Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 2 grudnia 2018

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 317 (5009) 2 grudnia 2018 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/

PILKA NOZNA
-Uniknelismy najgrozniejszych rywali, ale nie zagramy ze slabeuszami.
Znamy juz sklad grup eliminacyjnych EURO 2020. Polacy zagraja w grupie G
z Austria, Izraelem, Slowenia, Macedonia i Lotwa.
Kamien spadl z serca niejednego polskiego kibica, gdy Niemcy zostali
wylosowani do grupy C. Stalo sie jasne, ze Polacy unikna najmocniejszej
ekipy z drugiego koszyka. Teoretycznie najtrudniejszym rywalem bedzie
Austria.
Kolejnym rywalem okazal sie byc Izrael, czyli kolejny kraj, w ktorym w
przeszlosci wystepowal selekcjoner Jerzy Brzeczek. Z trzeciego koszyka
do grupy G trafili Slowency. Trzeba przyznac, ze jesli chodzi o rywali,
ktorzy teoretycznie powinni byc naszymi glownymi przeciwnikami w walce o
awans, to mielismy sporo szczescie. Rownie dobrze mogla nam sie trafic
trojka Niemcy, Serbia, Rumunia.
Nieco mniej szczescia dopisalo Polakom przy losowaniu ekip z koszykow
piatego szostego. Macedonia i Lotwa to ekipy, ktore w swoich grupach
mialy najwyzszy ranking UEFA.
EURO 2020 bedzie wyjatkowe. Po raz pierwszy w historii mecze zostana
rozegrane w 12 krajach, z tego powodu gospodarze nie maja zapewnionego
udzialu w turnieju glownym. Zeby kazdy z gospodarzy mial szanse na
udzial w finalach, w jednej grupie nie mogly sie znalezc wiecej niz dwa
kraje, w ktorych odbeda sie mecze.
Awans z grupy uzyskaja ekipy z pierwszych i drugich miejsc w swoich
grupach. Pozostalych czterech finalistow wylonia baraze, w ktorych
udzial zapewnili sobie zwyciezcy grup w czterech dywizjach Ligi Narodow.
Jesli zwyciescy uzyskaja awans w kwalifikacjach, ich miejsce w barazach
zajmie zespol bedacy najwyzej w rankingu LN, ktory odpadl w el. ME.
Wyniki losowania grup eliminacyjnych EURO 2020:
Grupa A
Anglia, Czechy, Bulgaria, Czarnogora, Kosowo
Grupa B
Portugalia, Ukraina, Serbia, Litwa, Luksemburg
Grupa C
Holandia, Niemcy, Irlandia Polnocna, Estonia, Bialorus
Grupa D
Szwajcaria, Dania, Irlandia, Gruzja, Gibraltar
Grupa E
Chorwacja, Walia, Slowacja, Wegry, Azerbejdzan
Grupa F
Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Rumunia, Wyspy Owcze, Malta
Grupa G
Polska, Austria, Izrael, Slowenia, Macedonia, Lotwa
Grupa H
Francja, Islandia, Turcja, Albania, Moldawia, Andora
Grupa I
Belgia, Rosja, Szkocja, Cypr, Kazachstan, San Marino
Grupa J
Wlochy, Bosnia i Hercegowina, Finlandia, Grecja, Armenia, Liechtenstein

-Polacy nie moga szukac zadnych wymowek. „Jezeli nie awansuje, Brzeczek
skonczy prace z reprezentacja”
Reprezentacja Polski zagra z Austria, Izraelem, Slowenia, Macedonia i
Lotwa o awans na Mistrzostwa Europy 2020. To losowanie ocenili eksperci:
Bartosz Bosacki i Roman Kosecki.
Reprezentacja Polski jest zdecydowanym faworytem tej grupy. Zaden kibic
polskiej druzyny narodowej nie przewiduje innego scenariusza niz awans
ekipy Jerzego Brzeczka na Euro 2020.
– Powinnismy wyjsc z grupy. Oczywiscie nalezy uwazac na naszych rywali,
ale po zakonczonych eliminacjach to nasza reprezentacja powinna cieszyc
sie z awansu – przekonuje Bartosz Bosacki, 20-krotny reprezentant
Polski. Tego samego zdania jest Roman Kosecki, ktory w koszulce z
orzelkiem na piersi gral 69 razy. – Kadra Jerzego Brzeczka nie moze
szukac zadnych wymowek, zwlaszcza ze na ME 2020 awansuja dwie druzyny z
naszej grupy. Jestesmy faworytem – twierdzi.
Na pytanie, kto wyjdzie z grupy, zgodnie odpowiadaja – Polska. – Nie ma
innej opcji. Zwlaszcza, ze awansuja dwie druzyny – mowi Kosecki. Walka o
awans z drugiego miejsca powinna toczyc sie miedzy Austria i Izraelem.
Slowenia, Macedonia i Lotwa beda od urywania punktow faworytom. Oby
tylko nie Polski – mowi z nadzieja w glosie byly gracz Atletico Madryt i
Legii Warszawa.
Najgrozniejszym rywalem Polski bedzie Austria. – Ostatnie eliminacje do
MS 2018 im nie wyszly, jednak od kilku lat ta druzyna wyglada naprawde
solidnie – twierdzi Bosacki. Jezeli Polska chce walczyc o najwyzsze
cele, to z takimi druzynami po prostu musi wygrywac – puentuje byly
zawodnika Lecha Poznan.
Jednak aby awansowac na ME 2020, Jerzy Brzeczek musi poprawic gre
reprezentacji Polski. – Kuleje ofensywa i defensywa. Wiele rzeczy wymaga
zmian. Co prawda w Lidze Narodow mierzylismy sie ze zdecydowanie
trudniejszymi rywalami, jednak tych nie mozemy zlekcewazyc, bo to sie
moze zle skonczyc – ostrzega Kosecki.
Jezeli Polska awansuje na Euro 2020, umowa Jerzego Brzeczka z
reprezentacja Polski zostanie przedluzona. – Jezeli nie awansuje,
Brzeczek skonczy prace z reprezentacja – konczy Kosecki

– Cwiakala: Profanacja roli selekcjonera. Boniek rzucil Brzeczkowi
wyzwanie.
Gdyby reprezentacja Polski rozgrywala za moment kolejny mecz,
dostalibysmy odpowiedz, czy Jerzy Brzeczek stracil niezaleznosc.
Zbigniew Boniek – deklarujac, ze powolywanie zawodnikow niegrajacych w
klubach to profanacja kadry – rzucil selekcjonerowi wyzwanie. Wystawil
na probe jego wiarygodnosc. Jezeli Brzeczek zamierza dostosowac sie do
tego przykazu, to w moim odczuciu sprofanowane zostanie cos innego. Rola
selekcjonera, ktory moze stracic warunki do realizowania swojej wizji.
Brzeczek znalazl sie w spirali. Chwalenie go stalo sie niemodne.
Ostatnio Krzysiek Stanowski zauwazyl na lamach „PS”, ze cokolwiek trener
zrobi – i tak mu sie oberwie.
To fakt. Daleko mu jeszcze do wizerunku Franciszka Smudy, ale odnosze
wrazenie, ze jakkolwiek merytorycznie Brzeczek by sie bronil – a
przeciez zwykle wlasnie tak postepuje – ze zgrupowania na zgrupowanie
coraz mniej kibicow traktuje go powaznie. Sam tez w wyjatkowo durny
sposob odbiera sobie argumenty, jak wtedy, gdy zaatakowal Michala Pola
za zartobliwy wpis z Twittera. Ta jedna, z pozoru niewinna deklaracja,
pokazala, ze selekcjoner nie do konca rozumie powage stanowiska i
zaczyna miec dziwna obsesje na punkcie wlasnego wizerunku. Jestem
dziwnie przekonany, ze gdyby ktorys z podpowiadaczy pokazal takiego
tweeta Adamowi Nawalce, to ten spojrzalby na niego z politowaniem, jak
na glupka i niekoniecznie wracalby pozniej do dyskusji z takim
delikwentem. Bo po co zawracac glowe takimi bzdetami akurat po
zakonczeniu waznego meczu?
O ile niektore zachowania Brzeczka – jak atak na Pola czy powolanie
Cionka po uprzednim skresleniu go – wydaja mi sie groteskowe, o tyle
jeszcze bardziej niezrozumiale wydaje mi sie narzucanie mu dodatkowej
presji (czyli dodatkowego problemu) akurat w tym momencie. Brzeczek
pokazal publice, ze przestal wytrzymywac cisnienie, po czym dostal od
prezesa cios w postaci deklaracji, ktora wpedza go w slepy zaulek.
Deklaracji – wybaczcie kolejne porownanie do Nawalki – ktorej poprzedni
selekcjoner moim zdaniem by nie uslyszal. Mial za duzy kredyt zaufania
wsrod opinii publicznej, by ktos nagle wtracil mu sie publicznie w
powolania. W Brzeczka natomiast mozna walnac przy kazdej okazji jak w
worek treningowy, wpedzajac go w kolejna nerwice. Ku uciesze tlumu.
Ludzie tylko przyklasna. Tym bardziej w kwestii tak delikatnej jak
sprawa zawodnikow nie grajacych, czyli w glownej mierze
Blaszczykowskiego, ktora zaczela dzielic, zanim jeszcze Brzeczek de
facto zaczal sprawowac rzady.
*****
Nie do konca rozumiem, co kierowalo Zbigniewem Bonkiem, ze w rozmowie z
„GW” zdecydowal sie na tak ostry przekaz. Nie wiem. Obawial sie, ze
selekcjoner bedzie powolywal Blaszczykowskiego nawet z emerytury? Ze ten
nieszczesny Kuba przyjedzie na kadre z jedna noga? Niezaleznie od tego,
w jakiej sytuacji znalazl sie zawodnik Wolfsburga, cala ta historia
zaczyna byc coraz bardziej niezdrowa. Brzeczek broni sie w TVP, ze ma
pelna autonomie, nikt nie ingeruje w jego decyzje personalne i jezeli po
dyskusji ze sztabem dojdzie do wniosku, ze Bednarek i Kuba moga byc
powolani, to ich powola. Gdyby jednak najblizsze zgrupowanie odbylo sie
za miesiac, a nie za pol roku, sila rzeczy bylibysmy swiadkami kolejnego
zgrzytu, do ktorego z kolei mogloby nie dojsc, gdyby nie stanowczy apel
prezesa PZPN. Bo jak postapilby Brzeczek? Powola Blaszczykowskiego –
wyjdzie na kozaka, a my bedziemy czekac na kolejny komentarz Zbigniewa
Bonka. Nie powola – „zaraz, wczesniej go wzywales, a teraz nagle po tym
wywiadzie stal sie niepotrzebny?”. Jak zareagowaliby na taka decyzje
sami kadrowicze? Przeciez nie ma sensu sie ludzic, ze sytuacja zawodnika
w Wolfsburgu jakkolwiek moglaby sie zmienic. Musialoby tam dojsc do
jakiegos pomoru, by Bruno Labbadia zwrocil uwage na Polaka. Podejrzewam,
ze problem rozwiaze sie sam. Niewykluczone, ze za kilka miesiecy nie
bedziemy o nim pamietac. Blaszczykowski wroci do Wisly Krakow albo
przejdzie – powiedzmy – do 2. Bundesligi, zacznie grac i bedzie
dostarczal argumenty, by do kadry wrocic. To wartosciowy pilkarz nawet w
slabszej formie. Dziwie sie jedynie prezesowi, ze – pelniac tak
eksponowana funkcje i bedac bezposrednim przelozonym Brzeczka –
zdecydowal sie na bardzo mocna opinie o profanacji, ktora moim zdaniem
byla zwyczajnie niepotrzebna. Z zalozenia nie mogla przyniesc niczego
dobrego i musiala postawic Brzeczka w sytuacji cholernie niewdziecznej.
Zwyczajnie nie rozumiem, co prezes mial na celu. Nie twierdze, ze kazdym
wywiadem musi stawiac dla opiekuna kadry piorunochron, ale tutaj
postapil wrecz przeciwnie. Jakby Brzeczek mial malo lamiglowek na glowie.
*****
Czasem odnosze tez wrazenie, ze zapominamy o najwazniejszej zasadzie,
jaka musi sie kierowac selekcjoner. Jego rola jest tworzenie mozliwie
najmocniejszego zespolu. Czyli dobor nie najlepszych zawodnikow, tylko
takich, ktorzy najlepiej pasuja do koncepcji i najsprawniej funkcjonuja
jako system. Jezeli Brzeczek uzna, ze idealnym partnerem dla Kamila
Glika bedzie Bartosz Kopacz, bo dostrzeze w nim jeden detal odrozniajacy
go od reszty, to mozemy sie na taka decyzje zzymac , mozemy krytykowac,
ale niestety wypada to uszanowac. Maczynski tez przez dlugie miesiace
nie dostarczal argumentow za swoimi powolaniami, ale Nawalka widzial
cos, jakis drobiazg, ktorego nie zauwazali inni. Dostrzegl, ze Krzysiek
moze byc idealnym partnerem dla Krychowiaka i tak sie rzeczywiscie
stalo. Dlatego jezeli Brzeczek przy calej posusze w polskiej pilce
uwaza, ze Blaszczykowski z trybun daje wieksze gwarancje niz np. grajacy
Kamil Jozwiak, to raz jeszcze – takie jego swiete prawo i zwyczajnie nie
wypada sie wtracac. Bo jesli selekcjoner sie ugnie pod naciskiem wladz,
to wtedy przestanie byc selekcjonerem, a stanie sie paprotka. I to
dopiero bedzie profanacja.

EKSTRAKLASA
16 kolejka
Arka Gdynia-Wisla Krakow 4-1
17 kolejka
Jagiellonia Bialystok-Arka Gdynia 3-1
Legia Warszawa-Korona Kielce 3-0
Miedz Legnica-Wisla Krakow 2-0
Slask Wroclaw-Lechia Gdansk 0-2
Wisla Plock-Gornik Zabrze 0-4
Cracovia-Lech Poznan 1-0
Zaglebie Sosnowiec-Zaglebie Lubin 1-2
W poniedzialek Piast Gliwice-Pogon Szczecin
1.Lechia 37pkt
2.Legia 32pkt
3.Jagiellonia 31pkt
4.Korona 28pkt
5.Piast 26pkt
6.Pogon 25pkt
7.Wisla Krakow 25pkt
8.Lech 24pkt
9.Arka 23pkt
10.Zaglebie Lubin 20pkt
11.Wisla Plock 18pkt
12.Cracovia 18pkt
13.Slask 17pkt
14.Gornik Zabrze 16pkt
15.Miedz Legnica 16pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 12pkt

-Lechia znow zabojczo skuteczna. Piate zwyciestwo z rzedu, kolejna
ofiara Slask
Pilkarze Lechii pokonali na wyjezdzie Slask Wroclaw 2:0, odniesli tym
samym piate zwyciestwo z rzedu i umocnili sie na pozycji lidera tabeli.
Gdanszczanie zagrali solidnie i mieli przy tym troche szczescia, gdyz
gospodarze az cztery razy trafiali w poprzeczke!
Przed meczem we Wroclawiu zagadki, jesli chodzi o sklad Lechii, byly
przede wszystkim dwie – kto stanie w bramce i czy Lukas Haraslin doszedl
do siebie po brutalnym faulu pilkarza Jagiellonii Bialystok Martina
Pospisila w poprzedniej kolejce. Slowacki skrzydlowy ostatecznie
wydobrzal na tyle, zeby zagrac i znalazl sie w wyjsciowym skladzie.
Jak sie okazalo, tak naprawde nie bylo z kolei dylematu z bramkarzami.
Dusan Kuciak mocno sie rozchorowal i w tygodniu w ogole nie trenowal.
Klub i sam zawodnik skwapliwie ukrywali ten fakt, Slowak uczestniczyl
nawet w przedmeczowej konferencji i nie dal po sobie poznac, ze cos jest
nie tak. Jednak na gre we Wroclawiu szans nie mial i podobnie bedzie
takze w meczu 1/8 finalu Pucharu Polski z Bruk-Bet Termalika Nieciecza
(najblizsza sroda). Miejsce miedzy slupkami zajal zatem Zlatan Alomerovic.
Sporym zaskoczeniem byla za to obecnosc w podstawowym skladzie Tomasza
Makowskiego. Dla 19-latka byl to dopiero czwarty wystep w ekstraklasie,
ale po raz pierwszy zagral on do poczatku (wczesniej uzbieral w sumie 43
minuty). Z kolei pauzujacego za kartki Joao Nunesa zgodnie z
oczekiwaniami zastapil na prawej stronie obrony Karol Fila.
Dwa zabojcze ciosy
Lechia niemal juz tradycyjnie od poczatku meczu przyjela pozycje
wyczekujaca. Ludzie Piotra Stokowca ustawili sie na wlasnej polowie i
czekali na okazje do kontry. I szybko zostali obdarowani przez pilkarzy
Slaska dwoma prezentami. Lechia w swoim stylu potrafila skwapliwie
wykorzystac bledy rywala i jeszcze raz potwierdzila, ze pod tym wzgledem
nie moze sie z nia rownac zaden inny zespol w ekstraklasie.
Najpierw po zbyt krotkim wybiciu pilki przez Wojciecha Golle kapitalnym
strzalem zza pola karnego popisal sie Michal Nalepa. Obronca Lechii
jesli juz trafia do siatki to raczej po uderzeniach glowa, ale po raz
drugi w barwach Lechii zdobyl tak efektownego gola strzalem z dalszej
odleglosci. W poprzednim sezonie uczynil to w meczu z Piastem Gliwice.
Niedlugo pozniej bylo juz 2:0 dla Lechii. Tym razem fatalne zagranie
Damiana Gaski przejal Haraslin, z latwoscia minal na pelnej szybkosci
Piotr Celebana i w sytuacji sam na sam spokojnie umiescil pilke w
bramce. Te pierwsze 25 minut bylo klinicznym przykladem na to, jak
bezwzgledna potrafi byc w tym sezonie Lechia. Nie daruje rywalowi zadnej
pomylki, choc sama nie pokazuje jakiejs olsniewajacej gry. Tylko tyle i
az tyle!
Szczesliwa poprzeczka
W tym spotkaniu goscie mieli jeszcze jednego sprzymierzenca. Byla nia…
poprzeczka. Pilkarze Slaska tylko w pierwszej polowie trafiali w nia az
trzy razy. Najpierw Dorde Cotra (po strzale z rzutu wolnego), potem
Gaska i wreszcie Golla. W drugiej polowie w poprzeczke przymierzyl z
kolei Daniel Szczepan. Gdyby wroclawianie byli odrobine dokladniejsi,
Alomerovic w zadnej z tych sytuacji nie mialby najmniejszych szans na
skuteczna interwencje. Gdyby…
Lechia momentami zbyt gleboko cofala sie do obrony i stanowczo za rzadko
utrzymywala sie przy pilce. Jednak byla dosc solidnie ustawiona z tylu i
z biegiem czasu coraz bardziej odbierala gospodarzom checi do odrabiania
strat. Gdanszczanie ustawili potrojne zasieki, dobrze sie przesuwali, na
dodatek szczegolnie w drugiej polowie Slask gral wolno i bez pomyslu.
To sprawilo, ze od pewnego momentu mecz zaczal przypominac pilkarskie
dozynki. Jedni juz nie musieli (Lechia), a drudzy za bardzo nie
potrafili (Slask). Taki uklad byl dla gosci wrecz idealny. Mieli swoj
wynik i spokojnie go przypilnowali.
Tym samym Lechia odniosla piate zwyciestwo z rzedu i naprawde wygodnie
umoscila sie w fotelu lidera. I z tej pozycji w nastepnej kolejce
podejmie Legie Warszawa (9 grudnia).
Slask Wroclaw – Lechia Gdansk 0:2 (0:2)
Bramki: Nalepa (15.), Haraslin (25.)
Lechia: Alomerovic – Fila Z (79. Vitoria), Nalepa Z, Augustyn,
Mladenovic – Lukasik, Kubicki – Wolski Z (82. Arak), Makowski, Haraslin
(90. Michalak) – Flavio Paixao Z.

-Karol Swiderski znow zakrecil Arka. Gdynianie bezradni w meczu z
Jagiellonia.
Lepsza Jagiellonia Bialystok pewnie pokonala Arke Gdynia 3:1. Zespol
znad morza na tle wicemistrza Polski byl momentami bezradny.
Nic innego jak obecnosc mrozu nie bylo bardziej widoczne w piatkowy
wieczor na polskim biegunie zimna. Liczyc w tym spotkaniu na spektakl
bylo ciezko, bo mocno ujemne temperatury zazwyczaj sa skutecznym
elementem, ktory obniza jakosc meczow.
Twarda, zmrozona murawa, z ktorej po kazdym kopnieciu unosila sie chmura
szronu sprzymierzencem zawodnikow nie jest. Do tego temperatura ciala,
ktora sprawia, ze ruchy zawodnikow sa bardziej skrepowane, mniej
elastyczne. Pilkarz nie potrzebuje juz lyku wody, a goracej herbaty. W
skrocie: -9 stopni na termometrach, a odczuwalne o piec kresek mniej.
Duzo czasu zajelo obu druzynom przystosowanie sie do tych warunkow.
Sporo bylo twardej wymiany ciosow, ale jedynie od linii jednego pola
karnego do drugiego. Obie druzyny stworzyly sobie jednak po jednej
swietnej okazji. Najpierw spudlowal Cillian Sheridan, by chwile pozniej
w jeszcze lepszym polozeniu gola nie zdobyl po drugiej stronie boiska
Luka Zarandia. I to by bylo na tyle w tej czesci gry.
Rozgrzac kibicow trzeba bylo po przerwie. Rozpoczal Michal Janota.
Przyczajony Janota
Nie tak dawno playmaker Arki Gdynia raz byl chwalony za genialny wystep,
by tydzien pozniej zebrac bury za pozorowanie gry. Po pewnym czasie
forma Janoty ustabilizowala sie na tyle, ze swietne mecze przeplatal juz
tylko dobrymi. Ponizej pewnego poziomu nie zwykl juz schodzic.
Podobnie bylo w Bialymstoku. Byc moze i nie blyszczal w tym spotkaniu,
ale czul sie niezwykle pewnie z pilka przy nodze. Koleczka z futbolowka
i balanse ciala, podczas ktorych bral rywali na przyslowiowa karuzele.
Do tego dodal czujnosc godna napastnika z prawdziwego zdarzenia. Lowcy,
ktory wypatruje swojej ofiary. Tak Janota wypatrzyl fatalny blad duetu
stoperow Nemanja Mitrovic – Ivan Runje, zgarnal pilke i niczym kiler
wpakowal ja do siatki w czystej sytuacji.
Brak wsparcia
Gdynska ofensywa tego wieczoru mogla zaoferowac tylko tyle. Zarandia byl
nieswoj (zmarnowal zreszta genialna sytuacje przed przerwa), Maciej
Jankowski skrupulatnie pilnowany, a kiedy dostal troche miejsca,
zmarnowal szanse, ktore w ostatnich dniach wykorzystywal z zamknietymi
oczami, a Nabila Aankoura, po sporej aktywnosci z pierwszej polowy, po
zmianie stron przygasil mroz.
Wicemistrz Polski gdynianom nie pozwolil na wiele konkretow, wyciagajac
lekcje z dobrodziejstwa Wisly Krakow z meczu w Gdyni sprzed kilku dni.
Swiderski zrobil roznice
Arka do domu wracala bez punktow w zdecydowanej mierze przez jednego
czlowieka. To snajper Jagiellonii Karol Swiderski, ktory w
zolto-niebieskich upatrzyl sobie srodek strzeleckiej tarczy. Najpierw na
poczatku sezonu w Gdyni gospodarze przegrali z bialostoczanami 0:2 za
sprawa dwoch goli Swiderskiego wlasnie. Przed wlasna publicznoscia
napastnik powtorzyl ten wyczyn i szybko uspokoil nakrecona prowadzeniem
Arke.
Podopieczni Zbigniewa Smolki zostali w tym spotkaniu przystopowani. Jak
w poprzednim ligowym starciu wychodzilo im wszystko, tak w tym
Jagiellonia pewnie wypunktowala przyjezdnych.
– Prowadzilismy i oddalismy pola. Arce potrzeba jeszcze doswiadczenia –
slusznie zauwaza Janota.
Jagiellonia Bialystok – Arka Gdynia 3:1 (0:0)
Bramki: Swiderski (58.) i (63.), Novikovas (84.) – Janota (51.).
Arka: Steinbors – Zbozien, Maric, Helstrup (17. Danch), Marciniak – Deja
Z, Nalepa (84. Da Silva), Janota – Zarandia Z (75. Siemaszko),
Jankowski, Aankour.

-Stanowski: Teraz albo nigdy. Wiele rzeczy potoczylo sie w sposob
przypadkowy, ale dla samej Lechii wymarzony.
– Jestem bardzo ciekaw tego projektu, przy czym „projekt” to chyba nieco
za duze slowo. Mam momentami wrazenie, ze w Gdansku potencjalny mistrz
narodzil sie troche przypadkiem i nie na skutek wielce wymyslnego planu
– pisze w felietonie dla „PS” Krzysztof Stanowski .
Co roku ktos ucieka i uciec nie moze. Ogladam Lechie i zastanawiam sie:
spuchna czy nie? Utrzymaja tempo czy zgubia rytm? Akurat Gdansk nigdy
nie swietowal mistrzostwa, wiec oczami wyobrazni juz widze to szalenstwo
i kapiele z Neptunem. Ale przeciez oczami wyobrazni to w ostatnich
latach niektorzy widzieli szalenstwo w Bialymstoku, Gliwicach czy
Poznaniu (faktem jest, ze Jaga wyprawila sobie wicemistrzostowska fete,
zeby szampany sie nie zmarnowaly). Pytanie wiec brzmi: czy to naprawde
moze sie zdarzyc, czy to tylko temat na dzisiejsze fantazje? A moze
Legia rozpocznie porzadki juz w nastepnej kolejce, gdy uda sie nad morze?
Jestem bardzo ciekaw tego projektu, przy czym „projekt” to chyba nieco
za duze slowo. Mam momentami wrazenie, ze w Gdansku potencjalny mistrz
narodzil sie troche przypadkiem i nie na skutek wielce wymyslnego planu.
Ot, wzieli trenera, ktorego zwolnilo Zaglebie Lubin i to glownie
dlatego, ze jego gdanski poprzednik trenerem w ogole nie byl, ale w
Lechii uznano, ze to nic nie szkodzi (nic nie szkodzi – to chyba bylo
glowne haslo gdanszczan przez lata). Wzieli tez pilkarzy metoda
chybil-trafil i nagle okazalo sie, ze obecnie wiecej „trafil” niz
„chybil”. W tym spontanicznie zarzadzanym klubie, regularnie toczacym
mecze na boisku, ale i przeciwko Komisji Licencyjnej poza nim, nigdy nie
dazono do stabilizacji – dopiero Piotr Stokowiec wymusil ja swoja osoba.
Do tego wydarzyly sie rzeczy niezalezne zarowno od trenera, jak i
dzialaczy, ktore zupelnym przypadkiem wyszly wszystkim na dobre: na
przyklad idiotyczny faul Slawomira Peszki w meczu z Jagiellonia
Bialystok juz w pierwszej kolejce, dzieki ktoremu okazalo sie, ze bez
Peszki grac mozna i to nawet lepiej niz z nim.
*****
Byc moze Haraslin dostalby dokladnie tyle samo minut, majac Peszke za
potencjalnego rywala, ale byc moze tez dostalby ich mniej, moze nie
czulby sie rownie komfortowo. Dzisiaj Slowak wyglada na zawodnika, ktory
moze w naszej lidze wygrywac kazdy kolejny mecz, tydzien po tygodniu.
Zdaje sie, ze jest mniej wiecej na poziomie szczytowego Ondreja Dudy.
Niestety, to zadna wiedza tajemna, dostrzegaja to tez skauci z calej
Europy, wiec pytanie brzmi: czy rozchwiana finansowo Lechia da rade go
zatrzymac do konca sezonu? Pokusa, by sprzedawac, bedzie wielka, pokusa,
by zostawic i zagrac o pelna pule, pewnie jeszcze wieksza, ale na koniec
decydujace zdanie bedzie nalezec do dyrektora finansowego, ktoremu
zapewne juz teraz Excel zalewa sie kolorem krwi.
Gwiazda jest Flavio Paixao, ale czy gdyby nie problemy dyscyplinarne z
jego bratem Marco, on w ogole wystepowalby na srodku ataku? Watpliwe.
Wiele rzeczy potoczylo sie w sposob przypadkowy, ale dla samej Lechii
wymarzony. Dlatego bardzo mozliwe, ze haslo „teraz albo nigdy” jest jak
najbardziej na miejscu, z naciskiem na teraz.
*****
Kiedys Marek Citko powiedzial Jozefowi Wojciechowskiemu, wlascicielowi
Polonii Warszawa: „Za trzy lata zrobimy tu druzyne na miare Ligi
Mistrzow”. A na to JW odparl: „Marku, ja mam prawie 70 lat. Nie mam
czasu tyle czekac”. Wydaje mi sie, ze Gdansk tez juz nie ma czasu i
ochoty czekac. Teraz?

I LIGA
21 kolejka
Termalica – GKS Tychy 3-1
Garbarnia – Podbeskidzie 0-2
Stomil Olsztyn – LKS Lodz 2-2
Chrobry Glogow – Wigry Suwalki 0-2
Warta Poznan – Puszcza 2-0
Odra Opole – Rakow Czestochowa 0-2
Chojniczanka – GKS Jastrzebie, przelozony
GKS Katowice – Sandecja Nowy Sacz 0-0
Stal Mielec – Bytovia Bytow 2-1
1.Rakow 48pkt
2.Sandecja 38pkt
3.SStal Mielec 37pkt
4.LKS Lodz 37pkt
5.Podbeskidzie 32pkt
6.Puszcza 30pkt
7.Chojniczanka 28pkt
8.Jastrzebie 28pkt
9.Nieciecza 27pkt
10.Bytovia 26pkt
11.Tychy 26pkt
12.Odra Opole 23pkt
13.Warta 23pkt
14.Chrobry 23pkt
15.Wigry 22pkt
16.Stomil 22pkt
17.Katowice 18pkt
18.Garbarnia 16pkt

PILKA RECZNA
-Pilkarze reczni PGE VIVE Kielce przegrali w Macedonii z Vardarem Skopje
27:28 (11:14) w meczu Ligi Mistrzow. To czwarta porazka polskiego
zespolu w tych rozgrywkach, ktory odniosl do tej pory szesc
zwyciestw. Po tej porazce mistrzowie Polski
spadli na trzecie miejsce w tabeli grupy A. Maja punkt straty do Vardaru
Skopje oraz cztery do prowadzacej Barcy Lassa, ktora w niedziele zagra u
siebie z Mieszkowem Brzesc. Teraz w rozgrywkach nastapi
ponaddwumiesieczna przerwa. W 11. kolejce PGE Vive w sobote 9 lutego
zagra na wyjezdzie z IFK Kristianstad.

-Polska przegrala z Dania w Nantes 21:28 (9:11) w swoim drugim meczu
grupy A mistrzostw Europy pilkarek recznych, odbywajacych sie we
Francji. To druga porazka bialo-czerwonych, ktore w piatek ulegly Serbii
26:33.
Polki zachowaly jeszcze teoretyczne szanse na awans. W ostatnim swoim
meczu grupowym zagraja we wtorek ze Szwecja.

SKOKI NARCIARSKIE
Po sobotnim, udanym dla Bialo-Czerwonych kibicow konkursie na skoczni
Aist (drugie miejsce zajal Piotr Zyla, siodmy byl Kamil Stoch) polscy
fani liczyli, ze takze w niedziele nasi zawodnicy dostarcza sporo
radosci. Tak tez sie stalo, a nasi zawodnicy znakomicie spisali sie
zwlaszcza w drugiej serii.
Ryoyu Kobayashi wygral trzeci konkurs w tym sezonie! Trzecie miejsce na
podium znalazl sie Piotr Zyla, dla ktorego bylo to trzecie podium w tym
sezonie. Czwarte miejsce zajal Kamil Stoch.
Piotr Zyla znowu pokazal klase. Polski skoczek w pierwszej serii trafil
na zle warunki, ktore uniemozliwily mu oddanie dobrego skoku. Zyla
skoczyl zaledwie 126 metrow i po pierwszej rundzie zajmowal dopiero 10.
miejsce. W finale oddal jednak kapitalny skok na 133 metry i to
pozwolilo mu na awans az o siedem miejsc!
Tuz za podium znalazl sie Kamil Stoch, ktory od poczatku tego sezonu
prezentuje niezwykle dobra i rowna dyspozycje. Polak w obu skokach
polecial 129,5 metrach i to pozwolilo mu na zajecie czwarte miejsca.
Konkurs wygral kapitalny Ryoyu Kobayshi, ktory w obu seriach oddawal
najdalsze skoki. Japonczyk polecial 132,5 i 133,5 metra i wygral z
przewaga 13,9 punktow nad drugim Johannem Andre Forfangiem, ktory z
kolei wyprzedzil Piotra Zyle o zaledwie 0,3 pkt. Warto przypomniec, ze w
sobote, Norweg pokonal Zyle o… 0,2 pkt.
W drugiej serii punktowal takze Dawid Kubacki, ktory w finale tez
wykonal swietny skok, ktory pozwolil mu awansowac z 22. na 11. miejsce.
Trzeba przyznac, ze skok Polaka byl naprawde dobry i pierwszy raz w
sezonie mozna powiedziec, ze Kubacki powalczyl w drugiej fazie lotu.
Do drugiej serii nie awansowalo dwoch pozostalych Polakow. 35. byl
Stefan Hula (117,5 m), a 41. Maciej Kot (117,5 m).
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, interia.pl, gazeta.pl,
weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *