Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 19 stycznia 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 18 (5293) 19 stycznia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Zyciowy weekend Kubackiego
Zwyciestwa w obu konkursach Dawida Kubackiego nie daly triumfu w
Titisee-Neustadt Five. 25 tys. euro zgarnal Ryoyu Kobayashi. Zdecydowaly
skoki kwalifikacyjne.
O prognozy w skokach mozna pytac lekarza kadry. Kiedy trzy lata temu
zagadnalem, ze Dawid Kubacki mial zyciowy sezon, Aleksander Winiarski
stwierdzil: „Prosze pana, zyciowy sezon to Dawid wciaz ma przed soba”.
Az trudno uwierzyc, ze w dyscyplinie tak loteryjnej, ktora czesto opiera
sie logice, Kubacki od pieciu lat konsekwentnie poprawia swoje wyniki.
Nie zaliczyl w tym czasie zadnej drastycznej obnizki formy, co
przytrafia sie zdecydowanej wiekszosci zawodnikow.
Zaczelo sie w kadrze B w sezonie 2015/2016, tamtej zimy bardzo byl z
siebie dumny, gdy wywalczyl 182 pkt. Siodme miejsce w konkursie w Kuopio
wydawalo sie krokiem milowym. Kubacki przelamal bariere, wdarl sie do
czolowej dziesiatki, by tego wyniku nie powtorzyc przez kolejne poltora
roku. Pracujac juz ze Stefanem Horngacherem. Mimo wszystko zima, na
przelomie 2016 i 2017 roku, uzbieral 345 pkt, czyli niemal podwoil wynik
z poprzedniego sezonu.
To samo zrobil dwa lata temu (633 pkt) i przed rokiem (988), co dalo mu
juz piate miejsce w klasyfikacji generalnej. Zlamanie bariery 1000 pkt
jest trudne. Im wyzsza pozycja, tym margines do poprawy staje sie
wezszy. Kubacki skrupulatnie z niego korzysta, w miniona sobote i
niedziele w Titisee-Neustadt wygral trzeci i czwarty raz w karierze.
Juz w sobote Dawid poprawil rekord Polski – szesc kolejnych miejsc na
podium – ustanowiony przez Adama Malysza w 2001 roku i wyrownany przez
Kamila Stocha w 2018 r. Od zawodow w Oberstdorfie otwierajacych 68.
Turniej Czterech Skoczni jako jedyny w stawce Kubacki nie wypada z
czolowej trojki. To juz osiem konkursow. W 2020 roku zdobyl juz 560 pkt.
W sobote w drugiej serii oddal skok bliski doskonalosci. – Najlepszy w
tym sezonie – ocenil trener Michal Dolezal. Dawid byl nawet troche
zdziwiony, ze dolecial tylko do 141. metra, bo wydawalo mu sie, ze
powinien dalej. Rekord Hochfirstschanze ustanowiony przez Domena Prevca
wynosi 148 m.
Przy okazji Dawid zdefiniowal skok doskonaly. – Jesli na rozbiegu
uzyskasz najwieksza predkosc, polecisz najdalej i dostaniesz od
wszystkich sedziow note 20 – mowil. – Jak widac, wciaz mam nad czym
pracowac – dodal.
W niedziele oddal jeszcze lepszy skok – 143 m – i choc w drugiej serii
bylo gorzej, to wygral z Ryoyu Kobayashim o 0,3 pkt. Za malo, by odrobic
straty w cyklu Titisee-Neustadt Five, w ktorym zwyciestwo wyceniono na
25 tys. euro, czyli wyzej niz w zdecydowanie bardziej prestizowym
Turnieju Czterech Skoczni. Zdecydowala strata 13 pkt z piatkowych
kwalifikacji. Polak odrabial straty w sobote i niedziele, ale Japonczyk
utrzymal przewage 5,4 pkt.
Solidnie skakali w Titisee-Neustadt Piotr Zyla i Kamil Stoch, choc
trzykrotny mistrz olimpijski czul niedosyt. Szczegolnie w niedziele, gdy
w drugiej serii skakal w wyjatkowo zlych warunkach wietrznych.
Prawdziwym zmartwieniem Dolezala jest jednak czwarty zawodnik do
druzyny. Debiutujacy w tym sezonie w Pucharze Swiata Aleksander
Zniszczol ani razu nie przebil sie do rundy finalowej. Maciej Kot i
Stefan Hula tez nie. Obaj wciaz nie moga odnalezc nawet namiastki formy.
Trzy lata temu Kot mial zyciowy sezon, wydawalo sie wtedy, ze jego
nieprzecietny talent rozwija sie harmonijnie. Przez kolejne sezony
zaledwie dwa razy doskoczyl do czolowej dziesiatki, w ostatnich
dziesieciu konkursach dwa razy zdobywal punkty. Hula zyciowy wzlot
zaliczyl dwa sezony temu, po czym stracil wszelki kontakt z czolowka.
Jakub Wolny w ogole do Titisee-Neustadt nie pojechal, trenuje w
Zakopanem, gdzie w nastepny weekend odbedzie sie Puchar Swiata. Dolezal
bedzie szukal czwartego skoczka do druzyny, ktory nie zaprzepasci pracy
Kubackiego, Zyly i Stocha. W ostatnich czterech latach w konkursach
druzynowych na Wielkiej Krokwi Polacy zawsze stawali na podium.
W tym sezonie druzyna Dolezala byla trzecia w Wisle i pierwsza w
Klingenthal, wydarzylo sie to jednak przed kryzysem, ktory dopadl
Wolnego w Engelbergu. Dzis kadra nie ma czwartego skoczka na chocby
przecietnym poziomie.
Spektakularny wzlot Kubackiego przyslania dzis wszystko. Skoczek z
Nowego Targu umocnil opinie Hochfirstschanze jako skoczni polskiej. W
Titisee-Neustadt Adam Malysz wygrywal trzy razy, a w 2013 roku najlepszy
byl Stoch. Zadna inna nacja nie zaliczyla tu az szesciu triumfow. Drudzy
w klasyfikacji Austriacy maja trzy. Dodatkowo szesc razy Polacy stawali
na nizszych stopniach podium.

-Druzyna z przyszloscia
Polska szybko odpadla z turnieju, ale mecz ze Szwecja daje nadzieje na
lepsze czasy.
Co rozni reprezentacje Francji, Danii, Rosji i Serbii? Nic, wszystkie te
ekipy odpadly z mistrzostw Europy juz po pierwszej fazie turnieju. Taki
zart krazyl wsrod polskich dziennikarzy w biurze prasowym w G�steborgu.
Wlasnie, zart czy nie? Mecze ze Slowenia (23:26) i Szwajcaria (24:31)
pokazaly, ze nawet od srednich europejskich ekip pod wieloma wzgledami
dzieli nas bardzo duzo. Starcie ze Szwecja (26:28, gospodarz imprezy,
wicemistrz Europy 2018) wygladalo tak, jak mecz mocnych druzyn w wielkim
turnieju. Jaka jest zatem prawdziwa twarz reprezentacji Polski?
Polacy wybierali sie do G�steborga w roli kopciuszka, choc zapowiedzi
byly odwazne. – Jedziemy rozegrac w grupie trzy finaly i w kazdym
bedziemy walczyc o zwyciestwo. Nie interesuja mnie turnieje dla
„zbierania doswiadczen” – mowil w wywiadzie dla „PS” selekcjoner Patryk
Rombel.
Starcia ze Slowenia i Szwajcaria zdawaly sie temu przeczyc, bo Polakom
zabraklo zadzy zwyciestwa i wiedzy, jak je odniesc. – Gralismy na
zaciagnietym hamulcu, balismy sie zaryzykowac – krecil glowa Arkadiusz
Moryto po przegranej w pierwszym meczu. W drugim Bialo-Czerwonych
zawstydzil 37-letni Andre Schmid, ktory strzelil
15 goli i niemal w pojedynke rozbil nasz zespol, ktory nie zrobil nic,
by choc sprobowac powstrzymac szwajcarskiego weterana. Gdyby i trzecia
potyczka wygladala podobnie, Polacy nie mieliby nic na swoja obrone. Na
szczescie przyszlo starcie ze Szwecja – emocjonujacy mecz, do jakich
przyzwyczailismy sie, ogladajac pilke reczna, a od jakich reprezentacja
Polski odzwyczaila nas po IO w Rio 2016.
Trener Rombel zabral na turniej druzyne, ktorej wiekszosc czlonkow znala
wielkie turnieje z telewizji i opowiadan kolegow. Na 18 zawodnikow,
ktorzy w trzech meczach wyszli na boisko, tylko trzech mialo za soba
wystep w wiecej niz dwoch turniejach. Co ciekawe zreszta, to wcale nie
oni byli glownymi postaciami druzyny, bo obrona dowodzona przez Piotra
Chrapkowskiego oblala egzamin ze Szwajcaria, Przemyslaw Krajewski juz w
pierwszym meczu wypadl z powodu kontuzji, a gra Kamila Syprzaka wymyka
sie ocenom, bo w dwoch spotkaniach obrotowy Paris Saint-Germain byl na
boisku lacznie mniej niz 10 minut, a ze Szwecja spisal sie srednio. I
dziwnie brzmialy wyjasnienia selekcjonera, ze Syprzak tak malo gra, bo
koledzy nie umieja z nim wspolpracowac. To nie najlepiej swiadczy o tych
kolegach, Syprzaku, ale i trenerze. No bo ilu wspolnych treningow
potrzebuja zawodowi szczypiornisci, zeby nauczyc sie podawac pilke do
obrotowego gora zamiast kozlem? Nieco to upraszczamy, ale konkluzja jest
taka, ze kadry nie stac na marnowanie potencjalu czolowego strzelca PSG.
Dobrze, ze Rombel nie bal sie postawic na mlodych – Szymona Sicke,
Michala Olejniczaka i Macieja Majdzinskiego. Ten pierwszy w meczach ze
Slowenia i Szwajcaria razil nieskutecznoscia, ale starciem ze Szwedami
zapisal sie w notesach zagranicznych trenerow i menedzerow. Choc z tej
trojki najbardziej zalezalo na tym Olejniczakowi. 19-latek jest na
etapie wyboru klubu, w ktorym za pol roku bedzie kontynuowal kariere.
Mniej skorzystali skrzydlowi. Piotr Jarosiewicz przez piec kwadransow
oddal raptem trzy rzuty, podobnie jak Jan Czuwara przez 45 min. ze
Szwecja, zas Krystian Bondzior nie zaistnial w grze. Na kole dobre
wrazenie zostawil Dawid Dawydzik.
Bramkarze spisali sie w Szwecji ponizej oczekiwan. Adam Morawski ze
Szwedami zagral dobrze, ale w pozostalych spotkaniach ani on, ani
Mateusz Kornecki nie pomagali druzynie, choc przeciez ta pozycja miala
stanowic jeden z mocniejszych punktow zespolu.
Na plus naszej ekipie mozna zapisac niewielka jak na tak niedoswiadczony
zespol liczbe bledow. Przynajmniej nie bylo ich tyle, co w ostatnich
sparingach.
Czas tej reprezentacji dopiero nadchodzi. Mecz ze Szwecja stanowi
napawajace nadzieja otwarcie. Sek w tym, ze kazdy zespol potrzebuje do
rozwoju startow w turniejach, a Polska moze miec z tym problem. Wlasnie
przepadly igrzyska w Tokio, szanse na MS 2021 sa minimalne, a
kwalifikacje do ME 2022 zaczniemy zapewne od najnizszych poziomow
eliminacyjnych piekiel. Jak w tej sytuacji przygotowac zespol do MS
2023, ktore zorganizujemy wspolnie ze Szwecja? Reprezentacja nikogo grac
nie nauczy. Droga wiedzie przez wystepy w jak najlepszych klubach i
podnoszenie indywidualnych umiejetnosci. Dopiero wtedy bedziemy mogli
realnie myslec o walce za trzy lata o czolowa osemke MS i snuc marzenia
o IO w Paryzu 2024.

-Mysla, ze idzie do bogatego klubu.
Trudna sytuacja Lechii, ktora wylatuje do Turcji. Najwiekszy problem
trener Piotr Stokowiec ma w ataku.
Flavio Paixao jest jedynym doswiadczonym napastnikiem, ktorego Stokowiec
zabiera na zgrupowanie. Sytuacja w ataku po rezygnacji z Artura
Sobiecha, ktory teraz bedzie gral w II lidze tureckiej, byla juz
nieciekawa. Teraz zrobila sie jeszcze trudniejsza.
Podczas czwartkowego sparingu z Chojniczanka (2:3) kontuzji doznal Jakub
Arak. Wczoraj uznano, ze problem jest na tyle powazny (pilkarz uszkodzil
lakotke), ze nie ma sensu, by w sobote lecial z zespolem na oboz. I w
ten sposob Lechia zostala z przodu z 35-letnim Portugalczykiem i dwoma
zawodnikami z akademii: Kacprem Sezonienko i Sebastianem Rugowskim.
Ten drugi zajal miejsce w kadrze w ostatniej chwili, wlasnie zamiast
Araka. Za to 16-letni Sezonienko od poczatku byl na liscie Stokowca. Dla
obu dorosla pilka to nowosc, dlatego wzmocnienie ataku stalo sie jednym
z glownych celow gdanskiego klubu. Dotychczas Lechia koncentrowala sie
na transferach zawodnikow defensywnych.
Najpierw sprowadzila lewego obronce Conrado, w piatek umowe
(wypozyczenie z opcja) podpisal 19-letni Lotysz Kristers Tobers z FK
Lipawa, ktory w rozgrywkach 2019 Virsligi rozegral 24 spotkania,
strzelil trzy gole. Moze wystepowac jako defensywny pomocnik lub stoper.
Gdanski klub bedzie wiec mial w kadrze kolejnego reprezentanta. Jesienia
na zgrupowania doroslych druzyn narodowych jezdzili Serb Filip
Mladenovic i Slowak Luka�A Haraslin. Teraz dolaczy do nich Tobers, ktory
szesc razy wystapil w kadrze Lotwy, wszedl z lawki w obu eliminacyjnych
meczach z Polakami (0:2 i 0:3). – Nie nazwalbym go gwiazda ligi
lotewskiej. To raczej material na dobrego zawodnika. Jest wysoki, silny,
zdecydowany w interwencjach – opowiada Kamil Bilinski, ktory ostatnie
dwa lata spedzil w Riga FC. Obecnie sam szuka nowego pracodawcy.
Tobers przyda sie przede wszystkim w obronie, gdzie brakuje zmiennikow
dla Mario Maločy i Michala Nalepy. Blazej Augustyn, ktory sezon
rozpoczal majac pewne miejsce w podstawowej jedenastce, obecnie leczy
kontuzje kolana, ale kiedy wyzdrowieje, to i tak raczej w Lechii juz nie
zagra. Znalazl sie wsrod zawodnikow, ktorym wladze klubu zapowiedzialy,
ze nie wiaza z nimi przyszlosci, jego konczaca sie 30 czerwca umowa nie
zostaje przedluzona.
Na Lotwie glosno bylo w ostatnich dniach o mozliwym transferze pilkarza
uznawanego za najwiekszy talent mlodego pokolenia w tym kraju. –
Ekscytowali sie przejsciem Tobersa do bogatego, polskiego klubu –
usmiecha sie Bilinski, bo doskonale wie, jak wyglada sytuacja w Gdansku,
gdzie zaleglosci wobec pilkarzy siegaja trzech miesiecy. I, oprocz
problemow kadrowych, to jest najwiekszy klopot Lechii. Zgodnie z
przepisami zawodnicy maja juz prawo wstapic na oficjalna sciezke, by
otrzymac nalezne wynagrodzenia. Procedura jest jasna: najpierw musza
wyslac do klubu wezwania do zaplaty i wyznaczyc termin (nie krotszy niz
14 dni), w ktorym pracodawca ma uregulowac zaleglosci. Jesli w tym
czasie nie dostana pieniedzy, moga zlozyc w klubie oswiadczenie o
jednostronnym rozwiazaniu umowy z winy Lechii.
Musza je skierowac rowniez do Ekstraklasy SA. Jesli przez tydzien
pracodawca nie zareaguje, kontrakt zawodnika traci waznosc. W grudniu
wezwania do zaplaty wyslali Augustyn, Sobiech, Slawomir Peszko i Rafal
Wolski. Lechia ich splacila, ale tez uslyszeli, ze maja sobie szukac
nowych pracodawcow. Na razie udalo sie to Sobiechowi. Peszko i Wolski
mimo, ze sa zdrowi i barw jeszcze nie zmienili, to do Turcji i tak nie
leca. Caly czas cwicza indywidualnie.
Stokowiec musi znalezc sposob, by w Turcji uspokoic reszte druzyny, bo
sytuacja jest nieciekawa. W najblizszych dniach wcale nie musi sie
zmienic, bo dopiero w marcu Komisja Licencyjna bedzie sprawdzac, czy
kluby wyplacily zawodnikom pieniadze nalezne im do 31 grudnia. Oznacza
to, ze w Gdansku maja jeszcze ponad dwa miesiace, zeby to uregulowac.

-Antoni Bugajski: Madrosci przybywa z wiekiem [FELIETON]
Gdyby starsi trenerzy dawali argumenty, na pewno ich rowiesnicy
dostawaliby zatrudnienie, nikt by sobie nie robil na zlosc. Tymczasem
weterani jakby sami uznali, ze nalezy im sie wczesniejsza emerytura.
Powiedziec, ze ustapili miejsca mlodszym kolegom, to nic nie powiedziec.
Oni abdykowali – zauwaza Antoni Bugajski w felietonie dla „Przegladu
Sportowego”.
W srodowisku polskich trenerow teoretycznie nadajacych sie do pracy w
ekstraklasie powstala nowa kategoria – zgrane karty. Ekstraklasa juz ich
nie chce. Dlugo korzystala, az wreszcie odrzucila. Nikt takiej mody nie
podyktowal, bo nie o mode tutaj chodzi, raczej o wnioski plynace z
wlasnych doswiadczen.
W polskiej zawodowej pilce trenerska kategoria wiekowa 60+ w zasadzie
nie istnieje, co wyglada jak dyskryminacja. Gdzie te czasy, kiedy
selekcjonerem kadry narodowej byl Leo Beenhakker albo Franciszek Smuda,
a w lidze wielkim autorytetem cieszyl sie Orest Lenczyk, co szlo w parze
z wynikami jego druzyn. Wszyscy panowie byli juz po szescdziesiatce i
wiek nie byl zadna przeszkoda. Teraz niby tez nie jest, lecz tak sie
sklada, ze najstarszym trenerem w ekstraklasie jest Waldemar Fornalik,
ktory w kwietniu skonczy dopiero 57 lat.
Gdyby starsi trenerzy dawali argumenty, na pewno ich rowiesnicy
dostawaliby zatrudnienie, nikt by sobie nie robil na zlosc. Tymczasem
weterani jakby sami uznali, ze nalezy im sie wczesniejsza emerytura.
Powiedziec, ze ustapili miejsca mlodszym kolegom, to nic nie powiedziec.
Oni abdykowali. Rozumiem, ze Lenczyk osiagnal wiek, w ktorym
rzeczywiscie musial pozegnac sie z trenerska lawka. Rozumiem tez, ze
Smuda ambitnie walczyl o utrzymanie sie w glownym nurcie i coraz mniej
przystawal do wymagajacej rzeczywistosci. Ale twardo walczyl – tego
odmowic mu nie mozna. Podobnie Pawel Janas latwo nie odpuszczal, choc
musial czuc, ze gasnie jego gwiazda, no czasem jednak warto wiedziec,
kiedy ze sceny zejsc…
***
Inni zagineli w akcji bez oddania strzalu, zagnali sie gdzies na
peryferie ligowej pilki, skupili na pracy w PZPN, wykladach
szkoleniowych, wystepach w telewizji i na stu innych mniej istotnych
rzeczach. Na przyklad zawsze mialem natretne wrazenie, ze calego swojego
potencjalu nie wykorzystal Jerzy Engel. Gdy z Wisla Krakow brakowalo mu
paru chwil do awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzow, mial dopiero 53
lata. Potem byl jeszcze epizod w APOEL Nikozja i koniec, dal sobie
spokoj z trenowaniem, spodobalo mu sie dyrektorowanie. Smiem twierdzic,
ze polska klubowa pilka na tym stracila. Mial w niej cos jeszcze do
zrobienia, nawet dzisiaj, juz przekraczajac 67 lat, moglby byc w
pierwszym rzedzie ligowych fachowcow. Dalby rade, gdyby tylko mu sie
chcialo. Oczywiscie przez te wszystkie lata dostawal oferty pracy, ale
chyba z gory zakladal, ze ich nie przyjmie i dyktowal takie warunki,
ktorych oferent nie byl w stanie zaakceptowac. Troche podobna droga po
rozstaniu z Lechem Poznan probuje maszerowac Adam Nawalka, inny wazny
przedstawiciel pokolenia trenerskich szescdziesieciolatkow.
Znamienne, ze ta granica wiekowa, po ktorej nastepuje zagadkowa
bezczynnosc, przesuwa sie w dol. Teraz brania nie maja trenerzy nawet
przed szescdziesiatka. Jeszcze sie niesmialo przewijaja w medialnych
castingach i na tym koniec. Jan Urban, rocznik 1962, kiedys byl topowym
szkoleniowcem, ale uparcie dewaluowal trenerskie nazwisko. Teraz koniec,
wzialby go chyba desperat, tym bardziej ze Urban sie szanuje – nie
bedzie pracowal byle gdzie i za byle co. Jego rowiesnik Dariusz Wdowczyk
– dajmy spokoj juz z przypominaniem jego roli w aferze korupcyjnej, bo
swoje odcierpial – rowniez sobie odpuscil. Woli byc telewizyjnym
ekspertem, zreszta radzi sobie calkiem sprawnie, zlosliwi twierdza, ze
nawet lepiej niz na trenerskiej lawce. Jeszcze mlodszy Jacek Zielinski,
ten od mistrza Polski z Lechem Poznan, w ekstraklasie sie nieco zuzyl.
Po rozstaniu z Arka Gdynia trudno bedzie mu znalezc kolejna prace w
elicie. A przeciez dlugo uchodzil za bezcennego strazaka, patrona od
spraw beznadziejnych.
Teraz gdy klub zwalnia trenera, moze i pomysli o Urbanie czy innym
Wdowczyku albo Zielinskim, ale gdy juz z tym mysleniem sie upora, dzwoni
do Artura Skowronka. Jesienia taki telefon wykonywali z Plocka, Lubina i
Krakowa. Dlaczego lepszy Skowronek w garsci? Bo tacy trenerzy caly czas
maja entuzjazm, ciagle chca sie uczyc i w negocjacjach w sprawie
warunkow pracy nie oczekuja cudow. Jezeli gdzies na zapleczu nie uda sie
wynalezc interesujacego Polaka, zaczynaja sie poszukiwania za granica,
bo jak juz slono placic, to za towar importowany. Tak zrobila ostatnio
Jagiellonia, a wczesniej KGHM Zaglebie i Arka. Nie ma zmiluj – trenerzy,
ktorych znalismy i czesto chwalilismy, odchodza do pilkarskiego lamusa.
Niby naturalna kolej rzeczy, a jednak ten proces nagle przyspieszyl i
dlatego chyba zaskakuje.
***
A czy dinozaury moga jeszcze kiedys wrocic? Calkowicie bym tego nie
wykluczal, choc z naukowego punktu widzenia to malo prawdopodobne. Na
szczescie w futbolu zdarzaja sie rzeczy, ktore sie naukowcom nie snily.
Jestem wiec w stanie sobie wyobrazic Nawalke wjezdzajacego do
ekstraklasy na bialym koniu. A jesli jemu by sie powiodlo lepiej niz w
Poznaniu, mozliwe, ze przynajmniej na chwile odgruzowalby droge dla
rowiesnikow. Od nich by zalezalo, czy wykorzystaja szanse.
Doswiadczenie i madrosc to zawsze bezcenny kapital. Na trenerskiej lawce
oczywiscie tez. Ale jak mawia niezrownany Wojciech Lazarek: „Madrosci
przybywa z wiekiem; oby tylko nie okazalo sie, ze jest to wieko trumny”.
-Dudek: Snajperski rollercoaster [felieton]
Krzysiek Piatek szybko przekonal sie, jak przewrotne jest zycie
pilkarza. Ostatnich osiemnascie miesiecy jego kariery to jedna wielka
sinusoida. Albo kolejka gorska. Najpierw naharowal sie jak wol, by
wagonik, ktory go wiezie, wjechal na sam szczyt, ktorym mial byc
transfer do wielkiego Milanu, by potem byc tylko pasazerem obserwujacym
zjazd tego legendarnego klubu. Zjazd, ktorego ofiara mimowolnie stal sie
tez nasz kadrowicz.
Pierwsze miesiace Piatka we Wloszech mogly dac nam wrazenie, ze to
magiczny chlopak. Co dotknal, zamienialo sie w gola. Ale napastnicy, tym
bardziej typowi egzekutorzy, za ktorego uwazam Krzyska, nigdy nie
dzialaja sami. Na ich sukces pracuje cala druzyna. Z nimi jest tak jak z
bramkarzami – rozliczamy ich za liczby, jednak co ma zrobic golkiper,
ktory piec razy w meczu jest stawiany w sytuacji sam na sam z rywalem?
Albo snajper, ktory rzadko sam kreuje sobie okazje? W Genoi zespol byl
ustawiony pod naszego pilkarza. W kazdym meczu dostawal chocby i pol
szansy, ktora zamienial na bramke. W Milanie tego nie ma. Mimo
teoretycznie lepszych partnerow jest kryzys, ktory trwa od lat i z
ktorego wyjscia zbytnio nie widac. Bo jesli rozwiazaniem problemow
Rossonerich ma byc sieganie po 38-letniego Zlatana Ibrahimovicia i
placenie mu gigantycznej pensji, to ja wysiadam”
Piatek znalazl sie w sytuacji, w ktorej musi poszukac wyjscia z Milanu.
Nie wydaje mi sie, by po transferze Zlatana (i jego poteznego ego) mogl
liczyc na regularne minuty, ktore sa kluczowe zarowno do utrzymania
formy przed EURO 2020, jak i do podtrzymania pewnosci siebie – tak
waznej dla snajpera z najwyzszej polki. Transfer lub wypozyczenie to
najlepszy mozliwy scenariusz i chyba jedyny rozpatrywany przez obie
strony. Dowodem tego jest fakt, ze nasz as nie zagral nawet minuty w
meczu z Cagliari (0:2). Nikt nie chce ryzykowac kontuzji w momencie, gdy
do transferu jest tak blisko.
Nie wiem, dokad Krzysiek trafi, jednak gdzie bedzie mu gorzej niz w
Mediolanie? Przechodzac do Tottenhamu tez zmierzy sie z presja, ktora
zawsze towarzyszy ekipom Jose Mourinho, ale przynajmniej do kwietnia
bedzie mial pewny plac po kontuzji Harry’ego Kane’a, na co nie moze
liczyc we Wloszech. Ale to bylaby tylko trzymiesieczna stabilizacja, a
nie tego szuka Krzysiek i jego agenci. Napastnika laczy sie tez z
druzynami slabszymi – Crystal Palace czy West Hamem. Tam oczekiwania
bylyby nizsze, miejsce w podstawowej jedenastce zaklepane, wystarczyloby
tylko (i az) strzelac”
Mimo kiepskiego okresu na San Siro Piatek nadal jest wart duzych
pieniedzy. Dzis na jego sprowadzenie i na spelnienie jego zadan pozwolic
sobie moga tylko druzyny z Premier League lub najmocniejsze zespoly
LaLiga. Gdzies mowilo sie np. o zainteresowaniu Sevilli, niedlugo zadne
sensacji katalonskie media zaczna pewnie wymieniac nazwisko Piatka jako
jedno z wielu w kontekscie wzmocnienia Barcelony, ktora szuka pewniaka
do przodu po kontuzji Luisa Suareza. Nie wiem, ktory kierunek bylby dla
Krzyska lepszy, jednak dla mnie jedno jest pewne – w Milanie wagonik,
ktory go wiozl, dotarl do konca trasy.

-Drag: Dajmy szanse tej druzynie. Bedzie wielka [FELIETON]
Mamy jeden z najmlodszych zespolow na swiecie i z cala pewnoscia jeden z
najbardziej obiecujacych. Zespol, ktory potrzebuje troche czasu i
cierpliwosci, by zaczal spelniac nasze i swoje marzenia – pisze Kamil
Drag w felietonie dla „Przegladu Sportowego”.
Rozpacz, lzy i poczucie wielkiej straconej szansy. W spotkaniu z Turcja
polskie siatkarki nie wykorzystaly pieciu meczboli i zamiast dobic
faworyzowanego rywala, podarowaly mu drugie zycie. Turczynki uciekly
katu spod topora i pojada na igrzyska do Tokio. Nam pozostal wielki zal,
smutek, dlugie Polakow rozmowy i analizy. Czy mozna bylo komu innemu
wystawic pilke, inaczej rozegrac decydujace akcje albo zaatakowac w inna
strefe?
Tym, ktorzy chcieliby dzisiaj stracic do piekiel Malwine Smarzek-Godek,
czyniac z niej jedyna winna porazki, warto zacytowac slowa pani kapitan
Agnieszki Kakolewskiej, ktora po meczu zaplakana powiedziala, ze „ta
porazka to nie jest wina Mali, bo przegral caly zespol”. Nie tylko
liderka mogla skonczyc tego przekletego czwartego seta, nie tylko ona
popelniala w dramatycznej koncowce bledy. Nie chodzi jednak o
wskazywanie winnych. Raczej o uswiadomienie sobie, ze takie porazki maja
prawo zdarzyc sie druzynie, ktora dopiero co odbila sie od dna. Ze w
drodze na siatkarskie szczyty trzeba przegrac kilka waznych spotkan,
przelknac wiele gorzkich lez, by nabrac doswiadczenia, okrzepnac i z
pretendenta stac sie faworytem. Przeciez jeszcze w maju 2017 roku po
zalosnych kwalifikacjach do mundialu polska zenska siatkowka lezala na
lopatkach i nikt nie dawal jej szans na reanimacje. Terapia zaaplikowana
przez doktora Jacka Nawrockiego przyniosla jednak wspaniale efekty.
Owszem, Bialo-Czerwone przegraly w tym sezonie wszystkie najwazniejsze
mecze – z Brazylia w Final Six Ligi Narodow, z Turcja w polfinale
Eurovolleya, z Serbia w pierwszym turnieju kwalifikacji olimpijskich i
ponownie z Turcja w Apeldoorn. Ale czy nie za duzo od nich oczekujemy?
Czy nie za szybko chcielibysmy, zeby z hukiem wywazyly drzwi do
swiatowej elity? Przeciez Magdalena Stysiak ma dopiero 19 lat, Maria
Stenzel jest zaledwie o rok starsza, a liderka Smarzek-Godek o cztery.
Mamy jeden z najmlodszych zespolow na swiecie i z cala pewnoscia jeden z
najbardziej obiecujacych. Zespol, ktory potrzebuje troche czasu i
cierpliwosci, by zaczal spelniac nasze i swoje marzenia.
Przypomnijmy sobie, jak dlugo czekalismy na pierwsze medale meskiej
reprezentacji Polski. Jak wiele porazek musielismy przetrawic, by w 2006
roku wreszcie doczekac sie pierwszego po wielu latach medalu wielkiej
imprezy. Nasi siatkarze tez przegrywali wygrane mecze, ze wspomne tylko
te najbardziej pamietne. Katowicki Spodek i przegrany set z Jugoslawia
przy wyniku 23:17 albo polfinal Ligi Swiatowej z Serbia, gdy druzyna
Raula Lozano prowadzila 2:0 w setach i 22:17 w trzeciej partii. Po
tamtym meczu niektorzy zakladali siatkarzom pampersy, ale juz rok
pozniej Bialo-Czerwoni siegneli po srebrny medal mistrzostw swiata. W
obu tych „pieknych katastrofach” bral udzial Pawel Zagumny. Pytany po
latach, czy w koncowkach tamtych setow nie popelnil bledow przy
rozegraniu, odpowiedzial: „W Spodku za kazdym razem wystawialem pilke do
innego zawodnika i po meczu mi to wypomniano. Piec lat pozniej w
Belgradzie decydujace ataki wykonywal glownie Sebastian Swiderski, ktory
wczesniej byl niezwykle skuteczny. I tez wszyscy mieli do mnie
pretensje. Moze po prostu wtedy nie bylismy jeszcze jako zespol gotowi,
by wygrywac takie mecze i takie koncowki – mowi jeden z najlepszych
rozgrywajacych w historii polskiej siatkowki.
Nasze siatkarki tez jeszcze nie sa gotowe, by wedrzec sie do elity, ale
jestem przekonany, ze za dwa lata podczas mistrzostw swiata w Polsce i
Holandii takich meczow jak ten z Turcja przegrywac juz nie beda. Dajmy
im tylko czas.

-Co z powiekszeniem PGE Ekstraligi? Analiza dala odpowiedz
Zawioda sie ci, ktorzy liczyli na otwarcie sie najlepszej zuzlowej ligi
swiata na nowe osrodki i radykalne zwiekszenie liczby meczow.
Przynajmniej przez najblizsze dwa, trzy sezony nic w tej sprawie sie nie
zmieni, a powod jest dosc prozaiczny.
Wladze PGE Ekstraligi zbadaly gotowosc wszystkich polskich klubow do
jazdy w elicie i okazalo sie, ze obecnie przygotowanych do takiego
wyzwania jest zaledwie dziewiec osrodkow w calym kraju. Aby rozszerzenie
mialo sens, chec walki o jazde w najwyzszej lidze musi wyrazac
przynajmniej 11-12 klubow. W przeciwnym wypadku poszerzenie rozgrywek
bedzie oznaczalo w praktyce nie tylko zamkniecie ligi, ale takze
obnizenie poziomu organizacyjnego i sportowego.
Obecnie poza osemka jezdzaca w elicie, zadaniu sprostaliby tylko
torunianie. Do startu w elicie potrzebny jest bowiem nie tylko
przynajmniej osmiomilionowy budzet, ale takze nowoczesna infrastruktura
stadionowa oraz organizacja klubu (bardzo mocny marketing, ale takze
rozwiniete szkolenie mlodziezy). Takie wymagania wciaz sa nie do
przeskoczenia dla klubow z Lodzi, Gdanska, Ostrowa Wlkp., czy Gniezna.
Torunianie w tym roku moga byc spokojni awansu, bo po prostu zaden z ich
rywali nie zostanie dopuszczony do elity.
W obecnej sytuacji rozszerzenie rozgrywek do 10 zespolow byloby tez
bardzo trudne z powodu braku wystarczajacej liczby zawodnikow na
najwyzszym poziomie. Wiadomo wiec, ze ze zmiana liczby druzyn musialoby
isc takze wprowadzenie KSM, a na razie dzialacze robia co moga, by
uniknac tego rozwiazania. Ostatnio informowalismy, ze zainteresowanie
wykupieniem praw do pokazywania transmisji z PGE Ekstraligi wyrazily
wladze Eurosportu, a dzialacze klubowi juz licza, ze juz samo wejscie
tak bogatego nadawcy rozwiaze wiekszosc problemow. Do tego czasu nikt
nie bedzie ryzykowal wprowadzania radykalnych form ingerencji w rynek.
————————————–
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *