Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 15 grudnia 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 335 (5262) 15 grudnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
Kolejka 19
Arka Gdynia-Zaglebie Lubin 2-1
Legia Warszawa-Wisla Plock 3-1
Rakow Czestochowa-Gornik Zabrze 2-1
Slask Wroclaw-Lech Poznan 1-1
Wisla Krakow-Pogon Szczecin 1-0
Piast Gliwice-LKS Lodz 2-1
Korona Kielce-Cracovia 1-0
Jagiellonia Bialystok-Lechia Gdansk 3-0
1.Legia 38pkt
2.Pogon 35pkt
3.Slask 34pkt
4.Cracovia 33pkt
5.Piast 31pkt
6.Lech 30pkt
7.Lechia 30pkt
8.Jagiellonia 29pkt
9.Wisla Plock 27pkt
10.Zaglebie Lubin 25pkt
11.Rakow 25pkt
12.Gornik 20pkt
13.Arka 20pkt
14.Korona 18pkt
15.LKS Lodz 14pkt
16.Wisla Krakow 14pkt
-Pogon nie potrafi grac z outsiderami tabeli i raczej nie bedzie liderem
ekstraklasy w przerwie zimowej. Szczecinianie przegrali z Wisla w
Krakowie 0:1 po jednym z najslabszych meczow w sezonie.
– Po meczu w Gdyni mowilem, ze w ostatnich trzech spotkaniach celujemy w
trzy punkty. Zdania nie zmienilem – deklarowal po zwyciestwie z Piastem
Gliwice (1:0) Igor Lasicki.
Wlasnie Lasicki mial byc jednym z najwazniejszych aktorow widowiska w
Krakowie. Pod nieobecnosc Benedikta Zecha (kontuzja) i Konstanitnasa
Triantofalopulosa (pauza za kartki) to jemu przypadlo kierowanie blokiem
defensywnym portowcow. Jako partnera w srodku obrony Kosta Runjaic
przydzielil mu bylego wislaka – Jakuba Bartkowskiego, ktory do tej pory
zwykle grywal na prawej obronie. A w to miejsce powrocil David Stec.
Strzelec zwycieskiego gola w meczu z Piastem dotychczas z Bartkowskim
rywalizowal o miejsce w skladzie. Ale przed tygodniem Runjaic znalazl mu
miejsce w bloku pomocy, co bardzo sie oplacilo.
W rywalizacji z Wisla szczecinianie byli zdecydowanym faworytem.
Ostatecznie lider mierzyl sie z ostatnim zespolem w tabeli, ktory
przegral 10 meczow z rzedu. Bylo jednak jedno ale. I nie chodzi tu nawet
o wyswiechtane powiedzenie, ze w ekstraklasie kazdy moze wygrac z
kazdym. Rzecz w tym, ze portowcy z mocnymi rywalami zwykle zwyciezali
(Legia – dwa razy, Lechia, Jagiellonia czy Zaglebie Lubin), za to
tracili punkty ze slabszymi zespolami: porazki z Wisla Plock (wowczas
ostatnia w tabeli) i Rakowem Czestochowa oraz remisy z Gornikiem (u
siebie) i Arka w Gdyni.
Pogon od pierwszego gwizdka sedziego Dobrynina prezentowala wyzsza
kulture gry. Na niewiele pozwalala w ofensywie wislakom. Szczecinianie
tuz na przedpolu bramki gospodarzy wymieniali dziesiatki podan, ale tez
niewiele z tego wynikalo. Przez pol godziny zaden z zespolow nie mial
czystej okazji do zdobycia gola.
W 30 min. po raz pierwszy gospodarze zagrozili bramce Dantego Stipicy.
Maciej Sadlok w indywidualnej akcji strzelil spoza pola karnego, ale
Chorwat wybil pilke przed siebie. Dziewiec minut pozniej gospodarze
objeli jednak prowadzenie. Przy rzucie roznym blad popelnil Bartkowski,
ktory odpuscil pilnowanie Lukasa Klemenza, ten zas wykorzystal plaskie
podanie Kuby Blaszczykowskiego, trafiajac do siatki tuz przy slupku.
W przerwie trener Runjaic zdjal z boiska Podstawskiego, ktory mial na
koncie zolta kartke i kilka kolejnych fauli, co grozilo czerwona. W jego
miejsce wszedl Santeri Hostikka i to Fin byl autorem doskonalej sytuacji
bramkowej, ktorej nie wykorzystal Srdjan Spiridonovic.
Wczesniej to jednak Wisla miala szanse na podwyzszenie prowadzenia, ale
swoje okazje zmarnowali Pawel Brozek i Lukasz Burliga. Takze ze strzalem
Hiszpana Chucy poradzil sobie Stipica.
W 63. min serca kibicow Pogoni zadrzaly, gdy Stec sfaulowal Michala
Maka. Sedzia Dobrynin dlugo obserwowal sytuacje na monitorze,
konsultujac sie z Szymonem Marciniekiem, ktory siedzial w wozie VAR.
Ostatecznie skonczylo sie tylko rzutem wolnym z linii pola karnego i
zolta kartka dla Steca.
Wisla Artura Skowronka ma miec w swoim DNA dobra gre obronna i to
zaprezentowala przeciwko Pogoni w drugiej czesci meczu. Szczecinianie
wiecej grali pilka, ale daleko od bramki gospodarzy. W polu karnym
rywale na niewiele im pozwalali. Na dodatek wraz z uplywem czasu
gospodarze wyszli wyzej z pressingiem, utrudniajac rozgrywanie pilki
liderowi tabeli.
Mimo to Pogon miala swoje szanse bramkowe. Seryjnie marnowal je
Spiridonovic. Takze strzal Damiana Dabrowskiego nie znalazl drogi do
siatki. Pudlowali tez Adam Buksa i Michalis Manias. Efekt byl taki, ze
Pogon przegrala czwarty mecz w sezonie, w tym drugi na wyjezdzie. Obie
te porazki zdarzyly sie w Krakowie: 0:2 z Cracovia i 0:1 z Wisla.

-Na pozegnanie pilkarskiej jesieni w Gdyni zespol Arki pokonal Zaglebie
Lubin 2:1. Wynik nie oddaje przewagi gdynian, ktorzy rozegrali bardzo
dobry mecz.
W meczu z Zaglebiem pilkarze Arki podjeli kolejna w tym sezonie probe
zapoczatkowania serii zwyciestw. Do tej pory mieli raptem trzy takie
okazje, ale wygrac dwa razy z rzedu nie udalo im sie ani razu. Po
ostatnim triumfie w Kielcach z Korona (1:0) nadarzyla sie okazja numer
cztery, choc rywal wydawal sie bardzo trudny. Zespol z Lubina tak
naprawde prezentuje sie bowiem lepiej, niz wskazywaloby na to miejsce w
tabeli (10.).
Arkowcy, oslabieni brakiem kontuzjowanego Davita Schirtladze (w tym roku
juz nie zagra) oraz pauzujacego za kartki Marko Vejinovicia, od poczatku
narzucili swoje reguly gry. Wysoki pressing, pomyslowe akcje z obu
skrzydel, takze srodkiem. Zaglebie wydawalo sie bardzo zaskoczone taka
postawa gdynian.
Co wazne, gospodarze szybko potrafili swoja przewage zdyskontowac.
Maciej Jankowski, teoretycznie ustawiony na boku pomocy, ale czesto
wcielajacy sie w role rozgrywajacego, po kolejnym zejsciu do srodka
swietnie podal do Mateusza Mlynskiego. Mlodziezowiec Arki w sytuacji sam
na sam z Konradem Forencem przytomnie poslal pilke tuz przy slupku i dal
swojemu zespolowi prowadzenie. W ogole 18-latek byl bardzo aktywny i
sprawial duzo klopotu nieco zagubionemu Damianowi Oko.
Zaglebie wygladalo bardzo niewyraznie, rozgrywalo swoj najslabszy mecz
od dluzszego czasu. Wszystko zaczynalo sie i konczylo na Filipie
Starzynskim, a zupelnie niewidoczny byl tym razem Damjan Bohar.
Mimo to gosciom udalo sie wyrownac. W tej sytuacji Arce znow nie po
drodze bylo z VAR, przez ktory w tym sezonie podjeto juz sporo bardzo
kontrowersyjnych decyzji na niekorzysc gdynian.
Tym razem sedzia Lukasz Szczech analizowal starcie na linii pola
karnego, w ktorym Bartosz Bialek znalazl sie w kleszczach Adama
Marciniaka oraz Adama Dei. Niby ten pierwszy lekko popychal napastnika
Zaglebia, niby ten drugi trafil go lokciem (Deja zaklinal sie w
przerwie, ze barkiem), ale czy to byla sytuacja na rzut karny? Bardzo
watpliwe, arbiter jednak byl bezwzgledny i wskazal na 11. metr. Rownie
bezwzgledny okazal sie Starzynski i mielismy remis. Dodajmy, bardzo
szczesliwy dla gosci, choc w samej koncowce pierwszej polowy po sprytnym
strzale Starzynskiego pilka trafila w slupek.
Po przerwie inicjatywa wciaz nalezala do Arki. Po pieknej indywidualnej
akcji gola mogl zdobyc rozgrywajacy kolejny dobry mecz Michal Nalepa.
Kilka razy probowal tez Fabian Serrarens, ktory oddal m.in. swoj
pierwszy celny strzal w Ekstraklasie. Potrzebowal na to niemal 700
minut! Kuriozum, tym bardziej ze mowa o napastniku (przynajmniej tak byl
w Gdyni anonsowany).
Na szczescie dla kibicow Arki w ich zespole sa tez powazni pilkarze. Na
kwadrans przed koncem rozegrali oni popisowa akcje. Nalepa zagral do
Mlynskiego, ten „nawinal” Lubomira Guldana i idealnie zagral wzdluz
bramki do Jankowskiego, ktory tylko dopelnil formalnosci. Zasluzone
prowadzenie Arki, a Mlynski wyrosl ta akcja na bohatera spotkania.
Nawet ten stracony gol nie byl w stanie sklonic gosci do zwawszej gry.
Wciaz byli bezradni, wiecznie spoznieni, powolni. Kiedy za druga zolta i
w konsekwencji czerwona kartke z boiska wylecial Oko, sprawa byla
przesadzona. W koncowce to Arka byla blizsza zdobycia trzeciej bramki
niz Zaglebie wyrownania.
Zatem zolto-niebiescy wreszcie odniesli dwa zwyciestwa z rzedu (to byla
rownoczesnie dopiero druga wygrana w Gdyni) i na dzis dosc mocno
oderwali sie od strefy spadkowej.

-W beznadziejnym stylu przerwali swoja passe czterech kolejnych
zwyciestw (trzech ligowych) pilkarze Lechii Gdansk. Nie majac absolutnie
zadnych argumentow, przegrali w Bialymstoku z Jagiellonia 0:3.
Zespol Lechii na Podlasiu powital juz czwartego nowego szkoleniowca w
tym sezonie. Co ciekawe, dla wszystkich byl to debiut w polskiej
ekstraklasie. Po Patryku Kniacie (Wisla Plock), Miroslawie Smyle (Korona
Kielce) i Aleksandarze Rogiciu (Arka Gdynia) przyszedl czas na Rafala
Grzyba, ktory kilka dni temu zastapil Ireneusza Mamrota (choc wiadomo,
ze jest tylko trenerem tymczasowym).
W skladzie zespolu w porownaniu z poprzednim meczem zmienil on niewiele
(trzy roszady, z czego jedna wymuszona kartkowa pauza Vedrna Runje),
jednak w nastawieniu zespolu i owszem. Jagiellonia od poczatku ruszyla
na gosci ze zdwojona energia i mocno ich przycisnela. Juz w 5. min w
sytuacji sam na sam ze Zlatanem Alomeroviciem (do Bialegostoku w ogole
nie pojechal narzekajacy na uraz piety Dusan Kuciak) znalazl sie Jesus
Imaz, ale bramkarz Lechii popisal sie swietna interwencja. Jeszcze
lepiej zachowal sie kilkanascie minut pozniej, kiedy Patryk Klimala
strzelal z odleglosci kilku metrow, jednak gora znow byl Serb.
W ogole obroncy Lechii nie najlepiej radzili sobie z akcjami rywala,
szczegolnie zaskakiwaly ich prostopadle podania do szybkich Klimali czy
Bartosza Bidy.
Rownie zle bylo w ofensywie, gdzie tym razem zabraklo od poczatku
Slawomira Peszki. 34-letni skrzydlowy w tygodniu zmagal sie z drobnym
urazem i w Bialymstoku zastapil go wracajacy po kartkowej pauzie Lukas
Haraslin. Jednak Slowak spisywal sie bardzo slabo, malo widoczni byli
tez Flavio Paixao oraz Artur Sobiech. Najbardziej aktywny byl Rafal
Wolski, od poczatku niemilosiernie poniewierany przez zawodnikow
Jagiellonii. Mimo tego dwa razy groznie uderzyl z dystansu i tak
naprawde – nie liczac kilku wrzutek – byly to jedyne „momenty” pod
bramka gospodarzy. To najlepiej swiadczylo o ofensywnej bezradnosci
lechistow.
Na domiar zlego szybko kontuzje odniosl Karol Fila i choc przez
kilkanascie minut probowal walczyc z bolem, ostatecznie musial opuscic
boisko (zastapil go Daniel Lukasik, a na prawa obrone przeniosl sie
Tomasz Makowski).
Gospodarze swoja przewage wreszcie udokumentowali tuz przed przerwa. Z
rzutu roznego dosrodkowywal Guilherme, a zupelnie niepilnowany Imaz
strzalem glowa pokonal Alomerovicia. Swoja droga Lechia w tym elemencie
w ofensywie wciaz jest w tym sezonie nieszkodliwa dla rywali, a licznik
wykonywanych rzutow roznych dobil juz do 105.
Po przerwie obraz gry zmienil sie o tyle, ze Jagiellonia grala bardziej
zachowawczo. Jednak Lechia wciaz byla w swoich poczynaniach wyjatkowo
nieprzekonujaca. Grala schematycznie i zbyt wolno, jej akcje byly latwo
rozbijane przez rywali i to czesto juz w ich poczatkowej fazie. Bramkarz
Jagiellonii Grzegorz Sandomierski byl praktycznie bezrobotny, za to
niemoc Lechii byla momentami dojmujaca.
Za to gospodarze stwarzali kolejne sytuacje do zdobycia bramki. Blisko
byl Martin Pospisil, ktorego piekny strzal zewnetrzna czescia stopy
wyladowal na slupku. Swoje okazje mial tez Klimala.
Trener Piotr Stokowiec probowal ratowac sie zmianami. Na boisko weszli
Peszko oraz Jakub Arak, ale goscie wciaz grali bez werwy i co gorsza,
bez pomyslu. Gwozdziem do trumny byla zbyt ostra interwencja Mario
Malocy w polu karnym, ktory atakujac wslizgiem Bide, trafil co prawda w
pilke, ale rowniez tracil noge rywala. Po analizie VAR sedzia Mariusz
Zlotek wskazal na 11. metr, a rzut karny na bramke zamienil Imaz.
Na koniec duzy blad popelnil jeszcze dobrze spisujacy sie wczesniej
Alomerovic, ktory nie dal rady odbic strzalu z dystansu Tomasa Prikryla,
choc mial pilke na rekach. Zatem Lechia poniosla najwyzsza porazke w
sezonie, prezentujac sie na tle Jagiellonii wyjatkowo slabo. To byl
naprawde fatalny wystep, jeden z najgorszych nie tylko w tym sezonie,
ale w ogole calym konczacym sie roku.
Na domiar zlego w Bialymstoku swoje czwarte zolte kartki w sezonie
zobaczyli Wolski oraz Sobiech, zatem zabraknie ich w ostatnim
tegorocznym meczu z Rakowem Czestochowa w Gdansku (21 grudnia, godz.
15). Dodajac do tego uraz Fili i pauzujacych juz od dluzszego czasu
Jaroslawa Kubickiego, Blazeja Augustyna oraz Zarko Udovicicia, trenera
Stokowca czekac bedzie spora lamiglowka przy ustalaniu skladu.

-Robert Lewandowski jest od soboty trzecim strzelcem w historii
Bundesligi i liderem klasyfikacji Zlotego Buta.
Ta niecodzienna historia zaczela sie 19 wrzesnia 2010 roku. W wygranych
przez Borussie Dortmund 3:1 derbach Zaglebia Ruhry z Schalke Lewandowski
zdobyl swojego pierwszego gola w lidze niemieckiej. Po centrze z rzutu
roznego Polak wyskoczyl najwyzej i poslal pilke do siatki strzalem
glowa, a szczesliwi kibice z Dortmundu poprawnie skandowali pod
stadionem w Gelsenkirchen jego nielatwe nazwisko.
Wtedy jeszcze trener Juergen Klopp wystawial Lewandowskiego na
nietypowej pozycji. Polak gral jako cofniety napastnik, przegrywal walke
o miejsce w podstawowym skladzie z Lucasem Barriosem. Paragwajczyka
zmienil w 81. minucie prestizowego starcia z Schalke i piec minut
pozniej podwyzszyl wynik na 3:0. Rewelacja druzyny Kloppa byl wtedy
Japonczyk Shinji Kagawa, ktory zdobyl w tamtym spotkaniu dwie bramki.
Debiutancki sezon w Bundeslidze Lewandowski zakonczyl z osmioma golami i
trzema asystami, ale przede wszystkim z tytulem mistrza Niemiec. –
Dobrze jak na poczatek, ale teraz zaczna sie schody – powiedzial mu Klopp.
Charyzmatyczny szkoleniowiec mial na mysli wzrost presji i oczekiwan
wobec Polaka. Na schodach kariery Lewandowski przeskakiwal jednak po dwa
stopnie. Drugi sezon Bundesligi zakonczyl z 22 golami i 10 asystami. We
wszystkich rozgrywkach zdobyl 30 bramek, objawiajac swiatu swoj
niezwykly talent w finale Pucharu Niemiec, w ktorym wbil hat tricka
Bayernowi Monachium. Borussia siegnela po podwojna korone,
Lewandowskiego wybrano na najlepszego pilkarza sezonu.
Polak pozbawil Barriosa posady w Dortmundzie. Paragwajczyk opuscil
Bundeslige z 39 ligowymi golami.
W kolejnym roku schody zaprowadzily Polaka do finalu Ligi Mistrzow.
Borussia znalazla sie w nim po czterech bramkach, ktore Lewandowski wbil
w polfinale Realowi Madryt. W Bundeslidze Polak wciaz strzelal jak
nakrecony, w 2014 roku zostal najskuteczniejszym pilkarzem rozgrywek (20
goli). Po wygasnieciu kontraktu opuszczal Dortmund z 74 bramkami
ligowymi i 103 we wszystkich rozgrywkach. Rozbijal polskie trio, ktore
tworzyl z Lukaszem Piszczkiem i Jakubem Blaszczykowskim, ale jego
ambicje siegaly szczytu. W Niemczech jest nim Bayern Monachium.
Kolejne trzy tytuly krola strzelcow Bundesligi i kolejnych piec tytulow
mistrza Niemiec stworzyly legende. W sobote w ligowym meczu z Werderem
Brema Lewandowski pokonal bramkarza dwa razy. To nie bylo latwe
spotkanie, na co wskazuje wynik 6:1. Bawarczycy przegrywali do 45.
minuty. W doliczonym do pierwszej polowy czasie losy spotkania odwrocili
Philippe Coutinho i Lewandowski – dwaj pilkarze, ktorych wspolpraca ma
stac sie fundamentem sukcesu Bayernu w tym sezonie.
Na razie sukces rodzi sie w bolach. Bawarczycy przegrali poprzednie dwa
mecze ligowe i sa dopiero na czwartym miejscu w tabeli, w niedziele
moglo ich jeszcze wyprzedzic Schalke. Lewandowski jednak wciaz dokonuje
rzeczy niewiarygodnych. Dziewiec lat temu, po jego premierowym golu w
Bundeslidze, nikomu nie przyszloby do glowy, ze oto rodzi sie gigant,
ktory siegnie najwiekszych.
Dzis z 220 golami Polak jest trzecim strzelcem w historii ligi
niemieckiej. Dogonil Juppa Heynckesa, przed nim sa tylko Klaus Fischer
(268 bramek) i jedyny poza zasiegiem, czyli legendarny Gerd M�zller
(365). Tylko on wyprzedza Lewandowskiego na liscie najlepszych strzelcow
w historii Bayernu. Dla Bawarczykow Polak zdobyl 219 goli, obecny prezes
Karl-Heinz Rummenigge 218, tymczasem „Bomber” – az 564.
W tym sezonie Lewandowski pokonal bramkarzy juz 29 razy. 18 razy w
Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzow i raz w Pucharze Niemiec. Po starciu z
Werderem jest liderem klasyfikacji Zlotego Buta dla najlepszego strzelca
lig europejskich – trofeum, ktorego nigdy nie zdobyl. W ostatnich trzech
sezonach zgarnial je Leo Messi z Barcelony.
Wszystkie strzeleckie rekordy sa jednak dla Polaka drugorzedne wobec
marzenia o triumfie w Lidze Mistrzow. Tak jak przed rokiem Lewandowski
jest najskuteczniejszym pilkarzem fazy grupowej, ale prawdziwa walka
zacznie sie wiosna.

-Wlodarczyk: Raport mniejszosci [felieton]
Ekstraklasa SA zlecila raport majacy ocenic stan jej rozgrywek. Dokument
konfrontuje lige z: Austria, Czechami, Szwajcaria, Serbia oraz Slowacja.
Krajami, ktore moga stanowic pewna grupe porownawcza, ale odnoszacymi
znacznie wieksze sukcesy w europejskich pucharach. Wnioski? Jestesmy
dziadami.
To raport pilkarskiej mniejszosci. Szefowie spolki pokazali jego wyniki,
ktore porzadkuja kilka spraw, ale sa one dosc prostolinijne. Nie hejtuje
pomyslu. Co prawda to dowod na oczywiste teorie, ale tez jakis inicjator
dyskusji, czego dowodem jest chocby ten tekst. Jesli jednak na stronach
opracowania ktos poszukuje recepty na sukces, to nie ten adres.
Analitycy uznali, ze ani format, ani liczba uczestnikow nie maja
znaczacego wplywu na ogolny skok poziomu rozgrywek czy nasza
miedzynarodowa (nie)obecnosc. Zwrocili uwage na niechlubny trend
umilowania do zatrudniania starszych obcokrajowcow i niski udzial w grze
mlodych Polakow. Wskazuja takze na fakt, ze wspomniane zagraniczne
rozgrywki niekoniecznie sa silne „w swoim ogole”, ale maja wyraznych
liderow potrafiacych rozwijac sie dzieki kontynuacji sukcesow. Zbierajac
wszystko do kupy, najmocniejszy przekaz plynacy z kilku stron jest
nastepujacy: „Mozecie mieszac w systemie rozgrywek ile wlezie. Dopoki
jednak nie postawicie na mlodziez, przemyslana polityke personalna na
wielu poziomach (zarzad, sztab, kadra), a kasa bedzie przeplywac wam
przez palce, fazy grupowe europejskich rozgrywek beda dla was milym
wyjatkiem”. Sama prawda. Oczywista, ale prawda. Latwa do zlokalizowania,
trudniejsza do zmiany. W skrocie – chodzi o ludzi. Ich miernosc – slabe
wyksztalcenie, niekonsekwencje w realizacji postawionych celow, brak
dlugofalowej wizji, porywczosc, rozrzutnosc przez zle nakierowanie
srodkow. Elementy, ktorych wypadkowa jest postawa na boisku. To, czy w
lidze zagra szesnascie, czy osiemnascie zespolow, w ESA 37 czy ESA 34,
ma drugorzedne znaczenie. Niestety to nosny temat, wokol ktorego czesto
zaczyna sie i konczy debata.
Mierni ludzie, wieczne mieszanie w systemach, brak konsekwencji – to
wszystko laczy sie swietnie z podgrzanym wlasnie tematem dotyczacym
zasad degradacji w ekstraklasie. Otoz uczestnicy ligi chetnie wrociliby
do starych regul juz po kilku miesiacach od ustalenia nowych.
Chybotliwosc godna pozalowania. Szukanie prawdziwych przyczyn slabosci?
Najwazniejsze to utrzymac sie przy telewizyjnym korycie. Rzeczony raport
daje podporke do wciagniecia sprawy na wokande. Robi to, dokonujac
przedziwnej konfrontacji trzeciego od konca zespolu ekstraklasy z
trzecim najlepszym pierwszoligowcem. Pyta, ktory z nich po zamianie
miejscami mialby lepszy wplyw na poziom rozgrywek. Dzis? Wiadomo, ze ten
pierwszy. Mowimy o innych systemach walutowych – sile kadr czy wysokosci
budzetow. Za to latem, po dobrych decyzjach beniaminka, role moglyby sie
szybko odwrocic. Wszystko to jednak czcze gadanie, zonglowanie liczbami
pod teorie, wygodne umocowanie pod lobbowanie za ponowna zmiana, ktora
wedlug mnie nie nastapi, bo sprawa nie stanie nawet na zarzadzie PZPN.
ESA zawsze bronila formatu swojego produktu, uzywajac zelaznego
argumentu: „atrakcyjnosc”. Nagle nie wlicza do niego podlaczenia pod
prad polowy ligi przez dolozenie spadkowicza, mimo ze bedzie ciekawie do
samego konca. Dlaczego? Bo wielu to nie pasuje. Zebym nie zostal zle
zrozumiany. Nie bronie obecnego stanu rzeczy. Wrecz przeciwnie. Od dawna
jestem za rozszerzeniem ligi do osiemnastu zespolow, a potem
zostawieniem jej w spokoju na dlugo. Za wypracowaniem mocnego
wierzcholka i stabilnego srodka, ktory gwarantowalby klubom realizacje
dlugofalowych projektow. Teraz brzmie jak… wniosek z raportu. Licze,
ze ludzi decyzyjnych wreszcie stac na cos wiecej.

SKOKI NARCIARSKIE
-Polacy w skladzie: Piotr Zyla, Jakub Wolny, Kamil Stoch i Dawid Kubacki
wygrali druzynowy konkurs Pucharu Swiata w Klingenthal. Dla
bialo-czerwonych, prowadzonych przez Michala Dolezala, to siodmy triumf
w historii.
Polacy od poczatku konkursu spisywali sie wysmienicie, prowadzili po
pierwszej serii zmagan i ostatecznie po raz siodmy w historii, a
pierwszy pod wodza Michala Dolezala, wygrali konkurs druzynowy. Skakanie
na bardzo wysokim poziomie rozpoczal Piotr Zyla. Na podium w Klingenthal
znalezli sie jeszcze Austriacy i Japonczycy.

-Ryoyu Kobayashi wygral niedzielny konkurs w Klingenthal. Na drugim
miejscu uplasowal sie triumfator poprzednich zawodow, Stefan Kraft. Na
podium stanal takze Marius Lindvik. Tak jak w piatkowych kwalifikacjach
najlepiej z naszych reprezentantow spisal sie Piotr Zyla. Wislanin zajal
9. miejsce.
Niedzielny triumf Japonczyka jest jego premierowym zwyciestwem w
trwajacym sezonie. Najlepszym dotychczasowym wynikiem zdobywcy
Krysztalowej Kuli za ubiegla zime bylo trzecie miejsce w Niznym Tagile.
Dzisiejsze podium jest takze drugim dla Stefana Krafta. Uzupelniajacy
sklad czolowej trojki Marius Lindvik odnotowal najlepszy rezultat w
karierze.

SIATKOWKA
„Zespol na medal. Mistrzowie swiata potwierdzili szlachectwo”-
Kamil Drag
Cztery imprezy, 48 rozegranych spotkan, 30 sprawdzonych w boju
zawodnikow i dluga lista sukcesow – tak w telegraficznym skrocie
wygladal 2019 rok w wykonaniu reprezentacji Polski siatkarzy. Mistrzowie
swiata potwierdzili szlachectwo, zdobywajac brazowe medale Ligi Narodow
i mistrzostw Europy oraz na zakonczenie morderczego sezonu srebro
Pucharu Swiata. Najwazniejsze bylo jednak wywalczenie w dobrym stylu w
Gdansku biletow do Tokio.
– To byl niesamowity rok! Powiedzialem zawodnikom oraz sztabowi, jak
bardzo jestem im wdzieczny i podziekowalem za spedzony razem czas.
Atmosfera miedzy nami jest niesamowita. To byla przyjemnosc pracowac z
tym zespolem – powiedzial Vital Heynen po ostatnim meczu w Japonii. –
Mamy powody do radosci, bo jestesmy w tym momencie mocniejsi, niz gdy
zdobywalismy mistrzostwo swiata. Siegajac po trzy medale,
ustabilizowalismy nasza pozycje w swiatowej czolowce. Co najwazniejsze,
zdobylismy kwalifikacje na igrzyska olimpijskie. Mielismy dlugi sezon,
ktory sprawil, ze jestesmy gotowi, by w przyszlym roku walczyc o nasz
najwazniejszy cel – przekonywal selekcjoner Bialo-Czerwonych, ktory
udowodnil, ze drugi rok pracy z siatkarska reprezentacja Polski wcale
nie musi byc nieudany. Od ubieglorocznych mistrzostw swiata jego druzyna
w kazdym starcie staje na podium. I siega po medale, choc w kazdej
imprezie ekscentryczny Belg posyla do boju innych zawodnikow. – Gdybysmy
w dowolnym turnieju wystawili dwie druzyny, obie walczylyby o medal –
przekonuje mistrz olimpijski Ryszard Bosek. A ze nie sa to czcze slowa,
zmiennicy udowodnili w Lidze Narodow, pokonujac wystepujace w
najsilniejszych skladach Iran i dwa razy Brazylie. Brazowy medal zdobyty
w Chicago przez zawodnikow z drugiego szeregu cieszyl jak zloto. A potem
byly kolejne sukcesy na czele z wywalczona w wielkim stylu olimpijska
kwalifikacja. W Gdansku Polacy rozprawili sie z Tunezja, Francja i
Slowenia, choc musieli radzic sobie bez MVP mistrzostw swiata Bartosza
Kurka. Atakujacy wrocil do gry dopiero w Pucharze Swiata, w ktorym
Polacy zdobyli srebrny medal, grajac w Japonii de facto dwiema druzynami.
Niedosytem zakonczyly sie tylko mistrzostwa Europy, w ktorych
Bialo-Czerwoni niespodziewanie przegrali ze Slowenia, siegajac
ostatecznie po brazowy medal. – Nie sadzilem, ze doczekamy czasow, w
ktorych porazke w polfinale mistrzostw Europy bedziemy nazywac tragedia
– powiedzial po przykrej wpadce ze Slowenia kapitan Michal Kubiak. I to
chyba najlepiej pokazuje sile reprezentacji Polski, ktora w kazdej
imprezie mierzy teraz tylko w najwyzsze cele. Nie inaczej bedzie podczas
przyszlorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio.
ZUZEL
Bartosz Zmarzlik rozpoczal przygotowania do kolejnego sezonu. Znow
bedzie walczyl o zloto, a sukces ma zapewnic mu stabilizacja.
Choc do startu rozgrywek ligowych pozostalo jeszcze 112 dni, a do
pierwszego turnieju Grand Prix 153 dni, to Bartosz Zmarzlik juz
rozpoczal intensywne przygotowania do kolejnego sezonu, w ktorym postara
sie obronic tytul mistrza swiata. Zawodnik juz teraz jest w bardzo
dobrej formie fizycznej, bo po znakomitym sezonie praktycznie nie
przerwal treningow i caly czas byl aktywny fizycznie. Praca wre takze w
jego warsztacie.
Nie nalezy spodziewac sie zadnej rewolucji, bo po kolejnym udanym
sezonie zawodnik zamierza po prostu skopiowac przygotowania z zeszlego
roku. Nie bedzie wiec zadnych zmian wewnatrz teamu (Zmarzlikowi doradza
wciaz trzech trenerow personalnych, a o sprzet dba dwojka sprawdzonych
mechanikow), ani eksperymentow z silnikami. Mistrz swiata znow bedzie
bazowac na sprzecie od najlepszego tunera swiata Ryszarda Kowalskiego, a
jedyna roznica w porownaniu do poprzednich sezonow jest fakt, ze tym
razem inny zawodnicy raczej nie maja co liczyc na odkupienie od mistrza
swiata silnikow z minionego sezonu.
W srodowisku zuzlowym tradycja jest, ze najlepsi zawodnicy co roku
wyprzedaja czesc nieco zuzytego, ale wciaz szybkiego sprzetu, slabszym
zawodnikom, a w miejsce sprzedanych jednostek napedowych dokupuja kilka
nowych. Tym razem zawodnik jest tak przywiazanych do silnikow, na
ktorych szalal w minionym torze, ze nie pozbedzie sie ani jednego z
nich. Kolekcjonowanie sprzetu Zmarzlik przejal zreszta po swoim mentorze
Tomaszu Gollobie, ktory w szczytowym momencie kariery przechowywal w
warsztacie nawet 40 silnikow gotowych do uzycia.
Podobnie jak Gollob, Zmarzlik tez zostawil sobie na pamiatke caly
motocykl, na ktorym startowal podczas finalowego turnieju Grand Prix
Polski w Toruniu. Sprzet zostal jedynie umyty i ustawiony w honorowym
miejscu w domu zawodnika.
– Na razie sprzedalismy jedynie ramy i osprzet do pieciu motocykli, a
nasi mechanicy juz skladaja nowe maszyny w warsztacie. Nawet trudno
powiedziec ile silnikow mamy obecnie. W trakcie sezonu na biezaco
korzystamy jednak minimum z osmiu. Na kolejny sezon dokupimy pewnie
kilka kolejnych, ale w tej sprawie wszystko bedzie zalezec od opinii
Bartka po pierwszych sparingach – mowi menedzer i brat zawodnika, Pawel
Zmarzlik.
Na razie sam zawodnik bardziej niz sprawami sprzetowymi zajmuje sie
codziennymi treningami. 24-latek trenuje indywidualnie, a juz na
poczatku stycznia tradycyjnie ruszy na prywatny oboz kolarski do
Hiszpanii. – Rower to moje hobby i co dwa dni wyjezdzam na 1,5-godzinny
trening. Oboz w Hiszpanii to juz tradycja i nie wyobrazam sobie, bym w
tym przed kolejnym sezonem mial to zmienic. Lubie spedzac czas aktywnie
i oprocz krotkiej przerwy na zalatwienie innych spraw po ostatnich
zawodach, praktycznie caly czas trenuje. Nawet na wakacjach nie bylem w
stanie wytrzymac przez wysilku fizycznego – mowi Bartosz Zmarzlik.

-Dokladny, Techniczny, Merytoryczny. Kubica zrobil pierwszy krok do
kontraktu w DTM
DTM – Deutsche Tourenwagen Masters to niemiecka seria wyscigowa, jedna z
najlepszych i najciekawszych na swiecie. To wlasnie tam skierowal swoje
kroki Robert Kubica, kiedy stalo sie jasne, ze w sezonie 2020 zabraknie
dla niego miejsca w Formule 1. Dzis Polak wzial udzial w zamknietych
testach zespolu BMW. Wyglada na to, ze spisal sie znakomicie i zrobil
duzy krok do podpisania kontraktu z koncernem, ktory 14 lat temu dal mu
szanse takze w Formule 1.
Dzis na torze w hiszpanskim Jerez Kubica przejechal az 128 okrazen za
kierownica BMW. Tylko Marco Wittmann jezdzil wiecej, ale raptem o dwa
okrazenia. Co wazne, to wlasnie Niemiec jest punktem odniesienia dla
Polaka, to z nim porownuja go inzynierowie niemieckiej stajni. Wittmann
zdecydowanie krecic kierownica potrafi. W sezonie 2019 zajal trzecie
miejsce w klasyfikacji generalnej, ale w latach 2014 i 2016 swietowal
mistrzostwo serii. Na koncie ma juz siedem sezonow, grubo ponad 100
wyscigow i 15 zwyciestw w serii DTM. Slowem: stary wyjadacz.
Robert Kubica oczywiscie ma za soba imponujaca kariere w kartingu, kilka
swietnych lat w Formule 1, doskonale wyniki w rajdach, z mistrzostwem
WRC-2 i zwyciestwami na odcinkach specjalnych w WRC oraz godny podziwu
powrot na tory Formuly 1 po osmiu latach przerwy. Ale w serii DTM jest
zupelnym swiezakiem. Tymczasem dzis w Jerez zdecydowanie nie bylo tego
widac. Jak podal niemiecki portal motorsport-total, najlepszy czas
Polaka – 1:33.044 byl zaledwie o 353 tysieczne sekundy gorszy od wyniku
Wittmanna.
– Minelo duzo czasu od moich ostatnich jazd wyscigowym samochodem z
dachem, nawet, jesli wezmiemy pod uwage, ze DTM to taki jakby bolid z
dachem. Jak kazdy samochod, DTM ma swoja charakterystyke i zachowuje sie
inaczej. Ale niemal od poczatku czulem sie w tym aucie komfortowo i
mialem frajde z jazdy. Mialem dobry feeling od pierwszych okrazen –
komentowal Kubica, dla ktorego takie odczucia po roku mordegi w
Williamsie musialy byc mila odmiana.
– W przeszlosci Robert byl ekstremalnie skuteczny z BMW, milo by bylo
dolozyc kolejny rozdzial do tej historii. Na razie jednak nie chcemy
wybiegac zbyt daleko w przyszlosc. Na razie testujemy w Hiszpanii, potem
zobaczymy – stwierdzil Jens Marquardt, dyrektor BMW Motorsport.
Portal motorsport-total napisal, ze „walczacy o miejsce w zespole Polak
imponowal, od poczatku byl bardzo szybki i byl w stanie dotrzymac tempa
regularnemu kierowcy Marco Wittmannowi”. Czyli zrobil mniej wiecej to
samo, co niemal rowno 14 lat temu, kiedy w Barcelonie po raz pierwszy
zasiadl za kierownica bolidu Formuly 1.
Jutro Kubica znow wskoczy za kierownice samochodu DTM na torze w Jerez.
Jesli wszystko pojdzie dobrze, podobnie jak w grudniu 2005 roku,
dostanie do podpisania kontrakt z zespolem BMW. Wtedy skonczylo sie to
podium w trzecim wyscigu, potem zwyciestwem w kwalifikacjach, wygraniem
wyscigu i prowadzeniem w klasyfikacji generalnej Formuly 1. Jak bedzie
tym razem? Chetnie sie przekonamy. Tak, czy inaczej, sezon DTM 2020
rusza pod koniec kwietnia w belgijskim Zolder.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *