Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 10 stycznia 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVIII nr 10 (5588) 10 stycznia 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

-Robert Lewandowski Sportowcem Roku 2020! Wyniki Plebiscytu Przegladu
Sportowego i Polsatu
Robert Lewandowski wygral 86. Plebiscyt Przegladu Sportowego i Polsatu
na Najlepszego Sportowca Roku 2020. Kapitan reprezentacji Polski w pilce
noznej wyprzedzil tenisistke Ige Swiatek oraz skoczka narciarskiego
Kamila Stocha.
Robert Lewandowski po raz drugi w historii wygral Plebiscyt Przegladu
Sportowego. Po raz pierwszy triumfowal w 2015 roku, trzykrotnie zajal
druga lokate (2016, 2017, 2019). Po raz pierwszy w dziesiatce znalazl
sie w plebiscycie za rok 2011, zajal wowczas dziesiate miejsce. Od tego
czasu nieprzerwanie, dziesiec razy z rzedu plasowal sie wsrod dziesieciu
czolowych sportowcow Polski.
W 2020 roku Lewandowski wraz z Bayernem Monachium wygral: Lige Mistrzow,
Superpuchar Europy, mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Niemiec. Byl
krolem strzelcow Ligi Mistrzow, Bundesligi oraz Pucharu Niemiec.
32-letni kapitan reprezentacji Polski odebral rowniez wiele nagrod
indywidualnych za miniony rok, zostal m.in. uznany Pilkarzem Roku FIFA.
Wyniki 86. Plebiscytu Przegladu Sportowego i Polsatu na Najlepszego
Sportowca roku 2020:
1. Robert Lewandowski (pilka nozna)
2. Iga Swiatek (tenis)
3. Kamil Stoch (skoki narciarskie)
4. Kajetan Kajetanowicz (rajdy samochodowe)
5. Bartosz Zmarzlik (zuzel)
6. Natalia Maliszewska (short-track)
7. Jan Blachowicz (MMA)
8. Wilfredo Leon (siatkowka)
9. Katarzyna Niewiadoma (kolarstwo)
10. Dawid Kubacki (skoki narciarskie).
Pozostali nominowani:
Jan-Krzysztof Duda (szachy), Magomedmurad Gadzijew (zapasy), Michal
Kwiatkowski (kolarstwo), Justyna Swiety-Ersetic (lekkoatletyka),
Katarzyna Wasick (plywanie).
Pozostale nagrody:
Trener roku: Piotr Sierzputowski (trener Igi Swiatek).
Mecenas Sportu: Totalizator Sportowy.
Mecenas sportu w trudnych czasach: PKN Orlen.
Superczempion: Justyna Kowalczyk-Tekieli.
Sport Bez Barier: Faustyna Kotlowska.
E-Sport: Marcin Jankowski.
Impreza Roku: Tour de Pologne.

SKOKI NARCIARSKIE PS w Titisee-Neustadt: Granerud wrocil na tron.
Slabszy dzien Stocha
Halvor Egner Granerud (140 m., 138 m.) wygral niedzielny konkurs w
Titisee-Neustadt. Drugi byl Daniel Andre Tande (138,5 m., 138 m.), a
trzeci Stefan Kraft (138 m., 136 m.). Najlepszy z Polakow Dawid Kubacki
(134 m., 137 m.) byl szosty. Zdecydowanie slabszy dzien mial w niedziele
Kamil Stoch.
Polscy skoczkowie przed niedzielnymi zawodami ostrzyli sobie zeby na
kolejne wysokie miejsca. Mieli ku temu powody bowiem dzien wczesniej w
Titisee-Neustadt wygral Kamil Stoch, czym przedluzyl swoja passe do
trzech wygranych konkursow z rzedu. Na trzecim miejscu zawody zakonczyl
Piotr Zyla, piaty byl Andrzej Stekala, a Dawid Kubacki siodmy. Jakub
Wolny zajal ostatecznie rowniez wysokie, jedenaste miejsce.
W niedzielnym prologu poprzedzajacym zawody na szczegolna uwage
zasluguje dwoch skoczkow. Andrzej Stekala, ktory poszybowal na odleglosc
134,5 m. i w prologu ulegl jedynie Stefanowi Kraftowi (142 m.) oraz
Helvorowi Egnerowi Granerudowi (135,5 m.) oraz Piotr Zyla, ktorego 112,5
m. uplasowalo poza czolowa 30. Pozostali w zmiennych warunkach spisali
sie poprawnie.
Konkurs glowny jako pierwszy z Polakow rozpoczal Pawel Wasek, ktory
pofrunal na 128 metrow, co w tamtym momencie dawalo mu piata lokate.
Kolejnym z Bialo-Czerwonych, Aleksander Zniszczol wyladowal na odleglosc
128,5 m. i byl 8. W miedzyczasie do serii finalowej awansowal Wasek.
Nastepnie do skoku przygotowywal sie Andrzej Stekala, ktorego 129,5 m.
dalo 10. pozycje.
O awans do finalowej „30” po probie Johanna Andre Forfanga (124,5 m.)
drzec juz nie musial Zniszczol.
W samej koncowce pierwszej serii na belce zasiadla trojka naszych
najlepszych skoczkow. Najpierw Dawid Kubacki pofrunal na 134 metry i byl
czwarty. Na rehabilitacje za wpadke z prologu liczyl Piotr Zyla.
33-latek wyladowal na 129. metrze i byl 15. Najwieksze oczekiwania
wiazane byly z Kamilem Stochem, jednak jego proba z prologu nie byla
jedynie wypadkiem przy pracy. Triumfator sobotniego konkursu osiagnal
zaledwie 123,5 m. i byl 23. Pierwsza serie wygral lider klasyfikacji
Halvor Egner Granerud – po skoku na odleglosc 140 metrow.
Zobacz rowniez: Adam Malysz pogratulowal polskim skoczkom. „Moje serce
ktoregos razu tego nie wytrzyma”
Przed druga seria szanse Bialo-Czerwonych na triumf w niedzielnych
zawodach nie byly wysokie. Szosty w klasyfikacji Dawid Kubacki tracil do
swietnie dysponowanego Graneruda 9,8 pkt.
Na pierwszy ogien w finalowej serii poszedl Aleksander Zniszczol.
Niestety 26-latek wyladowal znacznie blizej niz w pierwszej probie –
121,5 m. Chwile pozniej do boju ruszyl Pawel Wasek, ktory skoczyl o
poltora metra blizej niz kolega z reprezentacji. Nastepnym z
Bialo-Czerwonych na belce startowej byl Kamil Stoch. 33-latek poprawil
odleglosc, poszybowal 131 metrow i objal prowadzenie.
Kolejny z Polakow Andrzej Stekala polecial 128 m. i byl trzeci Nie na
dlugo, bowiem chwile pozniej wyprzedzil go m.in. Piotr Zyla. Cieszynian
osiagnal 131,5 m i byl wiceliderem. Na deser z podopiecznych Michala
Dolezala pozostala dwojka Jakub Wolny i Dawid Kubacki.
Przed finalowa dziesiatka na prowadzeniu byl Japonczyk Yukiya Sato –
136,5 m. Na szostej i siodmej pozycji odpowiednio Piotr Zyla i Kamil Stoch.
Finalowe zmagania rozpoczal Karl Geiger, ktorego 130,5 m. uplasowalo na
trzecim miejscu. Taka sama odleglosc osiagnal kolejny Anze Lanisek – byl
siodmy. Osmy po pierwszej serii Ryoyu Kobayashi pofrunal o dwa metry
dalej i objal prowadzenie w konkursie.
Swietnym skokiem po raz kolejny popisal sie Jakub Wolny, ktory pofrunal
na 134 m. Niestety Polak zachwial sie przy ladowaniu i obnizone noty nie
pozwolily na prowadzenie. 25-latek byl trzeci.
Na pozegnanie reprezentacji Polski z Titisee-Neustadt kapitalnie
pofrunal Dawid Kubacki – 137 m., co dalo w tamtym momencie fotel lidera.
Niestety juz kolejny Marius Lindvik zepchnal Polaka po skoku na
identyczna odleglosc. O metr blizej pofrunal chwile pozniej zwyciezca
prologu – Stefan Kraft. Austriak wyprzedzil Lindvika i trzymal kciuki za
pierwsze podium w tym sezonie. Pol metra blizej poszybowal z kolei
Marcus Eisenbichler i Niemiec przegral z Stefanem Kraftem.
O zwyciestwo mieli sie bic dwaj Norwegowie, najlepsi po pierwszej serii.
Daniel Andre Tande i Halvor Egner Granerud. Pierwszy z nich wytrzymal
presje i po skoku na 138 m. ze spora przewaga wyprzedzil konkurencje. Na
zakonczenie konkursu Granerud osiagnal ta sama odleglosc, co po
przeliczeniu punktow o dwa punkty dalo zwyciestwo liderowi Pucharu Swiata.

PILKA RECZNA
Wysoka wygrana polskich pilkarzy recznych tuz przed mundialem. Sensacja
w grupie 1.
Reprezentacja Polski pilkarzy recznych pokonala w Plocku Turcje 35:24 w
eliminacyjnym meczu do przyszlorocznych mistrzostw Europy. A juz za
kilka dni ruszaja mistrzostwa swiata.
Podopieczni Patryka Rombla grajacy bez podstawowego kolowego Kamila
Syprzaka prowadzili od poczatku spotkania. W 14. minucie po trafieniu do
pustej bramki Michala Olejniczaka bylo 9:5 i wydawalo sie, ze Polacy
beda powiekszac przewage. Gospodarze niestety spuscili z tonu. Pojawily
sie bledy w ataku, nieskuteczne rzuty i do przerwy Polacy schodzili z
czterobramkowa zaliczka.
Po stronie plusow na pewno nalezy wymienic postawe Tomasza Gebali.
Zawodnik Lomzy Vive Kielce zdobyl szesc bramek, a pomylil sie zaledwie
raz. Na jego lewym rozegraniu bardzo dobrze spisal sie tez Szymon Sicko,
ktory trafil szesc razy, mial 100 proc. skutecznosc i dwie asysty. W
przeciwienstwie do pierwszego meczu z Turcja, wreszcie byla tez
skutecznosc z rzutow karnych (5/6, jedynie spudlowal Przemyslaw Krajewski).
Po zmianie stron Polacy zaczeli powiekszac przewage. Po kwadransie i
golu przez cale boisko bramkarza Adama Morawskiego bylo juz 25:18.
Szanse w tej czesci dostali rezerwowi: Jan Czuwara, Michal Majdzinski,
Dawid Dawydzik czy Maciej Pilitowski. Ten ostatni, grajacy na srodku
rozegrania, zaczal fatalnie (dwie straty w minute), ale potem mial trzy
asysty.
– Jestem zadowolony z gry, choc znow przytrafily nam sie przestoj.
Ciesze sie, ze z tego wyszlismy i nie stracilismy chlodnej glowy. Nasz
zespol jest jednak niedoswiadczony w meczach o stawke i dlatego czasem
nie potrafimy wczesniej zamknac mecz – powiedzial Patryk Rombel przed
kamerami TVP Sport.
Teraz przed Polakami walka w mistrzostwach swiata w Egipcie. W pierwszym
meczu bialo-czerwoni zmierza sie z Tunezja (15 stycznia). Potem zagraja
z Hiszpania (17 stycznia) i Brazylia (19 stycznia).
Tymczasem do sensacji doszlo w grupie 1. Szesciokrotni mistrzowie swiata
– Francuzi w drugim meczu z rzedu nie potrafili pokonac Serbii. Po
srodowej wyjazdowej porazce 24:27, tym razem zremisowali u siebie 26:26
(12:15). Bohaterem spotkania zostal serbski bramkarz Vladimir Cupara,
ktory w ostatniej sekundzie swoja obrona zapewnil punkt gosciom.
Polska – Turcja 35:24 (16:12)
Polska: Wyszomirski, Morawski 1 – Moryto 7 (5), T. Gebala 6, Sicko 6,
Krajewski 5, Daszek 2, Dawydzik 2, M. Gebala 2, Ossowski 1, Olejniczak
1, Przybylski 1, Majdzinski 1, Chrapkowski, Pilitowski, Czuwara.

PILKA NOZNA
– Salamon wraca do Polski po 13 latach. „Czuje sie tu doskonale”
Bartosz Salamon opuscil Wlochy! Stoper odszedl ze SPAL i trafil do Lecha
Poznan. 29-letni obronca zwiazal sie z 3,5-letnim kontraktem.
– Naprawde swietnie sie tutaj czuje. Zastanawialem sie nad tym, jakie
uczucia beda mi towarzyszyc przy okazji powrotu i musze powiedziec, ze
jest tak, jakbym nigdy stad nie wyjechal. Kiedy we Wloszech zmienialem
kluby, na poczatku zawsze potrzebowalem troche czasu, zeby oswoic sie z
nowym miejscem, a tutaj od samego poczatku czuje sie w pelni swobodnie,
zupelnie jak u siebie w domu – oswiadczyl Bartosz Salamon na stronie
Lecha Poznan.
Wzmocnienie obrony ma byc dla Lecha jednym z priorytetow zimowego okna
transferowego. Zespol z Poznania skonczyl rok na 9. miejscu w tabeli,
stracil niemal tyle samo goli (22), co strzelil (23). Dlatego do druzyny
Dariusza Zurawia dolaczyl 9-krotny reprezentant Polski.
Salamon 13 lat spedzil we Wloszech, na kilku poziomach rozegral 271
meczow. Byl graczem Milanu, Sampdorii, a ostatnio – SPAL. Kontrakt z tym
zespolem obowiazywal go jeszcze przez pol roku, ale Polak zdecydowal sie
na powrot do Poznania.
Obronca interesowala sie ponoc takze Legia, ale Salamon zdecydowal sie
na powrot do rodzinnego miasta. Jest wychowankiem Concordu Murowana
Goslina, ale potem uczyl sie futbolu w rezerwach i pierwszym zespole
Lecha. Nie zdazyl jednak zagrac w ekstraklasie, w 2007 r. wyjechal do
Brescii.
W kadrze Salamon po raz pierwszy zagral w 2013 r. w meczu el. do
mistrzostw swiata 2014 z San Marino. Adam Nawalka powolal go rowniez na
Euro 2016 we Francji. W tym sezonie, w barwach SPAL, zagral 13 meczow w
Serie B i zdobyl dwie bramki.

-Grosicki blysnal w Pucharze Anglii. A juz niedlugo moze wrocic do
Ekstraklasy!
Kamil Grosicki mial asyste i wykorzystal rzut karny w Pucharze Anglii.
Byc moze tuz przed zmiana klubu. Portal nottinghampost.com pisze, ze
jest nim zainteresowany Nottingham Forest oraz mistrz Polski Legia Warszawa.
Wraz z otwarciem styczniowego okienka transferowego coraz glosniej
zaczelo sie mowic, ze Kamil Grosicki moze zmienic pracodawce i opuscic
West Bromwich Albion. Portal nottinghampost.com informuje, ze
reprezentacyjnym skrzydlowym mocno zainteresowany jest 19. druzyna
Championship – Nottingham Forest. W gre wchodzi rowniez transfer do
siodmego zespolu tych rozgrywek – Middlesbrough. A szanse na transfer
sie zwiekszyly, bo wlodarze WBA daly zielone swiatlo zawodnikowi na
poszukanie nowego pracodawcy.
Dla Grosickiego bylby to juz trzeci klub w karierze w tych rozgrywkach,
bo wczesniej wystepowal w Hull City oraz WBA. W sumie zagral 118
spotkan, zdobyl 26 bramek i mial 25 asyst.
Tymczasem portal onet.pl donosi, ze Kamilem Grosickim sa rowniez
zainteresowane Legia Warszawa oraz Pogon Szczecin. Ci ostatni ponoc
zlozyli mu juz nawet oferte.
Zmiana klubu byc moze wyszlaby mu na dobre, bo ten sezon nie moze
zaliczyc do udanych. Przede wszystkim dlatego, ze nie stawial na niego
byly trener Slaven Bilic i obecny Sam Allardyce. Po raz pierwszy w
Premier League Grosicki zagral dopiero w dwunastej kolejce, ale zaledwie
dziesiec minut z Newcastle. W pieciu kolejnych spotkaniach ligowych byl
w kadrze meczowej, ale nie pojawil sie na boisku. Grosicki zagral dwa
razy, ale w…lidze rezerw.
W sobotnie popoludnie 32-letni skrzydlowy wyszedl w podstawowym skladzie
w wyjazdowym meczu WBA w Pucharze Anglii z trzynasta ekipa League One –
Blackpool. I zagral bardzo dobry mecz. W 52. minucie mial asyste przy
trafieniu Semi Ajayi. W 80. minucie wywalczyl rzut karny, ktorego na
gola zamienil Matheus Pereira. Mecz zakonczyl sie remisem 2:2. Dogrywka
nie zmienila rezultatu i doszlo do rzutow karnych. W nich Grosicki, w
przeciwienstwie do trzech swoich kolegow, nie pomylil sie i WBA odpadlo
z rozgrywek.

-Nowy rok w polskiej pilce zaczyna sie optymistycznie – przynajmniej z
mojego punktu widzenia. Dwie rzeczy, o ktorych dowiedzielismy sie w
styczniu, uwazam za zmiany na lepsze – pisze w swej serii „Pilkarska
katedra Dziekana” Dariusz Dziekanowski.
Pierwsza z nich, to zmiana kalendarza – po raz pierwszy ligowa pilka w
naszym kraju wroci juz w ostatni weekend tego miesiaca. Decyzja zostala
podjeta przede wszystkim z uwagi na szalejaca wciaz pandemie i po to, by
dac sobie czasowy margines na dokonczenie rozgrywek, gdyby dzialo sie
cos tak zlego (np. jak kolejna wymuszona przerwa). Ja mam nadzieje, ze
zmiana ta utrzyma sie na stale. Zimowa przerwa, ktora kiedys trwala
prawie trzy miesiace, od jakiegos czasu jest sukcesywnie skracana i
uwazam, ze dojrzelismy juz do tego, zeby zaczynac gre w styczniu. Pod
sformulowaniem „dojrzelismy”, mam na mysli przede wszystkim powstajace
wciaz nowe stadiony i klubowe osrodki treningowe. Wczesniejszemu
rozpoczeciu ligi sprzyja tez pogoda, a nawet – chyba mozna tak
powiedziec – zmieniajacy sie klimat.
Nowe stadiony i osrodki, to tez powod do wprowadzenia nowego trendu w
przygotowaniach do rozgrywek. Przez wiele lat stalym elementem zimowych
przygotowan byly obozy organizowane w krajach, gdzie mozna bylo trenowac
na zielonych murawach. Wiele klubow za granica spedzalo nawet cztery
zimowe tygodnie. Czasem, w promieniu kilkunastu czy kilkudziesieciu
kilometrow mozna bylo zastac polowe druzyn Ekstraklasy. Wyjazdy takie
maja swoje zalety, ale tez i wady. Gdy na boiskach w Polsce zalegala
gruba warstwa sniegu, ucieczka do Turcji czy Hiszpanii byla jedynym
sensownym rozwiazaniem. Czesto w tych krajach mozna bylo zorganizowac
sparing z niezlym rywalem – co oczywiscie jest kolejnym atutem.
Z drugiej strony – nic tak nie meczy pilkarzy, jak dlugie skoszarowanie
i kiszenie sie we wlasnym sosie z dala od rodzin. Jest to niewatpliwie
spore obciazenie psychiczne. Druga sprawa, to zmiana warunkow
klimatycznych. Powrot z cieplych krajow na rodzime boiska, gdzie panuje
bardziej lub mniej sroga zima, wiazal sie z koniecznoscia wtornej
aklimatyzacji – pilkarze przygotowuja sie na zielonych murawach, ale po
powrocie musza – mowiac z lekka przesada – taplac sie w brei. Takie
przejscie – przynajmniej w pierwszych po przerwie meczach – nie jest
bezbolesne.
Dlatego tez z radoscia przyjalem informacje, ze w tym roku – znowu ze
wzgledu na pandemie – az siedem klubow z Ekstraklasy zdecydowalo sie
pozostac w Polsce. Ucieszylem sie, ze na wyjazd nie zdecydowala sie
miedzy innymi Cracovia, ktora chwile temu uruchomila swoj nowy osrodek
treningowy w Racznej. Jeszcze nie wszystkie boiska sa gotowe, jeszcze
pozostalo troche pracy, zeby oglosic, ze budowa zostala zakonczona, ale
sa juz warunki do treningow dla pierwszej druzyny. I bardzo dobrze! Po
to miedzy innymi powstaja te osrodki, zeby nasze druzyny nie musialy
tulac sie po swiecie. Zwlaszcza, ze czasem osrodki zagraniczne wybierane
przez nasze kluby wygladaly dobrze tylko na zdjeciach, a w
rzeczywistosci pozostawialy wiele do zyczenia.
W dzisiejszych czasach zagraniczny wyjazd niesie ze soba dodatkowe
ryzyko zwiazane z COVID19. Jeszcze daleko nam do sytuacji, w ktorej
wszystkie kluby maja i stadiony, i osrodki, ale wiemy, ze mamy w kraju
wiele porzadnych miejsc, ktore czekaja na przyjecie druzyn pilkarskich.
W dobie koniecznosci liczenia sie z kosztami, w czasach kiedy trzeba
starac sie wspierac sie na poziomie lokalnym, jest to calkiem rozsadna
opcja. Nie mowie, ze calkowicie nie ma sensu wyjezdzac, ale warto
efektywnie wykorzystywac warunki, ktore mamy u siebie. Moze doczekamy
sie czasow, ze silnych sparingpartnerow nie bedziemy musieli szukac w
Turcji czy Emiratach Arabskich, a pod Warszawa, Krakowem czy Gdanskiem.

RAJD DAKAR
Po dniu przerwy uczestnicy Rajdu Dakar powrocili do walki. W niedziele
rozpoczeli dwudniowy etap maratonski, co oznacza, ze na biwaku nie moga
korzystac z pomocy serwisu i wszelkich napraw musza dokonywac sami. Na
mecie 7. etapu zameldowali sie wszyscy pozostajacy w grze czlonkowie
Orlen Teamu, notujac kolejne dobre wyniki.
Kolejny pewny etap zaliczyl Jakub Przygonski (Toyota). Jadacy z
niemieckim pilotem Timo Gottschalkiem kierowca Orlen Teamu byl piaty i
nadal zajmuje czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. Wygral
Saudyjczyk Yazeed al Rajhi (Toyota) przed prowadzacym w rajdzie
Stephanem Peterhanselem (Mini). Po siedmiu etapach legendarny Francuz ma
niespelna osiem minut przewagi nad Katarczykiem Nasserem Al-Attiyah
(Toyota), ktory w niedziele byl czwarty. Przygonski traci do lidera
1:22.48.
– Odcinek byl dosc trudny. Na poczatku mocno rzucalo autem, a pozniej
zaczely sie skaly i kamienie, gdzie trzeba bylo byc bardzo czujnym, aby
nie przebic opony. Mielismy przygode, bo zawiesilismy sie na szczycie
wydmy, ale na szczescie udalo sie zjechac. Straciismy kilka minut, ale
nie tak duzo, jak mogloby sie wydawac – relacjonowal polski zawodnik.
Martin Prokop i Viktor Chytka za kierownica Forda starali sie nie
ryzykowac. Czesi uzyskali 12. miejsce, co dalo im awans o jedna pozycje
w klasyfikacji generalnej (z 10. na dziewiata). Zaloga Orlen Teamu ma
niemal trzy godziny straty do Peterhansela.
Nowym liderem rywalizacji motocyklistow zostal Chilijczyk Jose Ignacio
Cornejo (Honda), ktory zaledwie o sekunde wyprzedza Australijczyka
Toby’ego Price’a (KTM). W niedziele najszybszy byl Amerykanin Ricky
Brabec (Honda). Maciej Giemza uzyskal 22. czas, a Konrad Dabrowski 40.
Polacy zajmuja, odpowiednio, 19. i 39. miejsce. W kategorii Dakar
Experience jedzie Jacek Bartoszek, ktory wycofal sie z rajdu po awarii
motocykla, ale po naprawie usterki kontynuuje jazde juz poza
klasyfikacja generalna.
Siodme miejsce w rywalizacji quadow zajal Kamil Wisniewski, a wsrod
ciezarowek tradycyjnie na czele znalazly sie trzy Kamazy.
O dobrym wystepie moga mowic zawodnicy startujacy w kategorii lekkich
pojazdow UTV. Michal Goczal i Szymon Gospodarzyk zajeli czwarte miejsce,
natomiast Aron Domzala i Maciej Marton – szoste, ale nadal prowadza w
klasyfikacji generalnej.
W niedziele do zawodnikow dotarla smutna wiadomosc o smierci bylego
dyrektora rajdu Dakar i jego trzykrotnego zwyciezcy Francuza Huberta
Auriola.
Siodmy etap prowadzil z Ha’il do Sakaki (737 km – 471 km odcinek
specjalny). Byla to pierwsza czesc dwudniowego etapu maratonskiego, co
oznacza, ze na biwaku nie mozna korzystac z pomocy serwisu i wszelkich
napraw trzeba dokonywac samemu.

ZUZEL
Polskie kluby kontaktuja sie z trenerem Lokomotivu Daugavpils –
Nikolajem Kokinem. Prezesi sonduja, czy udaloby sie go wyciagnac z
Lotwy. Jeden z bardziej niedocenianych szkoleniowcow na rynku nie
wyklucza, ze w przyszlosci podejmie prace w innym miejscu. – Nowe
wyzwania sa interesujace – mowi. – Ale nie mam tez strasznego cisnienia
na zmiane otoczenia. Dobrze mi w domu – od razu dodaje.
Nikolaj Kokin jest czlowiekiem-instytucja w Lokomotivie Daugavpils.
Wielu twierdzi, ze jest wazniejszy od samego prezesa. Jesli trzeba cos
zalatwic, najlepiej uderzyc do niego. Druzyne z Lotwy od lat prowadzi z
sukcesami.
Ma doskonala umiejetnosc budowy druzyny i doboru zawodnikow, kiedy w
kasie nie smierdzi groszem. Jego Lokomotiv czesto byl skazywany na
pozarcie, a potem okazywal sie rewelacja rozgrywek.
Stawial na nogi wielu zawodnikow po przejsciach, ktorzy teraz sa
gwiazdami PGE Ekstraligi i eWinner 1. Ligi. Ma dar do pracy z mlodzieza.
Spod jego reki wyszlo wielu swietnych zuzlowcow. O Olega Michailowa bilo
sie w przerwie zimowej wiele klubow, ze Zdunek Wybrzezem Gdansk na
czele. W zeszlym sezonie, natomiast objawil nam sie kolejny niezwykly
talent do oszlifowania przez Kokina – Francis Gusts.
Marta Poltorak powiedziala niedawno, ze gdyby dalej prowadzila klub,
powierzylaby Kokinowi pierwsza druzyne oraz dala wolna reke przy pracy z
mlodzieza. – Dziwie sie, ze nikt z Polski nie chce przejac tego
menedzera. To jeden z najbardziej niedocenianych trenerow w srodowisku.
Uwazam go za swietnego fachowca. Udowadnia ten fakt na kazdym kroku.
Niedawny spadek ekipy z Daugavpils do 2. LZ nie zmienia mojej opinii –
mowila.
Kokin potwierdza, ze odbyl kilka rozmow z polskimi prezesami, ale
brakowalo w nich konkretow. – Telefony, ktore odbieralem nazwalbym
niezobowiazujacymi zapytaniami. Skad? Zachowam to dla siebie – wyjasnia
enigmatycznie.
– Przewaznie kontaktuja sie, kiedy jestem zajety, albo trwa sezon.
Chcieliby, zebym decyzje podejmowal w pospiechu, a u mnie tak to nie
dziala. Kiedy informuje, ze nie jest to odpowiedni moment, albo
potrzebuje czasu do namyslu, odzew sie urywa – dodaje.
Kokin nie ma jednak cisnienia, zeby opuszczac ojczyzne i porzucac klub,
w ktory jest od lat mocno zaangazowany. – Nie jest to cos, przez co mam
bezsenne noce. W Daugavpils jest mi bardzo dobrze, dlatego nie widze
powodow, zeby stad odchodzic. Razi mnie troche, ze w Polsce nie dziala
sie z wyprzedzeniem, tylko wszystko jest robione na wariackich
papierach. Chocby zmiany regulaminowe. Ja wyznaje inna filozofie –
wyjasnia szczerze.
Trener zapewnia ponadto, ze absolutnie nie jest przyspawany do stolka w
Lokomotivie i gdyby ktos z nim powaznie usiadl do stolu, jest otwarty na
nowe wyzwanie. – Nie mowie nie. Fajnie by bylo wziac jakis polski klub,
wychowac zawodnika z innego kraju – konczy.

SIATKOWKA
– Z ZAKS-y powinni wszyscy brac przyklad. Ten klub pokazuje, jak budowac
silny zespol, ktory dominuje w naszej lidze i moim zdaniem ma duze
szanse, zeby grac w Lidze Mistrzow o najwyzsze cele – pisze w felietonie
dla Interii byly znakomity siatkarz, a obecnie komentator Polsatu Sport
Daniel Plinski.
Lata 1993-2003 to byly zlote czasy kedzierzynskiej siatkowki. Mnostwo
reprezentantow kraju w druzynie, male korekty w skladzie pozwolily
ZAKS-ie dlugo dzielic i rzadzic w naszej lidze. W kadrze roilo sie od
gwiazd naszej ligi, jak chocby Robert Szczerbaniuk, Marcin Prus,
Sebastian Swiderski, Rafala Musielak, Pawel Papke, Slawomir Gierymski. W
pewnym momencie w tej znakomicie funkcjonujacej maszynie cos sie
zacielo. Po tlustych latach nastapily chude.
Po 2003 roku w Kedzierzynie-Kozlu budzet troche stopnial i trudniej bylo
zbudowac zespol, ktory kontynuowalby pasmo sukcesow. Trzeba tez
pamietac, ze w PlusLidze pokazaly sie kluby, ktore podjely rekawice
rzucona przed wielkiego rywala. Owczesny PZU Olsztyn, Jastrzebski Wegiel
i jeszcze pare innych mialo srodki finansowe, zeby bic sie o najlepszych
zawodnikow. ZAKSA juz nie przyciagala jak magnes i z roku na rok
dochodzilo do wielu zmian w skladzie, co nie pozwolilo odbudowac potegi.
ZAKSA dlugo szukala sposobu, zeby wrocic do zlotej ery. Udalo sie to, o
czym najlepiej swiadcza wyniki w ostatniej dekadzie. Od 2010 roku
kedzierzynianie zdobywali medale mistrzostw Polski. Brakowalo jednak
upragnionego zlota. Na mistrzowska korone czekali az 13 lat, a od 2015
roku dziela i rzadza w Polsce.
W sezonie 2015/2016 prezesem zostal byly reprezentant kraju, zawodnik
oraz trener klubu Sebastian Swiderski. Moim zdaniem dzieki jego pomyslom
i wizji, ZAKSA odzyskala dominacje w Polsce. Jego rzady w jednym z
najlepszych polskich klubow charakteryzuja sie stabilnoscia kadry. Co
sezon w „szostce” dochodzi do maksymalnie dwoch zmian, ale najczesciej
do jednej, jak to mialo miejsce w tym roku, kiedy Lukasza Wisniewskiego
zastapil Jakub Kochanowski. Widac golym okiem w obecnych rozgrywkach, ze
ZAKSA skorzystala na tym transferze.
Swiderski zarzadza tym klubem wysmienicie. Odkad przejal stery, ZAKSA
caly czas idzie do przodu. Jak sprawdzimy wyniki na przestrzeni
ostatnich lat, to nie ma watpliwosci, ze jego pomysl jest dobry, a
przede wszystkim sie sprawdza. Ma tendencje, zeby sprowadzac trenerow
zagranicznych i to sie rzuca w oczy. Za jego rzadow zespol prowadzili
Ferdinando De Giorgi, Andrea Gardini i obecnie Nikola Grbic. Ufa
wloskiej szkole, nie neguje tego, bo ma do tego prawo. Swiderski gral w
Italii i podoba mu sie ten styl. Co jednak najwazniejsze, w ZAKS-ie
przynosi to efekt.
Od 2015 roku do dzis kedzierzynianie wygrali w rundzie zasadniczej
PlusLigi 130 meczow na 149 rozegranych, co daje 87 procent. Piec lat z
rzedu konczyli runde zasadnicza na pozycji lidera i ta seria raczej nie
zostanie przerwana. W tym sezonie maja juz na koncie 15 zwyciestw i zero
porazek. Oczywiscie nie jest regula, ze najlepsza druzyna rundy
zasadniczej zdobywa mistrzostwo Polsk. Tak na przyklad bylo w sezonie
2017/2018, kiedy ZAKSA musiala uznac wyzszosc PGE Skry Belchatow.
Osiagniecia kedzierzynian musza jednak budzic uznanie.
Siatkowka nie lubi rewolucji, w tej dyscyplinie potrzebna jest
stabilizacja i tak wlasnie sie dzieje w Kedzierzynie-Kozlu od szesciu
sezonow. Ktos powie, ze latwiej stosowac taka polityke, kiedy ma sie
duzy budzet i druzyna wygrywa. To prawda. Niestety, czesto w druzynach,
ktore zajmuja niskie miejsca w tabeli dochodzi do rewolucji w skladzie i
wszystko trzeba budowac od poczatku. Czesto to nic nie daje, bo zespol
znow prezentuje sie ponizej oczekiwan.
Uwazam, ze w Kedzierzynie postawiono na dwa kluczowe filary, ktore
decyduja o poziomie sportowym i o atmosferze panujacej w szatni. Mam tu
na mysli Pawla Zatorskiego i Benjamina Toniuttiego. Az strach pomyslec,
co sie stanie, kiedy potwierdza sie krazace plotki i tych dwoch graczy
zabraknie w ZAKS-ie w nastepnym sezonie. Oczywiscie prezes Swiderski
pewnie ma juz pomysl, jak zbudowac druzyne na nowe rozdanie, co zreszta
pokazal calkiem niedawno, kiedy przedluzyl kontrakt z trenerem Nikola
Grbiciem. Pewnie zobaczymy kilka gwiazd w Kedzierzynie, poziom sportowy
zapewne tez bedzie wysoki, ale tak jak wspomnialem wczesniej, jest cos
takiego jak chemia w zespole, a te bardzo czesto buduje sie latami. I
nie chodzi tu tylko o sama gre. Latwiej jest utrzymac atmosfere w
szatni, kiedy do ekipy dolacza jeden, dwoch, maksymalnie trzech
zawodnikow, nawet o trudnych charakterach. Inni, ktorzy juz sa od wielu
lat, sa w stanie nad tym zapanowac i czarna owce stlamsic.
Wyobrazmy sobie, kiedy w zespole pojawia sie siedmiu czy wiecej nowych
graczy. Czym sie najpierw zajac? Sportowym poziomem czy klimatem w
szatni, ktora pozwala wyjsc obronna reka z niejednej opresji? Wydaje nam
sie, ze po takiej rewolucji, zespol zlozony nawet z bardzo dobrych
siatkarzy, musi osiagnac sukces. Na treningach wszystko wyglada
idealnie, ale na boisku podczas ligowej rywalizacji juz niekoniecznie.
Odpowiedniej atmosfery nie stworzy sie bowiem z dnia na dzien. Ten
proces trwa latami.
Uwazam, ze w Kedzierzynie to wlasnie Zatorski, ktory jest w tym zespole
od 2014 roku i Toniutti, ktory dolaczyl rok pozniej, decyduja o obliczu
druzyny. Ten duet nie musi wiele mowic, wystarczy ze sa w szatni i w
ogromnym stopniu od nich zalezy, jak zespol wyglada na boisku i poza
nim, co jest rowniez wazne. Slychac plotki, ze ZAKSA szuka wybitnego
rozgrywajacego, ale czy uda sie takiego znalezc? Toniuttiego nie bedzie
latwo zastapic, bo moim zdaniem, jest w TOP 5 na swiecie. Natomiast
Zatorski to jest TOP 3 na swojej pozycji.
Z ZAKS-y powinni wszyscy brac przyklad. Ten klub pokazuje, jak budowac
silny zespol, ktory dominuje w naszej lidze i moim zdaniem ma duze
szanse, zeby grac w Lidze Mistrzow o najwyzsze cele. Na przestrzeni
ostatnich lat dostrzegamy spojne dzialanie w ZAKS-ie. Dwie korekty w
wyjsciowej „szostce” to maks. Pewnie gdyby kedzierzynianie zajeli
miejsce ponizej oczekiwan, to zmian byloby wiecej, ale widac, ze
cierpliwosc poplaca.
Kedzierzynianie wskazali innym sposob postepowania, drogowskaz. Warto
dac szanse zawodnikom na nastepny sezon, ktorzy sie znaja, wiedza kogo
na co stac, jak sie zachowac w roznych sytuacjach. Gruntowna przebudowa
skladu na pewno temu nie sluzy, wrecz przeciwnie. Druzyna wpada w bledne
kolo. Nie szukajac daleko, wystarczy spojrzec na to, co dzieje sie w
Rzeszowie. Klub z tradycjami, kibicami, budzetem, a od kilku lat zawodzi
na calej linii. Smiem nawet twierdzic, ze nawet gdybysmy zostawili
obecny sklad Asseco Resovii, to nie widze perspektywy bicia sie o zloty
medal. A przeciez klub ze stolicy Podkarpacia zawsze mierzy wysoko. Ten
sklad wyglada niezle, ale uwazam, ze nie ma potencjalu na mistrza. Na
pewno sa trzy mocniejsze druzyny. Po sezonie dojdzie w Rzeszowie do
korekt, ale moim zdaniem trzon ekipy, czyli Fabiana Drzyzge, Klemena
Czebulja czy Karola Butryna mozna zatrzymac, czyli polowe „szostki”.
Paru jeszcze zostanie i slychac jeszcze, ze kilku wybitnych zawodnikow
tam sie wybiera. Czy w Rzeszowie pojda sladami ZAKS-y? Wyglada na to, ze
tak i mysle, ze to przyniesie efekty za rok.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *