Dzien dobry – tu Polska – niedziela, 1 marca 2020

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XVII nr 60 (5330) 1 marca 2020 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

EKSTRAKLASA PILKARSKA
24 KOLEJKA
Gornik Zabrze-Pogon Szczecin 3-1
Jagiellonia Bialystok-Lech Poznan 1-1
Legia Warszawa-Cracovia 2-1
Rakow Czestochowa-Piast Gliwice 2-0
Wisla Krakow-Wisla Plock 2-2
Arka Gdynia-LKS Lodz 1-1
Korona Kielce-Lechia Gdansk 1-2
Zaglebie Lubin-Slask Wroclaw 3-1
1.Legia 48pkt
2.Cracovia 42pkt
3.Pogon 40pkt
4.Slask 39pkt
5.Lech 38pkt
6.Lechia 37pkt
7.Piast 37pkt
8.Wisla Plock 33pkt
9.Zaglebie Lubin 32pkt
10.Rakow 32pkt
11.Jagiellonia 31pkt
12.Gornik 30pkt
13.Wisla Krakow 27pkt
14.Arka 25pkt
15.Korona 23pkt
16.LKS 17pkt

-Pogon Szczecin bezradna i rozbita w Zabrzu. To juz wiosenny kryzys
portowcow?
Na boisku w Zabrzu nie bylo widac, ze graja ze soba zespol walczacy o
mistrzostwo i zespol, ktory broni sie przed spadkiem. Gornik
bezdyskusyjnie ogral szczecinska Pogon 3:1. Momentami to byla roznica klas.
– Kazdy mecz musimy traktowac jak finalowy – zapowiadal przed maratonem
trzech spotkan w ciagu osmiu dni trener portowcow Kosta Runjaic.
Na poczatek jego zespol pojechal na Gorny Slask do broniacego sie przed
spadkiem z ekstraklasy Gornika Zabrze. Niska pozycja rywala w ligowej
tabeli mogla byc jednak mylaca, poniewaz zespol Marcina Brosza duze
straty ponosi tylko w meczach wyjazdowych. Na wlasnym stadionie
prezentuje sie natomiast bardzo dobrze i w tym sezonie przegral tylko
jedno spotkanie.
Gornik od pierwszych minut potwierdzal, ze zabrski obiekt jest jego
twierdza. W 12. minucie Roman Prochazka poteznym strzalem z dystansu
bliski byl zdobycia gola, ale goscie zlekcewazyli to ostrzezenie.
Dlatego niedlugo potem Slowak wcielil sie w role asystenta i obsluzyl
prostopadlym podaniem Erika Jirke. Przed skrzydlowym Gornika obrona
portowcow wrecz sie rozstapila, a pomocnik gospodarzy precyzyjnym
strzalem otworzyl wynik meczu.
Potem do akcji wkroczyla najwieksza gwiazda zabrzan, czyli Igor Angulo.
Najpierw strzal Hiszpana jakims cudem wybil z linii bramkowej Jakub
Bartkowski, ale po polgodzinie gry bylo juz 2:0. Napastnik Gornika z
zimna krwia wykorzystal sytuacje sam na sam.
Gospodarze panowali na boisku, a Pogon byla zupelnie bezradna.
Szczecinianie raz co prawda trafili do siatki, ale Srdjan Spiridinovic
byl na spalonym. Atak portowcow nie istnial. Zamiana Greka Michalisa
Maniasa na Niemca Soufiana Benyamine nie dala zadnych pozytywnych
efektow, a 30-latek o malo nie zapracowal na czerwona kartke juz w
pierwszej polowie.
Kibice w Szczecinie po cichu liczyli na powtorke z Plocka, gdzie
portowcy odwrocili losy meczu przy takim wyniku, ale cuda maja to do
siebie, ze dwa razy z rzedu sie nie zdarzaja. Gornik momentami wrecz
bawil sie z Pogonia i cudem jest to, ze strzelil jeszcze tylko jednego
gola. Bylo to jednak trafienie wyjatkowej urody, poniewaz Jesus Jimenez
przymierzyl w samo okienko tak precyzyjnie, ze Dante Stipica nawet nie
drgnal.
Szczecinianie w koncowce zdobyli gola honorowego (Pawel Cibicki), ale w
zaden sposob nie zatarli po sobie fatalnego wrazenia z calego spotkania.
We wtorek zagraja u siebie z Jagiellonia Bialystok, ktora tez przechodzi
kryzys formy, ale w aktualnej dyspozycji druzyny Runjaicia to marne
pocieszenie.

-Pilkarze Lechii pokonali w Kielcach Korone 2:1. Gdanszczanie mieli w
tym spotkaniu sporo klopotow, jednak ostatecznie wyrwali niezwykle cenne
zwyciestwo. Glownie dzieki – juz tradycyjnie – Flavio Paixao i Dusanowi
Kuciakowi oraz Jaroslawowi Kubickiemu.
Trener Lechii Piotr Stokowiec zgodnie z zapowiedziami przeprowadzil w
skladzie roszady po slabiutkim meczu z Lechem. Karola File, ktory
zobaczyl w Poznaniu czerwona kartke (za dwie zolte, dlatego mlodziezowy
reprezentant Polski moglby w Kielcach zagrac i znalazl sie w kadrze
meczowej), zastapil na prawej obronie Rafal Kobryn. Natomiast w miejsce
permanentnie zawodzacego Jaroslava Mihalika wstawiony zostal debiutujacy
w Ekstraklasie Omran Haydary.
Afganczyk od poczatku mial wielka ochote do gry, szukal wolnych
przestrzeni czesto schodzac do srodka, byl dynamiczny. Jednak w
decydujacych momentach brakowalo mu precyzji – czy to przy strzale, czy
podaniu. Szczegolnie po kapitalnym przerzucie Filipa Mladenovicia, po
ktorym Haydary mial przed soba juz tylko bramkarza Korony Marka Koziola,
ale zle przylozyl stope i pilka minela slupek.
Swietna okazje zmarnowal tez biegajacy po drugiej flance Conrado.
Brazylijczyk, wlasnie po akcji Haydarego, ladnie znalazl sie w polu
karnym, jednak strzelajac gorsza, prawa noga nie trafil w bramke.
W tym momencie bylo juz 1:0 dla Lechii, gdyz ta ma w skladzie
niezawodnego Flavio Paixao. Po rzucie roznym Mladenovicia Portugalczyk
skierowal pilke do bramki po strzale glowa i byl to dziewiaty kolejny
ligowy gol Lechii zdobyty przez jej kapitana. Niesamowite!
Przy okazji gdanski zespol przelamal zawstydzajaca serie. Dopiero przy
123 rzucie roznym egzekwowanym w tym sezonie, wreszcie udalo sie zdobyc
bramke i byl to w ogole pierwszy gol po stalym fragmencie gry ze
stojacej pilki (w jesiennym meczu z Legia Warszawa udalo sie to po
aucie). Co ciekawe, w tym momencie ostatnia druzyna bez gola po rzucie
roznym zostala… Korona.
Gospodarze, glownie ze wzgledu na wysoki i konsekwentny pressing Lechii,
mieli duze problemy z przedostaniem sie w pole karne rywala. Najwiekszym
zagrozeniem byla bomba Petteri Forsella z ponad 30 metrow, ktora koncami
palcow na poprzeczke zbil Dusan Kuciak. To byla kolejna fantastyczna
interwencja Slowaka znajdujacego sie obecnie w niesamowitej formie.
Lechia dowiozla prowadzenie do konca pierwszej polowy, ale juz kolo 35.
minuty tradycyjnie objawila sie najbardziej irytujaca cecha druzyny
Piotr Stokowca – minimalizm. Zamiast kontynuowac swoja gre, jego
zawodnicy postanowili gleboko wycofac sie pod wlasna bramke. Od tego
momentu gol dla Korony wisial w powietrzu.
Co prawda tuz po po przerwie dwie znakomite sytuacje zmarnowali Haydary
(po podaniu Tomasza Makowskiego) oraz Flavio (w dziecinny sposob ogral
Ivana Marqueza), jednak dominacja gospodarzy z kazda minuta byla coraz
wieksza. Mecz zaczal przypominac to co tydzien wczesniej dzialo sie w
Poznaniu (w sumie pilkarze Korony oddali w calym spotkaniu az 29 strzalow).
Znow niesamowita bombe z rzutu wolnego poslal Forssell i znow pilka
zatrzymala sie na poprzeczce. Swietne okazje mieli tez Matej Pucko i
ponownie Forssell, ale kapitalnie bronil Kuciak. W koncu gospodarze
dopieli swego – Bojan Cecaric zagral do Michala Papadopulosa, a Czech z
najblizszej odleglosci dopelnil formalnosci. To byla konsekwencja
niezrozumialego zachowania zespolu Lechii, ktory w pewnym momencie
wlasciwie przestal grac i zaczal popelniac sporo bledow w defensywie.
Dopiero w tym momencie trener Stokowiec zdecydowal sie na zmiany –
dodajmy spoznione, szczegolnie w przypadku gasnacego w oczach z kazda
minuta Conrado (zastapil go debiutujacy w Lechii Rafal Pietrzak).
Im blizej konca meczu, tym Lechia znow coraz bardziej przejmowala
inicjatywe. Swietna zmiane dal wracajacy po dlugiej przerwie
spowodowanej kontuzja barku Jaroslaw Kubicki. Uporzadkowal gre w srodku
pola i co wazne zaliczyl asyste przy zwycieskiej bramce Macieja Gajosa.
Kubicki ladnie rozegral pilke z Flavio i idealnie dogral do pomocnika
Lechii, ktoremu pozostalo tylko przylozyc noge. To dopiero drugi ligowy
gol Gajosa w tym sezonie, co ciekawe pierwszego rowniez strzelil Koronie.
Zatem gdanski zespol zdobyl niezwykle wazne trzy punkty, choc do stylu
znow mozna miec zastrzezenia. Poniosl tez jednak duza strate przed
srodowym meczem z Legia Warszawa – za zolte kartki pauzowac w nim bowiem
bedzie filar obrony Michal Nalepa.

-Piekny sen o dwoch zwyciestwach z rzedu pilkarzy Arki Gdynia zostal
przerwany bardzo brutalnie. Wygrana nad LKS Lodz zolto-niebiescy
stracili w ostatniej minucie meczu. Gospodarze jednak sami na to
solidnie zapracowali.
Od poczatku Arka popelniala grzechy zeszlotygodniowego starcia z Rakowem
Czestochowa – nerwowosc, brak dokladnosci, problem ze skonstruowaniem
akcji i wymienieniem kilku celnych zagran. Kontrole przejal LKS, z ta
roznica, ze Arki, tak jak czestochowianie, nie uklul. Pierwsza polowa
minela kibicom wzglednie niezauwazona. Brakowalo sytuacji z obu stron,
choc optyczna przewage posiadali goscie. Wszystko mialo rozstrzygnac sie
po przerwie.
Kazda uplywajaca minuta upewniala w przekonaniu, ze to typowy mecz do
jednej bramki. Wygra ten, kto bedzie mial wiecej szczescia lub jedna
okazje bedzie potrafil zamienic na gola.
– Wierze w ten zespol – mowil ze spokojem w przerwie kapitan Adam
Marciniak. Zdecydowanie mial w glowie spotkanie z Rakowem, ktore udalo
odmienic sie wlasnie po przerwie. Tym razem radykalna przemiana nie byla
potrzebna, przede wszystkim dlatego, ze na tablicy widnial bezbramkowy
remis.
Po zmianie stron nie trzeba bylo dlugo czekac na efekty. Pierwszy
pilkarski moment przyniosl efekt bramkowy – typowy dla Arki” Leszka
Ojrzynskiego. Daleko wrzucona z autu futbolowka zostala przedluzona na
dalszy slupek. Ta spadla na stope Marko Vejinovicia, ktory ja
perfekcyjnie ulozyl. Arkadiusz Malarz byl bez szans na skuteczna
interwencje wobec plaskiego, niezwykle precyzyjnego uderzenia.
LKS probowal sie odgryzac, lecz notorycznie brakowalo mu ostatniego
podania, konkretow w polu karnym Arki. Wowczas gdynianie popelnili blad,
ktory tak ochoczo wytykali przed tygodniem Rakowowi – niepotrzebne
cofniecie sie i oddanie pola rywalowi bez argumentow. Zolto-niebiescy
zaprosili gosci na swoja polowe. Granica miedzy wygrana a remisem byla
tak cienka, ze owo zaproszenie musialo skonczyc sie dla gospodarzy
fiaskiem. Nerwowosc w samej koncowce przerodzila sie w absolutna
nieporadnosc, co elkaesiacy wykorzystali w” 94. minucie! Blad defensywy
Arki wykorzystal Ricardo Guima.
Karma. Suma szczescia w sporcie rowna sie zero. Te dwa sformulowania
najczesciej padaja w tego typu sytuacjach. Przed tygodniem bowiem to
Arka zaskoczyla wszystkich, wygrywajac po golu w ostatniej chwili. Tym
razem tego gola dali sobie wbic. Nie da sie bowiem oprzec wrazeniu, ze
tak jak Rakow wtedy, tak i gdynianie teraz sami przyczynili sie do
takiego efektu koncowego.
I LIGA
Kolejka 21
Belchatow-Jastrzebie 0-0
Stomil Olsztyn-Odra Opole 4-2
Tychy-Sandecja Nowy Sacz 2-2
Miedz Legnica-ZAglebie Sosnowiec 0-2
Nieciecza-Chojniczanka 1-2
Puszcza Niepolomice-Chrobry Glogow 1-3
Olimpia Grudziadz-Stal Mielec 0-5
Podbeskidzie-Wigry Suwalki 4-0
W poniedzialek Warta Poznan-Radomiak Radom
1.Stal Mielec 41pkt
2.Warta 40pkt
3.Podbeskidzie 40pkt
4.Radomiak 36pkt
5.Jastrzebie 31pkt
6.Tychy 31pkt
7.Olimpia Grudziadz 31pkt
8.Miedz 31pkt
9.Zaglebie Sosnowiec 29pkt
10.Stomil 29pkt
11.Nieciecza 26pkt
12.Sandecja 26pkt
13.Belchatow 25pkt
14.Chrobry 23pkt
15.Puszcza 23pkt
16.Odra Opole 20pkt
17.Wigry 19pkt
18.Chojniczanka 19pkt

-Cala nadzieja w Miliku. Bez Lewandowskiego reprezentacja strzela
znacznie mniej goli
Robert Lewandowski z powodu kontuzji kolana bedzie pauzowal przez
miesiac. Oznacza to, ze prawdopodobnie nie wystapi w najblizszych
sparingach reprezentacji Polski. A kadra bez swojej gwiazdy strzelala
znacznie mniej goli. Kto zastapi Lewandowskiego w strzelaniu bramek?
W najblizszym miesiacu Bialo-Czerwoni zmierza sie w meczach towarzyskich
z Finlandia (27 marca we Wroclawiu) oraz Ukraina (31 marca w Chorzowie).
I choc sa to sparingi, w ktorych selekcjoner Jerzy Brzeczek bedzie mogl
przetestowac rozne schematy gry, to teraz bedzie musial to robic bez
kapitana kadry. A jest to tym wieksze oslabienie, ze w szesciu ostatnich
meczach bez Lewandowskiego, reprezentacja Polski strzelila tylko trzy gole.
Eliminacje mistrzostw Europy 2020 byly dla Polakow udane pod wzgledem
gry w ataku, bo nawet jesli Robert Lewandowski nie strzelal goli, to
niemal zawsze znalazl sie ktos, kto go wyreczyl. A nawet kiedy Brzeczek
dal napastnikowi Bayernu odpoczac i posadzil na lawce rezerwowych w
spotkaniu z Bayernem, to zanim Lewandowski wszedl na murawe w 63.
minucie, pewni awansu Polacy prowadzili juz 2:0.
Mimo wszystko historia pokazuje, ze brak Lewandowskiego jest problemem
dla polskiego zespolu. Kontuzja wyeliminowala go takze ze sparingow
inaugurujacych przygotowania kadry do ostatnich mistrzostw swiata. Uraz
leczyl rowniez Arkadiusz Milik, wiec w sparingach z Meksykiem i
Urugwajem zagrali Jakub Swierczok, Kamil Wilczek i Mariusz Stepinski.
Efekt? Skrajnie niesatysfakcjonujacy. Zero strzelonych goli, niewiele
klarownych okazji i zdecydowanie wiecej pozytywow w grze obronnej niz
ofensywnej.
Nieco lepiej bylo rok wczesniej, gdy Polacy grali towarzysko ze
Slowenia. Zremisowali 1:1 dzieki trafieniu Lukasza Teodorczyka.
„Wczesniej mu nie szlo, ale po podaniu Blaszczykowskiego wyrownal w
stylu tego, ktorego zastepowal” – napisal wowczas „Przeglad Sportowy”.
Lewandowski odpoczywal takze tuz przed Euro 2016, gdy Polacy bezbramkowo
zremisowali z Litwa, a nieskutecznoscia irytowal Milik. Podobnie zreszta
bylo rok wczesniej, kiedy takim samym wynikiem zakonczyl sie sparing z
Grecja. Aktualny napastnik Napoli znacznie lepiej spisal sie jednak,
kiedy zastapil starszego kolege w listopadzie 2015. Towarzyskie
spotkanie z Czechami bylo popisem Milika: zdobyl bramke i zaliczyl dwie
asysty.
Mimo nierownej formy i niskiej sredniej goli w reprezentacji po 2015
roku, to wlasnie Milik musi wiec byc nadzieja kibicow w sytuacjach
nieobecnosci Lewandowskiego (zwlaszcza wobec slabej formy Krzysztofa
Piatka). Nie dosc, ze regularnie trafia w Napoli, to jeszcze udanie
zastapil kapitana kadry, kiedy bylo to konieczne po raz ostatni. W
starcu z Portugalia w listopadzie 2018 BIalo-Czerwoni zremisowali 1:1, a
Milik zdobyl bramke.
Prawdopodobny brak Lewandowskiego, slaba dyspozycja Piatka oraz kontuzja
Dawida Kownackiego moga za to sprawic, ze w druzynie narodowej objawi
sie nowy potencjalny nastepca Lewandowskiego. Wydaje sie, ze szanse
powinien otrzymac Karol Swiderski, a w kolejce czekaja juz m.in. Adam
Buksa i Jaroslaw Niezgoda.
Mecze reprezentacji Polski, w ktorych nie zagral Robert Lewandowski
(zestawienie dotyczy spotkan po MS 2014):
16.06.2015, Polska – Grecja 0:0
17.11.2015, Polska – Czechy 3:1 (Milik, Jodlowiec, Grosicki)
6.06.2016, Polska – Litwa 0:0
14.11.2016, Polska – Slowenia 1:1 (Teodorczyk)
10.11.2017, Polska – Urugwaj 0:0
13.11.2017, Polska – Meksyk 0:1
11.09.2018, Polska – Irlandia 1:1 (Klich)
20.11.2018, Polska – Portugalia 1:1 (Milik)

– PS w skokach: Polacy na szostej pozycji w Lahti, Niemcy liderami
Polska zajela szoste miejsce w druzynowym konkursie Pucharu Swiata w
skokach narciarskich w Lahti. Zwyciezyli Niemcy, przed Slowenia i Austria.
Niemcy zapewnili sobie zwyciestwo w ostatnim skoku, w ktorym Karl Geiger
osiagnal 121 m, ale dzieki wyzszym notom za styl wygral z Anze
Laniskiem, ktory osiagnal taka sama odleglosc, i zniwelowal 0,7 pkt
straty swojego zespolu.
Polska przed ostatnia grupa zawodnikow byla na piatej pozycji z
minimalna przewaga nad Japonia. Dawid Kubacki osiagnal 117,5 m, ale
Ryoyu Kobayashi 122 m i Bialo-Czerwoni spadli na szosta lokate. To
najgorszy wynik od listopada 2017, kiedy w Kuusamo takze uplasowali sie
na szostym miejscu, z tym ze wowczas w pierwszej serii zdyskwalifikowano
Piotra Zyle, wiec na wynik zlozylo sie siedem prob.
To byl czwarty konkurs druzynowy w sezonie. W Wisle najlepsza byla
Austria, przed Norwegia i Polska. W Klingenthal triumfowali
bialo-czerwoni, a kolejne miejsca zajeli Austriacy i Japonczycy.
Natomiast najlepsza trojka zawodow w Zakopanem to: Niemcy, Norwegia i
Slowenia.
W Lahti ekipa Niemiec prowadzona przez Stefana Horngahera objela
prowadzenie juz po pierwszym skoku, gdy Constantin Schmid wyladowal na
127,5 m. Pozniej na moment liderami zostali Slowency, gdy najdluzszy
skok w konkursie – 130 m mial Timi Zajc. Pierwsza seria zakonczyla sie
prowadzeniem Niemcow, Slowenia byla druga, a Austria trzecia.
Polacy byli na piatej pozycji, mieli 473,1 pkt, do trzecich Austriakow
tracili 5,2 pkt, a do prowadzacych Niemcow 36,1. W ekipie
bialo-czerwonych Piotr Zyla osiagnal 123 m, Jakub Wolny 119 m, Kamil
Stoch 118 m i Dawid Kubacki 123,5 m.
W finale od poczatku na prowadzenie ponownie wyszla Slowenia, gdy Cene
Prevc osiagnal 120,5 m, a Schmid mial tylko 112 m. Dzieki temu Slowency
uzyskali spora przewage i dwaj kolejni Niemcy – Pius Paschke (122,0 m)
oraz Stephan Leyhe (125,0 m), nie byli w stanie wyprowadzic zespolu
ponownie na prowadzenie. Dopiero w ostatnim skoku uczynil to Geiger.
W serii finalowej Zyla mial 116 m i Polska utrzymala piate miejsce. Nie
udalo sie to Wolnemu, po jego 113,5 m zespol spadl na szosta lokate. O
jedna pozycje wyzej bialo-czerwonych wywindowal Stoch ladujac na 124 m.
Przed ostatnia grupa zawodnikow Polska byla na piatej pozycji z
minimalna przewaga nad Japonia. Ale wtedy Dawid Kubacki osiagnal 117,5
m, za to Ryoyu Kobayashi 122 m i bialo-czerwoni spadli na szosta lokate.
To najgorszy wynik od listopada 2017, kiedy w Kuusamo takze uplasowali
sie na szostym miejscu, z tym ze wowczas w pierwszej serii
zdyskwalifikowano Piotra Zyle, wiec na wynik zlozylo sie siedem prob.
To byl czwarty konkurs druzynowy w sezonie. W Wisle najlepsza byla
Austria, przed Norwegia i Polska. W Klingenthal triumfowali
bialo-czerwoni, a kolejne miejsca zajeli Austriacy i Japonczycy.
Natomiast najlepsza trojka zawodow w Zakopanem to: Niemcy, Norwegia i
Slowenia. Szoste miejsce w Lahti jest najgorszym Polski w tym sezonie.
W nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej pierwsze miejsce zajal
Austriak Stefan Kraft, ktory mial dwa rowne skoki 127 i 126,5 m. Drugi
byl Geiger – 128 i 121 m, a trzeci Zajc – 130 i 124 m. Z Polakow
najwyzej na 10. pozycji znalazl sie Stoch – 118 i 124 m, na 14. Kubacki
– 123,5 i 117,5 m, na 21. Zyla – 123 i 116 m i na 25. Wolny – 119 i 113,5 m.

-Piotr Zyla zajal szoste miejsce w niedzielnym
jubileuszowym, tysiecznym indywidualnym konkursie Pucharu Swiata w
skokach narciarskich w Lahti. Dawid Kubacki byl jedenasty, a Kamil Stoch
dwunasty. Zwyciezyl prowadzacy po pierwszej serii Niemiec Karl Geiger.
Jesli ktos spodziewal sie wyjatkowej oprawy jubileuszowych zawodow, to
przezyl spore rozczarowanie. Lahti okazalo sie najbardziej
przygnebiajacym miejscem w obecnym cyklu Pucharu Swiata. Trybuny byly
niemal puste, a lepsza atmosfera panowala nawet w ubieglym tygodniu w
rumunskim Rasnovie.
W ten ponury klimat wpisali sie rowniez w pierwszej serii niemal wszyscy
Polacy. Z powodu odwolanych kwalifikacji w zawodach wzielo udzial 59
skoczkow, w tym siedmiu bialo-czerwonych. Ci z drugiego szeregu szansy
jednak nie wykorzystali. 32. miejsce zajal Jakub Wolny, 50. Aleksander
Zniszczol, 55. Pawel Wasek, a 58. Klemens Muranka.
Radosci kibicom nie daly takze najwieksze gwiazdy. Na polmetku dopiero
24. byl Stoch. 13. miejsce zajmowal Kubacki, a dziewiate Zyla.
W finale cala trojka zdolala jednak przesunac sie na wyzsze pozycje.
Mocno poprawil sie przede wszystkim Stoch. Po 114 m w pierwszej probie,
w drugiej trzykrotny mistrz olimpijski skoczyl 126,5 m i ostatecznie
zmagania zakonczyl na 12. pozycji.
Kubacki osiagnal 116 i 125 m, a Zyla 116 i az 127,5 m. Dalej zdolal
skoczyc jedynie Geiger, ktory zwyciestwo przypieczetowal 130-metrowa
proba. Na drugiej pozycji uplasowal sie lider klasyfikacji generalnej
cyklu Austriak Stefan Kraft (119,5 i 126 m), a na trzeciej jego rodak
Michael Hayboeck (118 i 125 m).
Kraft w „generalce” nad drugim Geigerem ma 118 punktow przewagi.
Austriak ostatnio jest w wysmienitej formie i pewnie zmierza po druga w
karierze Krysztalowa Kule. Na podium stal w dziewieciu z dziesieciu
minionych konkursow, a cztery z nich wygral. Strata trzeciego Kubackiego
wynosi juz 482 pkt. Z kolei do Polaka na 32 pkt zblizyl sie triumfator
poprzedniej edycji cyklu Japonczyk Ryoyu Kobayashi.
Do zakonczenia sezonu 2019/20 pozostaly juz tylko cztery indywidualne
starty. W sobote rozpocznie sie w Oslo wienczacy rywalizacje cykl Raw Air.

– Reprezentacja Polski koszykarzy pokonala w Saragossie mistrza swiata
Hiszpanie w drugim meczu eliminacji mistrzostw Europy 2021. Trener Mike
Taylor w wywiadzie dla PAP opowiada o przepisie na sukces w Saragossie,
jubileuszu Lukasza Koszarka i oczekiwaniu na Adama Waczynskiego.
Wierzyl pan przed meczem, ze mozna wygrac z mistrzem swiata na jego boisku?
Mike Taylor: Zawsze wierzymy, ze mozemy wygrac. Na tym polega
przygotowanie druzyny i sama gra. Najwazniejsze dla mnie jest to, ze
udalo sie pomoc zawodnikom odbic sie po porazce z Izraelem. To moglo ich
zalamac, wszyscy bylismy mocno rozczarowani, bo liczylismy na zwyciestwo
u siebie, na powitanie z kibicami po tak udanych mistrzostwach swiata,
przy rekordowej widowni, ktora niesamowicie nas wspierala. Nie
trafilismy kilku rzutow, nie skonczylismy wystarczajaco dobrze. Dzis
mozna bylo zobaczyc, ze koncentracja, mocne zwrocenie uwagi na detale
przynioslo efekt. Jestem bardzo dumny z moich graczy.
Do klasyki polskiego filmu zaliczany jest „Rekopis znaleziony w
Saragossie” z lat 60. Pan znalazl w tym miescie przepis, ktory pozwolil
pokonac Hiszpanie pierwszy raz od 1972 roku.
Tak, znalezlismy sposob na Hiszpanow. Najwazniejsze rzeczy w tym
przepisie to zespolowy wysilek zespolu, wielkie serca. To byla wspaniala
noc dla polskiej koszykowki. Pracuje sie i zyje dla takich meczow. Takie
zwyciestwo smakuje wyjatkowo. Pokonalismy mistrzow swiata, do tego na
ich parkiecie i w sytuacji, kiedy nikt na nas nie stawial. Naprawde
jestem dumny z zespolu. Kazdy zawodnik dolozyl swoja cegielke do
sukcesu, wieksza lub mniejsza.
Widac bylo dobre przygotowanie druzyny do spotkania…
Gralismy dobrze juz przeciwko Izraelowi. Potrzebowalismy tylko poprawic
sie na kilku obszarach. I dzis to zrobilismy. Z Hiszpania w ostatnich
latach gralismy trzy razy, znalismy jej system. Bylismy skoncentrowani.
Trzeba bylo dopracowac kilka detali w defensywie, przygotowanych przez
sztab szkoleniowy. Kluczowa kwestia dla zwyciestwa byla tez swietna
obrona. Zawodnicy wykonali znakomita prace, scisle realizujac zalozenia.
Wyszli do gry z wiedza i przelozyli to na boisku.
W ktorym momencie pomyslal pan, ze juz wygraliscie?
W trakcie meczu nigdy nie mozesz sie zrelaksowac. Kazdy byl
skoncentrowany do konca, wszyscy ciezko pracowali, robili swoje. Dobra
zmiane dal Olek Balcerowski, ktory wszedl na boisko, gdy pojawily sie
klopoty z faulami. Naprawde pomogl druzynie, zrobil roznice. Ten zespol
wciaz czyni postepy.
Lukasz Koszarek rozegral 200. mecz w reprezentacji, A.J. Slaughter znow
byl jej liderem…
Mam wielki respekt dla Lukasza, ktory swietowal 200. mecz w kadrze. Jest
legenda polskiej koszykowki. A.J. Slaughter jest kapitalny. Zawsze
stawialem na niego. Te dwa mecze w jego wykonaniu byly rewelacyjne.
Przejal role lidera, po tym jak w zespole zabraklo Adama Waczynskiego i
Mateusza Ponitki. Po raz kolejny pokazal, ze ma wielkie serce do gry dla
reprezentacji Polski.
Pytanie o Waczynskiego. Powola go pan przed turniejem eliminacyjnym do
igrzysk olimpijskich, ktory w czerwcu odbedzie sie na Litwie?
Chce widziec Adama w druzynie. Oczywiscie chcemy pojechac na Litwe w
najsilniejszym skladzie. Caly czas bylem z nim w kontakcie. Mam
nadzieje, ze to, co nie sluzy sprawie reprezentacji zostawimy za nami i
spojrzymy przed siebie. Adam jest wielkim zawodnikiem w polskiej
koszykowce i wspaniala osoba. Czasem w zyciu popadamy w konflikty,
czasami podejmujemy zle decyzje. Teraz najwazniejsze jest znalezc
rozwiazanie, razem nad tym popracowac.

-Kadziewicz: Brakuje nam dystansu do siebie i tego, czym sie zajmujemy.
Napisz felieton, a srodowisko siatkarskie poczuje sie urazone. Brakuje
nam dystansu do siebie i tego, czym sie zajmujemy. Pokazujemy palcami na
innych, a sami jestesmy przekonani o swojej wyjatkowosci. Rzeczywistosc
wyglada zupelnie inaczej.
Do idealu nam daleko i momentami nawet nie probujemy powalczyc o to,
zeby sie do niego zblizyc. Wystarczy sukces, a glowa trzymana jest
bardzo wysoko, nasze zdanie jest najwazniejsze, a ten, kto staje w
opozycji, jest naszym najwiekszym wrogiem. Glownym argumentem staje sie
wiek i wieloletnie doswiadczenie, ktore momentami okazuje sie zgubne.
Dlaczego? Bo swiat zmienia sie bardzo szybko i to, co bylo dobre
wczoraj, nie jest wystarczajace na jutro. Mam na mysli moja siatkarska
rodzine. Szkoleniowcow, prezesow, agentow sportowych i samych zawodnikow.
Kilka lat temu na twarzach polskich trenerow wymalowal sie niesmak, gdy
na ich stanowiskach pojawiali sie zagraniczni szkoleniowcy (uczciwie
trzeba przyznac, ze nie zawsze to byl europejski top). Obraza majestatu
i policzek w twarz polskiej mysli szkoleniowej. Prezesi czuja sie
poruszeni, kiedy wypomina sie im decyzje dotyczace transferow i sposobu
funkcjonowania klubu. Agenci sportowi patrza krzywo, gdy wspomnisz, ze
kluby grajace padline maja w skladzie po kilku zawodnikow z ich stajni.
Sami siatkarze tez nie przepadaja za slowami krytyki, poniewaz ich byly
kolega z boiska powinien zawsze widziec plusy i dostrzegac tylko dobre
zagrania, a bledy traktowac jako wypadek przy pracy. Kadziewicz, siedz
cicho, karawana jedzie dalej, a to przeciez jest nadrzedna wartosc.
****
Kiedy brakuje argumentow, zawsze mozna powiedziec, ze nie byles lepszy,
wiec teraz nie baw sie w wyrocznie. No jasne, ze nie bylem lepszy. Dlugo
nie bedzie drugiego takiego jak ja. Dostalo mi sie za ostatni felieton.
Komentujacy go dawali mi jasno do zrozumienia, ze bawie sie kolesiostwo.
Ze Krzysztof Ignaczak i Piotrek Gruszka sa najgorsi i powinienem spalic
ich na stosie. Pomimo tego nie zmienie zdania. Zaplacili utrata pracy za
popelnione przez siebie bledy. To chyba wystarczajaca cena. Gdy w naszym
srodowisku ludzie mieliby stracic robote za swoje grzechy, w lidze nie
znalbym nikogo w roli prezesa ani trenera. Siatkowka dala nam bardzo wygodne
i dostatnie zycie. Nikt nie byl specjalnie przygotowany do pelnienia
obecnych funkcji, po prostu zdobywal doswiadczenia wraz ze wzrostem
zainteresowania i rozwojem siatkowki. Bez mlodosci, swiezej krwi i
bodzcow zewnetrznych nasza dyscyplina dalej bylaby swietlicowym sportem.
Z zycia wziete. Na spotkaniu prezesow kilku dobrych znajomych podaje
sobie rece, obiecujac, ze do wyznaczonego terminu – przyjmijmy, ze to
poczatek wiosny – nie beda prowadzic rozmow z zawodnikami druzyn
przeciwnych. Mozna szukac obcokrajowcow, mozna negocjowac ze swoimi
graczami, ale nie wydzwaniac do siatkarzy z konkurencji. Brzmi pieknie i
honorowo. Na papierze jednak tak nie bylo i nastepnego dnia ruszyl rynek
transferowy, ktory – dochodze do wniosku – nie ma dnia przerwy. Niby nic
wielkiego, ale – swiadomie lub nie – powoduje to duze zamieszanie, a
niesmak pozostaje. Nawet najlepszy gracz po takim telefonie z innego
obozu zaczyna myslec i kalkulowac. Jest tylko czlowiekiem. Mlodym
sportowcem, ktory chce zarabiac jak najlepiej i grac w mocnej druzynie.
Kiedy cos nie idzie, pojawia sie fala krytyki na tego, ktory gra
slabiej, a prezesi pokazuja na siebie palcami, ze ktos zlamal dane sobie
slowo. Spojrzmy prawdzie w oczy. Najwazniejszy jest wynik koncowy, a
srodki, jakimi do nich dojdziesz, to juz drugorzedna sprawa. Zycie
zamkniete w pigulce, a raczej w pilce. Malo miejsca, a zwyciezca tylko
jeden. Reszta musi przeniesc swoje plany i ambicje na kolejny sezon.
Moze tak grac w otwarte karty? Mam stabilny budzet, bede przeplacac –
sciagajac najlepszych Polakow i ciekawych obcokrajowcow. Co, jak nie
wyjdzie? Zaplaci za to trener. Proste zasady beda akceptowane przez
wszystkich zainteresowanych. Bez obrazania, pokazywania palcami i
obgadywania za plecami. Roznia sie tylko barwy klubowe. Ambicje sa
zawsze bardzo wysokie.
****
Mam jeszcze jedno zdanie do mojego licznego grona krytykow. Nie chowam
glowy w piasek, ponosze konsekwencje swoich zachowan. To sie nie zmieni.
Komentuje, bo po prostu moge to robic. Wspominam o pracy z mlodzieza, bo
to moja codziennosc. Wytykam bledy zawodnikom, bo sam je popelnialem.
Wspominam o prezesach, bo mialem ich kilku w zyciu. Trenerami zostali
moi koledzy, ktorzy czasami sami przyznaja, ze nie jest to najlatwiejszy
kawalek chleba. O popiol tez sie nie martwcie, mam go w kieszeni i
regularnie posypuje nim glowe… Pozdrawiam cala siatkarska rodzine,
razem pieknie wygladamy. Na zdjeciu.
——————————————————–
Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *