Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 14 lipca 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 186 (5216) 14 lipca 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
Polska przegrywa z Rosja i powalczy o braz Ligi Narodow.
Rosjanie pokonali 3:1 reprezentacje Polski i w niedziele stana przed
szansa na obrone tytulu najlepszej druzyny Ligi Narodow. To byl
najgorszy mecz w wykonaniu bialo-czerwonych w Final Six, jednak pomimo
utraty sil, nie mozna im bylo odmowic ambicji w grze.
– Niewazne, z kim przyjdzie nam sie zmierzyc. Na tym etapie kazdy
przeciwnik jest bardzo mocny i z kazdym mielismy juz okazje grac w tym
sezonie – mowil zaraz po zakonczeniu meczu z Iranem w fazie grupowej
Final Six Ligi Narodow przyjmujacy reprezentacji Polski Bartosz Bednorz.
Wowczas nie bylo jeszcze wiadomo, kto bedzie rywalem bialo-czerwonych w
polfinale imprezy, a wylonilo go ostatnie spotkanie w grupie A pomiedzy
Amerykanami a Rosjanami (pierwsi wygrali 3:0). Polacy spokojnie sledzili
to spotkanie, bowiem przed rozpoczeciem rywalizacji polfinalowej zgodnie
z planem mieli jeden dzien wolnego.
W fazie interkontynentalnej rozgrywek nasza reprezentacja zmierzyla sie
ze Sborna po raz pierwszy w Urmii, gdzie ulegla 1:3. Starcie w polfinale
Ligi Narodow bylo wiec idealna okazja do rewanzu, zwlaszcza ze z
walczacego wowczas skladu w Chicago bylo obecnych az dziewieciu
zawodnikow (zabraklo tylko przebywajacych w Zakopanem na zgrupowaniu
przed kwalifikacjami olimpijskimi Jakuba Kochanowskiego, Dawida
Konarskiego, Grzegorza Lomacza, Artura Szalpuka i Aleksandra Sliwki).
Poczatek polfinalowego meczu z Rosjanami byl najslabszym z dotychczas
rozegranych przez Polakow w Final Six w Chicago. Bialo-czerwoni zostali
przez nich przycisnieci zagrywka, dzieki ktorej zbudowali bezpieczna
przewage. Od tego momentu nasi reprezentanci nie mogli odnalezc swojego
rytmu gry, a najlepszego dnia nie mial dotychczasowy lider Bartosz
Bednorz, ktory juz przy stanie 9:5 dla Rosji w pierwszym secie zostal
zmieniony przez Piotra Lukasika. Problemy z odbiorem najlepiej pokazala
ostatnia akcja, w ktorej punkt z przechodzacej pilki zdobyl Dmitrij Wolkow.
Nastrojow kibicow przez dlugi czas nie poprawialy wydarzenia majace
miejsce w drugiej partii, w ktorej u bialo-czerwonych wciaz pokutowaly
bledy z poprzedniej odslony. Podopieczni Vitala Heynena mozolnie
odrabiali jednak straty, a ich gra zaskoczyla od udanych zagrywek
Bartosza Kwolka przy stanie 19:17 dla obroncow tytulu. Wowczas w Polakow
wstapilo nowe zycie, odzyskali radosc z gry, ktora zaskakiwali zarowno
Brazylijczykow, jak i Iranczykow. Wrocil przede wszystkim Bednorz, ktory
rowniez utrudnial przeciwnikom przyjecie. W sumie tym elementem polski
zespol zdobyl w tej partii az piec punktow, zdecydowanie poprawiajac
takze skutecznosc w bloku, w ktorym krolowali Norbert Huber i Karol Klos
(odpowiednio piec i cztery punkty). – Po drugim secie liczylem, ze
pojdziemy za ciosem i zlamiemy Rosjan – nie ukrywal w rozmowie z
Polsatem Sport rozgrywajacy reprezentacji Polski Marcin Komenda.
Przyjecie zagrywki nadal jednak pokutowalo w polskiej druzynie w dalszej
czesci starcia (tylko 24 procent dokladnosci w trzeciej odslonie). Z
kazda chwila coraz lepiej funkcjonowal za to system blok-obrona, a
dodatkowo do gry na najwyzszym poziomie wrocil Bednorz. To bylo jednak
za malo na rozpedzonych i punktujacych siatkarzy Sbornej. Na
podopiecznych Vitala Heynena zemscilo sie rowniez niewykorzystane
prowadzenie w trzecim secie (bylo w nim nawet 16:13 dla naszego zespolu)
i pomimo szarzy w koncowce czwartej odslony (cztery punkty z rzedu przy
pilce meczowej dla obroncow tytulu) nie zdolali juz doprowadzic do
tie-breaku. – To nie byl najlepszy dzien trenera Heynena, ktory zdazyl
nas juz przyzwyczaic do swojej blyskotliwosci, szybkosci przewidywania i
intuicji w trakcie meczu. Tym razem tych cech u niego zabraklo –
wskazywal w pomeczowym studio na antenie Polsatu Sport byly
szkoleniowiec reprezentacji Polski Ireneusz Mazur.
Porazka z Rosja nie pozbawia jednak bialo-czerwonych szansy na pierwszy
od 2012 roku medal rozgrywek (znanych wowczas pod nazwa Liga Swiatowa).
W niedziele o godz. 22 czasu polskiego rozegraja mecz o trzecie miejsce,
a ich rywali wyloni spotkanie Stany Zjednoczone – Brazylia.
POLSKA – ROSJA 1:3 (19:25, 26:24, 22:25, 21:25)
POLSKA: Komenda, Kwolek 7, Klos 13, Muzaj 8, Bednorz 15, Huber 12 oraz
Popiwczak (l), Lukasik 2, Kaczmarek 7, Janusz, Gruszczynski. Trener: Heynen.
ROSJA: Kobzar 3, Kliuka 19, Jakowlew 15, Poletajew 24, Wolkow 13,
Kurkajew 9 oraz Golubiew (l), Kowaliew. Trener: Sammelvuo.
Sedziowali: Cespedes (Dominikana) i Casamiquela (Argentyna). Widzow: 4125.

-Jakub Radomski: Sprytny jak Heynen [FELIETON]
Mam wrazenie, ze spryt, inteligencja i swietna znajomosc grupy pozwolily
Vitalowi Heynenowi zbudowac zespol, ktory, jadac na turniej Final Six,
skazywany byl na pozarcie, czemu trudno bylo sie dziwic, tymczasem gra z
takim zaangazowaniem i poswieceniem, ze w Chicago, dopingowany przez
Polonie, moze osiagnac wiele – pisze Jakub Radomski w najnowszym
felietonie dla „Przegladu Sportowego”.
Trzeci set meczu Polska – Brazylia. W Polsce grubo po polnocy, zaczal
sie juz czwartek. Nasi reprezentanci przegrywaja 11:15, rywale wlasnie
zlapali swietny rytm. Vital Heynen jest wsciekly, zaczyna sie klocic z
sedziami. Zazwyczaj po dostaniu zoltej kartki belgijski szkoleniowiec
sie uspokaja, ale tym razem dalej kontestuje decyzje arbitrow. Sedzia
Juraj Mokry ze Slowacji wyciaga czerwona kartke, oznaczajaca utrate
punktu. Czyli jest 11:16, nasze szanse na wygranie tej partii wydaja sie
w tym momencie minimalne. „Co ten Heynen zrobil?” – przyznam, ze tak w
tym momencie pomyslalem. Chwile pozniej Brazylijczyk popsul zagrywke, w
nastepnych akcjach rywale popelnili bledy. To nakrecilo Polakow do tego
stopnia, ze z 19 pilek rozegranych po czerwonej kartce dla Heynena
wygrali az 14 i objeli prowadzenie 2:1 w setach. A przeciez mierzyli sie
z Brazylia, wicemistrzami swiata, wciaz znakomita druzyna. Wtedy do mnie
dotarlo, ze Heynen najprawdopodobniej wiedzial co robi i swiadomie
wywolal klotnie, bo zdawal sobie sprawe, jakie moga byc jej
konsekwencje. Ze to byc moze jedyny ratunek. Niektorzy siatkarscy
trenerzy mowia, ze kiedy twojej druzynie nie idzie, trzeba „zrobic dym”.
Belg rozegral to idealnie. Pokazal, ile w sporcie moze dac spryt
szkoleniowca. W tej konkretnej sytuacji pozwolil Polakom wrocic do gry.
Ale mam rowniez wrazenie, ze spryt, inteligencja i swietna znajomosc
grupy pozwolily mu tez zbudowac zespol, ktory jadac na turniej Final
Six, skazywany byl na pozarcie, czemu trudno bylo sie dziwic, tymczasem
gra z takim zaangazowaniem i poswieceniem, ze w Chicago, dopingowany
przez Polonie, moze osiagnac wiele. Najlepsi zawodnicy reprezentacji
zostali w Zakopanem, gdzie przygotowuja sie do najwazniejszej imprezy
roku, czyli kwalifikacji do igrzysk olimpijskich. Heynen w Lidze Narodow
postanowil ogrywac rezerwowych i, jak mozna uslyszec, sam nie zakladal,
ze uda im sie wywalczyc awans do Final Six. Tymczasem swiadomosc, ze
kilku z nich – ci, ktorzy zagraja najlepiej – powinno sie znalezc w
skladzie na najwieksze imprezy, wyzwala w tych ludziach wielkie poklady
ambicji. Najpierw wywalczyli awans, a teraz, skoro juz sa w najlepszej
szostce, czemu nie osiagnac wiecej?
Siatkarze, ktorzy wyszli w Chicago na mecz przeciwko Brazylii, na boisku
zachowywali sie tak, jakby wlasnie rozgrywali final mistrzostw swiata.
Rywal, ktory przez lata regularnie nas pokonywal, a jesli przegrywal w
finalach mistrzostw swiata, to z Polakami wystepujacymi w najsilniejszym
skladzie, tym razem byl bezradny w starciu z nasza druga czy nawet
trzecia szostka. Marcin Komenda, ktory gral fantastycznie, wydawal sie
dotad rozgrywajacym numer trzy, podobnie jak trzecim w hierarchii
polskich libero wydawal sie Jakub Popiwczak (tez znakomity w Chicago).
Atakujacy? Teoretycznie najlepszy, Dawid Konarski, jest w Zakopanem.
Przyjecie? W stolicy Tatr trenuja Wilfredo Leon, Michal Kubiak, Artur
Szalpuk i Aleksander Sliwka, a w USA swietnie zaprezentowal sie, nie po
raz pierwszy zreszta ostatnio, Bartosz Kwolek. Na srodku klasa dla
siebie byl przeciwko Brazylii Karol Klos, bez zadnych kompleksow gral
Norbert Huber (rocznik 1998), a przeciez trzej teoretycznie najlepsi
gracze na tej pozycji pozostali w Polsce.
Mial byc wyjazd rezerwowych, ktorzy grajac przeciwko najlepszym
siatkarzom swiata, wiele sie naucza. Tymczasem jesli w takim stylu
pokonuje sie Brazylie, mozna myslec o ograniu kazdego, wlacznie z
Amerykanami. Pisze ten tekst przed drugim grupowym meczem z Iranem, ale
nawet porazka w nim nie sprawi, ze stracimy szanse na walke o medale. Ta
sytuacja pokazuje, ze dzis, w pewnej mierze dzieki Heynenowi, w
siatkowce dysponujemy bogactwem, jakiego prawdopodobnie nie bylo nigdy.

PILKA NOZNA
Superpuchar Polski dla Lechii Gdansk, Piast Gliwice pokonany
Bardzo dobry mecz w Gliwicach. Lechia zdobywa drugi Superpuchar w
historii klubu, w duzej mierze trofeum zawdziecza swietnym skrzydlom.
Nikt w Gliwicach nie ukrywal, jakie sa priorytety Piasta, nikogo nie
zdziwilo, ze trener Waldemar Fornalik dokonal az szesciu zmian w
skladzie w porownaniu do meczu z BATE. A jednak ich kibice liczyli, ze
do mistrzostwa Polski dorzuca pierwszy w historii Superpuchar. To
okazalo sie niemozliwe, bo bardzo powaznie podeszla do tego meczu
Lechia, ktora po raz pierwszy w tym sezonie pokazala sie w oficjalnym
spotkaniu, walke o faze grupowa Ligi Europy rozpocznie bowiem dopiero od
II rundy.
W nowy sezon zespol Piotra Stokowca wszedl dokladnie w ten sam sposob,
do ktorego przyzwyczail w poprzednich rozgrywkach. Od poczatku rzucil
sie na rywali, czego efekty byly juz w 2. minucie. Zarko Udovicic
dokladnie dosrodkowal do Lukasa Haraslina, a Slowak wpakowal pilke do
siatki. Fani gosci doskonale wiedza, ze na mecze swojego zespolu
spozniac sie nie mozna, az 12 bramek w poprzednim sezonie pilkarze z
Gdanska zdobywali wlasnie w pierwszym kwadransie gry. Pozniej czesto
ograniczali sie do szczelnej defensywy, pokazywali bardzo wyrachowany
futbol, co niejednokrotnie bylo im wypominane. Stokowiec obiecal, ze
teraz jego druzyna ma grac juz atrakcyjniej, ofensywniej. I kilka razy w
meczu o Superpuchar udowodnili, ze maja do tego wykonawcow. Udovicic
bardzo szybko wpasowal sie do nowej druzyny, swietnie wygladala jego
wspolpraca na lewej stronie z Filipem Mladenoviciem.
Wydawalo sie, ze trudno bedzie znalezc miejsce na boisku dla obu tych
zawodnikow, a jednak szkoleniowiec gosci znalazl rozwiazanie: przesunal
Haraslina na prawe skrzydlo, dzieki czemu na lewej stronie zrobilo sie
miejsce dla dwoch pilkarzy z Balkanow. A reprezentantowi Slowacji w
niczym nie przeszkadzalo bieganie na prawym skrzydle, byl jednym z
najlepszych zawodnikow gosci. I to od niego rozpoczela sie tez akcja na
2:0 – w 21. minucie zdecydowal sie na zaskakujacy strzal, Jakub Szmatula
wybil pilke pod nogi Macieja Gajosa, ktory podal do wbiegajacego z
drugiej linii Jaroslawa Kubickiego, a ten podwyzszyl prowadzenie.
Najlatwiejszym wytlumaczeniem slabej postawy Piasta byloby zrzucenie
winy na zbyt wiele zmian, na mlodych zawodnikow, ale akurat najwieksze
bledy popelniali ci najbardziej doswiadczeni: przy pierwszym golu Mikkel
Kirkeskov, ktory generalnie zostawial w tym meczu bardzo duzo miejsca
Haraslinowi, przy drugim Szmatula. Choc ci, ktorzy dostali szanse
debiutu w barwach Piasta, jak Jakub Holubek, rowniez grali slabo.
Fornalik juz w przerwie zdjal Slowaka, wprowadzil za niego Joela
Valencie. Hiszpan mial pomoc odrabiac straty, a wlasciwie asystowal przy
trzecim golu dla Lechii. Pilke po jego podaniu do Tomasa Huka przejal
Haraslin i po raz drugi w tym meczu pokonal Szmatule.
Piast mial kilka sytuacji, z przodu aktywny byl Piotr Parzyszek, ale
brakowalo mu wsparcia, dokladnych podan z drugiej linii. Kiedy w 62.
minucie Fornalik zdjal z boiska Toma Hateley’a, a chwile pozniej wlasnie
Parzyszka, wydawalo sie, ze i on myslami jest juz przy srodowym rewanzu
z BATE. Nic bardziej mylnego, wlasnie w ostatnich 30 minutach gospodarze
stworzyli sobie tyle sytuacji, ze mogli doprowadzic co najmniej do
wyrownania i rzutow karnych. Gospodarze sie obudzili, wprowadzony Patryk
Sokolowski strzelil na 1:3, kilkadziesiat sekund pozniej rowniez Jakub
Czerwinski mogl pokonac Kuciaka. Najlepsza sytuacje zmarnowal Felix,
ktorego strzal z trzeciego metra obronil bramkarz gosci.
Piast przegral, ale mecz z Lechia byl dla niego dobrym przetarciem przez
spotkaniem z BATE. O zmeczeniu nie powinno byc mowy, a to w tym momencie
kluczowe. Bo jesli Piast przejdzie do kolejnej rundy eliminacji Ligi
Mistrzow, nikt w Gliwicach nie bedzie pamietal o przegranym Superpucharze.
Piast Gliwice – Lechia Gdansk 1:3 (0:2)
Bramki: Sokolowski 68 – Haraslin 2 i 47, Kubicki 21.
Piast: Szmatula – Mokwa, Czerwinski, Huk, Kirkeskov – Milewski (90+2
Korun), Hateley (62 Sokolowski) – Badia, Felix (83 Konczkowski), Holubek
(46 Valencia z) – Parzyszek (62 Aquino).
Lechia: Kuciak – Fila z, Maloča, Augustyn z, Mladenovic (88 Nalepa) –
Lukasik, Gajos (73 Makowski), Kubicki z – Haraslin (66 Peszko), Paixao
(59 Sobiech), Udovičic z (90+6 Egy Maulana).
Sedzia: Raczkowski.
Widzow: 6791.

-Niepokonani Portowcy.
W szesciu sparingach zespol trenera Kosty Runjaica nie przegral mimo
wielu eksperymentow Niemca.
Niepokonane miasto, niepokonany klub. Co prawda to przyspiewka kibicow
Legii, ale w trakcie letnich przygotowan swietnie pasuje do ich
niedawnego „zgodowicza” – Pogoni. Trzy wygrane, trzy remisy, zero
porazek – to bilans letnich sparingow ekipy ze Szczecina. Za nieco ponad
tydzien oba zespoly zmierza sie w pierwszej kolejce sezonu w Warszawie.
Co wiemy o Portowcach, ktorzy w przeciwienstwie do wicemistrza kraju nie
rozegrali jeszcze oficjalnego spotkania?
W przypadku granatowo-bordowych nalezy ostroznie oceniac mecze
towarzyskie. Trener Kosta Runjaic traktuje je jak kolejne cwiczenie, co
udowodnil podczas jednego ze sparingow. Zawodnik mial klopot z
okreslonym rodzajem podania, wiec Niemiec nakazal mu probowac je wykonac
bez wzgledu na to, co akurat dzialo sie na murawie. Dla postronnego fana
pilkarz mogl popelniac blad za bledem. Dla szkoleniowca wypelnial
powierzone zadanie.
Mimo to mozna wyciagnac pewne wnioski z przebiegu przygotowan. Przede
wszystkim – nie nalezy spodziewac sie niespodzianek w skladzie na
inauguracje sezonu. W tym momencie rywalizacja nie jest rozstrzygnieta
na trzech, maksymalnie czterech pozycjach. Dante Stipica w bramce, Igor
Lasicki z Benediktem Zechem w srodku obrony, Tomas Podstawski, Kamil
Drygas i Zvonimir Kožulj w centrum pomocy, Iker Guarrotxena na skrzydle
oraz Adam Buksa w ataku – to pewniacy do gry. Na niekorzysc Kožulja
dzialal uraz odniesiony w trakcie obozu w Gniewinie, jednak Chorwat
wyzdrowial i w tym tygodniu ma cwiczyc dodatkowo, zeby byc gotowym na
start ligi. Dla Buksy trzeba szykowac alternatywe na wypadek transferu.
Blisko wyjsciowej jedenastki sa boczni defensorzy David Stec i Ricardo
Nunes, choc Runjaic bedzie czesto zmienial obsade tych pozycji i wlasnie
w zwiazku z tym Jakub Bartkowski i Hubert Matynia wystepowali z nimi po
polowach spotkan. Co ciekawe, ostatnio jako prawy obronca trenowal takze
Adam Fraczczak i w piatek ponownie biegal w tym sektorze murawy, a wtedy
Bartkowski stal sie stoperem. Wyglada na to, ze za sprawa duzej liczby
pomocnikow i napastnikow Fraczczak wraca do obrony, na ktorej debiutowal
w ekstraklasie.
O ostatnie miejsce w skladzie walcza koledzy – Sebastian Kowalczyk i
Marcin Listkowski. Obaj mlodziezowcy sa w dobrej dyspozycji i kto wie,
czy w dalszej czesci rozgrywek nie beda wystepowac wspolnie. Trzecim w
kolejce jest 15-letni Kacper Kozlowski.
Najmlodszy debiutant w historii Pogoni poczyna sobie bardzo pewnie wsrod
doroslych. Jego wiare w siebie niezle obrazuje scena z jednych zajec.
Trwalo ostatnie cwiczenie, boczni obroncy i skrzydlowi dosrodkowywali,
reszta zawodnikow z pola potrzebowala strzelic gola, zeby zejsc do
szatni. Dziesieciu najmniej skutecznych musialo wlozyc kilka zlotych do
wspolnej kasy. 17-letni Marcel Wedrychowski chwile wczesniej mial klopot
ze stawem skokowym, z tego powodu nie wyszlo mu kilka centr. Drygas
zazartowal, ze lewy pomocnik bedzie musial za niego zaplacic, bo z
takich podan nie mogl zdobyc bramki, i blyskawicznie dowcip podchwycil
Kozlowski, ktory krzyknal to samo. Nie mial litosci dla kolegi z
juniorow. Co kluczowe, w ostatnim sprawdzianie przed sezonem ponownie
potwierdzil, ze nie jest mocny tylko w slowach. To wlasnie najmlodszy
gracz granatowo-bordowych wywalczyl rzut karny.
Tego lata wladze klubu nie sprowadzaly Polakow, bo uznaly, ze lepiej
poczekac na rozwoj wychowankow akademii. Wydaje sie, ze wcale nie beda
musieli byc cierpliwi.

-Wlodarczyk: Europa nam odjezdza [felieton]
Nie ma znaczenia, ze dwumecz z Europa najprawdopodobniej skonczy sie
awansem do II rundy – nie tak odbudowuje sie zaufanie kibicow po
nieudanym ubieglym sezonie – pisze w swoim felietonie Tomasz Wlodarczyk.
Kiedy pisze ten tekst, wiekszosc zawodnikow Europa FC powinna byc juz w
pracy. Powinna, bo po czwartkowym meczu eliminacji Ligi Europy prosto ze
stadionu wyskoczyla jeszcze na piwko do lokalnego baru, aby opowiedziec
znajomym o swoim sukcesie. Bylo co swietowac, dlatego dzis byc moze na
biurkach szefow pojawilo sie zasluzone L4. Ciekawe, jak gracze Europy
przy szklance zlocistego napoju komentowali umiejetnosci zarabiajacych
od nich sto razy wiecej profesjonalistow z Legii, dla ktorych remis z
wicemistrzem Gibraltaru jest absolutnie zawstydzajacy. Przynajmniej
powinien, ale niestety pilkarze tak sie rozpedzili w swojej
nieudolnosci, ze zenujacy wystep z murawy przeniesli przed
dziennikarskie mikrofony. Jesli przychodzi wam do glowy jakies
zdanie-wymowka, to padlo ono z ust podopiecznych Aleksandara Vukovicia,
i samego trenera rowniez. Wypowiedziano wszystkie klasyki: „W Europie
nie ma juz slabych druzyn”, „Jestem dumny z pracy, jaka wykonalismy”,
„Musimy teraz przeanalizowac to spotkanie”. Zabraklo tylko
usprawiedliwienia, ze pilkarzy rozpraszal huk ladujacych kilkaset metrow
obok samolotow. Nigdy nie zrozumiem tego braku refleksji i…
inteligencji? Przeciez po takim wyniku nawet dla swietego spokoju
wypadaloby posypac glowe popiolem, zamiast wydawac opinie, ktore
wiadomo, ze tylko spoteguja fale krytyki.
Szczesciem Legii bylo niewykupienie tego „widowiska” przez zadna z
polskich telewizji, co sprawilo, ze na krwawienie oczu zapisali sie
najwytrwalsi. I tu kolejny sukces strony gibraltarskiej – na kanale
YouTube federacji, Gib TV, spotkanie ogladalo nawet piecdziesiat tysiecy
widzow. Zakladam, ze 99 procent znad Wisly, skoro inne produkcje,
poswiecone lokalnej lidze lub reprezentacji, maja maksymalnie kilkaset
wyswietlen. To pokazuje, jak wielu ludziom zalezy na Legii. Poswiecaja
swoj czas na ogladanie czegos, co powinno byc przyjemnym spacerkiem w
parku, a okazuje sie straconymi 90 minutami zycia.
Nie ma znaczenia, ze dwumecz z Europa najprawdopodobniej skonczy sie
awansem do II rundy – nie tak odbudowuje sie zaufanie kibicow po
nieudanym ubieglym sezonie. Ci oczekiwali widowiskowej wygranej na
poziomie przedsezonowego sparingu, odprezajacego wieczoru, podczas
ktorego Carlitos dostanie kilka fajnych podan od Waleriana Gwilii, a
inny nowy filar zespolu, Arvydas Novikovas, popisze sie paroma
dryblingami i rajdami. Chcieli zapewnienia, ze po interesujacych
transferach klub rosnie w sile i idzie we wlasciwym kierunku. Tymczasem
dostali wypociny. Gdyby chodzilo tylko o wynik, jeszcze pol biedy, ale
wicemistrz Polski, cytujac nieobecnego juz przy Lazienkowskiej Michala
Kucharczyka, wygladal fatalnie pod kazdym wzgledem. Zero pomyslu, tempa,
skladnych akcji, stwarzania sobie podbramkowych sytuacji. Przerazajace,
ale byl to mecz rownego z rownym. Dowod na to, ze faza grupowa
europejskich pucharow bedzie nie lada wyczynem, skoro druzyna znow nie
jest w stanie zdominowac europejskich slabeuszy. Przypominam, ze rok
temu Legia skompromitowala sie w Warszawie z ekipa z Luksemburga i
mowiac delikatnie, dotychczasowy europejski rekord Vuko nie wyglada zbyt
„ekskluzywnie”.
Skoro Europa gibraltarska, chocby w jednym meczu, zaczyna dotrzymywac
kroku polskiemu klubowi, oznacza to, ze Europa pilkarska odjezdza nam w
zastraszajacym tempie. Jest z nami zle. Bardzo zle.

FORMULA 1
Hamilton wygral w ojczyznie. Najlepszy wynik Kubicy w sezonie
Lewis Hamilton zwyciezyl w Grand Prix Wielkiej Brytanii Formuly 1. Na
pietnastym miejscu wyscig ukonczyl Robert Kubica, dla ktorego to
najwyzsza pozycja w sezonie 2019.
W kwalifikacjach nie bylo niespodzianki. Robert Kubica zajal ostatnie
miejsce, przegrywajac rywalizacje z George’em Russellem o 0,468 s. Pole
position wywalczyl Valtteri Bottas z Mercedesa. Fin wyprzedzil kolege z
teamu, Lewisa Hamiltona, o 0,006 s. Szanse na wyprzedzenie Bottasa mial
jeszcze Leclerc, ale ostatecznie zostal sklasyfikowany na trzecim miejscu.
Trudno bylo zatem spodziewac sie, ze obaj kierowcy Williamsa wlacza sie
w walke o cos wiecej niz dwie ostatnie lokaty. Aczkolwiek Kubica
przyznal, ze w zespole wciaz tla sie nadzieje na poprawe wynikow jeszcze
w tym roku. – Czekamy na poprawki, a oczekiwania sa relatywnie duze, ale
jak bedzie w rzeczywistosci… Nawet, jesli sprawdza sie w stu
procentach, to prawdopodobnie zblizymy sie do pozostalych, ale nie
sadze, ze nagle bedziemy w stanie z nimi walczyc. Ale przynajmniej,
jesli bedziemy blizej, a oni beda mieli zly dzien, mozesz na tym zyskac,
co dotychczas nie mialo miejsca – powiedzial nasz kierowca podczas
sobotniego spotkania z dziennikarzami.
Podobnie jak podczas ostatniego wyscigu Kubica rozpoczal bardzo
obiecujaco, przesuwajac sie niedlugo po starcie na 18. lokate. Jednak
juz na czwartym okrazeniu Polak notowal dwie sekundy straty do Russella,
a trzecie od konca miejsce zawdzieczal jedynie problemom Magnussena i
Grosjeana. Kierowcy Haasa szybko musieli zjechac do boksu, bo doszlo
miedzy nimi do kontaktu podczas walki na jednym z zakretow. Ostatecznie
obaj wycofali sie z rywalizacji, bowiem ich jazda nie miala sensu.
Na 20. okrazeniu wyscig zakonczyl Giovinazzi, ktory wypadl z toru. Pech
nie ominal Sergio Pereza, ktory na 24. „kolku” uszkodzil skrzydlo w
starciu z Huelkenbergiem i do mety dotoczyl sie daleko za Polakiem.
Podobnie stalo sie z Sebastianem Vettelem. Na 37. okrazeniu kierowca
Ferrari z impetem wjechal w tyl bolidu Verstappena. Winowajca zjechal do
boksu na wymiane skrzydla, a spadl na ostatnie miejsce. Nastepnie
przyznano mu 10 sekund kary i do Kubicy tracil juz blisko pol minuty. Na
50. okrazeniu wyprzedzil Polaka, jednak nie zdolal uzyskac 10-sekundowej
przewagi, by znalezc sie nad kierowca Williamsa w klasyfikacji koncowej.
Niemcowi zabraklo do tego 0,275 s.Polak nie tylko skorzystal z problemow
rywali, ale chyba jeszcze wazniejsza informacje jest to, ze nie tracil
zbyt wiele do Russella. Na 42. okrazeniu Brytyjczyk wyprzedzal Kubice o
3,5 s.
Od poczatku wyscigu na czele znajdowaly sie oba Mercedesy. Niedlugo po
starcie Hamilton wyprzedzil Bottasa, po chwili Fin mu sie odegral,
jednak gdy reprezentant gospodarzy wrocil na pozycje lidera, to juz na
dobre. Brytyjczykowi przypadl takze w udziale punkt bonusowy za
najszybsze okrazenie. Drugie miejsce zajal Bottas, a trzeci byl Charles
Leclerc z Ferrari.

ZUZEL
Nice 1 Ligi Zuzlowa sezon 2019:
Runda Zasadnicza:
XII runda:
30 czerwca 2019 (niedziela):
Gdansk – Daugavpils 47:43
7 lipca 2019 (niedziela):
Ostrow Wlkp. – Tarnow 46:44
Rybnik – Gniezno 47:43
Lodz – pauzuje
1.Rybnik 19pkt
2.Gniezno 16pkt
3.Tarnow 14pkt
4.Ostrow 13pkt
5.Gdansk 10pkt
6.Daugavpils 8pkt
7.Lodz 7pkt

KOLARSTWO
Wolnicki: Hej, Lance, idz do domu
Lipiec to miesiac odbywania sie Tour de France. Najbardziej prestizowy
wyscig jest szeroko komentowany na calym swiecie. Zawsze przy okazji
jego odbywania udziela sie Lance Armstrong i jemu swoj kolejny felieton
poswieca Kamil Wolnicki.
Jakos tak sie zlozylo, ze nie jestem czlowiekiem wielkiej wiary,
szczegolnie w ludzi. Moze dlatego od dziecka tak lubilem sport, bo
zawsze mi sie wydawalo, ze to pewien rodzaj enklawy, ze sa tu dosc jasne
zasady, zgodnie z ktorymi wygrywa najlepszy. Jakis czas wierzylem tez,
ze wszystko odbywa sie w czystej rywalizacji. Coz, dobrze byc dzieckiem,
ktore w to wszystko ufa, bo rzeczywistosc nie jest taka fajna.
Sportowcy, tak jak przedstawiciele innych zawodow, oszukuja, po prostu.
Pewnie, ze nie wszyscy, ale wielu szuka drog na skroty. Tak jak ludzie w
korporacjach, wlasciciele firm, ich pracownicy czy wszyscy razem przy
rozliczaniu podatkow. Dlaczego wiec ze sportowcami mialoby byc inaczej?
Ich kariery zawodowe trwaja krocej, a do wyjecia maja wiecej, wiec
pokusa rosnie jak na… sterydach.
Taka refleksja w lipcu nigdy nie jest przypadkowa. Trwa Tour de France,
jedna z najpiekniejszych imprez sportowych, ale i jedna z tych, ktorych
historia jest pelna brudnych rozdzialow. Od jakiegos czas wlasnie w
lipcu wychyla sie coraz chetniej ten, ktory napisal opowiesc o pieknej
walce, w ktorej pokonal samego siebie, a pozniej siedem razy
najwiekszych rywali. Stal sie inspiracja dla milionow na calym swiecie,
czlowiekiem, ktory dawal nadzieje. No a pozniej sie okazalo, ze byl
jednak zwyklym oszustem. No przesadzilem z tym „zwyklym”, bo jednak w
tej dziedzinie osiagnal swego rodzaju mistrzostwo. Lance Armstrong (w
ktorego przez chwile jako nastolatek naiwnie wierzylem), bo oczywiscie o
niego mi chodzi, na zawsze zostanie symbolem zla w sporcie. Pomnikiem
dopingu, ktory w pewnym momencie byl jak rak z przerzutami na wszystkie
organy, bo przezarl wszystko. Milion razy przyrzekal, ze jest czysty, az
w koncu musial powiedziec, ze jednak jest klamca. Skreslono go z listy
zwyciezcow Wielkiej Petli, sadzono, domagano sie zwrotu pieniedzy, nagle
przestali go lubic dawni koledzy, ktorzy szprycowali sie rownie chetnie
jak on, ale pozniej uznali, ze bardziej im sie oplaca zrzucac wine tylko
na Armstronga. Nie, nie szkoda mi go, stwierdzam tylko fakty.
A Lance? Zazwyczaj w lipcu robi sie o nim glosno. Tym razem udzielil
wywiadu NBC, w ktorym mowi, ze razem z kolegami wygrywalby wyscig takze
wtedy, gdyby caly peleton scigalby sie „na czysto”. No i ze oczywiscie
zaluje, co robil, ale niczego w swoim zyciu by nie zmienil, bo jest
dumny z tego, jaka prace wlozyl w swoje osiagniecia. Czyli mowiac w
skrocie: jednak nie zaluje.
„Pracowalismy najmocniej, mielismy najlepsza taktyke, najlepszy sklad
zespolu, najlepszego dyrektora, najlepszy sprzet, najlepsza technologie
i opracowane trasy” – mowi teraz czlowiek, ktorego kiedys nazywano
„bossem”. Tlumaczyl tez, ze zwyciestw nie byloby bez oszukiwania. Coz,
tamten czas nieprzypadkowo nazywa sie EPOka. Zreszta Armstrong mowi tez,
ze juz poczatku lat 90. siegnal po doping. I ze jako gwiazda peletonu
nie zmuszal swoich kolegow do koksowania sie. I w to mu wierze, jezdzili
z nim ci, ktorzy doskonale wiedzieli, ze kantuja, ale uznawali, ze to
calkiem normalne.
W tym wywiadzie Lance dodaje, ze to wszystko oczywiscie nie zmazuje
tego, co robil, ale wydaje mi sie, ze wciaz chyba nie za bardzo widzi w
tym cos zlego. Raczej uznaje, ze byl jak inni, choc mysle, ze to zadne
usprawiedliwienie. Amerykanin jednak kilka razy podkreslil, ze niczego w
przeszlosci by nie zmienil. „Nie chce sie usprawiedliwiac, ze wszyscy to
robili albo nigdy nie wygrywali. To wszystko prawda, ale to ja
zdecydowalem sie zrobic to, co zrobilem i to bylo… Nie chcialem wracac
do domu, czlowieku” – powiedzial w koncu Armstrong.
Coz, niezbyt wierze, ze to mozliwe, ale mam zyczenie dotyczace
wszystkich sportowych oszustow: idzcie do domu.

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *