Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 13 października 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 275 (5204) 13 pazdziernika 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
Niesamowity poziom meczu z Brazylia i porazka Polakow. Kurek wyjechal z
Japonii
Polacy przegrali po tie-breaku z Brazylia. To bylo najbardziej
emocjonujace spotkanie mistrzow globu w Pucharze Swiata, choc juz bez
Bartosza Kurka w skladzie.
Do zakonczenia zmagan w Pucharze Swiata w Japonii Polakom pozostaly do
rozegrania jeszcze dwa mecze, a to spotkanie numer dziewiec z Brazylia
wywolalo najwieksze, jak do tej pory emocje. Mecz bedacy powtorka
ubieglorocznego finalu mundialu stal rowniez na najwyzszym poziomie i…
byl jak final. Wygrana z Canarinhos 3:0 zwiekszalaby szanse naszej
druzyny na zwyciestwo w Pucharze Swiata. Po porazce z Brazylijczykami,
zespol Vitala Heynena wciaz ma matematyczne szanse na triumf, ale
wszystko wskazuje na to, ze Polakom pozostala walka o utrzymanie
drugiego miejsca, ktore i tak bedzie ogromnym sukcesem.
– Brazylijczycy sa daleko z przodu w klasyfikacji generalnej i nawet
jesli wygramy, prawdopodobnie pozostana na swoim miejscu. Mysle, ze to
oni beda zwyciezcami Pucharu Swiata, zasluzyli na to. Do tej pory byli
najlepszym zespolem – mowil przed meczem trener Polakow Vital Heynen.
Trudno bylo sie spodziewac, ze takie spotkanie zakonczy sie w trzech
setach, choc jego zespol mogl tego dokonac. Po wygranej w pierwszym
secie, gdy bialo-czerwoni brylowali jesli chodzi o blok i zagrywke (po
piec i trzy punkty odpowiednio w tych elementach), w drugiej partii
mogli powiekszyc to prowadzenie. Przy stanie 23:23 w aut zaatakowal
Aleksander Sliwka i ostatecznie do remisu w calym meczu doprowadzili
Brazylijczycy, ktorzy swietnie radzili sobie w kontrach. Oni wygrali tez
kolejnego seta, ale reprezentacja Polski doprowadzila do tie-breaka.
Zwlaszcza, ze czwartego seta nasz zespol zaczal z wysokiego „C”, bo od
prowadzenia 5:0 i pozniej systematycznie je powiekszal. Dobre zagrywki
Karola Klosa, najbardziej efektywnego zawodnika w polskim zespole w tym
spotkaniu, a takze pewne ataki Michala Kubiaka pozwolily Polakom na
przedluzenie swoich szans na zwyciestwo.
W tie-breaku Brazylijczycy caly czas utrzymywali przewage dwoch lub
trzech punktow nad naszym zespolem, ktory w sytuacjach, gdy mogl ja
zniwelowac, popelnial bledy. W obronie zagapil sie srodkowy Mateusz
Bieniek, po zle dogranej pilce w siatke wpadl atakujacy Maciej Muzaj
albo w aut uderzyl przyjmujacy Wilfredo Leon. Chociaz do historii
przejdzie najbardziej efektowna akcja tego meczu, a moze nawet calego
turnieju. Przy stanie 1:1 w piatym secie, Leon obronil pilke noga, a
Kubiak wyskoczyl za bandy reklamowe, by ja obronic. Po dograniu na druga
strone siatki z 20. metra w wykonaniu kapitana Polakow, Brazylijczycy
wyprowadzili akcje, ale zakonczyl ja autowy atak. Poswiecenie w
defensywie sie oplacilo, choc ostatecznie bialo-czerwoni przegrali caly
mecz.
– Forme srodkowego sprawdzaja takie mecze jak ten z Brazylia – mowil
przed tym spotkaniem srodkowy reprezentacji Polski Karol Klos. Juz w
poprzednich spotkaniach niezle sie prezentowal, ale egzamin przeciwko
Canarinhos zdal na szostke. Zdobyl az 13 punktow – po piec blokiem i
atakiem, a dolozyl do tego jeszcze trzy oczka zagrywka. Klos to
jednoczesnie najlepiej blokujacy zawodnik polskiej druzyny w calym turnieju.
Bialo-czerwoni choc niezle prezentowali sie w ofensywie, a do tego mieli
14 punktow blokiem i osiem zagrywka (siedem oczek i trzy oczka
Brazylijczykow w tych elementach), to jednak przegrali. Kluczem byla
swietna gra w kontrach w wykonaniu ekipy Renana Dal Zotto. Mieli ich az
53, a Polacy o dwadziescia mniej.
W skladzie na niedzielny mecz w Hiroszimie nie znalazl sie Bartosz
Kurek, ktory… wyjechal z Japonii, by przygotowywac sie do sezonu w
Serie A. Wszystko zostalo wczesniej ustalone z selekcjonerem.
– Bartosz Kurek w sobote ze swoim nowym klubem z Monzy rozpoczyna
zmagania w lidze wloskiej. Miesiac temu ustalilismy, ze zrobimy
wszystko, by zdazyl na inauguracje sezonu. Jesli zostalby na Pucharze
Swiata do konca to byloby to praktycznie niemozliwe. W tym turnieju
Bartek zagral w wielu spotkaniach i prezentowal bardzo wysoki poziom.
Uwazam, ze jest na najlepszej drodze, by wrocic do najwyzszej
dyspozycji, do ktorej przyzwyczail nas w poprzednim sezonie
reprezentacyjnym. Bardzo sie z tego ciesze i zycze Bartkowi wszystkiego
najlepszego w lidze wloskiej, ale nie w meczu z Perugia – tlumaczyl
Vital Heynen w rozmowie z Polsatem Sport.
Do zakonczenia zmagan w Pucharze Swiata Polakom pozostaly jeszcze dwa
mecze. W poniedzialek zmierza sie z Kanada, a dzien pozniej w ostatnim
spotkaniu zagraja z Iranem.
Polska – Brazylia 2:3 (25:19, 23:25, 19:25, 25:16, 11:15)
Polska: Drzyzga 1, Kubiak 9, Klos 13, Muzaj 16, Leon 18, Bieniek 9 oraz
Zatorski (l), Wojtaszek (l), Komenda, Kaczmarek 1, Szalpuk 2, Sliwka 2.
Trener: Heynen.
Brazylia: Rezende 2, Lucarelli 4, Lucas 9, Alan 27, Leal 21, Mauricio 5
oraz Thales (l), Isac 1, Borges, Cachopa, Moreira, Flavio 1. Trener: Dal
Zotto.
Sedziowali: Rapisarda (Wlochy, Shaaban (Egipt). Widzow: 3690.

PILKA NOZNA
Niedzielna wygrana z Macedonia Polnocna da Polsce awans do finalow EURO
2020. Ale atmosfera w reprezentacji daleka jest od wesolej.
Miesiac temu Bialo-Czerwoni po raz pierwszy od prawie pieciu lat nie
wygrali w Warszawie meczu o punkty. Po bezbramkowym remisie z Austria
pozegnaly ich gwizdy, a pozniej w strefie wywiadow Robert Lewandowski
punktowal wszystkie braki zespolu Jerzego Brzeczka. Az prezes PZPN
Zbigniew Boniek nie wytrzymal i zaapelowal do kapitana o wieksza
dyplomacje i wstrzemiezliwosc w wypowiedziach. Prosil, by sporne kwestie
byly zalatwiane w szatni.
No to w czwartek w szatni w Rydze wybuchnal Kamil Glik. A przeciez
kilkanascie minut wczesniej Polacy pokonali Lotwe, Robert Lewandowski
zdobyl wszystkie trzy bramki, Kamil Grosicki mial dwie asysty (pierwsze
u Brzeczka), forma blysnal 20-letni Sebastian Szymanski. Wydawalo sie,
ze orkiestra pod batuta obecnego selekcjonera przestala falszowac. Nic
bardziej mylnego.
Zamiast odbudowy wizerunku zrobilo sie nieprzyjemnie przed spotkaniem z
Macedonia Polnocna. – Przez pierwsze 20 minut spisywalismy sie swietnie,
ale pozniej juz kazdy gral pod siebie, popisywal sie jakimis „pietkami”,
tylko po to, by strzelic gola. Nie o to w pilce chodzi. Nie ukrywam, ze
bardzo mnie to irytowalo – mowil wyraznie zirytowany obronca Monaco.
Niby nie powiedzial niczego odkrywczego, bo jak na dloni widac, ze w
kadrze wiele rzeczy wciaz nie funkcjonuje jak nalezy, jednak tak mocne
stwierdzenia w takim momencie – trzynascie miesiecy po debiucie
Brzeczka, chwile przed awansem do wielkiego turnieju – daja do myslenia.
Przypominaja, ze zwyciestwa z tak slabymi druzynami jak Lotwa nie
powinny zamazywac rzeczywistosci.
– Rzadko daje sie wyprowadzic z rownowagi, ale w szatni podzielilem sie
swoimi przemysleniami. Po tylu latach gry w kadrze chyba moge sobie na
to pozwolic. Do kazdego meczu podchodze z wielka pokora. Pilka tego
uczy. W spotkaniu z Lotwa dlugimi fragmentami nam tej pokory po prostu
brakowalo – stwierdzil Glik, co mocno kontrastuje z wypowiedzia
Grzegorza Krychowiaka. – To byl bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu.
Wygralismy 3:0, pokazalismy wysoka koncentracje od pierwszej do
ostatniej minuty, wiec uwazam, ze kazdy powinien byc zadowolony – glosil
pomocnik Lokomotiwu Moskwa. I zapewnial, ze w szatni nie uslyszal
zadnych krytycznych slow Glika. Dwie skrajne postawy uwypuklaja, ze po
trzynastu meczach pod wodza Brzeczka ta druzyna nie jest spojna. Ani na
boisku, ani w szatni.
– Nie popadajmy ze skrajnosci w skrajnosc, czesto sami kreujemy
problemy, ktorych nie ma. Mecz z Lotwa sie odbyl, wszyscy sa zdrowi,
Polska zgarnela punkty i mozna o tym wystepie zapomniec – mowi trener
Robert Podolinski, ekspert TVP.
Problemow w zespole narodowym nie brakuje. I to przede wszystkim o nich,
a nie o wygranej 3:0, opowiadal w czwartek po wyjsciu z szatni Kamil
Glik. Pilkarze sa swiadomi niedostatkow i mowia o nich coraz glosniej.
Nie zmienia to faktu, ze juz jutro zespol moze sobie zapewnic awans do
przyszlorocznych mistrzostw Europy. Wystarczy pokonac Macedonie
Polnocna, ktora po wygranej ze Slowenia tez walczy o awans.
– To dobrze – mowi selekcjoner. Ma nadzieje, ze rywal zagra otwarty
futbol, sprobuje zaatakowac, nie ustawi podwojnych zasiekow pod wlasna
bramka.
Wiekszosc reprezentantow jest swiadoma, ze zwyciestwa ze slabymi
rywalami znacza niewiele, jesli nie widac, ze zespol sie rozwija, ma
wypracowane schematy i pomysl na gre. Przezyli to podczas
ubieglorocznych mistrzostw swiata w Rosji, gdzie pojechali po
zwyciestwie z Litwa 4:0.
Lewandowski po zmiazdzeniu Litwinow przestrzegal, ze wieksza
intensywnosc gry bywa na treningach. Podobnie mozna bylo powiedziec w
czwartek, slowa zdaja sie aktualne rowniez przed niedzielnym meczem,
choc czwartkowa wygrana Macedonczykow ze Slowenia pokazala, ze nie jest
to rywal tej kategorii co Lotysze.
– Co jest do poprawy przed tym meczem? Nie chce o tym mowic na goraco.
Byly rzeczy, ktore musimy wyeliminowac. Niektore dzis bardzo mnie
zagrzaly, wiec o nich powiedzialem, ale juz wystarczy, bo nie chcialbym
palnac czegos mocniejszego – mowil Glik jeden z tych, dla ktorych
przyszloroczny turniej bedzie zapewne juz ostatnim. Tym wieksza
determinacja, by nie zakonczyl sie tak szybko, jak w Rosji. Selekcjoner
przemyslen musi miec duzo, wciaz nie znalazl sposobu, jak obudzic srodek
pola, jak dotrzec do Piotra Zielinskiego, ktory nie blysnal nawet na tle
tak slabego rywala jak Lotwa. A poprzeczka bedzie juz zawieszona tylko
wyzej.

UWAGA: WYNIK I SPRAWOZDANIE Z MECZU REPREZENTACJI Z MACEDONIA POLNOCNA
PRZEKAZE GARGAMEL JUTRO W SWOJEJ GAZETCE PORANNEJ.

-Wolnicki: Kosciol Kubicy, a pilkarska gonitwa [felieton]
W sportowym swiecie poza pilka nozna, w ktorym zazwyczaj funkcjonuje,
jest bardzo ciekawie, ale lubie przygladac sie temu, z czym mierza sie
moi koledzy, ktorzy caly swoj czas poswiecaja na sledzenie wydarzen na
boisku i, szczegolnie, poza nim.
O, na przyklad ostatnio trener kadry Jerzy Brzeczek calkiem fajnie
zazartowal (bo chyba zartowal, prawda?). Podobno pilkarze tak dobrze
trenowali podczas zgrupowan, ze choc w reprezentacji dawali ciala, to
dzieki temu pozniej swietnie grali w klubach. Logiczne, czyz nie?
Albo wezmy taki kongres 590. Sam nie mialem okazji byc w Rzeszowie, ale
wyczytalem, ze w ramach tej imprezy odbyl sie panel dyskusyjny: „Co
zrobic, aby polskie kluby dogonily Europe?”. Nie znalazlem nic o tym,
jakie recepty przedstawiali ludzie z Niemiec czy Czech, ale moze to ma
sens, bo co nam obcy beda prawili madrosci? Mowili za to ludzie, ktorzy
akurat sa fachowcami, tylko tak jakby na opak. Otoz przerobili te droge,
ale niestety w przeciwny kierunku. Nikt nie jest juz szczegolnie
zaskoczony, kiedy cala pilkarska Europa konczy wakacje, a polskie kluby
maja juz pucharowa „gonitwe” z glowy, bo zazwyczaj w bojach z potegami z
Lotwy, Moldawii czy Luksemburga okazuje sie, ze nasi akurat nie trafili
z forma, a nowe nabytki jeszcze nie zrozumialy skomplikowanego systemu,
potrzebuja czasu na aklimatyzacje. No i wiadomo, „poziom sie bardzo
wyrownal” i „nie ma juz ogorkow”. Chyba ze w kraju nad Wisla, ale tego
nie ma co dodawac, bo po co psuc sobie humor. W kazdym razie, gdy cala
reszta zaczyna zabawe na serio, nasi moga skupiac sie na lidze, zeby –
oczywiscie – walczyc o puchary i od nowa gonic te cala Europe.
Wlasciciel Legii Warszawa, pan Dariusz Mioduski, znalazl rozwiazanie.
Znowu nie wiem, czy mrugal przy tym okiem, czy faktycznie to prawdziwy
pomysl, ale znalazlem taki cytat: „Jak PKN Orlen zechce wesprzec Legie
Warszawa taka sama kwota jak Roberta Kubice, to gwarantuje, ze bedziemy
grac w Lidze Mistrzow”. Dla wlasnego spokoju i dla zachowania wiary w
ludzi uznajmy, ze to zart. A jesli ma byc serio, to kilka razy pisalem
ostatnio o tej kasie dla Kubicy, ale nie bronie tego wydatku w zaden
sposob. Od „kosciola pana Roberta” (o, ten „kosciol” dam do tytulu,
Kubica zawsze sie dobrze klika w internecie) jestem daleki jak polskie
kluby od Ligi Mistrzow, ale jakis sens biznesowy w obecnosci w swiecie
F1 – z Kubica lub bez – mozna znalezc. Za to kompletnie nie wiem, jak
kilkanascie milionow zlotych ekstra mialoby sprawic, ze spelnilaby sie
gwarancja szefa Legii. Tym bardziej ze w tej Lidze Mistrzow grywaja
ekipy z mniejszym budzetem od warszawskiego klubu, a i on sam przegrywal
z biedniejszymi. Zeby nie bylo, ze czepiam sie tylko Legii, to dodam, ze
podobnie przemawiali rowniez ludzie z Lecha Poznan i Jagiellonii
Bialystok. Jak wiadomo, wszyscy pedza na szczyty pilkarskiej Europy
bardzo zwawo!
Podczas tej samej konferencji inny dzialacz, prezes Ekstraklasy SA
Marcin Animucki oglosil, ze szefowie zagranicznych lig, ktorzy patrza
„na dynamike wzrostu ogladalnosci w TV, frekwencje na stadionach, wzrost
wartosci praw TV, boja sie, ze bedziemy ich wkrotce przeskakiwac”. Czyli
w sumie jest dobrze, a wlasciwie bardzo dobrze. Po prostu reszta Europy
nie rozumie naszego sposobu na potege. Coz, ich problem.

-Jak wybrac jedenastke wszech czasow reprezentacji Polski na stulecie
Polskiego Zwiazku Pilki Noznej? – zastanawia sie Michal Zaranek,
dziennikarz i felietonista „Przegladu Sportowego”.
Kilka miesiecy temu spotkal mnie niezasluzony zaszczyt, dostalem list od
prezesa PZPN Zbigniewa Bonka powolujacy mnie do kapituly, majacej z
okazji stulecia zwiazku wybrac jedenastke najlepszych polskich pilkarzy.
Wy, drodzy kibice, natykacie sie teraz w programach telewizyjnych,
gazetach i w internecie na reklamy nawolujace Was do sporzadzenia
wlasnego zestawienia i glosowania na portalu laczynaspilka. My zajmujemy
sie tym juz od marca i mamy za soba kilka ciekawych spotkan, jedenastke
– wybrana przez nas i Was (bo glosy zostana polaczone) oglosimy 6
grudnia na uroczystej gali.
Poza mna sa w tym gronie sami fachowcy – wielu selekcjonerow, znani
dziennikarze. Juz na poczatku zdziwilem sie, ze to tak dlugo ma trwac.
Przeciez kazdy czlowiek zwiazany z pilka moze nawet obudzony w nocy od
razu wymienic jednym tchem nazwiska jedenastu zawodnikow, ktorzy grali
najlepiej, zdobywali medale, zachwycili go. Moglem od razu wyrecytowac
nazwiska, po co te narady? Wiemy swoje i nikt nas nie przekona do czegos
innego. No, ale jak tu odmowic milych spotkan przy kawie i ciastkach z
ludzmi, ktorzy o polskiej pilce wiedza wszystko? Potrafia zwrocic uwage
na niedostrzegalne dla zwyklych kibicow niuanse, wytknac drobne
grzeszki, przyblizyc sylwetki wybitnych zawodnikow, przypomniec o juz
prawie zapomnianych, dodac wiele swoich obserwacji i anegdot. Moja
niewzruszona pewnosc siebie zaczela sie chwiac. Jacek Gmoch na przyklad
przekonywal mnie, ze najlepszym naszym lewym obronca byl „Ana”, czyli
Zygmunt Anczok, a i na swoja gre zwracal uwage. Henryk Apostel z
zachwytem opisywal najbardziej efektownego dryblera, dzis juz zupelnie
zapomnianego, Edmunda Kowala, takiego polskiego Garrinche przelomu lat
50. I 60. Pawel Janas podkreslal wielka role Lucjana Brychczego w
edukacji wielu pokolen pilkarzy. Antoni Piechniczek robil fachowe
wyklady z taktyki. I ja, ktory swoja jedenastke mialem ustalona na
poczatku, juz dokonalem w niej dwoch zmian, a o kilku jeszcze mysle. Nie
ma co sie spieszyc, warto dokonywac przemyslanych wyborow i dobrze jest
posluchac madrzejszych od siebie.
Wybierac nie jest latwo. Starsi kibice maja swoich bohaterow z
najlepszej dekady polskiej pilki – od zlotego medalu w Monachium po
trzecie miejsce w mistrzostwach swiata w Hiszpanii. Wtedy bylismy
potega, a nazwiska naszych pilkarzy znano na calym swiecie, chrzczono
nimi nawet dzieci (urodzony w 1984 roku reprezentant Hondurasu to Boniek
Garcia)! Najmlodsi czcza Lewandowskiego, Grosickiego, Krychowiaka,
Piszczka – moj 6-letni wnuk, gdy dowiedzial sie, czym sie zajmuje,
wykrzyczal: „Dziadek, pamietaj: Lewy, Piszczu i Reus!” (z tej trzeciej
podpowiedzi nie skorzystam). A jak tu zapomniec o idolach odeszlych juz
pokolen kibicow – Kucharze, Reymanie, Wilimowskim, Wodarzu, Peterku,
Ciesliku, Polu i wielu, wielu innych. Gry wiekszosci z nich nikt z nas
nawet nie ogladal.
Jak zreszta porownac pilkarzy z roznych epok? Grali w zupelnie innych
warunkach. Ci przedwojenni, amatorzy i entuzjasci, topornymi butami
kopiacy ciezka, nasiaknieta woda, sznurowana pilke, odkrywajacy dopiero
zawilosci taktyczne, wymyslajacy zagrania i zwody, tlukacy sie w
ciasnych wagonach, jezdzac dniami i nocami na miedzypanstwowe mecze. Ci,
tuz powojenni, niestroniacy od papierosow i alkoholu, karmieni kapusta i
wieprzowina, po sukcesach obdarowywani ortalionowymi plaszczami i
turystycznymi radyjkami. Tylko pomyslcie, czego mogliby dokonac ze swoim
talentem, majac najwyzszej klasy sprzet z kosmicznych materialow,
otoczeni sztabami szkoleniowcow, analitykow, specjalistow od
przygotowania fizycznego, lekarzy, farmaceutow, dietetykow, majac
drobiazgowa wiedze o kazdym rywalu? Ech, chcialoby sie powiekszyc
boisko, zeby zmiescic na nim jak najwiecej pilkarzy. A tu tylko
jedenastu. Cale szczescie, ze to rowniez okazja, by przypomniec sobie
innych.

FORMULA 1
Valtteri Bottas (Mercedes) wygral stojace pod katem tajfunu i
niezwyklych okolicznosci pogodowych Grand Prix Japonii. Robert Kubica,
ktory w kwalifikacjach rozbil bolid i musial startowac w dosc
eksperymentalnie poskladanym pojezdzie, dojechal do mety na 18. pozycji.
Wyscigu nie ukonczyli Max Verstappen (Red Bull Honda) i Sergio Perez
(Force India Mercedes).
Dosc dlugo samo rozegranie GP Japonii wydawalo sie malo realne, ale
ostatecznie tajfun Hagibis pozwolil na rozegranie kwalifikacji tuz przed
wyscigiem i pozniej, juz zgodnie z planem, samego wyscigu. Kraj
Kwitnacej Wisni nie byl jednak szczegolnie szczesliwy dla Roberta
Kubicy. W kwalifikacjach Polak rozbil swoj bolid i bardzo dlugo nie bylo
wiadomo, czy w ogole stanie na starcie. Ostatecznie jego pojazd udalo
sie poskladac, ale wymiana czesci na stare i cala masa problemow
technicznych nie dawaly wielkich nadziei, ze Polaka na torze Suzuka moze
spotkac cokolwiek dobrego.
Do wyscigu Polak wystartowal z alei serwisowej. Bolid, ktory w
normalnych warunkach nie pozwala na zbyt wiele, po szybkiej wymianie
czesci tuz przed startem, nie gwarantowal nawet, ze uda sie ukonczyc
wyscig. Kubica jednak staral sie jechac na tyle bezpiecznie, by moc
dotrzec do mety w GP Japonii. To mu sie udalo i trzeba przyznac, ze w
takiej sytuacji nalezy uznac to za drobny sukces.
Walka o zwyciestwo byla pasjonujaca od samego startu. Swietnie zaczal
Valtteri Bottas (Mercedes), ktory tuz po starcie minal dwa bolidy
Ferrari. Po chwili zreszta krakse mial mlodszy z kierowcow ze stajni z
Maranello Charles Leclers, ktory musial zjechac do alei serwisowej i
stracil dobra pozycje.
Na 15. okrazeniu z dalszej jazdy musial zrezygnowac Max Verstappen (Red
Bull Honda), po raz kolejny zaliczajac rozczarowujacy start. W
miedzyczasie do przodu przesuwal sie Leclerc, ale przebijanie sie z
ostatnich pozycji nie bylo latwe.
Pozniej sytuacja sie uspokoila. Bottas bardzo spokojnie utrzymywal swoje
prowadzenie, majac za plecami Lewisa Hamiltona i zwyciezce kwalifikacji
Vettela. Na koncu stawki jechal caly czas Kubica, jednak biorac pod
uwage fakt, jak prezentowal sie bolid Polaka, samo to, ze kontynuowal
jazde, nalezalo uznac za sukces.
Na 37. okrazeniu na prowadzeniu znalazl sie drugi z kierowcow Mercedesa
Lewis Hamilton. Przed nim byl jednak jeszcze jeden pit stop, co kazalo
uznac, ze ciezko bedzie mu utrzymac prowadzenie. Bylismy zreszta
swiadkami dziwnych rozmow przez radio, bo Bottas dopytywal, czy jego
kolega na pewno zjedzie do boksu, z kolei sam Hamilton glosno domagal
sie odpowiedzi na pytanie, co ma zrobic, zeby to prowadzenie utrzymac.
Hamilton jednak zjechal do boksu i na prowadzenie wrocil Bottas.
Kierowca Mercedesa utrzymal je do samego konca i pewnie triumfowal na
torze Suzuka. Na drugiej pozycji sklasyfikowany zostal Vettel, natomiast
trzecia pozycje zajal Hamilton, ktory do samego konca staral sie
wyprzedzic kierowce Ferrari. Przebijajacy sie z konca stawki Leclerc
ostatecznie zajal szosta pozycje. Robert Kubica byl 18., „oczko” za
swoim kolega z Williamsa Georgem Russellem. Rywalizacji nie ukonczyl Max
Verstappen oraz (Force India Mercedes), ktory wypadl z toru na ostatnim
okrazeniu.

ZUZEL
Gebicz: Hold dla polskiego F-16 [felieton]
Nie ma chyba bardziej odleglych sportow niz te dwie dyscypliny. Juz
kolory mowia wszystko. Tenis jest bialy, a zuzel czarny. Rakietami
czesciej pasjonuja sie biale kolnierzyki, ryk motorow przyciaga nieco
inna klientele.
Choc Dawid Celt, trener i maz Agnieszki Radwanskiej oraz kibic
Wlokniarza Czestochowa, doskonale laczy oba swiaty. Tu mamy najwieksze
globalne metropolie od Melbourne i Pekinu przez Londyn i Paryz po Nowy
Jork, tam mniejsze miasta w Polsce, Skandynawii czy Anglii. Tu obiekty
naszpikowane nowoczesnoscia, tam czesto stare jak wegiel.
Na obu polach trwa nieustajacy wyscig z czasem. Federer, Djokovic, Nadal
czy ich rywale lataja prywatnymi odrzutowcami lub na dlugich dystansach
klasa pierwsza badz biznes. Specjalisci od jazdy w lewo podrozuja
inaczej, czesto swoimi busami, a siatke polaczen – jak zgrabnie okreslil
jeden z kibicow – maja napieta niczym gacie w rozmiarze S na pupie Kim
Kardashian. Czesto z dnia na dzien trzeba przeciez obskoczyc rozne ligi
i imprezy. Niekiedy ryzykuja zdrowie za kilkaset zlotych, podczas gdy
tenisista za sam przyjazd na Flushing Meadows inkasuje juz 50 tysiecy
dolarow. Kontrast az bije po oczach. Na kortach mamy na strojach
superkontrakty za kilka malusienkich literek badz dyskretne logo
sponsora, na stadionach zas kombinezony zawodnikow przypominajace raczej
komiksy czy okladki bulwarowek. Tyle tam lokalnych dobroczyncow
skladajacych sie wlascicielowi na budzet…
******
Do tego obrazu nijak nie pasuje mi moj imiennik, trzeci w historii
polski mistrz swiata Bartosz Zmarzlik. 24 lata, 170 cm, nieco ponad 60
kg. Pseudonim F-16. Czlowiek ze Stali i nerwy ze stali tez. Wszystko w
tej konfiguracji wydaje mi sie jakos bardziej tenisowe niz zuzlowe. Mam
przed soba portret spokojnego, skromnego, ale pewnego siebie sportowca,
ktory razem z rodzina stworzyl perfekcyjnie funkcjonujacy team. Tata
mechanik, mama ksiegowa-psycholog, brat menedzer i fachowiec od
logistyki. No i jeszcze najwierniejszy kibic, czyli narzeczona.
Profesjonalizm az do szpiku kosci, wbrew temu calemu miszmaszowi
krolujacemu w srodowisku.
Na torach nie brakuje problemow i konfliktow, tymczasem mlody czempion
wydaje sie wrecz nieskazitelny. Co chwile slyszymy, kto i jak fauluje,
kto kogo i gdzie wywozi, kogo nalezy utemperowac, a on na tym tle jawi
sie jako oaza doskonalosci. Przynajmniej od momentu, od kiedy osiagnal
„international level”. Kiedys i u niego, zeby nie bylo laurki, roznie z
tym wizerunkiem bywalo. Piec lat wstecz, jeszcze gdy startowal jako
mlodziezowiec, rywale zarzucali mu niedozwolone chwyty. Na przyklad
zbulwersowany Tomasz Jedrzejak podczas jednego z meczow oskarzal, ze
caly czas wystawial nogi. I pytal, czy zuzel ma polegac na kopaniu, czy
jednak na nieco innych walorach. Bo przeciez to chyba nie futbol”
Gorzowianina – znow wroce do tenisa – porownalbym w tej sytuacji do
Rogera Federera. Na poczatku kariery Szwajcar tez nie zachowywal sie
wzorowo i lamal rakiety, lecz potem przeszedl niesamowita przemiane.
Zyskal status Petroniusza, arbitra elegantiarum, dostawcy dobrego smaku,
do ktorego wszedzie pod kazdym wzgledem sie rowna. Bartosz dzis rowniez
staje sie kims takim. Moze i kiedys zblizal sie czasami nie do tych
granic co trzeba, moze i bywalo, ze niepotrzebnie prowokowal, ale
dojrzal, przemyslal i dzis choc jezdzi ostro, zawsze robi to fair. Co
zgodnie podkreslaja jego najgrozniejsi konkurenci.
Z takimi bohaterami jak Zmarzlik speedway ma szanse przetrwac. Czy
oczarowac Europe, nie wiem, ale zachowac swoj obecny status – na pewno.
Nasz kraj, tak naprawde jedyna przyjazna dla tego sportu oaza, tego
sukcesu bardzo potrzebowal. Teraz zawody na PGE Narodowym mozna by
wprawdzie planowac trzy razy w roku i komplet widzow bylby i tak
gwarantowany, ale czy tak samo sytuacja bez Polaka wygladalaby za pare
lat? Watpie. Zaledwie dwa tytuly na przestrzeni pol wieku dla panstwa
bedacego mekka topowych jezdzcow nie nastrajaly do optymizmu. Skoro za
granica ocenia sie zuzel jako dying business, czyli biznes, ktory
umiera, w konsekwencji zagrozenie upadkiem moze istniec i u nas. Wynik
Zmarzlika – a w przyszlosci oby w liczbie mnogiej wyniki –
niebezpieczenstwo znaczaco minimalizuja.
Choc oczywiscie zycie plata figle z dnia na dzien. Pamietamy niedawna
porazke siatkarzy ze Slowenia. W ME dlugo grali porywajaco i bezblednie,
by w kluczowym dla walki o tytul spotkaniu przegrac w Lublanie 1:3.
Nadzieje na zloto mistrzostw Europy upadly wowczas w nieco ponad dwie
godziny. Nieco pozniej ostatecznie wyzionela tez ducha lotnicza Adria,
ktora bialo-czerwonych miala dowiezc na polfinal. Tam oczywiscie nie
chodzilo o strajk, po prostu leasingodawcy zadluzonemu po uszy
przewoznikowi pozabierali samoloty. Sensownego planu naprawczego nie
udalo sie stworzyc, w sadzie w Kranju czeka juz wniosek o upadlosc.
Kadra Heynena po wrzesniowym ciosie zdolala sie podniesc, zalozone
blisko 60 lat temu linie z efektownym sloganem „Taking Off To The
Future” juz niestety w przyszlosc nie wystartuja. A przeciez
menedzerowie do konca uspokajali, ze do katastrofy – jak u turystycznego
giganta Thomasa Cooka – nie dojdzie.
******
Uspokajali, a po chwili nie bylo juz plynnosci. W korporacji szef mowi w
poniedzialek jedno, by we wtorek obwieszczac bez mrugniecia okiem
zupelnie co innego. I zegnac lzawymi mailami nieboszczyka, klientow,
pracownikow oraz zewnetrznych kontrahentow. Wciskac ludziom kit. Dlatego
czesto zdecydowanie bardziej stabilne sa mimo wszystko projekty
rodzinne. Moze w mniejszej skali, ale za to zdrowe. Takie jak ten klanu
Zmarzlikow, gdzie oprocz pilnowania cyferek, kazdy z udzialowcow wklada
w team cos wiecej – pasje, serce czy wrecz cale zycie. Wypadek moze sie
oczywiscie zdarzyc, klotnia miedzy najblizszymi tez, ale generalnie taki
mechanizm wykonczyc troche trudniej. Sklonnosc do poswiecen i samoobrony
jest w tego typu zespolach znacznie wyzsza niz wowczas, gdy
akcjonariusze cisna jedynie wynajety zarzad, by cial koszty i
dopasowywal zysk do zalozen budzetowych. Szukac nowych sciezek, a jak
wiemy to domena zuzlowcow, tez wtedy latwiej.
Nie powiem, ten Bartek imponuje mi jak cholera. To inny typ niz Kubica,
ale tez ma w sobie iskre. Potrafi zadbac o szczegoly. Poukladal sobie
wszystko perfekcyjnie. Porozdzielal role jak trzeba, ze swych silnikow,
siebie i wspolpracownikow wycisnal pozytywne maksimum, druzyna
funkcjonuje jak szwajcarski zegarek. I sie rozwija. Zmarzlik ma zloto,
ale walczy dalej. On tak latwo tronu nie odda!

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *