Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 16 czerwca 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 161 (5190) 16 czerwca 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
Kanada pokonana! Piate zwyciestwo podopiecznych Heynena w Lidze Narodow
W swym ostatnim meczu na turnieju Ligi Narodow w Urmii Polska wygrala z
Kanada 3:1. We wczesniejszych meczach tej imprezy podopieczni trenera
Vitala Heynena przegrali z Rosja (1:3) i z Iranem (2:3).
Polacy, po dwoch porazkach w Urmii, chcac liczyc sie jeszcze w walce o
Final Six, musieli to spotkanie wygrac. W premierowej odslonie zaczeli
budowac przewage dzieki skutecznej grze w ofensywie (8:6). W srodkowej
czesci seta jeszcze powiekszyli dystans (16:13), a w koncowce rywale
zaczeli popelniac bledy. Polacy kontrolowali sytuacje, a Artur Szalpuk
efektownym atakiem z drugiej linii zakonczyl te partie (25:20).
Poczatek drugiej partii przebiegal po mysli siatkarzy spod znaku
Klonowego Liscia (6:8). Set dlugo toczyl sie przy minimalnej przewadze
Kanadyjczykow. Polacy kilkukrotnie odrabiali straty, w koncowce – po
asie serwisowym Jakuba Kochanowskiego – prowadzili 20:18, mieli pilke
setowa przy stanie 24:23… Rywale zdolali jednak doprowadzic do
rywalizacji na przewagi i wygrali te wojne nerwow (25:27).
Kanadyjczycy dobrze rozpoczeli rowniez trzeciego seta, skutecznie
prezentowal sie Sharone Vernon-Evans, nie zdolali jednak zbudowac
przewagi przez bledy wlasne, szczegolnie w polu zagrywki. W srodkowej
czesci seta Polacy opanowali sytuacje, zbudowali przewage (16:13), potem
jeszcze ja powiekszyli przy zagrywkach Karola Klosa (19:14). W koncowce
spokojnie zmierzali po zwyciestwo, ktore przypieczetowal atak
Vernona-Evansa w siatke (25:20).
Czwarta odslona przypominala druga. Przewaga przechodzila z rak do rak –
na pierwszej przerwie mieli ja Kanadyjczycy (7:8), na drugiej Polacy
(16:13). Po ataku Sliwki po bloku Polska miala pilke setowa (24:23),
Vernon-Evans odpowiedzial w kolejnej akcji i po raz drugi w tym
spotkaniu bylismy swiadkami rywalizacji na przewagi. Tym razem to
bialo-czerwoni wyszli z niej zwyciesko. Zablokowali atak Nicholasa
Hoaga, a po chwili Vernon-Evans poslal pilke w aut (28:26).
Najwiecej punktow: Dawid Konarski (21), Aleksander Sliwka (20) – Polska;
Sharone Vernon-Evans (31), Nicholas Hoag (10) – Kanada.
Po turnieju Ligi Narodow w iranskiej Urmii, Polacy maja na koncie piec
zwyciestw i cztery porazki. W fazie interkontynentalnej pozostaly im dwa
turnieje dwa turnieje: najpierw zagraja w Mediolanie, a nastepnie w Lipsku.
Polska – Kanada 3:1 (25:20, 25:27, 25:20, 28:26)
Polska: Marcin Janusz, Dawid Konarski, Artur Szalpuk, Aleksander Sliwka,
Jakub Kochanowski, Karol Klos – Jakub Popiwczak (libero) oraz Lukasz
Kaczmarek, Piotr Lukasik, Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek. Trener: Vital
Heynen.
Kanada: Brett James Walsh, Arthur Szwarc, Lucas Van Berkel, Sharone
Vernon-Evans, Stephen Timothy Maar, Nicholas Hoag – Blair Cameron Bann
(libero) oraz Deanan Gyimah, Jason DeRocco, Steven Marshall (libero),
Adam Schriemer, Ryan Joseph Sclater. Trener: Glenn Hoag.
Sedziowie: Takeshi Eshita (Japonia) – Ali Fadili (Maroko).
Terminarz turnieju Ligi Narodow w Urmii (14 – 16 czerwca):
2019-06-14: Polska – Rosja 1:3 (26:24, 20:25, 22:25, 19:25)
2019-06-14: Iran – Kanada 3:0 (25:15, 26:24, 25:16)
2019-06-15: Rosja – Kanada 3:1 (25:23, 22:25, 25:20, 25:23)
2019-06-15: Iran – Polska 3:2
(25:20, 21:25, 18:25, 25:17, 15:8)
2019-06-16: Polska – Kanada 3:1 (25:20, 25:27, 25:20, 28:26)
2019-06-16: Iran – Rosja 3:0 (25:20, 26:24, 25:23).

-Dlaczego porazki polskich siatkarzy w Lidze Narodow nie martwia bardzo
ich trenera?
Vital Heynen nie zmartwi sie zbytnio, gdy nie awansuje do finalow Ligi
Narodow. Dlaczego? – Bo ma przyzwolenie na testy jak zaden trener od lat
– uwaza Ryszard Bosek.
Metody belgijskiego selekcjonera Polakow sa mocno kontrowersyjne,
zwlaszcza w Polsce, gdzie dotad kazda impreza, w ktorej wystepowala
reprezentacja, musiala byc traktowana bardzo powaznie. Nie bylo mowy o
odpuszczeniu Ligi Swiatowej, jak czesto robily to czolowe druzyny na
swiecie. – Nie bylo na to przyzwolenia ani w zwiazku, ani wsrod
sponsorow reprezentacji – wspomina Bosek, swietny siatkarz, a pozniej
tez selekcjoner. Przekonali sie o tym m.in. Daniel Castellani czy
Stéphane Antiga.
Heynen juz w pierwszym starcie w Lidze Narodow mieszal skladem w sposob
dotad niespotykany. Szok wywolaly zmiany w czasie turnieju finalowego we
Francji, kiedy tylko w jednym spotkaniu wystawil najsilniejsza szostke.
Podczas mistrzostw swiata odpuscil mecz z Francja w drugiej fazie, by
wszystkie sily rzucic na Serbie. Juz wtedy fachowcy dziwili sie metodom
stosowanym przez Belga, twierdzac, ze „jesli zdobedziemy medal,
wiekszosc podrecznikow o przygotowaniu zespolu do waznych imprez mozna
bedzie wyrzucic”. Polska zdobyla zloto i metody selekcjonera przestaly
szokowac. Nie dziwi juz, ze kazde z dziewieciu spotkan druzyna
rozpoczynala w innym skladzie, ze liderzy dostaja wolne, mimo ze druzyna
przegrala az cztery z dziewieciu spotkan.
– Dzieki temu mamy dwa, a nawet trzy szeregi reprezentantow, wielu
mlodych, ktorzy teraz zaczynaja gre w kadrze, za chwile beda jej
podstawowymi zawodnikami – mowi Bosek.
Jego zdaniem Heynen chcialby zakwalifikowac sie do turnieju finalowego
Ligi Narodow, ktory zostanie rozegrany w USA, jednak najwazniejsze sa
kwalifikacje olimpijskie. – Przygotowania sa krotkie [impreza zaczyna
sie 9 sierpnia – przyp. red.], wiec musi zrobic przyspieszony przeglad
armii. Specjalnie wywoluje takie zawirowania w druzynie, zeby wzmocnic
rywalizacje, lecz mysle, ze w glowie ma wszystko poukladane – uwaza
mistrz olimpijski z Montrealu.
Bosek uwaza, ze Heynen doskonale zna umiejetnosci reprezentantow, a w
Lidze Narodow sprawdza ich cechy wolicjonalne i charakter. Akurat
turniej w Iranie byl doskonala okazja przekonania sie, jak siatkarze
reaguja na stres. W Urmii Polacy nie mogli liczyc na cieple przyjecie,
zwlaszcza po aferze z obrazliwymi wypowiedziami kapitana Michala
Kubiaka. Poradzili sobie niezle, przegrywajac z gospodarzami w
najsilniejszym skladzie dopiero po tie-breaku – i bardzo slabo
wykorzystujac zagrywke (tylko szesc asow w calym turnieju). A oprocz
rywali i kibicow mieli przeciwko sobie takze sedziow, ktorzy kazda
sporna pilke rozstrzygali na korzysc Iranczykow. Nie zawsze pomagal
nawet challenge, a przerwy na sprawdzanie akcji trwaly po kilka minut.

ZUZEL
Historyczny triumf Kolodzieja! Dwoch Polakow na podium GP.
Janusz Kolodziej do konca zycia zapamieta sobotni turniej Grand Prix
Czech. 35-latek w koncu spelnil swoje najwieksze marzenie i po raz
pierwszy w karierze stanal na najwyzszym stopniu podium zawodow GP. W
Pradze powody do zadowolenia mial takze Patryk Dudek, ktory znow jechal
w finale i turniej skonczyl na trzecim miejscu. Dzieki temu
zielonogorzanin wspolnie z Leonem Madsen wciaz pozostaje liderem cyklu.
Decydujace wyscigi w wykonaniu Polakow byly naprawde szalone. W finale
nasi zawodnicy wyszli spod tasmy na prowadzeniu. Niestety Dudek kolejne
luki pokonywal zbyt szeroko, co wkrotce wykorzystal rozpedzony Leon
Madsen. Dunczyk nie zadowolil sie drugim miejscem i szybko przystapil do
atakow na liderujacego Kolodzieja. Polak musial byc bardzo uwazny, ale
na szczescie jego motocykl byl na tyle szybki, ze zdolal dojechac na
pierwszej pozycji. – Jadac do Pragi nawet nie myslalem o zwyciestwie –
przyznal po zawodach z rozbrajajaca szczeroscia Kolodziej. Wraz z
zawodnikiem Fogo Unii Leszno cieszyla sie cala Polska, bo nie ma obecnie
zawodnika, ktoremu taki triumf nalezalby sie bardziej. Doswiadczony
zawodnik w koncu zbiera owoce za swoja cierpliwosc i wytrwalosc.
Patryk Dudek i tak moze cieszyc sie z trzeciego miejsca, bo malo
brakowalo, a w ogole zabraklo go w finale. W polfinale z Kolodziejem
znow najlepiej wystartowali, ale na dystansie zielonogorzanin szybko
stracil pozycje na rzecz Emila Sajfutdinowa. Rosjanin mial jednak
ogromnego pecha, bo na trzecim okrazeniu mial problem z motocyklem.
Zamiast wjechac do finalu, musial zjechac z toru na murawe i pogodzic
sie z kolejna kleska. Tuz po wyscigu widac bylo jak ciezko przezyl
kolejna porazke.
W podobnym nastroju czeska Markete opuszczal tez Bartosz Zmarzlik, ktory
do Czech jechal z ambitnymi planami, a niestety po raz trzeci z rzedu
nie udalo mu sie awansowac w Pradze chocby do polfinalu. Na nic zdaly
sie analizy i dlugie przygotowania do tego turnieju. Trzeba przyznac, ze
zawodnik startowal z niesprzyjajacych pol startowych, ale z drugiej
strony nie byl tak szybki jak w poprzednich turniejach.
Czasu na zmiany w sprzecie bylo tym razem niezwykle malo. Runda
zasadnicza zostala rozegrana w nieco ponad godzine i czterdziesci minut.
Czegos takiego w historii Grand Prix jeszcze nie bylo! Na poczatek
zawodow tempo bylo tak duze, ze jedni zawodnicy nie zdazyli jeszcze
opuscic toru, a kolejni juz na niego wjezdzali. Bylo to jednak zupelnie
uzasadnione, bo jeszcze przed zawodami nad obiektem zgromadzily sie
ciemne chmury i tylko kwestia czasu pozostawalo kiedy zacznie z nich
padac obfity deszcz. Ostatecznie pierwsze krople spadly na tor w piatej
serii, ale na szczescie po kilku minutach ustaly i nie przeszkodzily w
dokonczeniu zawodow.
Po raz kolejny okazalo sie, ze wyniki piatkowych kwalifikacji nie maja
zadnego wplywu na wynik turnieju, a wybor pol startowych to loteria
podobna do tej z przydzielaniem numerow startowych poprzez losowanie. Z
czolowej piatki kwalifikacji, w sobotnim turnieju do polfinalu udalo sie
awansowac tylko Leonowi Madsenowi. Reszcie zawodnikow wybor pol
startowych bardziej przeszkodzil niz pomogl. Wszystko przez to, ze w
pierwszych dwoch seriach turnieju nadspodziewanie dobrze spisywalo sie
czwarte pole startowe. Zawodnicy startujacy spod bandy wygrali piec z
pierwszych szesciu wyscigow. Potem jednak organizatorzy zarzadzili
poprawianie pozostalych pol, co nie spodobalo sie czesci zawodnikow. –
Co najmniej dziwne jest to, ze w polowie zawodow bronuje sie pola, ktore
spisuja sie gorzej. Inna sprawa, ze wciaz czuje braki w rywalizacji z
najlepszymi. Ostatnie dwa biegi pokazaly jednak, ze jak wszystko pojdzie
dobrze, to jestem w stanie podjac walke – powiedzial po zawodach Maciej
Janowski. Wroclawianin po raz kolejny slabo zaprezentowal sie w turnieju
GP i juz praktycznie stracil szanse na walke o najwyzsze cele. Teraz
Polak musi sie skupic przede wszystkim na utrzymaniu miejsca w czolowej
osemce.
Najwieksza niespodzianka sobotniego turnieju byla znakomita postawa Maxa
Fricke’a. Australijczyk co prawda slabo startowal, ale na dystansie nikt
nie byl od niego szybszy. Zawodnik szybko prostowal motocykl na lukach i
przedluzal sobie proste. 23-latek wygral runde zasadnicza, a w polfinale
przez ponad okrazenie jechal na pierwszej pozycji. Ostatecznie jednak po
agresywnym ataku Madsena stracil nie tylko prowadzenie, ale nawet drugie
miejsce. Mlody zuzlowiec zasluzyl jednak na wielkie brawa.

PGE Ekstraliga sezon 2019:
Runda Zasadnicza:
V runda:
16 czerwca 2019 (niedziela):
Grudziadz – Torun 55:35
1.Leszno 16pkt
2.Wroclaw 11pkt
3.Zielona Gora 10pkt
4.Czestochowa 9pkt
5.Gorzow 8pkt
6.Grudziadz 7pkt
7.Lublin 4pkt
8.Torun 3pkt

Nice 1 Ligi Zuzlowa sezon 2019:
Runda Zasadnicza:
X runda:
14 czerwca 2019 (piatek):
Rybnik – Daugavpils 54:36
15 czerwca 2019 (sobota):
Ostrow Wlkp. – Gdansk 49:41
16 czerwca 2019 (niedziela):
Lodz – Tarnow 44:46
Gniezno – pauzuje
1.Rybnik 17pkt
2.Tarnow 11pkt
3.Ostrow Wlkp 10pkt
4.Gniezno 9pkt
5.Gdansk 8pkt
6.Lodz 7pkt
7.Daugavpils 4pkt

PILKA NOZNA
-Naszych diabli nie biora. Polska ograla Belgie na otwarcie MME
Fantastyczny poczatek mistrzostw Europy U-21. Polska pokonala Belgie 3:2!
Olimpijskie marzenie jest o krok blizej. Zespol Czeslawa Michniewicza
znowu wyszedl z wielkich opresji i pokonal faworyzowanego rywala.
Bialo-czerwoni nie zalamali sie utrata gola na 0:1 i odpowiedzieli
trzema, a potem przetrwali napor w koncowce. Najlepszy na placu gry byl
Krystian Bielik.
Niedawno minelo siedem lat, odkad ktorakolwiek z naszych reprezentacji
juniorskich i mlodziezowych przywiozla medal z duzej imprezy. To byla
kadra U-17 Marcina Dorny, ktora w mistrzostwach Europy doszla do
polfinalu i zdobyla brazowe medale. Tamten turniej, rozgrywany w
Slowenii, zaczal sie od… zwyciestwa nad Belgia (1:0). Nastepnie
zremisowalismy z gospodarzami (1:1) i Holandia (0:0). A druzyna
Michniewicza za trzy dni zagra z organizatorem turnieju (Wlochami), a
potem z krajem na H – Hiszpania. Czy finisz bedzie podobny?
W niedzielne popoludnie na stadionie w Reggio nell’Emilia bylo goraco
jak w kotle i nic dziwnego, ze poczatkowo w takim piekielnym upale
lepiej czuly sie Czerwone Diably. Co prawda dlugo niewiele sie dzialo,
az w 13. minucie ci kibice, ktorzy wybrali ten mecz zamiast podrozy do
Bolonii na starcie Wlochow z Hiszpanami, odspiewali hymn Italii. W jego
drugim wersie pada zdanie „Italia sie budzi” i to rzeczywiscie kogos
obudzilo – pilkarzy. Pierwsza sytuacje stworzyli sobie Polacy (po
dosrodkowaniu Konrada Michalaka Dawid Kownacki minal sie z pilka), ale
Belgowie odpowiedzieli trzema okazjami. Orel Mangala przymierzyl z
daleka w slupek, Kamil Grabara musial nas ratowac po strzale z bliska,
ale w koncu skapitulowal. Dopuscilismy do dosrodkowania z prawej strony,
a Aaron Leya Iseka (mlodszy brat znanego z doroslej kadry Michy’ego
Batshuayi, tyle ze nosi nazwisko matki) sprytnie wbiegl miedzy naszych
stoperow.
Ale z bialo-czerwonych nie zeszlo powietrze. Ta druzyna nieraz
udowadniala juz, ze jest nieco irracjonalna. A to zremisuje dwa razy z
Wyspami Owczymi, a to rozniesie na wyjezdzie Portugalie. Mateusz
Wieteska, jeden z zamieszanych w utrate gola, zagral do Filipa Jagielly,
a ten oddal pilke Szymonowi Zurkowskiemu. Belgowie przysneli, poczuli
sie chyba zbyt pewnie. Pomocnik Gornika Zabrze uderzyl lewa noga i po
tym niepozornym strzale futbolowka wtoczyla sie do bramki.
I zaczela sie inna gra. To bialo-czerwoni mogli wyjsc przed przerwa na
prowadzenie, ale najskuteczniejszy w Europie w eliminacjach Kownacki tym
razem zmarnowal swietna sytuacje. Wyreczyl go na poczatku drugiej polowy
Bielik. Srodkowy obronca imponowal wczesniej wyprowadzeniem pilki,
dryblingami (!) i nie liczac sytuacji z utrata bramki, byl prawie
bezbledny. Po dosrodkowaniu Jagielly z roznego przeskoczyl rywala,
strzelil glowa, a po chwili w szale radosci sunal na kolanach po murawie.
Trybuny stadionu pilkarskiego w Reggio nell’Emilia sa oddzielone od
murawy fosa zasilana woda z pobliskiej rzeki, a co bardziej pomyslowi
kibice… wedkuja w tym rowie w trakcie meczow. Wczoraj nikomu nie
przyszloby to do glowy. To byla odwrotnosc „emocji jak na rybach”.
Poziom dramaturgii przerosl tez na pewno te znane mieszkancom miasta
przy okazji odbywajacego sie tu co roku turnieju szachowego. Niecaly
kwadrans przed koncem wydawalo sie, ze ktos tu kogos jednak zaszachowal.
Zurkowski przedarl sie w pole karne, zagral wzdluz bramki, a Sebastian
Szymanski zapakowal pilke pod poprzeczke. Szach-mat?
Nic bardziej mylnego. Tym razem to my popelnilismy latwy blad. Mateusz
Wieteska zdazyl z ratunkowym wslizgiem, ale po rzucie roznym nasi nie
upilnowali Diona Coolsa. Obronca urodzony w Malezji strzelil
kontaktowego gola i znow zrobilo sie… piekielnie goraco. Belgowie nie
schodzili z polowy bialo-czerwonych. Michniewicz szalal przy linii
bocznej, krzyczal, motywowal zawodnikow. Juz chcial wprowadzic na murawe
Jakuba Piotrowskiego, ale zmienil zdanie i zamiast tego wpuscil piatego
obronce, Pawla Bochniewicza. „Trzymaj!!! Trzymaj!!!” – wydzieral sie
selekcjoner do Konrada Michalaka, mobilizujac go, by nie pozwolil na
dosrodkowanie. Udalo sie. Utrzymalismy wynik i jestesmy w grze o
igrzyska. Oby tak dalej!
Polska – Belgia 3:2 (1:1)
Bramki: Zurkowski 26, Bielik 52, Szymanski 79 – Leya Iseka 16, Cools 84.
POLSKA: Grabara – Fila, Wieteska, Bielik z, Pestka – Jagiello (88
Bochniewicz), Dziczek, Zurkowski – Michalak (90+1 Jozwiak z), Kownacki,
Szymanski. Trener: Michniewicz.

-Wlodarczyk: Jerzy Brzeczek – ten zly
Cztery mecze, dwanascie punktow i zero straconych bramek – reprezentacja
Polski w perfekcyjny sposob zaczela eliminacje EURO 2020. Taki bilans
czyni ja najlepsza w Europie, a mimo to w kraju panuje zaskakujacy
niedosyt, w skrajnych przypadkach ocierajacy sie o paranoje, za jaka
trzeba uznac nawolywanie do zwolnienia Jerzego Brzeczka – pisze w swoim
felietonie Tomasz Wlodarczyk.
Spokojnie, nie zamierzam nikogo przekonywac, ze jestesmy w czolowce
futbolowych mocarstw. Uwazam za to, ze trener wbrew opinii malkontentow
wyciska z tej druzyny calkiem sporo i bialo-czerwoni graja dosc blisko
swojego optymalnego potencjalu.
Moze w nie najgrzeczniejszy, ale za to bardzo trafny sposob, Zbigniew
Boniek w rozmowie ze mna wyjasnil roznice miedzy Brzeczkiem a Adamem
Nawalka, uzywajac zderzenia Roberta Redforda z Romanem Klosowskim z
„Czterdziestolatka” i wbrew pierwszemu wrazeniu nie splycalbym tego
porownania do warstwy wizualnej, a spojrzal znacznie szerzej. Poprzednik
w mistrzowski sposob zbudowal swoj bezpieczny wizerunek. Wiele wygral
lepsza otoczka, sposobem sprzedawania siebie i tego, co robi, na
zewnatrz. W ogole nie udzielal wywiadow, przez co minimalizowal ryzyko
rozmijania sie wydanej opinii z pozniejszymi decyzjami. Konferencje
sprowadzil do koniecznych meczarni. Wychodzil do dziennikarzy jak
swietnie przygotowany pracownik korporacji na wazna prezentacje. Mowil
ogolnikami, krolowaly slowa wytrychy. Trener czarowal i znikal w swoim
swiecie.
Natomiast Brzeczek przyjal inna taktyke – chcial byc otwarty. Wykladal
karty na stol, jak bedzie wygladala jego reprezentacja. Zaczal od
udzielania wielu wywiadow, co sprawilo, ze po krotkim czasie mozna bylo
lapac go za slowka (kazdego, kto otwiera usta, mozna) i w latwy sposob
weryfikowac teorie z praktyka. Popelnil blad, za malo podkreslajac, jak
trudna bedzie pomundialowa transformacja zwiazana z ograniczonymi
personaliami. Wtedy stonowalby nastroje i dzis jego mocny start mozna by
odbierac zdecydowanie pozytywniej. Zamiast tego mamy prymitywna
narracje, ze ktokolwiek usiadlby na lawce, wynik bylby ten sam, a kadra
to samograj. Szalenstwo!
Wielkim, nieuniknionym problemem byl na starcie wazacy tone PR-owy
worek, w ktorym siedzial Kuba Blaszczykowski. Skoro wujek powoluje
siostrzenca, to musza miec w tym wspolny interes, prawda? – knajackie
podejscie do wybitnego reprezentanta i selekcjonera, choc rzeczywistosc
byla inna – polskie skrzydla w oplakanym stanie.
Brzeczek zreflektowal sie po czasie, ze poniekad sam skomplikowal sobie
zycie i juz nie jest tak dostepny. Slusznie, ale to ruch spozniony.
Teraz bedzie potrzebowal wygranej z kims naprawde mocnym, zeby uznano:
„Nadaje sie”. Punkty sympatii ulecialy jesienia, gdy kadra nie wygrala
meczu, bedac w fazie glebokich testow, a mierzac sie cztery razy z
czolowka Europy. Ludzka pamiec jest krotka, bo jesli przywolamy poczatki
Nawalki, pierwsze dwanascie miesiecy bylo dramatem pod wzgledem wyniku,
stylu i skakaniem po personaliach w starciu z przecietnymi rywalami, jak
Slowacja, Irlandia, Szkocja czy Litwa. Tamta reprezentacja zbudowala
sobie ogromna poduszke powietrzna zwyciestwem z Niemcami, a przeciez
wielokrotnie potem miala problemy ze sredniakami. Jednak konsekwentnie
punktowala. Obecna tez punktuje. Ale na rywala pokroju Niemcow poczeka
jeszcze rok.
Radzilbym tez spojrzec na zespol znacznie szerzej niz przez pryzmat 4 – 5
nazwisk, trojki swietnych napastnikow. Na wielu pozycjach jestesmy
europejskim sredniakiem. Zderzajac sklad z 2016 roku z obecnym – mamy
slabsze boki obrony, srodek pola i skrzydla. Szesc pozycji to malo? Taka
przebudowa wymaga czasu. Zwlaszcza jesli brakuje materialu.

-Mecze druzyn z Trojmiasta otworza rozgrywki Ekstraklasy sezonu 2019/20.
W piatek 19 lipca najpierw Arka Gdynia podejmie Jagiellonie Bialystok, a
pozniej Lechia Gdansk zmierzy sie na wyjezdzie z beniaminkiem LKS Lodz.
Ekstraklasa opublikowala szczegolowy terminarz czterech pierwszych
kolejek ligowych. Lechia pierwszy, wspomniany mecz z LKS rozegra w
piatek, dwa nastepne w niedziele (z Wisla Krakow u siebie i z Wisla
Plock na wyjezdzie), a kolejny w poniedzialek (z Jagiellonia Bialystok u
siebie).
Z kolei Arka po piatkowej inauguracji zagra w poniedzialek w Szczecinie
z Pogonia, znow w piatek u siebie (z Korona Kielce) i w sobote na
wyjezdzie (z Zaglebiem Lubin).
Warto zauwazyc, ze sobotnie i niedzielne mecze beda zaczynaly sie o pol
godziny wczesniej niz do tej pory (15 zamiast 15.30, 17.30 zamiast 18 i
20 zamiast 20.30).
Przypomnimy, ze Lechia sezon 2019/20 zainauguruje juz 13 lipca –
starciem o Superpuchar z mistrzem Polski Piastem (mecz odbedzie sie w
Gliwicach).
1. kolejka
19 lipca (piatek): Arka Gdynia – Jagiellonia Bialystok, godz. 18, LKS
Lodz – Lechia Gdansk, godz. 20.30
20 lipca (sobota): Rakow Czestochowa – Korona Kielce, godz. 15, Wisla
Krakow – Slask Wroclaw, godz. 17:30 (mecz bedzie pokazywany w TVP),
Piast Gliwice – Lech Poznan, godz. 20
21 lipca (niedziela): Zaglebie Lubin – Cracovia, godz. 15, Legia
Warszawa – Pogon Szczecin, godz. 17:30
22 lipca (poniedzialek): Wisla Plock – Gornik Zabrze, godz. 18

-Pogon juz trenuje. I ma zawodnika z najdluzszym i najtrudniejszym do
wymowienia nazwiskiem
Portowcy w sobote rozpoczeli przygotowania do nowego sezonu. Forme beda
szlifowac przez ponad miesiac, a rozgrywki ekstraklasy zainauguruja
wyjazdowym meczem z Legia Warszawa.
W czasie gdy podopieczni Kosty Runjaicia odpoczywali i ladowali
akumulatory na urlopach w roznych zakatkach swiata, szefostwo Pogoni nie
proznowalo. Szczecinska druzyna zostala mocno przebudowana, a to jeszcze
nie koniec ruchow transferowych.
Nowymi zawodnikami portowcow zostali chorwacki bramkarz Dante Stipica,
austriacki obronca Benedikt Zech oraz grecki napastnik Michalis Manias.
Roszady nastapily rowniez w sztabie szkoleniowym, gdzie dotychczasowego
trenera bramkarzy Borisa Peskovicia zastapil Andrzej Krysztalowicz.
Przed pierwszym, sobotnim treningiem kibice poznali jeszcze jedno nowe
nazwisko w kadrze zespolu. To jedno z najtrudniejszych do wymowy nazwisk
w historii Pogoni.
26-latek do tej pory byl zawodnikiem Asterasu Trypolis (to ten sam klub,
w ktorym gral jego rodak Michalis Manias). Pod koniec tygodnia pilkarz
podpisal z Pogonia dwuletni kontrakt. Do Szczecina przybywa na zasadzie
wolnego transferu, bo jego umowa z poprzednim klubem konczy sie w
czerwcu. Triantafyllopoulos gral tez w duzo bardziej znanym od jego
ostatniego klubu Panathinaikosie Ateny, gdzie rozegral 102 mecze. W 2013
roku zdobyl z kadra Grecji wicemistrzostwo Europy U-19.
Drugim stoperem, ktorym interesuja sie portowcy jest o trzy lata mlodszy
Norweg Fredrik Pallesen Knudsen z FK Haugesund. Nie jest wykluczone, ze
on tez wzmocni defensywe szczecinian.
Ze Szczecinem pozegnal sie natomiast inny srodkowy obronca Jaroslaw
Fojut, ktory po czterech latach w Pogoni przeniosl sie do Wisly Plock.
Klub zgodzil sie tez na rozwiazanie za porozumieniem stron kontraktu z
Radoslawem Majewskim, ktory ma interesujaca propozycje gry w
zagranicznym zespole. Pilkarz chce z niej skorzystac.
To prawdopodobnie juz koniec wietrzenia szatni portowcow (wczesniej
odeszli m.in. Spas Delew i Lukasz Zaluska), poniewaz jedynym
zawodnikiem, ktorym powaznie interesuja sie zagraniczne kluby jest Adam
Buksa, ale na razie zadnej konkretnej oferty dla napastnika nie ma.
Zespol Kosty Runjaicia okres przygotowawczy rozpoczal 15 czerwca. Przez
pierwsze dni pilkarze przechodzili badania wydolnosciowe i testy z
klubowymi lekarzami oraz trenerami przygotowania fizycznego. Kibice po
raz pierwszy zobacza zespol w akcji 19 czerwca (sroda), kiedy Pogon w
meczu sparingowym zmierzy sie w Policach z Chemikiem.
Tydzien pozniej druzyna wyjedzie na zgrupowanie do Gniewina kolo
Gdanska. Zagra tam mecz kontrolny m.in. ze znanym greckim Olympiakosem
Pireus. Portowcy rozgrywki ekstraklasy zaczna 21 lipca wyjazdowym
spotkaniem z Legia Warszawa.
Od poniedzialku zacznie sie sprzedaz biletow i karnetow na nowy sezon.
Wbrew wczesniejszym zapowiedziom, ceny pozostana mniej wiecej na takim
samym poziomie jak w poprzednich latach (klub chcial zrekompensowac
sobie ograniczona pojemnosc stadionu i mniejsze przychody z tytulu tzw.
dnia meczowego).
– To jest sport, a w sporcie zawsze celem jest zwyciestwo – czy to w
pojedynczym meczu czy w calym sezonie. Jesli ktos deklarowalby za cel
zajecie osmego miejsca, to byloby smieszne.
Dlatego podejscie, ze walczymy o wszystko w kazdym meczu jest dla mnie
oczywiste – nakresla plan prezes klubu. – Chcemy byc jak najwyzej.
Jezeli bedziemy mieli szanse siegnac po Puchar Polski, zajac miejsce
dajace gre w europejskich pucharach czy nawet powalczyc o mistrzowski
tytul, to na pewno z mojego gabinetu nie poplynie glos do zawodnikow,
aby wyhamowali. Wrecz przeciwnie, bedziemy chcieli wspolnie wykorzystac
okazje.
Juz w poprzednich rozgrywkach bylo widac, ze trener Runjaic zmienil
mentalnosc pilkarzy, ktorzy w grupie mistrzowskiej – pomimo utraty szans
na awans do europejskich pucharow – do ostatniego meczu grali z pelnym
zaangazowaniem i uzyskiwali dobre wyniki (m.in. byli jednym z tych
zespolow, ktory pozbawil mistrzowskiego tytulu Legie Warszawa).
– Druga rzecza jest to, ze kazdy pilkarz chcialby zarobic jak najwiecej.
Pilkarze sa specyficzna grupa, ktora w dosc krotkim okienku czasowym ma
szanse na zarobienie duzych pieniedzy, czesto kosztem wyksztalcenia czy
przygotowania do zycia – zauwaza Mroczek. – Nie zrozumialbym wiec
faceta, ktory majac mozliwosc podniesienia pieniedzy z boiska, nie
probowalby tego zrobic. Abstrahujac od naszych wspolnych celow i
odniesienia sukcesu jako sportowiec, oni chca jak najwiecej zarobic.
Dlatego czesto bolaly mnie glosy, ze pilkarze odpuszczaja. Gdy gra sie w
gornej osemce, to w kazdym klubie sa ustalane stawki premii za dane miejsce.

RUGBY
Rugbysci Ogniwa Sopot mistrzami Polski! Niesamowity final, dramatyczna
koncowka
Rugbysci Ogniwa Sopot po 16 latach ponownie wywalczyli zloty medal
Ekstraligi rugby. Rozegrany na stadionie im. Edwarda Hodury mecz
finalowy z Master Pharm Budowlanymi Lodz mial dramatyczny przebieg, a
gospodarze wygrali 27:24 dzieki kopnieciu z pola Wojciecha Piotrowicza w
szostej minucie doliczonego czasu gry.
Faworytem spotkania bylo Ogniwo, ktore okazalo sie zdecydowanie
najlepsze w fazie zasadniczej. Podopieczni Karola Czyza wygrali
wszystkie dziewiec meczow (takze z Budowlanymi, i to na wyjezdzie –
24:14). Z drugiej strony to zespol z Lodzi wygrywal trzy ostatnie edycje
mistrzostw Polski, w dwoch ostatnich finalach ogrywajac wlasnie Ogniwo.
Mecz od poczatku mial niesamowicie wyrownany przebieg. W pierwszej
polowie oba zespoly zaliczyly po jednym przylozeniu (dla Ogniwa wykonal
je Grzegorz Szczepanski) ze skutecznym podwyzszeniem i jednym celnym
kopnieciu z rzutow karnych. Byl zatem remis 10:10, ale prawdziwe emocje
zaczely sie po przerwie.
Od poczatku drugiej polowy do zdecydowanego ataku ruszyli sopocianie.
Najpierw przylozenie zaliczyl Nowozelandczyk Dwayne Burrows, a kiedy na
kwadrans przed koncem jego wyczyn powtorzyl Wojciech Piotrowicz (ten sam
zawodnik w obu przypadkach udanie podwyzszal), wydawalo sie, ze jest po
meczu. Bylo wszak juz 24:10.
W tym momencie zastosowanie znalazla zasada „nigdy nie skreslaj
mistrzow”. Zespol z Lodzi najpierw na szesc minut przed koncem
podstawowego czasu gry zdobyl kontaktowe przylozenie (z podwyzszeniem),
a doslownie w ostatnich sekundach pilke na pole punktowe Ogniwa juz po
raz trzeci w tym spotkaniu zaniosl Witalij Kramarenko. A poniewaz dwa
punkty dolozyl Patryk Reksulak, mielismy remis 24:24.
Z powodu wielu przerw w grze sedzia spotkania doliczyl ponad 10 minut.
Inicjatywe mieli w tym czasie gospodarze. Po jednym z przegrupowan pilka
trafila do bohatera meczu Piotrowicza, ktory zdecydowal sie na uderzenie
z pola, tzw. drop gola, z okolic 20. metra od bramki gosci. Proba
okazala sie udana i bylo 27:24 dla Ogniwa!
To byla szosta minuta doliczonego czasu gry. Goscie mieli wiec jeszcze
troche czasu na odpowiedz, jednak mimo heroicznych prob nie byli jej w
stanie udzielic.
Po ostatnim gwizdku sedziego stadion w Sopocie (na trybunach zasiadlo
ok. 2 tys. widzow) wrecz eksplodowal z radosci. Zawodnicy, sztab
trenerski i kibice szaleli ze szczescia. Ogniwo po 16 latach wrocilo na
mistrzowski tron, a w sumie jest to juz 21. medal mistrzostw Polski, w
tym 10. zloty (ponadto osiem srebrnych i trzy brazowe).

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *