Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 22 września 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 254 (5183) 22 wrzesnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
Reprezentacja Polski odniosla szoste z rzedu zwyciestwo w tegorocznych
mistrzostwach Europy i pokonujac 3:0 Hiszpanie awansowala do
cwiercfinalu turnieju. Hala w Apeldoorn po brzegi wypelnila sie
szescioma tysiacami polskich kibicow.
W piata rocznice zdobycia w katowickim Spodku tytulu mistrzow swiata,
bialo-czerwoni awansowali do cwiercfinalu mistrzostw Europy, w ktorych
na medal czekaja od osmiu lat. W szostym z rzedu zwyciestwie Polakom nie
przeszkodzila nawet zmiana hali. Omnisport w Apeldoorn to juz bowiem
trzeci obiekt, na ktorym rywalizuja w tym turnieju nasi siatkarze. I
kolejny, ktory po brzegi wypelnili polscy kibice skandujacy jak zwykle:
„Polacy, gramy u siebie”. Dowiedli tego nie tylko okrzykami, ale przede
wszystkim jak zwykle bardzo liczna obecnoscia. A mistrzowie swiata zlota
rocznice uczcili zwyciestwem z Hiszpania 3:0. Mistrzowie Europy sprzed
dwunastu lat nie mieli szans w konfrontacji z ekipa Vitala Heynena.
– Cieszymy sie z osiagnietych wynikow, ale tez nie zapominajmy, ze
jeszcze niczego nie wygralismy. Jesli zagramy swoje, to ani z rywalami w
1/8 finalu i cwiercfinale, nie powinnismy miec problemow. Nie wiem czy
do tej pory zaden z naszych przeciwnikow nie pokazal swoich mozliwosci,
czy nie chcieli tego zrobic, lecz najwazniejsze, ze nie pozwolilismy sie
im rozkrecic – mowil przed meczem kapitan reprezentacji Polski Michal
Kubiak.
Wygrana z ekipa z Polwyspu Iberyjskiego byla nie tylko szostym z rzedu
zwyciestwem Polakow w tym turnieju i piatym bez straty seta.
Bialo-czerwoni wygrali juz szesnastego kolejnego seta, w ktorym nie
pozwolili zdobyc rywalowi wiecej niz 19 punktow. Nawet jesli poczatek
spotkania z Hiszpanami nie nalezal do najlatwiejszych. Polacy rozpoczeli
mecz w najmocniejszym zestawieniu, ale troche zajelo im zanim zlapali
rytm. Najczesciej atakujacym zawodnikiem polskiej ekipy byl w pierwszym
secie Maciej Muzaj. Chociaz atakujacy, gdy byl do tej pory na boisku,
stanowil trzecia w opcje w ataku dla Fabiana Drzyzgi, to tym razem byl
najbardziej zapracowany. Zwlaszcza, ze w ofensywie nie domagal…
Wilfredo Leon. W pierwszej partii skonczyl tylko jeden z pieciu
wykonanych atakow. Nadrabial zagrywka, ale to dopiero w drugim secie dal
prawdziwy popis w polu serwisowym i mial juz na koncie szesc punktowych
serwisow. W tym elemencie brylowali rowniez srodkowy Mateusz Bieniek czy
kapitan Polakow Michal Kubiak.
Trener Vital Heynen zdecydowal sie na taka sama wyjsciowa szostke jak w
ostatnim meczu grupowym z Ukraina. Jednak w polowie drugiego seta nie
wymienil calej szostki tak jak wowczas. Zrobil to dopiero w koncowce
trzeciej partii. W koncowkach poprzednich dwoch setow decydowal sie
jedynie na podwojna zmiane z Marcinem Komenda i Dawidem Konarskim.
Selekcjoner Polakow zdecydowal sie takze w tym meczu na gre z duetem
libero naraz – Damianem Wojtaszkiem i Pawlem Zatorskim.
Bialo-czerwoni odprawili z turnieju Hiszpanow, a w cwiercfinale spotkaja
sie w poniedzialek w Apeldoorn z reprezentacja Niemiec. Ta w 1/8 finalu
nie bez problemow pokonala 3:1 Holendrow. Na mecz o wejscie do polfinalu
z udzialem Polakow znow moze sciagnac tlum polskich kibicow. Na sobotnie
spotkanie bilety zostaly wyprzedane.
1/8 FINALU ME
POLSKA – HISZPANIA 3:0 (25:18, 25:13, 25:16)
POLSKA: Drzyzga, Kubiak 7, Bieniek 6, Muzaj 10, Leon 19, Nowakowski 6
oraz Zatorski (l), Wojtaszek (l), Konarski 2, Komenda 1, Szalpuk, Sliwka
1, Kochanowski, Klos 1. Trener: Heynen.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
8 kolejka
Cracovia-Piast Gliwice 2-0
9 kolejka
Lech Poznan-Jagiellonia Bialystok 1-1
LKS Lodz-Arka Gdynia 1-4
Piast Gliwice-Rakow Czestochowa 2-1
Lechia Gdansk-Korona Kielce 2-0
Slask Wroclaw-Zaglebie Lubin 4-4
Wisla Plock-Wisla Krakow 2-1
Pogon Szczecin-Gornik Zabrze 1-1
Cracovia-Legia Warszawa 1-2
1.Pogon 18pkt
2.Slask 17pkt
3.Legia 17pkt
4.Jagiellonia 16pkt
5.Cracovia 16pkt
6.Lechia 16pkt
7.Piast 14pkt
8.Wisla Plock 13pkt
9.Lech 12pkt
10.Gornik 12pkt
11.Wisla Krakow 11pkt
12.Zaglebie Lubin 9pkt
13.Rakow 9pkt
14.Arka 8pkt
15.Korona 5pkt
16.LKS 4pkt

-Pilkarze Lechii ze stoickim spokojem wypunktowali Korone i odniesli
trzecie zwyciestwo z rzedu. Pierwsza bramke w barwach gdanskiego zespolu
zdobyl Maciej Gajos, a po wielu miesiacach przelamal sie w Ekstraklasie
Lukas Haraslin.
Trener Piotr Stokowiec mowil przed starciem z Korona, ze to moze byc dla
jego druzyny mecz pulapka. Nie wyjasnil jednak, czy bardziej obawia sie
zranionego i zdesperowanego rywala (raptem punkt w ostatnich pieciu
spotkaniach, w miedzyczasie zmiana trenera – w Gdansku na lawce
debiutowal Miroslaw Smyla), czy moze braku dostatecznej mobilizacji jego
wlasnych pilkarzy. Wszak Lechia przystepowala do meczu jako zdecydowany
faworyt.
Do pewnego momentu mozna bylo odniesc wrazenie, ze prawda lezy gdzies
posrodku. Z jednej strony Korona, szczegolnie w tylach, prezentowala sie
poprawnie i raczej nie wygladala na zespol przestraszony wizyta w
Gdansku. Raczej chcacy realizowac swoj plan, dodajmy, najprostszy z
mozliwych, czyli uwazna obrona i proby kontratakow.
Z drugiej strony Lechia grala na zaciagnietym hamulcu, rozgrywajac akcje
z duzym pietyzmem, ale bez elementu zaskoczenia. Przyspieszala z rzadka,
a zagrozenie stwarzala wlasciwie tylko po akcjach skrajnych obroncow –
Karola Fili z prawej oraz Filipa Mladenovicia z lewej strony. Ten
pierwszy pod nieobecnosc kontuzjowanego Slawomira Peszki mial swoj
boczny korytarz niemal na wylacznosc, gdyz Lukas Haraslin czesto
schodzil do srodka, dublujac pozycje Artura Sobiecha.
Lechia nie kwapila sie rowniez do wysokiego pressingu, stad mecz plynal
sobie w tempie” powolnym. Gospodarze sprawiali wrazenie, jakby byli
pewni, ze predzej czy pozniej bramke w koncu strzela. Dopieli swego po
akcji – a jakze! – bocznego obroncy. Trafilo na Mladenovica, ktory
zaliczyl asyste przy trafieniu Macieja Gajosa. Pomocnik Lechii mial w
tej sytuacji potrojne szczescie – najpierw dosc fartownie, acz idealnie,
przyjal sobie pilke, ktora na dodatek po jego strzale, zanim wpadla do
bramki, odbila sie od poprzeczki. Sprzyjajaca mu decyzje podjeli rowniez
sedziowie VAR, ktorzy nie dopatrzyli sie spalonego, choc sytuacja byla
stykowa.
To pierwsza bramka Gajosa w barwach Lechii, za to na przelamanie wciaz
czekal wspomniany Haraslin. Slowak w ostatnich sekundach pierwszej
polowy mogl, a wlasciwie powinien, sfinalizowac celnym strzalem
najladniejsza akcje gospodarzy w tej czesci gry. W sytuacji sam na sam z
bramkarzem Korony huknal jednak wysoko nad poprzeczka.
Swoja swietna okazje mieli tez goscie, ale od czego jest Dusan Kuciak.
Nudzacy sie wczesniej jak mops bramkarz Lechii ze stoickim spokojem
powstrzymal szarzujacego Ivana Jukicia.
Haraslin, schodzac do szatni, z niedowierzaniem kiwal glowa. W przerwie
jednak ewidentnie moze nie tyle przeprowadzil rachunek sumienia, co
powzial postanowienie poprawy. No i na poczatku drugiej polowy zdobyl
bramke cudo. Kapitalny strzal w okienko z okolic naroznika pola karnego
przerwal ligowy post Slowaka, ktory trwal do kwietnia tego roku
(pamietny mecz z Legia Warszawa).
Lechia niczym wytrawny bokser wyprowadzila zatem bez wiekszego wysilku
dwa ciosy, a potem juz tylko tanczyla wokol zamroczonego rywala. Miala
kilka szans na zdobycie kolejnych bramek (Rafal Wolski, Flavio Paixao),
ale nie dazyla do tego za wszelka cene. Skupila sie raczej na pelnej
kontroli boiskowych wydarzen.
Dodajmy, ze w koncowce meczu w bialo-zielonych barwach zadebiutowal
pozyskany z Cracovii Jaroslav Mihalik.

-Na takie spotkanie kibice Arki Gdynia czekali od miesiecy.
Zolto-niebiescy efektownie pokonali w Lodzi LKS az 4:1. Znakomite
spotkanie rozegral gruzinski napastnik Dawit Skhirtladze, ktory w tym
sezonie ma juz w dorobku cztery trafienia.
Szukajac gornolotnych metafor, mozna bylo powiedziec, ze spotkanie
Lodzkiego Klubu Sportowego z Arka Gdynia to starcie dwojki zranionych, a
zwyciestwo bedzie szansa na wyleczenie obrazen.
Zagladniecie w najczarniejsze zakamarki tabeli Ekstraklasy moglo
oznaczac, ze czeka nas mecz, ktory z pilka nozna nie bedzie mial za
wiele wspolnego. Tymczasem w Lodzi doswiadczylismy istnej strzelaniny, w
ktorej glowny udzial wzieli ofensywni zawodnicy Arki.
Przedsezonowe odejscie z Arki za niemale pieniadze Luki Zarandii mialo
oznaczac koniec gruzinskiego etapu w Gdyni. Nie bylo bowiem kibica,
ktory gra Zarandii choc przez chwile sie nie rozkoszowal. Dlugo by
wymieniac, ile dobrego zrobil dla gdynskiego klubu. Sprzedaz gotowkowa
do znacznie lepszej ligi belgijskiej to tylko potwierdzenie tezy, ze
Arka miala w swojej kadrze pilkarza ponadprzecietnego. Na otarcie lez,
by nie pozwolic na pojawienie sie syndromu porzucenia, na Olimpijska
trafil rodak Zarandii Dawit Skhirtladze.
W niespelna trzy miesiace 26-latek pokazal, ze nie jest nagroda
pocieszenia, a glownym strzelcem zespolu. Jego wystep przeciwko LKS byl
tym z gatunku idealnych. Gruzin napoczal rywala po swietnej akcji z boku
pola karnego Michala Nalepy, zimna krwia wykazal sie tez chwile przed
przerwa, gdy poslal pilke obok padajacego mu do stop Arkadiusza Malarza.
Swoje trzy grosze dolozyl rowniez w dwoch pozostalych trafieniach:
najpierw mial asyste drugiego stopnia, puszczajac podanie w doskonale
polozenie Jakuba Wawszczyka, pozniej zas sam juz znalazl Macieja
Jankowskiego.
To byla druzyna kreatywna, odwazna i bez kompleksow – w Lodzi zawodnicy
Jacka Zielinskiego wreszcie wygladali tak, ze kibice Arki nie musieli po
koncowym gwizdku chodzic ze spuszczonymi glowami. Wrecz przeciwnie. Choc
cztery gole zaaplikowane rywalowi na wyjezdzie zdarzyly sie
zolto-niebieskim wzglednie niedawno (11 listopada ubieglego roku, gdy w
Legnicy Arka pokonala Miedz 4:0), to jednak w momencie, gdy suma
strzelonych bramek w osmiu kolejkach wynosi trzy, ich zdobycie staje sie
niebywalym osiagnieciem. Oprocz rzeczonego Skhirtladzego swietne zawody
rozegrali Michal Nalepa (gol i asysta) i debiutujacy mlodziezowiec
Wawszczyk.
Na jak dlugo taki stan rzeczy zagosci w zolto-niebieskiej szatni? Arka
pod kazdym wzgledem zagrala najlepsze spotkanie od wielu miesiecy w
ogole, na wyjezdzie zas niewatpliwie od roku.

-Portowcy tylko zremisowali na wlasnym stadionie 1:1 z Gornikiem Zabrze.
Ten wynik moze ich pozbawic pozycji lidera ekstraklasy po tej kolejce.
– Lider? To na pewno fajnie wyglada, ale w tej chwili nie ma wiekszego
znaczenia. Jeszcze wiele moze sie zdarzyc – tonowal nastroje przed
pierwszym gwizdkiem trener portowcow Kosta Runjaic.
Pogon do niedzielnego meczu z Gornikiem Zabrze przystepowala jako lider
tabeli Ekstraklasy i zespol, ktory do tej pory przegral tylko jedno
spotkanie w sezonie. Dlatego to wlasnie szczecinianie byli zdecydowanymi
faworytami tego pojedynku. Szczegolnie biorac pod uwage slaba forme
rywala w meczach wyjazdowych. Do tej pory Gornik z delegacji przywiozl
zaledwie jeden punkt.
Poczatek spotkania nie zachwycil, portowcy zdazyli juz jednak
przyzwyczaic swoich kibicow do tego, ze prezentuja malo atrakcyjny, ale
bardzo wyrachowany i skuteczny futbol, ktory pozwolil im na zajecie
fotela lidera.
Gospodarze dyktowali warunki gry, ale robili to w niespiesznym tempie i
bez konkretnego pomyslu. W 24. minucie z chaosu wylonil sie Hubert
Matynia, ktory precyzyjnym strzalem pod poprzeczke otworzyl wynik
spotkania. Lewy obronca wykorzystal dobre podanie Srdjana Spiridnovicia
spod linii koncowej.
Gol nie wplynal na obraz meczu, a rywale pierwsza grozna sytuacje
stworzyli dopiero w 45. minucie. Po szybkim kontrataku oko w oko z Dante
Stipica stanal Igor Angulo, ale chorwacki bramkarz Pogoni po raz kolejny
w ostatnich tygodniach wzorowo wywiazal sie ze swojego zadania.
W drugiej polowie obie druzyny zaczely sie ruszac po boisku nieco
zwawiej i prawie 4 tys. kibicow na stadionie przy ul. Twardowskiego
kilka razy wstawalo z miejsc. W 67. minucie rezerwowy Gornika Ismael
Baidoo groznie uderzyl sprzed pola karnego, jednak znowu swoj kunszt
zaprezentowal Stipica.
Szczescie nie moglo jednak trwac wiecznie i Gornik na kwadrans przed
koncem doprowadzil do wyrownania. Portowcy niefrasobliwe zachowali sie
we wlasnym polu karnym i pilke wybili w taki sposob, ze ta znalazla sie”
na glowie Angulo, ktory z metra skierowal ja do pustej bramki.
Goscie madrze przypilnowali cennego – z ich punktu widzenia – remisu i
wynik spotkania nie ulegl juz zmianie.
Zachowanie w Szczecinie fotela lidera zalezy od wyniku wieczornego meczu
Cracovii z Legia Warszawa.
W srode szczecinianie zagraja na wyjezdzie z drugoligowa Stala Rzeszow w
Pucharze Polski.
Pogon Szczecin – Gornik Zabrze 1:1 (1:0)
Bramki: Matynia (24.) – Angulo (73.).
Pogon: Stipica – Bartkowski ZK, Triantafyllopoulos, Zech, Matynia –
Spiridonovic (60. Podstawski), Kozulj, Dabrowski, Listkowski (85.
Kozlowski ZK), Hostikka (74. Fraczczak) – Buksa ZK.

I LIGA
10 kolejka
Stal Mielec-Belchatow 1-0
Wigry Suwalki-Stomil Olsztyn 0-0
Chrobry Glogow-Odra Opole 3-2
Zaglebie Sosnowiec-Jastrzebie 2-4
Chojniczanka-Radomiak 1-3
Nieciecza-Miedz Legnica 0-1
Sandecja Nowy Sacz-Warta Poznan 1-2
Podbeskidzie-Tychy 2-2
Olimpia Grudziadz-Puszcza Niepolomice, mecz zakonczyl sie po zamknieciu
gazetki
1.Warta 20pkt
2.Radomiak 20pkt
3.Stal Mielec 19pkt
4.Podbeskidzie 18pkt
5.Stomil 17pkt
6.Jastrzebie 17pkt
7.Miedz 17pkt
8.Tychy 17pkt
9.Grudziadz 13pkt
10.Puszcza 13pkt
11.Wigry 12pkt
12.Nieciecza 11pkt
13.Chojniczanka 11pkt
14.Sandecja 11pkt
15.Zaglebie Sosnowiec 11pkt
16.Belchatow 11kt
17.Chrobry 7pkt
18.Odra 3pkt

-Pilkarskie czlap, czlap, czlap [felieton]
Liga Europy to puchar pocieszenia, ktory w tym roku daje swietny dowod
na to, ze nasza pilka turla sie poboczem, gdy inni postanowili
skorzystac z samochodu i autostrady – podkresla w felietonie Tomasz
Wlodarczyk, dziennik „Przegladu Sportowego”.
Z powodu nadmiaru futbolu w kalendarzu utarlo sie powiedzenie, ze Liga
Europy to idealne rozgrywki, zeby powiedziec swojej drugiej polowce:
„Kochanie, zobacz jak sie poswiecam. Dzis wazne mecze, a ja odpuszczam,
aby spedzic czas z toba”. Gdyby sledzic wszystko, co dzieje sie na
stadionach Europy, zabrakloby doby na cokolwiek innego niz gapienie sie
w telewizor. Dlatego trzeba selekcjonowac miedzy co lepszymi pilkarskimi
kaskami a obowiazkiem patriotyczno-masochistycznym, czyli sledzeniem
naszej nadwislanskiej meki – Ekstraklasy. Liga Europy wydaje sie wiec
swietnym zaworem bezpieczenstwa, by zbytnio nie naruszyc miru domowego.
Zwlaszcza ze dochodzi jeszcze jeden powod, aby przymknac oko na
czwartkowe rozgrywki – wstyd. Stan, ktory powinien ogarnac zwlaszcza
ludzi odpowiedzialnych za nasza pilke klubowa, gdyby za malo dolujace
byly ich wlasne porazki.
Puchar pocieszenia, gdzie juz trzeci rok z rzedu nie ma dla nas miejsca,
w tym roku daje swietny i kolejny dowod na to, ze nasza pilka turla sie
poboczem, gdy inni postanowili skorzystac z samochodu i autostrady.
Wyscig z najlepszymi od dawna jest nierowny, to starcie przegrane o
kilka dlugosci, nie do nadrobienia, ale w miedzyczasie – nie chce pisac,
ze z zaskoczenia, bo to proces kilkuletniej degradacji – zaczelismy
ogladac plecy krajow, z ktorymi odpadniecie nalezalo uwazac za szczyt
obciachu – np. Luksemburga czy Kazachstanu. Okazuje sie, ze zamienilismy
sie miejscami i to my powiesilismy na karku te malo ekskluzywna metke. A
Dudelange drugi rok z rzedu gra w fazie grupowej Ligi Europy i to gra z
wypieta piersia, bezwstydnie, robiac postepy. Wlasnie pokonalo APOEL, z
ktorym notabene tez „udalo” nam sie kiedys odpasc – w bojach o Lige
Mistrzow. Z wysoko uniesiona glowa moga chodzic rowniez pilkarze Astany,
ktorzy dzielnie walczyli na Old Trafford, a najswiezsi pogromcy Legii,
Glasgow Rangers, wlasnie pokonali Feyenoord Rotterdam. Radza tez sobie
Slowacy z Bratyslawy, ktorzy wygrali z Besiktasem, triumfuje rumunskie
Cluj, a gdy dolozymy do tego Belgow, Czechow, Szwajcarow, Chorwatow,
Dunczykow czy przede wszystkim Austriakow, ktorzy przezywaja piekny
tydzien w europejskich pucharach, wylania sie przed nami bardzo smutny
obraz. Jestesmy najwiekszym polem pilkarskiego nieurodzaju na Starym
Kontynencie.
To nie z Nenadem Bjelica bylo cos nie tak – on wlasnie zdemolowal
Atalante w Champions League, gdy Lech Poznan tkwi w niejasnej strategii
sportowej. To nie Dan Petrescu, ten tyran z Krakowa, a trzymana pod
respiratorem Wisla z sentymentem musi spogladac w daleka przeszlosc –
Rumun ledwie przedwczoraj poradzil sobie z Lazio. Jesli ktos w
towarzystwie nie zna sie na futbolu, adresu szukalbym w Polsce. Okazuje
sie, ze nie potrzeba gory pieniedzy, aby osiagac przyzwoity poziom.
Przyzwoitosc wciaz moga zapewnic takie wartosci, jak: wizja, strategia,
eksperckosc, cierpliwosc czy madra polityka transferowa. Szczegolnie
brakuje nam warstwy kluczowej do osiagniecia wszystkich z wymienionych
punktow – zdecydowanie wiekszej grupy madrych i kompetentnych ludzi w
klubach. Gdy niemal wszyscy wokol robia wielki sportowy skok do przodu,
u nas na pilkarskich korytarzach wciaz glosno slychac: „Czlap, czlap,
czlap”.

ZUZEL
Tak emocjonujacej walki o zloty medal w zuzlowym GP nie bylo juz bardzo
dawno. Przedostatnia runde tego sezonu wygral Leon Madsen, ale tuz za
nim znalezli sie dwaj kolejni kandydaci do zlotego medalu, czyli Emil
Sajfutdinow i Bartosz Zmarzlik. Nas najbardziej moze cieszyc fakt, ze
przed finalem mistrzostw swiata w Toruniu Polak ma siedem punktow
przewagi nad Sajfutdinowem i dziewiec nad Madsenem. Dodatkowo
gorzowianin pokazal rywalom, ze znakomicie wytrzymuje psychicznie w
najwazniejszych momentach.
Zawiedli sie jednak ci, ktorzy liczyli, ze podczas Grand Prix Wielkiej
Brytanii Bartosz Zmarzlik zdola rozstrzygnac losy mistrzostwa swiata.
Rywale nie odpuszczali i pojechali bardzo dobre zawody. Emil Sajfutdinow
tylko trzy raz w karierze zdolal uzbierac w pojedynczej rundzie GP
wiecej niz 17 punktow, a Madsen jeszcze nigdy nie osiagnal takiego
wyniku. To pokazuje jak zacieta jest walka o zloty medal, a juz teraz
mozna byc pewnym, ze rozstrzygnie sie ona dopiero w koncowej fazie
zawodow w Toruniu.
Polscy kibice i tak maja powody do radosci, bo w trakcie turnieju w
Cardiff niesamowicie szybki byl Sajfutdinow, a przez dlugi czas wydawalo
sie, ze pomylka w drugim wyscigu bedzie jego jedyna strata punktow tego
wieczoru. Rosjanin nawet po slabym starcie bez problemow mijal swoich
rywali. Gorzej poszlo mu jedynie w polfinale przez co stracil przywilej
wybierania pol startowych przed finalem, a przez to w decydujacym
wyscigu mial nieco trudniejsze zadanie. Tylko nieco mniej efektowny byl
Madsen. – Zaskocze was, ale ja naprawde nie skupiam sie na walce z
Bartkiem Zmarzlikiem. Chce wygrywac kolejne wyscigi i walczyc o
zwyciestwo w poszczegolnych rundach – tlumaczyl Dunczyk na antenie nc+.
Bardzo regularny byl Zmarzlik, ktory przez caly czas byl niesamowicie
skupiony, a chwile rozluznienia nie pozwolil sobie nawet po zawodach. Na
podium gorzowianin byl bardziej powsciagliwy niz dwa tygodnie temu w
Vojens. Polak zdaje sobie sprawe, ze zdobycie zlotego medalu wymaga
maksymalnej koncentracji i z tego powodu do 5 pazdziernika zamierza
skupic sie tylko na tym.
Pola startowe mialy tego dnia ogromne znaczenie, bo zewnetrzna czesc
toru nie za bardzo nadawala sie do scigania. Az dziewiec razy wyscigi
wygrywali zawodnicy startujacy z pola A. Po starcie wszyscy starali sie
jak najszybciej dojechac do kraweznika, a jazda zbyt blisko bandy
konczyla sie strata pozycji. Kilkukrotnie przekonal sie o tym Patryk
Dudek, ktory nie mial szybkich motocykli, a dodatkowo zupelnie
niepotrzebnie probowal poszerzac swoj tor jazdy.
W fatalnych nastrojach ten wieczor konczyli Brytyjczycy. Najlepszy
zawodnik gospodarzy Robert Lambert zakonczyl sciganie na 11. pozycji z
dorobkiem szesciu punktow. Gorszy od niego byl nawet Tai Woffinden,
ktory uzbieral o jeden punkt mniej. Trzykrotny mistrz swiata moze
usprawiedliwiac sie groznym wypadkiem, w ktorym uczestniczyl w swoim
pierwszym starcie. Brytyjczyk nie opanowal motocykla i bardzo
niebezpiecznie wjechal w jadacego przed nim Fredrika Lindgrena. Na
szczescie po kilku minutach obaj podniesli sie z toru i mogli
kontynuowac sciganie.
Niestety w runda w Cardiff byla kolejna nieudana dla pozostalych naszych
reprezentantow. Maciej Janowski bardzo dobrze zaczal zawody, ale w
ostatnim swoim wyscigu popelnil fatalny blad i stracil miejsce w
polfinale. Wroclawianinowi podnioslo przednie kolo motocykla, przez co
zawodnik spadl z pierwszej na trzecia pozycje. Jeszcze gorzej poszlo
Patrykowi Dudkowi i Januszowi Kolodziejowi. Najwiekszym sukcesem tego
drugiego jest przerwanie serii 9. biegow w GP bez punktu. Doswiadczony
zawodnik w Toruniu bedzie walczyl o honorowe pozegnanie sie z
mistrzostwami swiata, bo juz chyba nikt nie wierzy w to, ze
organizatorzy moga mu przyznac dzika karte. w takiej formie ogromne
problemy z utrzymaniem miejsca w czolowej osemce moze miec tez Dudek,
ktory ma obecnie juz tylko dwa punkty nad 9. w klasyfikacji Jasonem
Doyle’m.

FORMULA 1
Robert Kubica (Williams) zajal przedostatnie, 16. miejsce w wyscigu o
Grand Prix Formuly 1 w Singapurze, 15. rundzie mistrzostw swiata.
Zwyciezyl Niemiec Sebastian Vettel, a za nim uplasowal sie jego partner
z Ferrari, reprezentant Monako Charles Leclerc.
Dopiero po raz drugi w tym sezonie na podium zabraklo kierowcy
Mercedesa. Poprzednio bylo tak 28 lipca w Niemczech. W niedziele
broniacy tytulu i prowadzacy w klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Lewis
Hamilton byl czwarty, a Fin Valtteri Bottas – piaty. Trzecie miejsce
zajal Holender Max Verstappen z Red Bulla.
To pierwsze zwyciestwo Vettela od blisko 400 dni. Ostatnio triumfowal w
Grand Prix Belgii 26 sierpnia 2018 roku.
– Jestem troche spocony, ale bardzo szczesliwy – cieszyl sie na mecie
czterokrotny mistrz swiata.
Kubica wyprzedzil jedynie Dunczyka Kevina Magnussena (Haas). Trzech
innych zawodnikow nie ukonczylo wyscigu. W tym gronie znalazl sie drugi
z kierowcow Williamsa George Russell. Brytyjczyk mial kolizje z
Francuzem Romainem Grosjeanem (Haas) niedlugo po polmetku rywalizacji i
nie mogl kontynuowac jazdy. Nie odniosl obrazen.
W czasie prawie dwugodzinnego wyscigu przy sztucznym oswietleniu w
Singapurze na torze trzykrotnie pojawial sie samochod bezpieczenstwa.
Wypadki mieli kolejno Russell, Meksykanin Sergio Perez (Racing Point) i
Fin Kimi Raikkonen (Alfa Romeo).
W klasyfikacji generalnej Hamilton ma 296 punktow, o 65 wiecej od
wicelidera Bottasa. Na trzecie miejsce awansowal Leclerc, ktory zrownal
sie z Verstappenem – obaj maja po 200 pkt. Vettel jest piaty – 194.
Do konca sezonu pozostalo jeszcze szesc wyscigow. Najblizszy – o Grand
Prix Rosji – odbedzie sie 29 wrzesnia.

Antoni Bugajski: Ty tez mozesz trafic do Barcelony [FELIETON]
Zagraniczni trenerzy w polskim sporcie ciagle w cenie. Zwykle
przyznajemy sie bez bicia, ze choc nie brakuje nam talentu, to w
rozwijaniu naturalnych zdolnosci ktos jeszcze madrzejszy powinien nas za
raczke poprowadzic – pisze Antoni Bugajski w felietonie dla „Przegladu
Sportowego”.
Wezmy takiego Vitala Heynena, ktory walczy z naszymi siatkarzami w
mistrzostwach Europy. Bez niego nie bylibysmy swiatowym czempionami, tak
jak wczesniej nie udaloby sie to bez Stephane’a Antigi. W innych
dyscyplinach tez nie brakuje wymownych przykladow. Toz dopiero Leo
Beenhakker przekonal Polakow, zeby powylazili z drewnianych chatek
(doslownie mowil o pudelkach, przez co wcale nie czulismy sie lepiej),
ze skoczkami narciarskimi podbijal swiat Stefan Horngacher,
a przybyly do nas ze wschodu posiadajacy juz od dawna polski paszport
Aleksander Wierietielny nauczyl Justyne Kowalczyk wygrywac z chorymi na
astme Norwezkami. Pilka reczna? Wszyscy dobrze wiemy, ze VIVE Kielce nie
wygraloby trzy lata temu Ligi Mistrzow, gdyby nie know-how (choc to
powinno byc raczej po rosyjsku) Talanta Dujszebajewa. Zagraniczne jest
dobre niemal zawsze i wszedzie, przeciez Mike Taylor pokazal, ze nawet w
koszykowce nie musimy byc popychadlami.
Co z tego, ze kiedys byli Kazimierz Gorski, Hubert Wagner, Edward Budny,
Lukasz Kruczek, Bogdan Wenta. Warto im stawiac pomniki, ale trzeba isc
naprzod, otwierac sie na swiat. Moze to i banalne, moze swiadczace o
niezdarnie maskowanych kompleksach, a moze przeciwnie – zatrudniajac
cudzoziemcow do nauczycielskiej roboty, pokazujemy, ze wlasnie zadnych
kompleksow nie mamy, a jedyna przeszkoda w korzystaniu
z zagranicznych korepetycji sa tylko zwiazane z tym koszty.
W klubowej siatkowce czy koszykowce cudzoziemcow na lawce jest mnostwo,
ale i w pilce noznej nigdy ich nie brakowalo. Nie chodzi o meteoryty,
ale o charyzmatyczne trenerskie nazwiska z dorobkiem, ktore budowaly
sile polskich klubow – takie jak Geza Kalocsay w Gorniku Zabrze, Michal
Vičan w Ruchu Chorzow czy Jaroslav Vejvoda w Legii.
***
Sklonnosc do importowania mysli szkoleniowej jest stara jak polski
futbol, zdecydowanie ma przedwojenna brode. Komus mogloby sie wydawac,
ze wtedy wszystko, co dobre, sprowadzalo sie do legendarnego kapitana
zwiazkowego Jozefa Kaluzy, szefa naszych orlow w mistrzostwach swiata w
1938 roku, ktory zreszta tez ma swoj pomnik i nazwe ulicy przy stadionie
Cracovii. Zanim Kaluza zostal trenerem, byl znamienitym pilkarzem. Przez
lata zawodniczej kariery doszedl do wnioskow, ktore musialy dac do
myslenia rodzimym teoretykom futbolu. Kaluza zwracal uwage na bledy
systemowe w polskim szkoleniu w dosc osobliwy, ale znamienny dla
dalszego rozwoju sportu sposob. – Przede wszystkim kluby musza znalezc
mozliwosc, aby graczy zmusic do treningu. Ja nie jestem w polozeniu
takim jak np. Niemcy, gdzie mozna gracza zmusic do treningu –
przekonywal Kaluza na lamach „PS” w sierpniu 1938 roku.
Z perspektywy 80 lat mozna stwierdzic, ze ta uwaga zostala potraktowana
powaznie i zadanie domowe odrobione, z pomoca takze zagranicznych
fachowcow. Przed wojna tez bylo ich sporo i to niekoniecznie z Niemiec.
W wydanej ostatnio ksiazce „Niezwykly swiat przedwojennego futbolu”
Remigiusz Piotrowski caly rozdzial poswiecil wlasnie takim
szkoleniowcom. Trener to wtedy naprawde byla figura, posiadajaca zespol
istotnych cech, jak statecznosc, spokoj, kontaktowosc i znajomosc
anatomii ludzkiego ciala.
Otoz w samych poczatkach ligowego futbolu Wegier pracowal w Cracovii,
Czechoslowak po drugiej stronie Bloni w Wisle, Austriak w Pogoni Lwow, a
Anglik w Polonii Warszawa. Zreszta Karl Fischer z lwowiakami zdobyl trzy
razy mistrzostwo Polski. Duze
wrazenie zrobilo rowniez pojawienie sie w polskiej pilce uchodzacego za
trenerskiego zamordyste George’a Kimptona, bylego pilkarza Southamptonu,
ktory w Polsce oprocz Czarnych Koszul prowadzil jeszcze Cracovie, a
pozniej byl selekcjonerem reprezentacji Francji w finalach MS w 1934
roku. Takie cuda.
***
Charakterystyczne, ze w owczesnych mediach z oburzeniem przyjeto
impulsywne zachowanie trenera Cracovii w meczu z Pogonia Lwow, bo
„ciagle jego okrzyki i wykrzykniki smieszne pod adresem swoich graczy
niemile razily i denerwowaly widzow, a nie mniej zapewne i graczy”.
Czasy sie zmienily, po Pogoni Lwow w naszej lidze pozostalo ledwie
mgliste wspomnienie, a jednak na lawce Cracovii znowu zasiada cokolwiek
impulsywny czlowiek. Znaczy znalazl sie w odpowiednim miejscu – takich
trenerow Pasy mialy juz sto lat temu, tyle ze tamten zdobyl mistrzostwo
Polski. Tym impulsywnym specem byl Wegier Imre Pozsonyi, ktory w
Cracovii stworzyl druzyne doprawdy eksportowa. Byl tak dobry, ze pozniej
zostal trenerem slynnej Barcelony.
Z Cracovii prosto do Barcelony – Panie Michale, taka rzecz juz kiedys
sie wydarzyla!

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *