Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 10 lutego 2019

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVI nr 39 (5071) 10 lutego 2019 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci
http://www.maritime-security.eu/

SHORT TRACK
Natalia Maliszewska pisze historie! Pierwsza polska triumfatorka PS w
short-tracku
Natalia Maliszewska zapewnila sobie zwyciestwo w klasyfikacji Pucharu
Swiata w short tracku na dystansie 500 metrow. Polka w Turynie zajela
drugie miejsce w sobotnim finale przed – co bylo najwazniejsze –
Holenderka Lara van Ruijven.
– Nie krzyczalam po biegu, bo byl on bardzo emocjonujacy, strasznie
dlugo trwal i mocno zmeczyl. Az cztery razy startowalysmy. Mysle, ze
moge powiedziec, iz srebrny medal po tym biegu to podziekowanie za
ciezka prace – mowila Maliszewska.
Maliszewska wielkie emocje swoim kibicom zafundowala zreszta juz w
polfinale. Poniewaz popelnila falstart przy powtorce musiala bardzo
uwazac i po pierwszym wirazu byla dopiero czwarta, a chwile pozniej
nawet piata. Rywalki mialy jednak okazje, by przekonac sie na wlasnej
skorze, jak Polska niesamowicie potrafi przyspieszac. Na jednym z wirazy
Maliszewska przesunela sie na trzecia lokate, a na ostatnim wcisnela sie
jeszcze przed Amerykanke Maame Biney i zapewnila sobie miejsce w finale.
Zdobywajac Puchar Swiata Maliszewska zrobila wielki krok do przodu,
wchodzac do grona najlepszych zawodniczek swiata i kandydatek do medalu
olimpijskiego w 2022 roku w Pekinie. I pokazala, ze zasluguje na
wsparcie. Na razie jedynym sponsorem polskiej reprezentacji jest
holenderska firma OTTO, ktora uwierzyla w wielki talent Maliszewskiej.
– Moze to jeszcze do mnie nie dochodzi, ze jestem najszybsza, bo to jest
cos, co sie dzieje teraz. Moze dopiero, jak usiade i odetchne, to powiem
sobie: kurczaku, dobra robote odwalilas – smiala sie Maliszewska. A jak
bedzie swietowac? – Jestesmy we Wloszech, tu jest swietna pizza, wiec
moze mala Margarita wleci. Chyba mi sie nalezy, a do tego dzis jest
dzien pizzy, czyli dwa swieta w jednym dniu.
Niespelna godzine po szczesliwym finale zdobywczyni Pucharu Swiata
musiala jeszcze raz wyjsc na lod, by pojechac w sztafecie mieszanej.
Maliszewska razem z Nikola Mazur, Pawlem Adamskim i Szymonem Wilczykiem
zajela trzecie miejsce w polfinale za Francja i Stanami Zjednoczonymi i
w niedziele pojada w finale B. Pozostali reprezentanci Polski, ktorzy
pokazali sie w sobote na lodowej tafli w Turynie, nie zdolali przebic
sie przez repasaze. Kolejna szanse beda mieli w niedziele.
Maliszewska czeka jeszcze start na 500 metrow w niedziele i po raz
pierwszy w tym sezonie pojedzie bez presji, bo Puchar Swiata ma juz w
rekach. Przed ostatnim startem ma na swoim koncie 45920 punktow i
nastepna zawodniczke wyprzedza o ponad 14 tysiecy punktow. A za
zwyciestwo w finale mozna otrzymac tylko 10 tysiecy punktow, wiec
przewaga Polki jest calkowicie bezpieczna.
W niedziele Polka zakonczy udzial w Pucharze Swiata, a juz w drugi
weekend marca w Sofii walczyc bedzie w mistrzostwach swiata. Czy po
zlocie w ME i zlocie w Pucharze Swiata zdobedzie trzeci laur? – Na pewno
z takim planem tam pojedziemy. Natalia pokazuje przez caly sezon rowna
forme. Ona juz nie jest tylko pretendentem do zdobycia medalu – mowi
Kaminska.

SKOKI NARCIARSKIE
PS w skokach: Czwarte miejsce Polakow w konkursie druzynowym w Lahti
Polacy, w skladzie Jakub Wolny, Piotr Zyla, Dawid Kubacki i Kamil Stoch,
zajeli czwarte miejsce w druzynowym konkursie Pucharu Swiata w skokach
narciarskich w Lahti. Triumfowali Austriacy, przed Niemcami i Japonczykami.
Austriacy wyprzedzili Niemcow o 11 punktow. Polacy stracili do nich 27,9
pkt, a do Japonczykow zabraklo im zaledwie 3,8 pkt.
Sobotnie zmagania zawodnicy trenera Stefana Horngachera zaczeli zle.
Wolny uzyskal 112 m i bialo-czerwoni zajmowali dopiero osme miejsce.
Jego koledzy spisywali sie jednak znacznie lepiej, dzieki czemu po
pierwszej serii druzyna byla trzecia.
W serii finalowej Wolny skoczyl jeszcze krocej, zaledwie 106 m. Zyla
ponownie nie zawiodl, a Kubacki osiagnal az 131 m, co bylo najwieksza
odlegloscia dnia. O tym, ktora ekipa zajmie trzecie miejsce decydowal
pojedynek Stocha z Ryoyu Kobayashim. Trzykrotny mistrz olimpijski
uzyskal 119 m, a japonski lider klasyfikacji generalnej PS o piec metrow
wiecej.
Indywidualnie najlepiej spisal sie Niemiec Karl Geiger. Laczna nota
Kubackiego byla piatym wynikiem, Stocha – szostym, a Zyly – siodmym.
Wolny natomiast mial 25. rezultat.
Poprzednio Bialo-Czerwonych na podium zmagan druzynowych zabraklo 24
marca 2018 roku w Planicy. Austriacy natomiast odniesli pierwsze
zwyciestwo od 11 marca 2017 roku. Swietnie w ich szeregach spisal sie
Stefan Kraft, ktory uzyskal drugi wynik indywidualny.
Sensacja bylo dopiero dziewiate miejsce Norwegow. Tym razem zaden nie
zostal zdyskwalifikowany za nieprawidlowy stroj, a zadecydowal o tym
slaby skok Andreasa Stjernena. 30-latek upadl w serii probnej i w
konkursie najwidoczniej odczuwal tego skutki, bo osiagnal zaledwie 83 m.
W Pucharze Narodow Polacy utrzymali prowadzenie. Drugich Niemcow
wyprzedzaja o 314 pkt.

-Fantastyczny Stoch najlepszy w Lahti! Polak triumfuje drugi raz z rzedu!
Kamil Stoch wygral konkurs indywidualny w Lahti (HS130). Trzykrotny
zloty medalista igrzysk olimpijskich, w kapitalnym stylu odniosl drugie
zwyciestwo w sezonie i 33 w karierze. Skoczek z Zebu wyprzedzil drugiego
Japonczyka Kobayashiego o 17.2 pkt! Podium uzupelnil Norweg Johansson.
Dwudziesty w tym sezonie indywidualny konkurs Pucharu Swiata w Lahti
padl lupem Kamila Stocha. Polak powtorzyl wynik sprzed roku – wowczas
rowniez byl najlepszy na finskiej skoczni. Warto dodac, ze Stoch
triumfowal w PS w Lahti rowniez w 2014. Byl takze czlonkiem zlotej
polskiej druzyny, ktora w 2017 roku wygrala rywalizacje w mistrzostwach
swiata. W sumie wiec w Lahti stawal cztery razy na najwyzszym stopniu
podium.
W niedzielnym konkursie 31-letni Polak skaczac na 132,5 m i 129 zapewnil
sobie druga wygrana z rzedu. Tydzien temu wygral na skoczni mamuciej w
Oberstdorfie pokonujac Jewgienija Klimowa i Dawida Kubackiego. To osme
podium w tym sezonie trzykrotnego zlotego medalisty igrzysk olimpijskich.
W pierwszej serii zawodow w Lahti skoczek z Zebu, w sprzyjajacym
warunkach, poszybowal na odleglosc 132, 5 m i odfrunal rywalom dzieki
wysokim notom za styl (57 pkt). Drugiego Stefana Krafta, ktory wyladowal
4,5 metra blizej, wyprzedzil o 9,7 pkt. Trzecie miejsce na polmetku
rywalizacji zajmowal Robert Johansson. Norweg uzyskal 127, 5 metra.
Do serii finalowej zakwalifikowalo sie jeszcze czterech sposrod szesciu
Bialo-Czerwonych. W najlepszej dziesiatce plasowali sie: dziewiaty Dawid
Kubacki (124,5 m) i zajmujacy jedna pozycje nizej Jakub Wolny (121,5 m).
Niewiele slabiej zaprezentowal sie Piotr Zyla. Wislanin po skoku na
odleglosc 121 metrow byl trzynasty. Do czolowej trzydziestki zawodow
nie awansowali Maciej Kot i Pawel Wasek. Ten pierwszy skoczyl zaledwie
111 metrow, a to dalo mu 33. lokate. Dziesiec pozycji nizej
sklasyfikowano Waska, dla ktorego byl to drugi wystep w konkursie
indywidualnym w tym sezonie. 19-letni reprezentant WSS Wisla wyladowal
na 103 metrze.
W finalowej serii Stoch udowodnil wszystkim, ze jest w bardzo wysokiej
formie i bedzie jednym z glownych kandydatow podczas zblizajacych sie
mistrzostw swiata w Seefeld. Mistrz swiata z Val di Fiemme doslownie
znokautowal rywali. Japonczyka Ryoyu Kobayashiego, ktory byl piaty po
pierwszej serii, wyprzedzil o 17,2 pkt, Norwega Roberta Johanssona o
20.2 pkt.

PILKA NOZNA
Ekstraklasa
21 kolejka
Lech Poznan-Zaglebie Lubin 1-2
Miedz Legnica-Jagiellonia Bialystok 0-3
Slask Wroclaw-Zaglebie Sosnowiec 2-0
Cracovia-Piast Gliwice 2-1
Lechia Gdansk-Pogon Szczecin 2-1
Arka Gdynia-Korona Kielce 1-2
Wisla Plock-Legia Warszawa 0-1
W poniedzialek Gornik Zabrze-Wisla Krakow
1.Lechia 45pkt
2.Legia 42 pkt
3.Jagiellonia 36pkt
4.Korona 34pkt
5.Lech 33pkt
6.Piast 31pkt
7.Pogon 31pkt
8.Cracovia 30pkt
9.Wisla Krakow 29pkt
10.Zaglebie Lubin 27pkt
11.Arka 25pkt
12.Slask 21pkt
13.Miedz 21pkt
14.wisla Plock 20pkt
15.Gornik Zabrze 17pkt
16.Zaglebie Sosnowiec 12pkt

-Lechia znow ma szczescie? Jak cos sie powtarza, to juz nie jest fart
Czesto w tym sezonie Lechia byla wyrachowana. Z jednej strony mozna bylo
jej zarzucic, ze nie gra nic specjalnego, ale obowiazkowoscia w
defensywie, solidnoscia i skutecznoscia w ataku wygrywala te mecze,
ktore slabsza druzyna by przegrala albo co najwyzej zremisowala. Dzis z
Pogonia mozna bylo w pewnym momencie stawiac spora kase na to, ze akurat
przeciwko Portowcom to nie wyjdzie, poniewaz goscie przewazali czasem
nawet i zdecydowanie. No, ale jesli ktos zdecydowal sie na taki krok,
musial sie pozegnac z pieniedzmi.
By zrozumiec najlepiej, co sie wlasciwie wydarzylo w Gdansku, najlepiej
odtworzyc ten mecz z perspektywy akcji ofensywnych Pogoni. Ta juz w
pierwszych minutach miala swoja szanse, ale strzal z pieciu-siedmiu
metrow, ktore zeslizgnal sie po nodze Majewskiego, wybronil Kuciak.
Pozniej ataki przyjezdnych trwaly, nie byly juz tak skonkretyzowane, bo
wrzutki lepsze i gorsze wylapywal Kuciak, natomiast jesli ktos
przewazal, to Pogon. W pewnym momencie ustawila nawet pilke na wapnie,
ale Szymon Marciniak slusznie skonsultowal swoja decyzje z VAR-em i
zamiast karnego byl wolny, zreszta fatalnie wykonany przez Delewa.
Jednak po przerwie Pogon nie poddala sie i dalej cisnela, dostajac w 55.
minucie prawidlowa juz jedenastke. Lipski zachowal sie idiotycznie,
zagubil sie jak niesmialy gimnazjalista na pierwszej potancowce i
przyjal pilke na szesnastce swojego pola karnego, zabral mu ja Majewski,
wiec Lipski w odwecie rywala kopnal. W efekcie goscie dostali juz
zasluzonego karnego, ktorego pewnie wykorzystal Drygas, ladujac
Kuciakowi pod lade.
I Pogon nie zwolnila tempa. Lechia dalej bronila sie, czasem
rozpaczliwie, goscie mieli pilke w posiadaniu przez 62% czasu
boiskowego, ale albo Nalepa z Augustynem jezdzili na dupie, albo
skupiony byl Kuciak, odbijajac chocby strzal Buksy.
Czyli co, dominacja od A do Z? Byc moze, jesli rywalem nie bylaby
Lechia. No, a niestety dla Pogoni, jej rywalem byla wlasnie Lechia.
Po wspomnianej sytuacji Majewskiego z poczatku pierwszej polowy,
faulowany przed polem karnym byl Lipski. Do pilki podszedl Mladenovic i
perfekcyjnym strzalem pokonal Zaluske, uderzajac gdzies w okolice okna i
to nie tego od domu pana Boga, tylko bramki przeciwnika. Czy jednak
Lechia skonstruowala cokolwiek innego przed przerwa? Nie, to byl jej
jedyny celny strzal. Brakowalo Haraslina, a zastepujacy go Zukowski byl
fatalny. Zle decyzje, slabe dryblingi, glupia kartka. Zjazd do bazy w
przerwie.
A w drugiej polowie, gdy Pogon cisnela, Lechia bardzo rzadko dochodzila
do glosu, lecz w pewnym momencie Mladenovic – najlepszy na boisku –
wywalczyl rzut wolny. Do pilki podszedl Lukasik, Flavio stracil pilke i”
wpadlo. 2:1. Tak po prostu Lechia zrobila to, czego chciala Pogon przez
caly czas.
Powiecie, ze po tej bramce gdanszczanie mogli podwyzszyc na 3:1 za
sprawa Michalaka czy Kubickiego, ale te akcje wynikaly juz z totalnego
odkrycia Pogoni. Gdy wynik balansowal w okolicach remisu i zegar nie
wskazywal pieciu minut do konca, Portowcy rozdawali karty. Tylko co z
tego? Na koncu to gdanszczanie mieli mocniejsza reke.
Mozna powiedziec: fart. Jednak jak cos sie powtarza, to juz nie jest
fart. Fakty sa takie, ze Lechia ogrywa u siebie mocna Pogon i ma na
przyklad 12 punktow przewagi nad Lechem. To nie jest tylko kwestia
szczescia.

-Korony Kielce nie zaliczylibysmy do grona wygranych zimowej przerwy w
rozgrywkach. Nawet gdybysmy bardzo chcieli, nie za bardzo znajdujemy
„podkladke”. Po stronie oslabien nalezy zapisac odejscie Diawa i
Mozdzenia, po stronie wzmocnien – odejscie Janjicia i podpisanie
kontraktow z Gnjaticiem oraz Tammem. Szalu nie ma, a na domiar zlego w
Gdyni, z walczaca o osemke Arka, zagrac nie mogli bohaterowie druzyny
jesienia: Matthias Hamrol, Elia Soriano i Ivan Marquez. Efekt? Dobrze
sie domyslacie.
Typowa Korona. Na papierze wyglada to „przecietnie” lamane na „zle”, a
na boisku calkiem, calkiem. Najbardziej wymowny przyklad: w ataku zagral
dzis Felicio Brown Forbes, jesienia posmiewisko na ekstraklasowych
boiskach, lacznie uzbieral na nich 207 minut w pieciu meczach. I co? I
okazalo sie, ze przez przerwe zimowa udalo sie jednokrotnego
reprezentanta Kostaryki doprowadzic do stanu uzywalnosci. Nie dosc, ze
strzelil bramke otwierajaca wynik, to jeszcze kilka razy, poki starczalo
sil, sprawil problemy obroncom.
A zajrzyjmy do obozu rywali. Tam nowa twarza w skladzie byl Maksymilian
Banaszewski. Ciekawy skrzydlowy z pierwszej ligi, w dodatku stary
znajomy trenera Smolki, a jesienia taki uklad zazwyczaj wypalal. W
teorii bardzo fajny ruch, dzieki ktoremu Arka powinna byc silniejsza niz
wczesniej. Tymczasem Banaszewski kompletnie sie spalil, zaliczyl lacznie
ze dwa udane zagrania, a na dodatek w samej koncowce pierwszej polowy
powalil w polu karnym Petraka i Korona podwyzszyla prowadzenia.
Cos stanelo na glowie? Nie, to po prostu ekstraklasa.
Gdynianie koncowki jesieni nie mogli zaliczyc do udanych, ale nad morzem
nikt nie ukrywa, ze apetyty siegaja gornej osemki. Umiarkowany optymizm
wiaze sie z tym, ze druzyna zaczela grac troche ladniej niz za
poprzedniego trenera, a jednostki takie jak Janota czy Zarandia to
ligowa czolowka na swoich pozycjach. Dzis jednak Arka zrobila za malo,
by podniesc z murawy trzy punkty. Jeszcze w pierwszej polowie musiala
dostac gonga, zeby w ogole sie obudzic. Z czasem swietna okazje mial
Zarandia, ale pilke z linii bramkowej wybil Gardawski. Zdecydowanie
slabiej niz jesienia wygladal rowniez Maciej Jankowski – mamy wrazenie,
ze w formie z poprzedniej rundy strzelilby dzis przynajmniej jedna
bramke, tymczasem mial spore problemy, by – w niezlych sytuacjach – w
ogole zlozyc sie do uderzenia.
W obliczu niemocy gwiazd Arki blysnac udalo sie Rafalowi Siemaszce,
ktory wszedl na boisko lawki. Jak zwykle powalczyl o kazda pilke, ale
przede wszystkim strzelil bramke, ktora dala nadzieje. Do konca
pozostawal ponad kwadrans, ale troche przeliczylismy sie, zakladajac, ze
gdynianie zaatakuja tak, jakby jutra mialo nie byc. Najgrozniej bylo,
gdy w polu karnym wybuchla petarda rzucona z trybun przez jakiegos debila.
Czyli nie dosc, ze porazka, to jeszcze taka wiocha. Slabo zaczyna sie ta
runda dla Arki.

-„Drugi do spadku? Miedz, Gornik Zabrze albo” Wisla Krakow”-
Wojciech Kowalczyk
Tak jak pisalem, wedlug mnie jednego spadkowicza juz znamy, bedzie nim
Zaglebie Sosnowiec. Mojego zdania nie zmienia zaciag nowych pilkarzy, bo
zadni to herosi, ot, zgraja przecietniakow, ktora jeszcze trzeba zgrac,
a czas nie jest z gumy. Natomiast zostawmy juz ten biedny Sosnowiec i
zastanowmy sie, kto dolaczy do niego w zjezdzie pietro nizej? Mysle, ze
Gornik albo Miedz. Choc nie skreslalbym w tym wyscigu” Wisly Krakow.
Pewnie, najnowsza historia Wisly jest bardzo ladna, bo i lzawa, i
krzepiaca, ale po wyjsciu na boisko to wszystko zniknie. Nikt sie przed
ta ekipa nie polozy, bo sprzedala tyle i tyle koszulek, bo kibice
zebrali tyle i tyle pieniedzy. Nie, trzeba bedzie zapieprzac przez 90
minut w kazdym meczu i mam watpliwosci, czy ta ekipa sportowo to
dzwignie. Kogo maja tam na skrzydlach? Z jednej strony
Blaszczykowskiego, ktory od bardzo dawna nie gra regularnie w pilke.
Czasem pokazywal klase w reprezentacji, ale przyjechac na kadre co
miesiac i zagrac meczyk, dwa, to jednak inna sprawa niz dawac rade nawet
i co trzy dni. Z drugiej manki jest z kolei Peszko, ktory nie gral przez
pol roku. W jego przypadku nie mozna wykluczyc tez kartek, a co za tym
idzie wykluczen, bo przeciez chyba wszyscy wiemy, ze jest to czlowiek”
Dobra, powiem impulsywny, ale mam w glowie inny przymiotnik.
I w razie kontuzji czy kartek – juz nawet nie samego Peszki – bedzie
trzeba odwolywac sie do glebi skladu. A ta jest uboga, bo jak wypadnie
Wasilewski, to trzeba wstawic Klemenza. Byl we Francji, ale drugim
Blankiem to on nie jest i wlasciwie wolalbym miec dzis w ekipie
53-letniego Blanca. Wypadnie Savicevic, do gry wejdzie Wojtkowski z
opaska. Bynajmniej nie kapitanska. Cos tam zaboli Kolara, trzeba bedzie
sie usmiechnac do Brozka, a i sam Kolar nie jest jakims goleadorem. I
tak dalej, i tak dalej.
Naprawde dobrze byloby dla Wisly wejsc na tej euforii mocno w lige, bo
przy klopotach na poczatku, potem moze zabraknac pary, by sie z tego
wszystkiego wyplatac.
Jest tez dwanascie punktow przewagi, dlatego na spadek Wisly zostawiam
sobie tylko margines bledu. Natomiast Miedz i Gornik Zabrze, to jest
zupelnie inna historia. Ci drudzy odeszli od polityki albo Polak, albo
Hiszpan i sciagneli Grekow czy innych Gruzinow, ale to nie jest
najwazniejsze – choc mowie wam, ze pachnie to szrotem. Ciekawe jest co
innego: Gornik ma 37 bramek w plecy i nie lata dziur w obronie. To
znaczy, sciagnal Chudego na bramke, a moim zdaniem to nie Loska byl tam
glownym problemem, tylko beznadziejna czworka przed nim. Szczegolnie na
prawej stronie istnial lej po bombie, ktory nie zostal w zaden sposob
zalatany. Nie wiem, dlaczego Gornik chce kontynuowac ten kabaret, ale
biorac pod uwage to i dosc przecietna reszte linii obrony, moze go
kontynuowac w pierwszej lidze.
Miedz? Miala lepsza koncowke rundy, do zdrowia wrocili wazni pilkarze,
ale kolderka jest krotka. Kartki, kolejne urazy, gorsza forma. Byc moze
wtedy tego pozaru juz nie da sie ugasic, a dawno nie spadlo dwoch
beniaminkow, wiec czemu by nie teraz?
Nie widze wsrod spadkowiczow Slaska, Wisly Plock i Zaglebia Lubin.
Troche wiecej juz wiedza o tej lidze od Gornika i Miedzi. Wiedza, sa tez
calkiem przyzwoici kadrowo i po prostu musza grac lepiej. Dlatego
Sosnowiec i Miedz albo Gornik, a w scenariuszu dramatycznym Wisla Krakow.

-Regula o golach na wyjezdzie stala sie archaiczna. Jej brak polepszy
widowisko [FELIETON]
Michal Pol w felietonie zastanawia sie nad proponowanymi zmianami
zniesienia przepisu o podwojnym liczeniu goli strzelonych na wyjezdzie w
europejskich pucharach.
Obradujacy w Rzymie Komitet Wykonawczy UEFA wzial na warsztat
mozliwosc zmiany przepisu o podwojnym liczeniu goli strzelonych na
wyjezdzie w europejskich pucharach. Nawet jesli decyzja o rezygnacji z
tej zasady nie zapadnie juz teraz, jest ona ponoc kwestia czasu.
Na swiecie rozpetala sie burza, bo jak zwykle jedni sa za i widza w tej
zmianie szanse na uatrakcyjnienie futbolu. Potrzebne, bo zwlaszcza u
mlodych ludzi pilka nozna musi rywalizowac z coraz atrakcyjniejszymi
grami komputerowymi. Jak wynika z badan, najmlodsza kategoria wiekowa w
USA (7 – 14) zdecydowanie bardziej woli spedzac czas, grajac i ogladajac
zmagania w Counter Strike, League of Legends, Fortnite czy Dota. Drudzy
bronia swietosci przepisow i ostrzegaja, ze zmiany popsuja „piekna gre”.
Nie ufaja przy tym FIFA ani UEFA, wietrzac kolejny skok na kase. Obie
szacowne instytucje istotnie nie zapracowaly sobie ostatnio na
szczegolne zaufanie. To rozszerzaja mundial i mistrzostwa Europy do
granic absurdu, to umieszczaja turnieje tam, gdzie nie sposob je
rozgrywac, czyli w Katarze lub wszedzie i nigdzie, czyli w calej
Europie. Ale akurat nad ta zmiana warto sie zastanowic.
***
Z okazji grozby odejscia od podwojnego liczenia goli przeciwnicy tego
pomyslu wyciagneli na sztandary slynne zdanie wypowiedziane przez Sir
Bobby Chartlona, legendy Manchesteru United, mistrza swiata z 1966 roku:
„Wszelkie zmiany w przepisach pilki noznej to jak powiekszanie biustu
Wenus z Milo”.
Jak wiadomo, od odnalezienia rzezby w 1820 roku kolejne pokolenia
uznaja, ze posag prezentuje ksztalt biustu idealnego. Potwierdzily to
badania magazynu „Plastic and Reconstructive Surgery”, z ktorych wynika,
ze zarowno mezczyzni, jak i kobiety za najpiekniejsze uznaja piersi o
takich proporcjach, gdzie 45 procent tkanki zlokalizowane jest powyzej
linii sutka, a 55 ponizej. Dokladnie tak, jak u starozytnej pieknosci. I
wlasnie takie proporcje preferuja kobiety proszace o zabieg
powiekszenia, pomniejszenia oraz rekonstrukcji po mastektomii. Alisci
stojacy w Luwrze posag wyglada dzis przeciez inaczej niz w momencie
stworzenia, a nawet odnalezienia przez greckiego wiesniaka Jorgosa.
Figura miala rece, ktore zaginely, gdy wiozacy Wenus okret francuskiego
zeglarza Jules’a Dumonta d’Urville’a rozbil sie o skaly na Morzu Egejskim.
Podobnie przepisy w pilke nozna roznia sie dzis od tych po raz pierwszy
spisanych w 1845 roku. Przeciez w pierwszej wersji, tak jak w rugby, nie
wolno bylo podawac do przodu, zagrywac reka mogl – jak na podworku –
ostatni zawodnik przed bramka, nie bylo ani karnych, ani rzutow wolnych.
Zmiany zawodnikow wolno robic dopiero od 1958 roku. Wczesniej pilkarz
sfaulowany tak mocno, ze nie mogl kontynuowac gry, po prostu schodzil,
oslabiajac druzyne. A zolte i czerwone kartki obowiazuja zaledwie od
1970 roku. Ciekawe, czy za kazdym razem podnosilo sie larum „obroncow
pieknej gry”?
***
Zasada, ze o ile w dwumeczu jest remis, gole na wyjezdzie licza sie
podwojnie, obowiazuje w europejskich pucharach od 1965 roku. Gdy ja
wprowadzano, po Europie nie podrozowalo sie tak latwo, szybko i
bezpiecznie jak dzis. Bywalo, ze druzynie np. z Portugalii dotarcie na
mecz do Moskwy czy Kijowa zabieralo trzy dni. W dodatku wszyscy mieli
swiezo w pamieci katastrofe samolotu z pilkarzami Manchesteru United na
lotnisku w Monachium w 1958 roku – w drodze powrotnej z Belgradu, z
meczu Pucharu Europy z Crvena Zvezda.
Wczesniej w przypadku identycznej liczby bramek kluby musialy rozgrywac
dodatkowe spotkanie na neutralnym gruncie. Zlosliwi komentuja, ze UEFA
najchetniej wrocilaby teraz do tego rozwiazania i kazala rozgrywac
trzecie spotkanie np. w Katarze lub Pekinie, byle dodatkowo zarobic. Na
szczescie az tak perfidna nie jest. Wyobrazmy sobie, ze w powracajacej w
przyszlym tygodniu Lidze Mistrzow Liverpool remisuje na Anfield z
Bayernem Monachium 1:1, a w rewanzu na Allianz Arena pada remis 2:2. Wg
starych zasad awansowaliby Anglicy, wg nowych obejrzymy dogrywke, a po
niej ewentualnie rzuty karne. Podobnie przy wyniku 0:1 i 2:1 itd.
W minionych latach zwyciestwo na wyjezdzie bylo trudniejsze, bo wlasny
obiekt naprawde dawal przewage. Kluby decydowaly o wymiarach boisk, nie
bylo jeszcze zunifikowanych pilek, kazdy gral wlasnymi, ktore im
pasowaly. Dzis przewage gospodarzom daja co najwyzej chlopcy do
podawania futbolowki, o ile – czesto za namowa trenerow – opozniaja
wznowienie gry przez gosci. Pilki wszedzie sa takie same, a kluby graja
ze soba w pucharach tak czesto, ze droge z szatni na boisko czy na
konferencje prasowa znaja na pamiec. Jedni wiedza o drugich wszystko. O
zawodnikach, taktyce, zwyczajach trenera.
Regula o „golach na wyjezdzie” stala sie archaiczna i zbedna. Jej brak –
podobnie jak w Copa Libertadores – przyczyni sie do polepszenia
widowiska. Priorytetem gospodarzy przestanie byc to, aby za wszelka cene
nie stracic bramki. Rusza do przodu, mecze stana sie atrakcyjniejsze.
Wiecej dogrywek i serii rzutow karnych dostarczy wiecej emocji.
Owszem, najbardziej ciesza sie z tej zmiany sponsorzy oraz reklamodawcy,
a wraz z nimi UEFA. Ale rowniez czolowi trenerzy, np. Massimiliano
Allegri, Unai Emery, Jose Mourinho, Arsene Wenger czy Thomas Tuchel.
Trzeba isc z duchem czasu. Futbol zasluguje na te drobna korekte biustu.

SIATKOWKA
-Kamil Drag pisze w felietonie o Vitalu Heynenie, ktoremu w czwartek
minal rok od momentu objecia
Niezly dowcipnis z tego Vitala Heynena. Selekcjoner reprezentacji Polski
siatkarzy ma poczucie humoru i dystans do siebie, lubi takze droczyc sie
z dziennikarzami, obracajac w zart nawet najbardziej powazne pytania.
Zwlaszcza te o plany na najblizszy sezon. Slyszac tego typu zagajenia,
Belg przybiera zbolaly wyraz twarzy. „Dlaczego w Polsce ciagle musicie
zadawac trudne pytania?” – narzeka, by po chwili z szelmowskim usmiechem
dodac: „Nie ma zadnego chytrego planu Vitala. Jest za wczesnie, by
zajmowac sie tym, co sie wydarzy za kilka miesiecy” – wije sie jak
piskorz, choc wiadomo, ze to tylko kokieteria, bo w glowie ma juz
zaplanowany nie tylko ten, ale i najblizszy rok. Niczym wytrawny
szachista, Belg planuje ruchy z duzym wyprzedzeniem i zwykle ma
przygotowane plany B, C i D.
A ze na razie trzyma je dla siebie? Trudno mu sie dziwic, najpierw chce
sie swoimi przemysleniami podzielic z zawodnikami i dzialaczami PZPS. I
wyczekac przeciwnika, czyli dzialaczy CEV i FIVB, ktorzy potrafia
wymyslic cos, co zadnemu normalnemu czlowiekowi do glowy nigdy w zyciu
by nie przyszlo.
Ostatnio wykombinowali na przyklad, ze sklady na pazdziernikowy Puchar
Swiata moglyby liczyc nie po 14, ale po 22 zawodnikow. Po co? Ano po to,
zeby europejskie reprezentacje mialy pole manewru po mistrzostwach
Europy, ktore skoncza sie dwa dni przed inauguracja Pucharu Swiata. Nie
prosciej byloby przyznac sie do bledu i zmienic bezsensowny termin
japonskiej imprezy?
Pytanie o sklad, w jakim bialo-czerwoni wybiora sie do Japonii, jest jak
najbardziej zasadne, bo tegoroczny Puchar Swiata nie daje przepustek do
igrzysk olimpijskich i na dobra sprawe zostal zamieniony w marginalna,
towarzyska impreze. Michal Kubiak w jednym z wywiadow nawolywal nawet do
zbojkotowania turnieju, by pokazac panom z FIVB, co zawodnicy mysla o
ciaglym rozbudowywaniu siatkarskich kalendarzy i nieliczeniu sie ze
zdrowiem zawodnikow. Nieglupi pomysl, choc moze zamiast bojkotowac
turniej, lepiej wyslac po prostu do Japonii kadre B. Najlepsi siatkarze
odpoczeliby po mistrzostwach Europy, a Heynen moglby sprawdzic w trudnym
i wymagajacym turnieju bezposrednie zaplecze kadry. I wilk syty, i owca
cala.
Puchar Swiata w takiej postaci do niczego reprezentacji Polski nie jest
potrzebny. Owszem do zdobycia bedzie pare groszy i punkty do rankingu
FIVB, ale na co nam punkty, skoro o prawie startu w styczniu 2020 roku w
europejskim turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich (oby Polacy
nie musieli w nim brac udzialu) decyduje europejski ranking CEV?
A co z tegoroczna Liga Narodow? W pierwszej imprezie sezonu Heynen znowu
bedzie dokonywal czestych zmian, do czego w ogniu pytan wreszcie sie
przyznal. I bardzo dobrze! Raz juz sie to sprawdzilo i zaowocowalo
mistrzostwem swiata. Czemu nie powtorzyc tego scenariusza w sezonie, w
ktorym najwazniejsze bez dwoch zdan beda olimpijskie kwalifikacje, a w
drugiej kolejnosci mistrzostwa Europy. W nich bialo-czerwoni powinni
wystapic w najsilniejszym skladzie na czele z Wilfredo Leonem i walczyc
o medal. Po pierwsze dlatego, ze dwukrotnym mistrzom swiata nie wypada
zawalic kolejnego czempionatu Starego Kontynentu. Po drugie, zeby raz na
zawsze skonczyc z zasada, ze drugi sezon w wykonaniu zagranicznych
selekcjonerow reprezentacji Polski siatkarzy jest gorszy niz pierwszy.
Ale chyba mozemy spac spokojnie. Przeciez z Heynenem, ktory w srode
obchodzil pierwsza rocznice pracy z nasza kadra, wszystko jest inaczej
niz zwykle…

Na podstawie: sport.pl, wp.pl, Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl,
gazeta.pl, weszlo.com, 90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl,
polsatsport.pl opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *