Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 20 października 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 282 (5211) 20 pazdziernika 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
EKSTRKLASA
12 KOLEJKA
Jagiellonia Bialystok-Cracovia 3-2
Korona Kielce-Wisla Plock 0-1
Legia Warszawa-Lech Poznan 2-1
Wisla Krakow-Piast Gliwice 1-2
Zaglebie Lubin-Pogon Szczecin 0-1
Arka Gdynia-Lechia Gdansk 2-2
Gornik Zabrze-LKS Lodz 1-1
W poniedzialek Rakow Czestochowa-Slask Wroclaw
1.Pogon 24pkt
2.Wisla Plock 22pkt
3.Piast 21pkt
4.Jagiellonia 20pkt
5.Cracovia 20pkt
6.Lechia 20pkt
7.Legia 20pkt
8.Lech 18pkt
9.Slask 18pkt
10.Zaglebie Lubin 15pkt
11.Gornik 14pkt
12.Rakow 12pkt
13.Wisla Krakow 11pkt
14.Arka 10pkt
15.LKS Lodz 8pkt
16.Korona 8pkt

-Przerwa reprezentacyjna posluzyla pilkarzom Pogoni Szczecin, ktorzy
pokonali na wyjezdzie Zaglebie Lubin 1:0 i obronili fotel lidera
ekstraklasy.
– Dobrze wygladamy na wyjazdach. Wyniki pokazuja, ze to nie jest dla nas
problem – przypominal przed pierwszym gwizdkiem trener portowcow Kosta
Runjaic.
Pogon w tym sezonie jest najlepiej grajaca druzyna na obcych stadionach.
Wygrala trzy mecze (m.in. w Warszawie), dwa zremisowala i jeszcze ani
razu nie przegrala. Dobra dyspozycje w delegacji chciala podtrzymac w
Lubinie.
Miejscowe Zaglebie w ostatnich tygodniach imponowalo dobra forma, ktora
wypracowalo po przyjsciu nowego trenera. Slowak Martin Sevela odbudowal
zespol z Dolnego Slaska, wiec piatkowe starcie zapowiadalo sie bardzo
ciekawie.
I nie rozczarowalo, poniewaz od pierwszych minut bylo widac, ze graja ze
soba dobrze dysponowane druzyny. Pogon spotkanie zaczela w idealny
sposob, poniewaz juz w 6. minucie Adam Buksa precyzyjnym strzalem
wykonczyl indywidualna akcje Srdjana Spiridonovicia. Szybkie otwarcie
pojedynku dodalo mu rumiencow, poniewaz juz do konca pierwszej polowy
gra obu zespolow zaslugiwala na oklaski.
Akcja regularnie przenosila sie spod jednej bramki pod druga, bylo
troche indywidualnych popisow i szybkich kontratakow. Kibice na Dolnym
Slasku na pewno nie mogli narzekac na brak emocji, ale w pierwszej
czesci meczu wiecej goli juz nie zobaczyli.
Zaraz na poczatku drugiej polowy nieznacznie pomylil sie Sasza Zivec z
Zaglebia i stalo sie jasne, ze gospodarze nie odpuszcza Pogoni do
koncowego gwizdka. Mecz sie zaostrzyl, sedzia musial temperowac zapedy
zawodnikow zoltymi kartkami, a lubinianie zaczeli uzyskiwac przewage.
Niewiele jednak z niej wynikalo, poniewaz dobre szanse Zaglebia mozna
bylo policzyc na palcach jednej reki (groznie bylo dopiero na samym
finiszu meczu, ale znowu imponowal miedzy slupkami Dante Stipica). Pewna
w defensywie Pogon dowiozla skromne prowadzenie do konca i obronila
fotel lidera.
Pogon: Stipica – Bartkowski, Zech, Triantafyllopoulos, Lasicki, Matynia
– Spiridonovic (72. Hostikka), Podstawski ZK (79. D. Dabrowski), Kozulj
ZK, Kowalczyk ZK – Buksa ZK (80. Buksa).

-Niesamowite derby Trojmiasta. Arka wyrwala remis w 100. Minucie.
Arka Gdynia – Lechia Gdansk 2:2. Ekipa Piotra Stokowca byla o krok od
wygrania kolejnych derbow Trojmiasta, ale w setnej (!) minucie stracila
gola. Bohaterem gospodarzy zostal Marko Vejinovic.
Pilkarze Arki nie zdolali przelamac sie w derbach Trojmiasta, ale nie
maja powodow do smutku. Po niesamowicie ekscytujacej drugiej polowie
derbow Trojmiasta gdynianie odwrocili losy meczu z Lechia. Choc po 53.
minutach przegrywali 0:2, zdolali doprowadzic do wyrownania. Gola na
wage remisu w setnej (!) minucie strzelil Marko Vejinovic, a chwile
pozniej czerwona kartke obejrzal jeszcze Zarko Udoviczic.
– Zwyciestwo daloby nam mozliwosc odbudowy kluczowej pewnosci siebie –
przekonywal Aleksandar Rogic. Trener debiutowal w roli szkoleniowca Arki
i szybko mozna bylo dostrzec jego reke. Gdynianie wielokrotnie pokazali,
ze potrafia pograc pilka i wyprowadzac szybkie kontry. Dusan Kuciak
musial kilka razy wykazac sie sporymi umiejetnosciami. Szczegolnie widac
to bylo na poczatku spotkania, w 16. i w 18. minucie, gdy doskonale
bronil strzaly Nalepy.
Lechia do glosu doszla po trzydziestu minutach. Wydawalo sie, ze bedzie
jak wyrachowany bokser – najpierw przyjela kilka ciosow, dala sie
rywalowi wyszalec, aby potem wyprowadzic dwa potezne uderzenia.
Gdanszczanie gole strzelili na przestrzeni dwoch minut tuz po przerwie.
W 51. minucie po centrze Lukasa Haraslina gola strzelil Flavio Paixao, a
niedlugo pozniej skrzydlowy Lechii wylozyl pilke Arturowi Sobiechowi,
ktory trafil do pustej bramki. Dwie blyskawicznie zdobyte bramki mialy
praktycznie zamknac mecz, bo tez Lechia wydawala sie kontrolowac
przebieg gry, jednak w koncowce przebudzili sie gospodarze.
Na kwadrans przed koncem Michal Nalepa strzelil gola bezposrednio z
rzutu wolnego, gdy dosrodkowana pilka przeleciala obok zaskoczonego
Kuciaka, a niedlugo pozniej Slowak zostal pokonany po raz drugi. Po
wideoweryfikacji arbiter uznal jednak, ze bramkarz gosci byl faulowany
przez Davida Skirtladze, co mozna uznac za dosc kontrowersyjna decyzje.
Arka w koncowce dominowala i szukala gola na 2:2. Dlugo wydawalo sie, ze
nic z tego nie wyjdzie, nawet mimo przedluzenia derbow az o dziewiec
minut, ale cudu na wage punktu dokonal Vejinovic.
– W takich pojedynkach taktyka i tabela schodza na dalszy plan –
przekonywal trener gdanszczan. Jego zespol byl o krok od wygranej dzieki
popisowym akcjom gwiazd. Haraslin dwukrotnie asystowal, a Flavio
pokazal, ze jest prawdziwym katem Arki. Od poczatku sezonu 2017/18 w
szesciu derbowych meczach zdobyl siedem bramek. Nawet mimo remisu,
Lechia dominuje w Trojmiescie. Arka jeszcze nigdy nie wygrala z lokalnym
rywalem w Ekstraklasie (10 zwyciestw Lechii w 14 starciach), a na triumf
w derbach czeka od 4 listopada 2007 roku, gdy obie ekipy rywalizowaly
jeszcze w drugiej lidze. Kolejna szansa na przelamanie dopiero w polowie
marca. I obysmy wtedy zobaczyli tak samo ekscytujace spotkanie.

-Reprezentacja Polski wkrotce zagra z Anglia? „To bylby cenny sprawdzian”
– Musze przyznac, ze gdzies wyciekla informacja, iz jest szansa, ze
zagramy z Anglia. To bylby cenny sprawdzian – powiedzial w Cafe Futbol
Mateusz Borek.
– Juz gdzies tam pojawiaja sie pierwsze przymiarki do meczow wiosennych
i musze przyznac, ze wyciekla informacja, iz jest szansa, ze zagramy z
reprezentacja Anglii. Mysle, ze to bylby cenny sprawdzian: Harry Kane i
spolka konta Polacy – powiedzial prowadzacy Cafe Futbol.
– Dobrze byloby, abysmy nie grali ciagle ostatnich sparingow z Litwa. To
nieco zaciemnia obraz, gdy wbijamy im kilka goli. Teraz widac, ze
odchodzi sie od meczow towarzyskich, ktore o niczym nie swiadcza. Mecze
musza byc o cos. A jak nie sa o cos, to musi byc powazny rywal, abysmy
mieli punkt odniesienia. Bo po spotkaniu z Litwa nie bedziemy miec
zadnego – dodal Cezary Kowalski, ktory popisal sie swietna pamiecia i
przypomnial przegrany 0:1 mecz z Litwinami w 2006 roku.

-Zmieniamy lige co trzy lata. Jedno sie za to nie zmienia: wyniki w
pucharach – Wojciech Kowalczyk
Czasami mam wrazenie, ze ludzie rzadzacy polska pilka dostaja premie za
glupie pomysly. Dlatego jest ich tyle – pieniadz przeciez nie smierdzi,
a glupi pomysl wymyslic latwo, czy to robiac jajecznice, czy to siedzac
na kiblu. A, wpadlo do glowy, nieslychane, trzeba to przedstawic
reszcie. No i wczoraj czytam w Przegladzie Sportowym, ze PZPN otworzyl
furtke do tego, by liga miala 18 zespolow. Nie mam watpliwosci: za tak
durny pomysl naleza sie nie dwie, a trzy premie.
– Sluchajcie, jest problem, mamy 16 slabych zespolow. Co robimy?
– Dorzucmy jeszcze dwa slabe.
– Genialne!
Tak sobie wyobrazam ten dialog, dzieki ktoremu wyrosl ten wspanialy
projekt. Moim zdaniem, zeby zaproponowac 18 zespolow, trzeba miec jeden
defekt: nie ogladac ligi. Na moje nieszczescie ja Ekstraklase ogladam i
widze, co sie dzieje. Wchodzi w tym sezonie LKS i Rakow.
Infrastrukturalnie: w sumie jedna trybuna. Sportowo: rowniez nie
najlepiej, skoro LKS powoli czail sie na rekord porazek z rzedu, a Rakow
wisi ledwo nad strefa spadkowa. Przypadek? Ta, jasne, przypadek. Rok
temu liga przywitala Miedz i Zaglebie Sosnowiec. Nie musze chyba
przypominac, jak to sie skonczylo, ale skoro panowie we wladzach nie
ogladaja ligi, to prosze bardzo: obie te druzyny zlecialy, a Zaglebie to
zlecialo nawet z hukiem.
Ktos powie: a Gornik Zabrze, nie zapominaj Kowal o Gorniku Zabrze.
Ekstra, jeden dobry beniaminek na cztery-szesc fatalnych, bo jeszcze
trzeba wspominac takie wynalazki jak Sandecja. Dawajcie 20 zespolow, co
sie bedziemy ograniczac.
Poza tym nowe druzyny, to nowi pilkarze. Nie musze chyba przekonywac, ze
szrotu to mamy w tej lidze az nadto? Ze jak widzimy wynalazki z takiej
Korony, to chyba wszystkich boli nas glowa? No, a przy poszerzeniu ligi
tego dziadostwa bedzie wiecej, bo przeciez jakos trzeba te kadry
skompletowac, wiec do tej umownej elity dolaczyloby okolo 50 pilkarzy.
Menadzerowie cudakow z Lotwy, Litwy, Slowacji juz zacieraja rece. Dla
nich to bylaby zyla zlota.
Jest takie powiedzenie, ze od samego mieszania herbata nie staje sie
slodsza. Niestety w polskiej pilce robimy miliardowe okrazenie ta
lyzeczka, napieprzamy w te szklanke jak opetani, a cukier wciaz lezy na
polce, do ktorej nie siegamy. No bo tak, tylko w XXI wieku:
– dzielilismy lige na pol przed startem sezonu,
– bylo 14 druzyn,
– jest 16,
– dzielilismy lige po 30 kolejkach z podzialem punktow,
– dzielimy lige po 30 kolejkach bez podzialu punktow,
– spadaly dwie druzyny,
– spadaja trzy.
Moglem oczywiscie o czyms zapomniec, ale wybaczcie, tych zmian bylo
tyle, ze przed kazdym sezonem PZPN powinien wydawac jakis poradnik. Moze
zaczniemy grac za dwa punkty? Moze mistrzem zostanie druzyna z siodmego
miejsca? Moze co kolejke bedziemy zabierac jedno krzeslo, jak na weselu
i lige skoncza dwie druzyny? Ludzie kochani.
Pokazcie mi druga lige w cywilizowanym pilkarskim swiecie, ktora zmienia
swoje zasady raz na dwa-trzy lata. Nie pokazecie, bo takiej nie ma. To
my jestesmy mistrzami w kombinowaniu, szukaniu kwadratowych jaj,
zmienianiu. Jedno sie nie zmienia: przychodzi lipiec-sierpien i
dostajemy w trabe. Tutaj znalezlismy stabilnosc, brawo.
Tak w ogole zastanawiam sie, jak ta zmiana mialaby byc przeprowadzona?
Czy w jednym sezonie nikt nie spadnie i bierzemy dwoch beniaminkow? Czy
spadna trzy druzyny i bierzemy pieciu z pierwszej ligi? Czy moze znowu
zmniejszymy strefe spadkowa, na przyklad do jednej druzyny? Tak czy tak
wyjdzie na to, ze w ciagu czterech lat gralismy trzema roznymi
systemami. Rece opadaja.
Ja naprawde nie prosze o wiele. Ustalcie sobie, panowie, jeden system
rozgrywek. Nie osiem, nie 27. Jeden. Potem trzymajcie sie go przez 10-15
lat. Wiem, wiem, cierpliwosc to nie jest wasza najmocniejsza strona,
chcialoby sie cos zmienic. Mam wiec super propozycje: zmiencie wyniki w
pucharach.

I LIGA
14 kolejka
Stal Mielec-Sandecja Nowy Sacz 5-1
Warta Poznan-Zaglebie Sosnowiec 2-3
Wigry Suwalki-Odra Opole 1-0
Podbeskidzie-Jastrzebie 0-2
Olimpia Grudziadz-Radomiak 2-2
Nieciecza-Belchatow 2-1
Miedz Legnica-Stomil Olsztyn 4-1
Puszcza Niepolomice-Tychy 2-1
Chrobry Glogow-Chojniczanka 1-0
1.Radomiak 27pkt
2.Stal Mielec 25pkt
3.Warta 24pkt
4.Podbeskidzie 24pkt
5.Miedz 23pkt
6.Olimpia Grudziadz 21pkt
7.Nieciecza 21pkt
8.Stomil Olsztyn 21pkt
9.Jastrzebie 20pkt
10.Zaglebie Sosnowiec 18pkt
11.Puszcza 17pkt
12.Belchatow 17pkt
13.Tychy 17pkt
14.Chojniczanka 15pkt
15.Wigry 15pkt
16.Sandecja 15pkt
17.Chrobry 11pkt
18.Odra Opole 7pkt

Faron: Uwaga! Teren budowy [felieton]
Prezes PZPN Zbigniew Boniek lubi powtarzac, ze druzyna narodowa to nie
dom – nawet jesli juz uda ci sie ja zbudowac, nie oznacza, ze bedziesz
mial spokoj lata. Czas po odejsciu Adama Nawalki dobitnie to pokazuje.
Jerzy Brzeczek odziedziczyl po poprzedniku bardzo solidne fundamenty,
ale rowniez wiele rys oraz pekniec, ktorych nie dalo sie przykryc
szpachla w piec minut. Od poczatku swojej pracy szukal nowych rozwiazan
i drog, nierzadko wybierajac slepa uliczke. Dzis, po ponad roku pracy
selekcjonera, tak naprawde nie wiemy, co udalo mu sie zbudowac.
Z jednej strony Brzeczek na pewno zasluguje na pochwaly. Bialo-Czerwoni
bardzo dobrze wywiazali sie z roli faworyta i nie mieli zadnych
problemow ze zdobyciem biletow na EURO 2020. Sam trener pokazal, ze ma
nosa do zmian – niejednokrotnie wpuszczal na plac zawodnikow, ktorzy
decydowali o losach meczow. Obecny selekcjoner udowodnil tez, ze nie boi
sie odwaznych decyzji – gdy wyslal pierwsze powolanie dla Arkadiusza
Recy, wielu pukalo sie w czolo. Dzis ten sam Reca – po kilku bardzo
dobrych meczach w SPAL i przyzwoitym wystepie przeciwko Macedonii
Polnocnej – nieoczekiwanie stal sie faworytem do obsadzenia lewej
obrony. Zwlaszcza ze Maciej Rybus, ktory zagral bardzo slabe spotkanie w
Rydze, znow nabawil sie kontuzji, a Bartosz Bereszynski pokazal, ze jego
miejsce jest na prawej stronie.
Brzeczek wreszcie zasluzyl na brawa za odwazne stawianie na takich
zawodnikow, jak Sebastian Szymanski i Krystian Bielik. Ten pierwszy
blysnal w pazdziernikowych meczach, pokazujac, ze w niedalekiej
przyszlosci moze stac sie waznym ogniwem druzyny narodowej. Z drugiej
strony – EURO coraz blizej, a wygrane z Lotwa i Macedonia Polnocna
bynajmniej nie sprawily, ze powazne problemy kadry zniknely jak za
dotknieciem czarodziejskiej rozdzki. Wciaz aktualny pozostaje zarzut o
bardzo slaby styl, na pewno martwi tez ograniczone zaufanie niektorych
zawodnikow do selekcjonera. Choc reprezentacja wywalczyla awans,
zdecydowanie za wczesnie na picie szampana, ktorego po meczu z Macedonia
Polnocna otworzyli pilkarze. Przede wszystkim dlatego, ze osiem miesiecy
przed turniejem finalowym nie mamy pojecia, w jakim miejscu jestesmy.
Sila (a raczej slabosc) naszych grupowych rywali sprawia, ze nie sposob
okreslic aktualnej wartosci naszej reprezentacji. Nie da sie tez ocenic
jednoznacznie Brzeczka, ktory choc popelnil po drodze sporo bledow,
wykonal pierwsze postawione przed nim zadanie.
Podczas najblizszych meczow kadry na stadionie wciaz powinny wisiec
tabliczki z napisem: „Uwaga! Teren budowy”. Dopiero EURO przyniesie
odpowiedz na pytanie, jak w roli glownego architekta spisal sie
Brzeczek. Na razie chyba nikt nie ma pojecia, czy przy pierwszym
silniejszym podmuchu sciany jego konstrukcji nawet nie zadrza, czy runa
jak domek z kart”

-66A i koniec. Piszczek pozegna sie na Narodowym
Reprezentacyjny licznik Lukasza Piszczka przestanie bic na 66A. Jak
podal „Przeglad Sportowy”, jeden z najlepszych prawych obroncow w
historii polskiej pilki bedzie mial okazje pozegnac sie z kibicami na
Narodowym: nie w jakichs jaselkach, meczu przyjaciol Zakopower z
dziennikarzami „Glosu Regionow”, tylko w meczu o punkty ze Slowenia.
Ktos moglby powiedziec: nie robmy jaj z oficjalnego meczu. Jerzy Dudek
jak sie zegnal, to z Liechtensteinem. Tutaj Piszczu ma wystapic 25
minut, jego gra jest zapowiedziana z gory, co spokojnie pasuje do
scenerii sparingowej, ale to mecz eliminacji Euro. Eliminacji juz
wygranych, ale wciaz nie pozbawionych stawki – bijemy sie jeszcze o
rozstawienie w koszykach. Raczej bedziemy w drugim, co szkodzi jednak
powalczyc o gre wyzej, a moze byc jeszcze tak, ze drugiego koszyka ze
Slowenia bedziemy bronic.
Ale to bylaby uzasadniona retoryka, gdybysmy zegnali kogos w trybie
Dudka, ktory ostatni mecz w kadrze rozegral dwa lata po ostatnim meczu
klubowym. Wtedy owszem, wyobrazamy sobie taki przebieg spotkania, ze
mogloby sie zrobic kwasno. Ale przy Piszczku? Kwasno moze byc tylko z
innej przyczyny:
Gdy okaze sie, ze wciaz jest o klase lepszy od jego nastepcow i
stanowilby w kazdej chwili powazne wzmocnienie kadry jadacej na Euro.
Az ciekawi jestesmy co by bylo gdyby Piszczu naprawde swietnie zagral,
asystowal, rozkrecil nasza gre – zaczelaby sie kampania namawiania
Piszczka na turniej? Nie bedziemy wiecej teoretyzowac, ale nie uwazamy
tego za skrajnie nierealny scenariusz.
Ale jesli wszystko potoczy sie trybem spodziewanym, trybem 99%
prawdopodobienstwa, to tez fajnie. Piszcza latwo zastapic nie jest, to
pewne, ale nie mowmy tez, ze ci co staraja sie po nim wypelnic luke nie
sa w stanie kopnac prosto pilki. Lukasz na pewno zasluzyl na to, by
pozegnac sie z kibicami godnie, nawet uwazamy za cos fajnego, ze pozegna
sie wlasnie w meczu o cos.
A kto pamieta w jakim roku debiutowal?
Otoz juz mowimy: 2007 rok. Tak jest, Beenhakker sprawdzal go przed Euro,
ale 2008. Piszczek zagral wtedy w sparingu z Estonia. Razem w reprze
jeszcze z takimi zawodnikami jak Maciej Iwanski, Piotr Piechniak (!),
Bartlomiej Grzelak, Radoslaw Matusiak. Gola dla Polski strzelil wtedy
Adam Kokoszka.

SIATKOWKA
– U nas jednostka nigdy nie wygra ani calego meczu, ani jednego turnieju
– mowi „PS” Fabian Drzyzga, rozgrywajacy kadry.
Edyta Kowalczyk: Po powrocie z Japonii musi pan walczyc z aklimatyzacja
w kraju?
Fabian Drzyzga: Nie do konca, bo w niedziele wylatuje juz do Rosji, by
rozpoczac przygotowania z klubem. A roznica czasu miedzy Nowosybirskiem
a Japonia wynosi tylko godzine, nie zas siedem – tak jak w Polsce. Przez
kilka najblizszych dni bede chcial nacieszyc sie rodzina, corka, bo
dawno ich nie widzialem. Sprawy organizacyjne odloze na bok.
Ilu teoriom, ktore krazyly wokol reprezentacji Polski, zadaliscie klam w
tym sezonie?
Spimy dobrze i nie koncentrujemy sie na tym, co dzialo sie kiedys. Ta
druzyna swoje juz wygrala i swoje przegrala. Pochwal i krytyki tez sie
nasluchalismy, kazdy z nas juz to przetrawil. Chcemy dobrze pracowac i
grac, a ze nam sie udaje – to zasluga Vitala Heynena. I oby tak dalej.
Czy lamiemy bariery, zobaczymy w przyszlosci. Na razie cieszmy sie
udanym zakonczeniem kadrowego sezonu.
A przeciez w drugim roku pracy selekcjonerow reprezentacji Polski, po
wielkich sukcesach, czesto nastepowal spadek formy.
Vital twierdzi, ze prowadzone przez niego druzyny w drugim roku
wspolpracy graja lepiej. W trzecim, czyli za rok, tez mamy zrobic postep
i ja w to wierze. W tym sezonie pokazalismy, ze potrafimy sie
przygotowac do najwazniejszego turnieju i wytrzymac presje w
kwalifikacjach olimpijskich, robiac to, co do nas nalezy. Pozniej,
utrzymujac te dyspozycje, zdobylismy jeszcze dwa medale w rownie
trudnych turniejach. Widac, ze w naszej ekipie jest sila. Potrafilismy
ustabilizowac forme na tyle, by nie bylo znaczacych jej wahan. Nie mam
na mysli Ligi Narodow, w ktorej mielismy sporo rotacji w skladzie. Ale w
kolejnych zmaganiach gralismy juz praktycznie ta sama czternastka.
Slabszych rywali z latwoscia pokonywalismy, a przeciwko tym mocniejszym
miewalismy lepsze i gorsze momenty badz mecze. Stabilizacja to zasluga
naszej ciezkiej pracy w ostatnich dwoch latach.
Trener Heynen po jednym z meczow w Pucharze Swiata przyznal, ze jest pod
wrazeniem tego, jak wciaz utrzymujecie koncentracje. Rzeczywiscie tak
bylo? Ostatni turniej w Japonii rozegraliscie juz na oparach formy i
wytrzymalosci?
Fizycznie nie czulismy swiezosci, wiec musielismy wplywac jak najmocniej
na sfere mentalna, by rozegrac kilka kolejnych spotkan w nielatwym
turnieju i to zaraz po mistrzostwach Europy. Chcielismy wygrywac, a nie
po prostu wystapic w tych meczach. To nie jest proste zadanie, by z dnia
na dzien po jednych rozgrywkach wskoczyc na wlasciwe tory w kolejnych.
Fizycznie podolalismy temu zadaniu dzieki szerokiemu skladowi.
Czy my w ogole poznalismy potencjal kadry w tym sezonie? Z Michalem
Kubiakiem, Wilfredo Leonem i Bartoszem Kurkiem graliscie bardzo krotko w
jednej szostce, a dodatkowo nie wszyscy byli w pelni sil i formy.
Rzeczywiscie, na sto procent nie zagralismy jeszcze w takim zestawieniu,
ale przyjdzie na to czas kolejnego lata. Wtedy bedziemy madrzejsi.
Trzeba jednak przyznac, ze gdyby z innej druzyny wylaczyc takiego
zawodnika jak Bartek Kurek (jego pierwszym turniejem kadrowym byl w tym
sezonie Puchar Swiata, wczesniej zmagal sie z urazem plecow – przyp.
red.), to nie wiadomo, czy ten zespol moglby zdobywac medale. U nas bylo
odwrotnie. Mam nadzieje, ze w przyszlym sezonie Bartek wroci do pelni
formy i bedziemy jeszcze mocniejsi. W naszej ekipie nikt nie boi sie grac.
Jak ukladala sie wspolpraca z Kurkiem w Japonii?
Za duzo razem nie pogralismy, bo zaledwie cztery spotkania, a w
wiekszosci z nich jeden z nas wchodzil na zmiany. Bartek jest
zawodnikiem, ktory umie szybko sie zaadaptowac, wiec to nie byl dla
niego zaden problem. Za nim trudny okres, wiec trzeba sie cieszyc, ze
wreszcie wrocil, do czego sam byl pewnie mocno zmotywowany.
W tym sezonie jako cala kadra rozegraliscie blisko 50 spotkan. Co pan
odczuwa, gdy zdaje sobie sprawe, ze to juz koniec?
Duze zadowolenie, bo takiego lata w historii polskiej siatkowki nie bylo
dawno, a moze nawet wcale. Policzylem ostatnio, ze lacznie ze
spotkaniami towarzyskimi rozegralem okolo 35 meczow, czyli taki maly
sezon ligowy. Tak to wyglada juz od paru lat i nie jest dla nas
tragedia, ale faktem jest, iz kalendarze sa zbyt mocno napakowane. W tym
roku osiagnelismy juz granice absurdu, konczac jeden turniej i
zaczynajac drugi. Mam wiec nadzieje, ze ludzie, ktorzy odpowiadaja za to
w FIVB i CEV, w koncu sie ogarna. Nie jestesmy maszynami. Oby nie, ale
taki natlok predzej czy pozniej odbije sie na zdrowiu zawodnikow.
Jak zatem przetrwac sezon ligowy po takiej dawce meczow?
Musimy zadbac o zdrowie wspolnie z lekarzami i fizjoterapeutami w
naszych klubach. Trzeba porozmawiac z trenerami, ktorzy musza zrozumiec,
ze nie kazdy zawodnik bedzie w stanie grac na wysokim poziomie po takim
sezonie kadrowym. Nie chodzi o to, ze mamy nic nie robic, ale moze
czasami bedziemy potrzebowac nieco lzejszych treningow i wiekszej
wyrozumialosci, by szybko nie nastapil spadek formy.
Co powiedzial wam selekcjoner Heynen na pozegnanie w Japonii?
Podziekowalismy sobie za wspolny sezon, przybilismy piatki i… trener
nam uciekl, spieszac sie na samolot do Wloch.
Zapowiedzial juz jakies plany na przyszly sezon?
Mielismy tylko wstepne rozmowy. Dla wielu z nas lato przyszlego roku
bedzie najwazniejsze ze wzgledu na igrzyska w Tokio. Musimy byc gotowi
fizycznie i psychicznie.
To bedzie najwazniejsze i wyjatkowo krotkie lato, bo zamiast w
pazdzierniku zakonczycie sezon reprezentacyjny w sierpniu.
Az dziwnie bedziemy sie czuc.
Kto wedlug pana jest MVP minionego sezonu kadry?
Cala nasza druzyna. W tym sezonie w zespole zagralo 30 zawodnikow i w
poszczegolnych turniejach kazdy dal naszej ekipie cos innego. U nas
jednostka nigdy nie wygra ani calego meczu, ani jednego turnieju.

PILKA RECZNA
Pilkarze reczni PGE Vive Kielce wreszcie przelamali sie w Lidze
Mistrzow. Po dobrej grze pokonali na wyjezdzie Mieszkowa Brzesc.
Trener Talant Dujszebajew pod nieobecnosc kontuzjowanego Igora Karacicia
na srodku rozegrania postawil na doswiadczonego Mariusza Jurkiewicza, a
wreszcie dluga szanse na lewym skrzydle dostal Angel Fernandez. Jak sie
potem okazalo, byly to bardzo dobre decyzje. Hiszpan juz do przerwy
zdobyl trzy gole, a Jurkiewicz madrze rozgrywal.
Kielczanie bardzo dobrze grali w ofensywie, ale jeszcze lepiej w
defensywie. Po dziesieciu minutach prowadzili az 5:1, a w tym czasie
gospodarze spudlowali dwa rzuty karne. Jeden obronil Andreas Wolff,
ktory w pierwszej polowie mial bardzo dobra, 43-proc. skutecznosc.
Jeszcze w 20. minucie mistrzowie Polski prowadzili tylko 9:7. I wtedy
rozpoczal sie koncert ich gry. Przez osiem minut zdobyli piec bramek z
rzedu. Dobra zmiane w ofensywie dali kolowy Julen Aginagalde i
rozgrywajacy Doruk Pehlivan.
Po zmianie stron sytuacja sie odwrocila. Podopieczni Talanta
Dujszebajewa nie grali juz tak dobrze, zwlaszcza w obronie (stracili dwa
razy wiecej goli niz do przerwy!), a gospodarze zaczeli blyskawicznie
zmniejszac straty. W 38. minucie przegrywali juz tylko 16:19, a w 52.
minucie – 23:25. W efekcie doszlo do nerwowej koncowki.
Trzy minuty przed koncem kielczanie wygrywali tylko 27:26, a w dodatku
dwie minuty kary dostal Romaric Guillo. Goscie grali bardzo dluga akcje
i jak sedziowie pokazywali gre pasywna, to Kulesz cudownym rzutem z
drugiej linii dal dwubramkowe prowadzenie. W odpowiedzi rywale nie
trafili w bramke, a PGE Vive odpowiedzialo golami Julena Aginagalde z
kola i z kontry Blaza Janca i rozstrzygnelo pojedynek.
W nastepnej kolejce PGE Vive Kielce zagra przed wlasna publicznoscia z
wegierskim Telekomem Veszprem. Mecz odbedzie sie w sobote, 2 listopada o
godz. 15.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *