Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 22 listopada 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 306(5540) 22 listopada 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
9 kolejka
Gornik Zabrze-Piast Gliwice 1-2
Lechia Gdansk-Slask Wroclaw 3-2
We wtorek Podbeskidzie-Zaglebie Lubin.
10 kolejka
Warta Poznan-Wisla Krakow 2-1
Zaglebie Lubin-Stal Mielec 2-2
Lech Poznan-Rakow Czestochowa 3-3
Cracovia-Legia Warszawa 0-1
1.Legia 22pkt
2.Rakow 21pkt
3.Gornik Zabrze 17pkt
4.Lechia 16pkt
5.Pogon 15pkt
6.Zaglebie Lubin 15pkt
7.Slask 14pkt
8.Warta 13pkt
9.Jagiellonia 11pkt
10.Lech 10pkt
11.Wisla Krakow 10pkt
12.Cracovia 9pkt
13.Wisla Plock 9pkt
14.Podbeskidzie 6pkt
15.Stal 6pkt
16.Piast 5pkt
W poniedzialek Piast Gliwice-Lechia GDansk, Jagiellonia Bialystok-Wisla
Plock.
-Lechia Gdansk mecz ze Slaskiem Wroclaw rozpoczela bardzo niemrawo, ale
po przerwie wlaczyla piaty bieg i pokonala Slask Wroclaw 3:2. Gola i
dwie asysty zaliczyl w tym spotkaniu Brazylijczyk Conrado.
Dla obu zespolow mecz w Gdansku byl spora niewiadoma. Gospodarze dopiero
we wtorek wrocili do gry po trzytygodniowej, koronawirusowej przerwie
(razem z obecnie przebywajacym na kwarantannie Tomaszem Makowskim
zakazonych bylo w sumie 14 pilkarzy), kiedy pokonali w Pucharze Polski
Olimpie Grudziadz 1:0. Z kolei wroclawianie przez ostatni miesiac
rozegrali raptem jedno spotkanie – bezbramkowo remisujac z Gornikiem
Zabrze (7 listopada).
I ten brak rytmu meczowego byl w pierwszej polowie bardzo widoczny w
poczynaniach obu zespolow, zwlaszcza Lechii. Zmuszeni do rozgrywania
ataku pozycyjnego gdanszczanie mieli wielki klopot z rozerwaniem
defensywy gosci. W swoim stylu troche pieprzu do natarc gospodarzy
probowal podsypac Kenny Saief, ale i jemu szlo jak po grudzie. Klopoty z
precyzja mieli tez skrzydlowi – Conrado i Jaroslav Mihalik – chociaz
koledzy dosc regularnie stwarzali im okazje do dosrodkowan. Slowem, gra
lechistow sie nie kleila, o czym najlepiej swiadczy fakt, ze pierwszy
celny strzal, zreszta niegrozny, oddali oni dopiero w 41. minucie.
Nic wielkiego nie pokazywal tez Slask, chociaz kiedy mial okazje do
szybkiego ataku, organizowal go dosc sprawnie. Sytuacji bramkowych z
tego nie bylo (glownie konczylo sie to strzalami z dystansu), ale gola
udalo im sie zdobyc. Jednak wielka pomoc zaoferowal im w tej sytuacji
Zlatan Alomerovic, ktory dosc niespodziewanie zastapil w bramce Dusana
Kuciaka. Robert Pich wbiegl w pole karne i zdecydowal sie na strzal z
ostrego kata – ani jakos wyjatkowo mocny, ani precyzyjny. Jednak
nieporadnie interweniujacy Alomerovic nie zdolal zatrzymac pilki. Wielki
blad Serba.
Kawal naprawde dobrej gry – szczegolnie w wykonaniu Lechii – widzielismy
za to w drugiej polowie. Gospodarze od poczatku ruszyli do zdecydowanych
atakow i wepchneli rywala w ich wlasne pole karne. Wreszcie skuteczniej
zaczely funkcjonowac skrzydla i wlasnie po zagraniach z bocznych
sektorow boiska zaczely padac bramki dla gospodarzy.
Najpierw prawa strona przedarl sie Karol Fila, po jego podaniu pilka
poszla jeszcze po nodze obroncy Slaska i trafila do Conrado, ktory nie
dal szans Matusowi Putnockiemu.
Jeszcze efektowniejsza byla akcja, po ktorej padla druga bramka. Jej
architektem byl Saief, ktory swietnie uruchomil Conrado. Brazylijczyk
precyzyjnie dogral do Flavio Paixao, a niewidoczny dotad Portugalczyk
udowodnil, ze nawet kiedy rozgrywa slabszy mecz, warto trzymac go na
boisku. To byl juz jego siodmy gol w tym sezonie.
Lechia przewyzszala gosci pod kazdym wzgledem i wydawalo sie, ze kolejne
bramki sa kwestia czasu. Tymczasem niespodziewanie wyrownali goscie i
znow przy sporej pomocy gospodarzy. Reka tuz przed polem karnym zagral
Michal Nalepa, a z rzutu wolnego efektowna bramke zdobyl byly pilkarz
Lechii Bartlomiej Pawlowski.
Jednak gdanszczanie byli po przerwie zbyt nakreceni na gre ofensywna,
zeby tak zostawic cala sytuacje. Juz trzy minuty pozniej po raz kolejny
urwal sie rywalom najlepszy na boisku Conrado (przytomnie podal do niego
rozgrywajcy niezly mecz Jakub Kaluzinski), a idealne zagranie
Brazylijczyka tym razem wykorzystal Lukasz Zwolinski.
Zasluzone zwyciestwo odniosla zatem Lechia, ktora w drugiej polowie
nawiazala do gry, jaka pokazywala przed pandemiczna przerwa – czyli
ofensywna, efektowna, kombinacyjna i co najwazniejsze skuteczna. A juz w
poniedzialek czeka ja kolejny mecz, na wyjezdzie zmierzy sie z Piastem
Gliwice (godz. 18, transmisja w Canal+ Sport).
Lechia Gdansk – Slask Wroclaw 3:2 (0:1)
Bramki: Conrado (56.), Flavio Paixao (66.), Zwolinski (82.) – Pich
(20.). Pawlowski (79.)
Lechia: Alomerovic – Fila, Nalepa Z, Kopacz Z, Pietrzak – Kubicki,
Kaluzinski (90. Tobers) – Mihalik (86. Haydary), Saief Z (69.
Zwolinski), Conrado (86. Zukowski) – Flavio Paixao.

-Pilkarze Pogoni Szczecin dopiero po serii rzutow karnych awansowali do
1/8 finalu Pucharu Polski. Po 120 minutach remisowali na wyjezdzie z
Wisla Plock 1:1. W fatalnym stylu.
– W poprzednim sezonie chcielismy rotowac skladem w Pucharze Polski i
tamten pomysl nie wypalil. Podchodzimy do tego pojedynku bardzo powaznie
i chcemy awansowac – zapowiadal przed spotkaniem trener szczecinian
Kosta Runjaic.
Przedmeczowe zapowiedzi znalazly odzwierciedlenie w wyjsciowym skladzie.
Szkoleniowiec Pogoni zrezygnowal z eksperymentow na rzecz wystawienia
silnej jedenastki. Portowcy chcieli zaprezentowac sie w Plocku bardzo
ofensywnie, dlatego Runjaic zdecydowal sie na gre dwojka napastnikow.
Miejsce obok Luki Zahovicia, na szpicy, zajal Adrian Benedyczak.
Mlody zawodnik jest ostatnio w bardzo wysokiej formie i przyznawal, ze
liczy na kolejna szanse od Runjaicia. Bylo mu o nia latwiej nie tylko
dzieki strzelonym bramkom, ale takze dzieki statusowi mlodziezowca. W
Pucharze Polski trzeba bowiem miec w skladzie przynajmniej dwoch mlodych
zawodnikow przez caly mecz.
Pogon nie ukrywala, ze w Plocku chce narzucic swoj styl gry i zdominowac
przeciwnika, ktory dopiero niedawno wrocil do treningow po masowym
zakazeniu koronawirusem. Portowcy jeszcze niedawno byli w podobnej
sytuacji i – pomni swoich doswiadczen – zakladali, ze Wisla cofnie sie
do defensywy, oszczedzajac sily.
Ale goscie od pierwszych minut mieli problem, zeby przejac inicjatywe.
Spotkanie toczylo sie w mizernym tempie, a kibice przed telewizorami
pewnie zalowali, ze w srodku dnia wzieli sobie wolne w pracy, zeby
ogladac ten mecz.
W 18. minucie o podniesienie temperatury starcia (oraz przy okazji
cisnienia fanom Pogoni) postarali sie wiec Benedikt Zech i Dante
Stipica. Stoper portowcow zbyt lekko podal do bramkarza, ktory w dodatku
sie poslizgnal i – w konsekwencji – pozwolil przejac pilke Mateuszowi
Lewandowskiemu. Mlody napastnik Wisly otworzyl w ten sposob wynik meczu.
Stracony gol niespecjalnie obudzil pilkarzy Runjaicia, ale nieco ponad
kwadrans pozniej znowu dal o sobie znac dobrze dysponowany Benedyczak.
20-latek przeprowadzil dynamiczny rajd i inteligentnie dal sie sfaulowac
w polu karnym. Z jedenastu metrow nie pomylil sie Kamil Drygas, ktory
doprowadzil do wyrownania. To byl w zasadzie jedyny ofensywny zryw
portowcow w pierwszej, bardzo rozczarowujacej polowie.
Druga czesc meczu tez lepiej zaczeli gospodarze, ale – na szczescie dla
Pogoni – zaden z rywali nie zamknal groznego dosrodkowania z lewej strony.
Podopieczni Runjaicia nadal nie mogli zlapac odpowiedniego rytmu, nie
mowiac juz nawet o jakims konkretnym zagrozeniu pod bramka rywala.
Inicjatywe nieoczekiwanie przejela Wisla, ale tez nie miala specjalnie
pomyslu na zagrozenie Stipicy. Wszystko zaczelo wiec wskazywac na to, ze
do rozstrzygniecia potrzebna bedzie dogrywka.
W 78. minucie druga zolta kartke zobaczyl Georgi Merebaszwili i wydawalo
sie, ze Pogoni zacznie sie grac latwiej, ale obie druzyny solidarnie
postanowily przedluzyc meczarnie kibicow.
Dodatkowe 30 minut tez nie wystarczylo do tego, zeby wylonic zespol,
ktory awansuje do kolejnej rundy PP. Pogon niby probowala, ale o
jakosci, chociazby dosrodkowan, lepiej nie wspominac.
Portowcy swoja wyzszosc udowodnili dopiero w serii rzutow karnych, ktora
wygrali 4:3 i awansowali do 1/8 finalu Pucharu Polski. Swietnie
dysponowany Stipica zrehabilitowal sie za blad z pierwszej polowy i
trzykrotnie zachowal czyste konto.

I LIGA
W srodku mijajacego tygodnia rozegrano zalegle spotkania 8 i 10 kolejki
I ligi:
Resovia Rzeszow-Sandecja Nowy Sacz 0-0
Puszcza Niepolomice-Gornik Leczna 1-0
Chrobry Glogow-Odra Opole 2=3
Arka Gdynia-Zaglebie Sosnowiec 2-0
Korona Kielce-Stomil Olsztyn 1-3
Radomiak-LKS Lodz 1-0
13 kolejka
Belchatow-Korona Kielce 0-1
Tychy-Miedz Legnica 0-2
Zaglebie Sosnowiec-Chrobry Glogow 1-2
Stomil Olsztyn-Jastrzebie 0-1
Resovia Rzeszow-Arka Gdynia 1-2
Nieciecza-Widzew Lodz 2-0
LKS Lodz-Puszcza Niepolomice 4-4
Odra Opole-Gornik Leczna 1-1
Sandecja Nowy Sacz-Radomiak 1-1
1.Nieciecza 33pkt
2.LKS Lodz 32pkt
3.Leczna 25pkt
4.Arka 24pkt
5.Odra Opole 24pkt
6.Radomiak 22pkt
7.Tychy 20pkt
8.Puszcza 19pkt
9.Korona 18pkt
10.Miedz 17pkt
11.Widzew 16pkt
12.Chrobry 15pkt
13.Belchatow 14pkt
14.Stomil 13pkt
15.Resovia 8pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 8pkt
17.Jastrzebie 7pkt
18.Sandecja 3pkt
-Arka Gdynia pokonala na wyjezdzie Resovie 2:1 i awansowala na 3.
miejsce w tabeli. Piekna bramke zdobyl wracajacy po kontuzji Adam Deja,
swoje trafienie juz tradycyjnie zaliczyl tez Juliusz Letniowski.
Arka byla zdecydowanym faworytem spotkania w Rzeszowie i choc nie
zachwycila, wywiazala sie z tej roli. Rywal spisywal sie ostatnio
beznadziejnie, w swoim poprzednim spotkaniu nie zdolal nawet pokonac
absolutnego outsidera tabeli, bezbramkowo remisujac z Sandecja Nowy Sacz
(raptem dwa punkty w 12 meczach). Rowniez gdynianom wysoko poprzeczki
nie zawiesil.
W skladzie Arki, po rowno miesiecznej przerwie spowodowanej kontuzja,
znalazl sie Adam Deja. Pomocnik zolto-niebieskich uczcil ten fakt piekna
bramka. W 43. minucie huknal nie do obrony z okolo 30 metrow i
wyprowadzil swoj zespol na zasluzone prowadzenie. Goscie co prawda juz
tradycyjnie mieli problemy, aby przelozyc swoja przewage w polu na
sytuacje bramkowe (zagrazali glownie po stalych fragmentach), jednak w
koncu udalo im sie pokonac niepewnie broniacego Wojciecha Daniela.
Losy meczu rozstrzygnely sie tuz po przerwie. W polu karnym faulowany
byl Bartosz Kwiecien, a jedenastke wykorzystal niezawodny w tym
elemencie Juliusz Letniowski. W dalszej czesci spotkania arkowcy
kontrolowali sytuacje i niespecjalnie forsowali tempo. Gownie skupili
sie na pilnowaniu korzystnego rezultatu. Zrobili to skutecznie, choc w
ostatniej akcji meczu honorowa bramke dla Resovii zdobyl wychowanek Arki
Maksymilian Hebel. Po jego trafieniu sedzia juz nie wznowil gry i
odgwizdal koniec spotkania.
Gdynski zespol wygral zatem drugi mecz z rzedu i na chwile obecna
awansowal na 3. miejsce w tabeli (tyle samo punktow co Gornik Leczna,
ale lepszy bilans bramkowy).
Arka: Kajzer – Danch, Marcjanik, Kwiecien, Marciniak Z – Deja – Mlynski
Z (84. Wawszczyk) Drewniak, Letniowski (87. Soszynski), Zebrowski (84.
Boniecki) – Wolsztynski (76. Jankowski).

PILKA RECZNA
-Kielce widac w Europie.
Na polmetku pierwszej fazy Ligi Mistrzow Lomza Vive Kielce prowadzi w
grupie A. Z siedmiu meczow wygralo piec.
Chcemy zajac w grupie pierwsze lub drugie miejsce – zapowiadal przed
sezonem trener Lomzy Vive Kielce Talant Dujszebajew. To nic dziwnego, bo
mowi tak co roku, ale teraz jego zespol po siedmiu z 14 meczow ma na to
naprawde realne szanse.
Dla mistrzow Polski to byly bardzo udane dwa miesiace. I to z kilku
powodow. Po pierwsze, prowadza w grupie A i to przy dobrej grze, co w
obecnych realiach wcale nie jest latwe. Po drugie, zaliczyli komplet
meczow, co pozwoli im uniknac spietrzenia terminow – a druga polowa
sezonu moze byc pod tym wzgledem bardzo trudna takze ze wzgledu na
liczne potyczki druzyn narodowych. Warto tu wyjasnic, ze bezposredni
awans do cwiercfinalu oznacza nie tylko latwiejszego rywala w tej fazie,
lecz takze dwa wolne terminy ekstra czy nawet czas na ewentualna
kwarantanne, gdyby byla konieczna.
Vive w miare sucha stopa przechodzi przez pandemie. Tylko trzech
zawodnikow mialo pozytywny wynik testu na koronawirusa i to wtedy, gdy
nie bylo meczow. Poza urazami mlodych Haukura Thrastarsona i Michala
Olejniczaka oraz trwajacej cztery spotkania niedyspozycji Wladyslawa
Kulesza udalo sie tez uniknac kontuzji.
Na miare oczekiwan spisuja sie liderzy – Andreas Wolff, Alex Dujszebajew
i Igor Karačic, choc nie w kazdym spotkaniu cala trojka byla w wysokiej
formie. Wolff wciaz czeka na 40 procent skutecznosci, Karačic slabo
wypadl z Vardarem, a Alex z Flensburgiem.
Z dwoch meczow, w ktorych Vive stracilo punkty, bardziej szkoda tego we
Flensburgu (30:31), bo 12 minut przed koncem Vive prowadzilo 26:23. Poza
tym Niemcy gonia, a przy rownej liczbie punktow na koniec o kolejnosci
zdecyduja bezposrednie mecze. Z punktu w Porto (32:32) trzeba sie raczej
cieszyc, zwlaszcza przy tak slabej grze bramkarzy (Wolff i Mateusz
Kornecki mieli srednio ponizej 15 proc. skutecznosci).
Cieszy fakt, ze zespol ma coraz wiecej pozytku z nowych graczy. Nie
mowimy tu jeszcze o zaciagu polskiej mlodziezy, ale Tomasz Gebala ma
stale miejsce w obronie i coraz czesciej wchodzi do ataku, obrotowy
Nicolas Tournat z kazdym meczem lepiej rozumie sie z rozgrywajacymi, a
skrzydlowy Sigvaldi Gudjonsson w ostatnich czterech spotkaniach mial
stuprocentowa skutecznosc z gry.
W tym roku kielczanie maja w planie trzy mecze. Juz w srode w Hali
Legionow z Vardarem zaczynaja runde rewanzowa. Potem jada do Paryza i
podejmuja Porto. Cztery punkty w tych starciach to plan minimum.
***
KIELCZANIE WYGRYWALI Z MOCARZAMI
PICK SZEGED 26:23
Kielczanom trudno bylo sie zmobilizowac, bo Wegrzy przyjechali do Kielc
bez kilku zakazonych graczy. Skazywani na pozarcie mocno sie jednak
postawili mistrzom Polski. Swietnie bronil w Vive Andreas Wolff.
PARIS SAINT-GERMAIN 35:33
W starciu z najbogatszym klubem swiata jeden z najlepszych meczow w
zyciu rozegral Igor Karačic. W Hali Legionow Chorwat strzelil az 13
goli, bijac swoj rekord w Lidze Mistrzow, w ktorej wystepuje od 2010 roku.
VARDAR SKOPJE 33:29
W ostatnich latach kielczanie przecietnie radzili sobie na wyjazdach,
ale w Skopje pokazali klase. Niesamowity byl zwlaszcza Alex Dujszebajew,
ktory na 11 rzutow zdobyl az 10 bramek – najwiecej w tym sezonie.

FORMULA 1
Odwieczne pytanie: ile w sporcie motorowym zalezy od kierowcy, a ile od
samochodu i ekipy znow ozylo. Nico Rosberg powiedzial po kilku sezonach
w F1, ze tu 80 procent to zespol, 20 to kierowca – pisze w swoim
felietonie Aldona Marciniak.
Doktor Andrew Bell to stosunkowo mlody chlopak jak na naukowca, ale moze
to moje subiektywne wrazenie, bo juz wszyscy sa po prostu ode mnie
mlodsi. Na uniwersytecie w Bristolu doktoryzowal sie z zaawansowanych
metod ilosciowych, co wyklada takze teraz na uniwersytecie w Sheffield
na naukach spolecznych. Jego konik to modelowanie wielopoziomowe.
Ostatnio napisal ksiazke „Wyciaganie sensu z danych w mediach”.
Interesuje sie geografia, naukami politycznymi, epidemiologia spoleczna.
A kilka lat temu okazalo sie, ze takze Formula 1.
Wrocimy do niego za chwile, najpierw cofnijmy sie blizej niz o kilka lat
– bo o pare tygodni i o pare dni. To jest czas Lewisa Hamiltona.
Brytyjczyk bije rekord zwyciestw w wyscigach Michaela Schumachera. – Nic
to dla mnie nie znaczy. Jest w aucie, w ktorym powinien wygrywac kazdy
wyscig. Musi pokonac jednego albo dwoch innych kierowcow, to tyle –
stwierdza jego mlodszy rodak Lando Norris. Nastepnego dnia przeprasza w
mediach spolecznosciowych. Mowi, ze byl glupi i nieuwazny. I ze Lewis
Hamilton oczywiscie wielkim kierowca jest.
– Szczerze mowiac, 90 procent stawki wygrywaloby w tym aucie. To nic
przeciwko Lewisowi, jest swietnym kierowca, ale samochod jest tak
dominujacy – w tym samym momencie mowi Max Verstappen. Nastepnego dnia
nie przeprasza, nie uwaza, zeby byl glupi albo nieuwazny.
Odwieczne pytanie: ile w sporcie motorowym zalezy od kierowcy, a ile od
samochodu i ekipy znow ozylo. Nico Rosberg powiedzial po kilku sezonach
w F1, ze tu 80 procent to zespol, 20 to kierowca. A co mowi modelowanie
wielopoziomowe?
Tak wracamy do badan doktora Bella, ktory wraz z innymi badaczami,
postawil sobie trzy cele: po pierwsze, okreslic, kto byl najlepszym
kierowca Formuly 1 wszech czasow, biorac pod uwage mozliwosci zespolu,
po drugie, sprawdzic, jaka jest waga zespolu, a jaka kierowcy, i
wreszcie po trzecie, okreslic jak rola zespolu i kierowcy zmienia sie w
czasie i w roznych warunkach wyscigowych – na poszczegolnych typach
torow i w roznej pogodzie. Tak Bell stworzyl ranking najlepszych
kierowcow w latach 1950 – 2014. Wiem, ze obejmuje tylko dwa mistrzostwa
Hamiltona, ale nie same wyniki sa tutaj kluczem, a metodologia wlasnie.
Na pewno zwrociliscie uwage na ranking najszybszych kierowcow Formuly 1,
ktory opublikowano w tym roku z okazji 70-lecia serii. F1 wspolpracowala
przy tej okazji z Amazon Web Services, a Rob Smedley, ktorego polscy
kibice moga pamietac szczegolnie z czasow pracy w Williamsie, opowiadal,
ze uzyto narzedzi, ktore sluza ekipom ocenie tempa kierowcow. Moje
zastrzezenia? Skupiono sie na predkosci na jednym kolku, a podstawa bylo
porownanie do kolegi z zespolu i tworzenie calej siatki takich
wirtualnych porownan. Po drugie, wzieto pod uwage tylko dane od 1983
roku. W tym zestawieniu wygral Ayrton Senna, Michael Schumacher byl o
0.114 wolniejszy, a Lewis Hamilton na trzecim miejscu tracil 0.275
sekundy. Roberta Kubice oceniono jako 18., 0.463 sekundy za Senna.
Model Bella odzwierciedla natomiast rzeczywistosc motorsportu na wielu,
wielu poziomach. Odniesieniem jest liczba punktow (ustandaryzowana, ze
wzgledu na rozne systemy punktowe), ale osadzona w okolicznosciach – i
tak model na przyklad odroznia wyscigi niekonczone z powodu bledow, od
tych, w ktorych kierowca byl bezradny, a przesadzila awaria, tory stale
od ulicznych, deszcz od suchej nawierzchni. Do tego uwzglednia liczbe
kierowcow bioracych udzial w wyscigu, aby docenic tych, ktorzy mieli
wiecej rywali do pokonania. Bierze nawet pod uwage klase przeciwnikow.
Stad na przyklad drastycznie roznilaby sie pozycja Nico Rosberga w
zaleznosci od tego, czy Michael Schumacher przed przerwa w karierze i po
niej jest traktowany jako jeden kierowca. Jesli rozdzielimy Schumachera
na dwoch (do odejscia po sezonie 2006 oraz w latach 2010 – 12), pozycja
Rosberga automatycznie spada, bo okazuje sie, ze w Mercedesie pokonal
slabszego kierowce. Rosnie natomiast, jesli Michaelow polaczymy (zgodnie
ze stanem fizycznym, choc nie faktycznym na torze), bo wtedy osiagniecie
Nico, ktory trzy razy byl lepszy w MS od siedmiokrotnego mistrza swiata,
jest o wiele wyzej punktowane. Co wychodzi z tak stworzonego rankingu?
Prowadzenie Juana Manuela Fangio, przed Alainem Prostem. Michael
Schumacher (ta jego wieksza polowa tylko do konca 2006 roku) jest
trzeci, dalej Jim Clark, Ayrton Senna i Fernando Alonso. Robert Kubica
znalazl sie na 26. miejscu, przed m.in. Kimim Räikk�snenem (wtedy juz
bylym mistrzem swiata). Alez szkoda, ze Bell nie powtorzyl swoich badan,
uzupelniwszy o kolejne sezony…
Gdy w Eleven Sports spytalam Roberta Kubice, jaka jest jego opinia w
dyskusji: bolid czy kierowca, stwierdzil: – Faktem jest, ze Hamilton
dysponuje najlepszym samochodem. Jednak fakt jest rowniez taki, iz Lewis
zrobil spora roznice podczas Grand Prix, kiedy nie mial najlepszego
bolidu. I wtedy te wygrane nabieraja naprawde duzej wartosci. Prawde
mowiac, temat mnie tez troche smieszy. Jesli dyskutujemy o
umiejetnosciach Hamiltona, a nawet je podwazamy… Powinnismy
emocjonalne sprawy odlozyc na bok i ocenic suche fakty. A fakty mowia
same za siebie.
Te fakty to wyrownanie rekordu Michaela Schumachera i siodmy tytul
mistrza swiata. Jest w tym pewne szczescie Lewisa, ze przypieczetowal go
w Turcji, w wyscigu, ktorego wlasciwie nie mial prawa wygrac. Wlasnie
jednym z takich zwyciestw, o jakich mowil Kubica. – Dzieki tobie
jestesmy swiadkami tworzacej sie historii – powiedzial Hamiltonowi
Sebastian Vettel. Pytanie tylko, czy ta dominacja, to, co jest wspaniala
historia Lewisa, nie jest jednoczesnie jedna z najbardziej
przygnebiajacych historii dla Formuly 1. Bo te piekne zwyciestwa jak to
ostatnie, to jednak wyjatek od reguly. Bo dotad jednak caly czas
czesciej to Vettel, to Verstappen, to Charles Leclerc ladniej
przegrywaja, niz Hamilton wygrywa.

SKOKI NARCIARSKIE
Pierwszy indywidualny konkurs skokow narciarskich w tym sezonie za nami.
W zawodach w Wisle triumfowal Markus Eisenbichler. Najlepszy z Polakow
byl Piotr Zyla, ktory skonczyl zawody na 5 miejscu.
Niemiec Markus Eisenbichler zwyciezyl w inauguracyjnym, indywidualnym
konkursie Pucharu Swiata w skokach narciarskich. Najlepszy z Polakow,
Piotr Zyla uplasowal sie na piatym miejscu.
Zarowno skoczkowie jak i kibice letni sezon musieli praktycznie uznac za
niebyly, poniewaz zostal on zupelnie storpedowany przez zamieszanie
zwiazane z pandemia koronawirusa. Po dwoch inauguracyjnych konkursach w
Wisle, w ktorych triumfowal Dawid Kubacki, a ktore okazaly sie jedynymi
w rywalizacji, Miedzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zdecydowala nie
zostanie wyloniony triumfator klasyfikacji generalnej.
Prawdziwe skakanie jak w ostatnich latach znow wracalo w Wisle, niestety
bez obecnosci kibicow na trybunach. Kilkudziesieciu z nich gromadzilo
sie jednak pod skocznia i w lesie przy zeskoku.
W pierwszym powaznym akordzie – kwalifikacjach do niedzielnego konkursu
– najlepszy byl Kamil Stoch, ktory nie dal szans rywalom. Rozbudzilo to
ogromne nadzieje w sercach fanow, szczegolnie, ze zawodnik z Zebu jest
jedynym skoczkiem, ktory ma wiecej niz jeden triumf na skoczni im. Adama
Malysza.
W sobote w Wisle odbyla sie rywalizacja druzynowa, w ktorej wystapili
obok Stocha takze Dawid Kubacki, Klemens Muranka i Piotr Zyla. Polacy
zaliczyli bardzo dobry wystep i zajeli trzecie miejsce, ustepujac
Austriakom i Niemcom. Bialo-Czerwoni nie ukrywali, ze sa zadowoleni z
miejsca na podium, szczegolnie ze w zawodach z migrena zmagal sie lider
Polakow. Trenerzy byli przygotowani nawet na jego „wymiane” przed
konkursem, jednak Stoch zdecydowal sie skakac.
W niedziele kibice doczekali sie w koncu rywalizacji indywidualnej.
Niestety pojawily sie klopoty, bowiem wiejacy silny wiatr uniemozliwil
rozegranie serii probnej. Mimo to sedziowie zdecydowali, ze konkurs
rozpocznie sie zgodnie z planem. Na liscie startowej – dzieki prawu
przyslugujacemu organizatorowi – pojawilo sie az jedenastu Polakow. W
kwalifikacjach odpadl jeden reprezentant Bialo-Czerwonych, absolutny
debiutant, Jaroslaw Krzak, ktory do kadry trafil zaledwie kilka tygodni
temu.
Konkurs otworzyl Andrzej Stekala i przy mocnym wietrze pod narty uzyskal
124,5 metra., co jak sie pozniej okazalo, wystarczylo do awansu. Gorzej
poszlo dwom kolejnym Polakom: Tomasz Pilch wyladowal na 119 metrze, a
kompletnie nieudanie zaprezentowal sie Pawel Wasek, ktory spadl na 102,5
metra i stracil szanse na marzenia o czolowej trzydziestce.
Po bardzo dlugiej przerwie spowodowanej kontuzja, na skoczni w Wisle
pojawil sie mistrz olimpijski, zwyciezca jednego z konkursow w Beskidach
(2014), Andreas Wellinger. Niemca czeka jednak jeszcze sporo pracy w
powrocie do dawnej dyspozycji, bowiem zaliczyl zaledwie 114 metrow.
Niezla dyspozycje pokazal Muranka, ktory w sobote po pieciu latach
wrocil do skladu druzyny na konkurs Pucharu Swiata. 26-letni zawodnik
wyladowal na 127,5 metrze i objal prowadzenie. Nie nacieszyl sie nim
dlugo, bowiem juz skaczacy po nim Halvor Egner Granerud przeskoczyl
granice 130 metra. Mogl jednak ze spokojem czekac na rywalizacje w serii
finalowej.
Nieudanie zaprezentowal sie za to Aleksander Zniszczol (115 metrow) i po
jego probie wydawalo sie niemozliwe, by uzyskali awans, szczegolnie ze
na liscie startowej nadal znajdowala sie cala plejada znakomitych
zawodnikow. Jego los podzielil niestety po chwili Jakub Wolny (114,5
metra). Po swojej probie na 117 metrow z niezadowoleniem krecil glowa
Maciej Kot, ale Polakowi pomogla zmiana warunkow na skoczni i kiepska
dyspozycja rywali, ktorzy ladowali naprawde blisko i podopieczny Michala
Dolezala zameldowal sie w drugiej serii. Podobnie skorzystal skaczacy
chwile wczesniej Stefan Hula, ktory z odlegloscia 112 metrow zameldowal
sie finale.
Prawdziwy „dynamit” odpalil Markus Eisenbichler. Niemiec skoczyl 137,5
metra, zaledwie poltora metra od rekordu skoczni i zdystansowal rywali.
Ze znakomitej strony pokazal sie tez bardzo solidny w sobote Daniel
Huber, ktory dolozyl do wyniku rywala metr i wskoczyl na prowadzenie.
Zaskakujaco dobrze skoczyl Sloweniec, Anze Lanisek, ktory po locie na
136 metrow zepchnal z fotela lidera Austriaka.
Kibice czekali juz jednak na czolowych polskich zawodnikow. Niezle
pokazal sie Zyla. Zawodnik z Wisly uzyskal 125,5 metra i zameldowal sie
w czolowej „dziesiatce”. Slabiej poszlo Stochowi, ktory wyladowal na
121,5 metrze oraz Kubackiemu (124,5 metra) i obaj notowali spora strate
do lidera, ktorym niespodziewanie pozostal Lanisek. Prawdziwa sensacja
bylo jednak 112 metrow i brak awansu do serii finalowej obroncy Pucharu
Swiata, Austriaka Stefana Krafta.
W niej zameldowali sie kolejno: Zyla (6.), Muranka (8.), Kubacki (9.),
Stoch (11.), Kot (22.) Stekala (26.) oraz Hula (29.). Z rywalizacja
pozegnali sie za to Wolny (33.), Zniszczol (35.), Pilch (43.) oraz Wasek
(48.).
Finalowa rywalizacja rozpoczela sie z podniesionej belki startowej. Nie
wykorzystal tego jednak Hula i wyladowal na 111,5 metra. Duzo lepiej
poradzil sobie za to Stekala (127,5 metra) i mogl byc pewny, ze co
najmniej utrzyma lokate z pierwszej kolejki. Zdolal wyprzedzic jednak
skaczacego po nim Kota (121 metrow) i z pewnoscia z wystepu w niedziele
mogl byc zadowolony.
Druga dziesiatke otworzyl Martin Hamann, ktory otrzymal podmuch pod
narty, poszybowal na 138,5 metra, ale nie ustal swojego skoku. Sedziowie
natychmiast jednak obnizyli belke startowa, co znaczaco obnizylo
rezultaty uzyskiwane przez skoczkow. Wybil sie z tej tendencji Mackenzie
Boyd-Clowes, ktory po locie na 134 metry musial objac prowadzenie.
Jury znow zareagowalo i kolejny na starcie Stoch mierzyl sie znow z
obnizonym rozbiegiem. Polski mistrz mial jednak spore problemy i
uzyskane 104 metry zepchnely go do koncowki stawki. Zadowoleni z prob
nie mogli tez byc Kubacki oraz Muranka, ktorzy zanotowali 116 i 107
metrow i spadli w klasyfikacji. Mogli jednak mowic o sporym pechu,
trafili bowiem na naprawde slabe warunki. Nieco lepiej poszlo Zyle,
ktory wyladowal na 128. metrze i jako jedyny utrzymal sie w czolowce
niedzielnych zawodow.
Rywalizacja czolowki byla bardzo emocjonujaca. Najpierw znow swietnie
skoczyl Eisenbichler (134 metry). Nieskutecznie odpowiedzieli mu Huber,
ktory zanotowal 125,5 metra oraz lider, Lanisek (118 metrow), co
sprawilo, ze to Niemiec zwyciezyl w Wisle.
Zwyciezca niedzielnych zawodow zostal – co naturalne – pierwszym liderem
Pucharu Swiata w tym sezonie. Eisenbichler bedzie skakal z zoltym
plastronem podczas kolejnych konkursow w Ruce, ktore odbeda sie w
kolejny weekend (28-29 listopada).

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

gazetka@gargamel.pds.sos.pl

———- Forwarded message ———
Od: Gargamel
Date: niedz., 22 lis 2020 o 21:56
Subject: Fwd: gazetka
To:

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 306(5540) 22 listopada 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
9 kolejka
Gornik Zabrze-Piast Gliwice 1-2
Lechia Gdansk-Slask Wroclaw 3-2
We wtorek Podbeskidzie-Zaglebie Lubin.
10 kolejka
Warta Poznan-Wisla Krakow 2-1
Zaglebie Lubin-Stal Mielec 2-2
Lech Poznan-Rakow Czestochowa 3-3
Cracovia-Legia Warszawa 0-1
1.Legia 22pkt
2.Rakow 21pkt
3.Gornik Zabrze 17pkt
4.Lechia 16pkt
5.Pogon 15pkt
6.Zaglebie Lubin 15pkt
7.Slask 14pkt
8.Warta 13pkt
9.Jagiellonia 11pkt
10.Lech 10pkt
11.Wisla Krakow 10pkt
12.Cracovia 9pkt
13.Wisla Plock 9pkt
14.Podbeskidzie 6pkt
15.Stal 6pkt
16.Piast 5pkt
W poniedzialek Piast Gliwice-Lechia GDansk, Jagiellonia Bialystok-Wisla
Plock.
-Lechia Gdansk mecz ze Slaskiem Wroclaw rozpoczela bardzo niemrawo, ale
po przerwie wlaczyla piaty bieg i pokonala Slask Wroclaw 3:2. Gola i
dwie asysty zaliczyl w tym spotkaniu Brazylijczyk Conrado.
Dla obu zespolow mecz w Gdansku byl spora niewiadoma. Gospodarze dopiero
we wtorek wrocili do gry po trzytygodniowej, koronawirusowej przerwie
(razem z obecnie przebywajacym na kwarantannie Tomaszem Makowskim
zakazonych bylo w sumie 14 pilkarzy), kiedy pokonali w Pucharze Polski
Olimpie Grudziadz 1:0. Z kolei wroclawianie przez ostatni miesiac
rozegrali raptem jedno spotkanie – bezbramkowo remisujac z Gornikiem
Zabrze (7 listopada).
I ten brak rytmu meczowego byl w pierwszej polowie bardzo widoczny w
poczynaniach obu zespolow, zwlaszcza Lechii. Zmuszeni do rozgrywania
ataku pozycyjnego gdanszczanie mieli wielki klopot z rozerwaniem
defensywy gosci. W swoim stylu troche pieprzu do natarc gospodarzy
probowal podsypac Kenny Saief, ale i jemu szlo jak po grudzie. Klopoty z
precyzja mieli tez skrzydlowi – Conrado i Jaroslav Mihalik – chociaz
koledzy dosc regularnie stwarzali im okazje do dosrodkowan. Slowem, gra
lechistow sie nie kleila, o czym najlepiej swiadczy fakt, ze pierwszy
celny strzal, zreszta niegrozny, oddali oni dopiero w 41. minucie.
Nic wielkiego nie pokazywal tez Slask, chociaz kiedy mial okazje do
szybkiego ataku, organizowal go dosc sprawnie. Sytuacji bramkowych z
tego nie bylo (glownie konczylo sie to strzalami z dystansu), ale gola
udalo im sie zdobyc. Jednak wielka pomoc zaoferowal im w tej sytuacji
Zlatan Alomerovic, ktory dosc niespodziewanie zastapil w bramce Dusana
Kuciaka. Robert Pich wbiegl w pole karne i zdecydowal sie na strzal z
ostrego kata – ani jakos wyjatkowo mocny, ani precyzyjny. Jednak
nieporadnie interweniujacy Alomerovic nie zdolal zatrzymac pilki. Wielki
blad Serba.
Kawal naprawde dobrej gry – szczegolnie w wykonaniu Lechii – widzielismy
za to w drugiej polowie. Gospodarze od poczatku ruszyli do zdecydowanych
atakow i wepchneli rywala w ich wlasne pole karne. Wreszcie skuteczniej
zaczely funkcjonowac skrzydla i wlasnie po zagraniach z bocznych
sektorow boiska zaczely padac bramki dla gospodarzy.
Najpierw prawa strona przedarl sie Karol Fila, po jego podaniu pilka
poszla jeszcze po nodze obroncy Slaska i trafila do Conrado, ktory nie
dal szans Matusowi Putnockiemu.
Jeszcze efektowniejsza byla akcja, po ktorej padla druga bramka. Jej
architektem byl Saief, ktory swietnie uruchomil Conrado. Brazylijczyk
precyzyjnie dogral do Flavio Paixao, a niewidoczny dotad Portugalczyk
udowodnil, ze nawet kiedy rozgrywa slabszy mecz, warto trzymac go na
boisku. To byl juz jego siodmy gol w tym sezonie.
Lechia przewyzszala gosci pod kazdym wzgledem i wydawalo sie, ze kolejne
bramki sa kwestia czasu. Tymczasem niespodziewanie wyrownali goscie i
znow przy sporej pomocy gospodarzy. Reka tuz przed polem karnym zagral
Michal Nalepa, a z rzutu wolnego efektowna bramke zdobyl byly pilkarz
Lechii Bartlomiej Pawlowski.
Jednak gdanszczanie byli po przerwie zbyt nakreceni na gre ofensywna,
zeby tak zostawic cala sytuacje. Juz trzy minuty pozniej po raz kolejny
urwal sie rywalom najlepszy na boisku Conrado (przytomnie podal do niego
rozgrywajcy niezly mecz Jakub Kaluzinski), a idealne zagranie
Brazylijczyka tym razem wykorzystal Lukasz Zwolinski.
Zasluzone zwyciestwo odniosla zatem Lechia, ktora w drugiej polowie
nawiazala do gry, jaka pokazywala przed pandemiczna przerwa – czyli
ofensywna, efektowna, kombinacyjna i co najwazniejsze skuteczna. A juz w
poniedzialek czeka ja kolejny mecz, na wyjezdzie zmierzy sie z Piastem
Gliwice (godz. 18, transmisja w Canal+ Sport).
Lechia Gdansk – Slask Wroclaw 3:2 (0:1)
Bramki: Conrado (56.), Flavio Paixao (66.), Zwolinski (82.) – Pich
(20.). Pawlowski (79.)
Lechia: Alomerovic – Fila, Nalepa Z, Kopacz Z, Pietrzak – Kubicki,
Kaluzinski (90. Tobers) – Mihalik (86. Haydary), Saief Z (69.
Zwolinski), Conrado (86. Zukowski) – Flavio Paixao.

-Pilkarze Pogoni Szczecin dopiero po serii rzutow karnych awansowali do
1/8 finalu Pucharu Polski. Po 120 minutach remisowali na wyjezdzie z
Wisla Plock 1:1. W fatalnym stylu.
– W poprzednim sezonie chcielismy rotowac skladem w Pucharze Polski i
tamten pomysl nie wypalil. Podchodzimy do tego pojedynku bardzo powaznie
i chcemy awansowac – zapowiadal przed spotkaniem trener szczecinian
Kosta Runjaic.
Przedmeczowe zapowiedzi znalazly odzwierciedlenie w wyjsciowym skladzie.
Szkoleniowiec Pogoni zrezygnowal z eksperymentow na rzecz wystawienia
silnej jedenastki. Portowcy chcieli zaprezentowac sie w Plocku bardzo
ofensywnie, dlatego Runjaic zdecydowal sie na gre dwojka napastnikow.
Miejsce obok Luki Zahovicia, na szpicy, zajal Adrian Benedyczak.
Mlody zawodnik jest ostatnio w bardzo wysokiej formie i przyznawal, ze
liczy na kolejna szanse od Runjaicia. Bylo mu o nia latwiej nie tylko
dzieki strzelonym bramkom, ale takze dzieki statusowi mlodziezowca. W
Pucharze Polski trzeba bowiem miec w skladzie przynajmniej dwoch mlodych
zawodnikow przez caly mecz.
Pogon nie ukrywala, ze w Plocku chce narzucic swoj styl gry i zdominowac
przeciwnika, ktory dopiero niedawno wrocil do treningow po masowym
zakazeniu koronawirusem. Portowcy jeszcze niedawno byli w podobnej
sytuacji i – pomni swoich doswiadczen – zakladali, ze Wisla cofnie sie
do defensywy, oszczedzajac sily.
Ale goscie od pierwszych minut mieli problem, zeby przejac inicjatywe.
Spotkanie toczylo sie w mizernym tempie, a kibice przed telewizorami
pewnie zalowali, ze w srodku dnia wzieli sobie wolne w pracy, zeby
ogladac ten mecz.
W 18. minucie o podniesienie temperatury starcia (oraz przy okazji
cisnienia fanom Pogoni) postarali sie wiec Benedikt Zech i Dante
Stipica. Stoper portowcow zbyt lekko podal do bramkarza, ktory w dodatku
sie poslizgnal i – w konsekwencji – pozwolil przejac pilke Mateuszowi
Lewandowskiemu. Mlody napastnik Wisly otworzyl w ten sposob wynik meczu.
Stracony gol niespecjalnie obudzil pilkarzy Runjaicia, ale nieco ponad
kwadrans pozniej znowu dal o sobie znac dobrze dysponowany Benedyczak.
20-latek przeprowadzil dynamiczny rajd i inteligentnie dal sie sfaulowac
w polu karnym. Z jedenastu metrow nie pomylil sie Kamil Drygas, ktory
doprowadzil do wyrownania. To byl w zasadzie jedyny ofensywny zryw
portowcow w pierwszej, bardzo rozczarowujacej polowie.
Druga czesc meczu tez lepiej zaczeli gospodarze, ale – na szczescie dla
Pogoni – zaden z rywali nie zamknal groznego dosrodkowania z lewej strony.
Podopieczni Runjaicia nadal nie mogli zlapac odpowiedniego rytmu, nie
mowiac juz nawet o jakims konkretnym zagrozeniu pod bramka rywala.
Inicjatywe nieoczekiwanie przejela Wisla, ale tez nie miala specjalnie
pomyslu na zagrozenie Stipicy. Wszystko zaczelo wiec wskazywac na to, ze
do rozstrzygniecia potrzebna bedzie dogrywka.
W 78. minucie druga zolta kartke zobaczyl Georgi Merebaszwili i wydawalo
sie, ze Pogoni zacznie sie grac latwiej, ale obie druzyny solidarnie
postanowily przedluzyc meczarnie kibicow.
Dodatkowe 30 minut tez nie wystarczylo do tego, zeby wylonic zespol,
ktory awansuje do kolejnej rundy PP. Pogon niby probowala, ale o
jakosci, chociazby dosrodkowan, lepiej nie wspominac.
Portowcy swoja wyzszosc udowodnili dopiero w serii rzutow karnych, ktora
wygrali 4:3 i awansowali do 1/8 finalu Pucharu Polski. Swietnie
dysponowany Stipica zrehabilitowal sie za blad z pierwszej polowy i
trzykrotnie zachowal czyste konto.

I LIGA
W srodku mijajacego tygodnia rozegrano zalegle spotkania 8 i 10 kolejki
I ligi:
Resovia Rzeszow-Sandecja Nowy Sacz 0-0
Puszcza Niepolomice-Gornik Leczna 1-0
Chrobry Glogow-Odra Opole 2=3
Arka Gdynia-Zaglebie Sosnowiec 2-0
Korona Kielce-Stomil Olsztyn 1-3
Radomiak-LKS Lodz 1-0
13 kolejka
Belchatow-Korona Kielce 0-1
Tychy-Miedz Legnica 0-2
Zaglebie Sosnowiec-Chrobry Glogow 1-2
Stomil Olsztyn-Jastrzebie 0-1
Resovia Rzeszow-Arka Gdynia 1-2
Nieciecza-Widzew Lodz 2-0
LKS Lodz-Puszcza Niepolomice 4-4
Odra Opole-Gornik Leczna 1-1
Sandecja Nowy Sacz-Radomiak 1-1
1.Nieciecza 33pkt
2.LKS Lodz 32pkt
3.Leczna 25pkt
4.Arka 24pkt
5.Odra Opole 24pkt
6.Radomiak 22pkt
7.Tychy 20pkt
8.Puszcza 19pkt
9.Korona 18pkt
10.Miedz 17pkt
11.Widzew 16pkt
12.Chrobry 15pkt
13.Belchatow 14pkt
14.Stomil 13pkt
15.Resovia 8pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 8pkt
17.Jastrzebie 7pkt
18.Sandecja 3pkt
-Arka Gdynia pokonala na wyjezdzie Resovie 2:1 i awansowala na 3.
miejsce w tabeli. Piekna bramke zdobyl wracajacy po kontuzji Adam Deja,
swoje trafienie juz tradycyjnie zaliczyl tez Juliusz Letniowski.
Arka byla zdecydowanym faworytem spotkania w Rzeszowie i choc nie
zachwycila, wywiazala sie z tej roli. Rywal spisywal sie ostatnio
beznadziejnie, w swoim poprzednim spotkaniu nie zdolal nawet pokonac
absolutnego outsidera tabeli, bezbramkowo remisujac z Sandecja Nowy Sacz
(raptem dwa punkty w 12 meczach). Rowniez gdynianom wysoko poprzeczki
nie zawiesil.
W skladzie Arki, po rowno miesiecznej przerwie spowodowanej kontuzja,
znalazl sie Adam Deja. Pomocnik zolto-niebieskich uczcil ten fakt piekna
bramka. W 43. minucie huknal nie do obrony z okolo 30 metrow i
wyprowadzil swoj zespol na zasluzone prowadzenie. Goscie co prawda juz
tradycyjnie mieli problemy, aby przelozyc swoja przewage w polu na
sytuacje bramkowe (zagrazali glownie po stalych fragmentach), jednak w
koncu udalo im sie pokonac niepewnie broniacego Wojciecha Daniela.
Losy meczu rozstrzygnely sie tuz po przerwie. W polu karnym faulowany
byl Bartosz Kwiecien, a jedenastke wykorzystal niezawodny w tym
elemencie Juliusz Letniowski. W dalszej czesci spotkania arkowcy
kontrolowali sytuacje i niespecjalnie forsowali tempo. Gownie skupili
sie na pilnowaniu korzystnego rezultatu. Zrobili to skutecznie, choc w
ostatniej akcji meczu honorowa bramke dla Resovii zdobyl wychowanek Arki
Maksymilian Hebel. Po jego trafieniu sedzia juz nie wznowil gry i
odgwizdal koniec spotkania.
Gdynski zespol wygral zatem drugi mecz z rzedu i na chwile obecna
awansowal na 3. miejsce w tabeli (tyle samo punktow co Gornik Leczna,
ale lepszy bilans bramkowy).
Arka: Kajzer – Danch, Marcjanik, Kwiecien, Marciniak Z – Deja – Mlynski
Z (84. Wawszczyk) Drewniak, Letniowski (87. Soszynski), Zebrowski (84.
Boniecki) – Wolsztynski (76. Jankowski).

PILKA RECZNA
-Kielce widac w Europie.
Na polmetku pierwszej fazy Ligi Mistrzow Lomza Vive Kielce prowadzi w
grupie A. Z siedmiu meczow wygralo piec.
Chcemy zajac w grupie pierwsze lub drugie miejsce – zapowiadal przed
sezonem trener Lomzy Vive Kielce Talant Dujszebajew. To nic dziwnego, bo
mowi tak co roku, ale teraz jego zespol po siedmiu z 14 meczow ma na to
naprawde realne szanse.
Dla mistrzow Polski to byly bardzo udane dwa miesiace. I to z kilku
powodow. Po pierwsze, prowadza w grupie A i to przy dobrej grze, co w
obecnych realiach wcale nie jest latwe. Po drugie, zaliczyli komplet
meczow, co pozwoli im uniknac spietrzenia terminow – a druga polowa
sezonu moze byc pod tym wzgledem bardzo trudna takze ze wzgledu na
liczne potyczki druzyn narodowych. Warto tu wyjasnic, ze bezposredni
awans do cwiercfinalu oznacza nie tylko latwiejszego rywala w tej fazie,
lecz takze dwa wolne terminy ekstra czy nawet czas na ewentualna
kwarantanne, gdyby byla konieczna.
Vive w miare sucha stopa przechodzi przez pandemie. Tylko trzech
zawodnikow mialo pozytywny wynik testu na koronawirusa i to wtedy, gdy
nie bylo meczow. Poza urazami mlodych Haukura Thrastarsona i Michala
Olejniczaka oraz trwajacej cztery spotkania niedyspozycji Wladyslawa
Kulesza udalo sie tez uniknac kontuzji.
Na miare oczekiwan spisuja sie liderzy – Andreas Wolff, Alex Dujszebajew
i Igor Karačic, choc nie w kazdym spotkaniu cala trojka byla w wysokiej
formie. Wolff wciaz czeka na 40 procent skutecznosci, Karačic slabo
wypadl z Vardarem, a Alex z Flensburgiem.
Z dwoch meczow, w ktorych Vive stracilo punkty, bardziej szkoda tego we
Flensburgu (30:31), bo 12 minut przed koncem Vive prowadzilo 26:23. Poza
tym Niemcy gonia, a przy rownej liczbie punktow na koniec o kolejnosci
zdecyduja bezposrednie mecze. Z punktu w Porto (32:32) trzeba sie raczej
cieszyc, zwlaszcza przy tak slabej grze bramkarzy (Wolff i Mateusz
Kornecki mieli srednio ponizej 15 proc. skutecznosci).
Cieszy fakt, ze zespol ma coraz wiecej pozytku z nowych graczy. Nie
mowimy tu jeszcze o zaciagu polskiej mlodziezy, ale Tomasz Gebala ma
stale miejsce w obronie i coraz czesciej wchodzi do ataku, obrotowy
Nicolas Tournat z kazdym meczem lepiej rozumie sie z rozgrywajacymi, a
skrzydlowy Sigvaldi Gudjonsson w ostatnich czterech spotkaniach mial
stuprocentowa skutecznosc z gry.
W tym roku kielczanie maja w planie trzy mecze. Juz w srode w Hali
Legionow z Vardarem zaczynaja runde rewanzowa. Potem jada do Paryza i
podejmuja Porto. Cztery punkty w tych starciach to plan minimum.
***
KIELCZANIE WYGRYWALI Z MOCARZAMI
PICK SZEGED 26:23
Kielczanom trudno bylo sie zmobilizowac, bo Wegrzy przyjechali do Kielc
bez kilku zakazonych graczy. Skazywani na pozarcie mocno sie jednak
postawili mistrzom Polski. Swietnie bronil w Vive Andreas Wolff.
PARIS SAINT-GERMAIN 35:33
W starciu z najbogatszym klubem swiata jeden z najlepszych meczow w
zyciu rozegral Igor Karačic. W Hali Legionow Chorwat strzelil az 13
goli, bijac swoj rekord w Lidze Mistrzow, w ktorej wystepuje od 2010 roku.
VARDAR SKOPJE 33:29
W ostatnich latach kielczanie przecietnie radzili sobie na wyjazdach,
ale w Skopje pokazali klase. Niesamowity byl zwlaszcza Alex Dujszebajew,
ktory na 11 rzutow zdobyl az 10 bramek – najwiecej w tym sezonie.

FORMULA 1
Odwieczne pytanie: ile w sporcie motorowym zalezy od kierowcy, a ile od
samochodu i ekipy znow ozylo. Nico Rosberg powiedzial po kilku sezonach
w F1, ze tu 80 procent to zespol, 20 to kierowca – pisze w swoim
felietonie Aldona Marciniak.
Doktor Andrew Bell to stosunkowo mlody chlopak jak na naukowca, ale moze
to moje subiektywne wrazenie, bo juz wszyscy sa po prostu ode mnie
mlodsi. Na uniwersytecie w Bristolu doktoryzowal sie z zaawansowanych
metod ilosciowych, co wyklada takze teraz na uniwersytecie w Sheffield
na naukach spolecznych. Jego konik to modelowanie wielopoziomowe.
Ostatnio napisal ksiazke „Wyciaganie sensu z danych w mediach”.
Interesuje sie geografia, naukami politycznymi, epidemiologia spoleczna.
A kilka lat temu okazalo sie, ze takze Formula 1.
Wrocimy do niego za chwile, najpierw cofnijmy sie blizej niz o kilka lat
– bo o pare tygodni i o pare dni. To jest czas Lewisa Hamiltona.
Brytyjczyk bije rekord zwyciestw w wyscigach Michaela Schumachera. – Nic
to dla mnie nie znaczy. Jest w aucie, w ktorym powinien wygrywac kazdy
wyscig. Musi pokonac jednego albo dwoch innych kierowcow, to tyle –
stwierdza jego mlodszy rodak Lando Norris. Nastepnego dnia przeprasza w
mediach spolecznosciowych. Mowi, ze byl glupi i nieuwazny. I ze Lewis
Hamilton oczywiscie wielkim kierowca jest.
– Szczerze mowiac, 90 procent stawki wygrywaloby w tym aucie. To nic
przeciwko Lewisowi, jest swietnym kierowca, ale samochod jest tak
dominujacy – w tym samym momencie mowi Max Verstappen. Nastepnego dnia
nie przeprasza, nie uwaza, zeby byl glupi albo nieuwazny.
Odwieczne pytanie: ile w sporcie motorowym zalezy od kierowcy, a ile od
samochodu i ekipy znow ozylo. Nico Rosberg powiedzial po kilku sezonach
w F1, ze tu 80 procent to zespol, 20 to kierowca. A co mowi modelowanie
wielopoziomowe?
Tak wracamy do badan doktora Bella, ktory wraz z innymi badaczami,
postawil sobie trzy cele: po pierwsze, okreslic, kto byl najlepszym
kierowca Formuly 1 wszech czasow, biorac pod uwage mozliwosci zespolu,
po drugie, sprawdzic, jaka jest waga zespolu, a jaka kierowcy, i
wreszcie po trzecie, okreslic jak rola zespolu i kierowcy zmienia sie w
czasie i w roznych warunkach wyscigowych – na poszczegolnych typach
torow i w roznej pogodzie. Tak Bell stworzyl ranking najlepszych
kierowcow w latach 1950 – 2014. Wiem, ze obejmuje tylko dwa mistrzostwa
Hamiltona, ale nie same wyniki sa tutaj kluczem, a metodologia wlasnie.
Na pewno zwrociliscie uwage na ranking najszybszych kierowcow Formuly 1,
ktory opublikowano w tym roku z okazji 70-lecia serii. F1 wspolpracowala
przy tej okazji z Amazon Web Services, a Rob Smedley, ktorego polscy
kibice moga pamietac szczegolnie z czasow pracy w Williamsie, opowiadal,
ze uzyto narzedzi, ktore sluza ekipom ocenie tempa kierowcow. Moje
zastrzezenia? Skupiono sie na predkosci na jednym kolku, a podstawa bylo
porownanie do kolegi z zespolu i tworzenie calej siatki takich
wirtualnych porownan. Po drugie, wzieto pod uwage tylko dane od 1983
roku. W tym zestawieniu wygral Ayrton Senna, Michael Schumacher byl o
0.114 wolniejszy, a Lewis Hamilton na trzecim miejscu tracil 0.275
sekundy. Roberta Kubice oceniono jako 18., 0.463 sekundy za Senna.
Model Bella odzwierciedla natomiast rzeczywistosc motorsportu na wielu,
wielu poziomach. Odniesieniem jest liczba punktow (ustandaryzowana, ze
wzgledu na rozne systemy punktowe), ale osadzona w okolicznosciach – i
tak model na przyklad odroznia wyscigi niekonczone z powodu bledow, od
tych, w ktorych kierowca byl bezradny, a przesadzila awaria, tory stale
od ulicznych, deszcz od suchej nawierzchni. Do tego uwzglednia liczbe
kierowcow bioracych udzial w wyscigu, aby docenic tych, ktorzy mieli
wiecej rywali do pokonania. Bierze nawet pod uwage klase przeciwnikow.
Stad na przyklad drastycznie roznilaby sie pozycja Nico Rosberga w
zaleznosci od tego, czy Michael Schumacher przed przerwa w karierze i po
niej jest traktowany jako jeden kierowca. Jesli rozdzielimy Schumachera
na dwoch (do odejscia po sezonie 2006 oraz w latach 2010 – 12), pozycja
Rosberga automatycznie spada, bo okazuje sie, ze w Mercedesie pokonal
slabszego kierowce. Rosnie natomiast, jesli Michaelow polaczymy (zgodnie
ze stanem fizycznym, choc nie faktycznym na torze), bo wtedy osiagniecie
Nico, ktory trzy razy byl lepszy w MS od siedmiokrotnego mistrza swiata,
jest o wiele wyzej punktowane. Co wychodzi z tak stworzonego rankingu?
Prowadzenie Juana Manuela Fangio, przed Alainem Prostem. Michael
Schumacher (ta jego wieksza polowa tylko do konca 2006 roku) jest
trzeci, dalej Jim Clark, Ayrton Senna i Fernando Alonso. Robert Kubica
znalazl sie na 26. miejscu, przed m.in. Kimim Räikk�snenem (wtedy juz
bylym mistrzem swiata). Alez szkoda, ze Bell nie powtorzyl swoich badan,
uzupelniwszy o kolejne sezony…
Gdy w Eleven Sports spytalam Roberta Kubice, jaka jest jego opinia w
dyskusji: bolid czy kierowca, stwierdzil: – Faktem jest, ze Hamilton
dysponuje najlepszym samochodem. Jednak fakt jest rowniez taki, iz Lewis
zrobil spora roznice podczas Grand Prix, kiedy nie mial najlepszego
bolidu. I wtedy te wygrane nabieraja naprawde duzej wartosci. Prawde
mowiac, temat mnie tez troche smieszy. Jesli dyskutujemy o
umiejetnosciach Hamiltona, a nawet je podwazamy… Powinnismy
emocjonalne sprawy odlozyc na bok i ocenic suche fakty. A fakty mowia
same za siebie.
Te fakty to wyrownanie rekordu Michaela Schumachera i siodmy tytul
mistrza swiata. Jest w tym pewne szczescie Lewisa, ze przypieczetowal go
w Turcji, w wyscigu, ktorego wlasciwie nie mial prawa wygrac. Wlasnie
jednym z takich zwyciestw, o jakich mowil Kubica. – Dzieki tobie
jestesmy swiadkami tworzacej sie historii – powiedzial Hamiltonowi
Sebastian Vettel. Pytanie tylko, czy ta dominacja, to, co jest wspaniala
historia Lewisa, nie jest jednoczesnie jedna z najbardziej
przygnebiajacych historii dla Formuly 1. Bo te piekne zwyciestwa jak to
ostatnie, to jednak wyjatek od reguly. Bo dotad jednak caly czas
czesciej to Vettel, to Verstappen, to Charles Leclerc ladniej
przegrywaja, niz Hamilton wygrywa.

SKOKI NARCIARSKIE
Pierwszy indywidualny konkurs skokow narciarskich w tym sezonie za nami.
W zawodach w Wisle triumfowal Markus Eisenbichler. Najlepszy z Polakow
byl Piotr Zyla, ktory skonczyl zawody na 5 miejscu.
Niemiec Markus Eisenbichler zwyciezyl w inauguracyjnym, indywidualnym
konkursie Pucharu Swiata w skokach narciarskich. Najlepszy z Polakow,
Piotr Zyla uplasowal sie na piatym miejscu.
Zarowno skoczkowie jak i kibice letni sezon musieli praktycznie uznac za
niebyly, poniewaz zostal on zupelnie storpedowany przez zamieszanie
zwiazane z pandemia koronawirusa. Po dwoch inauguracyjnych konkursach w
Wisle, w ktorych triumfowal Dawid Kubacki, a ktore okazaly sie jedynymi
w rywalizacji, Miedzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zdecydowala nie
zostanie wyloniony triumfator klasyfikacji generalnej.
Prawdziwe skakanie jak w ostatnich latach znow wracalo w Wisle, niestety
bez obecnosci kibicow na trybunach. Kilkudziesieciu z nich gromadzilo
sie jednak pod skocznia i w lesie przy zeskoku.
W pierwszym powaznym akordzie – kwalifikacjach do niedzielnego konkursu
– najlepszy byl Kamil Stoch, ktory nie dal szans rywalom. Rozbudzilo to
ogromne nadzieje w sercach fanow, szczegolnie, ze zawodnik z Zebu jest
jedynym skoczkiem, ktory ma wiecej niz jeden triumf na skoczni im. Adama
Malysza.
W sobote w Wisle odbyla sie rywalizacja druzynowa, w ktorej wystapili
obok Stocha takze Dawid Kubacki, Klemens Muranka i Piotr Zyla. Polacy
zaliczyli bardzo dobry wystep i zajeli trzecie miejsce, ustepujac
Austriakom i Niemcom. Bialo-Czerwoni nie ukrywali, ze sa zadowoleni z
miejsca na podium, szczegolnie ze w zawodach z migrena zmagal sie lider
Polakow. Trenerzy byli przygotowani nawet na jego „wymiane” przed
konkursem, jednak Stoch zdecydowal sie skakac.
W niedziele kibice doczekali sie w koncu rywalizacji indywidualnej.
Niestety pojawily sie klopoty, bowiem wiejacy silny wiatr uniemozliwil
rozegranie serii probnej. Mimo to sedziowie zdecydowali, ze konkurs
rozpocznie sie zgodnie z planem. Na liscie startowej – dzieki prawu
przyslugujacemu organizatorowi – pojawilo sie az jedenastu Polakow. W
kwalifikacjach odpadl jeden reprezentant Bialo-Czerwonych, absolutny
debiutant, Jaroslaw Krzak, ktory do kadry trafil zaledwie kilka tygodni
temu.
Konkurs otworzyl Andrzej Stekala i przy mocnym wietrze pod narty uzyskal
124,5 metra., co jak sie pozniej okazalo, wystarczylo do awansu. Gorzej
poszlo dwom kolejnym Polakom: Tomasz Pilch wyladowal na 119 metrze, a
kompletnie nieudanie zaprezentowal sie Pawel Wasek, ktory spadl na 102,5
metra i stracil szanse na marzenia o czolowej trzydziestce.
Po bardzo dlugiej przerwie spowodowanej kontuzja, na skoczni w Wisle
pojawil sie mistrz olimpijski, zwyciezca jednego z konkursow w Beskidach
(2014), Andreas Wellinger. Niemca czeka jednak jeszcze sporo pracy w
powrocie do dawnej dyspozycji, bowiem zaliczyl zaledwie 114 metrow.
Niezla dyspozycje pokazal Muranka, ktory w sobote po pieciu latach
wrocil do skladu druzyny na konkurs Pucharu Swiata. 26-letni zawodnik
wyladowal na 127,5 metrze i objal prowadzenie. Nie nacieszyl sie nim
dlugo, bowiem juz skaczacy po nim Halvor Egner Granerud przeskoczyl
granice 130 metra. Mogl jednak ze spokojem czekac na rywalizacje w serii
finalowej.
Nieudanie zaprezentowal sie za to Aleksander Zniszczol (115 metrow) i po
jego probie wydawalo sie niemozliwe, by uzyskali awans, szczegolnie ze
na liscie startowej nadal znajdowala sie cala plejada znakomitych
zawodnikow. Jego los podzielil niestety po chwili Jakub Wolny (114,5
metra). Po swojej probie na 117 metrow z niezadowoleniem krecil glowa
Maciej Kot, ale Polakowi pomogla zmiana warunkow na skoczni i kiepska
dyspozycja rywali, ktorzy ladowali naprawde blisko i podopieczny Michala
Dolezala zameldowal sie w drugiej serii. Podobnie skorzystal skaczacy
chwile wczesniej Stefan Hula, ktory z odlegloscia 112 metrow zameldowal
sie finale.
Prawdziwy „dynamit” odpalil Markus Eisenbichler. Niemiec skoczyl 137,5
metra, zaledwie poltora metra od rekordu skoczni i zdystansowal rywali.
Ze znakomitej strony pokazal sie tez bardzo solidny w sobote Daniel
Huber, ktory dolozyl do wyniku rywala metr i wskoczyl na prowadzenie.
Zaskakujaco dobrze skoczyl Sloweniec, Anze Lanisek, ktory po locie na
136 metrow zepchnal z fotela lidera Austriaka.
Kibice czekali juz jednak na czolowych polskich zawodnikow. Niezle
pokazal sie Zyla. Zawodnik z Wisly uzyskal 125,5 metra i zameldowal sie
w czolowej „dziesiatce”. Slabiej poszlo Stochowi, ktory wyladowal na
121,5 metrze oraz Kubackiemu (124,5 metra) i obaj notowali spora strate
do lidera, ktorym niespodziewanie pozostal Lanisek. Prawdziwa sensacja
bylo jednak 112 metrow i brak awansu do serii finalowej obroncy Pucharu
Swiata, Austriaka Stefana Krafta.
W niej zameldowali sie kolejno: Zyla (6.), Muranka (8.), Kubacki (9.),
Stoch (11.), Kot (22.) Stekala (26.) oraz Hula (29.). Z rywalizacja
pozegnali sie za to Wolny (33.), Zniszczol (35.), Pilch (43.) oraz Wasek
(48.).
Finalowa rywalizacja rozpoczela sie z podniesionej belki startowej. Nie
wykorzystal tego jednak Hula i wyladowal na 111,5 metra. Duzo lepiej
poradzil sobie za to Stekala (127,5 metra) i mogl byc pewny, ze co
najmniej utrzyma lokate z pierwszej kolejki. Zdolal wyprzedzic jednak
skaczacego po nim Kota (121 metrow) i z pewnoscia z wystepu w niedziele
mogl byc zadowolony.
Druga dziesiatke otworzyl Martin Hamann, ktory otrzymal podmuch pod
narty, poszybowal na 138,5 metra, ale nie ustal swojego skoku. Sedziowie
natychmiast jednak obnizyli belke startowa, co znaczaco obnizylo
rezultaty uzyskiwane przez skoczkow. Wybil sie z tej tendencji Mackenzie
Boyd-Clowes, ktory po locie na 134 metry musial objac prowadzenie.
Jury znow zareagowalo i kolejny na starcie Stoch mierzyl sie znow z
obnizonym rozbiegiem. Polski mistrz mial jednak spore problemy i
uzyskane 104 metry zepchnely go do koncowki stawki. Zadowoleni z prob
nie mogli tez byc Kubacki oraz Muranka, ktorzy zanotowali 116 i 107
metrow i spadli w klasyfikacji. Mogli jednak mowic o sporym pechu,
trafili bowiem na naprawde slabe warunki. Nieco lepiej poszlo Zyle,
ktory wyladowal na 128. metrze i jako jedyny utrzymal sie w czolowce
niedzielnych zawodow.
Rywalizacja czolowki byla bardzo emocjonujaca. Najpierw znow swietnie
skoczyl Eisenbichler (134 metry). Nieskutecznie odpowiedzieli mu Huber,
ktory zanotowal 125,5 metra oraz lider, Lanisek (118 metrow), co
sprawilo, ze to Niemiec zwyciezyl w Wisle.
Zwyciezca niedzielnych zawodow zostal – co naturalne – pierwszym liderem
Pucharu Swiata w tym sezonie. Eisenbichler bedzie skakal z zoltym
plastronem podczas kolejnych konkursow w Ruce, ktore odbeda sie w
kolejny weekend (28-29 listopada).

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *