzie dobrze. Innymi slowy, traktuja gigantyczny
pozar jak iskierke nadziei. Az sie prosi o mem z Leslie Nielsenem
stojacym przed plonaca fabryka fajerwerkow i krzyczacym do gapiow: –
Prosze sie rozejsc, nie ma tu nic do ogladania!
To podsumowanie ostatnich dni, ale nie ma watpliwosci, ze bedzie tylko
ciekawiej. Wypada pogratulowac pani Marzenie Sarapacie, ma niesamowita
zylke do kreowania scenariuszy filmowych. Niestety, chyba nie za to jej
placono i chyba do jej obowiazkow nalezalo znalezienie maksymalnie
wiarygodnego inwestora. Nie mam najmniejszych zludzen, ze nie zrobiono
wszystkiego, by z oferta dotrzec do jak najszerszej grupy ludzi ze
swiata pilki, ktorzy mogliby byc zainteresowani taka – wcale
nieprzesadnie droga, jak na futbol – transakcja.
Teraz czekamy, w co pani Marzena tak naprawde nas wpakowala. Czyli czy
bedzie tylko smiesznie, czy jednak przede wszystkim strasznie.

-Radomski: Szczescie, pomysl i stanowczosc. Stokowiec zmienia Lechie na
lepsze [FELIETON]
Jakub Radomski pisze w felietonie o zmianach, jakie w Lechii Gdansk
przeprowadza Piotr Stokowiec.
Z pewnym zaskoczeniem przeczytalem trzy dni temu wywiad, jakiego
serwisowi sport.pl udzielil Milo�A Krasic. Serb trafil do Lechii Gdansk w
2015 roku i po dwoch niezlych sezonach w ubieglym prezentowal sie duzo
gorzej. Teraz rozstal sie z klubem i postanowil skrytykowac trenera
Piotra Stokowca. Na poczatek moze cytat: „Stokowiec nie lubi pilkarzy z
charakterem; takich, ktorzy moga odpowiedziec, maja swoje zdanie. Boi
sie ich. Mysle, ze po prostu nie ma osobowosci, zeby pracowac z takimi
ludzmi”. W innym miejscu przekonujemy sie, ze Serb ma zal o to, ze nie
zostal zabrany na oboz przed tym sezonem. „Co Stokowiec mogl o mnie
wiedziec?” – pyta Krasic.
Wystarczy przypomniec sobie ubiegly sezon, by stwierdzic, ze takie
pytanie jest raczej nie na miejscu. Stokowiec objal Lechie 5 marca tego
roku. Pierwszy mecz pod jego wodza, przeciwko Legii (1:3), Krasic
rozpoczal w wyjsciowym skladzie, a pozniej jeszcze w siedmiu ligowych
spotkaniach pojawial sie na boisku, wchodzac z lawki. W zadnym nie
strzelil gola ani nie mial asysty. Nawet wczesniej, gdy gral wiecej,
jego bilans byl tylko nieznacznie lepszy – ostatniego gola w lidze
strzelil jeszcze w 2017 roku (18 listopada) i to bylo jego jedyne
trafienie w tamtym sezonie. „Co Stokowiec mogl o mnie wiedziec?”. Mysle,
ze odpowiedz brzmi: „Sporo”.
Stokowca oczywiscie bronia tez wyniki. Lechia, ktora w ubieglym sezonie
bronila sie przed spadkiem, miala przed startem tej kolejki trzy punkty
przewagi nad Legia, srednio zdobyla 2,05 pkt na mecz. Swietny bilans.
Inna rzecz, ze – z czego Stokowiec pewnie zdaje sobie sprawe – gdyby
Lechia miala na koncie piec, szesc punktow mniej, nikt nie moglby
specjalnie narzekac. W kilku spotkaniach (przychodzi mi do glowy np. to
z Cracovia) bialo-zieloni zwyciezali, mimo ze dlugimi fragmentami to
przeciwnik prezentowal sie lepiej. Ale i tak gre Lechii w tym sezonie
trzeba docenic.
Jest tez faktem, ze Stokowiec pozbyl sie z druzyny kilku starszych
pilkarzy, ktorzy mieli w Lechii mocna pozycje i sporo do powiedzenia.
Widac w tych decyzjach pewien klucz, bo Marco Paixao, Slawomir Peszko i
Krasic to zawodnicy z charakterem. Trudno mi jednak zrozumiec tych,
ktorzy opowiadaja teraz w wywiadach (zrobil to tez Paixao), skarzac sie
na swoj los, ze Stokowiec to zly czlowiek, ktory nie radzi sobie z
wyrazistymi osobowosciami. Nie ma prawa ukladac druzyny po swojemu,
odmladzac ja i podejmowac trudnych, ale koniecznych w swoim mniemaniu
decyzji? Juz Adam Owen, czlowiek, ktory mogl doprowadzic Lechie do
spadku, ale w porezwolniono go z pracy, zauwazal problem, jaki trawil
ten klub. Mowil mi niecaly rok temu, ze zespol wymaga rewolucji i trzeba
go przede wszystkim odmlodzic.
Owenowi nie wyszlo, teraz robi to Stokowiec. Wprowadzil w klubie surowe
zasady i trzeba mu przyznac, ze je respektuje. W przypadku Peszki bylo
tak, ze pilkarz zdazyl sie juz przy kawie pogodzic z jego asystentem, z
ktorym poklocil sie podczas gierki, ale gdy Stokowiec dowiedzial sie o
wszystkim, byl nieugiety. Ktos powie, ze troche wykorzystal pretekst.
Nawet jesli w pewnym stopniu tak bylo, zrobil cos, do czego mial prawo.
Stokowiec na boisku ma sporo szczescia, ale ma tez swoj pomysl na
Lechie, ktory konsekwentnie wprowadza w zycie. I trzeba przyznac, ze w
tej chwili robi to z korzyscia dla klubu.

-Dziekanowski: Klubowa pilka jest w stanie bardzo ciezkim. Kazalbym
wystawiac nawet trzech mlodziezowcow.
Brawo! O to wlasnie chodzi. Idzmy dokladnie w te strone – takie byly
moje pierwsze mysli, kiedy uslyszalem o nowych przepisach PZPN, ktore
zmuszaja kluby do wystawiania w skladzie co najmniej jednego polskiego
pilkarza ponizej 21. roku zycia (od sezonu 2019/20).
Potem chwile sie zastanowilem i stwierdzilem, ze jednak nie do konca sie
z tym zgadzam. Ja bym poszedl jeszcze dalej i nakazal wystawiac co
najmniej dwoch, a moze nawet trzech takich zawodnikow. Musimy w koncu
zmusic kluby do tego, by rozwijaly swoje akademie oraz szukaly pieniedzy
i sposobow na rozbudowe infrastruktury i za wszelka cene szukaly
mlodych, utalentowanych chlopakow i ich szkolily. Zyskaja na tym zarowno
sportowo, jak i finansowo.
*****
Slyszalem glosy oburzenia trenerow, ktorzy mowia, ze beda musieli
wystawiac mlodego zawodnika kosztem starszego, ktory jest lepszy.
Twierdzili, ze o wyborze do jedenastki bedzie decydowal wiek, a nie
umiejetnosci, co przeczy zasadzie zdrowej konkurencji. W polityce
istnieje taki termin jak racja stanu, czyli uznanie interesow i potrzeb
panstwa (takich jak niepodleglosc czy bezpieczenstwo zewnetrzne) za
wartosc nadrzedna. Moim zdaniem szkolenie mlodych zawodnikow jest w
naszej pilce jedna z najbardziej palacych kwestii, ktora powinna zostac
uznana wlasnie za racje stanu. Mowiac nieco gornolotnie – szkolenie
mlodych to jest nasza droga do pilkarskiej niepodleglosci.
Byc moze wprowadzajac tego typu przepisy, mamy do czynienia ze sztucznym
pobudzaniem, ale trudno. Kiedy organizm jest powaznie chory, nie zawsze
wystarczaja naturalne metody leczenia. Na goraczke i bol glowy
niekoniecznie zadziala goraca herbata z miodem i cytryna, czasem musimy
przyjac antybiotyk. Kiedy z cialem dzieja sie bardzo zle rzeczy,
potrzebna jest transfuzja krwi, przeszczep organu, wprowadzenie pacjenta
w stan spiaczki farmakologicznej, chemioterapia… Klubowa pilka jest w
stanie bardzo ciezkim i niezbyt stabilnym. To nie jest zwykle
przeziebienie, to nie jest grypa, tylko cos znacznie powazniejszego.
Wiele zespolow w leczeniu stosuje juz tylko metode paliatywna, czyli
taka, ktora przynosi ulge na chwile, lagodzi bol i objawy ciezkiej
choroby, lecz nie hamuje jej rozwoju (patrz Wisla Krakow).
Argumentowano tez, ze skutkiem ubocznym tego przepisu bedzie wzrost cen
mlodych zawodnikow oraz ich zarobkow. I dlatego wlasnie w dalszej (ale
niezbyt dalekiej) perspektywie oczekiwalbym od PZPN zwiekszenia
obowiazkowej liczby mlodziezowcow. Byc moze nie od razu, ale na przyklad
za dwa lata. Jesli kluby beda chcialy isc na skroty i omijac przepis w
ten sposob, ze sciagna do druzyny jednego czy dwoch takich pilkarzy i
jesli beda ponosily z tego wzgledu duze koszty, to moze kiedys w koncu
stwierdza, ze lepiej przeznaczyc te pieniadze na szkolenie mlodziezy.
Mamy juz kilka klubow, ktore to zrozumialy i zaczynaja czerpac z tego
profity. Na przyklad Lech Poznan. „Na takie chwile czekamy i po to
pracujemy” – napisal po golu 16-letniego Filipa Marchwinskiego Rafal
Ulatowski, dyrektor poznanskiej akademii. Podpisuje sie pod tym obiema
rekami. Czekam na gole Marchwinskiego, Szymanskiego i innych. Naszej
pilki ligowej nie dzwigna kolejne lukratywne kontrakty telewizyjne ani
pilkarze trzeciego lub dalszego sortu z bardziej rozwinietych pilkarsko
krajow. Nadzieja jest mlodziez i rozbudowa infrastruktury. Bo jesli
mlodzi pilkarze w najwiekszych polskich klubach beda trenowac na
cwiartce boiska, to mozemy zdobywac europejskie puchary, ale najwyzej w
futsalu.
*****
Tak sie zlozylo, ze w miniony weekend bylem w Anglii, w Bristolu na
meczu mojego dawnego klubu (Bristol City) z Norwich. Potem mialem okazje
zobaczyc obiekty treningowe – siedem swietnie przygotowanych boisk,
skromne, ale w pelni wyposazone zaplecze, ktorego wszystkie druzyny w
Polsce moga tylko pozazdroscic. Obierzmy kurs na takie male kluby, jak
chocby rzeczony Bristol. Dojdzmy do ich poziomu, a potem ewentualnie
zastanawiajmy sie, jaki powinien byc nastepny krok. Nie tracmy pieniedzy
na podroze w poszukiwaniu pilkarzy z Brazylii, Portugalii czy Hiszpanii,
a pojezdzijmy po klubach pierwszej i nizszych lig. Widzimy juz, ze sa
tam dobrzy, mlodzi trenerzy, ktorzy radza sobie w ekstraklasie, wiec
znajda sie takze wystarczajaco dobrzy mlodzi pilkarze.
Druga sprawa, rownie oczywista, to odpowiedni ludzie trenujacy tych
zawodnikow. Wspomnialem Rafala Ulatowskiego, ktory nie odnalazl sie w
roli trenera druzyn seniorskich, ale swietnie sprawdza sie w akademii.
Dlaczego nie przyznac podobnych rol innym szkoleniowcom, dla ktorych
brakuje miejsca na lawkach pierwszych druzyn? Czemu nie skorzystac z
wiedzy i doswiadczenia takich fachowcow, jak Jan Urban, Dariusz Wdowczyk
czy Dariusz Kubicki i nie powierzyc im odpowiedzialnosci za rozwoj
klubowych akademii?

-Kask dla Brzeczka, szejk dla Wisly, rekawice dla Sa Pinto… Wolosik i
Olkowicz rozdaja gwiazdkowe prezenty.
Jak to w grudniu, Swiety Mikolaj ma rece pelne roboty, na szczescie nie
zapomnial o ludziach polskiej pilki. Nadszedl czas, zeby przekazac im
dary prosto z dalekiej Laponii. Dla nas Mikolaj przewidzial role elfow,
swoich pomocnikow, wiec szkoda tracic czasu na gadanie, skoro tyle
prezentow do rozdania.
Jerzy Brzeczek szybko przekonal sie, na jaki ostrzal wystawiona jest
jego nowa funkcja, zwlaszcza, gdy wynikow brak. A tych jesienia trudno
bylo uswiadczyc. Mamy wiec dla niego kask. Po to, zeby mniej bolalo,
jezeli mialby dostawac po glowie, a tego przeciez na eksponowanym
stanowisku wykluczyc nie mozna.
Zbigniewowi Bonkowi Mikolaj podarowal miare krawiecka, dluga na metr i
piecdziesiat centymetrow. Po to, zeby prezes PZPN mierzyl nia dystans do
siebie i nie kazda krytyke przyjmowal jako atak.
Przed Czeslawem Michniewiczem jedne z najwazniejszych dni w jego
trenerskiej karierze, czyli mlodziezowe mistrzostwa Europy. Poniewaz
odbeda sie we Wloszech, kraju, ktorym selekcjoner kadry U-21 dawno sie
zauroczyl, w jego rece trafia butelka wina, ktore jak wiadomo – z Italia
sie kojarzy. Michniewicz dostanie prestizowe Screaming Eagle Cabernet
Sauvignon, uchodzace za najdrozsze wino swiata, za ktore na
charytatywnej aukcji zaplacono pol miliona dolarow. Butelka pomiesci
szesc litrow, a my zyczymy trenerowi, zeby mial okazje ja odkorkowac, by
swietowac sukces na MME.
Ricardo Sa Pinto tez wino lubi, ale dostanie cos innego. Rekawice
bokserskie. Trener Legii zdazyl pokazac, ze chetnie wchodzi w zwarcia z
kibicami czy innymi trenerami. Moze sie zdarzyc, ze w koncu ktos wyzwie
go na pojedynek, a wtedy rekawice beda jak znalazl.
Do Roberta Lewandowskiego trafia inny prezent. Odtwarzacz mp3. „Po co
Lewemu taki gadzet?” – ktos zapyta. Ha, ale to nie jest zwykly
odtwarzacz. W pamieci ma zapisany tylko jeden utwor – hymn Ligi
Mistrzow. Po to, zeby nasz snajper sluchal go na okraglo, dzielo
niemieckiego kompozytora Händla nakrecalo go do jeszcze bardziej
wytezonej pracy, a Robert poprowadzil Bayern do wygrania elitarnych
rozgrywek. W bogatym CV tego trofeum jeszcze nie ma.
– Pod wislacka choinke do Krakowa Mikolaj podrzuci szejka. Zadnego
waniliowego czy malinowego, prosze tak nawet nie zartowac. To bedzie
szejk z petrodolarami, ktory najpierw zasypie nimi dziure pograzajaca
zasluzony klub, reanimuje Wisle Krakow, a pozniej pilkarze Bialej
Gwiazdy zrealizuja marzenie bylego wlasciciela Boguslawa Cupiala i
otworza z przytupem bramy do Ligi Mistrzow.
O mistrzostwo bedzie tez bic sie Lech Adama Nawalki, to juz widac.
Trener pokazal we wczesniejszych klubach, ze nie boi sie wprowadzac
mlodych pilkarzy, teraz przekonuja sie o tym w Poznaniu, czego
najlepszym dowodem debiut i gol 16-letniego Filipa Marchwinskiego w
Sosnowcu. Byly selekcjoner dostanie „Slownik slangu mlodziezowego”, zeby
mogl sie z malolatami dogadywac. Mlodziezowym slowem roku 2018 zostal
„dzban”. Oby Nawalka nigdy nie musial go uzywac.
Dla Kuby Blaszczykowskiego jest kotwica. Po to, zeby ja rzucil i
ostatnie lata kariery spedzil na spokojnym morzu, w klubie, w ktorym
bedzie gral, bo i reprezentacja na tym skorzysta. W 2007 roku mlody
Blaszczykowski wyplynal na ocean, odchodzac z Wisly Krakow do Borussii
Dortmund. Moze czas wrocic do dobrze sobie znanego portu?
Do Genui powedrowaly naboje, a trafia do Krzysztofa Piatka. Niech nie
zabraknie mu ich w nowym roku, bo w tym konczacym sie wystrzelal juz
prawie caly magazynek.
W Bialymstoku znalezli pod choinka solidne zapasy zaprawy murarskiej. Po
to, zeby przysluzyla sie do wykonczenia osrodka treningowego
Jagiellonii, ktory pozwoli temu klubowi wykonac kolejny wazny krok, a
skorzystaja na tym bialostockie talenty.
Sadzonka, ktora kiedys przyniosl na konferencje prasowa Michal Probierz,
niestety ucierpiala, ale Mikolaj znalazl cos na pocieszenie dla trenera
Cracovii. Kaktus. Raz, ze jest bardziej odporny na zagrozenia z
zewnatrz, a dwa, to szkoleniowiec przypomina te rosline. Kaktus jest
przystosowany do trudnych warunkow, moze rosnac w teoretycznie
niesprzyjajacym otoczeniu, podobnie jak Probierz. Kiedys to otoczenie
wysmiewalo go, gdy mowil o potrzebie szkolenia, a on trwal przy tym, jak
kaktus na pustyni. I przetrwal, a po latach wyszlo na jego.
Konsekwencja, pomysl i strategia sprawdzaja sie w Czestochowie, gdzie
wlasciciel Rakowa Michal Swierczewski zbudowal klub twardo stojacy na
nogach. No, moze poza jednym filarem. Stadionem. Ten, na ktorym obecnie
wygrywa Rakow, bardziej przypomina skansen niz miejsce, gdzie za kilka
miesiecy mialaby zagoscic ekstraklasa. Trwaja niezrozumiale dla nas
tarcia, bo miasto niespecjalnie garnie sie do postawienia klubowi
zasluzonego domu. Z pomoca przyszedl Mikolaj. Ambitny wlasciciel dostal
od niego magiczna rozdzke po to, zeby jednym dotknieciem zamienic
makiete w prawdziwy stadion Rakowa.
Piotr Stokowiec znalazl szczypce. Szczypce po to, zeby wyciagnac kij od
szczotki, jaki ten sympatyczny przeciez trener polknal jakis czas temu i
nie pozwala mu on z humorem spojrzec na otaczajaca go rzeczywistosc. A
ta przeciez dla Lechii jest piekna, bo moze rozprostowac nogi na fotelu
lidera, a w poblizu tylko Legia.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *