Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 12 lipca 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 181 (5441) 12 lipca 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
EKSTRAKLASA – kolejka 35
Grupa mistrzowska
Legia Warszawa-Cracovia 2-0
Lech Poznan-Lechia Gdansk 3-2
Piast Gliwice-Jagiellonia 2-0
Slask Wroclaw-Pogon Szczecin 2-2
Grupa spadkowa
Wisla Plock-Gornik Zabrze 1-0
Gornik Zabrze-Rakow Czestochowa 4-1
Zaglebie Lubin-Wisla Plock 0-1
Wisla Krakow-Korona Kielce 1-1
Arka Gdynia-LKS Lodz 3-2
1.Legia 68pkt
2.Lech 60pkt
3.Piast 60pkt
4.Slask 54pkt
5.Cracovia 52pkt
6.Lechia 52pkt
7.Jagiellonia 49pkt
8.Pogon 48pkt
——————————-
9.Gornik 50pkt
10.Rakow 50pkt
11.Wisla Plock 48pkt
12.Zaglebie Lubin 47pkt
13.Wisla Krakow 45pkt
14.Arka 37pkt
15.Korona 32pkt
16.LKS Lodz 21pkt
-Zdegradowana juz z Ekstraklasy Arka Gdynia pokonala jednego z
towarzyszy swojej niedoli LKS Lodz 3:2. Przed przerwa gospodarze
rozjechali rywala, a i tak do konca drzec musieli o zwyciestwo.
Arka chce pozegnac sie z Ekstraklasa w przyzwoitym stylu i w koncowce
rozgrywek zdobyc jak najwiecej punktow oraz dac swoim kibicom choc
troche radosci w tym wyjatkowo smutnym sezonie.
Pierwsze podejscie mialo byc banalnie proste, gdyz nad morze zjechal
LKS, czyli jeden z najslabszych zespolow ligi w XXI wieku (przynajmniej
jesli chodzi o dorobek punktowy). W Gdyni dlugo potwierdzal swoja
„reputacje”, ale ostatecznie napedzil rywalom duzo strachu.
Trener Arki Ireneusz Mamrot przed meczem zapowiadal, ze w ostatnich
kolejkach nie skorzysta z zawodnikow, z ktorymi klub nie wiaze
przyszlosci. Juz zostal rozwiazany kontrakt z Santi Samanesem, a w
spotkaniu z LKS nawet na lawce rezerwowych nie znalezli sie m.in. Fabian
Serrarens oraz Davit Schirtladze. Brakowalo takze Marko Vejinovicia,
ktoremu odnowil sie uraz.
Za to szanse debiutu w Ekstraklasie dostal 20-letni wychowanek klubu,
srodkowy pomocnik Dawid Markiewicz. Z dobrej strony bardzo chcial sie
rowniez pokazac Marcus da Silva, ktory w poprzednim meczu z Korona
Kielce rozegral 200. mecz w zolto-niebieskich barwach (okolicznosciowa
koszulke odebral przed spotkaniem z LKS). I trzeba przyznac, ze trzecia
setke rozpoczal z przytupem.
Brazylijczyk z polskim paszportem juz na poczatku meczu mogl wpisac sie
na liste strzelcow, ale jego uderzenie kapitalnie obronil Arkadiusz
Malarz. Doswiadczony bramkarz LKS po kolejnej probie da Silvy byl juz
bezradny – precyzyjny strzal glowa pomocnika Arki poprzedzilo rownie
dokladne dosrodkowanie Adam Marciniaka.
36-letni Marcus w dalszej czesci meczu wciaz byl bardzo aktywny, a jego
zespol korzystal z koszmarnych bledow w obronie rywala (przed tym meczem
61 straconych bramek, Arka byla w tej niechlubnej klasyfikacji druga,
ale stracila „tylko” 53 gole).
Blisko szczescia byli Mateusz Mlynski (strzal w poprzeczke) oraz Marcin
Jankowski (obrona Malarza), az w koncu Maciej Wolski sfaulowal w polu
karnym da Silve. Do wykonania jedenastki rwal sie sam poszkodowany, ale
ostatecznie do pilki podszedl Michal Nalepa i podwyzszyl na 2:0. Jeszcze
przed przerwa, przy biernej postawie obroncow LKS, trzeciego gola zdobyl
Jankowski. Miazga.
Po przerwie niespodziewanie do glosu doszli goscie. Ladne trafienie
zaliczyl Samu Corral, a od straty kolejnego gola uratowal Arke…
obronca gosci Maksymilian Rozwandowicz. Po strzale Pirulo tak
nieporadnie probowal on dobic pilke do pustej bramki z odleglosci
kilkunastu centymetrow, ze wybil ja w pole! Gdyby nie jego komiczny
wygibas, pilka na pewno wpadalby do siatki. To bylo chyba najlepsze
podsumowanie calego, tragicznego sezonu w wykonaniu LKS.
W koncowce gosciom udalo sie zlapac kontakt (gol Lukasza Sekulskiego),
ale doprowadzic do remisu – mimo kilku szans – juz nie zdolali.
Arke czekaja w tym sezonie jeszcze dwa mecze – na pozegnanie z wlasnymi
kibicami we wtorek zmierza sie z Gornikiem Zabrze (godz. 20.30), a w
nastepna sobote zagraja w Krakowie z Wisla (godz. 17.30).
Arka Gdynia – LKS Lodz 3:2 (3:0)
Bramki: da Silva (19.), Nalepa (41. karny), Jankowski (45.) – Corral
(55.), Sekulski (85.)
Arka: Steinbors – Zbozien, Danch, Helstrup, Marciniak – Kopczynski,
Nalepa – Mlynski Z, Markiewicz (90. Bergqvist), da Silva (69. Antonik) –
Jankowski (82. Zawada).

-Kacper Smolinski w Pogoni trenuje od 7. roku zycia. We Wroclawiu zagral
w ekstraklasie po raz drugi w karierze i od razu strzelil pieknego gola.
Dzieki niemu portowcy zremisowali ze Slaskiem 2:2.
Mecz we Wroclawiu nie mial dla portowcow duzego ciezaru gatunkowego.
Podopieczni Kosty Runjaicia na finiszu sezonu maja szanse (i to nikla)
jedynie na przeskoczenie w ligowej tabeli Jagiellonii Bialystok i
zakonczenie rozgrywek na siodmej pozycji. Ewentualny symboliczny awans
znaczenie ma jedynie dla klubowego ksiegowego, poniewaz wiaze sie z
nieco wiekszymi wplywami na konto. Kibice juz dawno uznali sezon za
zakonczony i przegrany.
Pogon – biorac pod uwage rywali w ostatnich kolejkach – moze jednak
odegrac jeszcze dosc istotna role, jesli chodzi o rozdawanie przepustek
do europejskich pucharow oraz losy wicemistrzostwa. W niedziele portowcy
grali z czwartym w stawce Slaskiem Wroclaw – ciagle marzacym o podium i
biletach do Europy.
– Ale ja patrze na sytuacje w ligowej tabeli tylko z naszej perspektywy.
Chcemy lepszej gry i zwyciestw – zapowiadal trener Kosta Runjaic.
Poczatek niedzielnego meczu byl nieco senny i idealnie komponowal sie z
obiadowa pora rozgrywania spotkania (godz. 12.30). Pilkarze obu druzyn z
czasem sie jednak rozkrecili i – o ile spotkanie trudno bylo nazwac
uczta dla oczu – to kibice na pewno nie narzekali na brak emocji i
zwrotow w akcji.
W 20. min w polu karnym znakomicie odnalazl sie Adam Fraczczak. Lewa
dlon jednego z rywali znalazla sie na jego barku, napastnik Pogoni
przewrocil sie i sedzia po analizie wideo wskazal na 11 m. Sprawy w
swoje rece wzial sam poszkodowany i wyprowadzil gosci na prowadzenie.
Inna sprawa, ze Matus Putnocky byl bardzo blisko, zeby obronic ten strzal.
Stracony gol obudzil wroclawian, ktorzy ruszyli do ataku, i nie musieli
zbyt dlugo czekac na konkretne efekty. W 28. min z rzutu roznego
dosrodkowal Robert Pich, a celnie glowkujacy Israel Peurto doprowadzil
do wyrownania. Hiszpan zrehabilitowal sie w wymarzony sposob, poniewaz
to on wczesniej faulowal Fraczczaka w polu karnym.
Slask poszedl za ciosem i w doliczonym czasie pierwszej polowy wyszedl
na prowadzenie. Przemyslaw Placheta na raty, ale skutecznie sfinalizowal
szybki kontratak gospodarzy. Dzieki swojej szybkosci uprzedzil Dantego
Stipice i uniemozliwil przechwycenie efektownego podania od Erika Exposito.
W drugiej polowie wroclawianie od razu ruszyli do ataku i chcieli jak
najszybciej przypieczetowac swoje zwyciestwo. Nacierali przede wszystkim
skrzydlami i stworzyli sobie przynajmniej trzy bardzo dobre okazje do
podwyzszenia wyniku. Do skutecznej finalizacji brakowalo albo celnego
strzalu, albo ostatniego podania.
Potem nieoczekiwanie spuscili z tonu i oddali inicjatywe Pogoni. Runjaic
nie mial nic do stracenia, wiec rzucil do boju tercet mlodziezowcow,
ktorzy odplacili mu sie dobra gra i zepchnieciem Slaska do defensywy. W
84. min goscie przeprowadzili wzorcowy kontratak, ktory efektownym
strzalem wykonczyl 19-letni Kacper Smolinski. To byl dopiero drugi
wystep pomocnika w ekstraklasie.
– Jestem w Pogoni od 12 lat, dlatego po golu pocalowalem herb na
koszulce. Mam nadzieje, ze w przyszlosci bedziemy decydowali o sile tej
druzyny – podsumowal bohater spotkania.
Portowcy zostali nagrodzeni za swoja ambitna postawe i z Wroclawia
wracaja z punktem. Remis niczego w tabeli nie zmienia, ale na pewno
szczecinianie (przede wszystkim ci mlodzi) pojada do domu z podniesiona
glowa. W srode zespol Runjaica zagra u siebie (o godz. 20.30) z Piastem
Gliwice. To bedzie ostatni mecz w Szczecinie w tym sezonie.
Slask Wroclaw – Pogon Szczecin 2:2 (2:2)
Bramki: Puerto (28.), Placheta (47.) – Fraczczak (23., k.), Smolinski (84.).
Pogon: Stipica – Zech ZK, Malec, Triantafyllopoulos, Matynia – Hostikka
(60. Smolinski), Listkowski (68. Zurawski), Dabrowski, Drygas, Kowalczyk
– Fraczczak (77. Turski).

I Liga
31 kolejka
Chojniczanka-Chrobry Glogow 3-4
Zaglebie Sosnowiec-Warta Poznan 0-2
Sandecja Nowy Sacz-Stal Mielec 2-1
Odra Opole-Wigry Suwalki 1-0
Jastrzebie-Podbeskidzie 0-3
Stoml Olsztyn-Miedz Legnica 1-2
Tychy-Puszcza Niepolomice 0-1
Radomiak Radom-Olimpia Grudziadz 2-0
Belchatow-Nieciecza 0-2
1.Podbeskidzie 62pkt
2.Stal Mielec 58pkt
3.Warta 56pkt
4.Radomiak 53pkt
5.Miedz 47pkt
6.Nieciecza 45pkt
7.Puszcza 43pkt
8.Chrobry 43pkt
9.Tychy 43pkt
10.Sandecja 40pkt
11.Belchatow 39pkt
12.Stomil 39pkt
13.Odra 39pkt
14.Jastrzebie 38pkt
15.Olimpia Grudziadz 38pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 38pkt
17.Chojniczanka 30pkt
18.Wigry 23pkt

– Tacy sami, a sciana miedzy nimi.
– Nie jest tajemnica, ze tego trenera widzial u siebie Widzew, byly juz
pierwsze rozmowy, ale veto postawil prezes Korony Krzysztof Zajac –
pisza w swoich gadkach Piotr Wolosik i Lukasz Olkowicz.
WOLOSIK: Z ekstraklasa zegnaja sie druzyny, ktore prowadza trenerzy
dobrze nam znani i ktorych karierom przygladamy sie od lat.
OLKOWICZ: Macieja Bartoszka poznalem kilka dni po tym, jak poznala go
ekstraklasa. Spotkalismy sie w Belchatowie po jego wyjazdowym
zwyciestwie z Legia. Nikomu nieznany trener jedzie do stolicy i przywozi
trzy punkty? No to trzeba go poznac. Pracowal wtedy na swoje nazwisko,
ale najwyrazniej nie zdazyl z ta robota do konca, bo po sezonie stracil
stanowisko. Musial zrobic miejsce dla Pawla Janasa, a to w swiecie
trenerskim nazwisko, jak wiadomo, uznane. Bartoszek rozpoczal wiec
wspinaczke na nowo, a w zasadzie najpierw to byl postoj w Ciechocinku.
Zatrzymaly go tam sprawy rodzinne, a po kolejnych miesiacach w niebycie
prezesi naszych klubow zapomnieli, ze jest ktos taki jak Bartoszek.
Pamietalismy my ze znanym i lubianym fotoreporterem Piotrkiem Kucza,
kiedy �Z – uwaga, tu wchodzi nowy klub, choc jego nazwa jest bez znaczenia
w tej opowiesci �Z – odpoczywalismy we Wronkach po calym dniu pracy na
zgrupowaniu Pogoni Szczecin.
Piotrek jest z Legionowa. Zaczal opowiadac o klopotach Legionovii, ktora
nagle zostala bez trenera.
�Z – Ty, a przeciez w Ciechocinku jest Bartoszek, on od dawna bez pracy �Z –
zagailem.
�Z – Myslisz, ze sie zgodzi?
�Z – A myslisz, ze zgodza sie na niego w Legionowie?
W tym samym czasie ja zadzwonilem do trenera, a Piotrek do prezesa. Na
tym nasza zabawa w posrednikow sie skonczyla. Dalej wiem tyle, ze
nastepnego dnia Bartoszek byl juz w drodze do Legionowa. Wrocil do
trenerskiego obiegu (choc praca w Legionowie potrwala chwile), a dzis
jest po raz drugi w Koronie. No wlasnie. I co dalej? Nie jest tajemnica,
ze tego trenera widzial u siebie Widzew, byly juz pierwsze rozmowy, ale
veto postawil prezes Korony Krzysztof Zajac.
Widzew chcial, zeby Bartoszek poprowadzil zespol w ostatnich kolejkach i
opanowal pozar, za to prezes uznal, ze go z Kielc nie pusci. Ten sam
prezes nie mial takich oporow po najlepszym sezonie w historii Korony,
kiedy bez zalu zegnal Bartoszka ku zaskoczeniu wiekszosci jej kibicow.
Pogmatwane sa te losy trenerow, powiem tylko tyle.
WOLOSIK: „Podobno piec pierwszych minut randki decyduje, czy zaiskrzy.
Ireneusz Mamrot i Jagiellonia Bialystok maja tych minut znacznie wiecej,
bo 90 z haczykiem. Dzisiaj o godzinie 18 nowy szkoleniowiec Jagi ma
pierwsza randke ze swoim nowym klubem. I od razu jest to spotkanie w
powaznych okolicznosciach, bo w meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi
Europy” �Z – tak witalem Mamrota w Bialymstoku.
Zaiskrzylo i to pieknie, bo do swojej pierwszej ekstraklasowej roboty
wszedl z drzwiami, zdobywajac wicemistrzostwo Polski. Za moment pozna
zupelnie przeciwny smak – spadku z ligi. Podjal sie beznadziejnej misji
ratowania Arki, bo utrzymanie klubu, w ktorym poprzedni szefowie
nabalaganili i co przelozylo sie na sklecenie byle jakiej druzyny,
byloby �Z – jak w moim przypadku �Z – wycisnieciem stu kilogramow na klatke.
Mamrot doskonale wiedzial, na co sie pisze, wiec bedzie probowac z Arka
powrotu do ekstraklasy, bo umowa wiaze go z nia na kolejny, tym razem
pierwszoligowy rok. Uwazam, ze jesli dostanie szanse zbudowania
absolutnie autorskiego zespolu, pozwolenia od wlasciciela na generalny
remont, to pobyt gdynskiego klubu klase nizej potrwa krotko. Jeszcze
jedno – Mamrot doskonale zna pierwszoligowe realia. Przed przyjsciem
przepracowal wiele lat w Chrobrym. Z glogowianami maszerowal z nizszych
lig, az do zaplecza ekstraklasy.
Tak opowiadal mi w rozmowie, bedac juz szkoleniowcem Jagi: „Oczywiscie,
to, co robilem w Glogowie, dawalo mi radosc i satysfakcje. Ale
chcialbym, by po zakonczeniu pracy w domu cieszyc wzrok jakims
wywalczonym przez siebie trofeum. Dzis nie mozemy byc pewni
jakiegokolwiek medalu, ale jestesmy blisko i celujemy w ten, ktory daje
najwiekszy blask. To moje ogromne marzenie, a zostaloby na cale zycie.
Nikt nie jest w stanie ci tego odebrac. Najwiekszy wrog, jak mocno nie
staralby sie deprecjonowac twoich osiagniec, wiedzac, ze zapracowales na
jakis namacalny sukces w postaci medalu, pucharu – bedzie stal na
przegranej pozycji. Od dawna tlumacze chlopakom, z ktorymi pracowalem i
pracuje: pieniadze rozejda sie i nie bedziecie nawet pamietac, na co je
wydaliscie. A to, co wygracie, cos pieknego przezyjecie, pozostanie w
waszych glowach do ostatnich dni”. Dzis Mamrot ma, jak to mowi, „cos
namacalnego” – srebrny medal mistrzostw Polski, ale to wspomnienie.
Teraz dopadla go proza zycia, bo z Arka schodzi na drugi plan. Znajac
jego ambicje, pasje i zaangazowanie, wiele poswieci, by zapracowac na
sukces w skali mikro – czyli na powrot do elity.
OLKOWICZ: O powrocie do ekstraklasy mysla tez w LKS. Czy z Wojciechem
Stawowym? Tego nie wiem.
WOLOSIK: A co ty za niespodzianki serwujesz?
OLKOWICZ: Zadne niespodzianki. Po prostu docieraja do czlowieka
informacje, ze trener Stawowy wyslal do pilkarzy SMS, ze nie wie, czy
poprowadzi LKS w nowym sezonie. No to skoro on nie wie, to pewnie cos
jest na rzeczy.
Kiedys robilem sylwetke tego trenera do „Przegladu Sportowego”.
Wypowiadali sie tam jego pilkarze, wspolpracownicy. Pod wzgledem
merytorycznym trudno mu cos zarzucic, to przyznaja nawet osoby mu
nieprzychylne. Za to wiele obiekcji zawodnicy mieli do zachowania poza
boiskiem �Z – przymusu pojscia do gabinetu trenera i podziekowania mu za
trening czy (nie)obowiazkowego uczestnictwa w mszy, gdzie mozna bylo
zobaczyc Stawowego. Trener dostal piec lat poza glownym nurtem, zeby
przemyslec, co moze poprawic w swojej pracy. Wyniki po powrocie
absolutnie go nie obronily, ale rozliczac Stawowego zaczalbym od nowego
sezonu. Jesli oczywiscie zostanie w LKS.

– Lewandowski od kilku lat pojawia sie na liscie „France Football”,
pilkarzy nominowanych do Zlotej Pilki. Choc my zawsze widzielismy go
wyzej, nie zyskiwal takiego uznania wsrod pilkarzy, trenerow i
dziennikarzy zagranicznych, ktorzy dokonuja wyboru. Teraz jest inna
sytuacja. Tak naprawde, na te chwile jest murowanym faworytem – pisze
Michal Zaranek, felietonista i redaktor „Przegladu Sportowego”.
Rozgrywki ligowe i pucharowe bardzo sie opoznily z powodu pandemii. Te
pierwsze normalnie konczyly sie w maju, drugie na poczatku czerwca.
Tymczasem teraz wiekszosc lig europejskich gra jeszcze w najlepsze, w
Lidze Mistrzow i Lidze Europy rywalizowac sie bedzie w sierpniu. Jedno
sie nie zmienilo, juz po zakonczeniu pierwszej polowy roku zaczyna sie
wymieniac kandydatow do otrzymania najbardziej prestizowej nagrody
indywidualnej dla zawodnika – Zlotej Pilki. I z ogromna radoscia oraz
duma mozemy zobaczyc, ze wielkie szanse na zdobycie trofeum dla
najlepszego pilkarza roku na swiecie ma Robert Lewandowski. Slynny
swietny napastnik holenderski Robin van Persie juz wytypowal swoja
trojke bohaterow, a na pierwszym miejscu umiescil nazwisko kapitana
reprezentacji Polski.
Lewandowski od kilku lat pojawia sie na liscie „France Football”,
pilkarzy nominowanych do tej nagrody, trzykrotnie miescil sie w
pierwszej dziesiatce (w 2015 – 4. lokata, 2017 – 9., rok temu – 8.).
Choc my zawsze widzielismy go wyzej, nie zyskiwal takiego uznania wsrod
pilkarzy, trenerow i dziennikarzy zagranicznych, ktorzy dokonuja wyboru.
Teraz jest inna sytuacja. Tak naprawde (na moment zapominam o swoim
obywatelstwie i sympatiach), na te chwile jest murowanym faworytem.
Seryjni zwyciezcy tej klasyfikacji – Leo Messi i Cristiano Ronaldo – nie
maja sie czym pochwalic. Nadal sa megagwiazdami, ale tylu tytulow i
goli, co kiedys, juz nie zdobywaja. Troche znudzily juz wszystkich ich
zwyciestwa, jesli bedzie jakies usprawiedliwienie, wielu chetnie umiesci
ich troche nizej.
Popatrzmy zreszta trzezwo: Robert wygral mistrzostwo Niemiec i zostal
najlepszym strzelcem Bundesligi, zdobyl Puchar Niemiec i rowniez w tych
rozgrywkach zdobyl najwiecej bramek (w tym dwie w finale). W rywalizacji
o Zloty But (nagroda dla najlepszego strzelca lig europejskich) prowadzi
wyraznie i pewnie ja wygra. To bedzie znaczacy sukces, bo na przyklad
Messi ma juz w domowym muzeum szesc takich butow i tyle samo Zlotych
Pilek, a wiec cos te nagrody mocno wiaze. No i w Lidze Mistrzow
Lewandowski jest na czele listy strzelcow. Az o piec bramek wyprzedza
tych, ktorzy moga mu jeszcze zagrozic, wiec i tu pewnie bedzie
triumfowal. To juz bylaby poczworna snajperska korona, wyczyn nie do
przeoczenia, kosmiczny! O zwyciestwie Polaka w tej najwazniejszej
konkurencji, walce o Zlota Pilke, bezapelacyjnie powinien przesadzic
triumf Bayernu w Lidze Mistrzow, oczywiscie z wybitnym w tym udzialem
Polaka. Na przygotowanie do tego Bawarczycy maja miesiac – spokojny, ale
i trudny, bo juz zakonczyli krajowe zmagania. Znajac jednak
profesjonalizm tego klubu, jego pilkarzy i trenerow, mozna w to wierzyc.
Nie ma co ukrywac, ze Lewandowskiemu na dobre moze wyjsc najwieksze
tegoroczne nieszczescie – pandemia i odwolane z jej powodu mistrzostwa
Europy. Pewnie, ze kocham nasza reprezentacje, zycze jej jak najlepiej i
w ogole, ale nie oszukujmy sie, tego turnieju bysmy nie wygrali. Kto
inny, a nie nasz kapitan, zyskalby wtedy wielka slawe i pierwszenstwo w
wyborze. Poza tym, niektorzy uwazaja, ze jest jeszcze jeden hamulec,
ktory nie pozwala Lewandowskiemu na przesuniecie sie na pierwsze miejsce
w hierarchii – popularnosc w swiatowych mediach. W tym roku jest jednak
inaczej. Nawet ludzie majacy klopoty z zapamietywaniem dlugich nazwisk,
poznali je swietnie, gdy bija im w oczy ze szczytu wszystkich tabel
najlepszych strzelcow. I niech je w koncu wymowia.

-Legia ma tytul i powalczy o LM. Zadanie bedzie wyjatkowo trudne
Legia Warszawa w sobote zapewnila sobie mistrzowski tytul, pokonujac u
siebie Cracovie 2:0. To oznacza, ze po roku przerwy druzyna prowadzona
przez Aleksandara Vukovicia ponownie sprobuje powalczyc o awans do Ligi
Mistrzow. To zadanie bedzie jednak piekielnie trudne do zrealizowania.
Legia Warszawa na trzy kolejki przed koncem miala osiem punktow przewagi
nad rywalami. W sobote nie mogla przegrac z Cracovia, aby cieszyc sie z
tytulu. Tak tez sie stalo (pilkarze Aleksandara Vukovicia pokonali Pasy
2:0) i Wojskowi moga juz swietowac.
Przyszly sezon Legia rozpocznie wiec w eliminacjach Ligi Mistrzow. Z
powodu pandemii koronawirusa i braku terminow UEFA stwierdzila, ze mecze
pierwszych rund eliminacyjnych, zarowno w LM, jak i w Lidze Europy,
odbeda sie bez spotkan rewanzowych, a gospodarza wyloni losowanie.
Mistrz Polski ma pewny udzial w pierwszej rundzie eliminacji, co znaczy,
ze ominie jedynie runde wstepna, w ktorej zmierza sie mistrzowie
czterech najslabszych panstw – Irlandii Polnocnej, San Marino, Kosowa i
Andory.
W pierwszej rundzie eliminacyjnej Legia bedzie rozstawiona, co oznacza,
ze uniknie takich zespolow, jak Celtic Glasgow, Astana, Ludogorec
Razgrad, czy Crvena zvezda Belgrad.
Na Wojskowych czekac wiec beda mistrzowie nieco slabszych pilkarsko
krajow. Sa wsrod nich mistrzowie Luksemburga (Fola Esch), Szwecji
(Djurgardens), Czarnogory (Buducnost Podgorica), czy Bialorusi (Dinamo
Brzesc). Legia moze trafic jednak takze na zespoly z Islandii, Armenii,
Albanii, Macedonii, czy Malty.
Duzo trudniej zrobi sie w drugiej rundzie eliminacji. Tam tez Legia
powinna byc rozstawiona, ale zestaw rywali bedzie duzo powazniejszy.
Mistrzowie Polski moga spodziewac sie tam zespolow z Moldawii (Sherfiff
Tiraspol), czy Rumunii (CFR Cluj). Na drugim biegunie powinni znalezc
sie mistrzowie Bosni i Hercegowiny, Cypru, czy Litwy.
To tyle dobrych wiadomosci, gdyz od trzeciej rundy Legia
najprawdopodobniej nie bedzie juz rozstawiona, a wsrod jej potencjalnych
rywali moga znalezc sie Olympiakos Pireus, Celtic, czy Slavia Praga.
Jesli mimo trudnego rywala Legia awansuje dalej, wowczas czekac ja
bedzie juz dwumecz, a wsrod mozliwych rywali znajda sie chocby Ajax
Amsterdam, czy Red Bull Salzburg.
Lepiej powinno byc w eliminacjach do Ligi Europy, gdyz po ewentualnym
odpadnieciu z LM Legia powinna byc rozstawiona w kazdej rundzie i zagrac
z teoretycznie latwiejszym rywalem.
Losowanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Mistrzow zaplanowano na 9
sierpnia.

– Z Diablem sprawa. Teoria spiskowa w najczystszym wydaniu i absurdalna
teza z Bonkiem.
Do futbolowego slonca najbardziej zblizyla sie polska zaloga pilkarska
dowodzona przez Antoniego Piechniczka. 8 lipca 1982 roku, dokladnie 38
lat temu, reprezentacja Polski zagrala w polfinale mistrzostw swiata.
Bialo-czerwoni przegrali z Wlochami.
Temperatura w poblizu ognistej planety byla jednak za wysoka. Doslownie
(bo upal byl niemilosierny) i w przenosni. Polacy zle ja zniesli.
Brakowalo im polotu oraz pasji z wczesniejszych trzech meczow. I
Zbigniewa Bonka, bo pauzowal za kartki. I Andrzeja Szarmacha, bo tak
zadecydowal selekcjoner.
*****
Po dwoch bezbramkowych remisach w grupie z Wlochami i Kamerunem, taki
sam rezultat utrzymal sie do przerwy tez w meczu z Peru. W drugiej
polowie pekla tama i Polacy ruszyli gwaltownie do przodu jak jakims
cudem trzymana do tej pory w ryzach dzika i niebezpieczna rzeka.
Strzelili piec goli, potem rozbili Belgie (3:0), zremisowali 0:0 ze
Zwiazkiem Radzieckim i awansowali do polfinalu mundialu.
Osiem lat wczesniej tez gralismy o miejsce w wielkim finale, ale wtedy
bylo to ostatnie spotkanie w drugiej rundzie fazy grupowej. Druzyna RFN
miala lepszy bilans bramkowy, wiec jej wystarczal remis. Polacy w
slynnym meczu na wodzie (0:1) musieli wiec wygrac.
Mecz z Wlochami na Camp Nou to co innego. Klasyczny polfinal – wygrany
awansuje, w przypadku remisu dogrywka i rzuty karne. Skoro na otwarcie
mistrzostw podzielismy sie punktami, pojawila sie nadzieja, ze i tym
razem nie bedziemy gorsi. Polska sie pieknie rozpedzila, tyle ze Italia
tez. Jej wczesniejsze zwyciestwo nad Brazylia (3:2) to jedno z
najpiekniejszych widowisk w dziejach mundialu. Piechniczek stawial nawet
teze, ze wolalby grac z tymi brazylijskimi czarodziejami, bo Wlosi w
obronie stawiali niesamowicie twardy i zniechecajacy opor.
Trzeba bylo znalezc sposob, jak pod ten defensywny mur podlozyc dynamit.
Z materialem wybuchowym kojarzyl sie Boniek, ale on nie mogl zagrac z
powodu nadmiaru zoltych kartek. Czasem slysze teorie, ze w koncowce
meczu z ZSRR specjalnie te druga kartke zarobil, zeby przeciwko Italii
nie zagrac, bo trzon wloskiej druzyny stanowili pilkarze Juventusu, jego
nowi klubowi koledzy. Absurdalna teoria. Po pierwsze – Wlosi awans do
polfinalu wywalczyli dopiero dzien po Polakach. Po drugie – Bonkowi
mozna wiele zarzucac, ale na pewno nie to, ze kiedykolwiek unikal walki.
Z powodu kartek wypadl tez Claudio Gentile. Czyli nie chcial zagrac z
Polska?
*****
Bonka mogl zastapic Szarmach, ale trener wolal postawic na Andrzeja
Palasza. Rutyniarz Szarmach nie byl w wystrzalowej formie, jednak
panowala opinia, ze mial patent na Dino Zoffa, ze zawsze cos mu strzelal
i ze bramkarz Juventusu przed polfinalowym starciem nerwowo wypytywal,
„czy zagra Szarmach”. To jednak tylko kolejna legenda. W polsko – wloskich
potyczkach Szarmach wystapil cztery razy, w kazdej z nich bronil Zoff.
„Diabel” w tych czterech meczach strzelil dwa gole, z czego jeden w
spotkaniu towarzyskim (2:2) byl z rzutu karnego, zreszta akurat w tym
spotkaniu Zoffowi wiecej krwi napsul skrzydlowy Slaska Wroclaw Janusz
Sybis. A jesli juz ktos z Polakow naprawde mial sposob na Zoffa to Marek
Pieta, ktory niespelna dwa lata przed mundialem w barwach Widzewa w
dwoch meczach strzelil Juventusowi dwa gole w Pucharze UEFA (3:1, 1:3),
a widzewiacy wygrali po serii rzutow karnych. Tyle ze Pieta nigdy nie
wystapil w reprezentacji.
Opowiesc o Szarmachu jako pogromcy Zoffa i Italii w istocie miala jeden
powod – mistrzostwa swiata w 1974 roku. To wtedy Szarmach kapitalnym
strzalem glowa zdobyl bramke, Polacy wygrali 2:1, a Wlosi odpadli juz w
fazie grupowej. Chodzilo o sile dobrego wspomnienia. Szarmach kojarzyl
sie ze spektakularnym i prestizowym zwyciestwem, a wlasnie czegos
takiego potrzebowalismy w Barcelonie.
Przegralismy 0:2. – Mimo olbrzymiej stawki zawodnicy byli jacys senni,
apatyczni, wydawalo sie, ze walcza bez wiary w mozliwosc zwyciestwa –
napisal Piechniczek w „Mundialowym dzienniku”. – Gdyby Rossi nie zdobyl
pierwszej, przypadkowej bramki, po rzucie wolnym za faul, ktorego nie
bylo, gdyby strzal Kupcewicza trafil do bramki, a nie w poprzeczke,
gdyby Buncol uderzyl pilke glowa nieco dalej od Zoffam, wynik moglby byc
inny – analizowal Boniek w autobiografii „Na polu karnym”.
*****
I mozna byloby uznac sprawe za zamknieta, gdyby nie ksiazka Szarmacha
napisana kilka lat temu wspolnie z dziennikarzem Jackiem Kurowskim
(„Andrzej Szarmach. Diabel nie aniol”).
– Im dluzej sie nad tym zastanawialem, tym wieksza w tym wszystkim
widzialem role Bonka. W Hiszpanii dobrze mu szlo, byl gwiazda, strzelal
gole. Po hat tricku z Belgia mowil o nim caly swiat. I nagle w polfinale
nie moze grac. Zalozmy, ze wchodze z lawki, strzelam gola, wygrywamy
mecz i jest awans do finalu. Piechniczek wiele razy mowil, ze
zwycieskiego skladu sie nie zmienia. A wiec gralbym w finale kosztem
Bonka. A tak byc nie moglo. Nie mogli do tego dopuscic ani Piechniczek,
ani jego najwieksza gwiazda – podzielil sie swoimi zaskakujacymi
refleksjami Szarmach.
Teoria spiskowa w najczystszym wydaniu, ktora jednak powoduje, ze
okolicznosci polfinalowego meczu juz na zawsze wzbogacaja katalog
wielkich tajemnic polskiego futbolu.

ZUZEL
Runda Zasadnicza:
IV runda
3 lipca 2020 (piatek)
Gorzow – Czestochowa
Lublin – Rybnik 59:31
5 lipca 2020 (niedziela)
Wroclaw – Zielona Gora 45:45
Grudziadz – Leszno42:48
V runda
10 lipca 2020 (piatek)
Wroclaw – Grudziadz 53:37
Rybnik – Leszno 34:56
12 lipca 2020 (niedziela)
Zielona Gora – Gorzow, zakonczyl sie po zamknieciu gazetki
Czestochowa – Lublin 43:47
1.Leszno 10pkt
2.Czestochowa 6pkt
3.Wroclaw 5pkt
4.Zielona Gora 5pkt
5.Grudziadz 2pkt
6.Grudziadz 2pkt
7.Rybnik 2pkt
8.Gorzow 0pkt

1 Liga Zuzlowa na sezon 2020:
Runda Zasadnicza:
I runda
11 lipiec 2020 (sobota)
Torun – Gniezno 55:35
Gdansk – Tarnow 44:46
12 lipiec 2020 (niedziela)
Ostrow Wlkp. – Bydgoszcz 53:37 Lodz –
Daugavpils 57:33

– Hamilton najlepszy, kolejny triumf Mercedesa. Pech Ferrari podczas GP
Styrii.
F1 GP Styrii – Lewis Hamilton najszybszy w calej stawce. To kolejny
triumf kierowcy Mercedesa w tym sezonie. Przed tygodniem zwyciezyl
bowiem Valtteri Bottas. Charles Leclerc i Sebastian Vettel musieli sie
wycofac z zawodow juz na poczatku rywalizacji.
Grand Prix Styrii bylo druga wyscigiem tego sezonu Formuly 1 i drugim,
ktory odbyl sie w Austrii. W sobote, mimo fatalnych warunkow udalo sie
rozegrac kwalifikacje. Pole position zdobyl Lewis Hamilton i
automatycznie uplasowal sie na pozycji faworyta.
Poczatek byl wyscigu byl bardzo emocjonujacy. Juz na pierwszym
okrazeniu, w duzym tloku samochodow Sebastian Vettel wypadl z zakretu,
gdy w jego bolid uderzyl kolega z zespolu – Charles Leclerc. To byl dla
Niemca koniec, ale pech Ferrari byl podwojny. Niedlugo pozniej okazalo
sie, ze zniszczenia w bolidzie Leclerca okazaly sie na tyle powazne, ze
on rowniez nie byl w stanie kontynuowac wyscigu.
Na prowadzenie szybko wyszedl Lewis Hamilton, a tuz za nim znalazl sie
Max Verstappen z Red Bulla. Za nimi dlugo plasowal sie drugi z
Mercedesow – Valtteri Bottas. Na 25. okrazeniu Fin przeskoczyl na drugie
miejsce.
Powtorzyly sie problemy Renault. Tydzien temu wyscigu nie dokonczyl
Daniel Ricciardo, teraz po 27 okrazeniach wyscigu nie byl w stanie
kontynuowac Esteban Ocon, z ktorego samochodu zaczelo sie dymic i szybko
zobaczylismy go w alei serwisowej.
Po 32 okrazeniach mielismy Bottasa na prowadzeniu, przed Hamiltonem. Za
dwoma Mercedesami plasowalo sie dwoch kierowcow Red Bulla: Max
Verstappen i Alexander Albon. Hamilton z czasem odzyskal prowadzenie, a
my mielismy sporo przetasowan w srodku stawki. Pierwsza trojke po 40
okrazeniach staral sie dogonic Lando Norris.
Verstappen wyprzedzil Bottasa i znalazl sie tuz za Hamiltonem, ze strata
niecalych pieciu sekund po 50 okrazeniach. Powodem mogly byc pewne
uszkodzenia w bolidzie Fina. Po 55. okrazeniu bardzo interesujaca
okazala sie rywalizacja o czwarta lokate. Sergio Perez z Racing Pointu
bardzo sie zblizyl do Albona.
Pewne problemy z oponami w koncowce wyscigu mial Verstappen, a Bottas
znacznie zmniejszyl strate do niego. Obaj kierowcy stoczyli bezposredni
pojedynek na torze. Holender umiejetnie odpieral ataki Fina, ale
ostatecznie nie uratowal drugiej lokaty.
Ostatecznie zatem wyscig wygraly dwa Mercedesy – Hamilton przed
Bottasem, a zaraz za nimi znalezli sie Verstappen i Albon. Partnerzy
rezerwowego Roberta Kubicy z Alfa Romeo Racing: Kimi Raikkonen i Antonio
Giovinazzi znalezli sie odpowiednio na jedenastej i czternastej pozycji.
—–
Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *