Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 21 lipca 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 193 (5223) 21 lipca 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
1 kolejka
LKS Lodz-Lechia Gdansk 0-0
Arka Gdynia-Jagiellonia Bialystok 0-3
Rakow Czestochowa-Korona Kielce 0-1
Wisla Krakow-Slask Wroclaw 0-1
Piast Gliwice-Lech Poznan 1-1
Zaglebie Lubin-Cracovia 1-1
Legia Warszawa-Pogon Szczecin 1-2
W poniedzialek Wisla Plock-Gornik Zabrze

– Pogon Szczecin zaczela sezon w wymarzony sposob. Ograla Legie na
wyjezdzie po 36 latach!
Pogon Szczecin po raz pierwszy od 1983 roku wygrala ligowy mecz z Legia
Warszawa na wyjezdzie. Portowcy w drugiej polowie odwrocili losy
spotkania i pokonali wicemistrzow Polski 2:1.
– Kiedy dowiedzialem sie, ze pierwszy mecz w sezonie rozegramy na
wyjezdzie z Legia, to bardzo sie ucieszylem. Zmierzymy sie z topowa
druzyna, a tego potrzebowalismy na poczatek – mowil przed spotkaniem
trener Kosta Runjaic.
Portowcy w ostatnich tygodniach nie proznowali. Zespol wzmocnilo az
szesciu nowych pilkarzy, a wyniki gier kontrolnych wskazywaly na to, ze
przebudowana druzyna jest swietnie przygotowana do rozgrywek. Przed
pierwszym gwizdkiem kibice w Szczecinie mieli ogromny apetyt na to, zeby
zobaczyc pierwsze wyjazdowe zwyciestwo z Legia w ekstraklasie od ponad
30 lat.
Spotkanie w stolicy moglo sie jednak zaczac od bolesnego ciosu, poniewaz
juz 10. minucie w sytuacji sam na sam znalazl sie Luquinhas.
Brazylijczyk zbyt dlugo zwlekal z oddaniem strzalu i w ostatniej chwili
gosci uratowal Ricardo Nunes.
Szczecinianie nie zlekcewazyli tego ostrzezenia i od razu zabrali sie do
pracy. Po dosrodkowaniu z rzutu roznego ladny strzal Kostasa
Triantafyllopoulosa trafil w slupek, a dobitke Kamila Drygasa z trudem
nad poprzeczka przeniosl bramkarz Legii Radoslaw Majecki.
Pogon mogla sie podobac. Dominowala na boisku i nie pozwala gospodarzom
na rozwiniecie skrzydel. Gdyby pilkarze Runjaicia w okolicach pola
karnego przeciwnika zachowywali troche wiecej zimnej krwi, to mogliby
powaznie myslec o wyjsciu na prowadzenie. Legia obudzila sie dopiero w
koncowce pierwszej polowy, ale do przerwy utrzymal sie wynik bezbramkowy.
Druga polowe znacznie lepiej zaczeli pilkarze stolicy, a w roli glownej
wystapil nastoletni debiutant Mateusz Praszelik. Najpierw sprawdzil
dyspozycje Dante Stipicy kasliwym strzalem z dystansu, a chwile pozniej
znalazl sie kilka metrow przed chorwackim bramkarzem Pogoni. Gora znowu
byl nowy zawodnik portowcow.
Szczescie przystalo sprzyjac gosciom w 58. minucie. Z rzutu roznego
dosrodkowal Walerian Gwilia, a skuteczna glowka w polu karnym popisal
sie Sandro Kulenovic i Legia wyszla na prowadzenie. Odpowiedz Pogoni
byla jednak blyskawiczna. Szybka kontre znakomicie wykorzystal Adam
Buksa i w Warszawie wszystko zaczelo sie od poczatku.
Portowcy nie poszli jednak za ciosem i znowu oddali inicjatywe druzynie
ze stolicy. Legia miala kilka bardzo dobrych okazji, zeby przechylic
szale zwyciestwa na swoja strone, ale znakomicie dysponowany miedzy
slupkami byl Stipica. Chorwat dal sygnal, ze problemy z bramkarzem w
Szczecinie sa juz przeszloscia.
Gospodarze przewazali, ale to Pogon wyprowadzila decydujacy cios. W 84.
minucie Sebastian Kowalczyk przepuscil pilke po podaniu Adama Buksy, a
Zwonimir Kozulj w swoim stylu kropnal nie do obrony i goscie mieli
zwyciestwo na wyciagniecie reki.
Portowcy dowiezli prowadzenie do koncowego gwizdka i zaczeli sezon
ekstraklasy w wymarzony sposob. W nastepny poniedzialek zagraja u siebie
z Arka Gdynia.

-Nie tak mial wygladac pierwszy mecz Lechii w nowym sezonie. Podopieczni
Piotra Stokowca szczesliwie zremisowali w Lodzi z beniaminkiem
ekstraklasy LKS. Duzy wplyw na przebieg spotkania miala czerwona kartka
dla Zarko Udovicicia pokazana przez sedziego w koncowce pierwszej polowy.
Pod stadionem LKS (o ile tak nazwac mozna obiekt zlozony z jednej
trybuny i trawiasto-piaskowego walu) dlugo przed meczem czuc bylo
atmosfere napiecia, wyczekiwania, a nawet pewnej ekscytacji. Lodzki
zespol wraca bowiem do ekstraklasy po siedmioletniej przerwie. W tym
czasie z powodu klopotow finansowo-organizacyjnych zaliczyl pilkarski
czysciec – karna degradacje do IV ligi, ale stosunkowo szybko wygrzebal
sie z klopotow i kibice znow moga podziwiac swoj zespol w ekstraklasie.
Kibice nie byle jacy, bo na trybunach pojawil sie m.in. Marcin Gortat.
LKS wrocil na najwyzszy poziom rozgrywkowych i juz na pierwszy ogien,
przynajmniej teoretycznie, dostal jednego z najtrudniejszych rywali.
Lechia dobrze weszla w sezon (zdobycie Superpucharu po zwyciestwie z
Piastem Gliwice), a jej sklad wyglada na duzo silniejszy niz w
poprzednim sezonie.
O papierowej roznicy miedzy zespolami swiadczylo proste zestawienie:
wszyscy pilkarze z kadry LKS w sumie rozegrali w ekstraklasie 433 mecze
(z czego sam Lukasz Piatek 246) i zdobyli 44 gole. W przypadku Lechii te
liczby to odpowiednio 1982 wystepy i 244 bramki. Kontrast kolosalny.
Jednak na boisku w ogole nie bylo widac tej roznicy doswiadczenia.
Pilkarze LKS tylko w pierwszych minutach wygladali na lekko
„zahukanych”, ale wystarczylo, zeby kilka akcji rozegral Hiszpan Dani
Ramirez i caly zespol powoli zaczal lapac luz. Zawodnik ten byl
megagwiazda rozgrywek I ligi i wyglada na to, ze takze w ekstraklasie
moze stac sie postacia zauwazalna. Kilka jego zagran bylo najwyzszej proby.
Lechia grala dosc spokojnie, momentami wrecz slamazarnie. W jej akcjach
brakowalo elementu zaskoczenia. Kilka dobrych akcji rozegrali na lewej
stronie Filip Mladenovic z Zarko Udoviciciem, ze dwa razy zerwal sie
Lukas Haraslin, jedno kapitalne zagranie (zewnetrzna czescia stopy)
zaliczyl tez Maciej Gajos, ale dobrej sytuacji nie wykorzystal Artur
Sobiech.
LKS prezentowal sie na tle Lechii wiecej niz poprawnie. Staral sie
zaskoczyc rywala „mala”, kombinacyjna gra, jednak momentami brakowalo
jakosci. Spotkanie bylo jednak wyrownane.
I nagle, zupelnie niespodziewanie, chwile pilkarskiej „pomrocznosci
jasnej” zaliczyl Udovicic. W koncowce pierwszej polowy, w zupelnie
niegroznej sytuacji w srodkowej strefie boiska, Serb brutalnie sfaulowal
Jana Grzesika. To byly klasyczne, bardzo niebezpieczne „sanki”. Sedzia
Pawel Gil najpierw pokazal zolta kartke, ale po interwencji VAR zmienil
swoja decyzje i slusznie usunal pomocnika Lechii z boiska.
W zwiazku z tym trener Piotr Stokowiec zdecydowal sie w przerwie na
gruntowne przemeblowanie zespolu. Lechia przeszla na gre trojka
srodkowych obroncow (na boisku pojawil sie Mario Maloca), na wahadlach
biegali Mladenovic i Karol Fila, a do przodu na pozycje „falszywego”
napastnika przesuniety zostal Haraslin. Ponadto do srodka pola wszedl
Patryk Lipski.
Druga polowa przebiegala pod dyktando gospodarzy, ktorzy dlugimi
minutami oblegali bramke Lechii. Jednak poza mniej lub bardziej udanymi
strzalami z dystansu, sensownego pomyslu na rozmontowanie defensywy
rywali nie mieli. Pracowal na to caly zespol gosci, ktory zorganizowal
naprawde solidne zasieki.
A przy tym probowal kontratakow, imponowaly szczegolnie indywidualne
wypady Mladenovicia. Szarpal tez Haraslin, niezle momenty mial Lipski,
niesamowicie harowal Jaroslaw Kubicki. Jednak w akcjach gosci brakowalo
wykonczenia – albo ostatniego podania, albo precyzyjnego strzalu.
W koncowce przewaga LKS-u byla juz miazdzaca. Dwa niezwykle grozne
strzaly oddal Ramirez, pieknie zza pola karnego uderzali tez Artur
Bogusz oraz Jan Sobocinski, ale kapitalnie interweniowal Dusan Kuciak,
niewatpliwy bohater ostatnich minut. Lechie interesowalo juz tylko
dowiezienie remisu i to sie ostatecznie udalo. Biorac pod uwage
oczekiwania, wynik uznac nalezy za rozczarowujacy, jednak z przebiegu
meczu ten punkt nalezy bardzo szanowac. Na wiecej zespol Stokowca nie
zasluzyl.

-Inauguracja sezonu 2019/20 nie bedzie w Gdyni powodem do swietowania.
Arka przegrala przed wlasna publicznoscia z Jagiellonia Bialystok az
0:3. Sama porazka z zespolem polskiego topu zaskakujaca byc nie moze,
natomiast latwosc, z jaka goscie zdobywali bramki, daje juz do myslenia.
Dlugo wyczekiwany start ekstraklasy wreszcie sie ziscil. Dla kibicow
Arki ogromne szczescie i kamien z serca, ze z udzialem ich druzyny.
Wszakze jeszcze trzy miesiace temu pozar byl naprawde duzy. Jego
gaszenia podjal sie jednak doswiadczony w polskich realiach
szkoleniowiec – Jacek Zielinski. Pod jego wodza druzyna wstala z kolan i
zaliczyla imponujacy finisz, wygrywajac cztery z szesciu ostatnich gier.
To pozwolilo utrzymac sie w najwyzszej klasie rozgrywkowej jeszcze w
przedostatniej kolejce.
W zespole kilka nowych twarzy, co bylo nieuniknione po utracie „trzech
zebow czlonowych” – jak mowil trener Zielinski. Transfery Michala Janoty
i Luki Zarandii przyniosly do klubowej kasy ponad milion euro, co w
gdynskich realiach za czesto sie dotad nie zdarzalo. Odejscie lidera w
ostatnich meczach sezonu, a wiec Marko Vejinovicia, bylo z gory przesadzone.
Zespol zasililo zas pieciu nowych zawodnikow, z czego dwoch – pomocnik
Azer Busuladzic i mlodziezowiec Kamil Antonik – znalazlo sie w
wyjsciowym skladzie.
Cieple slowo bez wahania powiedziec mozna tylko o drugim. Antonik
pokazywal ponadprzecietne opanowanie, ulozona noge, pomyslowosc w grze i
otwarty umysl. A w druzynie pelni przeciez jedynie role mlodziezowca.
Duzo gorzej spisywal sie doswiadczony z europejskich boisk Busuladzic.
Bosniak karygodnie zachowal sie przy drugim golu, gdy na czas nie zdazyl
pomoc w interwencji srodkowym obroncom, wobec czego Jesus Imaz mial
mnostwo czasu i miejsca w polu karnym Arki na decyzje o strzale.
Bez taryfy ulgowej bialostoczanie byli wobec kapitana Adama Marciniaka.
To na jego stronie zostaly popelnione najwieksze grzechy tego meczu.
Wlasciwie ten sam schemat, a raczej sekwencja bledow miala miejsce przy
dwoch pierwszych bramkach. Ogrom miejsca zarowno na skrzydle, jak i w
polu karnym – w obu przypadkach kara najdotkliwsza z mozliwych, czyli
gol. Trzeci gol rowniez wpadl na konto kapitana, ktory za daleko stal od
strzelca bramki Tarasa Romanczuka.
Gospodarze byli rozdarci w formacjach. Brakowalo wlasciwej wspolpracy
miedzy nimi, dlatego tez w miare uplywu czasu, w obawie o kolejne bledy,
gdynianie grali jedynie prostymi srodkami z pominieciem drugiej linii.
Arka bardzo zle weszla w obecny sezon. Sama porazka z zespolem polskiego
topu zaskakujaca byc nie moze, natomiast latwosc, z jaka goscie
zdobywali bramki, daje juz do myslenia. Zolto-niebiescy byli bezradni –
jak mawia Adam Nawalka – zarowno w defensywie, jak i ofensywie.
Smiejac sie przez lzy, mozna by stwierdzic, ze Arke w tym meczu mogla
uratowac jedynie zmiana w Jagiellonii: zawodnika z rocznika 1997 lub
starszego za mlodziezowca. Gdynska inauguracja na spory minus.

-Niby czlowiek wiedzial, ale sie ludzil. W srode mistrz kraju, Piast
Gliwice, zapisal sie w historii polskiej pilki, zegnajac Lige Mistrzow
najszybciej jak mogl. Pardon, pierwsza runde eliminacji, przedbiegi LM.
Niestety, ale Europa wypluwa nas coraz wczesniej, a wielka pilka omija
szerokim lukiem – pisze Tomasz Wlodarczyk w swoim najnowszym felietonie.
Duze imprezy ogladamy za zamknietymi drzwiami, przez dziurke od klucza,
przyklejeni do szyby niczym nieproszeni goscie, ktorzy na wykwinty bal
chcieliby sie wbic w kaloszach. Cristiano Ronaldo ledwo zszedl z lezaka,
by z Juventusem rozpoczac przygotowania do ataku na final Champions
League, a nas JUZ w tej zabawie nie ma. Niestety nie widac perspektywy,
zeby cokolwiek mialo sie w tej sprawie zmienic. Dzien pozniej to
przekonanie wryla mi w glowe Cracovia.
Mimo wszelakich ulomnosci, jakie posiadamy, frustrujacych mnie do cna, w
piatek o 18.00 znow usiadlem przed telewizorem i rozpoczalem
kilkumiesieczne katowanie sie z 27. liga Europy. PKO Ekstraklasa
wznowila rozgrywki i to ten moment, mijajacy gdzies po pieciu minutach
od pierwszego gwizdka, ze lituje sie nad tym upadkiem, dopuszczajac
mysl: „To zascianek, ale nasz”. Dziala jak narkotyk. Meczysz umysl i
cialo, ale ponownie zazywasz. Kiedy juz sie zacznie, wszystko wydaje sie
odrobine fajniejsze, ladniejsze, na poziomie. Bo gdy nie masz punktu
odniesienia, trudniej oceniac swoje polozenie. Dopiero zewnetrzna
weryfikacja pokazuje predkosc naszego pikowania. Zamknieci w swoich
czterech scianach tygodniami bedziemy czerwoni od emocji, wywolanych
slabymi pilkarsko pobudkami. Bo Legia sie wzmocnila, Lech wcisnal twardy
reset, a Lechia znow zrobi zamach na berlo i korone. Co pokaze Rakow i
jak na duza scene wkroczy LKS…
Chwila, moment! Coroczne raporty finansowych korporacji wciskaja nam, ze
standardy ekstraklasy wedruja w gore, a tymczasem jeden beniaminek nie
ma stadionu (i nie wiadomo, kiedy bedzie mial), a drugi moze pochwalic
sie jedna trybuna. Oczekiwania i rzeczywistosc mocno sie rozjechaly.
Szczegolnie jestem zawiedziony bierna postawa Rakowa, ktory od ponad pol
roku wiedzial, ze awansuje, a udaje glupiego i przetarg na nowy obiekt
zakonczy w sierpniu. W dodatku bez zapewnionych pieniedzy. Klub
niewinny, miasto tez, ale licencje na ekstraklase dajcie! Tak wlasnie
bujamy sie od lat, bo przeciez juz Sandecja miala byc ostatnim klubem,
ktory bezdomny przystapi do najwazniejszych rozgrywek w Polsce. Coz,
Rakow bedzie bronil sie przed spadkiem w Belchatowie, nie przyjmujac
kibicow gosci. Bo jest zbyt niebezpiecznie. Przepraszam, dla kogo jest
pilka?
Przeraza mnie liczba i jakosc transferow. Dyrektorzy sportowi, jesli
klub takich posiada, i wszelkiej masci decydenci zakochali sie w
trzeciej lidze hiszpanskiej po tym, jak odpalil Carlitos, za tropem
poszli nastepni i tak krok po kroku stajemy sie… kim? No wlasnie,
trzecia liga hiszpanska. Puchary pieknie to weryfikuja. Gdy za serwisem
EkstraStats czytam, ze 59 procent wszystkich letnich transferow to
obcokrajowcy, rece opadaja. Byc moze, ale tylko byc moze, maksymalnie
dziesieciu z tego towarzystwa cokolwiek wniesie. Reszta przyjedzie i
wyjedzie. Dziwie sie, ze kluby konsekwentnie pala kase, nie rozumiejac,
ze przy tak marnym poziomie, bez wplywu na wyniki miedzynarodowe,
powinnismy skupic sie na produkcji. Na kim Lech zarobil dziesiatki
milionow zlotych? Kto zajmuje dziewiec na dziesiec pozycji najlepiej
sprzedanych pilkarzy Jagiellonii? Dzieki komu caly swiat uslyszal o
Cracovii? Polacy. Trzeba wprowadzac sztuczny przepis o mlodziezowcu,
zeby naprowadzac kluby jak woly na dobra droge.
Tylko cala ta nauka, proba stabilizacji, pojdzie z dymem, skoro liga
sama pieknie ukrecila na siebie bat, wprowadzajac trzecie miejsce
spadkowe. Co to bedzie za rzeznia i loteria w rundzie finalowej! Jak
mamy zbudowac cos trwalego, kiedy – i tu moge sie zalozyc – co najmniej
siedem z osmiu zespolow grupy spadkowej bedzie zamieszanych w walke o
utrzymanie? Styl? Gwarantuje murowanie i niski pressing. Kocham te nasza
pilke, ale tez bardzo jej nie rozumiem.

-Dwie sposrod czterech polskich druzyn idealnie wyrobily sie z
odpadnieciem z Champions League oraz Ligi Europy (kwalifikacji do
kwalifikacji do kwalifikacji do europejskich pucharow) przed startem
ekstraklasy, a trzeba uczciwie przyznac: nie bylo to latwe – pisze w
swoim felietonie Krzysztof Stanowski.
Brak marginesu bledu, trzeba zostac wyeliminowanym przez pierwszego
napotkanego rywala, bez wzgledu na to, kto to bedzie. Legia nie dala
rady i gra dalej, ale odpadniecie z wicemistrzem Gibraltaru bylo nawet
dla niej ponad sily, natomiast czwarty nasz eksportowy zespol – Lechia –
odpadanie ma dopiero przed soba, z oczywistych przyczyn kalendarzowych.
Mozemy wiec w spokoju zaczac lige i powalczyc o awans do europejskich
pucharow w sezonie 2020/21 – i tak w kolko. Rozpoczynamy blisko roczny
etap, podczas ktorego bedziemy sie emocjonowali tym, komu latem 2020
przyjdzie odpasc. Jest to rzecz jasna calkowicie pozbawione sensu, ale
przeciez wszyscy to polubilismy. Zreszta odpadanie ma wariant
humorystyczny i dobrze dziala na wydzielanie endorfin. Kibice Wisly
Krakow, ktora w minionym sezonie nie awansowala nawet do czolowej
osemki, smieja sie z Cracovii, ze ta zostala wyeliminowana przez DAC,
kibice Legii smieja sie z Piasta, mistrza kraju, ze odpadl z LM tak
szybko, a kibice Cracovii, Piasta, krakowskiej Wisly i calej reszty
klubow – smieja sie z Legii, ze zremisowala na Gibraltarze. Oczywiscie
kolejnosc odpadania wynika glownie z kalendarza UEFA i losowan. Ale to
niewazne, smiech to zdrowie.
Ja wyniki Piasta i Cracovii przyjalem nie smiechem i nie placzem, tylko
wzruszeniem ramion, poniewaz od dawna nie oczekuje absolutnie niczego i
od razu po losowaniu zakladalem, ze oba zespoly moga odpasc. Musze nawet
wyznac, ze poprzeczka moich wymagan na skutek tego, co widze od lat,
wisi tak nisko, ze przez moment bylem zaskoczony, w jakim ladnym stylu
odpadamy. Ta wszechobecna pilkarska nedza w Polsce sprawila, ze moj mozg
juz jest zatruty i kiedy Piast potrzebowal kuriozalnego bledu bramkarza,
aby przegrac rywalizacje z BATE, to pomyslalem: „Nawet niezle,
spodziewalem sie, ze bedzie gorzej”! Pozniej ogladalem Cracovie i
przeszlo mi przez glowe, ze stworzyla sobie wiecej sytuacji bramkowych,
niz sadzilem, nawet z uznaniem pokiwalem glowa, ze dopiero blad Helika
wyrzucil ja za burte. Takie juz jest zycie, ze czlowiek potrafi
przyzwyczaic sie do kazdego dziadostwa, wliczajac Marcina Najmana,
paradokumenty na TVN i polska pilke.
Mam taka koncepcje, ze nalezaloby porozmawiac z kims z UEFA w sprawie
tymczasowego izolowania nas od klubowych rozgrywek miedzynarodowych.
Widze to nastepujaco: cztery lata nie gramy w ogole w pucharach i wtedy
jestesmy z siebie bardzo zadowoleni, kopiemy miedzy soba, wewnetrznie, z
pelnym przekonaniem, ze robimy to dobrze. Z usmiechem. Z duma. Mowimy:
„Poziom ligi idzie w gore!”. Prezesi przekonuja kibicow: „Gdyby
dopuszczono nas do pucharow, to z latwoscia dostalibysmy sie do fazy
grupowej!”. Kibice ekscytuja sie: „Tak jest!”.
Potem – raz na piec lat – wracamy do pucharow i jesli znowu dostajemy
lomot, to mowimy sobie na tajnym spotkaniu: „Panowie, to za wczesnie,
znikamy na kolejne cztery sezony pod jakims pozorem”. I znowu zaczynamy
festiwal wypowiedzi optymistyczno-nonsensownych. Znowu jest milo i
przyjemnie, jak to bywa we wlasnym sosie. Az do kolejnej weryfikacji.
Weryfikacja coroczna jest jednak zbyt frustrujaca i wywolujaca – oprocz
smiechu – nikomu niepotrzebne zle emocje.

LEKKOATLETYKA
-Dziewczyna to nie maszyna – powiedzial kiedys o jednej ze sportsmenek
jej trener. I to stwierdzenie mozna smialo odniesc do najlepszej
polskiej lekkoatletki Anity Wlodarczyk, ktora – byc moze – bedzie
musiala przedwczesnie zakonczyc sezon z powodu powaznej kontuzji kolana
– pisze w swoim felietonie Maciej Petruczenko.
Pietnascie lat rzucania mlotem (a takze dyskiem) zrobilo swoje. W
wypadku naszej najwybitniejszej miotaczki w historii doszlo, nie po raz
pierwszy zreszta, do w pelni zrozumialego „zmeczenia materialu”.
Zawodniczka, ktora na szerokie wody wywiodl weteran lekkoatletycznego
szkolenia Czeslaw Cybulski, a do dwoch zlotych medali olimpijskich,
czterech tytulow mistrzyni swiata i czterech mistrzyni Europy
doprowadzil glownie Krzysztof Kaliszewski – bedzie musiala niewatpliwie
zadbac o zdrowie, majac w planie efektowne zakonczenie kariery sportowej
na przyszlorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio.
Suma dotychczasowych dokonan przyszywanej warszawianki, reprezentujacej
obecnie AZS AWF Katowice, jest tak imponujaca, ze po prostu zwala z nog.
Bo to lacznie az dwanascie medali wspomnianych trzech imprez oraz szesc
rekordow swiata. A tego gigantycznego dziela dokonala Anita w ciagu
ostatnich 11 lat. Przycmila przedwojenne miotaczki – Haline Konopacka,
Jadwige Wajsowne (obie dysk) i Marie Kwasniewska (oszczep) oraz
powojennych miotaczy: Janusza Sidle (oszczep), Edmunda Piatkowskiego i
Piotra Malachowskiego (dysk), Wladyslawa Komara i Tomasza Majewskiego
(kula) oraz Tadeusza Ruta, Pawla Fajdka i Wojciecha Nowickiego (mlot).
Zreszta jesli wziac pod uwage sama liczbe medali, to trudno nie uwazac
tej pochodzacej z Rawicza silaczki za najlepsza polska sportsmenke XXI
wieku, a tak naprawde to za sportowca numer jeden, biorac pod uwage obie
plcie.
Oczywiscie, rzutu mlotem – nawet w obrebie IAAF – nie uwaza sie za
konkurencje pierwszoplanowa i nie pozostaje ona w centrum
zainteresowania kibicow, ale jest uprawiana w o wiele wiekszej liczbie
krajow niz np. skoki narciarskie. Dlatego pozycje absolutnej
dominatorki, jaka wywalczyla Anita, trzeba naprawde docenic. W
poniedzialek pozwolilem sobie zamienic dwa slowa z trenerem
Kaliszewskim, czekajacym w napieciu na zabieg medyczny, ktoremu miala
byc poddana jego podopieczna. Niewykluczone, ze po tym zabiegu bedzie
zdolna do wznowienia treningow na tyle szybko, zeby wypracowac forme
pozwalajaca na zdobycie z koncem sezonu – piatego tytulu mistrzyni
swiata w goracej stolicy Kataru – Ad-Dausze.
Ani sama zawodniczka, ani jej trener nie moga miec jednak co do tego
calkowitej pewnosci. Na razie Anita zajmuje dopiero piate miejsce na
liscie najlepszych w tym roku na swiecie ze skromnym wynikiem 75,61 m,
dalekim od jej rekordu swiata 82,98, a liderka jest Amerykanka DeAnna
Price – 77,43. Przyzwyczailismy sie juz, ze w gronie naszych sportowcow,
nalezacych w swojej specjalnosci do swiatowych elit, krolowa rzutu
mlotem ma najpewniejsza pozycje, co dokumentuja coroczne rezultaty
glosowania na najlepszych sportowcow Polski w plebiscycie „Przegladu
Sportowego”. W tym roku Anicie nie bedzie latwo powrocic na szczyt
tabeli mlociarek, ale przeciez jej cel finalny to igrzyska w Tokio.
Gdyby zdolala tam odniesc zwyciestwo, zrownalaby sie pod wzgledem liczby
zlotych medali olimpijskich z sama Irena Szewinska, ustepujac w naszej
lekkoatletyce tylko Robertowi Korzeniowskiemu (4 zlote krazki w
chodzie). Na razie wszakze nie od samej Anity to zalezy. Wszystko w
rekach lekarzy.

SIATKOWKA
Polacy zachwycili w Lidze Narodow. Kto z nich przebije sie do skladu na
Gdansk?
Karol Klos w wielkim stylu wrocil do reprezentacji Polski po przerwie i
swietnie spisal sie w Chicago z roli kapitana. Bartosz Bednorz
znakomicie wywiazal sie z roli lidera odmlodzonego zespolu i udowodnil,
ze sezon spedzony w Azimucie Modena uczynil z niego gracza pelna geba.
Marcin Komenda, Jakub Popiwczak i Norbert Huber stawiali w kadrze
pierwsze kroki, ale weszli do gry z przytupem. Oczarowan bylo w polskim
zespole wiecej, ale te piec nazwisk eksperci wymieniaja jednym tchem.
– Dawno z taka przyjemnoscia nie ogladalem gry reprezentacji Polski.
Mlodzi chlopcy, na ktorych nikt nie stawial, zaimponowali walecznoscia,
zaangazowaniem i sercem do gry. W obronie spisali sie koncertowo, tak ze
nawet Japonczycy mogliby ich podziwiac. W zespole byla chemia i swietna
atmosfera. Po tym, co zobaczylismy w Chicago, mozemy byc spokojni o
przyszlosc polskiej siatkowki. Mamy najlepsze zaplecze na swiecie i
przez lata mozemy dominowac na swiatowych parkietach – mowi mistrz
swiata i mistrz olimpijski Ryszard Bosek.
Dalsza przyszlosc maluje sie zatem w jasnych barwach, pytanie, ktorzy z
bohaterow Final Six przebija sie do skladu reprezentacji Polski na
najwazniejsze turnieje sezonu – sierpniowe kwalifikacje olimpijskie i
wrzesniowe mistrzostwa Europy? Na razie na zgrupowanie do Zakopanego, na
ktorym od kilkunastu dni przebywa jedenastu mistrzow swiata i Wilfredo
Leon, ma dolaczyc pieciu bohaterow z Chicago. Sa to: srodkowy Karol
Klos, przyjmujacy Bartosz Bednorz i Bartosz Kwolek oraz atakujacy Maciej
Muzaj i Lukasz Kaczmarek. – Wyglada na to, ze z tej piatki na dluzej w
druzynie zostanie jeden z atakujacych. Pytanie ktory, bo obaj mieli w
tym sezonie wzloty i upadki. Chyba ze Heynen zdecyduje sie przestawic na
atak Leona – mowi trzykrotny wicemistrz Europy Maciej Jarosz. – Ciekawa
walka szykuje sie wsrod przyjmujacych i nie wykluczam, ze Bednorz po
kapitalnym turnieju finalowym wygra rywalizacje z Kwolkiem i Arturem
Szalpukiem. Bosek dorzuca: – Szanse ma takze Klos. Przezywa w kadrze
druga mlodosc i moze wygrac rywalizacje na przyklad z Piotrem
Nowakowskim – uwaza mistrz olimpijski.
Jaroszowi w gronie powolanych zawodnikow brakuje Marcina Komendy. –
Chlopak byl oczarowaniem Ligi Narodow i udowodnil, ze na Fabianie
Drzyzdze i Grzegorzu Lomaczu nie konczy sie lista dobrych polskich
rozgrywajacych. Moim zdaniem Komenda powinien pojechac do Zakopanego. Bo
co bedzie, gdy – odpukac – kontuzji dozna Fabian lub Grzesiek? Czy
Komenda sciagniety z wakacji nadal bedzie w dobrej dyspozycji –
zastanawia sie byly reprezentant Polski. I zastrzega: – Prawdopodobnie
Heynen chce dac sygnal podstawowym rozgrywajacym, ze na nich stawia, ale
czy nie za bardzo ryzykuje?
Powolania na zgrupowanie w Zakopanem nie dostali takze dwaj inni
mlodziency Jakub Popiwczak i Norbert Huber. Obaj zasluzyli na wielkie
slowa uznania po wystepie w Lidze Narodow, w ktorej w tym roku
debiutowali. – Huber ma naturalny blok, jest skoczny, dobrze zagrywa.
Mial w Lidze Narodow kilka naprawde swietnych spotkan. Podobnie jak
Popiwczak, ktory uwijal sie w obronie niczym samolocik. Ma talent do gry
obronnej. Obaj moga byc z siebie bardzo zadowoleni. Oby tylko nie
uwierzyli, ze zlapali Pana Boga za nogi i juz sa wielcy. Ale sluchajac,
co mowia i patrzac jak sie zachowuja, jestem spokojny o nasza mlodziez.
Woda sodowa im nie odbije. A swoja szanse na pewno jeszcze od Vitala
dostana. Nie w kwalifikacjach, ale niewykluczone, ze zagraja w
mistrzostwach Europy albo Pucharze Swiata – mowi Bosek.

– Problem Heynena. Regulamin uniemozliwi mu prace we Wloszech?
Wedlug doniesien znanego wloskiego dziennikarza zajmujacego sie
siatkowka na Polwyspie Apeninskim, Gian Luki Pasiniego, selekcjoner
naszej kadry Vital Heynen moze miec problem z praca w roli trenera Sir
Safety Perugia.
Belgijski szkoleniowiec zostal kilka dni temu ogloszony nowym trenerem
wicemistrzow Wloch i zdobywcow Pucharu Wloch – Sir Safety Perugia. –
Heynen to pozadana osobowosc w Italii, ktora potrzebuje takich ludzi jak
on – przyznal Pasini.
Ten sam dziennikarz, w nieco enigmatycznych slowach, zakomunikowal
niedawno, ze Heynen moze miec problem z… objeciem nowej funkcji w
Perugii.
– Czy Heynen moze pracowac we Wloszech? Wedlug regulaminu Wloskiej
Federacji Siatkowki nie posiada on jednak potrzebnych dokumentow, aby
zostac mianowanym pierwszym trenerem zespolu. W przypadku braku
odstepstwa, co mialo juz miejsce w przeszlosci, bedzie musial postarac
sie o dodatkowe zezwolenie, jeszcze przed rozpoczeciem przyszlorocznych
Igrzysk w Tokio – zaznaczyl zurnalista.
Niestety, nie wiadomo o jakie dokumenty chodzi i czy ma to zwiazek z
prowadzeniem reprezentacji Polski. Na oficjalnej stronie Sir Safety
Perugia brakuje komunikatu w tej sprawie, ale lada moment nalezy
spodziewac sie kolejnych informacji wyjasniajacych.
Tymczasem sam zainteresowany wydaje sie nie przejmowac doniesieniami
prasowymi, angazujac do pracy w Perugii swojego wieloletniego asystenta
– Fonsa Vrankena, ktory we wloskim klubie bedzie odpowiedzialny za
przygotowanie fizyczne zawodnikow. Vranken, podobnie jak Heynen, bedzie
laczyl prace w Italii z praca w kadrze Bialo-Czerwonych.

SKOKI NARCIARSKIE
Letnia GP w skokach: Kubacki drugi w Wisle. Triumf Zajca.
Na piatej pozycji zostal sklasyfikowany Piotr Zyla, a na 19. Kamil Stoch.
Zajc byl liderem po pierwszej serii, Kubacki zajmowal czwarte miejsce. W
finalowej probie Polak uzyskal 3,5 m wiecej od Slowenca, ale nie
wystarczylo to do zniwelowania straty.
W sobote Bialo-Czerwoni zdecydowanie triumfowali w konkursie druzynowym.
——————————-
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *