Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 11 sierpnia 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 214 (5144) 11 sierpnia 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
Polska wygrywa ze Slowenia. Awans na IO juz po drugim secie!
Polscy siatkarze meczyli sie ze Slowencami, jednak juz po drugim secie
zapewnili sobie udzial w igrzyskach olimpijskich, a duzy udzial miala w
tym atomowa zagrywka Wilfredo Leon. Turniej olimpijski w Tokio bedzie
juz 10. w historii, w ktorym wystapi nasza reprezentacja.
Bialo-czerwoni przystepowali do ostatniego meczu gdanskiego turnieju
kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich ze Slowenia z jednym celem:
wygrac przynajmniej jednego seta, dajacego przepustke do najwazniejszej
imprezy czterolecia w Tokio. – Jestesmy ogromnie zdeterminowani do tego,
zeby zdobyc awans na igrzyska juz teraz oraz zeby zaprezentowac swoja
najlepsza siatkowke i zakonczyc turniej zwyciesko – zapowiadal kapitan
polskiej reprezentacji Michal Kubiak.
Zadanie wydawalo sie trudne z dwoch powodow – w ostatnich dwoch edycjach
mistrzostw Europy Slowency sprawiali spore problemy Polakom, eliminujac
ich z walki o medale, a dodatkowo w Gdansku Slowenia potrafila juz
postraszyc Francuzow, ktorzy musieli sie sporo nameczyc, by zwyciezyc z
nimi w trzech setach. Przeciwnicy naszej reprezentacji wciaz zachowywali
szanse na historyczny awans na igrzyska, jednakze pierwszym warunkiem,
ktory musieli spelnic byla wygrana z gospodarzami turnieju. – Uwazam, ze
to niemozliwe, zeby Slowency pokonali Polakow 3:0 – nie ukrywal trener
trojkolorowych Laurent Tillie.
Polacy rozpoczeli to spotkanie nieco nerwowo. Mieli problemy ze
skonczeniem swoich akcji (trzy nieskonczone ataki z rzedu Macieja
Muzaja) i przez dlugi czas nie byli w stanie przeciwstawic sie grajacym
na luzie Slowencom, ktorzy w inauguracyjnej partii wypracowali sobie
nawet czteropunktowa przewage. Sygnal do walki dal bialo-czerwonym
Muzaj, ktory najpierw swietnie zaatakowal, a potem obronil pilke. Ich
mocna bronia byly przyjecie (79 procent) oraz zagrywka (trzy asy).
Podopieczni Vitala Heynena mieli juz Slowencow niemal na wyciagniecie
reki, jednakze ich skuteczny atak przez srodek zadecydowal, ze to oni
cieszyli sie ze zwyciestwa w pierwszej odslonie.
W drugiej odslonie Polacy poprawili swoja gre, jednak przeciwnikom wciaz
zamieniali w punkt wszystko, czego sie nie dotkneli. Sprawy w swoje rece
wzial najpierw Mateusz Bieniek, a potem na dwupunktowe prowadzenie
wyprowadzily bialo-czerwonych umiejetnosci… pilkarskie Piotra
Nowakowskiego. Losy tej partii rozstrzygnely sie w koncowce partii,
kiedy to na zagrywce odpalil Wilfredo Leon. Przezywajacy w ostatnim
czasie trudne chwile w tym elemencie reprezentant Polski zaserwowal dwa
asy z rzedu, a punkt na miare awansu dal bialo-czerwonym pomylka Tine
Urnauta w polu serwisowym. Slowency rowniez podali pomocna dlon Polakom,
oddajac im az 13 punktow po bledach.
Mecz dokonczyl juz drugi sklad naszej reprezentacji, ale przeciwnicy nie
zamierzali spuscic z tonu. W tej czesci spotkania na szczegolne
wyroznienie zaslugiwal Karol Klos, ktory bardzo dobrze radzil sobie
zarowno w ataku, jak i w bloku. Do konca tego starcia wizytowka Polakow
pozostalo przyjecie zagrywki, w ktorym nie schodzili ponizej 72 procent.
Mecz zakonczyla zepsuta zagrywka przeciwnikow.
Awans z turnieju w Gdansku oznacza spokojne przygotowania do
najwazniejszej imprezy czterolecia, ktora wystartuje juz za niespelna
rok. Tym samym bialo-czerwoni unikna startu w styczniowym europejskim
turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, w ktorym wezmie udzial osiem
najlepszych zespolow ze Starego Kontynentu.
POLSKA – SLOWENIA 3:1 (21:25, 25:23, 25:23, 25:21)
POLSKA: Drzyzga 1, Kubiak 7, Bieniek 12, Muzaj 4, Leon 10, Nowakowski 2
oraz Zatorski (l), Wojtaszek (l), Konarski 8, Lomacz, Sliwka 2, Klos 7,
Szalpuk 6, Kwolek 4. Trener: Heynen.

LEKKOATLETYKA
– Historyczny wyczyn Bialo-Czerwonych. Polacy ze zlotymi medalami
Po trzydniowych Druzynowych Mistrzostwach Europy Polacy dopieli swego i
osiagneli historyczny sukces, zdobywajac zloty medal pierwszy raz w
historii (345 pkt). Wicemistrzami zostali reprezentanci Niemiec (317,5
pkt), a braz wywalczyli Francuzi (316,5 pkt).
Po dwoch dniach DME w Bydgoszczy Polacy zajmowali pierwsza pozycje (193
pkt), tuz za Bialo-Czerwonymi plasowala sie Francja (181,5 pkt), a
podium zamykali Wlosi (171 pkt). Juz przed niedzielnymi zmaganiami bylo
wiadome, ze najwazniejsze beda indywidualne pojedynki Polakow z
reprezentantami Niemiec i Trojkolorowych
Jako pierwszy z Bialo czerwonych walke rozpoczal Piotr Lisek. W skoku o
tyczce niezwykle ciekawie zapowiadala sie jego walka z Renaud
Lavillenie. Polak pierwsza zrzutke zaliczyl na 5,81 m, jednak pozniej
udalo mu sie ja zaliczyc. Francuz o dziwo nie spisal sie najlepiej i
koniec koncow zajal trzecie miejsce. Lisek zostal ostatnim tyczkarzem w
stawce i atakowal rekord Polski (6,03 m), ale niestety wszystkie trzy
proby Polaka zostaly stracone.
Adrian Swiderski z odlegloscia 16,27 m zakonczyl konkurs trojskoku na
piatym miejscu. Natomiast w skoku wzwyz Kamila Licwinko z latwoscia
zaliczyla 1,80 m, nastepnie Polka dopiero w drugiej probie pokonala 1,85
m. 1,90 m zostalo przeskoczone za pierwszym razem, ale niestety 1,94 m
bylo juz poza zasiegiem Polki. Ostatecznie Licwinko skonczyla na piatej
pozycji.
Na 110 m przez plotki Polske reprezentowal Damian Czykier, ktory pobiegl
poprawnie i zajal czwarta pozycje. Natomiast w 100 m przez plotki, czyli
w kobiecej odmianie konkurencji Karolina Koleczek pobiegla znakomicie,
Polka byla trzecia, ale do zwycieskiej Wloszki stracila… 0.01 sekundy!
– Myslalam, ze ja wygralam – powiedziala na goraco po wyscigu w rozmowie
z dziennikarzem TVP Sport Koleczek.
Bezkonkurencyjny w biegu na 800 metrow byl natomiast Adam Kszczot
(1,46.97 min), Polak znakomicie pobiegl taktycznie. Opocznianin
zaatakowal na ostatniej prostej i zostawil rywali w tyle, co wiecej
reprezentant Francji (1,48.13 min) zakonczyl bieg dopiero na siodmej
pozycji. W zwiazku z tym Polska zaliczyla spory zapas punktowy.
Bezposrednia rywalizacje z Francuska przegrala Joanna Fiodorow, lecz nie
byla to wielka strata. Polka z odlegloscia uzyskana w drugiej probie
(72,13 m) uplasowala sie na drugiej pozycji. Zwyciezyla Alexandra
Tavernier z wynikiem 72,81 m.
Sofia Ennaoui wziela przyklad z Adama Kszczota i znakomicie pobiegla w
biegu na 1500 m. Polka bardzo madrze rozegrala swoja konkurencje,
zaatakowala na ostatnim wirazu i dobiegla na mete z czasem 4,08.37 s. Na
konto Polakow wpadlo kolejne cenne 12 punktow.
W biegu na 3000 metrow z przeszkodami z dobrej strony pokazal sie
Krystian Zalewski. Dla reprezentanta Polski byl to pierwszy start w
sezonie na tym dystansie. 30-latek na ostatnim okrazeniu oderwal sie od
stawki i zaatakowal, koniec koncow najlepszy okazal sie Fernando Carro
(8,27.26 min), drugi byl Topi Raitanen (8,27.68 min), a Polak linie mety
przekroczyl z trzecim rezultatem (8,29.12 min).
Sprint na 200 metrow na szostym miejscu zakonczyla Anna Kielbasinska z
czasem 23,36 s. Natomiast final na tym samym dystansie odbyl sie bez
Polaka, Przemyslaw Slowikowski nie zdolal sie zakwalifikowac.
Najdluzszym dystansem biegu na DME bylo 5000 m. W tej konkurencji Polske
reprezentowala Paulina Kaczynska. Polka nie byla z siebie zadowolona,
bowiem pobiegla dosyc wolno i zakonczyla zmaganie na dziewiatym miejscu
z czasem 16,40.04 min. Najlepsza okazala sie Niemka Hanna Klein
(15,39.00 min), a dla nas wazna informacja bylo, ze Francuska Liv
Westphal przebiegla linie mety czwarta (15,49.11 min).
Paulina Guba w pchnieciu kula uplasowala sie na czwartym miejscu z
odlegloscia 17,77 m. Reprezentantka Polski do konta Bialo-Czerwonych
dorzucila dziewiec punktow. Bez niespodzianki odbylo sie w konkursie
skoku w dal kobiet, Magdalena Zebrowska skoczyla 6,15 m i nie
zakwalifikowala sie do waskiego finalu. Koniec koncow lekkoatletka z
Lomzy skonczyla na jedenastej lokacie.
W biegu na 3000 metrow Polske reprezentowal Patryk Kozlowski, tutaj
rowniez ciezko bylo sie spodziewac, aby 20-latek ukonczyl zawody w
czolowce. Polak uzyskal 8,24.05 min i jest to jego rekord zyciowy
poniewaz byl to debiut Kozlowskiego w tej konkurencji. Z kolei Piotr
Malachowski pokazal klase. Wydawalo sie, ze Polak bedzie ostatecznie
trzeci, ale w ostatniej probie rzucil 63,02 m i uplasowal sie na
pierwszym miejscu.
Przed „wisienka na torcie”, czyli sztafetami 4×400 metrow w tabeli „na
zywo” Niemcy przeskoczyli Francuzow i awansowali na drugie miejsce, w
zwiazku z tym zapowiadala sie pasjonujaca walka o srebro. Jako pierwsze
pobiegly panie w skladzie: Iga Baumgart-Witan, Anna Kielbasinska,
Malgorzata Holub-Kowalik i Justyna Swiety-Ersetic. Znakomicie pobiegly
nasze reprezentantki, Swiety-Ersetic wyruszyla na ostatnia zmiane z duza
przewaga i dobiegla do mety okolo 20 metrow przed Brytyjkami. Wynik
3,24.81 min byl najlepszym czasem Polek sztafety 4×400 m od 14 lat.
Przed sztafeta panow Polska miala juz zapewniony triumf w calych
mistrzostwach. Reprezentacja Polski w skladzie Wiktor Suwara, Patryk
Omelko, Lukasz Krawczuk i Patryk Dobek pobiegla na miare mozliwosci i z
czasem 3,02.56 min, zajmujac trzecie miejsce przypieczetowali triumf
Bialo-Czerwonych w DME.

PILKA NOZNA
EKSTRAKLASA
3 kolejka
Wisla Krakow-Gornik Zabrze 1-0
4 kolejka
Lech Poznan-Slask Wroclaw 1-3
Pogon Szczecin-Wisla Krakow 1-0
Zaglebie Lubin-Arka Gdynia 2-0
Gornik Zabrze-Rakow Czestochowa 1-0
LKS Lodz-Piast Gliwice 0-1
Cracovia-Korona Kielce 1-0
Wisla Plock-Legia Warszawa, przelozony na 16 wrzesnia;
W poniedzialek Lechia Gdansk-Jagiellonia
1.Slask 10pkt
2.Pogon 10pkt
3.Lech 7pkt
4.Cracovia 7pkt
5.Gornik 7pkt
6.Zaglebie Lubin 5pkt
7.Lechia 5pkt
8.Piast 5pkt
9.Jagiellonia 4pkt
10.Legia 4pkt
11.Korona 4pkt
12.LKS 4pkt
13.Wisla Krakow 4pkt
14.Rakow 3pkt
15.Wisla Plock 1pkt
16.Arka 1pkt
-Pilkarze Pogoni potwierdzili wysoka dyspozycje i pokonali u siebie
Wisle Krakow 1:0. Tym razem rewelacyjny bramkarz Dante Stipica nie
musial byc pierwszoplanowa postacia na boisku.
– Oczekuje, ze to bedzie fajne widowisko. Pelne milych momentow dla
kibicow Pogoni oraz z kilkoma bramkami na naszym koncie – zapowiadal
trener szczecinian Kosta Runjaic.
Jego zespol do sobotniego spotkania z Wisla Krakow na wlasnym stadionie
przystepowal jako ekipa, ktora do tej pory nie zaznala goryczy porazki w
nowym sezonie ekstraklasy. Architektem dobrych wynikow w ostatnich
tygodniach byl przede wszystkim znakomicie dysponowany bramkarz Dante
Stipica. Kibice liczyli, ze tym razem o fajerwerki postaraja sie rowniez
jego koledzy z pola, zwlaszcza napastnicy.
Portowcy od razu narzucili przeciwnikom swoj styl gry, a akcje
gospodarzy napedzal przede wszystkim Marcin Listkowski.
21-latek wrocil do Szczecina po wypozyczeniu do Rakowa Czestochowa i w
niedziele po raz pierwszy w tym sezonie znalazlo sie dla niego miejsce w
wyjsciowej jedenastce. Pomocnik chcial udowodnic, ze na nie zasluzyl, i
kilka razy zagrozil bramce strzezonej przez Michala Buchalika.
Najlepsze okazje do otworzenia wyniku mieli jednak w 30. minucie Adam
Buksa (jego uderzenie z pola karnego o centymetry minelo slupek) oraz
Jakub Bartkowski, ktory w ostatniej akcji pierwszej polowy glowkowal po
dosrodkowaniu Ricardo Nunesa z rzutu wolnego. Wisla odpowiedziala dwoma
kontratakami, z ktorymi wzorowo poradzil
Nie zabraklo rowniez dramatycznych momentow, poniewaz w koncowce
pierwszej czesci meczu Iker Guarrotxena zderzyl sie glowa z Rafalem
Janickim i stracil przytomnosc. Gdy ja odzyskal, na chwile wrocil na
boisko, ale szybko okazalo sie, ze nie bedzie mogl kontynuowac gry.
Karetka odwiozla go do szpitala przy ul. Unii Lubelskiej.
W drugiej polowie Pogon utrzymala dobre tempo i w 56. minucie wyszla na
prowadzenie. Z rzutu roznego dosrodkowal Nunes, a Kostas
Triantafyllopoulos uderzeniem glowa nie dal szans bramkarzowi Wisly Krakow.
Potem portowcy niepotrzebnie sie cofneli i musieli dostac kilka sygnalow
ostrzegawczych, zeby z powrotem wrocic do wlasciwego rytmu. Niezle
szanse zmarnowali Pawel Brozek i Jakub Blaszczykowski (wszedl na boisko
w 71. minucie meczu), a szczecinianie obudzili sie na 10 minut przed
koncowym gwizdkiem. Soufian Benyamina i Santeri Hostikka spektakularnie
zmarnowali szybkie kontrataki i kibice nie doczekali sie efektownej
kropki nad i w postaci drugiego gola, ktory wyprowadzilby Pogon na
pozycje lidera ekstraklasy. Minimalne prowadzenie udalo sie jednak
dowiezc do koncowego gwizdka i Pogon podtrzymala dobra passe.
Liderem w tabeli pozostaje Slask, ktory w sobote wygral w Poznaniu z
Lechem, Pogon jest druga. Oba zespoly maja taki sam bilans punktowy (po
10) i bramkowy (plus cztery), ale Slask strzelil w dotychczasowych
meczach o jednego gola wiecej (stosunek bramek Slaska to 6:2, a Pogoni 5:1).

-Obraz cierpienia, rozpaczy i indolencji pilkarskiej w Lubinie przeciwko
Zaglebiu zaprezentowali zawodnicy Arki Gdynia. Zolto-niebiescy przegrali
0:2, nawet w najmniejszym stopniu nie stanowiac zagrozenia dla swojego
rywala.
Poczatek sezonu pokazuje jedno – Arka ma i byc moze miec bedzie w
przyszlosci powazne problemy w defensywie. A to dziwne, biorac pod
uwage, ze w porownaniu z ubieglym sezonem w tej linii nic sie nie
zmienilo. Damian Zbozien, Adam Danch, Frederik Helstrup i Adam Marciniak
– to pilkarze, ktorzy w Gdyni znaja juz niejeden zakamarek, a nowych
kolegow w druzynie smialo mogliby oprowadzac po lokalnych restauracjach.
Tymczasem po trzech kolejkach szesc straconych goli czynilo
zolto-niebieskich druga najgorsza obrona w lidze (o jedna bramke wiecej
stracila tylko Wisla Plock).
Mimo to w meczu z Zaglebiem trener Jacek Zielinski w gdynskim bloku
obronnym nie dokonal zadnych zmian. Gdyby zabrac sie do wyliczania
prostych, indywidualnych bledow zawodnikow tejze formacji, konsekwencja
w stawianiu na te sama czworke moze dziwic tym bardziej.
O odwroceniu karty mozna bylo zapomniec juz chwile po rozpoczeciu meczu.
Defensywa Arki popelnila kolejny koszmarny blad, a na czarnej liscie
obroncow zamieszanych w utrate goli pojawilo sie nowe nazwisko – tego,
ktory do tej pory byl czysty jak lza, a mianowicie Damiana Zbozienia. To
on zapomnial o futbolowym elementarzu, lamiac dobrze ustawiona linie
pozostalych trzech obroncow. Dzieki temu Sasza Ziwec, stojac na
jedenastym metrze, przed soba mial tylko bramkarza Pavelsa Steinborsa.
Kolejne minuty to kolejne bledy. Bardzo slaby mecz kontynuowal Zbozien,
az miarka przebrala sie w drugiej polowie, kiedy zmienil go Michael
Olczyk – zawodnik, ktory wydawalo sie, trafil do Arki tylko dzieki
poprzedniemu trenerowi, Zbigniewowi Smolce, a w obecnej sytuacji
szkoleniowej ekstraklase bedzie ogladal sprzed telewizora. Postawa
Zbozienia nie mogla jednak popchnac do innego ruchu.
To nie koniec, a dopiero poczatek problemow. Na poprawe formy mocno musi
pracowac tez kapitan Marciniak. 30-latek sam nie pamieta chyba tak
fatalnego startu sezonu w swoim wykonaniu. Jesli przyjrzec sie jego
grze, zostalyby mu postawione co najmniej cztery zarzuty – w tylu golach
jego wina byla niepodwazalna. Niestety, rowniez w Lubinie z lewej strony
defensywy rywal urzadzal sobie wycieczki z pilka, podczas ktorych nie
czul na plecach oddechu doswiadczonego przeciez Marciniaka. Boki obrony
zolto-niebieskich sa dzisiaj ich najslabszymi punktami.
– Od kiedy tu gram [w Lubinie przeciwko Zaglebiu], zawsze pierwsza
bramka nas podlamuje. Brakuje nam pilkarskich jaj, jestesmy bojazliwi –
mowil w przerwie zirytowany pomocnik Arki Michal Nalepa.
Nie tylko obrona, lecz takze atak jak dotad wyglada bardzo zle. Od
poczatku brakuje druzyny. Widoczne to bylo zwlaszcza po traconych golach
– opuszczone glowy, kazdy przezywal je na swoj sposob, nikt nie
motywowal reszty partnerow. A gdy trzeba bylo gre rozpoczac od srodka,
jak mantre gdynianie powtarzali improwizacje pilkarska, bowiem wyraznie
brakowalo Arce pomyslu i wykonawcow, ktorzy podjeliby sie realizacji
wariantow taktycznych.
Choc jest srodek lata, nad Gdynia pojawia sie coraz wiecej czarnych
chmur. Arka na dnie tabeli to obrazek nie tylko zwiazany z czysta
matematyka, lecz takze nabierajacy znaczenia symbolicznego.

– Musimy przezyc te trzy tygodnie kompromitujacych wystepow, po nich
szydery, a potem wszystko wraca do normy. Zajmujemy sie ekstraklasa,
ekscytujemy reprezentacja – pisze w felietonie dla „PS” Jerzy Dudek.
Wystepy polskich klubow w Europie to nie sa sprawy ani proste, ani
przyjemne. Od wielu lat jestesmy swiadkami konfrontacji trudnych dla
kibicow, pilkarzy i trenerow, ktorzy maja do podjecia niezwykle wazne
decyzje. Musza przygotowac swoje zespoly bardzo szybko, co potem odbija
sie na ich wystepach w lidze, bo nasze druzyny maja za waskie kadry. No
i to szkoleniowcy placa za to wysoka cene, bo nie maja odpowiedniego
zaplecza, wystarczajacej liczby zawodnikow.
Duzo mowi sie o tym, ze nasze druzyny rozgrywaja za malo spotkan. A mnie
sie wydaje, ze przy tak niewielkiej liczbie jakosciowych zawodnikow
gramy bardzo wiele meczow. Teoretycznie trzy tygodnie urlopow powinno
wystarczyc, by naladowali baterie, ale kiedy trenerzy maja tylko 13
niezlych pilkarzy, okazuje sie, ze to jednak zbyt malo czasu.
Pierwsze rundy eliminacji rozgrywane sa w tak wczesnym okresie, ze nie
jest latwo tak szybko przygotowac zespoly do wielkiej konfrontacji,
dlatego jakosc tej pilki jest na slabym poziomie. Nie dotyczy to tylko
naszych zespolow, wiele druzyn w Europie daje sie zaskoczyc, bo brakuje
motywacji do konfrontacji z zespolami, ktorych zna tak niewielu kibicow.
Gdy patrzymy na te mecze, sa one bardzo wyrownane. Jedna akcja, detal
decyduja o awansie. Inna sprawa, jak bardzo nam tej Europy brakuje.
Komicznie to wygladalo, gdy przed meczem Piasta z BATE na stadionie
puszczono hymn Ligi Mistrzow. Przeciez to tylko eliminacje. U pilkarzy,
ktorzy w Champions League nie grali, moze juz ten etap wzbudza emocje,
ale do tych rozgrywek jeszcze bardzo daleka droga. Sluchanie hymnu na
tym etapie jest zabawne.
Legia jest w budowie, ale w meczu na Gibraltarze czy z Finami miala
wiecej szczescia, ktore wynika z doswiadczenia i respektu, ktory maja do
niej ci duzo nizej notowani przeciwnicy. To rowniez ma wplyw. Czasem
zbyt duzy szacunek do rywala przeszkadza. I to nasz kolejny problem:
polskie druzyny nie sa w stanie wypracowac wlasnej tozsamosci, budzic
respektu u srednich europejskich zespolow.
Musimy przezyc te trzy tygodnie kompromitujacych wystepow, po nich
szydery, a potem wszystko wraca do normy. Zajmujemy sie ekstraklasa,
ekscytujemy reprezentacja. Ale to bardzo smutne, ze od wielu lat nasze
kluby nie sa w stanie zaplanowac sobie tych wystepow w pucharach. Nie ma
progresu. A prawda jest taka, ze nasza liga to przecietnosc. Kazdy moze
sprawic niespodzianke, ale to wcale nie swiadczy o jej wysokim poziomie.
Niestety, gdy patrzylem na pilkarzy zespolu z Gibraltaru w meczu z
Legia, to oni prezentowali bardzo podobny poziom do tych, ktorzy
wystepuja w naszej ekstraklasie. Gdyby kilku z nich do nas trafilo,
mogliby odegrac znaczaca role. Kiedy ogladamy spotkania w naszej lidze,
to niektore z nich sa dosc atrakcyjne, pilka chodzi coraz szybciej,
wydaje nam sie, ze widac postep. Wtedy przychodza pucharowe eliminacje i
dostajemy zimny prysznic. Widzimy, jak jestesmy daleko. Dlatego Liga
Europy 2 to moze byc dla nas odpowiednie miejsce, by skonfrontowac sie z
zespolami, ktore nie potrafia przejsc drugiej, trzeciej rundy w
kwalifikacjach. Czyli sa na poziomie podobnym do naszych ekip. Moze tam
bedziemy mieli szanse.
Brakuje nam realnego spojrzenia na nasza lige. W duzym stopniu dlatego,
ze patrzymy na nia przez pryzmat reprezentacji. Kadra wygrywa z Austria,
remisuje z Wlochami, wiec wydaje nam sie, ze nasze kluby tez powinny
wygrywac starcia z druzynami z Europy. A to jednak dwie rozne sprawy.
Niestety, wciaz zyjemy nadzieja. Wygrywa serce, nie rozum. A potem jest
duze rozczarowanie, choc tak naprawde sie tego spodziewamy. Moze trzeba
do tych europejskich pucharow podejsc bez zadnych oczekiwan? Wtedy
bedzie latwiej.

-Niecale 300 dni do finalu Ligi Europy w Gdansku. Tak waznego meczu w
Trojmiescie jeszcze nie bylo
27 maja przyszlego roku na Stadionie Energa Gdansk odbedzie sie finalowy
mecz rozgrywek Ligi Europy sezonu 2019/20. Bedzie to najwazniejsze
wydarzenie pilkarskie w Trojmiescie od czasu Euro 2012, ale tak wysokiej
rangi zadne pojedyncze spotkanie nie mialo jeszcze nigdy.
Tego dnia, a takze przez kilka poprzedzajacych, Gdansk stanie sie
stolica europejskiej pilki. Jednak nie tylko, gdyz spotkanie ogladane
bedzie na calym swiecie, a nazwa miasta trafi do najdalszych zakatkow
globu, podobnie jak mialo to miejsce podczas Euro 2012. To ogromna
wartosc marketingowa, nieprzeliczalna na zadne spoty reklamowe, akcje
promocyjne czy innego rodzaju dzialania majace na celu podniesienie
rozpoznawalnosci danego miejsca.
Gdansk juz od jakiegos czasy staral sie o zorganizowanie decydujacego
meczu rozgrywek organizowanych przez UEFA (Europejska Federacja
Pilkarska). Ze wzgledu na pojemnosc gdanskiego stadionu (niecale 42 tys.
miejsc) w gre wchodzil albo final Ligi Europy, albo spotkanie o
Superpuchar Europy. Zeby goscic final najbardziej prestizowego turnieju,
czyli Ligi Mistrzow, trzeba posiadac obiekt mogacy pomiescic minimum 60
tys. osob.
Gdansk najpierw podjal rywalizacje o organizacje meczu o Superpuchar w
2019 roku, ale wowczas sie nie udalo (wygral Stambul). Po 12 miesiacach
postanowiono zagrac jeszcze mocniej i powalczyc o final Ligi Europy.
Bylo o to nieco latwiej niz zazwyczaj, gdyz UEFA podjela decyzje, ze w
2020 roku z wyboru gospodarzy decydujacych meczow europejskich pucharow
wylaczone zostaly kraje, ktore beda u siebie goscily rozgrywane w
nietypowym formacie Euro 2020. Jest ich az 12, a sa to: Dania, Holandia,
Rumunia, Irlandia, Hiszpania, Wegry, Szkocja, Niemcy, Azerbejdzan,
Rosja, Wlochy oraz Anglia.
Po zebraniu wstepnych ofert jedynym kontrkandydatem bylo portugalskie
Porto. Ostatecznie podczas posiedzenia Komitetu Wykonawczego UEFA, ktore
mialo miejsce w maju ubieglego roku, na gospodarza finalu Ligi Europy w
sezonie 2019/20 wybrany zostal Gdansk. W glosowaniu okazal sie od Porto
zdecydowanie lepszy (14:4).
UEFA po raz kolejny docenila fakt, ze Polska, w tym Trojmiasto, swietnie
sprawdza sie jako gospodarz wielkich imprez pilkarskich. Wystarczy
przypomniec Euro 2012 (w Gdansku odbyly sie cztery mecze, w tym jeden z
cwiercfinalow), mlodziezowe mistrzostwa Europy sprzed dwoch lat czy
rozgrywane niedawno mistrzostwa swiata do lat 20 (wspolgospodarzem tych
dwoch ostatnich imprez byla Gdynia). W naszym kraju odbyl sie juz takze
jeden z finalow Ligi Europy – w 2015 r. na Stadionie Narodowym w
Warszawie (Sevilla – Dnipro Dniepropietrowsk 3:2).
W trwajacej juz edycji Ligi Europy sezonu 2019/20 po raz pierwszy w
historii wystartowala Lechia. Gdanski zespol wrocil na europejskie areny
po 36 latach (1983 roku rozegral legendarne mecze z Juventusem Turyn w
Pucharze Zdobywcow Pucharow). Teoretycznie mogl wiec walczyc o trofeum w
finale na wlasnym stadionie, ale oczywiscie bylo to absolutnie
niemozliwe. Dla polskich druzyn sukcesem jest juz przejscie jednej rundy
kwalifikacyjnej, niemal jak utopia jawi sie awans do fazy grupowej.
Wyjscie z niej i walka w fazie pucharowej to w chwili obecnej juz
kompletna pilkarska fantastyka.
Tego trendu nie zmienila rowniez Lechia, chociaz w II rundzie
kwalifikacji (awans do rozgrywek grupowych daje dopiero przejscie IV
rundy) dzielnie walczyla z dunskim Broendby IF. Po naprawde kapitalnym
meczu wygrala na Stadionie Energa 2:1, jednak w rewanzu po dogrywce
musiala uznac wyzszosc rywali (porazka 1:4). Jednak zaprezentowala sie
zdecydowanie najlepiej ze wszystkich polskich druzyn, a pilkarze Lechii
za punkt honoru postawili sobie, zeby za rok znow walczyc w europejskich
pucharach, i to z lepszym skutkiem.
Na razie sledzic bedziemy rozgrywki Ligi Europy i wypatrywac finalistow,
ktorzy przyjada do Gdanska. A moga to byc naprawde wielkie firmy.
I LIGA
3 kolejka
Olimpia Grudziadz-Chojniczanka 3-5
Miedz Legnica-Chrobry Glogow 2-1
Tychy-Odra Opole 4-1
Stomil Olsztyn-Jastrzebie 2-1
Belchatow-Radomiak 3-0
Nieciecza-Zaglebie Sosnowiec 2-0
Puszcza Niepolomice-Sandecja Nowy Sacz 1-2
Podbeskidzie-Stal Mielec 4-1
Wigry Suwalki-Warta Poznan 1-2
1.Nieciecza 9pkt
2.Podbeskidzie 7pkt
3.Miedz 7pkt
4.Olimpia 6pkt
5.Belchatow 6pkt
6.Warta 6pkt
7.Radomiak 6pkt
8.Chojniczanka 4pkt
9.Stal Mielec 4pkt
10.Jastrzebie 4pkt
11.Puszcza 4pkt
12.Tychy 3pkt
13.Sandecja 3pkt
14.Stomil 3pkt
15.Wigry 2pkt
16.Zaglebie 1pkt
17.Odra 1pkt
18.Chrobry 0pkt

ZUZEL
PGE Ekstraliga na sezon 2019:
Runda Zasadnicza:
XII runda:
2 sierpnia 2019 (piatek):
Lublin – Czestochowa 45:45
Grudziadz – Zielona Gora 44:46
4 sierpnia 2019 (niedziela):
Torun – Wroclaw 41:49
Gorzow Wlkp. – Leszno 46:44
XIII runda:
9 sierpnia 2019 (piatek):
Leszno – Torun 64:26
Czestochowa – Grudziadz 52:38
11 sierpnia 2019 (niedziela):
Lublin – Gorzow Wlkp.50:40
Zielona Gora – Wroclaw w chwili zamkniecia gazetki, mecz jeszcze trwa;
1.Leszno 29pkt
2.Wroclaw 23pkt
3.Zielona Gora 19pkt
4.Czestochowa 17pkt
5.Grudziadz 13pkt
6.Lublin 11pkt
7.Gozrow 10pkt
8.Torun 3pkt

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *