Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 14 marca 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVIII nr 69 (6050) 14 marca 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

EKSTRAKLASA
20 kolejka
Warta Poznan-Wisla Plock 2-0
21 kolejka
Cracovia-Slask Wroclaw 1-1
Jagiellonia Bialystok-Pogon Szczecin 0-1
Lechia Gdansk-Wisla Krakow 2-0
Legia Warszawa-Warta Poznan 3-2
Wisla Plock-Rakow Czestochowa 2-2
Gornik Zabrze-Zaglebie Lubin 2-0
Lech Poznan-Piast Gliwice 0-0
W poniedzialek Stal Mielec-Podbeskidzie
1.Legia 45pkt
2.Pogon 38pkt
3.Rakow 36pkt
4.Lechia 33pkt
5.Gornik Zabrze 31pkt
6.Lech 29pkt
7.Slask 29pkt
8.Zaglebie Lubin 29pkt
9.Piast 28pkt
10.Warta 26pkt
11.Wisla Krakow 25pkt
12.Jagiellonia 25pkt
13.Wisla Plock 24pkt
14.Cracovia 20pkt
15.Podbeskidzie 18pkt
16.Stal Mielec 16pkt
-Byc moze nie wszyscy kibice dotrwali przed telewizorami do pierwszej i
– jak sie pozniej okazalo – zwycieskiej bramki dla Pogoni Szczecin.
Portowcy w pierwszej polowie zaprezentowali sie slabo, ale w drugiej
dali kibicom nadzieje, ze jeszcze wroca do wysokiej formy.
– Nie przesadzajmy z czarnowidztwem. Nasza sytuacja wcale nie jest taka
zla, jak niektorzy staraja sie ja przedstawiac – przekonywal przed
pierwszym gwizdkiem trener Kosta Runjaic.
Szybkie spojrzenie na ligowa tabele zdawalo sie potwierdzac slowa
niemieckiego szkoleniowca Pogoni, poniewaz jego zespol przyjechal do
stolicy Podlasia jako wicelider ekstraklasy. Trzeba jednak pamietac, ze
ta bardzo wysoka pozycja to efekt przede wszystkim znakomitych wynikow
na przelomie roku.
W ostatnim czasie szczecinianie znacznie obnizyli loty (trzy porazki z
rzedu) i zaczeli tracic w ligowej tabeli mozolnie wypracowana przewage
nad grupa poscigowa.
– Wyniki sa slabe, ale gralismy solidnie, czesto potrafilismy zdominowac
rywali – ocenia trener. – Niestety szwankowala skutecznosc, czasami
brakowalo tez szczescia. W efekcie przydarzyla nam sie seria gorszych
rezultatow.
Runjaic w przedmeczowych zapowiedziach zdawal sie bagatelizowac kryzys
formy druzyny, ale jego decyzje personalne pokazaly, ze tak naprawde ma
wiele zastrzezen do postawy swoich pilkarzy.
W wyjsciowej jedenastce dokonal az pieciu zmian w stosunku do
przegranego spotkania z Lechem Poznan (0:1 na wlasnym stadionie).
Co ciekawe, mimo tylu roszad do podstawowego skladu nie zmiescil sie
nowy zawodnik Pogoni Rafal Kurzawa, ktory przed tygodniem dal bardzo
obiecujaca zmiane. 28-latek ciagle musi nadrabiac braki kondycyjne (nie
gral od lipca poprzedniego roku).
– To chyba nadal za duze ryzyko – ucial temat 49-latek.
W pierwszej polowie bylo widac, ze oba zespoly sa w kryzysie
(Jagiellonia nie wygrala meczu od ponad miesiaca i przystepowala do
piatkowego spotkania jako 12. zespol w tabeli). Gospodarze nie mieli
zbyt wielu argumentow w ofensywie, wiec zaproponowali Pogoni chaotyczny
futbol przeplatany bardzo brutalna gra, ktora sedzia z koniecznosci
czesto musial przerywac.
Portowcy na poczatku starali sie wykorzystac slabosc bialostoczan i
probowali narzucic swoj styl gry, ale im dluzej trwal mecz, tym goscie
bardziej dostosowywali sie dyspozycja do Jagiellonii. Zaczeli
kolekcjonowac zolte kartki za ostre faule, nie potrafili wymienic kilku
szybkich, celnych podan na polowie rywala.
Pierwsza czesc spotkania stala na niskim poziomie. Portowcy nie oddali
ani jednego celnego strzalu na bramke rywala, a obie druzyny nie
stworzyly zadnej sytuacji bramkowej godnej odnotowania.
W drugiej polowie przed telewizorami zostali chyba tylko najwierniejsi
kibice ze Szczecina oraz z Bialegostoku. W 50. minucie bramkarz
Jagiellonii najwyrazniej postanowil nagrodzic tych najbardziej
cierpliwych i postaral sie o pierwsze emocje w tym spotkaniu. 17-letni
Xawier Dziekonski wybil pilke wprost pod nogi Luki Zahovicia, ale
Sloweniec zmarnowal akcje sam na sam i trafil w slupek.
Ta sytuacja nieco obudzila gosci, ktorzy zepchneli bezbarwna Jagiellonie
do defensywy. Kilka minut pozniej portowcy mieli kolejna znakomita
okazje do wyjscia na prowadzenie, ale tym razem Dziekonski znakomicie
poradzil sobie z glowka Alexandra Gorgona.
Pogon dopiela swego w 64. minucie. Michal Kucharczyk dostal precyzyjne
podanie w pole karne od Jakuba Bartkowskiego i z zimna krwia (bardzo
ladny strzal z polwoleja) wyprowadzil szczecinian na prowadzenie.
Zdecydowanie zasluzone z przebiegu drugiej polowy spotkania.
Gospodarze nie mieli zadnych argumentow, zeby doprowadzic przynajmniej
do wyrownania, wiec wrocili do bezpardonowego faulowania pilkarzy ze
Szczecina. W konsekwencji konczyli spotkanie w dziewiatke. Lacznie
sedzia pokazal az cztery czerwone kartki, poniewaz zobaczyli je takze:
zawodnik Pogoni Kacper Smolinski (za przepychanki z rywalem) oraz trener
Jagiellonii Bogdan Zajac. Wszystkie byly konsekwencja drugich zoltych
kartek.
W doliczonym czasie gry drugiego gola dla portowcow zdobyl Adam
Fraczczak, ale arbiter po analizie VAR anulowal te bramke (we
wczesniejszej fazie akcji dopatrzyl sie faulu). Ta decyzja spowodowala,
ze szczecinianie nadal w zadnym spotkaniu w tym roku nie zdobyli wiecej
niz jednego gola.
Dzieki wygranej zespol Runjaicia umocnil sie na drugiej pozycji w
tabeli. Za tydzien Pogon zagra u siebie z Lechia Gdansk.
– Za czwartym razem w koncu udalo sie zwyciezyc – podsumowal Kucharczyk.
– Ciagle liczymy sie w grze o najwyzsze cele.
Pogon: Stipica – Bartkowski, Zech, Triantafyllopoulos, Matynia (9. Mata)
– Dabrowski, Gorgon ZK (87. Podstawski), Smolinski ZK, Kowalczyk ZK (69.
Fraczczak), Kucharczyk – Zahovic ZK (69. Kurzawa).

-Lechia nie zwalnia tempa. Po bramkach Flavio Paixao i Zarko Udovicicia
gdanski zespol pokonal Wisle Krakow 2:0. I ma juz tylko trzy punkty
straty do podium.
Lechia przystepowala do meczu z Wisla bedac w trakcie najlepszej serii
od poltora roku, ale rowniez zespol z Krakowa prezentuje sie w tym roku
bardzo solidnie. Dodajac do tego, ze obaj trenerzy „straszyli sie”
nawzajem niemiecka wersja gegenpressinegu (Peter Hyballa) i hiszpanska
filozofia sin duda (Piotr Stokowiec), przynajmniej w teorii zapowiadal
sie ciekawy mecz.
Oba zespoly rzeczywiscie dosc ochoczo ruszaly do pressingu, w ich grze
sporo bylo tez sin dudy (czyli zdecydowania, braku zawahania), w ogole
mecz od poczatku toczyl sie przy duzej intensywnosci. Z tego wzgledu pod
bramkami dzialo sie sporo, choc dogodnych sytuacji do zdobycia gola
paradoksalnie nie bylo zbyt wiele.
Majaca optyczna przewage Wisla, zagrazala glownie po akcjach lewa strona
i strzalach Stefana Savicia. Jednak lepsze okazje mieli lechisci, przy
obu swoj udzial mial Flavio Paixao. Najpierw po wrzutce Rafala Pietrzaka
Portugalczyk ladnie uderzyl glowa, ale dobrze spisal sie bramkarz Wisly
Mateusz Lis. Potem do zablokowanego strzalu Flavio jak z procy
wystartowal Lukasz Zwolinski, ale bedac zaledwie kilka metrow przed
bramka fatalnie spudlowal. Co prawda uderzal z powietrza, ale to
powinien byc gol.
Na druga polowe w zespole Lechii nie wybiegl juz Rafal Pietrzak, ktoremu
bardzo grozila druga zolta kartka. W zwiazku z tym do obrony zostal
cofniety Conrado (spisywal sie bardzo poprawnie), a na boisko wszedl
wracajacy po kontuzji Kenny Saief. I zaprezentowal swoj staly zestaw –
kilka blyskotliwych zagran i jeszcze wiecej nad wyraz irytujacych
zachowan, szczegolnie w defensywie. Jednak to on zapoczatkowal ciag
zdarzen, po ktorych padla bramka dla Lechii.
Amerykanin popisal sie indywidualna akcja, po ktorej mogl zagrywac do
lepiej ustawionych kolegow, ale zdecydowal sie na strzal. Lis obronil, a
probujacy dobijac Conrado zostal uprzedzony przez obronce. Po rzucie
roznym i glowce Bartosza Kopacza pilka trafila w reke Davida Mawutora.
Sedzia Jaroslaw Przybyl jeszcze sprawdzal sytuacje na monitorze, ale
ostatecznie wskazal na 11 metr.
Do pilki podszedl Flavio i pewnym strzalem pokonal Lisem. To jego gol
numer 88 w Ekstraklasie, setka coraz blizej.
Wczesniej Portugalczyk popisal sie kapitalnym uderzeniem przewrotka, ale
pilka przeleciala tuz nad bramka. To mogl byc gol sezonu, a wspominamy o
tej sytuacji rowniez dlatego, ze dosrodkowujacym byl Bartosz Kopacz,
ktory swietnie radzil sobie w grze ofensywnej i znow mial kilka bardzo
efektownych dryblingow. Troche gorzej bylo w obronie, ale trzeba
przyznac, ze brakowalo mu wsparcia bocznych pomocnikow – najpierw
Zwolinskiego, potem Saiefa.
Wisla po stracie bramki dosc niemrawo wziela sie do odrabiania strat i
poza wrzutkami w pole karne wielkiego pomyslu na sforsowanie defensywy
Lechii nie miala. Co prawda kilka razy zakotlowalo sie pod bramka Dusana
Kuciaka, ale Slowak za kazdym razem panowal nad sytuacja.
W koncowce goscie atakowali juz cala jedenastka – i to doslownie, gdyz w
pole karne powedrowal nawet Lis. Lechia to wykorzystala i w ostatnich
sekundach wyprowadzila nokautujaca kontre. Flavio przytomnie zagral do
rezerwowego Zarko Udovicicia, a ten po kilkudziesieciometrowym rajdem
pewnym strzalem ustalil wynik spotkania. Dla Serba to pierwszy gol w
lidze od sierpnia 2019 roku (wyjazdowy mecz z Piastem Gliwice).
Zatem gdanski zespol do szesciu przedluzyl passe meczow bez porazki (w
tym czasie cztery zwyciestwa) i umocnil sie na 4. miejscu w tabeli. A do
podium (konkretnie Rakowa Czestochowa) ma juz strate tylko trzech
punktow. Walka o europejskie puchary jest coraz bardziej realna.
Lechia: Kuciak – Kopacz, Maloca, Tobers, Pietrzak Z (46. Saief) –
Bieganski – Zwolinski (81. Udovicic), Kubicki, Gajos (90.+3. Makowski),
Conrado – Flavio Paixao.

I LIGA
20 kolejka
Radomiak-Jastrzebie 2-0
Korona Kielce-Puszcza 1-0
Arka Gdynia-Gornik Leczna 0-2
Resovia-Miedz Legnica 0-0
Belchatow-Nieciecza 1-2
Sandecja Nowy Sacz-Tychy 2-1
Zaglebie Sosnowiec-Odra Opole 0-2
Stomil Olsztyn-LKS Lodz 0-2
Widzew Lodz-Chrobry Glogow 1-0
1.Nieciecza 47pkt
2.Gornik Leczna 41pkt
3.LKS Lodz 39pkt
4.Tychy 36pkt
5.Radomiak 34pkt
6.Arka 32pkt
7.Miedz 31pkt
8.Odra 29pkt
9.Widzew 28pkt
10.Puszcza 26pkt
11.Chrobry 26pkt
12.Korona 25pkt
13.Stomil Olsztyn 23pkt
14.Sandecja 20pkt
15.Jastzrebie 19pkt
16.Belchatow 14pkt
17.Resovia 13pkt
18.Zaglebie Sosnowiec 12pkt
-W meczu na szczycie I ligi Arka Gdynia przegrala na wlasnym stadionie z
Gornikiem Leczna 0:2. Gola i asyste zaliczyl w tym spotkaniu byly
zawodnik Lechii Gdansk Michal Mak.
Obie druzyny zmierzyly sie juz po raz drugi w tym roku. Niespelna
miesiac temu w spotkaniu 1/8 finalu Pucharu Polski Arka wygrala 2:1.
Mecz ligowy mial rownie duzy ciezar gatunkowy, gdyz w Gdyni zmierzyl sie
wicelider tabeli (Gornik) z piatym zespolem (Arka).
Arka od poczatku byla strona przewazajaca. Najwieksze zagrozenie pod
bramka Gornika powstawalo po prostopadlych podaniach w pole karne. Po
jednym z nich (Marcusa da Silvy) sam przed bramkarzem gosci Maciejem
Gostomskim znalazl sie sie Adam Danch, ale zamiast probowac zdobyc gola,
postanowil nieudolna symulka wymusic rzut karny. Oddelegowany na mecz na
szczycie I ligi najlepszy polski sedzia Szymon Marciniak oczywiscie nie
dal sie nabrac i spuentowal mierny popis zawodnika Arki zolta kartka.
Niedlugo potem swietnym otwierajacym zagraniem popisal sie z kolei
Christian Aleman, jednak Maciej Rosolek nieczysto trafil w pilke i
szansa przepadla. Poza tym Arka czesto atakowala skrzydlami, jednak
jakosc dosrodkowan pozostawiala bardzo wiele do zyczenia. Efekt:
gospodarze do przerwy nie oddali ani jednego celnego strzalu.
Nieco bardziej konkretni byli goscie, a najlepsza sytuacje w calej
pierwszej polowie mial Serhij Krykun, jednak jego strzal w dobrym stylu
obronil Kajzer.
Druga czesc meczu zaczela sie dla Arki bardzo zle. Juz w 50. min druga
zolta kartke i w konsekwencji czerwona zobaczyl Arkadiusz Kasperkiewicz.
Jak sie okazalo, mialo to wielki wplyw na koncowy wynik.
Goscie przewage jednego zawodnika wykorzystali bezwzglednie. Bohaterem
Gornika byl Michal Mak, dla ktorego – jak dla kazdego bylego zawodnika
Lechii Gdansk – byl to z pewnoscia mecz z podtekstem.
Najpierw bardzo ladnym strzalem zza pola karnego dal swojemu zespolowi
prowadzenie – to byl nokdaun, a potem zaliczyl asyste przy drugim golu
zdobytym przez Bartosza Spiaczke – i to juz byl nokaut. Arka niby
probowala atakowac, ale zdecydowanie brakowalo jej argumentow i
zakonczyla spotkanie bez celnego strzalu. Podsumowaniem bylo fatalne
pudlo Mateusza Zebrowskiego, ktory nie trafil w bramke z odelglosci
pieciu metrow.
Arka: Kajzer – Kasperkiewicz Z Z CZ, Memic, Valcarce – Skora (83.
Hiszpanski), Danch Z, Sasin (75. Slesicki), Aleman, Da Silva (54.
Labojko Z) – Zebrowski, Rosolek.

-Lewandowski jest wielki! Zostal drugim strzelcem Bundesligi i rusza po
Muellera
Na to wydarzenie czekalismy od bardzo dawna. I w koncu jest! Robert
Lewandowski zdobyl bramke w starciu z Werderem Brema i wspolnie z
Klausem Fischerem zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji strzelcow wszech
czasow w Bundeslidze. Przed kapitanem polskiej reprezentacji jest tylko
Gerd Mueller. Polak strzelil juz 268 goli w lidze. A wszystko zaczelo
sie 19 wrzesnia 2010 r.
Dokladnie wtedy 22-letni Robert Lewandowski po raz pierwszy w karierze
pokonal bramkarza rywali w Bundeslidze. Uczynil to w meczu 3. kolejki
sezonu 2010/2011, gdy Borussia Dortmund grala na wyjezdzie z Schalke 04.
Dla Polaka byl to zaledwie trzeci wystep ligowy w BVB po transferze z
Lecha Poznan. Droga, jaka „Lewy” przebyl od tego czasu, jest niesamowita.
Lewandowski w Bundeslidze nie mial drogi uslanej rozami. Wszystko sam
sobie wywalczyl. W pierwszym sezonie w Bundeslidze w barwach Borussii
Dortmund czul sie przemeczony, w dodatku zaczal grywac nie na swojej
nominalnej pozycji. Nawet wtedy, gdy odzyl, doszedl do siebie i
pokazywal umiejetnosci na treningach, dlugo czekal na swoja okazje. –
Dopiero w listopadzie 2010 wrocilem do swojej swiezosci. (…) Ale ja
jeszcze przez dwa miesiace musialem czekac na szanse, na dodatek
zaczalem grac nie na swojej pozycji. Czulem duza frustracje, ale dzis
wiem, ze to byla dla mnie nauka na nastepne lata, az do konca kariery.
To doswiadczenie zbudowalo mnie na te trudne momenty, ktorych w
przyszlosci nie brakowalo – mowil „Lewy” w rozmowie z Izabela Koprowiak.
Mimo wszystko sezon skonczyl z dobrym wynikiem, jak na wchodzacego do
ligi napastnika, bo zdobyl osiem goli i zanotowal trzy asysty. Zostal
tez mistrzem Niemiec z BVB. Z biegiem czasu na dobre wchlonal w
Bundeslige i zaczal konsekwentnie budowac swoja marke. Spory udzial w
rozwoju Lewandowskiego mial trener Borussii, Juergen Klopp.
Trzy kolejne sezony w BVB konczyl z dorobkiem kolejno 22, 24 i 20 goli.
Raz zostal nawet krolem strzelcow Bundesligi. Czteroletnia przygode z
Zolto-Niebieskimi Lewandowski zakonczyl jako dwukrotny mistrz kraju, a
co jeszcze wazniejsze – jako jeden z czolowych snajperow. Bral gre na
swoje barki, rozgrywal pilke, a jesli chodzi o trafienia – nie byly to
gole „do pustaka”. Wrecz przeciwnie, „Lewy” zabral sie nawet za
strzelanie rzutow wolnych i trzeba przyznac, ze juz wtedy swietnie to
robil. W 131 wystepach zdobyl 74 gole, a jego nazwisko bylo coraz
bardziej rozpoznawalne.
Nikogo nie zdziwil wiec transfer do najpotezniejszej ekipy w
Bundeslidze, Bayernu Monachium. Czas pokazal, ze byl to swietny wybor,
dzieki ktoremu Polak na stale zapisal sie w historii ligi.
To wlasnie w ekipie z Bawarii Robert Lewandowski postawil wielki krok
naprzod. Tak gigantyczny, ze z pulapu czolowych snajperow wskoczyl na
poziom najlepszego pilkarza na swiecie, ktory w pokonanym polu zostawil
Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. Kazdy element swojej gry
dopracowal niemal do perfekcji. Zdobywa gole obiema nogami, glowa, z
rzutow wolnych, jest tez prawdziwym mistrzem rzutow karnych. Jego styl
strzelania nasladuja teraz inni. Zostal idolem milionow juniorow na
calym swiecie.
Stal sie najgorszym koszmarem wielu druzyn w Bundeslidze, ktore nie
mialy sposobu na powstrzymanie polskiego napastnika. W czolowce jego
wybitnych osiagniec jest zdobycie pieciu goli w dziewiec minut, czego
dokonal 22 wrzesnia 2015 r. Polak pojawil sie na murawie w przerwie
meczu z VfL Wolfsburg i szybko rozstrzygnal jego losy. Wymownym
komentarzem byla reakcja Pepa Guardioli, ktory nie mogl uwierzyc w to,
co widzi i ze zdumieniem lapal sie za glowe.
Robert Lewandowski w Bayernie pokazal prawdziwa pelnie umiejetnosci,
jaka w nim byla. W ekipie mistrzow Niemiec zmieniali sie trenerzy,
zmieniali sie srodkowi pomocnicy, skrzydlowi, obroncy. A na szpicy przez
ostatnie siedem sezonow niepodzielnie rzadzi Robert Lewandowski.
W tym sezonie „Lewy” jest w kosmicznej formie. Bije rekord za rekordem,
zdobywa gola za golem. Po prostu jest najlepszy. W sobote przekroczyl
kolejna magiczna bariere. W starciu z Werderem Brema zdobyl swoja 268
bramke w Bundeslidze. Wraz z Klausem Fischerem zajmuje drugie miejsce w
klasyfikacji wszech czasow. Do prowadzacego Gerda Muellera traci 97
bramek. I juz rozpoczyna za nim poscig. W takiej formie na pewno jest w
stanie go przescignac.

-Puste stadiony wygladaja zalosnie. W przeciwienstwie do pustych
kosciolow-W.Kuczok
Nowoczesne swiatynie futbolu w czasie pandemicznym wygladaja zalosnie, w
przeciwienstwie do pustych kosciolow. Nie dlatego, by pustka trybun byla
bardziej dotkliwa od pustki naw, lecz dlatego, ze najlatwiej dostrzec tu
roznice miedzy religia a biznesem.
Owszem – forsa kreci zarowno instytucje koscielne, jak i
przedsiebiorstwa futbolowe, ale horror vacui objawia sie w obu
przypadkach zgola inaczej. Wyludnione koscioly skupieniu sprzyjaja, co
tam kto chce, moze sobie w ciszy kontemplowac, ksiadz bez wiernych i tak
msze odprawi, niepotrzebny mu sztuczny tlum kartonowych postaci w
lawkach, wedle zalecen soborowych kaplan spelnia w ten sposob zawodowa
powinnosc. Tymczasem wyludnione trybuny w biznesie pilkarskim sa nie do
zniesienia – albo zapelnia sie je zatem podobiznami kibicow, albo
niesmialo wykorzystuje jako dodatkowe powierzchnie reklamowe, podczas
transmisji obowiazkowo zas korzysta sie z sampli z nagranym dopingiem.
Te ostatnie irytuja szczegolnie, jesli oprocz kibicowskich piesni i
emocji tlumu nagral sie gwizdek sedziego, zupelnie od czapy w biezacej
transmisji – zdarza mi sie instynktownie wsciekac, ze arbiter przerywa
akcje, zanim spostrzege, ze akcja trwa, tylko mi w uszach cos gwizdze.
Kibice sa najwyrazniej potrzebni przede wszystkim sami sobie, pilkarze
temu kurtuazyjnie zaprzecza, ale w glebi ducha co najmniej polowa z nich
blogoslawi sobie mecze wyjazdowe bez presji tubylcow, rasistowskich lub
zwyczajnie chamskich pokrzykiwan w ich strone, rozpraszajacych racowisk
i innych pozasportowych elementow widowiska. Zalosnosc pustych stadionow
wynika wiec paradoksalnie z tego, ze nigdy nie sa prawdziwie puste,
niezagospodarowana polac jest w kapitalizmie skandalem, kluje w oczy jak
krakowskie Blonia deweloperow.
Staram sie zrozumiec, dlaczego nie wybralem sie jeszcze na stadion w
czasach pandemicznych, wszak egotycznie marzylo mi sie zawsze, by mecze
odbywaly sie tylko dla mnie i elitarnej garstki koneserow-dziennikarzy,
co raz na zawsze rozwiazaloby dysonans miedzy moja mizantropia i
uwielbieniem futbolu. Byc moze to przypadek i chodzi tylko o to, ze nie
ma czego ogladac – coraz slabsza Legia coraz latwiej zdobywa kolejne
tytuly mistrzowskie, do rodzinnego Chorzowa na czwarty poziom jezdzic mi
sie jednak nie chce, a reprezentacja Brzeczka byla atrakcyjna jak bloto
posniegowe. A moze jednak nie chce sie przyznac przed soba, ze
podskornie tesknie do tej rzeki ludzkiej, z ktora na stadion plynalem,
do niepodrabialnych, spontanicznych reakcji wielotysiecznego stada lub
do szyderczego, ludycznego fristajlu porywczych indywiduow dzielacych ze
mna sektor (ze zacytuje dla przykladu: „Te, sedzia, gdybym mial dupe
szpetna jak twoj ryj, tobym sie wstydzil srac!!”).
W czasach licealnych nasz polonista robil za kaowca i moja klase o
niezupelnie humanistycznym profilu regularnie zabieral do teatru i
opery, zeby nas, jak powiadal, „odchamic”. Tymczasem ja przez dekady
chodzilem na stadiony w celu „dochamienia”, z czasem futbol ostal mi sie
jako jedyna mozliwosc wspol-bycia i wspol-czucia z masa, podsluchiwanie
rozmow kibicowskich pozwalalo wsluchac sie w mowe ulicy – dla warsztatu
pisarskiego rzecz to nieoceniona – ale i rozpoznac zwiastuny spolecznych
zmian dzieki pozaboiskowym pogwarkom na temat politycznych antypatii.
Chodzilem wiec na mecze i na podsluchy jednoczesnie.
Wielkie, nowoczesne areny maja wiec i te wade, ze sa nieprzepuszczalne,
absolutnie niedostepne w dobie pandemicznej – z tym wiekszym wzruszeniem
popatruje zatem na transmisje z na co dzien tak wyszydzanych
bieda-stadionow, ktore koronawirus przywrocil do kibicowskich lask.
Mecze na kameralnych, przestarzalych obiektach mozna bowiem ogladac z
zewnatrz, a to z drzew, a to z banerow reklamowych, a to z okien
pobliskich blokow – kibicowi wystarczy sie wspiac na to, co ma pod reka,
nie musi wynajmowac dzwigu ani przekupywac sluzb porzadkowych. Wysokie,
nieprzeniknione mury, strzeliste trybuny olsniewajacych obiektow, ktore
w najbogatszych ligach podkreslaly rozdzial miedzy nowa, zamozna
widownia a ta, ktora stac juz najwyzej na ogladanie spotkan w pubach,
nagle staly sie dopustem bozym. Najszczesliwsi sa teraz ci, ktorzy moga
korzystac z lozy w koronie przystadionowego drzewka, maja darmowy karnet
na cala runde, im nizsza liga, im wieksza bieda, tym latwiej mecz
obejrzec. COVID against modern football.

SIATKOWKA
Banka Ligi Narodow w kurorcie. Znamy wiecej szczegolow. Bedzie ciekawie
Turnieje Ligi Narodow odbeda sie w Rimini. Jakie kandydatury zostaly
odrzucone? Siatkarze beda mogli zabrac rodziny na wczasy!
Spekulacji i watpliwosci bylo wiele. Najpierw pojawila sie koncepcja z
bezpieczna banka, potem mowilo sie o rozegraniu kilku turniejow
kontynentalnych. W koncu Miedzynarodowa Federacja Pilki Siatkowej (FIVB)
zdecydowala, ze Liga Narodow w 2021 roku odbedzie sie w bezpiecznej
bance, a gospodarzem turniejow zenskiego i meskiego bedzie wloskie
Rimini. Tym samym odrzucona zostala kandydatura Polski jako
potencjalnego organizatora jednego z turniejow meskich. Jak informuje
Polski Zwiazek Pilki Siatkowej, o organizacje imprezy ubiegalo sie
„wiecej niz szesc krajow”, a FIVB zorganizowalo przetarg. Jak udalo nam
sie ustalic, poza Polska zglosily sie m.in. Argentyna, Iran, Turcja i
Francja. Tylko Wlosi byli jednak zainteresowani organizacja meskiego i
zenskiego turnieju.
W znanym kurorcie nad Adriatykiem 16 zenskich zespolow (wsrod nich
Polki) ma rywalizowac od 25 maja do 20 czerwca, a tyle samo meskich
(wsrod nich Polacy) od 28 maja do 23 czerwca. Po rozegraniu spotkan
„kazdy z kazdym” po cztery najlepsze ekipy, a nie jak do tej pory szesc,
awansuje do turnieju finalowego. Final Four pan odbedzie sie 24 – 25
czerwca, a panow 26 – 27 czerwca. „W ciagu 32 dni w kazdym z turniejow w
bezpiecznej bance rozegrane zostana 124 mecze siatkowki na najwyzszym
poziomie, a zdrowie i bezpieczenstwo zaangazowanych osob bedzie glownym
priorytetem”
– chwali sie swiatowa federacja.
Jak FIVB zamierza rozwiazac problem zwiazany z dlugim pobytem zawodnikow
i trenerow w jednym miejscu? Jak ustalilismy, jednym z pomyslow jest
mozliwosc sciagniecia do banki rodzin zawodnikow. Kto zechce, bedzie
mogl zabrac ze soba bliskich. Oczywiscie ten wariant wiaze sie z
dodatkowymi oplatami. FIVB oglosila nawet cennik. Kazda z druzyn bedzie
mogla liczyc w Rimini maksymalnie 25 osob, w tym musi sie jednak
zmiescic takze sztab szkoleniowy. Federacja nie podjela jeszcze decyzji
czy Liga Narodow zostanie rozgrywana z udzialem kibicow. Bedzie to
uzaleznione od sytuacji epidemiologicznej panujacej we Wloszech i na
swiecie.
Nie wiadomo jak nowy pomysl FIVB przyjma zawodnicy i trenerzy, zwlaszcza
tych druzyn, ktore, tak jak meska reprezentacja Polski, zakwalifikowaly
sie na igrzyska olimpijskie. Pytan jest zreszta wiecej.

SKOKI NARCIARSKIE
Reprezentant Austrii Ulrich Wohlgenannt wygral oba niedzielne konkursy
Pucharu Kontynentalnego w skokach narciarskich w Zakopanem. Najlepsi z
Polakow byli Stefan Hula, ktory zajal szoste miejsce w pierwszych
zawodach oraz Maciej Kot, ktory byl szosty w drugim konkursie.
W sobote silny wiatr pokrzyzowal plany organizatorom Pucharu
Kontynentalnego w Zakopanem. Zaplanowane na ten dzien zawody zostaly
przelozone na niedzielny poranek, co oznaczalo, ze tego dnia odbeda sie
az dwa konkursy skokow. Pierwszy o godz. 8:00, a drugi o 10:30. Oba
wygral 26-letni Austriak Ulrich Wohlgenannt.
W pierwszym konkursie Wohlgenannt wygral dzieki skokom na odleglosc 138
m oraz 133,5 m. Drugie miejsce zajal jego rodak Manuel Fettner, ktory
mial o 0,4 punktu mniej, a trzecie Sloweniec Cene Prevc.
W serii finalowej wystapilo siedmiu Polakow, a miejsca w czolowej
dziesiatce zajelo dwoch z nich. Szosty byl Stefan Hula (po skokach na
134 oraz 131 metrow), a osmy Klemens Muranka (uzyskal odleglosci 130,5 m
oraz 131 m).
W drugim konkursie Wohlgenannt uzyskal jeszcze wieksze odleglosci i
triumfowal po skokach na 141 metrow oraz 137 metrow. Tym razem drugi byl
Austriak Markus Schifner (po skokach na 143,5 oraz 135 metra), a trzeci
ponownie Cene Prevc, ktory ladowal na 132. oraz 137. metrze.
Tym razem w serii finalowej bralo udzial szesciu reprezentantow Polski.
Najwyzsze, szoste miejsce zajal Maciej Kot po skokach na 132 m oraz
131,5 metra. Dziewiaty byl Aleksander Zniszczol , ktory skakal w tym
konkursie rowno – dwukrotnie na odleglosc 129 metrow.
W klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego prowadzi Markus
Schiffner (794 pkt.) przed Ulrichem Wohlgenanntem (661 pkt.) oraz Cene
Prevcem (497 pkt.). Siodme miejsce zajmuje Aleksander Zniszczol (382
pkt.), a dziesiaty jest Maciej Kot (370 pkt.).

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *