Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 22 grudnia 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 342 (5269) 22 grudnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SKOKI NARCIARSKIE
Kamil Stoch wygral w sobote konkurs Pucharu Swiata w skokach
narciarskich w Engelbergu. Drugie miejsce w Szwajcarii zajal Austriak
Stefan Kraft, a trzecie Niemiec Karl Geiger. Na osmej pozycji uplasowal
sie Piotr Zyla.
To 34. w karierze pucharowe zwyciestwo Stocha. Krafta wyprzedzil o 1,7
pkt. Geiger zgromadzil az o 11,1 pkt mniej od triumfatora.
Sobotnia rywalizacja w Engelbergu od poczatku przebiegala pod dyktando
Stocha i Krafta. Polak zaczal od najlepszego skoku w serii treningowej,
a nastepnie musial uznac wyzszosc Austriaka w kwalifikacjach. Gdy
zaczela sie walka o pucharowe punkty rowniez nikt nie potrafil im dorownac.
Stoch w pierwszej serii uzyskal 138 m, co okazalo sie najlepsza
odlegloscia dnia. Kraft wyladowal 3,5 m blizej i tracil 4,5 pkt. W
finalowej probie Austriak mial 137,5 m i trzykrotny mistrz olimpijski
musial wspiac sie na wyzyny swoich umiejetnosci. Stoch skoczyl 136 m,
ale wystarczylo to do zwyciestwa w konkursie.
Swietna postawa Stocha w Engelbergu nie jest niczym niezwyklym. W
Szwajcarii poprzednio triumfowal szesc lat temu, a lacznie na podium
stawal tam juz dziewiec razy.
22. byl Dawid Kubacki, a 25. Stefan Hula. Po pierwszej serii udzial w
konkursie zakonczyli 34. Maciej Kot, i 39. Klemens Muranka.

-Ryoyu Kobayashi wygral w niedzielnym konkursie w Engelbergu i zostal
liderem Pucharu Swiata. Najlepszym Polakiem byl Kamil Stoch, ktory
zakonczyl zawody na dziewiatym miejscu. Do drugiej serii oprocz Stocha
zakwalifikowal sie tylko Stefan Hula, ktory ostatecznie zajal 25.
lokate. Pozostali Polacy przegrali z wiatrem.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
Kolejka 20
Cracovia-Slask Wroclaw 2-0
Gornik Zabrze-Jagiellonia 3-0
Lech Poznan-Arka Gdynia 1-1
Lechia Gdansk-Rakow Czestochowa 0-3
LKS Lodz-Wisla Krakow 2-4
Pogon Szczecin-Korona Kielce 0-1
Wisla Plock-Piast Gliwice 2-1
Zaglebie Lubin-Legia Warszawa 2-1
1.Legia 38pkt
2.Cracovia 36pkt
3.Pogon 35pkt
4.Slask 34pkt
5.Lech 31pkt
6.Piast 31pkt
7.Lechia 30pkt
8.Wisla Plock 30pkt
9.Jagiellonia 29pkt
10.Zaglebie Lubin 28pkt
11.Rakow 28pkt
12.Gornik 23pkt
13.Arka 21pkt
14.Korona 21pkt
15.Wisla Krkow 17pkt
16.LKS Lodz 14pkt

-Wpadla nam w rece najlepiej podsumowujaca kuriozalnosc ligi statystyka.
Otoz umowny klub Lider Ekstraklasy FC znalazlby sie w strefie spadkowej
tejze Ekstraklasy. Na bilans Lidera Ekstraklasy FC skladaja sie
rezultaty, jakie osiagaly druzyny do danej kolejki podchodzace ze
szczytu tabeli. Tym samym przestajemy sie dziwic, ze czasem kluby graly
w „fotel lidera parzy” i wolaly wylapac w dziob niz na nim zasiasc.
Przeanalizujmy ten festiwal usmiechu i dobrej zabawy.
2 kolejka: Jagiellonia – Rakow 0:1
3 kolejka: Piast – Pogon 0:0
4 kolejka: Lech – Slask 1:3
5 kolejka: Slask – Cracovia 2:1
6 kolejka: Lechia – Slask 1:1
7 kolejka: Slask – Pogon 1:1
8 kolejka: Gornik – Slask 0:0
9 kolejka: Pogon – Gornik 1:1
10 kolejka: Jagiellonia – Pogon 2:3
11 kolejka: Pogon – Rakow 1:2
12 kolejka: Zaglebie – Pogon 0:1
13 kolejka: Cracovia – Pogon 2:0
14 kolejka: Slask – Wisla Plock 3:1
16 kolejka: Legia – Gornik 5:1
17 kolejka: Arka – Pogon 1:1
18 kolejka: Slask – Legia 0:3
19 kolejka: Wisla Krakow – Pogon 1:0
20 kolejka: Zaglebie – Legia 2:1
Razem osiemnascie punktow, czyli strefa spadkowa. Oddajmy, ze Lider
Ekstraklasy FC ma mecz mniej – w pierwszej kolejce sila rzeczy gralismy
bez lidera. Kto chcialby podciagnac do premiery ligowej mistrza Polski,
uprzedzamy, Piast nie zachwycil, tylko na 1:1 u siebie z Lechem, czyli
strefa spadkowa jak byla, tak jest.
Idzmy dalej. Bilans bramkowy: 20 – 25, ratuje go troche efektowna
wygrana Legii z Gornikiem. Nawet jednak z nia Lider Ekstraklasy FC ma
srednia odrobine powyzej gola na mecz – w Ekstraklasie gorsze sa tylko
Arka, Korona i LKS.
Lider Ekstraklasy FC tylko dwa razy wygral u siebie.
Lider Ekstraklasy FC aktualnie kuje serie trzech kolejnych porazek.
Lider Ekstraklasy FC nie wygral od 9 listopada.
Lider Ekstraklasy FC, w postaci Slaska Wroclaw, zdolal tez odpasc z
Pucharu Polski z drugoligowcem.
Niby oglada czlowiek te lige, mysli, ze juz nic go nie zdziwi, na
wszystko jest gotowy, a potem dostaje takim czyms na odlew i okazuje
sie, ze jest jak ze sniegiem i drogowcami. Ale wylacznie smiac sie i
bagatelizowac w tym wypadku nie mozna. To za mocna tendencja,
udokumentowana przez cala runde. Pozycja lidera, zamiast dodac pewnosci
siebie, napedzic, dac wszystkim wiare, paralizuje, bo teraz ktos czegos
wymaga, bo teraz rywal podchodzi do ciebie tak, ze to ty musisz grac w
pilke.
To jest liga, w ktorej nikt nie trzyma cisnienia.

-Katastrofa Lechii na koniec roku. Oslabiony Rakow rozbil ja w pyl.
Trudno wyobrazic sobie bardziej koszmarne zakonczenie roku niz to, jakie
zafundowali sobie i swoim kibicom pilkarze Lechii. Gdanski zespol na
wlasnym stadionie przegral z Rakowem Czestochowa 0:3.
W zespole gospodarzy pod nieobecnosc Rafala Wolskiego swoja szanse
dostal Maciej Gajos, jednak bylo u niego widac brak rytmu meczowego.
Lechia niby od poczatku ruszyla do ataku, ale pomyslow na sforsowanie
obrony Rakowa zbyt wiele nie miala. Bardzo dobrze „chodzilo” co prawda
lewe skrzydlo z Filipem Mladenoviciem oraz Lukasem Haraslinem, ale
zwlaszcza temu pierwszemu dramatycznie brakowalo precyzji w decydujacych
momentach akcji.
Najwieksze zagrozenie gdanski zespol stwarzal strzalami z dystansu. Po
uderzeniu Slawomira Peszki pilka trafila w slupek, kropniecie Patryka
Lipskiego z trudem odbil Jakub Szumski. Probowali rowniez – bez
powodzenia – Flavio Paixao oraz Mladenovic. Jednak najlepsza okazje
gospodarze stworzyli tuz przed przerwa. Swietny przerzut Gajosa trafil
do Peszki, ten idealnie dosrodkowal na glowe Flavio, jednak Portugalczyk
troszke zle wymierzyl moment wybicia i jego strzal glowa minal bramke.
Za to goscie po lekkim paralizu w pierwszym kwadransie zaczeli poczynac
sobie smielej. Coraz czesciej atakowali, a ich glownym sposobem –
przyznajmy niezbyt wyrafinowanym – bylo posylanie dosrodkowan w kierunku
„wielkoluda” Tomasa Petraska. Obronca Rakowa nie tylko czyhal na pilke
podczas stalych fragmentow gry (czasami nawet z polowy boiska), ale
wlaczal sie nawet do atakow pozycyjnych. I dwukrotnie doszedl do dobrych
sytuacji strzalowych, jednak pudlowal. Taktyka niby prosta jak
konstrukcja cepa, a jednak gospodarze zupelnie nie potrafili sobie z nia
poradzic.
Lechia druga polowe zaczela zwawo, ale werwy starczylo jej na 10 minut i
jeden niebezpieczny strzal Haraslina (kapitalna interwencja Szumskiego).
Potem swoja poprawna postawe udokumentowali goscie. Po bardzo sprawnie
wyprowadzonej kontrze i niepotrzebnym faulu Peszki na Ruslanie Babenko
wywalczyli rzut karny. Pewnym wykonawca okazal sie Josef Bartl.
Kilka minut pozniej wreszcie skutek przynioslo jedno z wielu dosrodkowan
gosci. Jednak bramke strzalem glowa zdobyl nie Petrasek, a inny
czestochowski „hightower” Sebastian Musiolik.
Znokautowana Lechia probowala robic to samo co goscie, ale dziesiatki
wrzutek w pole karne, przy bardzo wysokich obroncach Rakowa, nie mialy
zadnego sensu. A goscie wyprowadzali kolejne bardzo grozne kontry, po
jednej z nich gwozdz do gdanskiej trumny wbil Michal Skoras.

-Pilkarze Arki Gdynia zremisowali 1:1 w Poznaniu z Lechem w meczu pelnym
dramaturgii i konsekwencji taktycznej. Zolto-niebiescy przez wiekszosc
czasu grali w oslabieniu po czerwonej kartce, lecz potrafili zdobyc
bramke i wywiezc niezwykle cenny punkt.
Tym razem o zwyciestwie Arki nie mialo byc mowy. A jednak bardzo dlugo
pozostawalo to w kategorii realiow. Lech zaczal mocno, zmusil gosci do
glebokiej defensywy. W efekcie naporow czerwona kartke obejrzal Damian
Zbozien, ktory bezdyskusyjnie przegral biegowy pojedynek z Tymoteuszem
Puchaczem i faulowal lechite, gdy ten wybiegal na czysta pozycje.
Decyzja nie mogla byc inna.
Wowczas Arka” zaczela grac lepiej. Szanowala pilke, kazde podanie bylo
po stokroc przemyslane. W poczynaniach zolto-niebieskich panowal spokoj.
Niepozornie, od czasu do czasu, meldowali sie w polu karnym Lecha, az w
koncu raz, rowniez niepostrzezenie, tracil pilke Fabian Serrarens, a ta
wturlala sie do bramki (kolejna asyste zaliczyl Mateusz Mlynski).
Holender zdobyl tym samym pierwsza bramke w swoim jedenastym wystepie w
Arce.
Obraz gry po przerwie zapewne nikogo nie zdziwil. Arka, grajaca w
dziesiatke i zupelnie niespodziewanie prowadzaca przy Bulgarskiej,
postawila defensywne zasieki, czyhajac na kolejny blad gospodarzy i
okazje do kontry. O obronie Czestochowy nie moglo byc jednak mowy.
Gdynianie madrze sie bronili, z ogromnym poswieceniem, odrobina
szczescia, a przede wszystkim Pavelsem Steinborsem w bramce. Lotysz po
raz enty zaliczal niewyobrazalne parady, za kazda nastepna skuteczna
interwencja, wywolujac coraz glosniejszy jek zawodu na trybunach i
frustracje wsrod zawodnikow Lecha.
Oblezenie w koncu jednak przynioslo skutek. W jednym z zamieszan w polu
karnym najszybciej noge wystawil Lubomir Satka i trafil z najblizszej
odleglosci. Tutaj golkiper Arki nie mial nic do powiedzenia. Kolejorz
napieral, poczul krew, lecz w ekipie przyjezdnych nie wkradla sie
panika. To sprawilo, ze nerwowosc zagoscila wsrod pilkarzy w niebieskich
koszulkach, gdynianie zas sumiennie sie bronili.
Postawa zolto-niebieskich mogla tego wieczoru imponowac. Remis, biorac
pod uwage potencjal przeciwnika i okolicznosci, w jakich zostal
wywalczony, to niewatpliwie ich zwyciestwo. Seria bez porazki w lidze
rosnie – obecnie wynosi trzy spotkania.

-Pogon z powazna zadyszka. Nawet w przewadze nie dala rady Koronie. Lzy
Adama Buksy
To kolejny mecz, w ktorym Pogon traci punkty z nizej notowanym rywalem.
Wczesniej potknela sie na Arce, z trudem remisujac, i przegrala z
outsiderem Wisla Krakow. Teraz na wlasnym stadionie ulegla Koronie
Kielce 0:1.
Co gorsza, portowcy przegrali, choc cala druga polowe grali z przewaga
jednego zawodnika. Tuz przed przerwa za brutalny faul z boiska wyrzucony
zostal bowiem Ognjen Gnjatic. Niestety juz kilka minut po przerwie Pogon
stracila bramke po strzale Mateja Pucko i do konca meczu nie zdolala
nawet wyrownac. Nie pomoglo wprowadzenie Adama Fraczczaka.
Trzeba dodac, ze portowcy grali bez dwoch podstawowych graczy –
Zwonimira Kozulja i Adama Buksy. Ten pierwszy pauzowal za zolte kartki,
a drugi odchodzi do ligi amerykanskiej. Od stycznia Buksa bedzie
zawodnikiem New England Revolution, gdzie zostal sprzedany za okolo 4
mln euro (klub nie podaje kwoty). W piatek transfer zostal oficjalnie
potwierdzony.
W przerwie meczu byly juz napastnik Pogoni, nie kryjac wzruszenia,
pozegnal sie z kibicami, ktorzy wywiesili transparent „Buksa dziekujemy”.
Teraz nastapi zimowa przerwa w rozgrywkach.

-Faron: Wyrwac sie z przecietnosci [FELIETON]
Klasa wyzsza istnieje w naszej lidze tylko teoretycznie. Brakuje idoli.
Pilkarze bedacy materialami na gwiazdy ligi wyjezdzaja, zanim kibice
zdaza kupic w klubowym sklepiku ich koszulki – pisze Dariusz Faron w
felietonie dla „Przegladu Sportowego”.
Tuz przed tym, jak usiadlem do pisania tekstu, pojawila sie informacja,
ze Adam Buksa jest bardzo blisko przejscia do New England Revolution.
Klub z USA ma zaplacic ponad 4 mln dolarow, a pensja napastnika moze
podobno wyniesc nawet milion. W mediach spolecznosciowych od razu
pojawily sie glosy kibicow, ze Buksa idzie za kase do ligi emerytow i
doprawdy trudno o bardziej absurdalna ocene tego transferu. Owszem,
zawodnik skorzysta finansowo, ale przede wszystkim – o czym niektorzy
zapomnieli – trafi do duzo mocniejszej ligi i zaliczy sportowy awans.
Przypominam – zyjemy w kraju, ktorego klubowy mistrz nie potrafi
wyeliminowac druzyny z Lotwy, a najwiekszy klub nie umie wygrac na
Gibraltarze.
W polowie roku, Tomasz Cwiakala w swietnym felietonie dla „Przegladu
Sportowego” pisal o upadku klasy sredniej w naszej ekstraklasie. Cytuje:
„Polskie kluby dostarczaja za malo Patrykow Lipskich i Jakubow
Czerwinskich. Solidnych pilkarzy, bez aspiracji reprezentacyjnych,
ktorzy zalapaliby sie do wiekszosci ligowych jedenastek, a przy dobrych
wiatrach przyniesliby jeszcze pieniadze”.
Trudno sie nie zgodzic, a dodalbym dzis do tego, ze klasa wyzsza
istnieje w naszej lidze tylko teoretycznie. Brakuje idoli. Pilkarze
bedacy materialami na gwiazdy ligi wyjezdzaja, zanim kibice zdaza kupic
w klubowym sklepiku ich koszulki. Wspomniany Buksa jest juz zapewne
myslami w USA, o Bide i Klimale z Jagiellonii coraz czesciej pytaja
zagraniczne kluby, Kamil Jozwiak otwarcie mowi w wywiadach, ze chce
wyjechac, a Legia ma wkrotce sporo zarobic na sprzedazy Niezgody i
Majeckiego (do tego zestawu dolaczy pewnie niebawem Karbownik).
Bron Boze, nie mam pretensji ani do klubow, ani do zawodnikow, ktorzy po
strzeleniu kilku goli nerwowo czekaja na telefon od agenta. Trudno im
sie dziwic. Jeszcze kilka lat temu czesto w takich przypadkach jak ten
Buksy toczyla sie dyskusja, czy lepiej, by mlody pilkarz jeszcze chwile
„ogral sie” w ekstraklasie, czy od razu powinien wyjezdzac. Dzis taka
rozmowa nie ma sensu, bo nasza liga z roku na rok coraz bardziej
grzeznie w przecietnosci. Ci gustujacy w rozowych okularach mowia o
wyrownanym poziomie i wielkich emocjach, jakby zapominajac, z czego te
emocje sie biora – kluby z duzymi ambicjami i marzeniami o wielkosci,
zamiast odjezdzac stawce, czesto rownaja do sredniakow (vide Lech,
Lechia) albo wrecz walcza o przetrwanie (Wisla Krakow).
Ponury obraz naszej pilki klubowej doskonale dopelnia ostatnio
frekwencja na stadionach. Mecz Piasta Gliwice z LKS, a wiec spotkanie
mistrza Polski, ktory radzi sobie w tym sezonie calkiem niezle i ma
kontakt z czolowka, obejrzalo niecale cztery tysiace. Zreszta garstka
fanow na trybunach to obrazek, do ktorego w polskiej lidze sie juz
przyzwyczailismy. Bo grudzien. Bo zimno. Bo swieta. Bo poniedzialek. Bo
piatek. Bo urodziny szwagra. Bo mozna obejrzec w TV.
To ja juz wolalbym na miejscu Buksy spakowac walizki, niz liczyc, ze
moze akurat przed najblizsza kolejka tym razem ktos wyciagnie z szafy
czapke i rekawiczki, a potem przyjdzie na stadion, zeby obejrzec bardzo
przecietne widowisko (zeby nie powiedziec mocniej) w bardzo przecietnych
rozgrywkach.

-Wybitnosc w cenie normalnosci .
– Lewandowski ciagle stoi na tych polach bitwy, gdy inni z podobnej
polki slabna – Diego Costa, Edinson Cavani czy Luis Suarez – pisze w
swoim felietonie Tomasz Wlodarczyk.
Z rekordami Roberta Lewandowskiego jest jak z rozkladami jazdy.
Przyzwyczajasz sie, a po chwili sa nieaktualne. Polski napastnik wykreca
szalone liczby. Lista jego osiagniec wydluza sie szybciej niz paragon ze
swiatecznych zakupow. Indywidualnie to najlepszy rok w karierze
polskiego napastnika, czego dowodem jest 54. bramka zdobyta w srodku
tygodnia – wynik do tej pory nieosiagalny nawet dla niego samego.
Snajper Bayernu przewodzi klasyfikacji strzelcow bez podzialu na ligi i
talenty – dzis to bez watpienia najlepsza dziewiatka na swiecie. Dalsza
polemika w tym temacie nie ma sensu. Widze go jako zwyciezce 85.
Plebiscytu „Przegladu Sportowego”.
W przeroznych swiatowych konkursach Polak znajdowal swoje miejsce w
dziesiatce, ale w zadnym nie zblizyl sie do trojki. W jednym z
najpopularniejszych i najbardziej cenionych mialem przyjemnosc oddawac
swoj glos. To lista stu najlepszych pilkarzy „The Guardian” ukladana
przez panel zlozony z 239 arbitrow – dziennikarzy, bylych pilkarzy i
trenerow – m.in. Javiera Zanettiego, Fatiha Terima czy Nuno Gomesa.
Lewandowski znalazl sie w nim na siodmej pozycji. O jedno miejsce wyzej
niz w Zlotej Pilce. Czy moglo byc lepiej? Nie ma to juz wiekszego
znaczenia, ale to i tak scisla elita. Sam wypisalem jego nazwisko na
pierwszym miejscu nie z patriotycznych pobudek, a argumentow, ktore
wykraczaja daleko poza reprezentowanie tej samej flagi. W dosc
normalnym, przy czym wciaz swietnym, roku kosmitow, Leo Messiego i
Cristiano Ronaldo, ktorzy pozwolili na dyskusje o przelamaniu
argentynsko-portugalskiego duopolu, Lewandowski udowodnil swoja
ponadprzecietna regularnosc. Tradycyjnie zgarnal krajowy pakiet –
mistrzostwo, puchar i korone krola strzelcow – ale tez jesienia
blyszczal w Lidze Mistrzow. Jasne, ze to wiosna mocno odcisnela swoje
pietno na wyniku Ballon d’Or, gdy Bayern szybko odpadl z Champions
League i jesli dolozymy do tego globalna popularnosc Bundesligi oraz
samego zawodnika – wychodzi siodme – osme miejsce. Jednak indywidualnie
drugie polrocze to juz pomnik Lewandowskiego.
W Polsce nikt nie moze konkurowac z nim w tak dlugim okupowaniu
najwyzszych sportowych szczytow. W dodatku caly czas robi male kroczki
naprzod. Przez ostatnia dekade nie cofnal sie ani razu. Gdyby dluzej sie
nad tym zastanowic, to wielki wyczyn. Ciagla presja wyniku i sukcesu.
Codzienne dazenie do perfekcji, mozolny trening, narzucone ograniczenia,
pokonywanie barier zmeczenia i bolu. Mnostwo malych rzeczy, ktorych nie
widzi nikt lub najwyzej jego najblizsze otoczenie. Swiat zawodowego
sportowca w dyscyplinie swietnie obrazuje doskonaly dokument o Andym
Murrayu. Oprocz gigantycznego zainteresowania, z czym wiaze sie splendor
po zwyciestwie, trwajacy doslownie chwile, cala reszta to niekonczaca
sie walka wytoczona na wielu frontach – ze swoim cialem, umyslem i
swiatem zewnetrznym. Lewandowski ciagle stoi na tych polach bitwy, gdy
inni z podobnej polki slabna – Diego Costa, Edinson Cavani czy Luis Suarez.
Lewandowski wpisuje sie na kolejne listy rekordow z taka swoboda, jak my
wyrywamy kartki z kalendarza. Mam wrazenie, ze w Polsce stal sie ofiara
swojej wybitnosci, ktora wielu pojmuje jako norme. Nieslusznie. 34 gole
w cztery miesiace? Lewandowski siedzi dzis przy jednym stole z Messim i
Ronaldo. Doceniam i szanuje innych sportowcow, ale zaden wyczyn na
torze, skoczni czy parkiecie nie moze sie temu rownac.

-Czy „Fryzjer” nadal goli polski futbol.
Wyrok dla herszta mafii handlujacej ligowymi punktami to kulminacja
gigantycznej afery, ktora w poprzedniej dekadzie wstrzasnela polskim
futbolem. Ale to nie znaczy, ze poznalismy pelna prawde.
Poznalismy jej wycinek, choc to wycinek o horrendalnych rozmiarach –
skoro podczas sledztwa, ktore obejmowalo trzy lata rywalizacji, wykryto
setki trefnych meczow i oszustow, to znaczy, ze zamiast eufemizowac o
„ustawionych meczach”, powinnismy trabic o sfalszowaniu calych
rozgrywek. Ludzie w nie zaangazowani, aktywnie badz biernie,
uczestniczyli we wszechogarniajacym klamstwie, ktore powinno znalezc
puente w uniewaznieniu wynikow i poodbieraniu trofeow. Tak sugeruje i
przyzwoitosc, i elementarna logika.
Poznalismy ledwie wycinek prawdy przede wszystkim dlatego, ze sportowe
lapowkarstwo trafilo do kodeksu karnego dopiero w 2003 r. Wczesniej nie
bylo przestepstwem, wiec prokuratura go nie tropila, tymczasem kazdy,
kto wdepnal w srodowisko, wie, ze „Pilkarski poker” byl dzielem
realistycznym, aczkolwiek portretowal polswiatek w wersji zlagodzonej.
Mial tonacje buffo, choc temat zasluguje raczej na mroczny dramat o
lamaniu zyciorysow i swiecie, w ktorym przekret nie lezy na kryminalnym
marginesie, lecz stanowi tego swiata esencje.
Slowem, z polskiego futbolu nalezaloby wymazac prawdopodobnie wszelkie
tabele wszech czasow.
Odleglejsza przeszloscia wymiar sprawiedliwosci sie jednak nie zajmowal,
a dzialacze PZPN, ktory moglby karac dyscyplinarnie lub symbolicznie,
woleli zaraze omijac z daleka.
Dlatego stopniowo obojetnielismy, az zapadlismy na totalna znieczulice.
W wielu krajach ludzie skazani lub nawet podejrzani o korupcje zostaliby
w futbolu banitami, w Polsce powierza im sie eksponowane stanowiska.
Andrzej Wozniak, ktory dostal wyrok, jest asystentem trenera kadry
narodowej Jerzego Brzeczka; inny ukarany Lukasz Piszczek, z ktorego
zeznan wynika, ze namawial do kantu kolege z druzyny, rozegral dla kraju
65 meczow; wreszcie reprezentacje mlodziezowa prowadzi Czeslaw
Michniewicz, ktory nigdy nie zostal oskarzony, ale z prokuratorskiej
analizy billingow telefonicznych wiadomo, ze z „Fryzjerem” laczyl sie
lub probowal polaczyc telefonicznie 711 razy.
Wyliczanke mozna by ciagnac, postaci umoczonych lub najprawdopodobniej
umoczonych widzimy na stadionach mnostwo – trudno sie zreszta dziwic, bo
niby skad rekrutowac niewinnych? A nawet gdyby dalo sie ich wylowic, to
najpierw musielibysmy urzadzic masowe pranie mozgow, poniewaz nawet
telewizje chetnie lansuja na ekspertow typow podejrzanej reputacji.
Dlatego nawet jesli zalozymy, ze twardej korupcji na boiskach ubylo –
sankcje karne jednak odstraszaja – to polskim futbolem wciaz steruja
mentalni bracia „Fryzjera”. Po stanowiskach menedzerskich kraza bowiem
przedstawiciele pokolenia zatrutego szwindlem, ktorzy cale zycie
przyzwyczajali sie, ze wygrywa ten, kto wie, komu posmarowac.
I niewykluczone, ze m.in. stad bierze sie zapasc naszej pilki. Zapasc
skutkujaca skandalicznym marnotrawieniem publicznych pieniedzy, ktore
ligowcy wysysaja niezmiennie, sezon w sezon, niezaleznie od skali
ponoszonych w Europie klesk.

SIATKOWKA
Byc Swietym Mikolajem to trudne i odpowiedzialne zadanie. Gosc jest
menadzerem kazdego z nas. Oto kilka moich propozycji i jedna prosba:
szczerze zastanowmy sie, na co zasluzylismy… – pisze w swoim kolejnym
felietonie Lukasz Kadziewicz dla „Przegladu Sportowego”.
Byc Swietym Mikolajem to trudne i odpowiedzialne zadanie. Gosc jest
menadzerem kazdego z nas. Jezeli caly rok jestesmy grzeczni, to wiadomo,
jaka jest nagroda. Mile widziane jest indywidualne podejscie. Mozna miec
slabsze momenty w ciagu roku, a wtedy Mikolaj przynosi taki prezent,
ktory skloni nas do refleksji. Sport, a szczegolnie szatnia, to
swiatynia szydery. Dlatego nad prezentami trzeba naprawde mocno sie
pochylic i zastanowic, co tak naprawde brodaty gosc mial na mysli. Jest
i rozga… o te najlatwiej. Wiem z doswiadczenia. Czasami nie ma wyjscia
i trzeba brac na klate konsekwencje swoich zachowan. Oto kilka moich
propozycji i jedna prosba: szczerze zastanowmy sie, na co zasluzylismy…
Reprezentacja Polski siatkarzy. Wielki worek na medale zdobyte w 2019
roku. Braz Ligi Narodow, braz mistrzostw Europy, braz Pucharu Swiata i
wygrane kwalifikacje do igrzysk w Tokio. Na Mikolaja spokojnie mozemy
wyznaczyc Vitala Heynena. Przedziwny trener, ktorego warsztatu nikt
nigdy nie pozna i na pewno nie zrozumie. Polaczyl ogien z woda –
wprowadzil debiutantow i nie zachwial proporcji miedzy najwiekszymi
gwiazdami a mlodoscia z wielkim potencjalem. Vital latem sam dostal
przedwczesny prezent – Wilfredo Leona. Sportowo nie mialem zadnych obaw,
ale zastanawialem sie, jak zareaguje druzyna. Po raz kolejny siatkarze
pokazali, ze wylamuja sie stereotypom. Grupa mimo swojej liczebnosci
funkcjonuje doskonale. Kazdy z zawodnikow i czlonkow sztabu dolozyli
cegielke do tego sielskiego obrazka. Trzymam kciuki, zeby ekipa pchala
wspolnie ten wozek do samego Tokio i wrocila z medalem!
Reprezentacja polski koszykarzy. Dla nich puchar na zachete. Mistrzostwa
Swiata w Chinach to od niepamietnych czasow koszykarska impreza, ktora
przyciagnela przed telewizory nie tylko kibicow tej dyscypliny, ale i
tych Polakow, ktorzy na co dzien z koszem maja do czynienia, kiedy
wrzucaja do niego smieci. Moze ulice nie pustoszaly, ale technologia
pozwalala ogladac mecz w ostatnim rzedzie auli wykladowej na kazdej
uczelni i nie tylko. Mam ogromna nadzieje, ze Ponitka i Waczynski nie
czuja sie nasyceni gra w lidze rosyjskiej i hiszpanskiej. Niech ida za
ciosem, a 37-milionowy kraj znow doczeka sie ambasadora w NBA.
Trybanski, Lampe czy Gortat to zawodnicy wysocy, ktorzy mieli krolowac
pod tablicami. Chcialbym zobaczyc gwiazdy reprezentacji Polski, ktore
dostana inne zadania i beda musialy rzucic 20 punktow w meczu.
Dla Pawla Zagumnego, prezesa Polskiej Ligi Siatkowki, mam okulary.
Cztery zolte kartki, 10 tysiecy zlotych kary dla zawodnika albo
zawieszenie na jeden mecz? Nie wiem, czy sam to wymyslil, ale wszyscy
prezesi klubowi podpisali. Niby nic wielkiego, ale pod wodza bylego
zawodnika kolejny raz decyduja sie losy zawodnikow, ktorych nikt nie
pyta o zdanie. No bo po co? A dlaczego okulary? Zeby rozejrzal sie po
menadzerskim rynku w poszukiwaniu odpowiednich ludzi, ktorzy moga pchnac
nasza lige na wyzszy poziom. Pawel dosiadl sie do stolika, przy ktorym
od 20 lat sa te same twarze… Czasy sie zmieniaja, a panowie ciagle w
komisjach. Pamietam, jakim ja bylem zawodnikiem i moje dialogi z
sedziami. Dzisiaj co piec albo szesc meczow musialbym odpoczywac albo
stawal sie ubozszy o 10 tysiecy zlotych. Dlaczego o tym mowie? Bo „Guma”
stalby w kolejce do kasy zaraz po mnie.
Polska ekstraklasa dostaje rozge. 32 liga Europy? Mam nadzieje, ze
Lukasz Olkowicz nieco dramatyzuje,bo jezeli to, co pisze jest prawda, to
panowie dzialacze idzcie na zasluzony urlop. Najlepiej trwajacy tak
dlugo, jak wyjasnianie procederu korupcyjnego w ligowej pilce. Jeszcze
kilka lat i bedziemy wygladali jak zascianek Europy. O ile juz nim nie
jestesmy. Takiego psychola jak ja i mi podobnych nic nie wyrzuci ze
stadionu czy sprzed telewizora. Bede trzymal kciuki za Stomil Olsztyn i
przykladal lod do bolacych zebow na widok poteg naszej pilki.
Poszukajcie winy w sobie. O to prosze. Wiekszosc z Was pasuje do stolka
prezesa, jak ja na szefa komisji dyscypliny, moralnosci, etyki i cnot
wszelkich…

PODNOSZENIE CIEZAROW -Bartlomiej Bonk srebrnym medalista olimpijskim.
Zloto odebrane za doping
Polski sztangista Bartlomiej Bonk zostanie nie brazowym, ale srebrnym
medalista igrzysk olimpijskich. To efekt dyskwalifikacji Oleksija
Torochtija, ktory na pomoscie w Londynie byl pierwszy.
Probke reprezentanta Ukrainy przebadano ponownie w 2016 r., cztery lata
po tym, jak na igrzyskach olimpijskich w Londynie cieszyl sie ze zlota w
kategorii do 105 kg. Okazalo sie, ze w organizmie Torochtija wykryto
slady stosowania turinabolu – jednego z najsilniejszych sterydow. Brala
go tez m.in. Tatiana Lysenko, niegdys zlota medalistka w rzucie mlotem.
Po odebraniu jej medalu zlota medalistka igrzysk w Londynie zostala
Anita Wlodarczyk.
Bonk na tych samych igrzyskach byl trzeci, za Torochtijem i Iranczykiem
Navabem Nasirshelalem. Wynik Polaka byl duza niespodzianka, wieksze
nadzieje wiazano ze startem Marcina Dolegi w tej samej kategorii
wagowej. Dolega nie zaliczyl jednak zadnego podejscia w rwaniu. Bonk do
rywalizacji olimpijskiej przystepowal po wyleczeniu kontuzji. – My,
sztangisci, nie jestesmy normalni – mowil Bonk. – Nie moglem wyrywac,
usztywnialem nadgarstki tasmami i dzwigalem, bralem srodki przeciwbolowe
i dzwigalem. Nie moglem przerwac, igrzyska byly tuz-tuz. Na leczenie nie
mialem czasu. Trzeba bylo zacisnac zeby i zapieprzac. Udalo sie.
Podwojnie. Zona jest w piatym miesiacu ciazy, no i mam medal. Jest
lekki, ale ciezko wypracowany – mowil Bonk w Londynie.
Niedozwolone substancje w organizmie Torochtija wykryto rok temu, w
grudniu 2018 r. Teraz – gdy dyskwalifikacje Ukrainca potwierdzi MKOl –
Bartlomiej Bonk przesunie sie na drugie miejsce i odbierze srebrny medal
olimpijski.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *