Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 17 listopada 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 308 (5237) 17 listopada 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
Gdyby dzis tworzyc ranking najbardziej goscinnych nacji swiata,
bylibysmy pierwsi do glosowania na Izrael. Jedenastu facetow na boisku w
Jerozolimie rozlozylo przed reprezentacja Polski czerwony dywan do
zwyciestwa w meczu, a wiec i w grupie. 2:1 to smiesznie niski wymiar
kary jak na to, co rywale bialo-czerwonych odstawiali na boisku.
Gdy rywale mieli pilke, to co jakis czas wygladalo tak, jakby kazano im
grac w korkach na lodowisku. Najlepszym podsumowaniem tego, co wyrabiali
Izraelczycy, byl doliczony czas gry. Oni zamiast skorzystac z faktu, ze
sedzia mimo wbiegniecia na boisko intruzow nie nakazal przerwania
spotkania i dorzucil dwie minuty, dwukrotnie oddawali nam pilke, by
zobaczyc, czy damy rade tym razem przejsc wspomnianym czerwonym dywanem
do konca.
Nie dalismy. I choc tak wiele w grze reprezentacji dzis mozna chwalic,
to zeby miec to z bani, zaczniemy od ganienia.
Skutecznosc w wykonczeniu lezala jak przedszkolak po obiedzie. Sytuacje
bramkowe stwarzalismy sobie z ogromna latwoscia, banda poubierana w
niebieskie koszulki wygladala jak zrzucona w srodek dzungli amazonskiej
bez kompasu. Tylko co z tego, skoro z jeszcze wieksza latwoscia je
partaczylismy? Bramkarz rywali podawal pod nogi naszego napastnika?
Srodkowy pomocnik tracil pilke i nagle wychodzilismy 4 na 2? Za kazdym
razem konczylo sie to tak samo – albo niecelnym uderzeniem, albo
strzalem w zasiegu Marciano. Golkipera tak beznadziejnego w rozgrywaniu,
ze my nie dalibysmy mu za nas rozegrac nic nieznaczacej partii chinczyka
na urodzinach cioci. A Andreas Herzog najwyrazniej polecil za wszelka
cene grac od tylu. Nie potrafilismy go za taka lekkomyslnosc skarcic
chocby raz.
Przez to tez moglismy sobie napytac biedy w koncowce. Przy rewelacyjnej
skutecznosci, w momencie strzalu Zahaviego i dobitki Dabbura po
rykoszecie, mielibysmy nie dwie, a z piec bramek przewagi nad rywalem.
Przy przyzwoitej – no trzy, to minimum.
Ekipa Brzeczka bezwzgledna byla jednak tylko przy egzekucji rzutow
roznych. I tutaj zapisujemy wielkiego plusa sztabowi szkoleniowemu, bo
widac bylo na pierwszy rzut oka, ze wszystkie zachowania sa wypracowane,
ze tak jak sie to skonczylo, tak bylo tez rozrysowane w notatniku
selekcjonera. Krychowiak i Piatek – choc ten drugi na raty – zwienczyli
prace wlozona w wypracowanie automatyzmow przy stalych fragmentach, a i
przy paru innych roznych bylo widac kolejne warianty.
Nie mozna miec tez zastrzezen do dzialu kreacji. No, wylaczajac
bezbarwnego Frankowskiego, ktory nie tylko samemu nie zapracowal na
dobra note, ale i okradl z asysty dwojacego sie i trojacego Piotra
Zielinskiego. Tak jakby „Zielu” poczul, ze wobec braku Roberta
Lewandowskiego w podstawowej jedenastce, to on mial byc pelnoprawnym
liderem. Tym, do ktorego kolega przyjdzie z pilka i powie: „zrob cos, ty
wiesz najlepiej, co”. Sam oddal kilka uderzen, wykreowal tez kolegow w
paru sytuacjach. Gdyby nie kulejaca jak diabli skutecznosc, mialby lekko
ze dwie asysty.
Bardzo podobal sie tez Grzegorz Krychowiak. Maszyna do przejec, do
odbiorow, w dodatku z wielka chetka, by dolozyc cos z przodu. Napedzona
szybkim golem, ale i tym, co w tym sezonie wyprawia w barwach Lokomotiwu
Moskwa. Pare razy udalo mu sie tez odpalic protokol „ja, Pirlo” i fajnie
przeniesc ciezar z lewej do prawej i odwrotnie. Rozciagalismy tych
biednych Izraelczykow, ganialismy ich przez jakas godzine tam i z
powrotem, nakazujac szczegolnie defensorom powaznie rozwazyc zmiane
zawodu. 14:0 w strzalach z pierwszej polowy mowi samo za siebie.
Pozniej odpuscilismy, gralismy bardziej ekonomicznie, trudno tez bylo
sie spodziewac, ze swietnie sprawdzajacy sie na starcie spotkania wysoki
pressing uda sie stosowac przez caly mecz. Wpisal sie w taka gre nawet
Robert Lewandowski, ktory dostal dzis pol godziny. I nie powiemy, zeby
zachwycil nas jak co kilka dni w Bayernie. Ot, dyskretny wystep, ktory
mogl uwienczyc golem w koncowce, ale ze skraju pola karnego uderzyl
minimalnie niecelnie.
Nie byl to moze mecz na piatke z plusem. Rywal sam sobie rzucal pod nogi
skorki od banana, by chwile pozniej slizgac sie na nich jak slon na
lyzwach, a my zamiast bezlitosnie to karac, dawalismy druga, trzecia i
piata szanse poprawy. Ale tez nie mozemy marudzic. Wygrywamy grupe, co
najmniej drugiego koszyka nikt nam juz nie zabierze. A gdyby kadra z
mocniejszym rywalem potrafila na Euro grac tak, jak w pierwszej polowie
w Jerozolimie, bylibysmy naprawde ukontentowani.

-Wygrana z Izraelem zapewnila reprezentacji Polski nie tylko zwyciestwo
w swojej grupie eliminacyjnej, ale – przede wszystkim – miejsce
przynajmniej w drugim koszyku podczas losowania finalow Euro 2020 (30
listopada w Bukareszcie). A moze byc nawet lepiej, jesli we wtorek
Bialo-Czerwoni pokonaja Slowenie.
Tym razem UEFA zdecydowala sie odejsc od podzialu rozstawien na
podstawie rankingu krajowego. Dla Polski to dobra wiadomosc, bowiem w
takim przypadku nie mielibysmy zadnych szans na miejsce w pierwszym
koszyku. Na kolejke przed koncem eliminacji wiemy, ze na miejsce wsrod
teoretycznie najsilniejszych wciaz mozemy liczyc, jednoczesnie bedac
pewnym, ze nie ma juz mozliwosci, by Bialo-Czerwoni wypadli poza drugi
koszyk.
Miejsce w pierwszym koszyku przypadnie szesciu zwyciezcom grup
eliminacyjnych, ktorzy zdobeda najwiecej punktow. W grupach
szesciozespolowych nie beda wliczane punkty uzyskane z outsiderem, wiec
w przypadku Bialo-Czerwonych bez znaczenia pozostana mecze z Lotwa (2:0
i 3:0). W takim ukladzie Polska ma na koncie 16 punktow i zajmuje
dziewiate miejsce w Europie. Inaczej mowiac – trzecie w drugim koszyku.
Zwyciestwo nad Slowenia pozwolilyby nam zachowac szanse na awans w
hierarchii, bowiem czysto teoretycznie mozliwe jest wyprzedzenie
Anglikow, Ukraincow, Chorwatow, Niemcow, Hiszpanow i Francuzow.
Aby tak sie stalo Bialo-Czerwoni musza wygrac ze Slowenia (to wystarczy,
by wyprzedzic Chorwacje, ktora juz skonczyla eliminacje, a w tej chwili
ma punkt przewagi nad nami) i liczyc, ze zostana spelnione co najmniej
dwa z pieciu warunkow: zwyciestwo Kosowa z Anglia, zwyciestwo Serbii z
Ukraina, porazka Niemcow z Irlandia Polnocna, brak wygranej Hiszpanii z
Rumunia, brak wygranej Francji w Albanii.

-Antoni Bugajski: Aniolowie o brudnych twarzach [felieton]
Z kadra narodowa zegna sie Lukasz Piszczek – wybitny reprezentant
Polski, piekna karta w historii polskiej pilki, inspiracja dla mlodych
pilkarzy. To wszystko prawda, choc troche polukrowana.
Piszczek jest ofiara przypadlosci dotykajacej wielkie postaci nie tylko
polskiej pilki. Futbol to czesto ogromne emocje i jeszcze wieksze
pieniadze. A skoro pieniadze, w tle pojawiaja sie nieczyste uklady i
brudna kasa. Pokusa latwo dajacego sie spieniezyc finansowego sukcesu
jest tak duza, ze wielu nie potrafi sie jej oprzec. Do tego dochodzi
poczucie zbiorowej bezkarnosci pomieszane z przekonaniem, ze skoro inni
oszukuja, mnie rowniez wolno. Na co dzien jestem uczciwym czlowiekiem,
ale raz na jakis czas moralnosc schowam do kieszeni, bo trudno
postepowac moralnie w swiecie, w ktorym inni z moralnosci sobie kpia. No
i sa jeszcze te zasady obowiazujace w grupie, do ktorej pretenduje. Na
tym wstepnym etapie jeszcze nawet nie chodzi o kase, a o
podporzadkowanie sie owym zasadom, zwlaszcza jesli sa szemrane i
pozwalaja robic nieuczciwe interesy. To swoisty test na lojalnosc. Jesli
go oblejesz, grupa cie nie zaakceptuje, bedziesz autsajderem. Aby
powiedziec calej szatni „nie” w imie uczciwych zasad, trzeba miec nie
tylko charakter, ale tez swiadomosc, ze ryzykujesz swoja kariere, bo
przynajmniej w tym klubie bardzo trudno ci bedzie zaistniec.
Do Zaglebia Lubin Piszczek trafil jako 19-latek. Mial o tyle latwiej, ze
dla niego byl to tylko zaplanowany przystanek w karierze, bo mial juz
kontrakt z Hertha Berlin, ktora do Lubina wypozyczyla go na trzy lata.
Pomysl wypalil, chlopaka w Zaglebiu nikt nie musial ciagnac za uszy, byl
talentem czystej wody bez dwoch zdan.
W jego drugim sezonie Miedziowi zakwalifikowali sie do europejskich
pucharow, w trzecim zdobyli mistrzostwo Polski i grajacy jeszcze na
skrzydle Piszczek strzelil 11 goli. Dopiero po tym sukcesie odszedl do
Berlina i zaczal sie jego niemiecki, trwajacy juz dwanascie lat,
rozdzial w karierze, znaczony dwoma mistrzostwami 1. Bundesligi i
finalem Ligi Mistrzow. Jeszcze jako gracz Zaglebia debiutowal w
reprezentacji, a od 2008 roku byl na wszystkich mistrzowskich
turniejach, w ktorych grali Polacy – w sumie zaliczyl cztery takie
imprezy. Gdyby tylko chcial, zapewne bylby tez w kadrze na EURO 2020,
lecz stanowczo podziekowal juz za udzial w kwalifikacjach. Wypisal sie z
kadry raz na zawsze, bo w ostatnich latach profesjonalnej kariery
postanowil sie juz skupic na wystepach w Borussii Dortmund.
******
Dlatego za chwile na PGE Narodowym bedziemy reprezentanta Piszczka
uroczyscie zegnac. To czas, zeby podkreslac jego pilkarskie zalety i
pochwalac przywiazanie do narodowych barw. W idealizowaniu Piszczka nie
przekraczajmy jednak granic hipokryzji. Skoro to czas podsumowan
pilkarskich dokonan, pamietajmy o jednej skazie. Jego zaslug bynajmniej
nie przekresla, ale dla pelnego obrazu pilkarza nie nalezy jej tak
zupelnie przemilczac.
Piszczek jako zawodnik Zaglebia ochlapal sie korupcja. Zrzucil sie z
innymi pilkarzami na lapowke stu tysiecy zlotych dla zawodnikow
Cracovii, by w meczu miedzy tymi druzynami padl remis, ktory w 2006 roku
gwarantowal lubinianom awans do europejskich rozgrywek, nie chodzilo
wiec o byle jaki mecz. Wiele okolicznosci wine Piszczka lagodzi –
zdarzylo mu sie to tylko jeden raz, byl mlody, pewnie naiwny, sam nawet
w tym nieszczesnym meczu z Cracovia nie zagral, no i po latach sam
przyszedl do prokuratorow, pokornie przyznajac sie do winy i akceptujac
kare (rok wiezienia z warunkowym zawieszeniem na trzy lata plus 100 tys.
zlotych). Finansowych konsekwencji bylo znacznie wiecej, bo musial
zwrocic tez premie, ktora dostal z Zaglebia za awans do Pucharu UEFA
(48,1 tys. zl) i razem z Michalem Chalbinskim przekazac dawnemu klubowi
300 tys. zlotych plus znaczace odsetki. Ta ostatnia kwota byla efektem
wyroku w procesie, ktory Zaglebie wytoczylo obydwu pilkarzom. Lubinianie
wlasnie tyle musieli zaplacic w ramach dyscyplinarnych sankcji
nalozonych przez PZPN, a skoro mecz ustawiali pilkarze bez udowodnionej
wiedzy, a tym bardziej zgody, wladz klubu czy chocby sztabu
szkoleniowego, to powinni poniesc wszystkie konsekwencje popelnionego
przestepstwa, z czym sad sie zgodzil.
Najlatwiej bylo pozwac Piszczka, poniewaz w Borussii niezle zarabial,
mial z czego zaplacic. On z kolei po wyroku moze sie domagac zwrotu
pieniedzy od innych uczestnikow nielegalnej transakcji. Nie sadze, zeby
to zrobil, ale zgodze sie, ze to juz rzeczywiscie jego prywatna sprawa.
******
Lukasz Piszczek to pilkarski bohater, ktoremu nalezy sie wazne miejsce w
historii polskiej pilki. Zarazem to bohater ze skaza. Zgadzam sie, ze
takich wybitnych reprezentantow upapranych w ustawianie meczu nie
brakuje, ale nie widze powodow, zeby o tych zdarzeniach zapominac. Wielu
z nich mniejszych i wiekszych grzeszkow dopuszczalo sie w czasach, gdy
nie istnial odpowiedni zapis w kodeksie karnym, ale od lipca 2003 roku
sprawa jest jasna. Dlatego ordynarnie ustawiane mecze w poprzednich
dekadach ze swiadomym udzialem wielkich polskich pilkarzy sa niestety
jedynie elementem intrygujacych opowiesci i anegdot z przeszlosci.
Natomiast Piszczek i jego wielu kolegow, ktorzy wciaz zasiadaja na lawie
oskarzonych, nie mialo az tyle szczescia.
Kare odpokutowal, nikt go za stary grzech nie bedzie pietnowal. Ale
istnieje istotna roznica miedzy pietnowaniem a zbiorowa amnezja.

-Faron: (Nie)winny [felieton]
Rozczarowanie – to slowo najlepiej oddaje, co czuje po zwolnieniu
Macieja Stolarczyka z Wisly Krakow. Gdyby ktos mi kiedys powiedzial, ze
bede bronil trenera, ktory mial osiem porazek z rzedu, pewnie popukalbym
sie w czolo.
Owszem – Wisla Krakow gra ostatnio fatalnie i nie ma ani grama przypadku
w tym, ze zamyka ligowa tabele. Co wiecej, jesli w Warszawie pilkarze
wychodza na boisko i patrza, jak Legia strzela im siedem bramek, nawet
nie pozorujac walki, to na linii trener – zawodnicy musi cos nie grac.
Sytuacji szkoleniowca na pewno nie poprawily tez niefortunne wypowiedzi.
Przed wspomnianym blamazem na Lazienkowskiej pytal dziennikarza, czy ten
widzi „trzy druzyny zdecydowanie lepsze od Wisly”, podczas gdy lepsza
jest obecnie cala liga. Tuz po starciu (przypomnijmy, przegranym 0:7),
opowiadal natomiast, ze pierwsza bramka ustawila mecz”
Wisla Krakow: Maciej Stolarczyk swoje za uszami ma
Stolarczyk ma oczywiscie swoje za uszami. Mimo to uwazam, ze zwolnienie
go jest bledem i ze praca tego trenera przy Reymonta to najlepsze, co
moglo spotkac Biala Gwiazde w tak trudnym dla niej czasie. Stolarczyk –
jak wielu szkoleniowcow przed nim i pewnie wielu po nim – poniekad stal
sie ofiara swietnej roboty, ktora wykonal. Gdy wszyscy wokol mowili, ze
Wisla nie ma prawa punktowac, bo klub sie sypie, trener zbudowal zespol,
ktory potrafil grac efektownie i efektywnie. Pokazal, ze mozna, nawet
jesli w skladzie ma sie glownie ligowych przecietniakow i pilkarzy
majacych najlepsze lata dawno za soba.
Jesli w ostatnich miesiacach Wisla nie miala z kims lub czyms problemu,
to chyba tylko z trenerem. Stolarczyk nie tylko udowodnil pod Wawelem,
ze jest bardzo dobrym specjalista, ale tez wniosl cos, co w czasach
najwiekszego kryzysu bylo na wage zlota – energie i niesamowity
optymizm. Dzieki jego pracy uwierzono, ze Wisla ma potencjal, by walczyc
o cos wiecej niz utrzymanie (choc to nieprawda). Przeciez nie tak dawno
kibice Bialej Gwiazdy pisali, ze „maja dosc tulania sie po osmych
miejscach”. Zyczenie zostalo spelnione. Dzis Wisla Krakow o osmym
miejscu moze tylko pomarzyc, ale Stolarczyk jest tu najmniej winny, z
czego dzialacze Bialej Gwiazdy doskonale zdaja sobie sprawe.
Choc prace szkoleniowca najlepiej ocenia sie z perspektywy czasu, juz
teraz mozna powiedziec, ze na „malzenstwie” Macieja Stolarczyka z Wisla
bez watpienia skorzystaly obie strony. Szkoda tylko, ze trener nie
dostal wiecej czasu na wyciagniecie zespolu z kryzysu, bo naprawde na to
zasluzyl. Nie mam watpliwosci, ze szkoleniowiec bez Wisly doskonale
sobie poradzi. A czy Wisla poradzi sobie bez Stolarczyka? Tego nie
bylbym juz taki pewien”

I LIGA
18 kolejka
Podbeskidzie-Zaglebie Sosnowiec 4-1
Tychy-Radomiak 2-2
Stomil Olsztyn-Belchatow 0-1
Warta Poznan-Stal Mielec 1-3
Chojniczanka-Wigry Suwalki 1-3
Sandecja Nowy Sacz-Nieciecza 2-2
Pozostale mecze odwolane z powodu powolania zawodnikow do reprezentacji;
1.Warta 34pkt
2.Podbeskidzie 34pkt
3.Radomiak 32pkt
4.Stal Mielec 32pkt
5.Jastrzebie 28pkt
6.Tychy 28pkt
7.Miedz 28pkt
8.Belchatow 24pkt
9.Olimpia Grudziadz 24pkt
10.Nieciecza 23pkt
11.Zaglebie Sosnowiec 23pkt
12.Stomil 22pkt
13.Sandecja 22pkt
14.Puszcza 19pkt
15.Chrobry 19pkt
16.Wigry 19pkt
17.Chojniczanka 16pkt
18.Odra Opole 13pkt

SKOKI NARCIARSKIE
Parfjanowicz: Wszyscy czekamy na to szalenstwo [felieton]
– Za moment znow sie to szalenstwo zacznie. Znow sie okaze, ze skoczek z
Zebu moze budzic podobne emocje co najlepszy napastnik swiata – pisze w
felietonie dla „PS” dziennikarz TVP Sport Sebastian Parfjanowicz.
Jest w Internecie taki dosc stary juz filmik: Jennifer Lopez prowadzaca
program rozrywkowy w telewizji Telemundo – najwiekszej
hiszpanskojezycznej stacji obu Ameryk – laczy sie z korespondentka z
zimowych igrzysk olimpijskich w Vancouver. Wszystko z przymruzeniem oka,
pokolorowane solidna ironia, bo przeciez snieznych sportow przecietny
Latynos zamieszkujacy Stany Zjednoczone za grosz nie rozumie. O tym
wlasnie jest ta audycja. O bobslejach, biathlonie i szorowaniu
miotelkami po lodzie. A kiedy rozmawiaja na skoczni, pojawia sie akurat
Adam Malysz. Na rozbiegu budzi jeszcze umiarkowane emocje prowadzacej,
ale kiedy prog sie urywa, a Malysz robi to, co robil najlepiej” to pani
Lopez zamiast krzyknac „lec Adam, lec”, krzyczy ze strachu. Ladowanie
puentuje glosnym westchnieniem i zdaniem: „Boze, jak dobrze, ze nic mu
sie nie stalo”. Tak oto Malysz zapracowal na troske pieknej JLo.
Pozazdroscic.
******
To troche dowod, ze jestesmy jednak z innego sportowego swiata. Moze
zbudowal go Adam, moze lata romantycznej narciarskiej tradycji, faktem
jest, ze nigdzie na swiecie skoki nie rywalizuja liczbami z futbolem. A
u nas i owszem. Turniej Czterech Skoczni potrafi ogladalnoscia pobic
wazny mecz reprezentacji Polski. Tych mniej waznych nie ma nawet co
porownywac.
Za moment znow sie to szalenstwo zacznie. Znow sie okaze, ze skoczek z
Zebu moze budzic podobne emocje co najlepszy napastnik swiata. Po
ktoryms z Plebiscytow zapytano nawet Roberta Lewandowskiego, czy go to
nie dziwi. W podtekscie – nie irytuje. Bo przeciez globalny kontra
lokalny matador – to z pozoru nierowna walka. Lewandowski wielkim
sportowcem jest jednak nie przez przypadek, tylko dlatego ze sport
doskonale rozumie. Odpowiedzial wiec wtedy, ze kazdy, kto poswieca swoje
zycie drodze do mistrzostwa, na szacunek zasluguje jednakowy. Czy
strzela gole w Lidze Mistrzow, czy rzuca mlotem, czy skacze na nartach.
Nie wstydzac sie wiec tej naszej narodowej szajby, na zime czekam z
niecierpliwoscia. Mam nadzieje, ze sprawdza sie prognozy. Nie, nie te
prognozy, wyczytane niedawno na jednym z portali: „Zima trzydziestolecia
przypadnie nam w udziale! Nie ma juz odwrotu, synoptycy widza wyraznie,
ze bestia ze wschodu pochlonie nas wszystkich. Snieg, mroz i prawdziwe
lodowe pieklo – to czeka nas w tym roku!”. Nie wiem wiec, czy nie na
wyrost jest wiara, ze doczekam jakichkolwiek skokow, ale jesli tak, to
ciesza mnie prognozy plynace z otoczenia kadry. Prognozy dwoch rownych
skokow.
To wazny sezon. Sezon bez szefa, ktory otworzyl nam wiele drzwi i
pozwolil zrobic kolejny wielki krok. Dzis wprawdzie czytam, ze wcale ten
Stefan Horngacher taki idealny nie byl, a Michal Doležal ma wszystko, by
stac sie trenerem o klase lepszym, a juz na pewno – sympatyczniejszym.
Trzymam kciuki, choc uwazam, ze takie porownania – zwlaszcza na poczatku
trenerskiej drogi – nikomu nie sluza. Sluzy za to otwartosc Doležala na
odczucia doswiadczonych zawodnikow, na swieza krew, ktorej doplywu
polskie skoki bardzo potrzebuja, i na pomysly wspolpracownikow. W tym
nowym zespole wszyscy w zasadzie dostali wolna reke w poszukiwaniu
mozliwosci rozwoju. I tak oto mamy na przyklad oslawione juz buty, za
ktorymi chodzil od miesiecy Adam Malysz.
Wierze ze to moze byc – jak mowia Amerykanie: „game-changer”, czyli
sportowy przelom. Szczegolnie tej zimy. Bo wiele wskazuje na to, ze
zlapalismy rywali na wykroku. I nie chodzi o same buty. Chodzi o moment,
w ktorym je zakladamy.
******
W skokach nie ma cechy wazniejszej niz konsekwencja. Nie zaczniesz
nagle, w srodku sezonu, dlubac przy pozycji dojazdowej. Bo co z tego, ze
ja zmienisz i z belki zjedziesz troche szybciej, skoro wszystko to, a
nawet wiecej stracisz na progu. A stracisz, bo z tej nowej pozycji
trzeba sie bedzie troche inaczej odbic. Kazdy z nas rozkrecil w
dziecinstwie budzik, prawda? (Czytelniku mlody, gdy nie bylo telefonow
komorkowych, uzywalismy budzikow w zegarkach – naprawde!) Skok
narciarski to wlasnie taki zegarek. Rozlozyc na drobne elementy banalnie
latwo, szybko poskladac w calosc potrafia nieliczni.
Nowego sprzetu tez nie da sie wprowadzic od razu. Simon Ammann swoje
magiczne wiazania przed igrzyskami w Vancouver testowal w ukryciu. To
nie byla skomplikowana konstrukcja – srednio zdolny slusarz mogl ja
odtworzyc w dwie – trzy doby. Tylko co z tego, skoro nikt poza Ammannem
nie potrafilby tej nowej konstrukcji w locie wykorzystac. Nie z dnia na
dzien. I podobnym zaskoczeniem sa w tym momencie nasze buty.
Jest jeszcze praca. Ciezka. Jak przed kazda zima. Zaraz zaczna o niej
mowic przed kamerami, podkreslac na konferencjach prasowych.
Niespecjalnie to medialne. Czolowek internetowych nie doczeka, gazet nie
sprzeda, ale prawdziwe do bolu.
Symbolem tej pracy i tego zespolu jest dla mnie Adam Malysz. Mija
wlasnie 25 lat od jego pierwszych skokow w Pucharze Swiata.
Cwierc wieku walki o wlasne marzenia, cwierc wieku sukcesow, bycia
idolem, gratulacji przyjmowanych od najwazniejszych ludzi w kraju (i od
Jennifer Lopez!). Z tym samym usmiechem, z ktorym kiedys wygrywal, dzis
nosi mlodszym kolegom kurtki, by nie zmarzli. I buty tez im przed ta
zima przyniosl. Moze nie siedmiomilowe, ale w skokach i siedem metrow
wystarczy.

-Trzymamy kciuki za nasze druzyny.
Reprezentacja Polski siatkarzy jest na razie jedynym przedstawicielem
gier zespolowych z biletami do Tokio 2020.
Ekipa charyzmatycznego trenera Vitala Heynena zalatwila sprawe awansu do
igrzysk juz przy pierwszej okazji. Mistrzowie swiata w sierpniu wygrali
turniej kwalifikacyjny w Trojmiescie, w ktorym pokonali kolejno Tunezje
(3:0), Francje (3:0) oraz Slowenie 3:1.
W kolejnych miesiacach do tego zespolu moga jednak dolaczyc kolejne.
Szanse na to maja siatkarki, a takze obie meskie reprezentacje
koszykarskie – tradycyjna i w formacie 3×3.
W przypadku siatkarek sprawa rozstrzygnie sie miedzy 7 i 12 stycznia na
turnieju w Apeldoorn. Do Holandii przyjedzie osiem najlepszych druzyn
europejskiego rankingu, ktore wciaz nie sa pewne wyjazdu do Tokio. Polki
zagraja w grupie A z Bulgaria, Azerbejdzanem i zespolem gospodarzy.
Musza byc w najlepszej dwojce, by wyjsc do polfinalu. Jednak zeby wrocic
do kraju z biletami na IO, trzeba te zawody wygrac. Kibice maja
nadzieje, ze wystapia wszystkie nasze najlepsze zawodniczki, a
selekcjonerowi Jackowi Nawrockiemu uda sie rozwiazac problemy, ktore
ostatnio targaja kadra pan. Z kolei reprezentacja koszykarzy w dniach
23 – 28 czerwca wezmie udzial w jednym z czterech turniejow
kwalifikacyjnych. W kazdym do rywalizacji przystapi 6 druzyn, do IO –
podobnie jak u siatkarek – awans wywalczy tylko po jednej. Gospodarze i
podzial na grupy nie sa jeszcze znane. W odmianie 3×3 turniej z udzialem
20 ekip zaplanowano na 18 – 22 marca w Indiach. Polska trafila do grupy z
Mongolia, Brazylia, Turcja i Hiszpania. Do fazy pucharowej dostana sie z
niej dwie druzyny. Do stolicy Japonii poleca trzy najlepsze. Gdyby
Bialo-Czerwonym tam sie to nie udalo, to wezma udzial w kwietniowym
turnieju kwalifikacyjnym dla krajow, ktore w 2012 i 2016 nie braly
udzialu w igrzyskach w tradycyjnej koszykowce. Z Wegier do Tokio
pojedzie jeden zespol.
Nadal w grze o igrzyska licza sie pilkarze reczni. Mimo trudnosci
szczypiornisci Patryka Rombla zakwalifikowali sie do styczniowych
finalow mistrzostw Europy. Bialo-Czerwoni trafili do grupy F. W niej w
G�steborgu zmierza sie ze Slowencami (10.01), Szwajcarami (12.01) i
Szwedami (14.01). Do drugiej rundy awansuja po dwie ekipy. Polacy walcza
o zloty medal ME, czyli bezposrednia nominacje olimpijska lub – co
bardziej prawdopodobne – jedno z dwoch miejsc dla europejskiej druzyny w
ktoryms z trzech turniejow kwalifikacyjnych (w kazdym po cztery druzyny
rywalizuja o dwie nominacje), zaplanowanych od 17 do 19 kwietnia
wstepnie we Francji, Niemczech i Norwegii.
—————
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *