Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 18 sierpnia 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 221 (5151) 18 sierpnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
– Na PS do Japonii moglaby jechac zupelnie inna druzyna niz ta, ktora
walczyla w Gdansku w turnieju kwalifikacyjnym. Ot, chocby waleczni
brazowi medalisci Ligi Narodow. Niech zbieraja kolejne doswiadczenia,
nich zgarna duza czesc z przyzwoitej puli nagrod, niech powalcza – pisze
w felietonie dziennikarz „PS” Kamil Drag.
To jeden z najwspanialszych dni w moim zyciu. Czuje dume, ze jestem
Polakiem! – cieszyl sie Michal Bakiewicz. – Nie sadzilem, ze juz w
pierwszym mistrzowskim turnieju zdobede z Polakami medal. Jestem
szczesliwy – mowil trener Daniel Castellani, ktory zaledwie cztery
miesiace wczesniej objal nasza reprezentacje. Piotr Gruszka z duma
odbieral nagrode dla MVP turnieju, a odkryciem turnieju okazal sie
mlodziutki, bo 21-letni wowczas Bartosz Kurek.
Mistrzostwa Europy w 2009 roku potoczyly sie dla polskich siatkarzy
niczym piekna bajka. Choc pojechali do Turcji oslabieni, bez
najwiekszych gwiazd – Michala Winiarskiego, Mariusza Wlazlego i
Sebastiana Swiderskiego – wygrali w Izmirze wszystkie mecze, a w finale
pokonali 3:1 Francje.
Choc trudno w to uwierzyc, wywalczony dziesiec lat temu medal to jedyny
zloty krazek mistrzostw Europy w dorobku polskich siatkarzy. Na
najwyzszym stopniu podium nie stanela nawet zlota druzyna Huberta
Jerzego Wagnera, za kazdym razem uznajac wyzszosc siatkarzy ZSRR. Bosek,
Wojtowicz, Skorek i spolka zostali mistrzami olimpijskim, triumfowali w
mistrzostwach swiata, ale mistrzami Europy nie byli nigdy. Podobnie jak
ich nastepcy. – Zawsze brakowalo mi tego medalu w dorobku – przyznaje
trzykrotny wicemistrz Europy Maciej Jarosz. – Na szczescie zloto w
rodzinie juz mamy – dodaje, bo w druzynie z 2009 roku byl jego syn Jakub.
Dzisiaj reprezentacja Polski to potega. Mamy swietna druzyne, zaplecze,
ktorego zazdroszcza nam wszyscy na swiecie, a prawdziwa perla w polskiej
koronie stal sie Wilfredo Leon, chyba najlepszy siatkarz swiata.
Na zloty medal mistrzostw Europy dwukrotni mistrzowie swiata czekaja
jednak od dziesieciu lat. Na jakikolwiek krazek tej imprezy od 2011
roku, bo trzy ostatnie czempionaty to byla seria wstydliwych porazek pod
wodza Anastasiego, Antigi i De Giorgiego.
Polscy siatkarze wlasnie wywalczyli w pieknym stylu olimpijska
kwalifikacje i moga skupic sie na walce o dziewiaty medal mistrzostw
kontynentu. Nie widze powodu, zeby traktowac ten turniej ulgowo. Wrecz
przeciwnie. Do Holandii, gdzie 13 wrzesnia bialo-czerwoni rozpoczna
rywalizacje, zespol powinien pojechac w mozliwie najsilniejszym skladzie
(zabraknie kontuzjowanego Kurka) z Leonem, Michalem Kubiakiem, Fabianem
Drzyzga, Pawlem Zatorskim i innymi gwiazdami na czele. W Europie gra
najwiecej swiatowych poteg, a medal tej imprezy ma wielkie
znaczenie.Duzo wieksze niz krazek tegorocznego Pucharu Swiata.
W poprzednich latach World Cup byl pierwsza runda kwalifikacji
olimpijskich i wszyscy zabijali sie, zeby wypasc w nim jak najlepiej.
Teraz medrcy z FIVB sprawili, ze stal sie niepotrzebna, kadlubowa, a
zarazem najciezsza w kalendarzu (11 meczow w 14 dni) impreza, na ktora
nikt nie chce jechac. Tym bardziej ze rozpocznie sie dwa dni po finale
mistrzostw Europy. Dwa dni! Wlasnie tyle najlepsze druzyny Starego
Kontynentu bede mialy na przemieszczenie sie z Europy do Azji i
zaaklimatyzowanie w Japonii. Ktos w FIVB upadl na glowe, ale jesli
chodzi o dzialaczy swiatowej federacji siatkarskiej naprawde nic juz nie
dziwi. Sa zdolni do wszystkiego. Najgorszego.
Do Japonii moglaby jechac zupelnie inna druzyna niz ta, ktora walczyla w
Gdansku w turnieju kwalifikacyjnym. Ot, chocby waleczni brazowi
medalisci Ligi Narodow. Niech zbieraja kolejne doswiadczenia, nich
zgarna duza czesc z przyzwoitej puli nagrod, niech powalcza. Juz raz
udowodnili, ze wcale nie sa skazani na porazke. Polscy siatkarze
naprawde sa zdolni do wszystkiego. Najlepszego.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
4 kolejka
Lechia Gdansk-Jagiellonia 1-1
5 kolejka
Arka Gdynia-Lech Poznan 0-0
Jagiellonia Bialystok-Gornik Zabrze 3-1
Slask Wroclaw-Cracovia 2-1
Wisla Krakow-LKS Lodz 4-0
Legia Warszawa-Zaglebie Lubin 1-0
Piast Gliwice-Wisla Plock 1-0
Rakow Czestochowa-Lechia Gdansk 2-1
W poniedzialek Korona Kielce-Pogon Szczecin
1.Slask 13pkt
2.Pogon 10pkt
3.Jagiellonia 8pkt
4.Lech 8pkt
5.Piast 8pkt
6.Wisla Krakow 7pkt
7.Cracovia 7pkt
8.Legia 7pkt
9.Gornik 7pkt
10.Lechia 6pkt
11.Rakow 6pkt
12.Zaglebie 5pkt
13.Korona 4pkt
14.LKS 4pkt
15.Arka 2pkt
16.Wisla Plock 1pkt

-Co sie dzieje z Lechia Gdansk? Katastrofalny mecz i porazka z Rakowem
Czestochowa.
Pilkarze Lechii poniesli pierwsza porazke w tym sezonie, ale wynik 1:2
nie oddaje w pelni fatalnego wrazenia jakie pozostawili po sobie
bialo-zieloni w meczu z Rakowem. W zespole Piotra Stokowca ewidentnie
cos nie gra.
Przed meczem: Lechia – rewelacja poprzedniego sezonu, zespol ktory
niezle zaprezentowal sie w europejskich pucharach, z szeroka kadra
wypelniona uznanymi nazwiskami i ktorej moglo by pozazdroscic trenerowi
Piotrowi Stokowcowi wiekszosc jego kolegow po fachu w polskiej Ekstraklasie.
Rakow – beniaminek bez doswiadczenia, w skladzie ktorego na mecz z
Lechia znalazlo sie kilku kompletnie anonimowych dla przecietnego kibica
zawodnikow (Jakub Apolinarski, Igor Sapala, Milosz Szczepanski). Na
dodatek sezon zaczal wiecej niz przecietnie ponoszac trzy porazki w
czterech meczach.
Rzeczywistosc: to Rakow od poczatku spotkania mial pomysl na gre. Widac
bylo schematy, ale bylo rowniez miejsce na improwizacje. Uderzala
roznorodnosc atakow – raz krotkimi podaniami przez srodek, raz
rozciagajac akcje na skrzydla, a kiedy trzeba przy pomocy dalekiego
przerzutu. Jednak nie bezmyslnego kopniecia byle dalej, tylko
dokladnego, napedzajacego akcje podania. Ogolnie grze gospodarzy
przyswiecala jakas mysl, a przy tym pilkarze Rakowa byli szybcy,
dynamiczni, wybiegani.
Za to Lechia… Dlugimi momentami to byla po prostu zalosc. Zawodnicy z
Gdanska wygladali jakby po raz pierwszy spotkali sie na parkingu
stadionu w Belchatowie (tam swoje domowe mecze rozgrywa w rundzie
jesiennej Rakow). Brakowalo zrozumienia, jakiejs przewodniej idei, kazdy
sobie rzepke skrobal. Fatalnie spisywal sie Lukas Haraslin, ktory chyba
nie byl jeszcze gotowy do gry po przebytej niedawno anginie, po raz
kolejny rece opadaly tez na widok „popisow” Flavio Paixao. Ale
katastrofalnie lub slabo wygladali niemal wszyscy zawodnicy z pola. Gra
byla statyczna, kiedy jeden lechista mial pilke reszta chowala sie za
rywalami. Brakowalo tez agresji, zeba, z ktorego zespol slynal w
poprzednim sezonie.
Goscie quasi-zagrozenie stwarzali wlasciwie tylko po stalych fragmentach
gry, ewentualnie jakichs zablakanych wrzutkach. Za to Rakow cierpliwie
nadgryzal niezbyt szczelny mur defensywny Lechii (choc akurat dwaj
srodkowi obroncy Michal Nalepa i Blazej Augustyn starali sie jak mogli).
Przy zyciu gosci dlugo trzymal tylko Dusan Kuciak, ktory popisal sie
dwiema fantastycznymi interwencjami (przy strzalach Apolinarskiego i
Sebastiana Musiolika).
Jednak przy takiej dysproporcji w grze zespolow, gol dla Rakowa byl
tylko kwestia czasu. Padl on po dalekim przerzucie do Szczepanskiego,
bledzie nieporadnie interweniujacego Karola Fili i bardzo przytomnym
zagraniu tegoz Szczepanskiego do Felicio Brown Forbesa.
Dopiero wowczas lechistom cos wyszlo, ale po pieknym prostopadlym
podaniu Patryka Lipskiego (chyba jego jedyne udane zagranie w calym
meczu) i ladnym wykonczeniu Artura Sobiecha okazalo sie, ze napastnik
Lechii byl na minimalnym spalonym.
Na poczatku drugiej polowy Rakow szybko podwyzszyl na 2:0 – po rzucie
wolnym Sapaly rykoszet kompletnie zmylil Kuciaka. Dopiero w tym momencie
w grze Lechii cos drgnelo. Troche ozywienia wniesli wprowadzeni od
poczatku drugiej polowy Maciej Gajos i zwlaszcza Slawomir Peszko. Jednak
nawet kiedy udawalo sie stworzyc dobra sytuacje do zdobycia bramki, to
gorszy od Kuciaka nie chcial byc Michal Gliwa. Bramkarz Rakowa w pieknym
stylu obronil strzaly Flavio oraz Peszki.
Lechia w drugiej polowie wygladala nieco korzystniej, ale glownie
dlatego, ze pozwolili jej na to gospodarze, ktorzy majac komfortowy
wynik nastawili sie glownie na kontry. Dodajmy bardzo grozne, duzo
bardziej niebezpieczne niz nieporadne ataki pozycyjne gdanszczan.
W samej koncowce lechisci dostali jeszcze prezent, w postaci
nierozwaznego faulu w polu karnym (w niegroznej sytuacji) Emira
Azemovicia na Arturze Sobiechu. Jedenastke wykorzystal sam poszkodowany
i zupelnie niespodziewanie pojawila sie szansa na remis. Jednak przez
pozostale kilka minut goscie nie potrafili doprowadzic do wyrownania i
pierwsza porazka w sezonie stala sie faktem.
Jednak nie sam wynik jest najwiekszym problemem, tylko sposob w jaki
zaprezentowal sie gdanski zespol w Belchatowie. Trener Stokowiec ma o
czym myslec, bo w grze jego druzyny szwankuje bardzo wiele elementow. To
nie jest ta dobrze dzialajaca maszyna jak przez wiekszosc poprzedniego
sezonu, raczej przypomina popsuty mechanizm z jego koncowki.

-Pilkarze Arki Gdynia wciaz pozostaja bez zwyciestwa w sezonie 2019/20.
Rywalem byl jednak jeden z glownych kandydatow do tytulu mistrzowskiego
– Lech Poznan. Bezbramkowy remis z Kolejorzem to bez watpienia zdobycz,
jednak w pamieci gdynskich kibicow i tak zostanie pilka meczowa, ktora w
doliczonym czasie gry zmarnowal Kamil Antonik.
Kiedy poczatek sezonu jawi sie jak pasmo niekonczacych sie i nowo
powstajacych problemow, a w tabeli na pozostale zespoly trzeba spogladac
z dolu, najmniej wyczekiwanym rywalem w kalendarzu jest jeden z
kandydatow do mistrzostwa kraju.
Poznaniacy ani mysleli byc przeszkoda, przez ktora arkowcy przeskocza,
przelamujac swoja niemoc, tym samym wygrywajac po raz pierwszy w
rozgrywkach. Przeciwnie, pierwszy kwadrans zabral gdynian na szybka
przejazdzke rollercoasterem, ktory ruszyl, zanim wszyscy zdazyli zapiac
pasy bezpieczenstwa. Wagony Kolejorza ciagneli wtedy: Darko Jevtic,
Pedro Tiba, Kamil Jozwiak i Maciej Makuszewski.
Zagrania w ich wykonaniu wygladaly na tak proste i latwe, ze kwestia
czasu wydawala sie pierwsza, druga, a nawet trzecia bramka. Watpliwym
pozostawalo jedynie, kto dopisze sobie asyste, a kto gola.
Trener Jacek Zielinski po defensywnych perturbacjach z poprzednich gier
postawil w tym spotkaniu w glownej mierze na blok obronny. I slusznie.
Arka miala myslec o tym, by przetrwac poznanska nawalnice, ktora,
dodajmy, byla naprawde imponujaca. Losy meczow mial rozstrzygnac jeden z
dwoch scenariuszy:
– zespol napierajacy szybko napocznie tlamszonego i worek z bramkami
rozwiaze sie na dobre;
– zespol tlamszony przetrwa napor i sam stanie sie zagrozeniem dla
napierajacego.
Postawienie na skondensowana obrone w premierowych fragmentach okazalo
sie strzalem w dziesiatke, choc nalezy nadmienic, iz w powodzeniu tego
zalozenia spora role odegralo tez szczescie. Arka przetrwala, otrzasnela
sie z letargu i sama doszla do glosu.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi przed tym starciem wskazywaly, ze
Kolejorz przejedzie sie przez gdynski stadion, zostawiajac na nim
spektakularne zniszczenia. Bez watpienia wlasnie to by sie stalo, gdyby
zespol Dariusza Zurawia skuteczniejszy byl tak w pierwszym, jak i
ostatnim kwadransie. Wowczas mial gospodarzy na tacy, ale za kazdym
razem brakowalo kropki nad „i” lub, co dla kibicow Arki jest jak
symfonia dla uszu, znakomicie bronil Pavels Steinbors.
Remis z potentatem to dla zolto-niebieskich bez watpienia niemala
zdobycz. W pamieci jednak i tak zostanie mlody Kamil Antonik i jego
pilka meczowa na nodze w sytuacji sam na sam z bramkarzem Lecha Poznan.
20-letni skrzydlowy pogubil sie jednak i nie dal swoim kibicom pelnej
radosci.

– Polskie kluby dostarczaja za malo Patrykow Lipskich i Jakubow
Czerwinskich. Solidnych pilkarzy, bez aspiracji reprezentacyjnych,
ktorzy zalapaliby sie do wiekszosci ligowych jedenastek – pisze w
felietonie dla „PS” Tomasz Cwiakala.
Czy sie stoi, czy sie lezy, ekstraklasa sie nalezy. Jezeli przezimowales
w niej przez kilka sezonow, masz prawo oczekiwac, ze kiedy znajdziesz
sie w potrzebie, odezwie sie trener, ktory prowadzil cie przed piecioma
laty badz dyrektor, ktory uzna, ze gdzie, jak gdzie, ale akurat u niego
wreszcie sie odbudujesz. Bo przeciez jesli juz tkwisz w tej lidze tak
dlugo, to nie mozesz byc tak zly, jak wskazuja liczby. Cos jeszcze moze
z ciebie wyrosnie.
Nigdy nie podejrzewalbym, ze osoba, ktora tak trafnie zdefiniuje polski
rynek transferowy, bedzie Mateusz Mak. Nowy pilkarz Stali Mielec
przyznal w rozmowie z Weszlo, iz w pierwszej kolejnosci liczyl na oferty
z ekstraklasy lub zagranicy. Po strzeleniu trzech goli i zaliczeniu
dwoch asyst w trzech ostatnich sezonach. W innych okolicznosciach
powiedzielibysmy, ze Mak odlecial i nieco przeszacowal swoja wartosc.
Najbardziej przerazajace jest jednak to, ze nie powinnismy sie nad nim
pastwic. Mateusz po prostu ocenil rynek. Chlodno i miarodajnie. Smialo
mogl stawiac takie oczekiwania. Zwykle jeden w pelni przekonujacy sezon
na siedem wystarczylby, by kluby wydzwanialy do jego agenta. Przeciez
obiecujaco wygladal na poczatku w Belchatowie. Rokowal. Potem w
rozgrywkach 15/16 wielokrotnie ciagnal Piasta Gliwice. Poza tym to
jednak Mak. Jakies nazwisko. Nieprzewidywalny. Cos potrafi. Zawsze
szarpnie. Jest fajnym gosciem i ma dobry wplyw na zespol. Na Legie czy
Lecha pewnie nie wystarczy, ale na dol tabeli uzupelnienie jak znalazl.
Nie ma znaczenia, ze – bedac pilkarzem stricte ofensywnym – przez trzy
ostatnie sezony strzelil tyle goli, ile Lukasz Broz w trzech ostatnich
tygodniach.
******
Jakis czas temu zagadnalem trenera z ekstraklasy, dlaczego odstawil
swojego zawodnika do rezerw. Rzucilem bezrefleksyjnie, ze moze warto
byloby mu dac druga szanse. Wiek niezly. Doswiadczenie z zagranicy.
Nazwisko dosc duze jak na ekstraklase. – A ile meczow nam wybronil? Nie
patrz na to, jak sie nazywa ani gdzie byl kilka lat temu. Przeanalizuj
wszystkie tracone gole i powiedz, ile razy realnie mogl pomoc –
uslyszalem w odpowiedzi, przeanalizowalem i rzeczywiscie – gdyby nie
nazwisko, w zyciu bym na goscia nie zwrocil uwagi. Trzeba uderzyc sie w
piers. To pulapka, w ktora czesto nagminnie wpadamy my – kibice i
dziennikarze. Bywamy niewolnikami watpliwych marek. Zyjemy nadzieja, ze
jesli ktos blysnal dwa lata temu w Lechu, to przeciez nie moze nagle byc
tak slaby, by teraz nie nadawal sie do Wisly Plock. Popadamy w zgubne
myslenie. Jak to ujal Jacek Bednarz w wywiadzie Lukasza Olkowicza: „Ten
z duzo lepszym potencjalem, ale dwoma golami jest gorszy niz facet,
ktory strzelil 10 goli, ale ma mniejszy potencjal”.
Uslyszalem kiedys madra opinie od Artura Platka. „Problemem polskiej
pilki jest brak klasy sredniej”. Talenty zawsze sie pojawialy, ale
dostarczamy niewielu zawodnikow, ktorzy znalezliby sie pomiedzy poziomem
Piatka, Gumnego czy Bednarka a wchodzacymi juniorami jak Bida. Te luki
idealnie zatyka dzis wielu porzadnych obcokrajowcow jak Imaz,
Triantafyllopoulos czy Hanca. W szerszej skali brakuje nam jednak
Polakow na tym poziomie. Polskie kluby dostarczaja za malo Patrykow
Lipskich i Jakubow Czerwinskich. Solidnych pilkarzy, bez aspiracji
reprezentacyjnych, ktorzy zalapaliby sie do wiekszosci ligowych
jedenastek, a przy dobrych wiatrach przyniesliby jeszcze pieniadze z
jakiegos Konyasporu czy innego Kajratu Almaty.
******
Mateusz Mak niegdys do takiej klasy aspirowal, ale – takze przez
perypetie zdrowotne – zamiast wcisnac gaz zaciagnal hamulec. Dzis nie
daje zadnych gwarancji. Pociag odjechal i realia sie zmienily. Przepis o
mlodziezowcu bedzie zwyczajnie wypychal z ligi takich graczy. Jezeli
masz do wyboru tania zagadke pt. Antonik oraz Mateusza, po ktorym mniej
wiecej wiesz, czego sie spodziewac (i raczej nie sa to cuda), sprawa
jest prosta. System zmusi cie do wyrzucenia tego drugiego. Gdyby nie
obowiazek wstawienia mlodziezowca, losowy reprezentant klasy nizszej –
nie musi to byc Mak – spokojnie moglby wyladowac w takiej Arce. Kosztem
mlodszego, tanszego i dajacego pewnie porownywalne liczby juniora.
Potem, parafrazujac Taco, dalsza zonglerka po klubach z nadzieja, ze
agent „otworzy” sobie kilku dyrektorow sportowych jak kiedys Jorge
Mendes Valencie. Dwa gole, asysta, telefon do menago i kontynuujemy Tour
de Pologne.
******
Na szczescie polski rynek dostrzega swoje potrzeby i sam zaczal
eliminowac nierentownych pracownikow. A Mateuszowi – bo w tym tekscie
chodzi nie o niego, lecz o caly rynek – pozostaje tylko zyczyc rychlego
powrotu do ekstraklasy. Na bazie ostatnich meczow, a nie tych sprzed
trzech lat.

– Legionisci w tym dwumeczu musza robic wszystko, by zwolnic tempo
spotkania i pokazac swoje atuty. Jesli zdecyduja sie na intensywna gre
od pola karnego do pola karnego – tak jak lubia Rangersi – ich szanse
nie beda wysokie – pisze w felietonie dla „PS” Mateusz Borek.
Bedac w Stambule, gdzie komentowalem mecz Liverpoolu z Chelsea o
Superpuchar Europy, spotkalem znajomego greckiego komentatora.
Rozmawialismy, zeszlo na Atromitos i uslyszalem, ze w Grecji akurat na
ten zespol nikt w europejskich pucharach nie liczyl. Oni wrecz byli
zaskoczeni, ze w pierwszym spotkaniu przeciwko Legii nie przegral wysoko
przy Lazienkowskiej. Grecy maja duze oczekiwania wobec mistrza kraju
PAOK-u, podobnie jest z AEK Ateny oraz Olympiakosem. Atromitos? To inna
bajka.
Legia nie mierzyla sie wiec ze specjalnie mocnym rywalem, ale trzeba
przyznac, ze w czwartkowym rewanzu, wygrywajac 2:0, zdala test na
solidnosc i profesjonalizm. Mogla sie podobac przede wszystkim w srodku
pola. Widac, ze kiedy w tej strefie gra Cafu, daje druzynie wiecej
odwagi i pewnosci siebie, czego wczesniej brakowalo.
W tej chwili celem numer jeden jest awans do fazy grupowej Ligi Europy.
Jesli to by sie udalo, klub zarobi bardzo duzo pieniedzy i zwiekszy sie
zainteresowanie Legia, takze jej meczami w lidze. Nie zdziwie sie wiec,
jak w tej kolejce, w spotkaniu z Zaglebiem Lubin, Vukovic da odpoczac
kilku zawodnikom. Teraz trzeba skupic sie na dwumeczu z Glasgow Rangers.
Musze przyznac, ze jestem mocno zaskoczony praca w szkockim klubie
Stevena Gerrarda. To byl swietny pilkarz, serce Liverpoolu, do tego
wazna postac angielskiej kadry. Boiskowy walczak. Pamietam, ze gdy
trenerem Liverpoolu zostal Rafa Benitez, hiszpanski maniak taktyki, mial
duzo uwag do Gerrarda, ktory na boisku byl zachlanny i czesto nie
poruszal sie tak, jak zyczylby sobie tego szkoleniowiec. Bylem ciekawy,
jak Gerrard swoje atuty i braki jako zawodnik przelozy na prace
trenerska. Tymczasem idzie mu bardzo dobrze. Spojrzmy na wyniki
Rangersow w tym sezonie w pucharach. Przez kwalifikacje do Ligi Europy
ida jak burza – w trzech rundach strzelili 19 goli, tracac tylko trzy.
To musi robic wrazenie, niezaleznie od tego, z kim mierzyli sie w dwoch
pierwszych rundach. W trzeciej pewnie poradzili sobie z dunskim
Midtjylland, co mnie troche zaskoczylo. W Polsce lubimy patrzec z gory
na ligi skandynawskie, tymczasem gdy przeanalizuje sie transfery
dokonane przez zespol z Danii, widzimy, ze na napastnika z ligi
francuskiej wydal trzy miliony euro, a na pomocnika z Brazylii – dwa i
pol. I to wcale nie bylo tak, ze zarobili na sprzedanym zawodniku 20
milionow, wiec wydali czesc tych pieniedzy na spore wzmocnienia. A mimo
to Midtjylland nie mialo szans z Rangers.
Legia pierwsze spotkanie zagra u siebie i trzeba bedzie je wygrac bez
straty bramki. Mecz wyjazdowy bedzie szalenie trudny. Pilkarze Legii
musza sie przygotowac na publicznosc, ktora wywiera presje i reaguje
entuzjastycznie na wybicie pilki wslizgiem na aut. Przed wicemistrzem
Polski rywal, ktory jest rozpedzony i gra ofensywnie, systemem 4-4-2,
ktory najbardziej lubi Gerrard. Rangersi maja tez kilku ciekawych
pilkarzy, na czele z napastnikiem Alfredo Morelosem, ktory wystapil juz
w seniorskiej reprezentacji Kolumbii.
Legionisci w tym dwumeczu musza robic wszystko, by zwolnic tempo
spotkania i pokazac swoje atuty. Jesli zdecyduja sie na intensywna gre
od pola karnego do pola karnego – tak jak lubia Rangersi – ich szanse
nie beda wysokie.

I LIGA
4 kolejka
Jastrzebie-Belchatow 1-1
Odra Opole-Stomil Olsztyn 0-1
Sandecja Nowy Sacz-Tychy 1-0
Chrobry Glogow-Puszcza Niepolomice 0-1
Zaglebie Sosnowiec-Miedz Legnica 1-0
Chojniczanka-Nieciecza 1-0
Stal Mielec-Olimpia Grudziadz 2-0
Wigry Suwalki-Podbeskidzie 1-0
Radomiak Radom-Warta Poznan 0-2
1.Nieciecza 9pkt
2.Warta 9pkt
3.Podbeskidzie 7pkt
4.Belchatow 7pkt
5.Miedz 7pkt
6.Puszcza 7pkt
7.Chojniczanka 7pkt
8.Stal Mielec 7pkt
9.Radomiak 6pkt
10.Olimpia Grudziadz 6pkt
11.Sandecja 6pkt
12.Stomil 6pkt
13.Wigry 5pkt
14.Jastrzebie 5pkt
15.Zaglebie 4pkt
16.Tychy 3pkt
17.Odra 1pkt
18.Chrobry 0pkt

ZUZEL
Maciej Janowski zajal trzecie miejsce w Grand Prix Skandynawii w
Malilli, szostej eliminacji mistrzostw swiata. Wygral Szwed Fredrik
Lindgren przed Dunczykiem Leonem Madsenem, ktory objal prowadzenie w
klasyfikacji generalnej.
Prowadzacy po pieciu turniejach w cyklu GP Bartosz Zmarzlik odpadl w
polfinale, a Patryk Dudek i Janusz Kolodziej zakonczyli starty na fazie
zasadniczej szwedzkich zawodow.
Na cztery eliminacje przed zakonczeniem mistrzostw Madsen ma 75 pkt i o
szesc wyprzedza Zmarzlika oraz o siedem Rosjanina Emila Sajfutdinowa i
Slowaka Martina Vaculika. Dudek jest szosty – 61 pkt, Janowski siodmy –
51, a Kolodziej dziewiaty – 48.
Zawody w Malilli nie byly specjalnie udane dla Polakow. Najlepiej z nich
radzil sobie jezdzacy w lidze szwedzkiej w miejscowym klubie Dackarna
Janowski, ktory w fazie zasadniczej wygral trzy wyscigi i pewnie
awansowal do polfinalu. Sztuka ta udala sie takze Zmarzlikowi, natomiast
z zaledwie szescioma punktami turniej ukonczyl Dudek, a jeszcze o dwa
mniej zdobyl Kolodziej.
Janowski pewnie wygral swoj polfinal, natomiast Zmarzlik w swoim byl
tylko tlem dla rywali. W finale Polak mimo walecznej postawy przegral z
Lindgrenem i Madsenem, a czwarte miejsce zajal rewelacyjnie spisujacy
sie w fazie zasadniczej turnieju Rosjanin Artiom Laguta.
Bohaterem wieczoru byl Lindgren, ktory w szostym wyscigu uczestniczyl w
powaznie wygladajacym wypadku z udzialem m.in. Dudka i do konca zawodow
wyraznie utykal. Mimo to odniosl efektowne zwyciestwo, wygrywajac
czwarty turniej GP w karierze.
Kolejna eliminacja GP odbedzie sie 31 sierpnia w niemieckim Teterow.

SKOKI NARCIARSKIE
Kamil Stoch zostal zwyciezca konkursu indywidualnego Letniego Grand Prix
w Zakopanem! Trzykrotny mistrz olimpijski triumfowal dzieki skokom na
odleglosc 137,5 m i 132,5 m. Drugie miejsce zajal Dawid Kubacki (138 m i
134,5 m).
Trzeci byl Japonczyk Yukiya Sato, ktory w pierwszej serii lotem na 145.
metr ustanowil nowy rekord Wielkiej Krokwi (HS140). W finale wystapilo
az pieciu Polakow.
Pierwsza seria dostarczyla wielu emocji. Liderem byl Yukiya Sato. Tuz za
nim znajdowalo sie az czterech reprezentantow Polski. Drugie miejsce
zajmowal Jakub Wolny (140 m), trzeci byl Kamil Stoch (137,5 m), czwarty
Piotr Zyla (138 m), zas piaty Dawid Kubacki (138 m). Bialo-Czerwoni
tracili od 2,7 do 6,2 pkt do prowadzacego Japonczyka.
W czolowej dziesiatce znalezli sie ponadto: Naoki Nakamura (133 m),
Killian Peier (133,5 m), Yuken Iwasa (131,5 m) oraz Robin Pedersen (130 m).
Awans do finalu uzyskal takze Aleksander Zniszczol. Wislanin po skoku na
128. metr zajmuje dwunasta lokate.
Juz na pierwszej serii konkursowej udzial w zawodach zakonczyli
trzydziesty pierwszy Maciej Kot (125 m) oraz czterdziesty osmy Stefan
Hula (112 m).
Finalowa seria byla przerywana z powodu wiatru. Kamil Stoch spisal sie
wspaniale. Dwukrotny zdobywca Krysztalowej Kuli uzyskal 132,5 metra i o
zaledwie 0,7 punktu wyprzedzil Dawida Kubackiego (134,5 m). Prowadzacy
na polmetku Sato spadl na trzecie miejsce (131 m w drugim skoku).
Czwarty byl Naoki Nakamura (134 m), a piaty Killian Peier (132 m).
Piotr Zyla (131 m) zakonczyl rywalizacje na szostym miejscu. Osmy byl
Jakub Wolny (125 m). Bialo-Czerwonych rozdzielil lider Letniego Grand
Prix, Timi Zajc (129,5 m). Na dwudziestej pierwszej lokacie zawody
ukonczyl Aleksander Zniszczol (117 m).
Stoch po raz jedenasty w karierze zwyciezyl w zawodach Letniego Grand
Prix. Tym samym zajmuje juz samodzielnie trzecie miejsce na liscie
wszech czasow, ustepujac jedynie Adamowi Malyszowi i Gregorowi
Schlierenzauerowi (po 13 wygranych).
Polacy objeli prowadzenie w klasyfikacji Letniego Pucharu Narodow. Maja
1355 punktow, wyprzedzaja Japonczykow (1259 pkt) oraz Slowencow (1143 pkt).

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *