Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 12 stycznia 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 11 (5286) 12 stycznia 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Dramat polskich siatkarek. Rozegraly wspanialy mecz, ale przegraly z
Turcja.
Reprezentacja Polski siatkarek byla o wlos od finalu turnieju
kwalifikacyjnego do igrzysk w Tokio. Niestety, w czwartym secie zabraklo
im doswiadczenia i nie wykorzystaly ogromnej szansy.
– Bedziemy walczyc – obiecywaly przed meczem z Turcja Magdalena Stysiak
i Maria Stenzel, najmlodsze na boisku. I walczyly, ale przede wszystkim
dobrze graly w siatkowke. Stysiak byla nie do zatrzymania w ataku,
osiagajac w pierwszym secie 75-procentowa skutecznosc.
Tylko poczatek nalezal do wicemistrzyn Europy, lecz to akurat nie
powinno dziwic, bo Bialo-Czerwone zaczynaly tak wszystkie spotkania.
Przy wyniku 4:6 dwa asy poslala Malwina Smarzek-Godek i gra sie
wyrownala. Nie na dlugo, bo im dluzej trwala, tym Polska wyrazniej
dominowala. Choc nasze siatkarki sa mniej doswiadczone od rywalek, to
imponowaly sprytem i wyrachowaniem. Kiedy nie mozna bylo uderzyc mocno,
popisywaly sie precyzyjnymi kiwkami, a Turczynki byly bezradne.
Mecz zaczal sie wiec znakomicie, inaczej niz rozgrywany na poczatku
wrzesnia polfinal mistrzostw Europy. Wtedy Turcja grala swietnie i w
drugim secie pokazala, ze latwo Polkom nie bedzie. W drugim secie
rozegrala sie Meryem Boz, ktora kiedys wystepowala w Atomie Sopot.
Polskie siatkarki walczyly, jak potrafily, odrobily czteropunktowa
strate, jednak przytrafil im sie przestoj, ktory zdecydowal o wyniku.
Przy wyniku 12:12 stracily kilka punktow, a rywalki nie wypuscily szansy.
Roznica miedzy pierwszym a drugim setem wziela sie ze slabszej zagrywki
Polek. Rezerwowa rozgrywajaca Naz Akyol mogla grac kombinacyjnie, a jej
kolezanki z reguly atakowaly na pojedynczym bloku. Kiedy nasz atut
dzialal, mecz wygladal zupelnie inaczej. Tak bylo w trzeciej partii, gdy
Turczynki rozrzucila po boisku Klaudia Alagierska, a jej kolezanki raz
za razem zdobywaly punkty blokiem.
Gdy Polska prowadzila 16:10, wydawalo sie, ze przeciwniczki juz sie nie
podniosa. Ich trener Giovanni Guidetti rzucal tabletem, klocil sie z
sedzia, a zawodniczki byly roztrzesione. Niestety, w ustawieniu z
serwujaca Sehra Gunes Polki stracily piec punktow, a Turczynki odzyly.
Nasze siatkarki mialy problemy z przyjeciem zagrywek i nie zdobywaly
punktow w kontratakach. Zrobilo sie niedobrze, bo przegrywaly 19:20,
jednak pokazaly charakter. Wyrownaly, wyszly na prowadzenie 23:21 i
wtedy majaca slabszy moment Smarzek-Godek zablokowala Gunes i Polska
miala setbola. Pierwszego rywalki obronily, a serwowac miala nasza
przesladowczyni Gunes. Nerwy daly jednak o sobie znac i turecka srodkowa
nie trafila w boisko.
Bylo wiec 2:1, a emocje siegaly az pod wysoki sufit hali w Apeldoorn.
Udzielily sie tez sedziemu, ktory nie wiedziec czemu przerwal
niesamowita akcje, w ktorej Stysiak mierzaca 203 cm wzrostu przebila
pilke noga, bedac dwa metry za koncowa linia i tylem do siatki.
Wystarczylo jednak, ze Bialo-Czerwone zaczely posylac latwiejsze serwy,
by inicjatywe przejmowaly rywalki. I trzeba bylo odrabiac straty. Wtedy
wazny jest charakter, a tego Polkom nie brakuje. W czwartej partii
przegrywaly juz 12:17, jednak potrafily wyrownac i sprawic, ze rywalkom
zaczely sie trzasc rece. Przeciwnie do Stysiak, Wolosz i Smarzek-Godek,
ktore w najtrudniejszych momentach graly najlepiej. Meczbola mielismy,
gdy Boz zaatakowala w aut. Pozniej jeszcze trzykrotnie mozna bylo
zakonczyc mecz, jednak zaden z atakow nie przyniosl zlotego punktu.
Podobnie jak kolejne meczbole seryjnie marnowane, m.in. przez zle
wybory. W koncu w ataku pomylila sie Stysiak i o finale mial zdecydowac
tie-break.
W nim obie druzyny byly mocno zestresowane. Tureckie zawodniczki w
czterech setach zepsuly cztery serwy, nie trafily dwoch pierwszych.
Polska druzyna z trudem zdobywala punkty. Do polowy seta bylo niezle
(8:7), ale znow pognebila nas zagrywka Gunes i trzypunktowej straty nie
udaly sie juz odrobic.
Szkoda, bo Bialo-Czerwone nie byly druzyna gorsza. Byc moze zabraklo im
doswiadczenia, bo poza Joanna Wolosz zadna nie grala wczesniej w
spotkaniu o tak duza stawke. W niedziele Turcja zagra w finale z Niemkami.
Polska – Turcja 2:3
Sety: 25:19, 18:25, 25:22, 31:33, 11:15
Polska: Wolosz, Stysiak, Kakolewska, Smarzek-Godek, Medrzyk, Alagierska,
Stenzel (libero) oraz Gorecka, Kowalewska, Lukasik

-Karl Geiger, Stefan Kraft, Dawid Kubacki i Kamil Stoch – kolejnosc z
soboty w zawodach Pucharu Swiata w Predazzo powtorzyla sie w niedziele.
Niemiec prowadzi w Pucharze Swiata. Kubacki jest czwarty.
W niedziele Kubacki wyladowal na podium w szostym kolejnym konkursie.
Zwyciezca 68. TCS przegrywal tylko z Geigerem i Kraftem. Swietnie
spisywal sie w Predazzo takze Kamil Stoch, choc starczylo tylko do
czwartych miejsc.
Trudno mowic o odrodzeniu zawodnika, ktory zajmuje wysoka, szosta
pozycje w Pucharze Swiata. Dla Stocha to nie jest jednak latwy sezon, na
68. Turnieju Czterech Skoczni mial zaledwie przeblyski swojej klasy. W
sobote w Predazzo, w miejscu, gdzie siedem lat temu zdobyl swoj pierwszy
wielki tytul – mistrzostwo swiata na duzej skoczni, Stoch zajal czwarte
miejsce. Konkurs przeprowadzono na skoczni normalnej, duza nie nadaje
sie do rozgrywania zawodow. Kamil stracil do podium zaledwie 0,1 pkt, w
odleglosci to zaledwie 5 cm. O machniecie skrzydel muchy pokonal go
kolega z druzyny Dawid Kubacki. Mimo wszystko Stoch nie czul zalu. –
Dawid jest teraz w zdecydowanie lepszej formie ode mnie – skomentowal
trzykrotny mistrz olimpijski.
W niedziele Stoch (102 m) znow byl trzeci po pierwszej serii. Przed nim
tylko Stefan Kraft (103,5) i Karl Geiger (107). Niemiec byl wiceliderem,
choc skoczyl zdecydowanie najdalej, ale ladowal w okolice rekordu
skoczni i nie wykonal telemarku. Sedziowie dali mu niskie noty za styl.
Tuz za Stochem ladowal Kubacki, ktory piec kolejnych konkursow konczyl
na podium i awansowal na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej PS.
Siodma pozycje zajmowal Piotr Zyla, ktory pod Turnieju Czterech Skoczni,
takze w Predazzo odnalazl patent do dobrego skakania.
Fenomenalnie pofrunal w drugiej serii – 104 m. Po tym skoku sedziowie
skrocili rozbieg. Bylo pewne, ze Polak awansuje. Tylko na ktora pozycje?
Przeskoczyl go dopiero Kubacki. O 0,9 pkt. Stoch uzyskal 100 m. I znow
przegral z Kubackim. Geiger uzyskal 103,5 m, tym razem z telemarkiem.
Kraft nie dal razy – 101 m dalo mu druga pozycje. Zyla byl czwarty ex
equo ze Stochem.
Jesli chodzi o pozostalych Polakow wciaz jest slabo. W sobote punktowal
Maciej Kot, w niedziele Stefan Hula. Jakub Wolny przebrnal kwalifikacje
dwa razy, ale przepadal w pierwszej serii konkursow.
Bardzo slabo w Predazzo spisywal sie Ryoyu Kobayashi. Japonczyk spadl z
pozycji lidera Pucharu Swiata. Pozycje te po raz pierwszy w karierze
zajal Geiger.
W tym sezonie Geiger dzwiga na sobie niemal cala odpowiedzialnosc za
niemieckie skoki. Pozostali liderzy kadry Stefana Horngachera zawodza,
jak mistrz swiata z Seefeld Markus Eisenbichler (teraz leczy uraz), czy
Richard Freitag. Andreas Wellinger i Severin Freund zmagaja sie z
przewleklymi kontuzjami. Geigera wspieraja Stephan Leyhe, Constantin
Schmid i Pius Paschke, ale to zawodnicy drugiej i trzeciej dziesiatki
klasyfikacji generalnej.
Geiger skacze rewelacyjnie, jego najslabszy wynik tej zimy to osma
pozycja w Innsbrucku. Gdyby nie zly pierwszy skok na Bergisel, stawilby
Kubackiemu jeszcze wiekszy opor w walce o zwyciestwo w 68. Turnieju
Czterech Skoczni. Wtedy Niemiec byl wsciekly na zly wiatr. Tej zimy az
cztery razy zajmowal w konkursach Pucharu Swiata drugie miejsce. Az
wreszcie w Predazzo byl najlepszy i to zdecydowanie. Krafta wyprzedzil
dwa razy.
Na obiekcie normalnym skoczkowie rywalizuja w Pucharze Swiata wyjatkowo
rzadko. Glownie w probach przedolimpijskich. W Seefeld podczas
mistrzostw swiata Geiger przezyl zupelnie odmienne emocje od Kubackiego,
ktory z 27. pozycji skoczyl po zloto. Niemiec po pierwszej serii byl
drugi, ale w finalowym skoku ciezki, namokniety rozbieg nie dal mu szans
na sukces. Na zeskoku zlapal sie za glowe, wielka szansa przepadla. Choc
i tak byl gwiazda mistrzostw, wracal z dwoma zlotymi medalami w
konkursach druzynowym i mieszanym oraz srebrem indywidualnej rywalizacji
na Bergisel w Innsbrucku, gdzie przegral tylko z Eisenbichlerem. Gdyby
nie szalony konkurs na skoczni normalnej i podwojne zwyciestwo Polakow
(Kubackiego i Stocha), w Seefeld i Innsbrucku niemieccy skoczkowie
krolowaliby niepodzielnie.
Kariera Geigera rozwija sie harmonijnie. Przed rokiem 26-letni skoczek
osiagnal zyciowy wynik w klasyfikacji generalnej PS – byl dziesiaty. O
piec miejsc za Kubackim. Teraz zdobyl juz wiecej punktow niz zeszlej
zimy i w sobote wspial sie na szczyt. Nic nie wskazuje na to, by jak
Ryoyu Kobayashi mial przezyc wahania formy. Niemiec skacze
niewiarygodnie regularnie i to on jest faworytem wyscigu po Krysztalowa
Kule. Za nim czai sie bardzo mocny Kraft. Kubacki i Stoch tworza grupe
poscigowa.

-Polscy pilkarze reczni przegrali drugi mecz mistrzostw Europy i bez
wzgledu na wynik wtorkowego pojedynku ze Szwecja nie awansuja do
kolejnej rundy turnieju. W niedziele ulegli w G�steborgu Szwajcarii 24:31.
– Polska to dobry zespol. Czeka na trudny mecz – mowil Michael Suter,
trener Szwajcarow. Ale zapytany o konkretne nazwiska polskich graczy
uciekal od odpowiedzi.
Ze szkoleniowcem rozmawialismy po piatkowej, bardzo wysokiej porazce
jego zespolu ze Szwecja 21:34. Suter stosowal w tym meczu swoj ulubiony
pomysl taktyczny, czyli gre siedmioma zawodnikami w ataku. Czesto, bez
wzgledu na to, czy ktorys z jego zawodnikow siedzi na lawce kar czy nie,
wycofywal bramkarza i zastepowal go graczem z pola.
Na to samo musieli byc przygotowani Polacy. Dlatego w niedzielne
popoludnie hali Scandinavium w G�steborgu trener Patryk Rombel ustawil
obrone dosc nisko, niejako czekajaca na rywala. Mimo ze naprzeciwko jego
podopieczni mieli jednego z najlepszych rozgrywajacych swiata, Andy
Schmida. I gwiazda Bundesligi nie zawodzila. Schmid pokazywal, jak
potrafi rozgrywac akcje, ze jest mozgiem, rezyserem zespolu. Przed
przerwa trafial z kontr, swietnie dogrywal pilke kolegom, bezblednie
wykorzystywal rzuty karne.
Polacy nie przestraszyli sie tego swietnego rezysera gry, probowali
powstrzymywac Schmida i jego kolegow. A w ataku, gdy tylko przyspieszyli
gre, efekty bramkowe widac bylo blyskawicznie. Niezle spisywal sie
Maciej Majdzinski, kilka udanych interwencji mial bramkarz Adam
Morawski, a debiut na wielkiej imprezie uczcil golem szybko po wejsciu
na boisko niespelna 19-letni rozgrywajacy Michal Olejniczak. W sobote
zastapil w 16-osobowym skladzie na turniej kontuzjowanego w piatkowym
starciu ze Slowenia Przemyslawa Krajewskiego. Po poczatkowym prowadzeniu
nasz zespol wprawdzie przegrywal, ale nie pozwolil rywalom odskoczyc na
wiecej niz dwie bramki.
Druga polowe bialo-czerwoni rozpoczeli zle. Pierwszego gola zdobyli
dopiero po szesciu minutach gry. A na boisku dzielil i rzadzil Schmid –
10 zdobytych bramek mial juz w 36. minucie spotkania! Rozgrywajacy
niemieckiego Rhein-Neckar L�swen bral sprawy w swoje rece, gdy tylko
Polacy zblizali sie do jego zespolu na roznice dwoch goli. W calym meczu
zdobyl az 15 bramek!
Polacy walczyli, podobnie jak w piatek przeciwko Slowenii. Chwilami
wydawalo sie, ze skuteczny Szymon Sicko i jego koledzy sa w stanie
pokusic sie o korzystny rezultat. Bardzo doswiadczeni Szwajcarzy powoli,
ale konsekwentnie powiekszali jednak przewage. Zwyciestwo dalo im bowiem
nadzieje na zajecie jednego z dwoch pierwszych miejsce premiowanych
awansem do dalszej fazy mistrzostw. Polacy szans na to juz nie maja.
We wtorek 14 stycznia, na zakonczenie rywalizacji w grupie F, Polska gra
ze Szwecja. Poczatek meczu o godz. 20.30.

-Piatek zamienia grata na rajdowke
Jesli dojdzie do skutku transfer Krzysztofa Piatka do Tottenhamu, bedzie
to zaskakujaca i” znakomita wiadomosc – pisze w swoim felietonie Dariusz
Faron.
Przede wszystkim cieszy, ze mimo ostatnich klopotow i wyraznego spadku
formy napastnik reprezentacji Polski zmieni druzyne na duzo mocniejsza –
z kilkunastoletniego rdzewiejacego mercedesa, ktory od dluzszego czasu
jezdzi po wloskich drogach na zaciagnietym recznym, przesiadzie sie do
duzo szybszej maszyny. Nie bez znaczenia jest tez zapewne to, kto siedzi
za kierownica. W Londynie Piatek bedzie mogl pracowac pod okiem Jose
Mourinho, ktory choc ma cos do udowodnienia, wciaz pozostaje jednym z
czolowych trenerow swiata. Nie ma co porownywac Portugalczyka ze Stefano
Piolim, bo nie ma sensu pastwic sie nad tym drugim.
I wreszcie trzeci duzy plus tego transferu – byly napastnik Cracovii i
Zaglebia trafia bez watpienia do najsilniejszej ligi swiata. Walka z
Liverpoolem, Manchesterem City czy United to duzo ciekawsza perspektywa
niz dogrywanie sezonu w Milanie, dla ktorego rozgrywki w zasadzie sie
juz skonczyly. Piatek moze miec co prawda problemy z regularna gra, gdy
do zdrowia wroci Harry Kane, ale kilka miesiecy to wystarczajaco duzo
czasu, by pokazac, co potrafi.
Bardzo dziwie sie dzialaczom Milanu, ktory – przynajmniej wedlug
doniesien wloskich mediow – nie chcial wypozyczyc Polaka i zdecydowanie
wolal transfer definitywny. Nie pojmuje, dlaczego Rossoneri oddali lekka
reka pilkarza, ktory poprzedni sezon zakonczyl z trzydziestoma golami.
Szefowie klubu z Lombardii troche zachowuja sie tak, jakby zapominali,
ze dopiero co sprowadzony Zlatan Ibrahimovic ma 38 lat i doslownie „za
moment” znowu beda musieli szukac klasowego napastnika. Bede sie
upieral, ze Piatek takim jest. Zreszta oferty z Tottenhamu czy BVB
pokazuja, ze ludzie znajacy sie na pilce duzo lepiej ode mnie mysla pod
tym wzgledem podobnie.
Artur Wichniarek mowil mi wczoraj, ze nie ma decyzji dzialaczy Milanu o
pozbyciu sie Polaka nic dziwnego, bo w wielkim futbolu nie ma miejsca na
wieczne czekanie, az ktos sie przelamie. Zgoda, tyle ze dzis Milan jest
wielkim klubem tylko z nazwy. Najlepsi pilkarze na swiecie bynajmniej
nie czekaja na wiadomosc, ze pojawila sie oferta z San Siro. Jesli na
najwyzszym poziomie zagrasz kilka slabszych meczow, tracisz plac, bo na
twoje miejsce czeka juz kilku innych – to prawda, ale tak sie dzieje w
Madrycie, Barcelonie czy Manchesterze, a nie w Mediolanie (przynajmniej
nie w jego czerwono-czarnej czesci). Jesli chodzi o sprowadzanie
wielkich nazwisk, Milan moze sobie pozwolic najwyzej na transfery
pilkarzy, ktorzy rownie dobrze mogliby byc juz na emeryturze (vide:
Ibrahimovic).
Nie potrafie odpowiedziec na pytanie, czy Piatek jest w stu procentach
gotowy na Tottenham. Owszem, ten transfer to dla Polaka skok na gleboka
wode i pewne ryzyko. Ale gdzie lepiej nauczyc sie plywac niz w Premier
League?

-Ligowcy, wyjezdzajcie
Kilka dni temu przeczytalem, ze Adam Buksa zamiast wyjezdzac za granice
w zimie, powinien chwile poczekac i ruszyc po zakonczeniu sezonu 19/20.
Kompletnie sie z tym nie zgadzam. Skoro zawodnik gra w tej lidze od roku
2015, nie ma na co czekac. Juz wiecej Ekstraklasa nie zdola go nauczyc.
Dlatego apeluje: drogi ligowcu, jezeli masz dobra oferte z jednej z
najlepszych lig europejskich, wyjezdzaj. W innym wypadku bedziesz tylko
tracil czas.
W Ekstraklasie czesto dochodzi do takiej sytuacji jak na przyklad w
przypadku Roberta Gumnego. Grasz swietnie runde, dwie, ale, zamiast
zrobic naturalny krok do przodu, czekasz, w zasadzie nie wiadomo na co.
Z czasem wtapiasz sie w tlo tego ligowego dzemiku, nadal sie wyrozniasz,
ale po pierwsze, robisz coraz mniejszy progres i po drugie, bledy, ktore
kiedys byly ci wybaczane za wiek lub debiutanckie kroki w najwyzszej
klasie rozgrywkowej w Polsce, sa brane pod jedna, a czasami i wiecej lup.
Adam Buksa, ktory – umowmy sie – aktualnie szanse na wyjazd na
mistrzostwa Europy ma iluzoryczne, nie powinien tracic czasu na lapanie
minut w Ekstraklasie. Przyklady Patryka Dziczka, Filipa Jagielly,
Szymona Zurkowskiego czy Sebastiana Walukiewicza pokazuja, iz nie warto
czekac.
Tak prezentuje sie ich dorobek na zagranicznych ziemiach. Stan na
koncowke listopada.
Sebastian Walukiewicz – 0 minut
Filip Jagiello – 19 minut
Patryk Dziczek – 0 minut
Szymon Zurkowski – 10 minut
Czerech facetow, lacznie prawie dwa kwadranse gry przez prawie trzy i
pol miesiaca rozgrywek. Na mozliwych 4140 minut gry (tylko spotkania, w
ktorych dany zawodnik znalazl sie w kadrze) ci panowie przebywali na
boisku przez 29 minut i to jest jak najbardziej przerazajacy wynik, ale
prawde mowiac – nikogo nie powinien on dziwic.
Sytuacje jak ta Karola Linettego czy Krzysztofa Piatka, w ktorej pilkarz
wprost z samolotu wchodzi z drzwiami do sredniej druzyny Serie A, nie
zdarzaja sie zbyt czesto. Linetty i Piatek byli wyjatkami, szczegolnie
ten pierwszy, bo ile czasu mial chocby Jakub Jankto, okrzykniety wielkim
talentem. Dawid Kownacki w rozmowie z Lukaszem Wisniowskim i Jakubem
Polkowskim mowil, ze treningi we Wloszech sa niezwykle ciezkie. Patrice
Evra, zapytany o jednostki w Juventusie w studiu telewizji Sky, zrobil
sie zielony na twarzy. Mowil, ze w porownaniu z Turynem, on w
Manchesterze byl na wakacjach. Zawodnicy regularnie wymiotowali podczas
zajec.
Oprocz watpliwego przygotowania fizycznego i motorycznego w naszej
lidze, dochodzi chyba najbardziej pomijany aspekt w kazdym zespole –
taktyka. I to powinno byc podkreslane na czerwono. Wszystko funkcjonuje
jak w fabryce. Kazdy z osobna nie moze robic za malo ani za duzo. Tyle,
ile dostal wskazowek na odprawie. Gdy ktos nie ogarnia – przykro nam, do
lodowki. Popatrzcie, ile na swoja szanse w Sampdorii czekal Dawid
Kownacki. Po ilu miesiacach Giampaolo zaufal Bereszynskiemu i jakie
kosmiczne bledy popelnial Bartek na poczatku. Jan Bednarek w Southampton
debiutowal dopiero na kalendarzowa wiosne. Tu nie ma przypadku.
Ogladamy te Ekstraklase co weekend, wiemy, jaki chaos czesto panuje na
boiskach. Ktos zle pobiegnie, tu ktos machnie sie w przesuwaniu, zawali
krycie w srodku pola. W klubach machaja na ta reka. Ekstraklasa to tylko
wierzcholek gory lodowej, wszystko zaczyna sie juz w juniorach, potem
przez kluby pierwszoligowe. Liga chaosu. Ludzie czesto dziwia sie, jak
komus moze podobac sie ta siermiezna liga wloska (obrzydliwy stereotyp,
ale to nie o tym). Na murawie panuje porzadek, w kazdej formacji. Ty
biegasz w tym miejscu, ty kryjesz te strefe. Nikt nie pyta sie po co i
na co. W kazdej najlepszej lidze, ale i tych delikatnie slabszych,
chocby widac to po Dynamie Zagrzeb.
Arkadiusz Reca po roku grzania lawy w Bergamo, odnalazl sie w SPAL. Rok,
pol roku – to optymalny czas przystosowania sie do zagranicznych
rozgrywek, ktora odbywaja sie na tak wysokiej intensywnosci. Trzy
miesiace czy wejscie z buta, czyli wyjatki, to przyspieszony kurs
dojrzewania.
Jeszcze w przypadku Zurkowskiego, Walukiewicza, Jagielly i Dziczka
potrafie zrozumiec, dlaczego koniecznie chcieli zostac na wiosne w
swoich klubach. Kazdy z nich mial jeden wielki turniej za pasem,
planowali jak najlepsze przygotowanie, zgoda. Jednak musimy pamietac
tez, ze w kontekscie transferow bardzo wazny jest wiek. Adam Buksa
nalezalby do jednych ze starszych, ktorzy zamienili Ekstraklase na Serie
A. W czerwcu przyszlego roku nie jechalby juz Adas z samosiejem pod
nosem, tylko prawie 24-letni, pilkarsko uksztaltowany zawodnik. Kolejne
pol roku zwloki to krok w tyl. Z tym ze „Buksik” przez chwil kilka gral
w Primaverze Novary, to inteligentny chlopak, po boisku glupio biegac
nie bedzie. Niemniej znow pojawia sie pytanie: po co czekac?
Adam ostatecznie wybral kierunek amerykanski, byc moze podobna droga
obierze za chwile Jaroslaw Niezgoda czy Kamil Jozwiak. MLS, choc nie tak
ogorkowa jak przedstawia to mainstream, pod wzgledem intensywnosci,
jakosci pilkarskiej, nadal odstaje od najlepszych europejskich lig. Tu
glowna kwestia pozostaje adaptacja do klimatu i wkomponowanie sie w druzyne.
Filip Jagiello w pierwszym skladzie Genoi wyladowal pod koniec grudnia –
pol roku czekania
Sebastian Walukiewicz zadebiutowal 6 stycznia – siedem miesiecy
Patryk Dziczek zaczal regularnie wystepowac od poczatku grudnia – pol roku
Szymon Zurkowski – caly czas czeka na powazna szanse w Serie A
Aleksandar Sedlar dlugo leczyl kontuzje, debiut zaliczyl pod koniec
grudnia – znow pol roku
Przejscie z Ekstraklasy do Serie A, tak samo jak i do Bundesligi, Ligue
1, Premier League i La Ligi jest bardzo trudne, mozolne i wymagajace.
Wymaga cierpliwosci, samozaparcia i dobrej mentalnosci.
Jednak jesli ktos ma dobra oferte z konkretnym planem rozwoju, nie widze
przeciwwskazan by wyjezdzac przy pierwszej nadarzajacej sie okazji.
Dominik Klekowski

-Trener polskich siatkarzy Vital Heynen uwaza, ze zdobycie przez jego
druzyne medalu w Tokio byloby czyms „ekstra” po latach olimpijskiej
posuchy Bialo-Czerwonych. W wywiadzie dla PAP opowiedzial tez m.in. o
pewniakach w kadrze i tym, co zrobilby, gdyby zawodnicy nie chcieli z
nim wspolpracowac.
Czy 2020 bedzie najwazniejszym rokiem w pana trenerskiej karierze?
Od ponad 10 lat o kazdym kolejnym tak mysle… Ze ten najblizszy bedzie
najwazniejszy i jeszcze lepszy. Mozemy wybiegac myslami do przodu, bo
jestesmy w gronie zespolow, ktore sa juz pewne wystepu w igrzyskach i
mozemy powiedziec: „Tak, wystapimy w najwiekszej imprezie sportowej
czterolecia”. Pamietam Londyn w 2012 roku – dalo sie poczuc takie „wow”.
To cos innego niz normalny turniej siatkarski. Naprawde na to czekam.
Tak jak wszyscy. Niezaleznie od tego, kto ma ile wystepow w igrzyskach,
to powrot na nie zawsze chyba jest czyms wyjatkowym.
Co jest w nich takiego specjalnego? Atmosfera czy poziom sportowy?
To pierwsze. Moim zdaniem poziom sportowy w siatkowce wyzszy jest na
mistrzostwach swiata. Zawsze powtarzam i wciaz sie tego trzymam, ze do
turnieju olimpijskiego rownie trudno sie zakwalifikowac, co potem zdobyc
w nim medal.
Ale Polacy w ostatnich latach dwa razy z rzedu byli mistrzami swiata, a
w igrzyskach ostatni raz na podium staneli w 1976 roku…
Wiem, ale juz awansujac do Tokio wykonalismy olbrzymi krok. Potem dojda
oczekiwania, atmosfera, wszyscy sportowcy, media. To jest bardzo
wyjatkowe. Trzeba samemu byc na igrzyskach, by to zrozumiec. Spacerujesz
kazdego dnia wsrod ok. 10 tys. osob, ktore maja nadzieje, ze wywalcza medal.
Pan ma olimpijskie doswiadczenie sprzed osmiu lat jako trener Niemcow…
Jako siatkarz nie mialem na to szans. Belgia zakwalifikowala sie tylko
raz – w 1968 roku. Udzial w igrzyskach w Londynie byl wspanialym
doswiadczeniem i marzylem, by to powtorzyc, co teraz sie spelni. Musimy
szykowac zawodnikow na to, by patrzyli do przodu. Pojawi sie temat
presji… To typowe polskie pytanie. Gdy zaczynalem prace, to
uslyszalem: „Czy poradzisz sobie z presja?”. Tak samo bylo po tym, jak
zdobylismy mistrzostwo swiata w 2018 roku i gdy w minionym sezonie we
wszystkich czterech rozgrywkach stanelismy na podium. Moja odpowiedz to:
„Nie wiem, moze”. Zawsze zadaje sobie pytanie, czy bardzo sie zmienilem?
Tego tez nie wiem, ale wydaje mi sie, ze raczej wciaz robie to samo.
Ucze sie, by lepiej wiedziec, jak Polacy pracuja, dzieki czemu lepiej
dostosowuje sie do sytuacji. Reszta to typowa rola trenera.
Lubi pan miec wszystko zorganizowane z duzym wyprzedzeniem. Plan
przygotowan do igrzysk w Tokio juz gotowy?
Lubie miec podstawowy plan, ktory potem adaptuje do pojawiajacych sie
okolicznosci. Na razie mamy bardzo podstawowy plan, ktory zaklada, ze
bede musial wybrac 12 zawodnikow…
Ale wiadomo juz, ze w dniach 15-24 lipca Bialo-Czerwonych czeka
zgrupowanie w japonskim miescie Takasaki…
Tak. Poza tym mamy juz zarezerwowane Zakopane na dwutygodniowe
zgrupowanie, potem Memorial Wagnera, wylot do Japonii, sparingi i
treningi na miejscu. Zaplanowane sa juz tez udzial w Lidze Narodow i
wczesniejsze treningi. Tak wiec podstawowa strukture mamy. Nie musze sie
martwic, ze nagle trzeba bedzie znalezc miejsce do trenowania. To
wszystko jest przygotowane.
A zawodnicy?
To bardziej indywidualna kwestia. Kazdy dostal najlepszy dla niego plan,
jak przygotowac sie do igrzysk lub by miec szanse walczyc o miejsce w
druzynie na nie. Prezes PZPS pytal mnie w grudniu o pewniakow i szybko
skonczylem wyliczanie, bo nie ma ich wielu. To Michal Kubiak, a
potem…, no moze jeszcze Wilfredo Leon, moze. Tak naprawde kazdy z
reszty musi walczyc o to. Fabian Drzyzga wydaje sie dosc pewny, ale musi
takze to potwierdzac. Zawsze powtarzam zart, ze dla mnie Kubiak nawet z
jedna zlamana noga jest olimpijczykiem na Tokio. On jako jedyny jest –
wedlug mnie – nie do zastapienia. To najwazniejsza postac w druzynie.
Odlicza pan codziennie dni pozostale do finalu turnieju olimpijskiego?
Wyrywkowo zapytany nie pamietam zawsze tej liczby, ale czasem ja sobie
sprawdzam. To nie jest element motywacji, bo nie potrzebuje jej w
kontekscie igrzysk. Jesli Polska nie zdobedzie medalu, bedzie to…
normalne. My zas, po raz pierwszy od prawie 50 lat, mozemy ugrac cos
wiecej. W 2012 roku z reprezentacja Polski tez wiazano nadzieje, w 2016
roku niektorzy byli niemal o tym przekonani. Jesli za kazdym razem
nastawiasz sie na zdobycie medalu i przegrywasz, to potem nie mozesz
oczekiwac go jako czegos pewnego. Gdybym podchodzil do tego jak wszyscy
wczesniej, to nie byloby medalu. Mozemy teraz zrobic cos wiecej i wierze
mocno, ze przywieziemy go, ale tego nie obiecam. Przy takim nastawieniu
nie ma tez dodatkowej, zewnetrznej presji, a jedynie wewnetrzna, ktora
nakladamy na siebie sami.
Poza reprezentacja Polski prowadzi pan takze slynna wloska druzyne Sir
Safety Perugia, ktora ma w skladzie wiele gwiazd. Mozna ja nazwac
siatkarskim Realem Madryt lub Barcelona?
Perugia od niedawna dopiero odnosi sukcesy, wiec raczej porownalbym ja
do Chelsea Londyn lub Manchesteru City. Nie sledze wynikow w
poszczegolnych ligach pilkarskich, ale czytam sporo o trenerach, ich
zachowaniu i stylu pracy. Polska to kraj, w ktorym siatkarskim
szkoleniowcom najblizej jest do pilkarskich ze wzgledu na duze
zainteresowanie ta pierwsza dyscyplina. Moge sie wiec uczyc od nich, jak
sobie radzic z roznymi sprawami i jak postapic w danej sytuacji.
Niektorzy porownuja pana do Jose Mourinho. Odpowiada panu styl
prowadzenia zespolu Portugalczyka?
Naprawde go lubie. Dlaczego? Bo jesli poczyta sie ksiazki i obejrzy
filmy na jego temat, to dostrzega sie bardzo dobra relacje miedzy nim a
jego zawodnikami. Slyszalem, ze kiedy odszedl do Chelsea z FC Porto
pilkarze plakali za nim. Pomyslalem wowczas: „Wow, on naprawde potrafi
dotrzec do ludzi”. Brakowalo mi w ostatnich latach takich historii, choc
moze to tylko ja o nich nie slyszalem. Lubie tez Juergena Kloppa.
Sprawia wrazenie, ze pilkarze za nim podazaja. Tez uwazam, ze
najwazniejsi sa zawodnicy. Nie ja, prezes zwiazku czy ktokolwiek inny,
tylko gracze.
Przed Perugia prowadzil pan VfB Friedrichshafen. Czy praca we wloskim
klubie jest trudniejsza niz w niemieckim?
Jest trudniej, bo dotarlem tam bardzo pozno, ale cel na kazdy mecz mam
zawsze taki sam – chce wygrac. Nie ma zbytnio znaczenia, w jakim klubie
pracuje. Ktos zapytal mnie o zawodnikow w Perugii i pomyslalem wowczas,
ze moj jedyny problem to brak paru du…w w druzynie. Oni sa za mili.
Mam 13 czy 14 naprawde sympatycznych i przyjaznie nastawionych facetow.
Mysle sobie czasem: „Chlopaki, dajcie spokoj. Moglibyscie byc czasem
troche trudniejsi”. We Friedrichshafen tez mialem milych chlopakow w
zespole, wiec pod katem pracy z zawodnikami nie dostrzegam roznicy.
Ale wygrywanie spotkan w Serie A jest chyba jednak trudniejsze niz w
Bundeslidze?
Nie wiem, zdobylem Superpuchar Niemiec i Superpuchar Wloch, wiec ide
rowno w obu krajach. Sadze, ze w Polsce jest teraz rownie trudno jak w
Italii, bo stawka jest bardzo wyrownana. Nie widzialem zbyt wielu
wynikow 3:0 w tym sezonie PlusLigi. To sprawia, ze praca szkoleniowca
jest trudniejsza – w kazdym meczu trzeba „cisnac”, bo kazdy moze pokonac
kazdego. Praca trenera w polskiej ekstraklasie jest tak samo ciezka jak
w Serie A. W lidze niemieckiej jest latwiej, bo roznice miedzy zespolami
sa wieksze.
Z perspektywy ostatnich kilku miesiacach laczenie pracy w Perugii i
myslenie jednoczesnie o Bialo-Czerwonych to problem?
Trudnosci sa tylko na poczatku lub na koncu sezonu klubowego. W tym roku
z pewnoscia ciezko bedzie na koncu, bo niezbyt jasno myslace osoby z
FIVB wymyslily poczatek Ligi Narodow w drugiej polowie maja, podczas gdy
CEV ustalil final Ligi Mistrzow na 16 maja. Tyle mowilo sie o unikaniu
nadmiernego eksploatowania zawodnikow, a potem pozwala sie na takie
nieakceptowalne zbieznosci terminow…
Pana wloski jest lepszy niz polski?
Tak, do zawodnikow w klubie staram sie zwracac po wlosku. Moze mnie nie
do konca nie rozumieja, choc sprawiaja wrazenie, ze wiedza, o co mi chodzi.
Medal za zajecie drugiego miejsca w ubieglorocznym Pucharze Swiata
podarowal pan mlodemu siatkarzowi, ktorego plany pokrzyzowaly nowotwor i
amputacja reki. To prawda, ze w zwiazku z wymyslona przez siebie akcja
otrzymal pan kilkaset listow?
Dostalem ok. 470 wiadomosci mailowych z roznymi historiami. Mialem
osobe, ktora mi pomogla w czytaniu ich. Najpierw wyselekcjonowalismy 20,
potem z nich wybralem 10. W grudniu, gdy bylem w Polsce, przywiozlem
wszystkie swoje koszulki reprezentacyjne i wyslano je do kazdego z tej
grupy, by pokazac im, ze czytalem te wiadomosci i wspieram ich. Wiele
historii bylo poruszajacych, a ludzie pisali: „Nie sadze, bym
zaslugiwal/a na medal, ale chcialem/am o tym po prostu opowiedziec”.
Szkoda, ze mialem w domu tylko 10 koszulek. Teraz sam nie mam zadnej,
wszystkie rozdalem. Ale ciesze sie, to bylo dobre rozwiazanie, bardzo
dobrze przemyslane. Te 10 koszulek powedrowalo do osob, ktore naprawde
zasluzyly, by je miec.
Co zdecydowalo o wyborze historii Jakuba Procanina?
Bylo wiele trudnych historii, a wybralem wlasnie jego, bo byl jedyna
osoba, na temat ktorej dostalem dwa listy. Jeden od jego dziewczyny, a
drugi od jego kolegow z zespolu. Napisali niezaleznie od siebie. To byl
powod – wiele osob uwazalo, ze potrzebuje on wsparcia. Bardzo trudno
bylo po przeczytaniu tych historii wskazac najlepsza. Chcialbym pomoc
wszystkim, ale to niemozliwe.
Zloto z Tokio tez bylby pan w stanie komus oddac?
Teraz powiedzialbym, ze nie, ale kto wie, czy nie zmienilbym pozniej
zdania. Dlugo nie dostalem brazowego medalu za ostatnia Lige Narodow, bo
mnie nie bylo na decydujacym meczu i dekoracji. Lezal przez ten czas w
siedzibie PZPS, a ja otrzymalem go w grudniu. Stwierdzilem wowczas, ze
zwiazek moze go przekazac na jakis cel charytatywny, bo ja go nie
potrzebuje, jesli moge w ten sposob zrobic cos dobrego dla innych.
O walczacych obecnie o awans na igrzyska polskich siatkarkach wczesniej
glosno bylo w zwiazku z listem otwartym, w ktorym domagaly sie odejscia
trenera Jacka Nawrockiego. Jak pan zachowalby sie w takiej sytuacji?
Jesli czterech czy pieciu graczy przyjdzie do mnie i powie, ze nie widza
mozliwosci dalej pracowac ze mna, to zrezygnuje. To samo powiedzialem
chlopakom w Perugii. Kazdy szkoleniowiec jest inny i ma swoja droge. U
mnie siatkarze decyduja, czy moge byc ich trenerem, czy nie. Co roku
wypelniaja dla mnie ankiete. Maja w niej napisac, co uwazaja za dobre, a
co za zle. Nie wiem, od kogo pochodzi kazda z trafiajacych do mnie
opinii. Jesli nie rozumiem, o co komus chodzilo, to prosze autora o
wyjasnienie. Podczas ostatniego sezonu kadrowego byla jedna taka mala
rzecz i wyjasnilismy ja. Taka jest moja metoda.
Czyli na miejscu Nawrockiego by pan odszedl?
Nie chce oceniac ani jego, ani federacji. Nie znam kobiecej siatkowki i
kobiet. Jest tu wiele zmiennych. Jesli jednak Kubiak i czterech innych
zawodnikow przyszloby do mnie i powiedzieliby: „Vital, nasz wspolny czas
dobiegl konca”, to podziekowalbym im i usciskal, bo przezylismy wspolnie
niesamowity czas. Tak to widze
————————————-
Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *