Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 15 września 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 248 (5177) 15 wrzesnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
ME: Polacy pokonali Holandie niesieni dopingiem swoich kibicow
Bialo-czerwoni odniesli drugie zwyciestwo w ME. W Rotterdamie polscy
kibice liczebnie wygrali rowniez z fanami gospodarzy.
„Bilety Polska – Holandia wyprzedane” – komunikat o takiej tresci w
dwoch jezykach: polskim i angielskim, widnial w niedziele przy wejsciach
do hali Ahoy Arena w Rotterdame oraz przy kasach. Kibice, ktorzy
liczyli, ze nabeda na miejscu wejsciowki na grupowe spotkanie mistrzow
swiata z Holendrami w mistrzostwach Europy, mogli sie mocno rozczarowac.
O tym, ze potyczke dwoch najmocniejszych druzyn grupy D obejrzy komplet
kibicow, organizatorzy zapewniali juz kilka dni wczesniej. Zgodnie z
zapowiedziami hala wypelnila sie 11 tysiacami kibicow, z czego szesc
tysiecy stanowili Polacy. Kibice bialo-czerwonych mogli obejrzec
zwyciestwo naszej reprezentacji, ktora pokonala Holandie 3:0. Byla to
druga wygrana Polakow w trwajacych mistrzostwach Europy.
Bialo-czerwone trybuny hali w Rotterdamie mogly robic wrazenie. Podobnie
jak zaspiewany przez szesc tysiecy gardel Mazurek Dabrowskiego, co
sprawilo ze polscy siatkarze mogli grajac na wyjezdzie, poczuc sie jak w
domu. Po kazdej udanej akcji w wykonaniu druzyny Vitala Heynena doping
byl jeszcze bardziej ogluszajacy. Nawet jesli na te najbardziej
efektowne akcje trzeba bylo troche poczekac. Choc od poczatku spotkania
wydawalo sie, ze Holendrzy nie postawia polskiej druzynie zbyt wielkiego
oporu. Zwlaszcza jesli chodzi o atak. Glowna i jedyna armata
Pomaranczowych jest bowiem ich atakujacy Nimir Abdel-Aziz, ktory tylko
po dwoch setach mial na koncie 16 atakow. Holenderski siatkarz imponowal
niektorymi zagraniami w ofensywie, gdy uderzal po ciasnym skosie. Jednak
Holendrzy mogli tylko pomarzyc o takim rozkladzie sil w ataku jak
Polacy. Paradoksalnie – momentami w polskiej ekipie atakujacy byl
ostatnia z opcji wybieranych przez rozgrywajacego. Fabian Drzyzga
kierowal pilki glownie do skrzydlowych – Wilfredo Leona i Michala
Kubiaka (zwlaszcza jesli chodzi o ataki z drugiej linii), a nawet na
srodek do Piotra Nowakowskiego. Muzaj pierwsza pilke w pierwszym secie
dostal dopiero w jego drugiej polowie przy stanie 17:13.
Obydwie druzyny mocno ryzykowaly na zagrywce, o czym swiadczy po siedem
bledow w tym elemencie po obu stronach w pierwszej odslonie. Ostatecznie
jednak duzo czesciej mylili sie Holendrzy, ktorzy tylko po dwoch setach
oddali Polakom az 21 punktow po bledach. W drugiej odslonie gospodarze
po swoich akcjach zdobyli tylko dziewiec oczek. W trzecim secie nabrali
na chwile wiatru w zagle i prowadzili juz nawet 9:6, ale wkrotce na
zagrywce w polskiej druzynie pojawil sie Mateusz Bieniek. Przy serwisach
naszego srodkowego Polacy odrobili cztery oczka. A do tego przy stanie
14:12 efektownym blokiem na Abdel-Azizie popisal sie Leon. Ostatecznie
Polacy wygrali cale spotkanie 3:0.
W poniedzialek bialo-czerwoni podejma Czechow w trzecim meczu grupowym
na mistrzostwach Europy.
HOLANDIA – POLSKA 0:3 (19:25, 18:25, 19:25)
HOLANDIA: Van Solkema 1, Van Garderen 8, Plak 3, Abdel-Aziz 19, Ter
Horst 5, Parkinson 3 oraz Dronkers (l), Andringa (l), Jorna 1,
Hoogendoorn, Keemink 1, Van der Ent. Trener: Piazza.
POLSKA: Drzyzga 1, Kubiak 8,Bieniek 10, Muzaj 10, Leon 12, Nowakowski 7
oraz Zatorski (l), Wojtaszek (l), Konarski, Komenda 1. Trener: Heynen.
Sedziowali: Puecher (Wlochy), Pop (Rumunia). Widzow: 11 000.

KOSZYKOWKA
Mistrzostwa swiata w koszykowce. Polacy przegrali z Amerykanami, ale nie
maja sie czego wstydzic
W meczu o siodme miejsce mistrzostw swiata w koszykowce Polacy przegrali
z USA 74:87. Jeszcze na poczatku czwartej kwarty zwyciestwo gwiazd z
ligi NBA nie bylo jednak przesadzone.
To bylo piekne zakonczenie mistrzostw. Dla Polakow sukcesem byla juz
sama kwalifikacja na finalowy turniej w Chinach, druga w historii.
Pozniej wykorzystali szczescie w losowaniu, dolozyli ambicje i
walecznosc i sensacyjnie awansowali do cwiercfinalu. A na deser mogli
sprawdzic sie w starciu z reprezentacja zlozona w calosci z koszykarzy
NBA, najsilniejszej ligi swiata. Marzenia kazdego zawodnika na swiecie.
W przypadku reprezentantow Polski – niezrealizowanego w ani jednym
przypadku.
Ogladajac mecz o siodme miejsc,e mozna sie bylo zastanawiac, czy skauci
klubow NBA nie popelnili bledu, nie dajac kontraktu Mateuszowi Ponitce.
Lider reprezentacji Polski nie ustepowal rywalom w niczym. Rzucil 18
punktow (najwiecej w meczu), trafil osiem na 11 rzutow z gry, mial
siedem zbiorek i cztery przechwyty. Po jednym z nich skonczyl kontre
efektownym wsadem. W Chinach dostal owacje, w meczu NBA kibice takze
doceniliby jego odwazne wejscia pod kosz.
Po pierwszym z nich Polacy prowadzili 2:0. Byl to jedyny moment w meczu,
gdy mieli przewage. Po nieudanym wejsciu pod kosz A.J. Slaughtera i
celnych trojkach Joe Harrisa i Donovana Mitchella Amerykanie odskoczyli
na 6:2 i sukcesywnie powiekszali przewage.
W pierwszej kwarcie z zazdroscia obserwowalismy, jak znakomicie dzielili
sie pilka. Po 10 minutach mieli 10 asyst, pieciokrotnie wiecej niz
Polacy. Raz po raz trafiali trojki z czystych pozycji. Polacy tez
probowali rzucac z dystansu, lecz bezskutecznie. Dlugo nie mogli sie
przelamac, spudlowali pierwszych 13 prob. Jako pierwszy, minute i 20
sekund przed koncem pierwszej polowy, trafil Michal Sokolowski. Nic
dziwnego, ze pierwsza kwarte Polacy przegrali 14:28, a po dwoch bylo
30:47. Choc Ponitka dryblowal pod koszem, Slaughter trafial z wyskoku, a
Aleksander Balcerowski efektownie pakowal pilke do kosza, to w obronie
Bialo-Czerwoni dlugimi momentami byli bezradni. A do tego trener Mike
Taylor dbal o to, by kazdy z jego koszykarzy sprawdzil sie na tle
gwiazd. Juz pod koniec pierwszej kwarty cala polska pierwsza piatka
siedziala na lawce rezerwowych. Kazdy z dwunastu polskich koszykarzy
zagral co najmniej przez trzy minuty.
Druga polowe Polacy zaczeli z nowa energia. Kilka razy przechwycili
pilke, spod kosza trafil Adam Hrycaniuk, za trzy rozstrzelal sie Adam
Waczynski i przewaga Amerykanow zaczela topniec. Po celnym rzucie
Salughtera i kolejnej trojce Waczynskiego zrobilo sie 47:54, choc chwile
wczesniej Polacy przegrywali 37:54.
Trzecia kwarte koszykarze Taylora zwyciezyli dziewiecioma punktami i
przed ostatnia przegrywali tylko 55:63. W niej jeszcze dwukrotnie
zblizali sie na roznice siedmiu punktow, lecz na wiecej Amerykanie im
nie pozwolili. Musieli sie nawalczyc, napocic, zanim ostatecznie
zwyciezyli 87:74.
Po koncowej syrenie na ich twarzach malowala sie ulga. Po porazkach z
Francja w polfinale, a nastepie z Serbia na Amerykanow spadla fala
krytyki. Dwoch kolejnych meczow na mistrzostwach swiata nie przegrali od
17 lat, a trzech – od 39. Juz przed meczem bylo wiadomo, ze zajma
najnizsze miejsce w historii startow w MS, a od 1950 r. nie opuscili ani
jednej edycji. Od 1936 roku Amerykanie wzieli udzial w 36 globalnych
turniejach: igrzyskach, MS i rozgrywanych dawniej Pucharach Swiata.
Medali nie zdobyli dopiero po raz czwarty – poprzednio w 1970, 1978 i
2002 r.
W Ameryce wyniki z Chin przyjmowane sa z roznymi odcieniami oburzenia,
smutku i rozczarowania. Brian Windhorst, korespondent ESPN z MS w
Chinach, odnotowal, ze o ile Francuzi po pokonaniu Amerykanow plakali z
radosci, o tyle Serbowie opuszczali parkiet, jakby nie stalo sie nic
nadzwyczajnego. „Czasami najwieksza zniewaga jest apatia” – napisal
Windhorst.
Wedlug niego Amerykanie w Chinach nie zasluzyli na tytul. „Nawet jesli
pokonaliby Francuzow, to nie wygraliby dwoch kolejnych meczow” –
napisal. Po porazce faworytow i obroncow tytulu z Francja swiatowa
federacja promowala polfinaly haslem: „Tron jest pusty”. „To oznacza, ze
krol jest martwy” – bezlitosnie spointowal korespondent ESPN.
O spokoj apeluje Kobe Bryant, byly gwiazdor NBA i reprezentacji. –
Reszta swiata juz nie sciga USA, bo doscignela nas juz jakis czas temu.
Doszlismy do stanu, w ktorym reprezentacja USA czesc meczow wygrywa, a
czesc przegrywa. Czasy dream teamu z czasow igrzysk w Barcelonie juz
minely. Teraz zawsze bedzie ciezko – mowil Bryant.
W 1992 r. po raz pierwszy w kadrze USA znalazly sie wszystkie najwieksze
gwiazdy NBA: Michael Jordan, Magic Johnson, Charles Barkley czy Karl
Malone. Wielu z ich nastepcow z roznych powodow nie polecialo do Chin. W
skladzie na MS nie znalezli sie LeBron James, Kawhi Leonard, Anthony
Davis, Steph Curry czy James Harden. Sposrod tych, ktorzy przyjeli
powolanie Gregga Popovicha tylko dwoch wzielo udzial w ostatnim meczu
gwiazd NBA. Do tego sytuacje trenera skomplikowaly kontuzje Jaysona
Tatuma (kostka) i Marcusa Smarta (dlon). – Nie umiem wyrazic tego, jak
zaimponowal mi ich charakter i wytrwalosc w uczeniu sie gry ze soba –
mowil o swoich koszykarzach Popovich po meczu z Serbami.
„Jestesmy tymi, ktorzy podeszli do tablicy, kiedy inni sie wycofali.
Zakwalifikowalismy nasz kraj na igrzyska” – pisal na Twitterze Myles
Turner, jeden z tych, ktorzy przyjeli powolanie. Zakwalifikowanie sie na
przyszloroczny turniej olimpijski w Japonii to wazna nagroda
pocieszenia. Amerykanscy dziennikarze podkreslaja, ze reprezentacja
przynajmniej nie bedzie musiala walczyc o nie w dodatkowym turnieju
kwalifikacyjnym. „Nie wiadomo, co mogloby sie na nim wydarzyc” – gorzko
zauwaza Windhorst.
Do Tokio reprezentacja USA poleci zdecydowanie mocniejsza. – Dla
niektorych z nas, potencjalnie dla wszystkich, sobotni mecz bedzie
ostatnia szansa na zalozenie koszulki reprezentacji – mowil przed
spotkaniem z Polska Harrison Barnes. – Musimy wykorzystac okazje.
Agencja Associated Press nie nazywala sobotniego spotkania inaczej niz
meczem pocieszenia. Dla wielu sposrod Polakow byl on meczem zycia.
Wiekszosc Amerykanow przez jeden sezon zarabia przeciez wiecej, niz
dwunastu reprezentantow Polski lacznie. A Kemba Walker (Boston Celtics)
– podpisal w te wakacje kontrakt gwarantujacy mu srednio 35 mln dol.
przez najblizsze cztery lata w lidze NBA – nawet kilkukrotnie wiecej.
Drugi w historii start w MS Polacy zakonczyli na bardzo dobrym siodmym
miejscu. Daje im ono przepustke do przyszlorocznego turnieju
kwalifikacyjnego na igrzyska w Tokio. Udzial z nich zapewniony maja
gospodarze oraz reprezentacje USA, Iranu, Hiszpanii, Francji, Nigerii,
Argentyny i Australii.
O pozostale cztery miejsce na igrzyskach bedzie rywalizowac 18
reprezentacji. W tym kilka mocniejszych od Polakow, jak Serbia, Grecja,
Brazylia czy Turcja. Na MS koszykarze Taylora udowodnili jednak, ze z
kazdym sa w stanie powalczyc.
Polska – USA 74:87 (30:47)
Polska: Ponitka 18, Waczynski 17, Slaughter 15, Hrycaniuk 4, Cel 0.
Oraz: Kulig 9, Sokolowski 7, Balcerowski, 2, Olejniczak 2, Gruszecki 0,
Koszarek 0, Laczynski 0.
USA: Mitchell 16, Harris 14, White 12, Barnes 10, Turner 7. Oraz:
Middleton 13, Brown 8, Plumlee 4, Lopez 3.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
8 kolejka
Zaglebie Lubin-wisla Plock 5-0
Jagiellonia Bialystok-Legia Warszawa 0-0
Rakow Czestochowa-Arka Gdynia 2-0
Lechia Gdansk-Lech Poznan 2-1
Korona Kielce-Wisla Krakow 1-1
Pogon Szczecin-LKS Lodz 1-0
Gornik Zabrze-Slask Wroclaw 0-0
W poniedzialek Cracovia-Piast Gliwice
1.Pogon 17pkt
2.Slask 16pkt
3.Jagiellonia 15pkt
4.Legia 14pkt
5.Cracovia 13pkt
6.Lechia 13pkt
7.Wisla Krakow 11pkt
8.Piast 11pkt
9.Lech 11pkt
10.Gornik 11pkt
11.Rakow 9pkt
12.Zaglebie Lubin 8pkt
13.Wisla Plock 7pkt
14.Korona 5pkt
15.Arka 4pkt
16.LKS 4pkt

-Peszko znow stal sie niezawodny. Lechia pokonala Lecha.
Lechia Gdansk pokonala na wlasnym stadionie Lecha Poznan 2:1. Dla
druzyny prowadzonej przez Piotra Stokowca bylo to pierwsze ligowe
zwyciestwo u siebie w tym sezonie.
Jesli ktokolwiek mial watpliwosci, czy Piotr Stokowiec slusznie
postepuje dajac kolejna szanse Slawomirowi Peszce, to skrzydlowy Lechii
w ostatnich tygodniach calkowicie je rozwial. 34-letni zawodnik strzelil
gola w kazdym z ostatnich trzech spotkan, w sobote ponownie byl
najgrozniejszym zawodnikiem w zespole gospodarzy, razem z Arturem
Sobiechem jest obecnie najlepszym strzelcem swojego zespolu.
Przed meczem z Lechem najczesciej wymieniano Macieja Gajosa, ktory w
letnim oknie transferowym zamienil Poznan na Gdansk. Ostatnie trzy
spotkania byly kapitan Kolejorza rozpoczynal na lawce, tym razem
Stokowiec uznal, ze da mu szanse w spotkaniu z zespolem, w ktorym
spedzil az cztery lata. To jednak nie on byl pierwszoplanowa postacia
sobotniego meczu, a drugi eks-lechita: Peszko, ktory w 23. minucie
wykorzystal podanie od Artura Sobiecha i strzelil na 1:0.
Dla niego pobyt w stolicy Wielkopolski to zamierzchle czasy, minelo juz
dziewiec lat, odkad gral w barwach poznanskiego klubu. Odchodzil z
zespolu, ktory byl mistrzem Polski, dzis w Poznaniu trwa przebudowa,
odbudowa, praca u podstaw. – Chcialbym, zeby Lech za mojej kadencji
dominowal, byl konkretny i potrafil narzucic przeciwnikowi swoj styl
gry. Nie jest prosto wycwiczyc takie automatyzmy. Jestesmy w fazie
uczenia sie takiego stylu. Doszlo do nas duzo nowych zawodnikow, wiec to
normalne, ze aktualnie probujemy to wszystko poukladac – mowil przed
sobotnim meczem trener gosci Dariusz Zuraw dodajac, ze jest przekonany,
ze jesli jego druzyna wyeliminuje bledy w defensywie, to wywiezie z
Gdanska trzy punkty.
To sie jednak nie udalo, potwierdzilo sie, ze w tym sezonie obrona jest
najwiekszym problemem Kolejorza. I to klopotem jest nie tylko czworka
defensorow, druga linia rowniez nie asekuruje. Zawodnicy Stokowca mieli
bardzo duzo miejsca na przeprowadzanie kolejnych akcji. Efekt: juz w 33.
minucie goscie przegrywali 0:2, druga bramke dla Lechii zdobyl Michal
Nalepa, ktory przed meczem zapowiadal, ze jednym z celow na ten sezon
jest strzelenie co najmniej tylu bramek, co w poprzednim sezonie. Udalo
sie – co zaskakujace – noga, a nie glowa, nad czym zawodnik ten
najmocniej pracuje, by wlasnie w pojedynkach powietrznych stwarzac
najwieksze zagrozenie pod bramka rywala.
Duzym problemem Lecha byla gra w srodku pola, Pedro Tiba i Karlo Muhar
na razie zupelnie nie potrafia sie zgrac. Niezly powrot do pierwszego
skladu zaliczyl za to Joao Amaral, ktory w tym sezonie zaledwie trzy
razy wyszedl na boisko w podstawowej jedenastce. Dla niego bardzo
korzystna okazala sie przerwa reprezentacyjna. W sparingu z KSZO
strzelil gola, pokazal, ze jest gotowy, by wyjsc na boisko w Gdansku od
pierwszej minuty. I rowniez w sobotnim meczu byl jednym z lepszych w
zespole gosci, to zagrywal do Christiana Gytkjaera, a Dunczyk strzelil
kontaktowego gola.
Na tym sie jednak skonczylo, po przerwie zaden z pilkarzy nie zdolal juz
pokonac ani bramkarza Lechii, ani Lecha. Goscie przegrali pierwszy mecz
wyjazdowy w tym sezonie, a pilkarze Stokowca potwierdzili to, o czym
mowili jeszcze przed tym spotkaniem. Twierdzili, ze wygrana z Piastem
powinna byc dla nich przelamaniem. Wyglada na to, ze mieli racje.

-Pilkarze Arki Gdynia sa w meczach wyjazdowych w tym sezonie cieniem dla
rywali. Zawodnicy Jacka Zielinskiego przegrali po raz czwarty z rzedu w
delegacji, znow nie stanowiac zadnego zagrozenia pod bramka przeciwnika.
Tym razem trzy punkty po wygranej 2:0 swietowal Rakow Czestochowa.
Powrot na ligowe boiska po reprezentacyjnych przerwach jest w naszym
kraju zawsze niezwykle wyczekiwany. Wowczas nawet niezapowiadajace
niczego spektakularnego starcia, jak chocby to Rakowa z Arka, staja sie
w polskich domach czyms bardzo emocjonujacym. Zazwyczaj jednak tesknota
mija po kilku minutach. Tyle wystarczy, by zorientowac sie, ze nie bez
kozery polska liga jest dopiero 27. w Europie.
Rakow okupowal 13. miejsce, Arka znajdowala sie zas o jedna lokate
nizej. Z pewnoscia lepsze humory przed meczem mieli gdynianie. To oni
przed przerwa reprezentacyjna swietowali trzy punkty – swoje pierwsze w
sezonie (wygrana nad Gornikiem Zabrze 1:0). W tym czasie czestochowianie
zastanawiali sie, co zrobili zle w Warszawie, ze Legia tamto starcie
wygrala 3:1.
Psychologiczna przewaga byla zatem po zolto-niebieskiej stronie. Ale jak
to w polskiej ekstraklasie czesto bywa, jedna jaskolka wiosny nie czyni.
Wygrana w jednym meczu, po serii bez triumfu, swiadczyc moze zarowno o
konczacych sie koszmarach, jak i o” zwyklym przypadku.
Arka bowiem niezmiennie po dobrym wystepie, zalicza powrot do wyjazdowej
szarosci. Poza swoimi czterema scianami w tym sezonie nie odgrywa zadnej
roli. Jest dostarczycielem punktow, a kazdy kolejny rywal – niewazne juz
czy z gory czy dolu tabeli – tylko zaciera rece na mysl o trzech
punktach. Tak nieskutecznie w delegacjach nie gra w lidze nikt. Z
czestochowianami zespol Jacka Zielinskiego odniosl czwarta porazke.
Kolejna calkowicie zasluzona.
Po takich meczach jak to fanom Arki cisnienie momentami rosnie. Trudno
jednak sie dziwic, gdy widzi sie druzyne nie w pelni zaangazowana,
pogubiona i bez zadnego pomyslu. Gry z pilka czy bez niej w poczynaniach
gdynian widzi sie piekielnie malo. Wszystko odbywa sie w slamazarnym
tempie. Spotkania usypiaja, sa wiec lekiem na cale zlo dla osob, ktorym
lacinskie pojecie „insomnia” nie jest obce.
Po raz kolejny w druzynie Arki brakuje jakichkolwiek plusow: Maciej
Jankowski byl kompletnie niewidoczny, mlodziezowiec Jan Los praktycznie
kazdy rajd z pilka konczyl strata na pierwszym rywalu. Gdy dolozymy do
tego slabo grajacych w ofensywie bocznych defensorow: Adama Marciniaka i
Damiana Zbozienia, czy rozklekotany srodek obrony i nieistniejaca
ofensywe – golym okiem widac, ze gdynianie maja problem ze zbudowaniem
fundamentow pod wlasny styl gry. Choc obecny sezon dopiero sie rozkreca,
to trudno wyobrazic sobie, by Arka miala nie walczyc w nim tylko o
utrzymanie.
– Nie mozemy zdiagnozowac, dlaczego na wyjazdach wyglada to tak slabo –
bezradnie podsumowal spotkanie obronca Damian Zbozien.

-Pogon pokonuje LKS. Szosta z rzedu porazka beniaminka
W przedostatni piatek sierpnia minelo 140 lat, od kiedy pierwszy tramwaj
wyjechal na ulice Szczecina, ale zaden motorniczy nie wozil kibicow na
spotkania Pogoni prowadzonej przez tak skutecznego trenera, jak w
ostatnich miesiacach kierujacy pojazdami linii numer 5 i 7. Dzieki
zwyciestwu nad LKS Kosta Runjaic jest szkoleniowcem z najwyzsza srednia
zdobytych punktow w 71-letniej historii klubu – 1,56 na mecz.
Trzymamy straz nad Odra – tak nazwano zlot mlodziezy zorganizowany w
Szczecinie w kwietniu 1946, jednak w tym sezonie spokojnie te slowa
mogliby powtarzac zawodnicy Portowcow. Z czterech spotkan rozegranych w
stolicy Pomorza Zachodniego komplet punktow zdobyli w trzech z nich. W
niedziele w roli straznika drugiej najdluzszej rzeki Polski sprawdzil
sie Adam Buksa. Na poczatku lata wydawalo sie, ze o tej porze napastnika
juz nie bedzie wsrod granatowo-bordowych i zapewne goscie z Lodzi
zaluja, iz ostatecznie 23-latek zostal. Przed przerwa niedawny atakujacy
mlodziezowki jeszcze sie pomylil i huknal nad poprzeczka. W drugiej
polowie juz dobrze przymierzyl i po jego uderzeniu z wolnego (zreszta
podyktowanego po faulu na nim) pilka znalazla luke w murze, odbila sie
od slupka i ugrzezla w siatce.
– Mielismy za malo argumentow, zeby wywiesc stad dobry wynik. W drugiej
polowie do momentu stracenia bramki wygladalo to na rozpaczliwa obrone z
naszej strony. Ale mimo to mam duze pretensje o gola, bo pilka nie moze
przeleciec przez mur. Probowalismy odpowiedziec, aczkolwiek nam sie to
nie udalo. Trudne chwile, czekamy na przelamanie – powiedzial trener
beniaminka ekstraklasy Kazimierz Moskal.
Trafienie Buksy bylo drugim razem, kiedy widzowie wyjatkowo zywiolowo
poderwali sie do oklaskow. Pierwszy wypadl jeszcze przed poczatkiem
rywalizacji, kiedy na trybune wchodzil Kamil Drygas. Srodkowy pomocnik w
przeciwienstwie chocby do innych kontuzjowanych – Tomasa Podstawskiego
czy Davida Steca – byl w prywatnych ubraniach, bez akcentow klubowych,
ale nawet biala bluza nie zdolala zmylic kibicow. Po pierwszym gwizdku
latwiej bylo zrozumiec tesknote fanow, bo brak pilkarza pauzujacego z
powodu urazu kolana mimo wszystko byl zauwazalny. Pogon od pierwszych
sekund zdecydowanie dominowala i dlugo wymieniala podania, jednak nie
potrafila tego wykorzystac. Co wiecej, podobnie jak w kazdym starciu
popelniala bledy w defensywie. Najlepsza szanse do zdobycia bramki
zmarnowal Patryk Bryla, ktory obil poprzeczke.
– Przed przerwa stworzylismy trzy okazje, ktore nalezalo lepiej rozegrac
i wykorzystac. Dzisiaj nie bylo nas stac na wiecej – dodal Moskal.
Sytuacja Rycerzy Wiosny robi sie coraz trudniejsza. Do Szczecina
przyjechali bez podstawowego bramkarza (podejrzanego o doping Michala
Kolby) oraz napastnika (kontuzjowanego Lukasza Sekulskiego) i to bylo
widoczne. Poza zrywem na poczatku goscie oddali inicjatywe, nie kwapili
sie do przejecia kontroli nad wydarzeniami.
– Nie jest to latwe, kiedy rywal czeka tylko na kontratak. Dlatego
dazylismy do rzutow roznych oraz wolnych i jeden z nich udalo sie
wykorzystac. Do dzisiaj to LKS mial w kazdym z meczow wieksze posiadanie
pilki od rywali. My ich w tym przebilismy – tlumaczyl szkoleniowiec
gospodarzy Kosta Runjaic.
Natomiast granatowo-bordowi po dwoch kolejkach bez wygranej odniesli
zwyciestwo. Byli lepsi od obecnie ostatniej ekipy w tabeli, nie
powtorzyli bledu sprzed przerwy na kadre, kiedy dali sie pokonac Wisle
Plock (1:2).
– Jestesmy kolektywem. Dzisiaj na stadionie byli wszyscy zawodnicy
pierwszego zespolu, takze ci kontuzjowani. Teraz ciesza sie z kolegami w
szatni. Dlatego wygrywamy. Bo kiedy nie gorujemy indywidualnie, jestesmy
lepsi jako zespol – komentowal Niemiec.

– Wlodarczyk: Drepczac po drugiej stronie lustra
Alez to bylo okrutne borowanie. 90 minut bez znieczulenia. Reprezentacja
Polski rozegrala jedno z najgorszych spotkan na PGE Narodowym.
Stlamszona, nerwowa, niechlujna – przeciwko Austriakom zepchnieta do
glebokiej i momentami desperackiej defensywy. Bezbramkowy remis musial
byc dla gosci jak porazka. W poniedzialek zaprezentowalismy bowiem
futbol z epoki kamienia lupanego. Prymitywny. Kadra odpycha. Stoimy w
miejscu.
W „Alicji w krainie czarow” jest scena, w ktorej tytulowa bohaterka
rozmawia z Czerwona Krolowa. W pewnym momencie zaczynaja biec. Ale
krajobraz wokol nich sie nie zmienia. Wtedy Czerwona Krolowa wyjasnia
zasady po drugiej stronie lustra: „Trzeba biec, by stac w miejscu i biec
dwa razy szybciej, zeby isc do przodu”. To jak we wspolczesnym swiecie –
w futbolu takze.
Obraz pasujacy mi do obecnej kadry. Pilkarze biegaja, walcza, staraja
sie. Widac, ze nie odpuszczaja, ale to za malo, zeby mowic o
jakimkolwiek rozwoju, gdy otoczenie – nie patrze na europejska czolowke,
wystarczy na Austriakow – poprawia swoj styl. Reprezentacja Polski
wyglada jesienia jak zbior niedopasowanych puzzli. Ludzi, ktorzy nie do
konca wiedza, w co i jak maja grac. Byc moze, zdaniem selekcjonera, robi
pewne kroki, ale jak w „Alicji w krainie czarow”, sa za male i postepuja
zbyt wolno, aby isc do przodu. Cieszy, ze selekcjoner zaczal wprowadzac
mlodych zawodnikow, Krystiana Bielika czy Sebastiana Szymanskiego,
jednak sama decyzja to jeszcze nie wlasciwy efekt. Moze sie go
doczekamy, moze nie – w tym momencie nie ma impulsow, oprocz pozycji
lidera w zdecydowanie najslabszej grupie eliminacji, aby pozytywnie
myslec o przyszlorocznym lecie.
Dodatkowo i niespodziewanie uderzyly mnie slowa na konferencji prasowej
skierowane pod adresem Piotra Zielinskiego: – Jezeli wstanie pewnego
dnia i cos mu przeskoczy w glowie, to bedziemy mieli zawodnika, ktorego
beda nam zazdroscic wszyscy na swiecie – zapewnil selekcjoner. Nie wiem,
jak uwaza adresat, ale wedlug mnie, moze przesadzam, to dosc obrazliwy
komentarz co do jego aktualnej postawy. Wedlug mnie swiadczy tez o
pewnej bezradnosci trenera. Przeciez na poczatku swojej pracy z kadra
Brzeczek zapewnial, ze jego priorytetem bedzie odblokowanie pomocnika
Napoli. Zrobienie go mozgiem tej kadry. Czy skoro Zielinskiemu musi cos
przeskoczyc w glowie, selekcjoner nie ma na niego sposobu?
Na razie nie tylko nie odblokowal Zielinskiego, ale wytracil nam z rak
najwieksza bron – skutecznosc Roberta Lewandowskiego. Od poczatku, gdy
na pierwszych konferencjach nakreslal swoj plan, mialem wrazenie, ze
nieco umniejsza znaczenie pozycji i wage goli kapitana. W erze Adama
Nawalki Lewy niosl kadre na plecach przez dwa cykle eliminacyjne. W
czterdziestu meczach zdobyl 37 bramek. Nawalka znalazl do niego klucz.
Wytrychem byly tez asysty Kamila Grosickiego. Ten duet zgromadzil u
bylego selekcjonera imponujace 49 trafien i 25 ostatnich podan. Teraz
obaj wrocili do ciemnych czasow sprzed ponad pieciu lat. Lewandowski u
Brzeczka strzelil dwa gole w dziesieciu meczach, a „Grosik” ma zero
skutecznych dogran do partnerow. Brzeczek rozmontowal to co bylo dobre,
w zamian nie dajac zbyt wiele. Dzis wiemy, ze kadra potrafi niezle
bronic sie przeciwko przecietniakom, ktorych zabraknie w
przyszlorocznych ME, ale w grze do przodu panuje chaos. Polska meczy i
odstrasza kibicow. Mimo to, za chwile znajdzie sie po drugiej stronie
lustra, a tam trzeba biec dwa razy szybciej. A ona truchta.
I LIGA
8 kolejka
Sandecja Nowy Sacz-Jastrzebie 1-1
Chrobry Glogow-Radomiak Radom 0-2
Zaglebie Sosnowiec-Belchatow 1-1
Chojniczanka-Stomil Olsztyn 1-3
Wigry Suwalki-Puszcza Niepolomice 2-3
Pozostale mecze 8 kolejki odwolane z powodu powolan zawodnikow do
reprezentacji narodowych;
9 kolejka
Stomil Olsztyn-Stal Mielec 1-0
Odra Opole-Sandecja Nowy Sacz 1-1
Chojniczanka-Belchatow 3-0
Radomiak Radom-Zaglebie Sosnowiec 2-1
Tychy-Wigry Suwalki 2-1
Puszcza Niepolomice-Podbeskidzie 0-1
Nieciecza-Warta Poznan 1-1
Jastrzebie-Chrobry Glogow 1-0
Miedz Legnica-Olimpia Grudziadz 2-2
1.Radomiak 17pkt
2.Stomil 16pkt
3.Stal Mielec 16pkt
4.Warta 14pkt
5.Jastrzebie 14pkt
6.Miedz 14pkt
7.Podbeskidzie 14pkt
8.Tychy 13pkt
9.Puszcza 13pkt
10.Chojniczanka 11pkt
11.Nieciecza 11pkt
12.Wigry 11pkt
13.Sandecja 11pkt
14.Zaglebie Sosnowiec 11pkt
15.Belchatow 11pkt
16.Olimpia Grudziadz 10kt
17.Chrobry 4pkt
18.Odra 3pkt

ZUZEL
EKSTRALIGA
Runda Finalowa:
I runda finalowa – polfinaly:
1 wrzesnia 2019 (niedziela):
Czestochowa – Leszno 38:52
Zielona Gora – Wroclaw 48:42

II runda finalowa – polfinaly (rewanze):
8 wrzesnia 2019 (niedziela):
Leszno – Czestochowa 52:38
Wroclaw – Zielona Gora 56:34

III runda finalowa – finaly:
Mecz o zloty medal:
13 wrzesnia 2019 (piatek):
Wroclaw – Leszno 43:47

Mecz o brazowy medal:
15 wrzesnia 2019 (niedziela):
Czestochowa – Zielona Gora 57:33
IV runda finalowa – finaly (rewanze):
22 wrzesnia 2019 (niedziela):
Mecz o brazowy medal:
Zielona Gora – Czestochowa
Mecz o zloty medal:
Leszno – Wroclaw

Nice 1 Liga Zuzlowa sezon 2019
Runda Finalowa:
I runda finalowa – polfinaly:
17 sierpnia 2019 (sobota):
Tarnow – Rybnik 40:50
18 sierpnia 2019 (niedziela):
Gniezno – Ostrow Wlkp. 49:40
II runda finalowa – polfinaly (rewanze):
25 sierpnia 2019 (niedziela):
Rybnik – Tarnow 54:36
Ostrow Wlkp. – Gniezno 50:40
III runda finalowa – final:
8 wrzesnia 2019 (niedziela):
Ostrow Wlkp. – Rybnik 46:44

IV runda finalowa – final (rewanz):
15 wrzesnia 2019 (niedziela):
Rybnik – Ostrow Wlkp. 49:41, klub z wojewodztwa slaskiego w przyszlym
roku bedzie wystepowal w PGE Ekstralidze.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *