Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 22 marca 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
„SPORTOWY WEEKEND”
Rok XVII nr 81 (5346) 22 marca 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Boniek: EURO 2020 moze sie odbyc w jednym kraju, a koncepcje
ekstraklasy trzeba przemyslec
Euro 2020 nie tylko z rocznym opoznieniem, ale takze w jednym kraju?
Zbigniew Boniek w rozmowie w „”Faktach po Faktach” w TVN24 zdradzil, ze
taka koncepcja nie jest bez szans. Zmiana moze byc takze w polskiej
Ekstraklasie. Ze slow prezesa PZPN jasno wynika, ze ostatnie druzyny w
tabeli – w przypadku przedwczesnego zakonczenia sezonu – niekoniecznie
musza opuscic lige, bo sprawe trzeba ponownie przemyslec. Czy to grunt
szykowany pod rozszerzenie Ekstraklasy o rok wczesniej, niz planowano?
– Na ten moment podjelismy decyzje, ze tabela, ktora jest aktualnie
odzwierciedla koncowy uklad druzyn na koniec sezonu. Na pewno bedziemy
musieli jednak do tego wrocic, bo wiele zespolow byloby pokrzywdzonych.
Bedziemy musieli wprowadzic kilka wariantow, ktore wynagrodza tych
najbardziej poszkodowanych – zdradzil prezes PZPN.
– Powiem szczerze, ze staram sie byc optymista i jesli mialbym sie teraz
podpisac pod tym, ze nowy sezon 2020/2021 ruszy w terminie to zrobilbym
to obiema rekami. Wierzymy jednak w to, ze uda sie cos zagrac takze
jeszcze pod koniec maja i w czerwcu, aby reperkusje, ktore beda pozniej
wszystkich dotyczyly byly znacznie mniejsze – dodal Boniek.
Prezes PZPN mowil takze o Euro 2020. – Przelozenie Euro to taktyka
obronna. Uwazam, ze turniej w przyszlym roku tez jest w pewien sposob
zagrozony, bo jego formula przewiduje rozgrywki w 13 panstwach, a dzis
nikt nie moze powiedziec czy za rok w tych krajach problem zarazy
zniknie. UEFA nie miala innego wyjscia, jak przelozyc impreze, ale
wydaje mi sie, ze wroci jeszcze takze temat tego Euro rozgrywanego w
jednym kraju. To bylaby bezpieczniejsza opcja, ale to tylko moje
prywatne zdanie i nie chce na ten temat glosno sie wypowiadac – dodal
prezes PZPN.- Na dzisiaj turniej jest przerzucony na przyszly rok i
miejmy nadzieje, ze sie odbedzie, bo brak tych zawodow spowoduje ogromne
straty finansowe. Sytuacja jest jednak totalnie wyjatkowa. Sport napedza
w wielu krajach gospodarke, daje pieniadze i prace wielu ludziom.. To
biznes dla wielu firm i nie mozna o tym zapominac – zaznaczyl Boniek.
Prezes PZPN wrocil do polskiej rzeczywistosci. – Jesli mowimy o polskiej
rzeczywistosci, to nie mamy na ten moment zadnego przypadku koronawirusa
z polskiej ligi, ale moim zdaniem to dlatego, ze zadna druzyna nie
zbadala sie od A do Z. Sadze, ze jesli wszyscy zrobiliby sobie test, to
znalazloby sie kilku graczy, ktorzy z choroba sie borykaja, a nawet o
tym nie wiedza.
– Polskie kluby nie stac wyplacac pieniedzy zawodnikom, jesli nie bedzie
meczow. Jako PZPN przygotujemy plan naprawczy, aby pomoc wszystkim. Mamy
pewne koncepcje, aby pomoc calej pilce. Przez wiele lat odkladalismy
pieniedzy. Posiadamy poduszke finansowa, ktora nie bedzie sie jednak
ograniczala wylacznie do pozyczania pieniedzy – zapewnil Boniek.
O samym koronawirusie prezes PZPN wypowiadal sie z bezsilnoscia. – Gdy
widze to co dzieje sie we Wloszech czuje bezsilnosc i solidarnosc. Mam w
tym kraju corke, ktora z dwojka dzieci siedzi teraz zamknieta w Rzymie.
Poza tym, mam tez znajomych w Bergamo. To nieprawdopodobne, gdy w nocy
wywozi sie trumny z cialami. To powinien byc tez wniosek dla nas,
dzwonek alarmujacy, bo musimy wykorzystac te wloska tragedie, aby to
samo nie wydarzylo sie w Polsce – ocenil Boniek.
– Niestety, za kilka dni to samo, co we Wloszech moze stac sie w
Hiszpanii i szczegolnie w Anglii. Oni moga bardzo cierpiec, bo do samego
konca mieli inna strategie walki z wirusem. Boje sie, ze tam sytuacja
moze byc niezwykle skomplikowana – stwierdzil prezes PZPN.

-Faron: MKOl zamyka oczy. Pora je otworzyc, zanim bedzie za pozno
[felieton]
Dariusz Faron
Jeszcze bardziej niz UEFA kompromituje sie Miedzynarodowy Komitet
Olimpijski, ktory tez robi dobra mine do zlej gry – pisze w swoim
felietonie Dariusz Faron.
Jestem swiezo po lekturze znakomitej ksiazki reporterskiej Mariusza
Szczygla pt. „Nie ma”. Pozycja na czasie, bo przeciez obecnie przyszlo
nam zyc wlasnie w czasach „nie ma” – stracilismy swiat, do ktorego sie
przyzwyczailismy. Co oczywiste, pandemia daje sie we znaki takze
zdrowym. Nie ma normalnego zycia. Nie ma spotkan ze znajomymi. Nie ma
produktow na sklepowych polkach. Nie ma rozmow przy piwie w zatloczonej
knajpie. Nie ma turniejow czy meczow. Nie ma sportowych emocji. Zupelnie
nowa rzeczywistosc pelna pytan bez odpowiedzi.
Choc pandemia wybuchla stosunkowo niedawno, szybko okazalo sie w czasach
„nie ma”, co jest priorytetem dla swiatowych wladz sportu, a co tylko
fasada, nic nieznaczacym haslem, ktore przestaje obowiazywac w czasach
kryzysu. Moj redakcyjny kolega Przemek Langier pisal kilka dni temu o
UEFA, ktora, wbrew swojemu motto „We care about football” (Troszczymy
sie o pilke), nie wykazala zadnej troski o zdrowie zawodnikow. Najpierw
dzialacze zapewniali, ze nie ma powodu, by przeniesc EURO, a pozniej
chcieli nawet wykluczyc druzyny objete kwarantanna, zeby dokonczyc
klubowe rozgrywki. Chcialbym napisac po zmianie terminu ME, ze UEFA sie
opamietala, ale nic takiego nie nastapilo. Dzialacze europejskiej
centrali podjeli wymuszona decyzje, gdyby nadal obstawali przy swoim,
mielibysmy zapewne otwarty bunt lig i federacji.
Jeszcze bardziej niz UEFA kompromituje sie Miedzynarodowy Komitet
Olimpijski, ktory tez robi dobra mine do zlej gry. – Do igrzysk
pozostaly cztery miesiace, nie ma wiec powodu, by wykonywac niepotrzebne
kroki i podejmowac radykalne decyzje. Wszelkie zmiany w tym momencie
przyniosa odwrotny efekt. Niech sportowcy przygotuja sie najlepiej, jak
tylko potrafia – napisal komitet kilka dni temu w oswiadczeniu.
Wielka szkoda, ze nie precyzuje, w jaki dokladnie sposob ci sportowcy
maja sie niby przygotowac. Stadiony i osrodki olimpijskie pozamykano w
calej Europie, zawodnikom pozostaja jedynie treningi” w domu albo
pobliskim otoczeniu. – Mam niedaleko las, zrobilam sobie tam polowa
silownie. Nie widze innego rozwiazania – opowiadala mi ostatnio nasza
oszczepniczka Maria Andrejczyk.
Mozna oczywiscie, tak jak dzialacze MKOl, zalozyc rozowe okulary i
przyjac, ze w ciagu najblizszych tygodni swiat upora sie z epidemia, ale
na razie nic na to nie wskazuje. Chorzy walcza o zycie, miliony zostaly
uwiezione w domach, szkoly pozamykano, szpitale zatloczone jak nigdy,
kazdy zastanawia sie, jak zminimalizowac skutki epidemii. Naprawde „nie
ma powodow, by podejmowac radykalne decyzje”?
Rozumiem, ze przeniesienie igrzysk wiaze sie z gigantycznymi stratami
liczonymi w miliardach. Uderzy to oczywiscie nie tylko w swiat sportu,
ale tez w wiele galezi gospodarki. Zdaje sobie sprawe, ze mowimy o
imprezie, do ktorej ludzie przygotowuja sie przez wiele lat. Tyle ze na
drugiej szali jest gigantyczne ryzyko i cena, ktora moze okazac sie zbyt
wysoka. Abstrahujac od tego, ze MKOl ponosi wizerunkowa kleske, jesli
dzialacze nadal beda bierni, moga za chwile narazic zdrowie zawodnikow z
calego swiata.
W czasach „nie ma” Miedzynarodowy Komitet Olimpijski probuje nas
przekonac, ze „nie ma” problemu. Problem jest, i to duzy. Pora otworzyc
oczy, zanim bedzie za pozno.

-Kadziewicz: Widzimy kruchosc tego wszystkiego, co nas otacza [felieton]
– Marzylem o tym, zeby nie wychodzic przez tydzien z domu. Wylaczyc
telefon, poczytac ksiazke i nadrobic ogromne braki w serialach, na ktore
nigdy nie mam czasu. Kilka razy w roku dochodzilem wlasnie do takiego
momentu. Mialem nalane pod sam korek i codziennosc wydawala sie murem
nie do przeskoczenia – W swoim felietonie pisze Lukasz Kadziewicz.
Niewypowiadanie zyczen na glos z obawy, ze sie spelnia, to chyba
najwieksza nauczka. Kto by przypuszczal, ze bedziemy musieli zaplacic
tak wysoka cene za dostrzezenie lekkosci naszego bytu. Odnosze sie do
siebie i otaczajacego mnie swiata sportu. Banka pekla. Co widzimy?
Kruchosc tego wszystkiego, co nas otacza.
Nie placze nad swoim losem. Finanse schodza na drugi plan, chociaz nie
mozemy uciec od tego tematu. Odczuje to wiekszosc osob prowadzacych
dzialalnosc. Zaboli bardzo mocno, wielu nie przetrwa. Urzad skarbowy nie
wybacza. Taka jego rola.
***
Mistrzostwo Polski, Liga Mistrzow czy igrzyska olimpijskie dzis wydaja
sie tylko drobnym szczegolem tracacym na waznosci. Moj rytm dnia i plany
na caly rok zawsze byly podporzadkowane kalendarzowi wielkich imprez
sportowych. Wczesniej jako zawodowy sportowiec, dzisiaj komentator i
czlowiek pracujacy z mlodzieza nie zylem porami roku, tylko kolejnym
wydarzeniami sportowymi. Sezon ligowy, play-off, kadra i impreza
konczaca sezon reprezentacyjny. Kolejny sezon z akademii czy eventy
organizowane przez fundacje „Druga szansa Lukasza Kadziewicza”. Wiecznie
w biegu – w domu gosc, ojciec przez telefon. Dzisiaj nasz swiat sie
zatrzymal, z dnia na dzien zaczelismy kierowac sie innymi wartosciami.
Swiat sportu i wszystkie instytucje powolane do jego funkcjonowania za
chwile przejda do dzialania. Musimy pomagac sobie nawzajem. Zaczynajac
od tych najwiekszych, jak MKOl, FIFA czy UEFA, przez mniejszych
dzialajacych w naszym kraju PZPN czy PZPS. To czas weryfikacji tych
instytucji. Dobry moment na pokazanie potencjalu, swiecenie przykladem.
To nie sa twory istniejace po to, by karmic dzialaczy. Maja pomagac
mniejszym klubom, organizacjom sportowym. Wstrzymanie wszystkich
rozgrywek bylo obowiazkiem oraz najlepsza profilaktyka w walce z
wirusem. Sytuacja w Chinach pokazuje, ze kwestia czasu jest powrot do
normalnosci, takze w sporcie. Poczatki beda bardzo trudne, jednak licze,
ze nasi prezesi przygotuja plan naprawczy skoncentrowany na tym, by nie
zachwialy sie podstawy sportowej piramidy.

-Bugajski: Urodzinowy prezent dla Brzeczka [felieton]
Kontrakt konczacego 49 lat Jerzego Brzeczka na prowadzenie reprezentacji
Polski wygasa 31 lipca 2020 roku. A co dalej? Odpowiedz mialy dac finaly
EURO 2020, ale tej weryfikacji nie bedzie. Efekt jest taki, ze odlozone
na przyszly rok mistrzostwa Europy to zarazem przedluzenie umowy z
selekcjonerem Bialo-Czerwonych. Prawda, ze calkiem sympatyczny prezent
na urodziny?
Gdy po rosyjskim mundialu prezes Zbigniew Boniek namascil Brzeczka na
selekcjonera, umowe skonstruowano standardowo. Byla wazna do grudnia
2019 roku, z tym jednak zastrzezeniem, ze w przypadku awansu do EURO
zostaje automatycznie przedluzona do konca miesiaca, w ktorym konczy sie
turniej. W wynegocjowanych paragrafach oczywiscie nie ma zadnego dopisku
drobnym druczkiem w stylu „ustalenia obowiazuja rowniez w przypadku
przeniesienia mistrzostw Europy na inny termin”. Takich cudow nikt sie
nie spodziewal. Sytuacja jest niecodzienna jak wiele innych rzeczy w
ostatnich dniach. Rownie dobrze mozna bylo zamiescic klauzule, ze
kontrakt przestaje byc wiazacy dla stron, kiedy Jerzy Brzeczek zostanie
prezydentem Polski.
Jesienia rozpoczyna sie nowa edycja Ligi Narodow, nastepnej wiosny
kwalifikacje do mistrzostw swiata w Katarze. Gdyby Brzeczkowi nie poszlo
podczas EURO 2020, gdyby jego zespol nie wyszedl z grupy, co przeciez
zawsze moze sie zdarzyc, kolejne selekcjonerskie zadanie byloby zlecone
komus innemu. A teraz trener niespodziewanie ma wyczyszczone pole.
Trzyma sie sterow, dopoki nie zostana rozegrane mistrzostwa Europy,
przeciez wczesniej nikt go nie zwolni. No chyba ze w PZPN maja jakis
szczwany plan, ktory wykracza poza nasze ciasne wyobrazenia. Zapytalem o
zdanie prezesa Zbigniewa Bonka, ale nie dal sie namowic na zadna
publiczna wypowiedz w tej sprawie. Wcale mu sie nie dziwie. Po co
odkrywac karty, tym bardziej ze PZPN i cala polska pilka maja w tej
chwili nieporownywalnie bardziej palace problemy.
Sytuacja wyglada wiec tak, ze najpozniej w lipcu – nawet jesli do tego
czasu reprezentacja nie zagralaby zadnego meczu – prezes Zbigniew Boniek
powinien zaprosic strategicznego pracownika swojej firmy, aby
porozmawiac o przyszlosci. Ta dyskusja oczywiscie i tak sie miala odbyc
(jak chocby dwa lata temu w przypadku Adama Nawalki po MS w Rosji), lecz
z konkretnym punktem odniesienia. Pracodawca przedstawilby swoje racje,
pracobiorca swoje, a w co drugim zdaniu obu stron pojawialby sie
argument wyciagniety z czerwcowego meczu ze Szwecja albo z Hiszpania.
Rozmowa w innych okolicznosciach nie bedzie sie merytorycznie kleic. To
tak, jakby o nowym kontrakcie mieli mowic dzisiaj. Oczywiscie Brzeczek
przedstawi wizje dalszego prowadzenia kadry, Boniek cos pochwali, na cos
innego sie skrzywi, troche sie panowie pospieraja, a na koniec wypija
kawe i beda sobie zyczyc wspolnych sukcesow.
Mistrzowski turniej dalby zapewne odpowiedz klarowna w sprawie sensu
dalszej wspolpracy z Brzeczkiem, tak samo jak dwa razy dawal w przypadku
wspomnianego Nawalki (w 2016 i w 2018 roku), a wczesniej takze
Franciszka Smudy i paru innych selekcjonerow. Nazywanie Brzeczka
beneficjentem przeniesionego turnieju moze i jest lekka przesada, ale
golym okiem widac, ze dzieki temu zyskal na czasie, a konkretniej: na
dlugosci kontraktu. Badzmy sprawiedliwi i spojrzmy na sytuacje tez z
jego strony – za trzy miesiace w mistrzostwach Europy jego druzyna
moglaby spisac sie rownie dobrze jak ekipa Nawalki we Francji, wiec w
lipcu mialby w kieszeni kontrakt na kolejne poltora roku i to jeszcze na
znacznie lepszych dla niego warunkach.
Bywali selekcjonerzy, ktorzy juz przed mistrzowskim turniejem dogadywali
sie na nowa umowe bez potrzeby ingerencji sil wyzszych, a potem i tak
sprawa byla odkrecana. Po mundialu w Korei doswiadczyl tego Jerzy Engel.
Po awansie do mundialu, podrzucano go w gore. Gdy nie wyszedl z grupy,
nikt nie probowal go lapac. Natomiast Leo Beenhakker zle wypadl w EURO
2008, ale prezes PZPN Michal Listkiewicz przedluzyl z nim kontrakt
wczesniej i zrobil zle, poniewaz turniej finalowy wiaze sie z tak
poteznym ladunkiem sportowych emocji, ze nie oplaca sie ignorowac
postawy druzyny. Brzeczek wlasnie tego uniknal. No a za rok to juz nie
Boniek bedzie ocenial jego prace, bo obecnemu prezesowi kadencja konczy
sie w pazdzierniku i nastepnej nie bedzie – przepisy tego nie dopuszczaja.
Mozna oczywiscie przyjac, ze Brzeczek na nowy kontrakt sobie moralnie
zasluzyl, gdyz niczym bohater romantyczny cierpial za miliony. Kandydat
na prezesa PZPN Marek Kozminski – zreszta jego dobry kolega z boiska –
niedawno wspomnial nawet, ze kibice i dziennikarze (z naciskiem na tych
drugich) w czasie batalii o EURO, a wczesniej w Lidze Narodow, probowali
Brzeczka ukrzyzowac za cudze grzechy. I wrazliwemu selekcjonerowi
niezasluzona krytyka tak dopiekla, ze od mediow sie odizolowal, za co w
czasach walki z koronawirusem trzeba go pochwalic.

-Dziekanowski: Nie ma rozwiazan idealnych. Trzeba sie zastanowic, jak
uratowac kluby przed upadkiem
Kiedy dotarla do mnie powaga sytuacji zwiazanej z koronawirusem,
pomyslalem sobie: to jest czas wielkiej proby, w ktorym spoleczenstwo, w
tym srodowisko pilkarskie maja okazje wykazac sie solidarnoscia.
W glowie kolacza mi sie rozne mysli. Pamietam, ze takie okazje juz byly
i niestety czasem okazywalo sie, ze te chwilowe uniesienia rozplywaly
sie jak kamfora, kiedy sytuacja wracala do normy. Tak bylo po smierci
papieza Jana Pawla II, kiedy doszlo do chwilowego pojednania kibicow
Wisly i Cracovii. Ale z drugiej strony mielismy tez inne, budujace
przyklady. W Niemczech na przyklad bedaca kiedys w trudnej sytuacji
finansowej Borussia Dortmund dostala pomoc ze strony, z ktorej najmniej
sie tego spodziewala, czyli Bayernu Monachium. Dzis ekipa z Dortmundu,
miedzy innymi po tamtej lekcji sprzed lat, jest wzorcem zarzadzania.
Tak trudnej sytuacji, z jaka mamy do czynienia teraz, nie
doswiadczylismy nigdy. No, chyba ze wezmiemy pod uwage okres II wojny
swiatowej. Dla wladz pilkarskich w naszym kraju priorytetem jest dzis
ustalenie strategii, ktora pozwoli zminimalizowac negatywne finansowe
konsekwencje. Innymi slowy: trzeba sie zastanowic, jak uratowac kluby
przed upadkiem. W tej chwili priorytetem dla Polski i calej Europy sa
rozgrywki klubowe. We wtorek UEFA podejmie kluczowe decyzje, w tym
miedzy innymi dotyczace mistrzostw Europy, ktore mialy rozpoczac sie 12
czerwca. Dzis nie wyobrazam sobie, by te rozgrywki – ktore w duzym
stopniu wplywaly na kalendarz rozgrywek klubowych – w tym roku sie
odbyly. Formula turnieju (rozgrywanego w wielu krajach) jest w zasadzie
gwozdziem do trumny. Nigdy nie bylem zwolennikiem tego pomyslu i chyba
wladze europejskiej pilki doszly tez do wniosku, ze ten eksperyment byl
niefortunny. Skoro jednak w ktoryms momencie powiedzialy A, to trzeba
bylo tez powiedziec B. Ale byc moze jest okazja, by sie z tego wycofac.
To znaczy zorganizowac turniej za rok (co wydaje sie nieuniknione) i w
tych wyjatkowych okolicznosciach zrezygnowac z tej formuly, wracajac do
starej, czyli w jednym czy maksymalnie dwoch krajach. Powod do tego jest
jak najbardziej uzasadniony – bezpieczenstwo. Pewnie nie jest to proste,
pewnie oznacza straty finansowe dla organizacji, ale umowmy sie – w tym
wypadku na biednego nie trafilo.
Mowiac o biednych i bogatych i wracajac na wlasne podworko, wydaje sie,
ze w najblizszym czasie konieczna bedzie wspolpraca miedzy tymi, ktorzy
sa w stanie pozwolic sobie na wiecej, a tymi, ktorzy moga zaczac tonac.
W tym tez wypadku bedzie musiala wykazac sie tez krajowe federacja.
Mielismy w historii kilka przypadkow, kiedy upadaly zasluzone kluby i w
akcie desperacji ich wladze apelowaly do PZPN o finansowe wsparcie,
argumentujac to tym, ze pomoc im sie nalezala z racji tradycji. W tych
wypadkach zazwyczaj powodem bylo zle zarzadzanie, czasem wrecz
malwersacje finansowe. Dzis mamy jednak sytuacje wyjatkowa, w ktorej
powinno obowiazywac haslo: wszystkie rece (a przede wszystkim pieniadze)
na poklad. Oczywiscie w granicach rozsadku i mozliwosci, ale warto
szukac kompromisow, warto pomyslec o programach pomocowych, bo wiadomo,
ze bez wsparcia ci slabi nie beda mieli szansy przetrwania. Wiadomo tez,
ze pilkarski biznes to system naczyn scisle ze soba polaczonych, gdy
przewraca sie jeden element, sypia sie tez inne. Czytamy informacje
dochodzace z amerykanskiej ligi NBA, ze wlasciciele i koszykarze
postanowili zrzucic sie na pensje pracownikow hal, bo ci z dnia na dzien
zostali bez pracy. Takie gesty – w odpowiedniej skali (dzis trudno ja
przewidziec) beda prawdopodobnie niezbedne. Kiedy sytuacja wroci do
normy, kluby moga rozwazyc mozliwosc obnizenia cen biletow. Byc moze w
ten sposob przyciagna wiecej kibicow. W zamian fani, ktorych na to stac,
powinni liczniej kupowac karnety na runde. Mysle, ze nie podlega
watpliwosci, ze system przyznawania licencji bedzie musial byc
zlagodzony, co nie zmienia faktu, ze komisja musi byc wyczulona na
przypadki naduzywania tej sytuacji.
A co z tegorocznymi rozgrywkami? Odpowiedzi na to pytanie nie znamy, bo
jest to wrozenie z fusow. Miejmy nadzieje, ze pilkarzom uda sie wrocic
na boiska w tej rundzie, ale coraz bardziej realny wydaje sie wariant,
ze jednak nie. I co wtedy? W Anglii rozwazaja opcje, by zachowac status
obecny, to znaczy przyznac mistrzostwo Liverpoolowi, przyklepac awanse i
nie relegowac druzyn, co oznacza rozszerzenie poszczegolnych lig. Ale
rozszerzenie tymczasowe, bo w kolejnym sezonie spadaloby wiecej
zespolow, by przywrocic obecny stan liczbowy. Biorac pod uwage
minimalizacje strat, ten pomysl mi sie podoba. Wierze jednak, ze uda sie
jednak wrocic do gry, a w miedzyczasie wypracowac awaryjne rozwiazania.
W przypadku ekstraklasy dociagniecie do 30 kolejek oznaczaloby, ze mamy
w miare sprawiedliwy obraz ukladu sil. Pytanie, co z nizszymi ligami? Na
pewno wszystkich nie da sie zadowolic, ktos bedzie poszkodowany, ale w
obecnej sytuacji trudno znalezc idealne rozwiazania, trzeba myslec o
minimalizacji strat i wspierac sie nawzajem.

-To koniec pewnej opoki w polskiej siatkowce. Mariusz Wlazly odchodzi z
PGE Skry Belchatow!
Po siedemnastu latach spedzonych w Belchatowie Mariusz Wlazly zmienia
klub. Nadal bedzie gral jednak w PlusLidze.
To prawdziwy hit transferowy, o ktorym Mariusz Wlazly powiedzial podczas
magazynu 7Strefa w Polsacie Sport. – Jedno jest pewne – ten sezon jest
moim ostatnim w Skrze. Szkoda, ze rozstaje sie w takich okolicznosciach,
ale nic na to nie poradzimy. Sytuacja jest trudna. To w kazdym razie
jest moj ostatni sezon w Skrze – powiedzial 36-letni atakujacy w
rozmowie z Jerzym Mielewskim. Pytany o szczegoly dodal: – Powiem
szczerze, ze juz od kilku sezonow zarzad Skry szuka kogos, kto bedzie
mogl mnie zastapic. Prezes Konrad Piechocki zaproponowal mi zakonczenie
kariery i impreze pozegnalna, ktora mialaby byc powiazana z tegorocznym
90-leciem istnienia klubu. Krotko mowiac, musialem odmowic – mowi Wlazly.
To wielkie wydarzenie, bo mistrz swiata z 2014 roku byl legenda
belchatowskiego klubu. Gral w Skrze od 2003 roku, zdobywajac z nia wiele
sukcesow m.in. dziewiec razy mistrzostwo i siedem razy Puchar Polski
oraz trzy medale Ligi Mistrzow (srebrny i dwa brazowe). Wlazly mial w
Skrze status niemal polboga, choc wielokrotnie musial radzic sobie z
krytyka. Mowiono, ze boi sie podjac wyzwania w zagranicznym klubie i
trzyma sie Skry niczym dziecko matczynej spodnicy. Ze siedzi w tym swoim
Belchatowie, gdzie ma jak u Pana Boga za piecem. Skre i Konrada
Piechockiego moglby uznac za rodzine zastepcza, w koncu ma w Belchatowie
rodzinne ciepelko.
Ale czy mozna sie dziwic? Dla wszystkich swoich krytykow Mariusz mial
jedna krotka odpowiedz – dziewiec wyciagnietych w gore palcow. I na
dokladke jeszcze medale – zloty i srebrny z mistrzostw swiata.
Parafrazujac Ludwika XIV, Wlazly moglby powiedziec: „Skra to ja”.
Teraz przygoda Wlazlego ze Skra dobiega konca. Nie wiadomo, do jakiego
klubu przejdzie w nowym sezonie, ale na pewno bedzie gral w PlusLidze. –
Tak, zagram w Polsce. Jestem juz po negocjacjach, nastapila akceptacja
warunkow kontraktowych. Do podpisania nie doszlo, mamy taka sytuacje, a
nie inna – przyznal w 7Strefie Wlazly.
Wszyscy zachodza w glowe o jaki klub moze chodzic. Wydawalo sie, ze
jesli utytulowany atakujacy gdzies w ogole z Belchatowa odejdzie, to
bedzie to tylko zagraniczna liga, w ktorej moglby dorobic sobie do
emerytury. Tymczasem wybral klub w Polsce. Pytanie jaki?

-Kszczot: MKOl bedzie czekal jak najdluzej z ogloszeniem odwolania igrzysk
Pewnie dzialacze MKOl beda czekac najdluzej, jak sie da. Oglosza to w
ostatnim momencie – mowi o odwolaniu igrzysk olimpijskich przez pandemie
koronawirusa Adam Kszczot, polski sredniodystansowiec.
Ryszard Opiatowski: Mial pan przebywac na zgrupowaniu w USA. A tymczasem
zamiast we Flagstaff siedzi pan w mieszkaniu w Lodzi.
Adam Kszczot: Zgadza sie. Od 7 do 15 marca bylismy we Flagstaff, potem
trzeba bylo wracac. Na szczescie dolecielismy bezposrednio do Warszawy,
zeby uniknac czekania w kolejkach na granicy.
I co teraz?
Kwarantanna. Nie moge wychodzic z domu przez 14 dni.
Podobno kupil pan bieznie stacjonarna…
A tak, przyjechala, ale sie nie zmiescila. Producent podal, ze ma 86
centymetrow, ale nie poinformowal, ze jest szersza w miejscu, gdzie
znajduje sie stojak. Zostaje mi wiec tylko rower na rolkach.
Biegacz bez biegania jest jak zolnierz bez karabinu.
Co zrobic, nie mam wyjscia. Sa wprawdzie mniejsze bieznie, ale wolniej
sie kreca, maja nizsze mozliwosci, wiec musze robic taki trening,
ktorego do tej pory bylo mniej. Zostaje mi hipoksja, czyli podtrzymanie
parametrow krwi, mam w domu taka maszyne. No i trening ogolnosilowy.
Robie to wszystko, co moge w mieszkaniu.
Nie wpedza to pana w pesymistyczny nastroj?
Absolutnie nie. I tak nie ma do czego sie przygotowywac.
Nie dziwi pana to, ze nadal nie zmieniono terminu igrzysk w Tokio?
Japonczycy musza byc gotowi na to, by igrzyska odbyly sie zgodnie z
planem, ale jest coraz wiekszy problem z kwalifikacjami, bo kolejne
imprezy sa odwolywane. W lekkiej atletyce jedne zawody moga dac
zawodnikom minima do igrzysk, ale w innych dyscyplinach to nie takie
proste. Ciagle niejasny jest system kwalifikacji. Federacje sie
zarzekaja, ze sobie poradza. Ale jak? Moze droga losowa? Jezeli mowimy o
imprezie, na ktora czeka sie cztery lata, to jest glupota. W Azji juz
pol roku walcza z wirusem, niby go opanowali. Moze w Europie zrobia to
szybciej. Ale to nie jest takie oczywiste, wiec realne wydaje sie
przesuniecie igrzysk na inna date.
Moze zrobic je w pazdzierniku? Tak bylo w Tokio w 1964 roku.
Mialoby to sens, ale jesli wezmiemy pod uwage roznego typu kwalifikacje,
ktorych sporo juz odwolano, to lepszy bylby listopad lub grudzien, a i
tak nie wiadomo, jak bardzo sytuacja z wirusem sie zmieni.
Kiedy dzialacze MKOl powinni oglosic zmiane daty igrzysk?
Jak najszybciej, ale to nie jest takie proste. MKOl zrzesza wiele
federacji. Sa setki sponsorow, wiele dyscyplin. Nie da sie podjac
decyzji tak latwo, jak zrobiono w UEFA. Pewnie dzialacze MKOl beda
czekac najdluzej, jak sie da. Oglosza to w ostatnim momencie. Chca dac
sobie szanse, by igrzyska odbyly sie w wyznaczonym terminie.
Gdyby tak sie stalo, byloby duzo niespodzianek?
Mysle, ze tak, bo sportowcy maja bardzo nierowne szanse w
przygotowaniach. My mamy zakaz wyjazdow zagranicznych, krajowe
zgrupowania sa odwolane, COS-y zamkniete, nie ma gdzie trenowac. W Lodzi
sa dobre warunki do biegania i za dwa tygodnie zaczne to robic. Ale to
nie to samo, co na zgrupowaniu, gdzie caly czas poswieca sie na prace.
Afrykanczycy lub Amerykanie, ktorzy maja obecnie lepsze warunki
klimatyczne, sa w uprzywilejowanej sytuacji?
Zdecydowanie tak. Dlatego informacje o igrzyskach chcielibysmy otrzymac
jak najszybciej. Pamietajmy tez, ze wielu sportowcow ma kiepskie
perspektywy finansowe. Na razie nie zarobia nic, bo nie ma zawodow.
Niektore umowy pewnie trzeba bedzie renegocjowac. Jak to wyglada u pana?
Nie jestem zwiazany z zadna spolka skarbu panstwa, wiec nie mam z tym
problemu. Nie spodziewam sie, by firma Nike chciala renegocjowac nasza
umowe.
Slychac optymizm w pana glosie. Wzrosl po krotkim obozie w USA?
Bylo dobrze. Szybko sie zaaklimatyzowalem. Nie mialem problemow ze
zmiana czasu. Pomoglo wstawanie do dzieci w nocy. Po wstepnym okresie
aklimatyzacji zaczelo mi sie dobrze biegac. Nigdy wczesniej tak szybko
nie wszedlem na wysokie obroty. Mamy fajna grupe, jest z kim trenowac.
Wszystko sie zgrywalo, szkoda wiec, ze nie moglismy przetestowac tego
dluzej.
Trenuje pan z Tomaszem Lewandowskim. Czy zawirowania wokol jego osoby
jakos na wasza wspolprace wplywaly?
Jak najbardziej. Trener nie jest zatrudniony w PZLA. Zwiazek nie
finansuje mu zgrupowan. Przez pierwszy tydzien prawie go nie bylo.
Przylecial z opoznieniem i takze musial wrocic. Nie jest to komfortowa
sytuacja.
Teraz trenuje pan wedlug jego wskazowek?
Jestesmy w kontakcie, dzialamy razem.
A jak wygladala wspolpraca z Marcinem Lewandowskim w USA?
Dobrze. Nie bylo ograniczen, caly czas trenowalismy razem.
Bedzie okazja, by to kontynuowac?
Na razie on tez jest w domu. Mielismy w planach obozy w Ifrane, potem w
Sankt Moritz, ale granice sa zamkniete, wszystko odwolane, wiec nie ma
co planowac.
Czeka pana wydeptywanie sciezek w Lodzi.
Mam tutaj fajne warunki do biegania, ale ograniczeniem jest wysokosc. We
Flagstaff mozna biegac na wysokosci 2100, a tutaj maksymalnie 230 metrow
nad poziomem morza. Roznica jest spora. Dobrze, ze mam maszyne
hipoksyjna, wiec bede podtrzymywac parametry jak najdluzej.
Moze jej pan uzywac cala noc?
Zastanawiam sie, czy rozstawic namiot, czy zakladac tylko maseczke, ale
chyba zastosuje metode przerywana, czyli maseczke.
A co z rodzina?
Zona z dziecmi sa obecnie u mamy. Widujemy sie przez internetowe
komunikatory.
Jak sobie pan radzi z samotnoscia?
Czytam ksiazki, nadrabiam zaleglosci zwiazane z nagraniami w komputerze.
Mam tez czas, by przemyslec sprawy zwiazane z budowa domu.
Co pan czyta?
„Black box thinking”. Pokazuje, jak uniknac powtarzania bledow na
podstawie opracowania czarnych skrzynek. Fajna ksiazka, troche zmienia
sposob myslenia.
Lubi pan tez literature fantastyczno-naukowa. Idac w fantastyke,
wyobraza sobie pan rywalizacje wirtualna? Obecnie jest coraz wiecej
takich biegow, w ktorych kazdy biegnie sam.
Wiem. W Lodzi organizuje je Radek Sekieta. Medale sa wysylane poczta.
Fajne to, bo nie kazdy ma czas, by przyjechac na zawody. Ale nas
zawodowcow nie wyobrazam sobie w takiej rywalizacji. Nie mozna caly czas
siedziec w domu i wszystkiego robic w swoim otoczeniu. Jezeli bedziemy
pracowac w domu, tak jak obecnie wiekszosc osob, to gdzie bedziemy
odpoczywac? Chociaz teraz zaluje, ze nie mam domu, lecz mieszkanie, bo
postawilbym bieznie na tarasie i biegalbym. Juz sobie wyobrazam, jak po
dwoch tygodniach kwarantanny wyjde wyglodnialy do biegania w parku.
A propos glodu, jak pan sobie radzi z kupnem roznych produktow?
Nie musze wychodzic na zakupy, bo mam firme, ktora dostarcza mi gotowe
posilki. Wstaje rano, otwieram drzwi, a jedzenie czeka. Jak bardzo to
ulatwia zycie, uzmyslowilem sobie, gdy wracalem z USA. Mam tez zapasy
kawy. Zrobilem jeszcze przed wyjazdem, wiec mojego ulubionego napoju nie
zabraknie.
A co z nalotami kontroli antydopingowych. Odwiedzaja pana?
Tych w kwarantannie nie powinni, ale mimo ograniczen wszystko musi
funkcjonowac. Tyle ze pewnie beda przyjezdzac krajowi kontrolerzy, a nie
na przyklad Niemcy, bo do tej pory sie wymieniali. To bylo uczciwe
podejscie, ograniczalo mozliwosc mataczenia. Jeszcze u mnie nie byli,
ale teraz latwo mnie znalezc, bo sie nie przemieszczam.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *