Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 21 października 2018

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XV nr 277 (4976) 21 pazdziernika 2018 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
12 kolejka
Jagiellonia Bialystok-Pogon Szczecin 2-1
Lech Poznan-Korona Kielce 2-1
Piast Gliwice-Lechia Gdansk 1-1
Slask Wroclaw-Arka Gdynia 1-2
Zaglebie Sosnowiec-Miedz Legnica 3-1
Zaglebie Lubin-Wisla Plock 3-3
Legia Warszawa-Wisla Krakow 3-3
W poniedzialek Cracovia-Gornik Zabrze
1.Jagiellonia 23pkt
2.Lechia 22pkt
3.Legia 22pkt
4.Wisla Krakow 21pkt
5.Piast 21pkt
6.Lech 20pkt
7.Korona 19pkt
8.Arka 17pkt
9.Zaglebie Lubin 17pkt
10.Pogon 13pkt
11.Slask 12pkt
12.Miedz 12pkt
13.Wisla Plock 11pkt
14.Zaglebie Sosnowiec 10pkt
15.Gornik Zabrze 9pkt
16.Cracovia 7pkt

Panie Smolka, taka Arke mozna ogladac.
Zdrowy rozsadek podpowiadal, ze spotkanie Slaska Wroclaw, ktory u siebie
wygral do tej pory dwa razy, z Arka Gdynia majaca tylko jedno wyjazdowe
zwyciestwo na koncie nie bedzie chocby znosnym widowiskiem. Na szczescie
po wszystkim mozemy oglosic, ze dramatu nie stwierdzono, a momentami
bylo wrecz na czym zawiesic oko. Inna sprawa, ze wylacznie za sprawa
gosci, ktorzy we Wroclawiu rozegrali naprawde dobre zawody, ale przeciez
nie mozna miec wszystkiego. A juz na pewno nie w ekstraklasie.
Pierwsze trzydziesci minut tego spotkania zapowiadalo jednak inny
scenariusz. Duzo bylo bezsensownej bieganiny i chaosu, a obie druzyny
graly w systemie podanie-podanie-strata. Nieco lepiej w tych warunkach
odnajdywal sie Slask, ktory w tym poczatkowym fragmencie zdolal oddac
piec strzalow na bramke Steinborsa, jednak ani jedno z tych uderzen nie
lecialo w swiatlo bramki. Arka w tych poczatkowych fragmentach byla
raczej bierna, ale gdy juz sie obudzila, to nie bylo czego zbierac.
Zaczelo sie w 40. minucie, gdy Nalepa znalazl na lewej stronie
wlaczajacego sie do ofensywy Marciniaka, ktory poslal mocne
dosrodkowanie na glowe Jankowskiego, jednak w tej sytuacji na drodze
atakujacego Arki zdolal jeszcze stanac instynktownie interweniujacy
Slowik. Co jednak nie udalo sie Jankowskiemu, w 39. minucie wyszlo
siedemnastoletniemu Mlynskiemu. Prosta strate pod wlasna bramke
zanotowal Robak, pilke przejal Deja, ktory w polu karnym wypatrzyl
skrzydlowego gosci, a ten popisal sie efektownym rajdem, nawijajac Cotre
oraz Golle, i bez trudu pokonal Slowika. Mlynski, ktory w meczu z
Gornikiem Zabrze ladnie przywital sie z ekstraklasa, chyba nie mogl
sobie wymarzyc ladniejsze premierowego trafienia na tym poziomie.
Zawodnicy Slaska nie zamierzali jednak zwieszac glow i jeszcze przed
przerwa doprowadzili do wyrownania. Spora w tym jednak zasluga
Zbozienia, ktory zapomnial, ze w futbolu nie mozna pomagac sobie rekami
i wlasnie w ten sposob probowal zablokowac dosrodkowanie Cotry. Sedzia
Raczkowski potrzebowal co prawda pomocy VAR-u, ale po analizie wideo nie
mial najmniejszych watpliwosci, odgwizdujac jedenastke, ktora
wykorzystal Robak.
Po przerwie pilkarze trenera Pawlowskiego chcieli bardzo szybko postawic
drugi stempel. Juz w 46. minucie Broz podal w pole karne do Picha, ale
obroncy gosci zdolali zablokowac strzal Slowaka. Reakcja Arki przyszla
juz dwie minuty pozniej. Srodkiem pola ruszyl Nalepa, podal do Kolewa,
ten przerzucil pilke na druga strone pola karnego do kompletnie
nieobstawionego Jankowskiego, ktory kolejny raz wyprowadzil swoj zespol
na prowadzenia. Na bure w tej akcji zasluzyl Celeban, ktory zamiast
zainteresowac sie Jankowskim, cofnal sie na linie bramkowa, jakby chcial
asekurowac Slowika. Skonczylo sie jednak powaznym bledem i malo
zaszczytna nagroda dla najgorszego zawodnika meczu.
Strata drugiego gola ewidentnie podziala deprymujaco na gospodarzy,
ktorzy do konca spotkania nie potrafili zlozyc juz ani jednej groznej
akcji. Wroclawianom brakowalo pomyslu na to, jak dobrac sie do szczelnej
dzis defensywy Arki i pewnie z tego powodu ograniczali sie do mijajacych
cel dosrodkowan i desperackich uderzen z dystansu. O bezradnosci Slaska
najlepiej swiadczy zreszta symulka Picha, ktory za naiwna probe
wymuszenia rzutu karnego slusznie zostal ukarany zolta karta. Co innego
Arka, ktora – choc grala dzis bez Zarandii i Maricia – kontrolowala
przebieg wydarzen na boisku i od czasu do czasu potrafila zagrozic
bramce Slowika. Najlepsza okazje w 77. minucie zmarnowal Kolew, ktory po
dobrym prostopadlym podaniu od Janoty przegral pojedynek z bramkarzem
Slaska.
Arkowcy w dluga podroz powrotna wracaja wiec w swietnych nastrojach i z
zasluzonymi trzema punktami w plecaku. Trener Smolka bez watpienia moze
byc zadowolony z tego, co dzis zobaczyl, bo jego zespol tak naprawde
wytracil rywalowi wszystkie atuty i choc sam wynik moze nie do konca to
potwierdza, byl po prostu zdecydowanie lepszy. Wisienka na torcie to
oczywiscie gol Mlynskiego, ktorego mozemy zaliczyc do waskiego grona
ekstraklasowiczow potrafiacych sie kiwac. W Slasku maja natomiast nad
czym myslec. Siedem punktow zdobytych w az siedmiu meczach na wlasnym
boisku to wynik, ktory wola o pomste do nieba.

-Piast zaplacil za minimalizm. Superzmiennik Haraslin
Dwa celne strzaly do przerwy, dwa celne strzaly po przerwie. A przeciez
gral lider z zespolem, ktory do lidera tracil punkt. Piast i Lechia nie
rozgrzaly ani niespelna czterech tysiecy kibicow na stadionie w
Gliwicach, ani wszystkich tych, ktorzy mieli odwage piatkowy wieczor
spedzic z Ekstraklasa.
Poczatek meczu byl jak pierwsza runda dwoch bojazliwych bokserow, ktorzy
przede wszystkim nie chca dac sie znokautowac. Akcje zaczepne byly tak
niemrawe, jakby grano nie na murawie, a na smole. Niby Lechia
przejawiala w tym okresie wiecej ochoty do gry, ale co z tego wynikalo?
Pierwszy celny strzal goscie oddali w 24. minucie. Na papierze calkiem
grozne bylo uderzenie Michalaka, ale uwazny obserwator zwroci uwage, ze
nawet tutaj rozgrywajacym byl przypadek. Gra sie nie kleila. Lechia
glownie machala szabelka. Symbolem jej indolencji skrzydla, ktore niby
co chwila dostawaly pilke, ale zarowno Mak, jak i Michalak byli szybko
pozbawiani inicjatywy czy to przez obroncow, czy tez przez swoje wybitne
inaczej wyszkolenie techniczne.
Piast tez mocowal sie z kabura. W koncu jednak wyjal z niej bron, choc
nie bez wydatnej pomocy lechistow. Karnego sprokurowal Augustyn,
faulujac Valencie, ale tak naprawde stoper Lechii zostal wrzucony na
konia przez Vitorie. To, co zrobil defensor gdanszczan bylo rodem ze
slapstickowej komedii, nie z boisk pilkarskich. Po takich zagraniach na
podworku przez kilka tygodni wybierano cie jako ostatniego. Piast po
trafieniu obudzil sie, przeprowadzil jeszcze kilka groznych akcji – ze
szczegolnym uwzglednieniem aktywnego Valencii – ale nie przelozylo sie
to na efekty.
Zmiana stron dala Lechii impuls, owszem, ale wciaz owocowalo to
wylacznie przewaga optyczna. Lechia przebywala na polowie Piasta, ale,
by tak rzec, byla niebezpieczna jak podczas zapowiedzianej wczesniej
gosciny, tak jak sie wpada do ciotki na herbate. Uderzenie rozpaczy
Mladenovicia z wybitnie ostrego kata bylo podsumowaniem tej pseudopogoni
za wynikiem. Piast tymczasem ograniczal sie do kontr, przy ktorych jak
rzadko w lidze seryjnie wychodzily dryblingi, ale brakowalo wszystkiego,
co znajduje sie w przyzwoitej akcji pomiedzy dryblingiem a golem. Czysta
statystyka: Piast w drugiej polowie ani razu nie zagrozil celnym strzalem.
Zagranie va banque Stokowca, ktory wpuscil z lawki trzech skrajnie
ofensywnie usposobionych graczy, zmienilo oblicze meczu. Szczegolnie
dobrze czul sie dzisiaj Haraslin. Obok Valencii bodaj jedyny ofensywny
pilkarz, ktorego po prostu przyjemnie sie ogladalo, bo golym okiem widac
bylo umiejetnosci pilkarskie, a nie w przeszkadzaniu. Slowak wzial na
siebie ciezar kreowania, ktorego wczesniej w Lechii nie potrafil
udzwignac ani Lipski, ani Paixao. Haraslin probowal strzalow, probowal
rajdow, caly czas pokazywal sie do grania. Momentami przerastal rywali o
glowe, by wspomniec kapitalna kontre, w ktorej pomknal prawa strona,
zostawiajac dwoch przeciwnikow za soba, a Hateley zeby go zatrzymac
musial faulowac na kartke. Wyrownujacy gol po ladnym dograniu Lipskiego
byl w pelni zasluzony. Jak nie dla Lechii, to na pewno dla Haraslina.
Piast naszym zdaniem zaplacil za minimalizm. Obrona Lechii wygladala
dzisiaj o klase mniej solidnie, niz ta gliwiczan. A jednak gospodarze
nie potrafili tego zupelnie wykorzystac, w drugiej polowie grajac bardzo
zachowawczo, tak jakby paralizowala perspektywa, ze podejmuja lidera. A
przeciez zwyciestwo oznaczalo, ze tym liderem zostalby Piast.

-Bo strzelac to trzeba umic” Jaga ostatecznie skuteczniejsza od Pogoni.
Coz dzisiaj za patelnie partaczyli Adam Buksa i Cillian Sheridan, to sie
naprawde w glowie nie miesci. A nie tylko oni uczestniczyli w tym
festiwalu zmarnowanych szans, pozostali zawodnicy Jagiellonii Bialystok
i Pogoni Szczecin rowniez chetnie wzieli w nim udzial. Jednak mimo
wszystko dane nam bylo obejrzec az trzy bramki. Co tylko dowodzi, jak
bardzo otwarty i beztroski mecz zaserwowali widzom bohaterowie starcia w
Bialymstoku.
A to co nawywijal Patryk Klimala po babolu Sebastiana Walukiewicza w
ostatnich sekundach spotkania” „No, mlody jest” – skwitowal tylko
bezradnie Tomasz Wieszczycki. Fakt – mlody. Jednak nawet od
dwudziestolatkow mozna chyba oczekiwac, ze nie spanikuja z futbolowka
przy nodze. Zreszta, jaka panika, jaki stres? To jest ekstraklasa,
profesjonalna pilka i dorosli ludzie, a nie konkurs recytatorski w
podstawowce. Element tremy naprawde wypadaloby przekuc w pozytywna
mobilizacje, nie pozwolic przerazeniu na sparalizowanie nog. Choc czego
mozemy oczekiwac od Klimali, skoro znacznie bardziej doswiadczeni Buksa
i Sheridan tez glupieja w sytuacjach sam na sam z golkiperem.
Swoja droga – moze nie kubel, bo gola z tego nie bylo, ale szklanka
lodowatej wody na glowe wspomnianego Walukiewicza. Dzisiaj sporo bledow
w jego wykonaniu, a wpadka z samej koncowki to byla tylko nadgnila
wisienka na zatechlym torcie.
Zeby jednak nie wyszlo, iz napadziorow tylko krytykujemy – z obu, Buksy
i Sheridana, bylo dzisiaj sporo pozytku, wylaczajac koslawe wykanczanie
akcji. Mnostwo walki o pilke, zwlaszcza w wykonaniu snajpera
Jagiellonii. Irlandczyk doskonale sie zastawial, chronil futbolowke i
wlaczal do akcji partnerow ze skrzydel. Z kolei Buksa odegral kluczowa
role przy wyrownujacym trafieniu dla gosci, przechwytujac niechluje
podanie Kwietnia.
No wlasnie, bramki. Przyszlo nam na nie zaczekac az do drugiej polowy,
choc juz do przerwy szans bylo sporo. Mnostwo bledow popelniali srodkowi
pomocnicy, zarowno szczecinscy jak i bialostoccy. Tomas Podstawki gral
nieodpowiedzialnie, niespecjalnie ulozyl sie rowniez wystep
Poletanovicowi i Kwietniowi. Jednak dopiero po zmianie stron pilka
zatrzepotala w sieci. Najpierw za sprawa Przemyslawa Frankowskiego,
ktory momentami wygladal jak Pan Pilkarz. Tylko momentami, ale zawsze to
jakis wyczyn. Na jego trafienie odpowiedzial Kozulj po zjawiskowej
asyscie Kowalczyka, a o wyniku przesadzil strzalem glowa Ivan Runje,
pozostawiony zupelnie bez krycia.
W ogole z pilnowaniem przeciwnikow w szesnastce zawodnicy Pogoni mieli
dzisiaj kupe klopotow. Marnie dysponowany byl nie tylko Walukiewicz,
sporo do zyczenia – delikatnie rzecz ujmujac – pozostawiala rowniez
postawa Huberta Matyni, ktory momentami miotal sie w strefie obronnej
jak opetany, caly czas koncentrujac sie na pilce, zamiast kontrolowac
to, gdzie porusza sie w danej chwili przeciwnik. Gol na 1:0 obciaza jego
konto.
Swoja droga – „Franek” swoje najlepsze minuty rozegral dzisiaj jako
umowny, super-ofensywnie usposobiony prawy obronca, gdy trzeba bylo
wymyslic zastepce dla kontuzjowanego Jakuba Wojcickiego. I kto wie, czy
to nie jest wlasnie docelowa pozycja tego zawodnika.
Czy Ireneusz Mamrot moze byc po dzisiejszym meczu zadowolony? Zdaje sie,
ze tak – skutecznosci brakowalo, ale wykreowanych szans bylo sporo.
Mozna nawet przymknac oko na tych kilka obcinek w defensywie. Kosta
Runjaic rowniez nie powinien rozpaczac, ale w zespole Pogoni cos sie
ewidentnie rozregulowalo w trakcie przerwy na mecze reprezentacji. Zatem
trzeba jak najszybciej wprowadzic niezbedne poprawki. Bo z takimi
dziurami w srodkowej strefie i w defensywie trudno sie bedzie na dobre
podzwignac z dolnych rejonow tabeli.

-Adam Nawalka trenuje i czeka na oferty. Na razie byly selekcjoner nie
chcial pracowac w Armenii i Iranie
Adam Nawalka trenuje w Zakopanem i czeka na propozycje. Jak ustalil
Sport.pl, do tej pory z bylym selekcjonerem reprezentacji Polski
kontaktowali sie przedstawiciele Armenii i Iranu oraz kluby cypryjskie.
60-letni szkoleniowiec tymi ofertami nie byl jednak zainteresowany.
Od blisko czterech miesiecy Adam Nawalka pozostaje bez pracy. Byly
trener reprezentacji Polski po dlugich wakacjach wyjechal do Zakopanego,
gdzie od kilku dni codziennie trenuje i czeka na oferty. Te, ktore
pojawily sie do tej pory, nie zadowalaly 60-letniego szkoleniowca.
Niedlugo po powrocie z mistrzostw swiata w Rosji Nawalka mogl rozpoczac
prace w Legii Warszawa, o co usilnie zabiegal prezes klubu Dariusz
Mioduski. Rozmowy zakonczyly sie jednak nieprzyjeciem propozycji z
Lazienkowskiej, a Mioduski zostal zmuszony, aby jeszcze raz siegnac po
szkoleniowca z zagranicy. Zamiast do pociagu jadacego na Dworzec
Centralny byly selekcjoner wsiadl do samolotu i przez kilka tygodni jako
turysta przemierzal Europe wzdluz i wszerz. W miedzyczasie w mediach
zaczely pojawiac sie pogloski o zainteresowaniu polskim trenerem
ukrainskiej Zorii Lugansk, a nawet tamtejszej federacji. Wedlug naszych
informacji do bezposredniego kontaktu z dzialaczami Zorii czy FFU nigdy
jednak nie doszlo.
Z Nawalka skontaktowali sie natomiast przedstawiciele dwoch innych
federacji. Jak ustalil Sport.pl chodzi o reprezentacje Armenii i Iranu.
Sondowanie, czy Nawalka moglby przeniesc sie na Bliski Wschod dzialo sie
zaraz po mundialu, gdy wciaz nieznana byla przyszlosc Carlosa Queiroza,
ktory z iranska kadra pracuje od 2011 roku (jego kontrakt wygasal 31
lipca 2018 roku). Po turnieju w Iranie zastanawiano sie, czy zespolu nie
powinien przejac ktos inny i jednym z rozwazanych kandydatow byl Polak.
Nawalka nie byl jednak zainteresowany wyjazdem do Teheranu, tak samo jak
niecale dwa miesiace pozniej bardzo szybko zakonczyl rozmowy z
Ormianami, ktorzy rowniez poszukiwali nowego opiekuna kadry. Informacje
o probie zatrudnienia Nawalki potwierdza pracownik tamtejszej federacji:
„Faktycznie pan Adam byl jednym z kandydatow, ktorych nasz prezydent
bral pod uwage. Ale slyszalem, ze negocjacje na dobre sie nie zaczely,
bo Nawalka grzecznie podziekowal za zainteresowanie”.
Priorytetem polskiego trenera wciaz jest wyjazd za granice. W ostatnich
miesiacach odebral on na przyklad kilka telefonow od agentow
proponujacych mu prace w klubach cypryjskich. Marzeniem Nawalki jest
jednak znalezienie pracodawcy w Serie A, choc wydaje sie, ze w tej
chwili to scenariusz trudny do zrealizowania. W lidze wloskiej wystepuje
dzis co prawda az czternastu polskich pilkarzy, ale jednoczesnie we
wszystkich klubach zatrudnienie znalazlo zaledwie dwoch zagranicznych
trenerow: Hiszpan Julio Vel�Azquez w Udinese i Chorwat Ivan Juric w
Genoi, ktory jednak w Italii zamieszkal juz 2001 roku, gdy zostal
pilkarzem Crotone.
Jak dlugo na prace czekali polscy poprzednicy Nawalki? Trener Jerzy
Engel po nieudanych mistrzostwach swiata w Korei i Japonii dopiero po
roku objal funkcje dyrektora sportowego Legii Warszawa. Jeszcze dluzej,
bo 681 dni na posade w Belchatowie czekal Pawel Janas. Franciszek Smuda
po przegranym Euro 2012 zatrudnienie znalazl w drugoligowym Jahn
Regensburg (od zakonczenia turnieju do przenosin do Niemiec minelo pol
roku), a Waldemar Fornalik, ktory po selekcjonerskiej przygodzie wrocil
do Ruchu Chorzow, czekal rowny rok. Po Engelu, a przed Janasem, trenerem
reprezentacji byl takze Zbigniew Boniek, ale on po niefortunnej
przygodzie z kadra nie zdecydowal sie juz nigdy na wejscie w trenerskie
buty.
Nawalce sie nie spieszy, bo ma w tej chwili komfort finansowy. Do
mistrzostw Europy we Francji co miesiac na jego konto wplywalo 70 tys.
zl, a po udanym dla Polakow turnieju – 120 tys. Do tego nalezy doliczyc
premie ktore szkoleniowiec otrzymal za awanse: za gre na Euro dostal
milion zlotych, za zakwalifikowanie sie do mundialu – tez milion, ale
euro. W miedzyczasie selekcjoner wzial udzial w kilku kampaniach
reklamowych, m.in. Berlinek, Warki, Play i FAKRO. Dzieki temu
zabezpieczeniu 60-latek nie musi przyjmowac pierwszej lepszej oferty. Z
jego otoczenia plyna jednak sugestie, ze jezeli pojawi sie propozycja,
ktora zaspokoi sportowe, ale i finansowe ambicje trenera, to ten prace
chetnie podejmie juz teraz.

-„Handel magia. Wsrod trenerow w Ekstraklasie wciaz dziala sila
nazwiska”. Antoni Bugajski
Trenerzy z mocnymi pilkarskimi nazwiskami dostaja kredyt zaufania, ale
czar w koncu mija i zaczyna sie surowe rozliczanie.
Mechanizm jest tak prosty, ze w swej przerazliwej prostocie az genialny.
Wezmy na trenera bylego pilkarza. Nie zaistnial jeszcze jako
szkoleniowiec? Nie szkodzi, kibice taki wybor zrozumieja, moze nawet
pochwala, przeciez ten facet kiedys niezle kopal pilke. Dla
akcjonariuszy i sponsorow klubu nominacja tez jest OK, bo taki nowy
trener broni sie wizerunkowo, zagrywka ma sens marketingowy i nawet
dobrze, ze jest troche pod publiczke. Dopiero pozniej nastepuje sportowa
weryfikacja, konczy sie miodowy miesiac. Pojawiaja sie pretensje,
wzywanie na dywanik, stawianie warunkow i nieprzyjemne napiecie, ktore
zwykle udaje sie rozladowac wreczeniem dymisji.
Lewandowski jako trener wystartowal z pulapu „nie matura, lecz chec
szczera”. Ten wybor sie bronil, bo jest czlowiekiem stad, ale
zdecydowanie bardziej z tego powodu, ze mial status wybitnego
reprezentanta Polski, uczestnika mistrzostw swiata i Europy, zdobywcy
Pucharu UEFA i potrafil zaistniec w tak wymagajacym dla kazdego
polskiego pilkarza klubie jak Szachtar Donieck. W tym zestawieniu fakt,
ze nie mial doslownie zadnego doswiadczenia jako trener czy chocby
asystent, tracil na znaczeniu. Lewandowski na poczatku w roli
trenerskiego nowicjusza zdal trudny egzamin. Awansowal z druzyna do
gornej osemki, sezon zostal jako tako uratowany. Problem w tym, ze w
nowym sezonie zespol nie poszedl w gore.
Zderzenie Bonka
Na poczatku z niektorymi trenerami z imponujaca pilkarska przeszloscia
jest jak z celebrytami w swiecie popkultury – sa znani z tego, ze sa
znani. Na tej wlasnie zasadzie Stal Mielec zatrudniala kiedys Grzegorza
Late albo LKS Jana Tomaszewskiego. W przypadku Laty wazniejsze bylo to,
ze w ogole figurowal w meczowym protokole, stal przy linii bocznej,
siedzial na lawce, obserwowal trening. Byl czlowiekiem od „ogolnych
koncepcji”, a szczegolami zajmowal sie jego asystent Janusz Bialek. Lato
mial na tak mocne nazwisko, ze nadawal sie do latwego wykreowania na
wielu odcinkach. Mogl byc szkoleniowcem, tak jak bywal senatorem,
prezesem PZPN czy nawet rzecznikiem firmy produkujacej sprzet AGD.
Dobrym trenerem nie byl i mozna sie tylko zastanawiac, czy w koncu ktos
mu to uczciwie powiedzial prosto w oczy, czy sam do tego doszedl.
Jeszcze bardziej dotkliwie z nowa trenerska rzeczywistoscia zderzyl sie
Zbigniew Boniek, tyle ze on przekonywal sie o tym we Wloszech, co tylko
pokazuje, ze ryzykowny mechanizm przerabiania dobrego pilkarza na
dobrego trenera bynajmniej nie jest tylko polska przypadloscia. Ale
Boniek byl na tyle ambitny i przekonany o wlasnych rozlicznych
talentach, ze zapragnal byc selekcjonerem reprezentacji Polski. I tez
nie dal rady.
Do Polski jako znani dawni pilkarze po pierwsza trenerska prace w
doroslej pilce przyjezdzali Jan Urban i Ryszard Tarasiewicz. Wprawdzie
teza, ze byli lepszymi futbolistami niz trenerami, jest latwa do
obronienia, ale akurat oni sobie z nowym wyzwaniem poradzili – Urban
zdobywal mistrzostwo z Legia, Tarasiewicz w trzech klubach awansowal do
ekstraklasy. Nie popelniali bledow innych znanych pilkarzy, ktorzy
wyobrazenie o swoich trenerskich mozliwosciach przeszacowali, jesli
nawet niektorzy wczesniej mieli mniejsze lub calkiem sensowne
doswiadczenie w pracy szkoleniowej za granica. W Gorniku Zabrze wylozyl
sie Ryszard Komornicki, nie dal tam rowniez rady Robert Warzycha, w
Zaglebiu Lubin spektakularnie przegral Andrzej Lesiak, w GKS-ie Katowice
nie poradzil sobie Jan Furtok, niewypalem byla misja Krzysztofa Warzychy
w Ruchu Chorzow, a Tomasza Wieszczyckiego nawet trudno nazywac trenerem,
bo jego epizod w LKS zakonczyl sie na jednym wysoko przegranym meczu.
Lewandowski tez uparcie bije sie o swoja trenerska przyszlosc, a przy
okazji uczy sie na wlasnych bledach, bo wczesniej nawet nie mial okazji
ich popelniac. Dla niego to walka o miejsce na trenerskiej karuzeli.
Wielu dawnych dobrych pilkarzy z niej spadalo, doznajac bolesnych
obrazen, ale od czasu do czasu pojawia sie smialek, ktory nie daje sie
latwo zrzucic. I tej wiary Lewandowski musi sie trzymac.
NAJBARDZIEJ ZNANI PILKARZE NA TRENERSKICH LAWKACH W OBECNYM SEZONIE
Ricardo Sa Pinto (Legia Warszawa): 45 meczow w reprezentacji Portugalii
Mariusz Lewandowski (KGHM Zaglebie): 66 meczow w reprezentacji Polski
Valdas Ivanauskas (Zaglebie Sosnowiec): 28 mecze meczow w reprezentacji
Litwy i 4 w ZSRR
Maciej Stolarczyk (Wisla Krakow): 8 meczow w reprezentacji Polski
Tadeusz Pawlowski (Slask Wroclaw): 5 meczow w reprezentacji Polski

I LIGA
15 kolejka
Stomil Olsztyn-Puszcza Niepolomice 2-2
Garbarnia Krakow-Nieciecza 1-3
Stal Mielec-Katowice 2-0
Bytovia-Odra Opole 1-1
Podbeskidzie-Chojniczanka 2-1
LKS Lodz-Jastrzebie 2-0
Tychy-Rakow Czestochowa 0-0
Sandecja nowy Sacz-Wigry Suwalki 2-0
Warta Poznan-Chrobry Glogow 2-1
1.Rakow 29pkt
2.Sandecja 27pkt
3.LKS Lodz 24pkt
4.Chrobry 22pkt
5.Bytovia 22pkt
6.Chojniczanka 22pkt
7.Puszcza 20pkt
8.Jastrzebie 20pkt
9.Odra 20pkt
10.Podbeskidzie 20pkt
11.Stal Mielec 19pkt
12.Wigry 18pkt
13.Warta 17pkt
14.Tychy 16pkt
15.Nieciecza 15pkt
16.Katowice 12pkt
17.Stomil 11pkt
18.Garbarnia 9pkt
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, polskatimes.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *