Dzien dobry – tu Polska – 11 lipca 2021

DZIEN DOBRY – TU POLSKA
SPORTOWY WEEKEND
Rok XIX nr 188 (6161) 11 lipca 2021 r.
abujas12@gmail.com
http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/
http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

SIATKOWKA
Polska po raz dziewiaty wygrywa Memorial Huberta Wagnera!
Po raz dziewiaty w historii polscy siatkarze triumfowali w Memoriale
Wagnera, pokonujac na koniec turnieju 3:0 Egipt. W trakcie pierwszego
seta boisko musial opuscic Michal Kubiak.
W ostatnim meczu XVIII Memorialu Huberta Jerzego Wagnera rywalem
polskich siatkarzy byli reprezentanci Egiptu, ktorzy tylko raz zdolali
pokonac Bialo-Czerwonych (13 czerwca 2008 roku w ramach Ligi Swiatowej).
Stawka niedzielnego starcia tych dwoch ekip bylo zwyciestwo w
rozgrywanym w Krakowie turnieju. W przeciwienstwie jednak do poprzednich
spotkan Vital Heynen zdecydowal sie na wystawienie podstawowego skladu,
a wiec z Bartoszem Kurkiem, Michalem Kubiakiem, Wilfredo Leonem, Piotrem
Nowakowskim, Fabianem Drzyzga, Jakubem Kochanowskim i Pawlem Zatorskim.
Tak jak wczesniej rowniez i ten mecz rozpoczal sie od pewnego
prowadzenia reprezentantow Polski, ktorzy wypunktowywali przeciwnikow
zwlaszcza w zagrywce (trzy asy), w ktorej prym wiodl niemylacy sie takze
w ataku Kurek (4/4). W tym ostatnim elemencie caly zespol prezentowal
sie bardzo dobrze (74 procent), a takze niezwykle dokladnie dogrywal
pilki do siatki (70 procent). W trakcie pierwszego seta boisko musial
jednak opuscic Kubiak, ktory zglosil potrzebe zmiany. W jego miejsce
pojawil sie Aleksander Sliwka.
Kapitanowi reprezentacji Polski nic jednak powaznego sie nie stalo i od
samego poczatku drugiej odslony znow zameldowal sie w podstawowej
szostce. Te od trzypunktowego prowadzenia zainaugurowali Egipcjanie, ale
Bialo-Czerwonym szybko udalo sie zniwelowac straty, a zasluga w tym
takze Kubiaka, ktory poslal na strone rywali asa serwisowego. To wlasnie
seria z pola zagrywki pozwolila wyjsc Polakom na – wydawalo sie –
bezpieczne prowadzenie. Kilka nieudanych atakow oraz udanych blokow
pozwolilo jednak Egipcjanom doprowadzic do emocjonujacej i zakonczonej
zwyciestwem podopiecznych Vitala Heynena koncowki granej na przewagi.
Po trzecim secie Bialo-Czerwoni mogli cieszyc sie z triumfu nie tylko w
tym meczu, ale takze w calym Memoriale Wagnera. Wygrali go juz po raz
dziewiaty w historii, a po raz pierwszy od 2018 roku. Wowczas zwyciestwo
w imprezie – jak sie okazalo – stanowilo wstep do obrony tytulu mistrzow
swiata.
Teraz Bialo-Czerwoni udadza sie do Warszawy, gdzie w poniedzialek zloza
olimpijskie slubowanie. Dzien pozniej wyleca juz do Japonii, a ich baza
bedzie Takasaki. Do startu turnieju przygotowania bedzie kontynuowala
cala czternastka zawodnikow, a tuz przed nim z Kraju Kwitnacej Wisni do
Polski wroca rezerwowi Norbert Huber i Tomasz Fornal. Pierwszy mecz na
igrzyskach reprezentanci naszego kraju rozegraja z Iranem (24 lipca,
godz. 12:40).
POLSKA – EGIPT 3:0 (25:13, 26:24, 25:19)
POLSKA: Drzyzga 4, Kubiak 9, Kochanowski 11, Kurek 17, Leon11,
Nowakowski 7 oraz Zatorski (l), Sliwka 1, Semeniuk. Trener: Heynen.
EGIPT: Fathy 1, Said 10, Abdelhalim 1, Elkotb 3, Mostafa 6, Abdelmohsen
oraz Reda (l), Seoudy, Yousri 6, Ellakany, Diaa, Mohamed, Magdy 2.
Trener: Elmahdy.

PILKA NOZNA
O zloto Euro 2020 na Wembley zagraja Anglicy i Wlosi, druzyny, ktore
wymyslily sie na nowo – Rafal Stec
Anglicy wreszcie graja bardziej rozumem niz sercem, Wlosi juz nie chca
uciekac z boiska. Obsada finalu idealnie wyraza ducha Euro 2020
Przyjazn, ktora stoi za odrodzeniem reprezentacji Wloch, wrocila na
czolowki gazet i portali, odkad Federico Chiesa strzelil Austriakom gola
w dogrywce meczu w 1/8 finalu. Na Wembley, gdzie w niedziele odbedzie
sie final.
Trener Roberto Mancini rozszalal sie z radosci, odwrocil plecami do
boiska, w ramiona wskoczyl mu zbiegajacy z trybun asystent Gianluca
Vialli. Rowiesnicy, poznali sie przed dekadami na zgrupowaniach
juniorskiej druzyny narodowej (we florenckim Coverciano, tam podczas
Euro 2020 stacjonowali seniorzy), mieszkali razem w pokoju i jako
reprezentanci kraju, i jako pilkarze Sampdorii Genua. Razem grali w
ataku, razem fetowali triumfy, razem cierpieli po porazkach. Zawsze. Na
brazowym mundialu 1990, dla obu z osobistej perspektywy bardzo
nieudanym, i w finale Ligi Mistrzow w 1992 roku, przegranym z Barcelona
po dogrywce – rowniez na Wembley.
Gdy Vialli przyjmowal stanowisko asystenta selekcjonera, przechodzil
chemioterapie, chorowal na raka trzustki. Rodakow poruszyl potem
zwierzeniami o tym, jak regularnie plakal, nie mial sily nawet na
spacer, az wreszcie sie poddal. Wczesniej zyskal popularnosc i sympatie
jako komentator – elokwentny, wnikliwy, zarazajacy czysta miloscia do
futbolu.
W trakcie Euro 2020 zajmowali sie nim rowniez Anglicy, ktorym Vialli dal
sie poznac jako pilkarz i trener Chelsea oraz Watfordu. Londyn uwaza za
swoj drugi dom, a kiedy wrocil do kraju wraz wlosko-brytyjskim
dziennikarzem Gabriele Marcottim, napisal ksiazke „Italian Job. Podroz
do serca dwoch wielkich futbolowych kultur”, w ktorej przekonywal, jak
skrajnie inaczej obie nacje rozumieja istote pilki noznej.
Jedna z zasadniczych tez: dla Wlochow mecz to zadanie, robota do
wykonania, natomiast dla Anglikow – gra i zabawa, powinna dawac
przyjemnosc i toczyc sie z poszanowaniem regul.
Pierwsi wierza wylacznie w wynik, do celu zmierzaja w kazdy dostepny
sposob, nie interesuja ich nieefektywne dryblingi oraz triki, w razie
koniecznosci czuja sie zobowiazani oszukiwac, juz w druzynach
dzieciecych widac obroncow z zacietymi wyrazami twarzy, ktorzy nigdy sie
nie usmiechaja, bo chca pozostac skupieni, zdyscyplinowani. Vialli
cytuje wybitnego trenera Fabia Capello: „We wloskiej psyche mamy pewne
napiecie, ktore instalujemy w glowach zawodnikow juz za mlodu. Dlatego
sie nie bawia. Sa na boisku, a woleliby przebywac gdzie indziej”.
Anglicy wierza w rywalizacje sama w sobie, oceniaja takze droge do celu,
wybacza zawodnikowi niedostatki techniczne, a nawet porazke, o ile wlozy
w mecz maksimum wysilku. Mozesz przegrac i zebrac oklaski, kibice
odwracaja sie tylko od niewystarczajaco zaangazowanych. Zawodnika, ktory
wedlug Wlochow „oszczedza energie”, wygwizdaja za lenistwo.
Kardynalne roznice w mentalnosci maja przynosic dalekosiezne skutki.
Otoz Italia programuje na zwyciezanie – wychowuje pilkarza boiskowo
inteligentniejszego, racjonalnego, cynicznego, przyzwyczajonego do
sleczenia na nudnych sesjach taktycznych. Wyspiarzami rzadza emocje,
spontanicznosc, satysfakcje potrafi im dac takze niepowodzenie. Vialli
moglby podeprzec wywod historycznym bilansem reprezentacji narodowych –
Wlosi zdobywaja lupy na mistrzostwach swiata i Europy w prawie kazdej
dekadzie, w rankingach wszech czasow ustepuja tylko Brazylii i Niemcom,
natomiast Anglicy wiecznie niedomagaja. Z mundialu przywiezli jeden
medal (mniej od Polakow, Czechow i Wegrow, tyle samo co Szwedzi,
Belgowie, Chorwaci, Chilijczycy czy Turcy), na Euro ustepuja ogolnym
dorobkiem az 12 druzynom.
Vialli nie ukrywa sympatii dla wartosci, ktore wyznaja wyspiarze – gdy
jeszcze sam gral i strzelil gola przy wyniku 0:4, wyjmowal pilke z
siatki, by jak najszybciej, choc wedlug wloskich standardow dzialal bez
sensu, skoro od koncowego gwizdka dzielilo go kilka minut. A
reprezentacja Manciniego wyglada na zaprojektowana na zerwanie z
przeszloscia, zaprzeczanie wszelkim stereotypom zwiazanym z calcio.
Podczas Euro 2020 pilkarze rozkoszuja sie gra, zwlaszcza w fazie
grupowej biegali po murawie w nastrojach wylacznie szampanskich. Juz w
eliminacjach zachowywali sie jak dzieci – bo po co wysilac sie na
wbijanie az dziewieciu goli Armenii, zwlaszcza majac zagwarantowana
pozycje lidera w tabeli?
Wlosi jednak calkiem nie zdradzili dawnych idealow. Pierwotne instynkty
(?) rozbudzilo w nich zagrozenie – gdy w cwiercfinale musieli odeprzec
frontalny atak Belgii, przeistoczyli sie w wytrawnych rozbijaczy gry,
kradnac czas przy kazdej okazji, od rzutow wolnych i z autu, przez
wykopy bramkarza i teatralne zwijanie sie z bolu po faulach, po zmiany.
Wedlug wyliczen portalu „The Athletic” normalny mecz toczyl sie przez
ledwie dziewiec z ostatnich 22 minut. Spektakularny powrot ciemnej
strony mocy.
Anglicy rowniez uciekaja podczas Euro 2020 od przeznaczenia. Vialli
dekonstruowal ich futbol kilkanascie lat temu, od tamtej pory
zintensyfikowali drenaz wybitnych trenerskich umyslow z zagranicy –
bodaj najchetniej zapraszali Wlochow, ktorzy wielokrotnie triumfowali w
Premier League (wsrod nich Mancini, z Manchesterem City). I bardzo sie
wzbogacili. W reprezentacji tloczno od graczy technicznych, budzacych
skojarzenia z prototypowymi wirtuozami latynoskimi, a Gareth Southgate
cwiczy sie w sztuce powsciagliwosci, ujarzmiania zapalu pilkarzy.
Angielski selekcjoner trzyma sie nieangielskiej strategii: nigdy nie isc
na calosc. Poprzestawal na powolnym ciulaniu punktow w rundzie grupowej,
nie probowal na sile zamknac polfinalu z Dania w podstawowym czasie gry
(choc rywale slaniali sie na nogach) i konsekwentnie, wbrew
rozgoraczkowanej opinii publicznej, chowa w rezerwie tlum co bardziej
natchnionych artystow. A wyspiarscy komentatorzy nie stroja juz, jakby
prychneli Wlosi, swietoszkowatych min – otwarcie chwala pilkarzy za
taktyczne faule, wywieranie presji na sedziego i spowalnianie gry, a
takze „lisi spryt”. Gdy „The Times” interpretuje kontrowersje wokol
rzutu karnego przyznanego gospodarzom w polfinale, konstatuje, ze Raheem
Sterling nie symulowal, lecz zgodnie ze zwyczajami nowoczesnego futbolu
„wykorzystal minimalny kontakt z obronca rywali”.
Innymi slowy, Anglicy kombinuja czasami jak Wlosi, a Wlosi czasami
zatracaja sie w grze jak Anglicy. Final idealnie wyrazajacy ducha
turnieju, ktory burzy nasze przyzwyczajenia i uniewaznia kalki o
narodowych stylach gry. Zdarzyc moze sie wszystko.

-UEFA rozwaza powiekszenie Euro do 32 druzyn. Czekalaby nas prawdziwa
rewolucja
Euro 2020 okazalo sie wielkim sukcesem, z czego skorzystac chce UEFA.
Dowiadujemy sie, ze coraz powazniej rozwazane sa plany powiekszenia
mistrzostw Europy do 32 druzyn. W takim scenariuszu w turnieju wzielaby
udzial ponad polowa wszystkich reprezentacji zrzeszonych w ramach UEFA.
Plany mialyby wejsc w zycie zaledwie 12 lat po poprzednich zmianach.
Jak informuje Rob Harris z Associated Press, plan powiekszenia
mistrzostw Europy nie jest niemozliwy. W 2016 r. Euro zostalo
powiekszone po raz pierwszy, gdy na turnieju po raz pierwszy wystapily
24 druzyny, a sukces konczacego sie Euro 2020 sprawia, ze UEFA planuje
kolejne zmiany.
UEFA rzekomo rozwaza wszystkie wady i zalety powiekszenia turnieju do 32
zespolow. Zatwierdzenie nowych zasad ma dotyczyc jednak dopiero Euro
2028, ktorego gospodarz wciaz nie jest znany. Poznamy go dopiero w 2023
r., gdy europejska federacja podejmie oficjalna decyzje po zapoznaniu
sie ze zgloszeniami zainteresowanych krajow.
Juz powiekszenie turnieju do 24 zespolow bylo pewnym przelomem,
natomiast UEFA chce dodatkowo zwiekszyc liczbe uczestnikow mistrzostw.
Oznaczaloby to, ze na turnieju zagralyby 32 nacje z 55 zrzeszonych w
ramach europejskiej federacji, a wiec ponad polowa wszystkich zespolow.
Znaczacym zmianom uleglyby eliminacje turnieju. Najpewniej znacznie
ograniczone zostalyby baraze, a szanse na awans mialyby nie tylko
zespoly z drugiego, ale i z trzeciego, a byc moze i czwartego miejsca w
grupie. Co ciekawe, juz w eliminacjach Euro 2020 zmiany nie byly
oceniane pozytywnie, a teraz okazuje sie, ze wiekszosc zespolow w
grupach eliminacyjnych moglaby liczyc na bezposredni awans.
Niewykluczone, ze na Euro wystapilyby reprezentacje z dolnych czesci
rankingu krajowego UEFA. Juz w 2016 r. na turnieju wystapila m.in.
Irlandia Polnocna, na Euro 2020 zagrala Macedonia Polnocna, a ewentualne
powiekszenie otwiera droge kolejnym reprezentacjom z tego poziomu.
Poki co najpewniej nie doczekamy sie oficjalnego komunikatu UEFA w tej
sprawie, pomysl jest dopiero rozwazany przez wladze. Wiemy natomiast, ze
europejska federacja najprawdopodobniej utrzyma przepis pozwalajacy na
dokonanie pieciu zmian w trakcie spotkania na kolejne lata.
Spotkanie wladz UEFA ma odbyc sie przed finalem Euro 2020 w Londynie.
Najwazniejsi wlodarze sa juz w stolicy Anglii.

-Pogon wygrywa w Dreznie i szlifuje forme na NK Osijek i Gornika Zabrze,
w ktorym zagra Lukas Podolski
Najpierw mecz z NK Osijek, a zaraz potem start ekstraklasy i mecz z
Gornikiem Zabrze, w ktorym zagra Lukas Podolski, byly reprezentant
Niemiec. Juz za niecale dwa tygodnie.
Podopieczni Runjaicia musza przygotowac wysoka forme juz na sam poczatek
rozgrywek krajowych i europejskich, poniewaz terminarz bedzie bardzo
napiety i wymagajacy. Juz 22 lipca o godz. 21 szczecinianie zmierza sie
na wlasnym stadionie z chorwackim NK Osijek w Lidze Konferencji Europy
(rewanz 29 lipca na wyjezdzie), a trzy dni pozniej (u siebie) zagraja w
1. kolejce ekstraklasy z Gornikiem Zabrze.
Klub z Gornego Slaska sfinalizowal wlasnie najglosniejszy transfer
ostatnich lat w polskiej lidze i podpisal kontrakt z bylym
reprezentantem Niemiec Lukasem Podolskim (z kadra naszych zachodnich
sasiadow siegnal po mistrzostwo swiata). 36-letni napastnik zadebiutuje
przed polska publicznoscia najprawdopodobniej wlasnie w Szczecinie.
– Na razie mysle o meczu z NK Osijek – zaznacza Runjaic. – To druzyna,
ktora w poprzednim sezonie zachowala wiecej czystych kont od nas [Pogon
miala najlepsza defensywe w ekstraklasie – red.]. To pierwszy klub od
wielu lat, ktory potrafi nawiazac rywalizacje z hegemonem chorwackiej
ligi, Dinamem Zagrzeb. Maja jasne cele: chca zdobyc mistrzostwo i grac w
Lidze Mistrzow. Zainwestowali w zespol sporo pieniedzy, wiec dzisiaj sa
na pewno na nieco innym poziomie niz my. Ale bedziemy dobrze
przygotowani i sprobujemy cos w tych rozgrywkach osiagnac.
Portowcy kilka dni temu wrocili do Szczecina ze zgrupowania w Opalenicy,
ktore bylo glownym punktem przygotowan do nowego sezonu.
– Niczego nam nie brakowalo – podsumowuje pobyt trener Kosta Runjaic. –
Nasz plan treningowy byl napiety i wymagajacy. Zespol pracowal w
zasadzie do wyczerpania sil i w sparingu z MFK Ruzomberok widac bylo po
pilkarzach, ze odczuwaja trudy ostatnich dni.
Mecz kontrolny ze Slowakami byl jedynym przegranym sparingiem podczas
zgrupowania w Opalenicy (0:1). W pozostalych dwoch spotkaniach Pogon
zaprezentowala sie znacznie lepiej i ograla rywali dobrze znanych z
boisk ekstraklasy (3:0 z Zaglebiem Lubin i 2:1 z Warta Poznan).
Natomiast w sobote szczecinscy pilkarze rozegrali ostatni planowany mecz
kontrolny. W Dreznie zagrali z Dynamem, beniaminkiem 2. Bundesligi.
Wygrali 1:0, a zwycieska bramke zdobyl w 86. minucie z rzutu karnego
Kamil Drygas.
Mecz do ostatniej chwili byl trzymany w tajemnicy. Kluby umowily sie, ze
nie beda informowac ani o miejscu, ani o godzinie spotkania. Nie wiadomo
bylo nawet z kim Pogon ma grac.
– My dokladnie analizujemy NK Osijek. Mysle, ze oni zachowuja sie
podobnie – tlumaczyl jeszcze przed weekendem Kosta Runjaic.
Trener ma juz do dyspozycji praktycznie wszystkich pilkarzy. Udalo sie
(przynajmniej na razie) utrzymac w kadrze wszystkich kluczowych
zawodnikow. Do druzyny dolaczyl juz takze Kacper Kozlowski, ktory w
ostatnim czasie regenerowal sily po mistrzostwach Europy. W tej chwili
wszystko wskazuje na to, ze 17-latek pomoze szczecinskiej druzynie w
europejskich pucharach.
Gotowy na zmagania w Europie jest juz takze przebudowywany stadion
Krygiera, ktory po przejsciu inspekcji otrzymal od UEFA (organizator
rozgrywek) tzw. „paszport stadionowy” 3. kategorii. To oznacza, ze
szczecinski obiekt zostal oficjalnie dopuszczony do rozgrywania spotkan
w 2. i 3. rundzie kwalifikacji do Ligi Konferencji Europy.

-Lechia Gdansk pokonala w sparingu Stomil Olsztyn
W kolejnym meczu sparingowym zespol Lechii Gdansk pokonal w Gniewinie
I-ligowy Stomil Olsztyn 2:0. W spotkaniu zagralo dwoch testowanych
zawodnikow, z ktorych lepiej spisal sie Kingsley Sarpei.
W dotychczasowych meczach kontrolnych podopieczni Piotra Stokowca
kolejno pokonali w Ostrodzie Rakow Czestochowa (4:2), nastepnie w
Warszawie przegrali z Legia (2:3), wreszcie w Poznaniu pokonali Lecha (1:0).
Tym razem zmierzyli sie w Gniewinie – gdzie od srody przebywaja na
zgrupowaniu – z I-ligowym Stomilem. Trener Piotr Stokowiec wystawil na
ten sparing dosc eksperymentalny sklad, m.in. pojawili sie w nim
przebywajacy na testach dwaj mlodzi Niemcy – 18-letni Kingsley Sarpei
(zagral na lewym skrzydle) oraz 22-letni Timur Gayret (skrzydlo prawe).
Obaj zagrali po 45 minut i duzo lepsze wrazenie zostawil po sobie
Sarpei. Kilka razy probowal indywidualnych akcji, pokazal niezla
dynamike i wyszkolenie techniczne. Oddal tez dwa grozne strzaly. Z kolei
Gayret byl duzo bardziej pasywny i nie pokazal nic ciekawego.
Po raz pierwszy w meczu przedsezonowym pojawil sie rowniez Jan
Bieganski, ktory przygotowuje sie nieco innym rytmem niz koledzy i ma
jeszcze pewne zaleglosci treningowe. Na prawej obronie po raz kolejny
probowany byl Mateusz Zukowski, z kolei na lewej mlody Bartosz Brylowski.
Lechia od poczatku miala wyrazna przewage i wygrala bardzo pewnie.
Prowadzenie objela po dobrym zagraniu Macieja Gajosa i precyzyjnym
strzale Kristersa Tobersa. Na poczatku drugiej polowy na 2:0 podwyzszyl
Flavio Paixao.
Po godzinie gry na boisku pojawila sie zupelnie nowa jedenastka, ale
mimo kilku kolejnych okazji wynik juz sie nie zmienil. Zatem
bialo-zieloni odniesli trzecie zwyciestwo w czwartym meczu sparingowym.
Kolejny rozegraja na pozegnanie z Gniewinem – 9 lipca zmierza sie z
Radomiakiem. Z kolei juz po powrocie na swoje obiekty, 13 lipca podejma
na stadionie przy Traugutta II-ligowa Chojniczanke.
Lechia Gdansk – Stomil Olsztyn 2:0 (1:0)
Bramki: Tobers (31.), Flavio Paixao (49.)
Lechia: Alomerovic – Zukowski, Tobers, Maloca, Brylowski – Bieganski
(30. Sezonienko), Gajos – Gayret (46. Suminski), Kaluzinski, Sarpei (46.
Niewiadomski) – Flavio Paixao. Lechia od 60. minuty: Mikulko –
Musolitin, Nalepa, Kopacz, Conrado – Kubicki, Makowski – Ceesay,
Koperski, Durmus – Zwolinski.

-Sporo dzieje sie w przerwie letniej w Arce Gdynia. W zespole jest juz
czterech nowych zawodnikow, kolejnych dwoch wrocilo z wypozyczen.
Odeszli za to dwaj najlepsi strzelcy poprzedniego sezonu, ktorzy w sumie
zdobyli 23 gole.
Dla Arki poprzedni sezon zakonczyl sie poteznym rozczarowaniem.
Zolto-niebiescy, mimo dobrego finiszu w fazie zasadniczej, nie zdolali
wywalczyc bezposredniego awansu do Ekstraklasy, szansy musieli wiec
szukac w nieco loteryjnych barazach. I potkneli sie juz w polfinale,
pechowo przegrywajac z LKS Lodz (0:1). W tej sytuacji w zapomnienie
poszla kapitalna postawa w rozgrywkach Pucharu Polski (porazka w finale
z Rakowem Czestochowa 1:2) i ostatnie miesiace tak naprawde trzeba uznac
za stracone.
Zatem Arka kolejny sezon spedzi w I lidze i oczywiscie jej celem znow
bedzie powrot do Ekstraklasy. Pierwsza wazna decyzja bylo przedluzenie
umowy z trenerem Dariuszem Marcem (oraz jego asystentem Januszem
Swieradem). Obowiazuje ona do konca sezonu 2021/22 z opcja przedluzenia
o kolejny rok. Mozna sie domyslic, ze owa opcja jest po prostu awans.
Szkoleniowiec Arki bedzie mial rowniez nowego asystenta, ktorym zostal
Brazylijczyk Hermes. Byly wieloletni pilkarz polskich zespolow – przez
12 lat wystepowal kolejno w Widzewie Lodz, Koronie Kielce, Jagiellonii
Bialystok, Polonii Bytom oraz Zawiszy Bydgoszcz – po zakonczeniu kariery
zawodniczej rozpoczal prace szkoleniowa. Zaczynal w Zawiszy, potem byla
Chojniczanka, Unia Solec Kujawski, natomiast ostatnie lata spedzil w
Jagiellonii jako trener grup mlodziezowych.
Arka po sezonie stracila dwoch najlepszych strzelcow, ale w tym
przypadku nie miala nic do powiedzenia. Pomocnik Juliusz Letniowski (w
sumie 12 goli, 10 w lidze) oraz napastnik Maciej Rosolek (11 bramek,
takze 10 w lidze) byli wypozyczeni bez opcji pierwokupu – odpowiednio z
Lecha Poznan oraz Legii Warszawa. Po zakonczeniu rozgrywek wrocili do
swoich macierzystych klubow. Ten pierwszy zostal juz ponownie
wypozyczony, do rywala Arki w I lidze Widzewa Lodz. Z kolei Rosolek na
razie trenuje z pierwszym zespolem Legii i byc moze utrzyma sie w kadrze
mistrza Polski na dluzej.
Strata tych dwoch zawodnikow to niewatpliwie spory uszczerbek. Podobnie
jak odejscie Mateusza Mlynskiego, ktory po podpisaniu w styczniu umowy z
Wisla Krakow (w czerwcu tego roku konczyl mu sie kontrakt z Arka) zostal
de facto odsuniety od pierwszego zespolu (choc z nim trenowal). Byla to
decyzja krzywdzaca dla pilkarza i zwyczajnie oslabiajaca druzyne, gdyz
Mlynski bardzo przydalby sie w walce o awans do Ekstraklasy.
Ponadto z klubem pozegnali sie skrzydlowy Kamil Mazek (w sumie 19
meczow, dwa gole), ktory odszedl do II-ligowej Chojniczanki, oraz
obronca Jakub Wawszczyk (siedem wystepow), ktory wyladowal w I-ligowej
Sandecji Nowy Sacz. Z kolei umow poki co nie przedluzyli Jan Hosek oraz
Lukasz Wolsztynski.
Z dotychczasowych nabytkow najciekawsza postacia jest Sebastian
Milewski. 23-letni srodkowy pomocnik trzy ostatnie sezony spedzil w
Ekstraklasie – najpierw w Zaglebiu Sosnowiec po awansie tego zespolu z I
ligi, dwa kolejne w Piascie Gliwice. W sumie rozegral 74 mecze, w
ktorych zdobyl cztery gole i zaliczyl piec asyst. W poprzednim sezonie
byl w Piascie glownie rezerwowym (w sumie 21 spotkan, 881 minut), w
Arce z pewnoscia ma nalezec do podstawowych zawodnikow.
Podobnie jak jego rowiesnik Hubert Adamczyk, ktory przywedrowal z Wisly
Plock. W jej barwach rozegral w Ekstraklasie w sumie 21 meczow (10 w
ostatnim sezonie), jednak zazwyczaj byly to epizody. Zdazyl strzelic
jednego gola i zaliczyc dwie asysty, jednak tak naprawde w Plocku
znaczaco nie zaistnial. Byc moze uda mu sie to w Arce. Obaj ci
zawodniczy podpisali kontrakty do czerwca 2024 roku.
W kadrze sa tez dwaj nowi obcokrajowcy. Hiszpan Nestor Gordillo
przechodzi z KKS Kalisz, czyli klubu, z ktorym mocno zwiazany jest
Jaroslaw Kolakowski (ojciec prezesa Arki Michala i jego nieformalny
doradca).
31-letni ofensywny pomocnik ma za soba udana runde wiosenna w II lidze.
W 20 meczach zdobyl 10 goli, dolozyl do tego dwie asysty. Teraz sprawdzi
sie o poziom wyzej (umowa obowiazuje do czerwca 2023 r). Gordillo ma
bogata przeszlosc w klubach hiszpanskich (AD Huracan, CD Azuqueca, UD
Vecindario, CD Guijuelo, Las Palmas Atletico, UE Cornella i rezerwy
Atletico Madryt), ale nigdy nie wzbil sie ponad trzeci poziom rozgrywek.
Na tym szczeblu zaliczyl 100 meczow, w ktorych zdobyl 12 goli. Przed
przyjazdem do Polski 2,5 roku gral w Indiach, a z klubem Chennai City
zdobyl nawet mistrzostwo kraju. Potem wystepowal jeszcze w zespole
Hyderabad FC (w sumie 31 meczow, 10 goli, osiem asyst).
Nowym zawodnikiem Arki zostal tez Slowak Milan Dobrotka (roczny
kontrakt). 36-letni obronca gra w Polsce od 3,5 roku. Najpierw byl
zawodnikiem Stali Mielec, a ostatnio II-ligowych Wigier Suwalki. W
barwach tego klubu w poprzednim sezonie rozegral 33 mecze i zdobyl dwie
bramki.
Ponadto z wypozyczen do KKS Kalisz wracaja dwaj mlodzi zawodnicy –
20-letni bramkarz Michal Molenda oraz 18-letni pomocnik Jakub Chojnowski.
Kto wie, czy z perspektywy kibicow Arki najwazniejsza informacja nie
jest jednak przedluzenie umowy przez Marcusa da Silve. 37-letni
Brazylijczyk z polskim paszportem podpisal nowy kontrakt do czerwca 2022
r., zatem rozegra w zolto-niebieskich barwach 10. kolejny sezon.
I bedzie mial ogromna szanse, zeby zostac samodzielnym liderem w
klasyfikacji najskuteczniejszych strzelcow w historii klubu. W tej
chwili dzieli 1. miejsce ze Stanislawem Gadeckim – obaj zdobyli po 62
gole. Nie ma chyba watpliwosci, ze Marcus pobije rekord, tym bardziej ze
w poprzednim sezonie strzelil w sumie siedem bramek (trzy w lidze i
cztery w Pucharze Polski).
Arka do 8 lipca trenuje na wlasnych obiektach, a we wtorek rozegra w
Gdyni sparing z Olimpia Elblag. W dniach 9-16 lipca przebywac bedzie na
zgrupowaniu w Grodzisku Wielkopolskim. W tym czasie rozegra trzy kolejne
mecze kontrolne: z Lechem Poznan (9 lipca, Opalenica), Gornikiem Zabrze
(13 lipca) oraz czeska Sigma Olomuniec (16 lipca, Opalenica).
Potem zespol wroci na wlasne obiekty, a 23 lipca wyjedzie do Pruszkowa
na sparing z Hapoelem Tel Aviv.
Nowy sezon I ligi Arka rozpocznie dwoma meczami na wlasnym stadionie – z
Zaglebiem Sosnowiec (30 lipca – 1 sierpnia) oraz Chrobrym Glogow (6-8
sierpnia).

RUGBY
W finalowym meczu ekstraligi rugby Ogniwo w obecnosci ponad 2 tys.
kibicow pokonalo na swoim stadionie Master Pharm Lodz 19:15. To drugi z
rzedu i 11. tytul mistrza Polski dla zespolu z Sopotu.
Ogniwo bronilo tytulu mistrza Polski, ktory wywalczylo… dwa lata temu.
W poprzednim sezonie rozgrywki zostaly bowiem zawieszone z powodu
pandemii koronawirusa i medali nie przyznano. Jednak przerwa nie
zmienila ukladu sil w ekstralidze rugby. Ogniwo i Master Pharm
(wczesniej Budowlani) zmierzyli sie w finale czwarty raz z rzedu. W 2017
i 2018 r. gora byli lodzianie, w 2019 r. tytul trafil do Sopotu. Zreszta
Master Pharm/Budowlani zagrali w finale szosty raz z kolei i zawsze ich
rywalem byl zespol z Trojmiasta. W 2015 przegrali z Arka Gdynia, rok
pozniej pokonali Lechie Gdansk.
Przed spotkaniem uhonorowana zostala reprezentacja Polski kobiet (oparta
na zawodniczkach Bialo-Zielonych Ladies Gdansk), ktora tydzien temu
wywalczyla wicemistrzostwo Europy w rugby siedmioosobowym. Potem w duzym
upale rozpoczela sie batalia o zloty medal ekstraligi.
Faze zasadnicza rozgrywek wygralo Ogniwo, dlatego ten zespol byl
gospodarzem finalu. Jednak ostatni mecz miedzy tymi zespolami, takze
rozegrany w Sopocie, wygrali lodzianie (16:10). Dlatego spotkanie
absolutnie nie mialo faworyta.
I rzeczywiscie od poczatku walka byla niezwykle wyrownana. Wynik w 19.
min otworzyl z rzutu karnego lacznik ataku Ogniwa Wojciech Piotrowicz.
Skutecznie dwukrotnie odpowiedzial jego lodzki vis-à-vis Michal Kepa,
ale ostatnie slowo w tej czesci gry nalezalo do gospodarzy. Kapitalna
akcje przeprowadzil Nowozelandczyk Dwayne Burrows, przekazal pilke
Robertowi Olszewskiemu, a ten popisal sie efektownym przylozeniem.
Podwyzszyl Piotrowicz, ktory za chwile jeszcze wykorzystal kolejnego
karnego i Ogniwo schodzilo na przerwe z prowadzeniem 13:6.
Druga polowa w dalszym ciagu byla glownie pojedynkiem kopaczy. Najpierw
przewage Ogniwa zmniejszyl Kepa, ale potem dwoma znakomitymi probami z
ponad 40 metrow spod linii bocznej popisal sie Piotrowicz. Po drugiej z
nich bylo 19:9 dla gospodarzy.
Co na to Kepa? Tym razem to on skutecznie wyegzekwowal dwa rzuty karne i
na 10 min przed koncem bylo juz tylko 19:15 dla Ogniwa. Ostatnie
fragmenty byly dramatyczne. Gospodarze bardzo dobrze sie bronili, ale
wiedzieli, ze w przypadku straty przylozenia mistrzem Polski beda
lodzianie. Jeszcze w ostatnich sekundach mieli oni aut blisko pola
punktowego Ogniwa, ale popelnili blad przy formacji mola. A potem byla
juz tylko wielka radosc zespolu Ogniwa oraz ich kibicow. Zlote medale i
puchar za zwyciestwo juz tradycyjnie wreczyl im prezydent Sopotu Jacek
Karnowski.
– Obrona tytulu smakuje wspaniale, duzo trudniej broni sie mistrzostwa,
niz sie go zdobywa. Wiedzielismy, ze zespol z Lodzi rzuci sie na nas od
poczatku, ale dobrze sie bronilismy i wymuszalismy bledy, z czego braly
sie rzuty karne. W drugiej polowie rywal rzucil sie do odrabiania strat,
zepchnal nas do defensywy, ale kilka naszych mocnych szarz obronnych
wytracilo ich z rytmu. Ciesze sie, ze w pojedynku kopaczy na koncu to ja
okazalem sie zwyciezca, ale wielki szacunek dla Michala [Kepy], ktory
byl najskuteczniejszym zawodnikiem sezonu i jest naprawde swietnym
zawodnikiem – mowil po spotkaniu jego bohater Wojciech Piotrowicz, ktory
zdobyl 14 punktow.
Dla Ogniwa to juz 11. tytul mistrza Polski, ponadto klub z Sopotu
wywalczyl osiem srebrnych medali i trzy brazowe. Bardziej utytulowane sa
tylko AZS AWF Warszawa (16 zlotych – 9 srebrnych – 10 brazowych) oraz
Lechia (13-12-15).
3. miejsce wywalczyl zespol Orkana Sochaczew, ktory w meczu o brazowy
medal pokonal na wyjezdzie Skre Warszawa 17:0.
Ogniwo Sopot – Master Pharm Rugby Lodz 19:15 (13:6)
Ogniwo: Fidler, Burek, Bysewski, Tsivtsivadze, Mrozinski, Grabowski,
Piotrowski, Zeszutek, Plichta, Piotrowicz, Czasowski, Griebienow,
Burrows, Olszewski, Zuk oraz M. Wilczuk, W. Wilczuk, Powala-Niedzwiecki,
Mrowca, Zajac, Mokrecow, Walters, Drewczynski.

Justyna Kowalczyk-Tekieli
Sportowiec na emeryturze jak ktos z drugiej strony lustra
Gdy sportowiec konczy z wyczynem, czesto zostaje sam na sam z osoba,
ktorej absolutnie nie zna. Musi nauczyc sie zycia z nowym odbiciem w
lustrze. Musi nauczyc sie zycia bez poswiecania go jednemu, wielkiemu
celowi. Bez chomata presji.
Proces nauki u kazdego z nas, emerytowanych wyczynowcow, przebiegal
inaczej. Wiele zalezy od tego, czy do zmiany zycia sie
przygotowywalismy. Niektorzy nie mieli takiej szansy: czesto marzenia o
dalszym uprawianiu sportu konczy kontuzja. Czesto jest to efekt decyzji
podjetej pod wplywem chwili pelnej negatywnych emocji. Takie drastyczne
zmiany prawie zawsze prowadza do obrazenia sie na sport. Jest w nich
gorycz, ktora nie chce minac. Utrudnia akceptacje nowego, wrazliwego ja.
Zawsze lepiej jest, gdy pozegnanie jest decyzja wlasna, swiadoma i
przygotowana. Warto pomyslec o fundamencie nowego zycia i przygotowywac
go, jeszcze walczac o medale. Dlatego tak wazne jest, by miec/umiec cos
w zyciu procz sportu. Przejscie bedzie duzo latwiejsze. Fajnie, gdy –
jak w moim przypadku – mozna sobie zaplanowac powolna kuracje odwykowa.
Staly kontakt z dotychczasowym zyciem, ale z szeroko otwartymi drzwiami
w kierunku normalnosci.
Przechodzilam do tego nowego zycia przez piec lat. Tyle minelo, od kiedy
podjelam decyzje, ze warto juz zyc inaczej. Dwa lata z tych pieciu bylam
jeszcze pelnowymiarowym sportowcem. Dalam sobie czas na pozegnanie ze
wszystkimi miejscami i trudami, ktore zdominowaly cale moje dorosle
zycie. To byl bardzo nostalgiczny czas, bo sport wyczynowy ciagle
uwielbialam i absolutnie nie chcialam sie na niego obrazac. Moglabym
trenowac do czterdziestki i dluzej, ale chomato presji ciazylo mi za
bardzo. Stalam sie zakladnikiem wlasnego sukcesu. Musialam sie tlumaczyc
ze swietnych biegow, ktorych jedyna wada bylo to, ze nie dawaly miejsca
na podium. Przezywalam to zbyt mocno. Stwierdzilam, ze warto odejsc dla
wlasnego zdrowia psychicznego – one wtedy bylo dosc kruche – ze trzeba
odejsc madrze i na swoich zasadach. Sport wciaz jest dla mnie bardzo
wazny, ciagle mysle jak wyczynowiec, ale zyje normalnie i nie musze sie
nikomu tlumaczyc, dlaczego dystans dziesieciu kilometrow biegam
dwadziescia sekund wolniej.
Teraz, z perspektywy aktywnej emerytki, z zaciekawieniem przygladam sie,
jak inni podchodza do tej gry. I coz tu duzo pisac, ujal mnie Lukasz
Podolski. Kiedys wymyslil sobie, ze skonczy w Gorniku Zabrze i teraz, po
fantastycznej karierze, dotrzymuje slowa. Dla niego to lagodne zejscie z
najwyzszych obrotow, dla klubu, miejmy nadzieje, ogromny kop motywacyjny
i mozliwosc nauki profesjonalizmu na najwyzszym poziomie. Same plusy.
Troche inna droge obrali Serena Williams i Roger Federer, oni schodza
powoli w blasku wielkich fleszy. Doskonale zdaja sobie sprawe z tego, ze
ich mozliwosci sa dalekie od tych, ktore prezentowali w szczycie karier,
a jednak wciaz walcza. Maja gdzies krytyke, te smieszne powiedzonka, ze
trzeba wiedziec, kiedy ze sceny zejsc. Moga sobie pozwolic na luksus
robienia tego, co kochaja najbardziej. Nie sa zakladnikami sukcesu.
Podziwiam, bo wiem, jak trudno jest to sobie poukladac w glowie.
Zycie po wyczynie to tez wiecej czasu na rzeczy, na ktorych robienie
kiedys nie bylo szans. Moge teraz bez wyrzutow sumienia chodzic na
oficjalne otwarcia obiektow sportowych. Dawniej nie do pomyslenia! Jesli
nie bylabym w tym czasie na treningu, to musialabym sie przygotowywac do
nastepnego. Regeneracja w trakcie ciezkiego procesu treningowego jest
najwazniejsza. Dzis jest inaczej. Kilka dni temu, zaproszona przez
gospodarza COS OPO Zakopane, bylam na otwarciu kompleksu srednich
skoczni. Akurat skocznie nie sa mi nijak bliskie, ale bardzo doceniam
to, co przez kilka lat dyrektor COS Zakopane Sebastian Danikiewicz
zrobil z osrodkiem. Niesamowicie nam sie ten COS zmienil.
Najnowoczesniejsze trasy biegowe, skocznie, piekny stadion
lekkoatletyczny, pomieszczenia do treningu w warunkach hipoksji. A zaraz
rusza modernizacja toru lodowego. Wielkie gratulacje za skutecznosc. I
podziekowania, bo jakos lzej mi zyc z ta osoba po drugiej stronie
lustra, gdy mam gdzie porzadnie potrenowac.

Na podstawie: Onet.pl, wyborcza.pl, interia.pl, gazeta.pl, weszlo.com,
90minut.pl, pilkanozna.pl, przegladsportowy.pl, polsatsport.pl
opracowal Reksio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *