Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 11 kwietnia 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 94 (6076) 11 kwietnia 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

PILKA NOZNA
Ekstraklasa 24 kolejka
Jagiellonia Bialystok-Cracovia 2-1
Pogon Szczecin-Wisla Plock 2-0
Slask Wroclaw-Lechia Gdansk 1-1
Wisla Krakow-Rakow Czestochowa 1-2
Warta Poznan-Stal Mielec 0-0
Lech Poznan-Legia Warszawa 0-0
Zaglebie Lubin-Podbeskidzie 2-1
W poniedzialek Piast Gliwice-Gornik Zabrze
1.Legia 52pkt
2.Pogon 44pkt
3.Rakow 40pkt
4.Lechia 37pkt
5.Piast 34pkt
6.Slask 34pkt
7.Warta 33pkt
8.Gornik Zabrze 32pkt
9.Zaglebie 32pkt
10.Jagiellonia 31pkt
11.Lech 30pkt
12.Wisla Krakow 28pkt
13.Wisla Plock 25pkt
14.Cracovia 23pkt
15.Podbeskidzie 21pkt
16.Stal Mielec 20pkt
-Lechia Gdansk po bardzo przecietnym wystepie zremisowala na wyjezdzie
ze Slaskiem Wroclaw 1:1. Swojego pierwszego gola w Ekstraklasie zdobyl w
tym meczu Tomasz Makowski.
Pilkarze Lechii przed meczem we Wroclawiu wiedzieli, ze Rakow
Czestochowa wygral swoje spotkanie (2:1 z Wisla Krakow) i aby utrzymac
bliski kontakt z pierwsza trojka w tabeli musza Slaska pokonac. Trener
Piotr Stokowiec po ostatnim starciu z Zaglebiem Lubin wymienil tylko
jedno, zdecydowanie najslabsze ogniwo (Macieja Gajosa zastapil Jaroslaw
Kubicki). Kolejna szanse otrzymal za to Tomasz Makowski i z pewnoscia
ten mecz zapamieta on do konca zycia.
Lechia od poczatku ruszyla do atakow i juz po kilku minutach mogla
prowadzic 2:0. Najpierw po ladnej indywidualnej akcji nieznacznie
spudlowal Lukasz Zwolinski, za chwile efektownie z tzw. „dropsztyka”
uderzal Jan Bieganski, ale jeden z obroncow Slaska uratowal swoj zespol
przed strata gola.
Duzo gorzej wygladala gra defensywna Lechii, a szczegolnie elektryczny
byl Kristers Tobers. W 8 min po nieudanym strzale Krzysztofa
Maczynskiego Lotysz ani nie pokryl Erika Exposito, ani nie zrobil dwoch
krokow do przodu, zeby zlapac go na spalonego, dzieki czemu Hiszpan nie
mial zadnych problemow z wpakowaniem pilki do bramki z najblizszej
odleglosci.
Potem Exposito mial jeszcze dwie swietne sytuacje – najpierw huknal z
linii pola karnego w poprzeczke, a potem znow zbyt latwo gubiac Tobersa
minimalnie przestrzelil uderzajac z polwoleja. Jesli dodamy do tego dwie
swietne interwencje Dusana Kuciaka po strzalach Mariusza Praszelika
(druga z tych sytuacji sprokurowal Tobers tracac pilke na swojej
polowie), niesamowite pudlo Patryka Janasika i kolejna niezborna
interwencje Tobersa, ktora o malo nie zakonczyla sie samobojem – obraz
nieporadnosci gdanskiej defensywy bedzie pelny. W tej sytuacji tylko
jeden stracony gol, mozna uznac jako dar od losu.
Sporo szczescia miala tez Lechia strzelajac wyrownujaca bramke. Pomocnik
Slaska Waldemar Sobota tak dlugo zwlekal z oddaniem pilki, ze w koncu
naciskajacy go Makowski wymusil na nim blad i znalazl sie sam przed
Michalem Szromnikiem. Pewny strzal przy slupku i wielka radosc 21-latka,
dla ktorego byl to pierwszy gol w Ekstraklasie. Czekal na ten moment az
65 meczow i 2,5 roku (debiutowal w pazdzierniku 2018 r.).
Wynik po pierwszej polowie byl zatem dla Lechii duzo lepszy niz jej gra.
Po przerwie w ofensywie wciaz mocno sie meczyla. Jedynym pomyslem bylo
tak naprawde dogranie pilki do Udovicicia, ktory w swoim stylu szukal w
polu karnym czy to Flavio Paixao czy to Zwolinskiego. Ale znalezc jakos
nie potrafil, tym razem Serb byl z precyzja dosrodkowan mocno na bakier.
To Slask caly czas sprawniej organizowal swoje natarcia, choc nie byl
juz tak konkretny jak przed przerwa. Kuciak musial sie wykazywac glownie
gra na przedpolu, celnych strzalow na jego bramke brakowalo. W ogole
tempo meczu mocno spadlo i w pewnym momencie oba zespoly chyba uznaly,
ze podzial punktow wcale nie jest taki zly.
Jednak szanse na gole jeszcze sie pojawily. Dwie znakomite mial
Zwolinski, ktory najpierw sam wywalczyl pilke i mocnym strzalem
sprawdzil czujnosc Szromnika. Za chwile napastnik Lechii wrecz musial
zdobyc bramke po dosrodkowaniu Flavio, ale fatalnie spudlowal uderzajac
glowa z kilku metrow. To juz nie pierwszy taki kiks Zwolinskiego w tej
rundzie, ma on ostatnio bardzo rozregulowany celownik.
Lechia: Kuciak – Kopacz, Maloca, Tobers, Conrado Z – Bieganski (62.
Gajos) – Zwolinski (86. Fila), Makowski, Kubicki, Udovicic (62. Saief Z)
– Flavio Paixao.

-Pilkarze Pogoni Szczecin zmazali plame po fatalnym wystepie w Warszawie
i pokonali na wlasnym stadionie Wisle Plock 2:0. To bylo pewne i
zasluzone zwyciestwo, ktore przybliza portowcow do zakonczenia sezonu na
podium ekstraklasy.
– Wszystko jest ciagle w naszych rekach. Chcemy zdobyc wicemistrzostwo
kraju, ale czas przestac powtarzac to jak mantre i skoncentrowac sie na
tym, co na boisku – mowil przed pierwszym gwizdkiem trener Kosta Runjaic.
Jego zespol w sobotnie popoludnie chcial wrocic na wlasciwe tory po
dotkliwej porazce w Warszawie. Przed tygodniem Pogon przegrala na
wyjezdzie z Legia 2:4 i pogrzebala swoje szanse na zdobycie pierwszego w
historii mistrzowskiego tytulu.
Wisla Plock – przynajmniej w teorii – wydawala sie idealnym
przeciwnikiem, zeby szybko odbudowac sie po klesce w stolicy. Przeciwnik
przyjechal do Szczecina po siedmiu meczach z rzedu bez zwyciestwa i
swiadomoscia, ze coraz szybciej zbliza sie do strefy spadkowej. Pogon
chciala natomiast zabezpieczyc druga pozycje w tabeli i odeprzec atak
peletonu poscigowego (Rakow Czestochowa, Lechia Gdansk, Piast Gliwice).
Runjaic w poprzednich dniach z pewnoscia intensywnie myslal nad
wyjsciowym skladem (byc moze czesciej niz nad mocnymi stronami Wisly).
Od wielu miesiecy nie moze wybrac podstawowego napastnika, a przed
tygodniem dokonal najszybszej niewymuszonej zmiany w swojej karierze
trenera i zdjal z boiska Luisa Mate po zaledwie 23 minutach.
– W sobote dostanie kolejna szanse. Mialem swoje powody, zeby go
zmienic, ale porozmawialismy i wszystko sobie wyjasnilismy. To
profesjonalista – tlumaczyl trener.
W ataku nie dal natomiast kolejnej okazji do gry w podstawowym skladzie
Adamowi Fraczczakowi i tym razem postawil na mlodego Adriana
Benedyczaka, co okazalo sie bardzo dobra decyzja.
Pogon wyciagnela wnioski z meczu w Warszawie i w sobote od pierwszych
minut ruszyla do ataku, chcac od poczatku miec kontrole nad przebiegiem
spotkania. Bardzo aktywny byl Sebastian Kowalczyk, ktory najpierw
swietnie podal do wychodzacego na czysta pozycje Michala Kucharczyka
(skrzydlowy nie trafil w pilke), a potem z kilku metrow glowkowal wprost
w bramkarza Wisly Krzysztofa Kaminskiego.
Portowcy zdecydowana przewage przypieczetowali po kwadransie, ale tym
razem w rolach glownych wystapili mlodziezowcy: Kacper Kozlowski i
Benedyczak. Swiezo upieczony reprezentant Polski idealnie dosrodkowal na
glowe roslego napastnika, ktory otworzyl wynik spotkania.
Po strzelonym golu Pogon nieco spuscila z tonu i nie atakowala juz z
takim animuszem, ale nadal miala pelna kontrole nad meczem. Dante
Stipica byl zupelnie bezrobotny, poniewaz w pierwszej polowie Wisla
oddala tylko jeden i to niecelny strzal na bramke gospodarzy.
Po 45 minutach nic nie wskazywalo na klopoty szczecinian w drugiej
polowie, ale na pewno mozna bylo zarzucic portowcom minimalizm. Po
strzelonym golu niespecjalnie probowali podwyzszyc prowadzenie i szybko
zamknac mecz z bardzo slabo dysponowanym zespolem z Mazowsza.
Goscie na poczatku drugiej czesci troche postraszyli pilkarzy Pogoni i
zaczeli czesciej goscic pod bramka Stipicy. Na szczescie podopieczni
Runjaicia odpowiednio zareagowali na te sygnaly ostrzegawcze i zaczeli
intensywnie pracowac nad podwyzszeniem prowadzenia. Najpierw Kaminski
poradzil sobie jeszcze z uderzeniem Alexandra Gorgona, ale w 65. minucie
byl juz bezradny. Michal Kucharczyk wykorzystal serie bledow w
defensywie gosci, znalazl sie w sytuacji sam na sam i z zimna krwia
strzelil drugiego gola.
Pogon sie rozluznila i szybko mogla za to zaplacic. Na szczescie Patryk
Tuszynski, po prostym bledzie szczecinskiej obrony, trafil tylko w
slupek. Dlatego Runjaic postanowil jeszcze raz zmobilizowac swoj zespol
i dokonal kilku zmian. Na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac, poniewaz
duet rezerwowych: Rafal Kurzawa i Adam Fraczczak zaledwie kilkadziesiat
sekund po wejsciu na boisku przeprowadzil efektowna akcje zakonczona
golem tego drugiego. Niestety anulowanym po analizie VAR (sedzia
dopatrzyl sie pozycji spalonej u podajacego Kurzawy).
Ta sytuacja nie miala jednak wplywu na dalszy przebieg meczu. Pogon
zasluzenie pokonala Wisle Plock 2:0 i umocnila sie na drugiej pozycji w
tabeli. Za tydzien zagra na wyjezdzie z kolejnym zespolem z samego dolu
tabeli – Podbeskidziem Bielsko-Biala.
To byl 15. mecz Pogoni w tym sezonie bez straconego gola w ekstraklasie
(z 24 rozegranych).
Pogon: Stipica – Bartkowski, Zech, Triantafyllopoulos, Mata – Kucharczyk
(75. Kurzawa), Kozlowski (58. Smolinski), Dabrowski, Gorgon (64.
Podstawski), Kowalczyk (75. Fraczczak ZK) – Benedyczak (46. Zahovic).

-W szesc lat Lech Poznan skarlal od niemal najmocniejszego klubu w
Polsce do ligowego przecietniaka. W klubie zgadza sie tylko jedno: kasa.
10 lipca 2015 roku. Wakacje, sezon urlopowy w pelni, a na stadionie przy
ul. Bulgarskiej w Poznaniu ponad 40 tys. kibicow. W meczu o Superpuchar
Polski Lech Poznan, mistrz kraju, wygral 3:1 z Legia Warszawa. To byl
ten moment, gdy wydawalo sie, ze spelnia sie sen rodziny Rutkowskich o
stworzeniu najsilniejszego klubu w Polsce, ktory lada moment rozgosci
sie w Lidze Mistrzow.
Kwiecien 2021 roku. Lech zwalnia szostego trenera w ciagu niespelna
szesciu lat, kibice zapowiadaja bojkot i informuja, ze nie wroca na
stadion nawet, gdy bedzie to mozliwe. Lech nie jest najmocniejszy nawet
w Poznaniu – w tabeli o trzy punkty wyprzedza go Warta, najbiedniejszy
klub ligi, przez Lecha traktowany z gory.
Upadek ze szczytu jest bolesny.
Lech owszem, odnosi sukcesy, ale tylko na rynku transferowym.
Zainwestowal duze pieniadze w klubowa akademie i najlepiej w Polsce
opanowal sztuke szkolenia i sprzedawania za duze pieniadze mlodych
graczy. Od pamietnego meczu z Legia za kwoty w wiekszosci grubo
przekraczajace milion euro z klubu odeszli Karol Linetty, Jan Bednarek,
Dawid Kownacki, Tomasz Kedziora, Robert Gumny, Kamil Jozwiak oraz
rekordowy Jakub Moder. Wszyscy grali lub graja w reprezentacji Polski,
ich sprzedaz dala klubowi ponad 30 mln euro.
W polskich warunkach to pieniadze gigantyczne, mozna za nie budowac
silny zespol. Lech wiec sprzedawal, ale i kupowal – glownie graczy
zagranicznych. Tylko kilku z nich – jak Pedro Tiba, Christian Gytkjaer
czy ostatnio Mikael Ishak – stanowili w ekstraklasie wartosc dodana. Na
wiekszosci z nich juz zarobic sie nie da: albo dociagali w Poznaniu do
konca kontraktu i odchodzili za darmo, albo byli wypychani z klubu na
sile. Lista niewypalow transferowych jest znacznie dluzsza niz
transferow udanych. Klub, ktory jest jednym z najlepiej zarzadzanych w
kraju, pieniadze zwyczajnie marnotrawi. Nie sluza one budowie zespolu
siegajacego po trofea.
Od mistrzostwa Polski wywalczonego w 2015 r. i superpucharu chwile
pozniej w gablocie nie ma nic – z wyjatkiem kolejnego superpucharu, z
2016 r. Lech konczyl lige trzykrotnie na podium – co w ekstraklasie nie
jest specjalnym osiagnieciem – do tego dwa razy przegral final krajowego
pucharu. Lige zdarzylo mu sie konczyc na miejscu siodmym i osmym, teraz
jest dziesiaty. Jesli na dziesiatym skonczy, bedzie to najgorszy wynik
od momentu, gdy 15 lat temu klub przejal Jacek Rutkowski.
Przez ostatnich szesc lat Lech miota sie od sciany do sciany. Nowa
koncepcja goni koncepcje wprowadzona pol roku wczesniej. To, co jeszcze
rok temu bylo zaprzeczeniem pomyslu na prowadzenie klubu, nagle staje
sie codziennoscia.
Do ostatniego mistrzostwa Lecha doprowadzil Maciej Skorza, ktory po
niedzielnym meczu z Legia znow pojawi sie w Kolejorzu. Warto przy tym
pamietac, jak odchodzil: juz cztery miesiace po mistrzostwie byl
sklocony z szatnia, wyrzucono go, gdy mistrzowski zespol byl na…
ostatnim miejscu w tabeli. Po Skorzy przyszedl Jan Urban – trener
„strazak”, ktory po „despocie” mial swoim poczuciem humoru i pogodnym
usposobieniem odblokowac zawodnikow. Na krotka mete to sie udalo, ale
gdy juz mial budowac druzyne po swojemu – znow klapa, znow zmiana.
Kolejny wybor: Nenad Bjelica – czlowiek z zewnatrz, niegdys uznany
pilkarz. Bylo dobrze, lecz do czasu: po swietnej jesieni i dobrym
poczatku wiosny przyszly porazki w ostatnich meczach sezonu, do tego
kleska z Arka Gdynia w finale Pucharu Polski. I Bjelica takze odszedl.
Nastepny trener – Ivan Djurdjevic – byl trenerskim wychowankiem Lecha.
Mial dostac czas na zbudowanie zespolu po swojemu i wpojenie pilkarzom
„genu lechowego”. Prace, do ktorej przygotowywano go w druzynach
klubowej akademii przez lata, stracil po niespelna pol roku.
Po Djurdjeviciu z fanfarami w Poznaniu pojawil sie byly selekcjoner
reprezentacji Polski Adam Nawalka. Doswiadczony trener zostawil po sobie
opinie dziwaka – przyzwyczajony do pelni wladzy w druzynie narodowej zle
znosil koniecznosc podporzadkowania sie polityce klubu. Wyrzucono go po
11 meczach i zastapiono Dariuszem Zurawiem, wyciagnietym z druzyny rezerw.
Zuraw dostal wsparcie legendy klubu Dariusza Skrzypczaka oraz zwiazanego
przez lata z akademia Karola Bartkowiaka. W trojke – Zuraw i jego
asystenci – mieli stworzyc nowego Kolejorza, opartego na wychowankach
klubu. Zadanie wykonano z sukcesem: powstal zespol, ktory na koniec
sezonu cieszyl sie z wicemistrzostwa – wyniku ponad owczesne oczekiwania
w Poznaniu.
Jesien, przed ktora Zurawiowi pozwolono na wymiane asystentow – to
kolejna zmiana koncepcji – byla imponujaca, zwlaszcza w Europie:
brawurowe wejscie do fazy grupowej Ligi Europy, odwazna gra w niej z
Benfica Lizbona i ofensywna taktyka cieszyly oczy kibicow. I dawaly
nadzieje, ze w Poznaniu powstaje porzadny zespol. To bylo zludzenie,
miraz – Lech po sprzedazy Modera i Jozwiaka zastapil ich graczami
miernymi, druzyna nie miala sil, by pogodzic gre w Europie, w lidze i w
Pucharze Polski. Lech stal sie przecietnym ligowcem, zespolem, ktorego w
Polsce nikt sie juz nie bal.
Zmieniaja sie na Bulgarskiej pilkarze, zmieniaja sie trenerzy, ale nie
zmieniaja sie osoby zarzadzajace klubem. I nie zmienia sie, bo Lech jest
to firma rodzinna, wlasnosc rodziny Rutkowskich. Wladze klubu – Piotr
Rutkowski i pelniacy funkcje prezesa Karol Klimczak – popelnia zapewne
jeszcze wiele bledow, bo proces zamiany Lecha w powazny europejski klub
caly czas przypomina operacje na zywym organizmie i sprawdzanie, bez
ktorego organu ten organizm da rade funkcjonowac.
Choc obaj przy kazdej okazji temu zaprzeczaja, klub jest przez nich
traktowany jak korporacja, w ktorej kluczowy jest zysk. A przeciez skoro
kasa sie zgadza, to znaczy, ze wszystko jest w porzadku.

I LIGA
24 kolejka
Widzew Lodz-Puszcza Niepolomice 0-0
Jastrzebie-Gornik Leczna 1-1
Korona Kielce-Tychy 1-0
Resovia-LKS Lodz 1-0
Belchatow-Stomil Olsztyn 2-3
Sandecja Nowy Sacz-Zaglebie Sosnowiec 2-1
Chrobry Glogow-Miedz Legnica 0-0
Arka Gdynia-Odra Opole 1-1
Radomiak-Nieciecza, odwolany z powodu zagrozenia epidemicznego
1.Nieciecza 47pkt
2.Gornik Leczna 45pkt
3.LKS Lodz 43pkt
4.Tychy 41pkt
5.Radomiak 40pkt
6.Arka 36pkt
7.Widzew 35pkt
8.Odra Opole 33pkt
9.Puszcza 33pkt
10.Miedz 33pkt
11.Korona 32pkt
12.Sandecja 30pkt
13.Chrobry 30pkt
14.Stomil 26pkt
15.Resovia 21pkt
16.Jastrzebie 20pkt
17.Zaglebie Sosnowiec 19pkt
18.Belchatow 16pkt
-Pilkarze Arki Gdynia wciaz nie moga zlapac odpowiedniego rytmu w
rozgrywkach I ligi. Tym razem zolto-niebiescy tylko zremisowali na
wlasnym stadionie z Odra Opole 1:1, ratujac punkt w ostatnich minutach.
Pilkarze Arki po niesamowicie emocjonujacym i zakonczonym sukcesem meczu
polfinalu Pucharu Polski z Piastem Gliwice (wygrana po rzutach karnych),
musieli szybko zejsc na ziemie i wrocic do ligowej rzeczywistosci. A ta
nie jest dla nich ostatnio przyjazna, w tej chwili gdynianie sa na
granicy strefy barazowej.
Jednym z zespolow, ktore deptaly im po pietach byla Odra Opole. I to
wlasnie goscie od poczatku spotkania przejeli inicjatywe. Po arkowcach
widac bylo trudy srodowej ponad dwugodzinnej batalii z czolowym zespolem
ekstraklasy. Tym bardziej ze w polu trener Dariusz Marzec dokonal tylko
dwoch zmian – za Christiana Alemana i Mateusza Zebrowskiego zagrali Luis
Valcarce oraz Kacper Skora. Ponadto w bramce bohatera starcia z Piastem
Kacpra Krzepisza zmienil Daniel Kajzer.
Odra wykorzystujac ospalosc rywala dosc latwo przedostawala sie w
okolice bramki Arki i szybko swoja przewage udokumentowala. Ladna akcja
popisal sie Jakub Szrek, ktory oszukal Adama Dancha i mocnym strzalem
pokonal Kajzera.
Arkowcy dopiero wowczas wzieli sie w garsc. Trener Marzec szybko
przeprowadzil pierwsza zmiane – po polgodzinie Marcus Da Silva zmienil
Fabiana Hiszpanskiego. Po kolejnych kilku minutach nastapila kolejna
roszada, tym razem wymuszona urazem Adama Dei (wszedl za niego Rafal
Wolsztynski). W tym momencie gospodarze byli ustawieni bardzo
ofensywnie, ale mimo poprawy jakosci gry nie przekladalo sie to na
sytuacje bramkowe dla gospodarzy.
Druga polowa zaczela sie od nawalnicy gosci, ktorzy mieli trzy dobre
sytuacje. Dwukrotnie po strzalach Konrada Nowaka swietnie spisal sie
Kajzer, z kolei po uderzeniu Dawida Czaplinskiego pilka uderzyla w
slupek. Kiedy wydawalo sie ze lada moment padnie drugi gol dla Odry,
sytuacja diametralnie sie zmienila. W 55. min druga zolta kartke, a w
konsekwencji czerwona, zobaczyl obronca zespolu z Opola Mateusz Wypych.
Arkowcy mieli wiec ponad pol godziny na odwrocenie losow spotkania. I
oczywiscie ruszyli do zdecydowanych atakow, ktore opieraly sie glownie
na dosrodkowaniach – czy to z gry, czy ze stalych fragmentow. Goscie
bronili sie dosc madrze, a przede wszystkim z wielka ofiarnoscia.
Jednak gdynianie w koncu dopieli swego. W 86. min po podaniu Arkadiusza
Kasperkiewicza gola zdobyl Danch. Potem jeszcze kilka razy zakotlowalo
sie pod bramka Odry, ale rowniez goscie mieli okazje, by zdobyc
zwycieska bramke, jednak wciaz swietnie spisywal sie Kajzer (szczegolnie
po strzale Arkadiusza Piecha). Z drugiej strony jak w ukropie uwijal sie
jego vis-à-vis Mateusz Kuchta, ktory jednak juz do konca nie dal sie
pokonac.
Arka: Kajzer – Kasperkiewicz, Marcjanik, Memic Z, Danch – Hiszpanski
(31. Da Silva), Deja (38. R. Wolsztynski), L. Wolsztynski (71.
Zebrowski), Valcarce – Skora, Rosolek.

-Osiem z dwunastu miast-gospodarzy Euro 2020 juz teraz zapewnia, ze
wpusci na stadiony kibicow. Najdalej ida Wegrzy: w Budapeszcie stadion
ma byc pelen.
W piatkowy wieczor UEFA opublikowala dlugo oczekiwany, oficjalny
komunikat. Powiadomila w nim, ze osiem miast zlozylo wiazace deklaracje
dotyczace wpuszczania kibicow na stadiony podczas meczow Euro 2020.
Federacja od dawna stawiala warunek i wymagala, by mecze przelozonych o
rok mistrzostw odbyly sie z udzialem fanow w liczbie odpowiadajacej co
najmniej jednej czwartej pojemnosci stadionu.
I tak, mozliwosc wpuszczenia kibicow na trybuny zapewnily Amsterdam,
Baku, Bukareszt, Budapeszt, Kopenhaga, Glasgow, Londyn i Sankt
Petersburg. W przypadku Amsterdamu, Bukaresztu, Kopenhagi i Glasgow
zajete zostanie od 25 do 33 proc. pojemnosci stadionu. Dalej idzie Baku
i Sankt Petersburg, gdzie stadiony beda mogly byc zapelnione w polowie.
Londynskie Wembley ma byc wypelnione w 25 proc. podczas meczow grupowych
i 1/8 finalu, potem – podczas polfinalow i finalu – byc moze
wpuszczonych zostanie wiecej widzow. Najbardziej zaskoczyli Wegrzy,
pozwalajac wypelnic stadion w calosci, choc – jak zaznaczono w
komunikacie – ze scislymi regulacjami podczas wejscia.
Cztery miasta nie byly w stanie zapewnic UEFA, ze wpuszcza kibicow:
dotyczy to Dublina, Monachium, Bilbao i Rzymu. We Wloszech decyzje
sprzyjajaca rozegraniu Euro na Stadionie Olimpijskim w Rzymie podjal juz
rzad. W Bilbao stosowne zapewnienie zlozylo miasto, ale weto na razie
podniosla krajowa federacja, wsparta przez lokalny rzad Kraju Baskow. W
sprawie Monachium tocza sie negocjacje na najwyzszym szczeblu miedzy
szefem UEFA Aleksandrem Ceferinem a premierem Bawarii Markusem S�sderem.
Najgorzej wyglada sytuacja Dublina – Irlandczycy poinformowali, ze nie
sa w stanie zagwarantowac obecnosci kibicow na stadionach.
Klopoty Bilbao i Dublina to tez zamieszanie dla reprezentacji Polski,
ktora wlasnie na stadionach w tych miastach ma rozegrac mecze grupowe
mistrzostw ze Slowacja, Hiszpania i Szwecja. W dodatku niedaleko Dublina
ma miescic sie baza Bialo-Czerwonych w czasie Euro 2020.
UEFA gra na czas. Dala czterem „niepewnym” miastom czas do 19 kwietnia
na dostarczenie kolejnych informacji o ich planach.
Europejska federacja w komunikacie ostrzegla tez kibicow przed tym, ze
ewentualne podroze na poszczegolne mecze mistrzostw moga byc bardzo
utrudnione, wiazac sie z ograniczeniami przy przekraczaniu granic i
koniecznoscia kwarantanny. Poinformowala jednak, ze trzy kraje –
Azerbejdzan, Rosja i Wegry – planuja specjalne ulatwienia dla kibicow i
beda traktowaly je inaczej niz innych podrozujacych do tych krajow.

ZUZEL
PGE Ekstraliga sezon 2021:
Runda zasadnicza:
II kolejka
9 kwietnia 2021 (piatek)
Zielona Gora – Grudziadz 51:39
Wroclaw – Torun 51:39
11 kwietnia 2021 (niedziela)
Czestochowa – Leszno, zakonczyl sie po zamknieciu gazetki
Gorzow – LublineWinner 52:38

1.Liga Zuzlowa sezon 2021:
Runda Zasadnicza:
II runda
10 kwietnia 2021 (sobota)
Lodz – Tarnow 50:40
11 kwietnia 2021 (niedziela)
Gdansk – Rybnik 45:45
12 kwietnia 2021 (poniedzialek)
Ostrow Wlkp. – Gniezno
2 maja 2021 (niedziela)
Krosno – Bydgoszcz

PILKA RECZNA
W meczu rewanzowym 1/8 Ligi Mistrzow szczypiornisci Lomzy Vive Kielce
przegrali 31:34 (13:15) z HBC Nantes. Francuzi awansowali do
cwiercfinalu rozgrywek.
Mimo wygranej przed tygodniem z HBC w Nantes 25:24 (12:14)
szczypiornisci Lomzy VIVE Kielce do rewanzowej konfrontacji z
podchodzili niezwykle ostroznie. – Jeden gol zapasu na nasza korzysc
praktycznie o niczym nie swiadczy – stwierdzil Aleks Dujszebajew.
Najskuteczniejszy zawodnik pierwszego meczu nie ukrywal, ze
„jednobramkowe zwyciestwo bylo wyjatkowo niebezpieczne”. – Takie
sytuacje moga pozbawic nas samokontroli, wprowadzic rozluznienie. Musimy
ustrzec sie przestojow, niewymuszonych bledow. Zagrac na rownym poziomie
przez pelne 60 minut – wymienial kielecki bombardier.
Zdajac sobie sprawe z rangi spotkania i wiedzac, jak waznym elementem
rywalizacji bedzie psychika, trener Talant Dujszebajew w ostatnich
dniach zaaplikowal zawodnikom kilka treningow mentalnych. – Kwestie
mentalne moga sie okazac kluczem do ostatecznego sukcesu – zapowiadal
opiekun mistrzow Polski. Pelna mobilizacja panowala takze w ekipie
Nantes. – Nie jedziemy do Polski na wycieczke. Przed tygodniem
przegralismy, ale nadal wszystkie drzwi sa przed nami otwarte –
komentowali na klubowej stronie internetowej gracze Alberto Entrerriosa.
Gospodarze szybko przekonali sie, ze rywale nie rzucali slow na wiatr.
Nantes od pierwszego gwizdka prezentowalo twarda, konsekwentna gre i –
co najwazniejsze – bylo wyjatkowo skuteczne. Juz w 7. minucie przyjezdni
prowadzili 5:2, kontrolujac przebieg boiskowych wydarzen. Co prawda
szalenczy zryw kielczan doprowadzil do remisu 11:11 po golu Angela
Fernandeza, ale ostatnie fragmenty pierwszej polowy znow nalezaly do
przyjezdnych. Spora w tym zasluga dunskiego golkipera Emila Nielsena,
ktory po 30 minutach mial az 46 procent skutecznosci. Zapowiadalo sie na
ogromne emocje po przerwie… I rzeczywiscie – im dluzej trwala
rywalizacja, tym robilo sie ciekawiej.
Kwadrans przed koncem gol Igora Karacicia wyprowadzil ekipe Dujszebajewa
na prowadzenie 23:22. Wydawalo sie, ze mistrzowie Polski zlamia rywali.
Nic z tych rzeczy… Kilka pomylek w ataku, do tego az trzy
niewykorzystane rzuty karne srodze sie zemscily, bo Nantes znow wyszlo
na prowadzenie (30:28), ktorego nie oddalo juz do ostatniej syreny.

-Dzialacze z MKOL, UEFA, FIVB, CEV i innych sportowych instytucji glowia
sie, jak upchnac w kalendarzu na ten rok te wszystkie zalegle i te
niezalegle turnieje o mistrzostwa swiata, Europy czy innego kontynentu,
o igrzyskach olimpijskich nie wspominajac. I z tego powodu czasem
dochodzi do sytuacji kuriozalnych – pisze specjalnie dla Interii szef
Polsatu Sport, Marian Kmita.
Ostatni rok koronawirusowej pandemii oswoil nas z przymusowa izolacja i
koniecznoscia znoszenia rzadowych obostrzen. Chyba nie ma wsrod nas
nikogo, kto znosi to dobrze, bo nasze dotychczasowe zycie leglo w
gruzach, a z tym i swiat sportu bardzo mocno sie zmienil. Teraz, po roku
walki z zaraza i tak naprawde nieznanych perspektywach na przyszlosc,
wiele swiatowych federacji probuje nadgonic stracony czas.
Dzialacze z MKOL, UEFA, FIVB, CEV i innych sportowych instytucji glowia
sie jak upchnac w kalendarzu na ten rok, te wszystkie zalegle i te
niezalegle turnieje o mistrzostwa swiata, Europy czy innego kontynentu,
o igrzyskach olimpijskich nie wspominajac. I z tego powodu czasem
dochodzi do sytuacji kuriozalnych.
Wlasnie dotarl do Polski kalendarz siatkarskiej Ligi Narodow i oto znowu
dotyka nas kleska urodzaju. Urodzaju w swych gigantycznych rozmiarach w
praktyce nie do strawienia przez telewizje i kibicow. Otoz okazuje sie,
ze FIVB zaplanowalo od 25 maja do 27 czerwca w tzw. „Bance” we wloskim
Rimini Turniej Gigant. W ciagu miesiaca ma tam zostac rozegranych 248
(slownie: dwiescie czterdziesci osiem!) meczow w ramach tegorocznej Ligi
Narodow kobiet i mezczyzn. Na szczescie, FIVB zorganizowala ten maraton
ciut madrzej niz federacja europejska CEV mistrzostwa Europy i zaden z
meczow nie odbedzie sie rownolegle do innego.
Pisze „ciut madrzej”, bo rozgrywany w dwoch halach w Rimini turniej
zostal zaplanowany tak, ze mecz w hali A bedzie dzielilo do meczu w hali
B tylko 90 minut. Z tego wynika, ze zawziety kibic siatkowki bedzie mogl
bez konfliktu obejrzec jedno widowisko tylko w tych rozmiarach
czasowych. Jesli mecze beda sie konczyc wynikiem wyzszym niz 3:0, to juz
przed kibicem – telewidzem bedzie stala spora rozterka, czy ogladac do
konca mecz USA – Rosja z godziny 18.00, czy poltorej godzinie pozniej
przelaczyc sie na Belgia – Wlochy, a po nastepnych 90 minutach na
Brazylia-Holandia? Albo trudniejsze zadanie: 26 maja godzina 21.00 – czy
ogladac Final Ligi Europy w Gdansku czy Serbia – Polska kobiet w Rimini?
6 czerwca o 16.30 startuje mecz siatkarek z Polski i Japonii. Raczej nie
skonczy sie do pierwszego gwizdka ostatniego sprawdzianu naszych
pilkarzy przed Euro z Islandia, bo mecz w Polsce zaczyna sie o 18.00. A
23 czerwca jeszcze gorzej: o 18.00 ramach pilkarskiego Euro Polacy graja
ze Szwedami i o tej samej godzinie Polki walcza z Francuzkami byc moze o
polfinal Ligi Narodow.
I juz widze wielka wojne w polskich domach o wladze nad pilotem do
telewizora. Wojne bez faktycznych zwyciezcow, bo generalnie od 11 do 27
czerwca bedziemy mieli w Polsce starcie pomiedzy kibicami sportu a ich
„cywilnymi” domownikami. W tym okresie, poza innymi dyscyplinami sportu,
rozegranych zostanie 40 futbolowych meczow Euro 2020 i 112 siatkarskich
spotkan Ligi Narodow kobiet i mezczyzn. No ludzie swieci! Kto to
wytrzyma przed telewizorem?! Pewnie niewielu, a moze nawet nikt! Dlatego
wielka szkoda, ze spora czesc tego gigantycznego organizacyjnego wysilku
sportowych federacji i telewizji pojdzie jak para w gwizdek, bo kibice
tego zwyczajnie nie beda w stanie skonsumowac.
O co wiec chodzi w tym karkolomnym przedsiewzieciu? Czy tylko o to ,
zeby FIFA, UEFA, FIVB, CEV i im podobne federacje wywiazaly sie z
kontraktow ze sponsorami i telewizjami? To bylo by zbyt proste
uzasadnienie. Prawda jest taka, ze sport, tak jak wiele innych dziedzin
swiatowej gospodarki w dobie pandemii, znalazl sie na krawedzi
bankructwa. Dlatego polityka – ratuj sie kto moze i jak moze, obowiazuje
dzisiaj w calym sportowym swiecie. Wie cos o tym symbolicznie Hubert
Hurkacz, ktory za wygrana w turnieju ATP Masters w Miami zainkasowal
nagrode w wysokosci „ledwie” 300 tysiecy USD.
Jeszcze dwa lata temu wygrywajac ten turniej otrzymalby od organizatorow
o okragly milion dolarow wiecej. No, ale co robic. Takie czasy, ciezkie
dla wszystkich. Wiec, chyba lepiej juz w czerwcu skakac z kanalu na
kanal szukajac meczow reprezentantow Polski w dublujacych sie czasowo
miedzynarodowych zawodach, niz tak jak rok temu ogladac, chocby nawet
najbardziej radosne zwyciestwa, ale tylko… w retransmisjach z
ostatniej dekady.
——————–
Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *